"Życie w trzeźwości" czyli - Co robią Anonimowi Alkoholicy, żeby nie pić.



Kup teraz

Co robią Anonimowi Alkoholicy, żeby nie pić. Praktyczne sposoby, jak żyć w trzeźwości godzina po godzinie, dzień po dniu, łatwe do realizacji w domu, pracy czy na spotkaniach towarzyskich.

FRAGMENT

1. Jak powstrzymać się od pierwszego kieliszka

...najważniejszą sprawą w leczeniu jest nie sięgać po alkohol...

Powiedzienie często słyszane w AA to : "jeśli nie wypijesz tego pierwszego kieliszka, to nie będziesz mógł się upić" oraz "jeden kieliszek to za dużo, a dwadzieścia nie wystarczy. Wielu z nas, zaczynając pić nie chciało ani nie wypijało więcej niż jednen kieliszek albo dwa. Lecz z czasem ich liczba rosła. W miarę upływu lat okazało się, że pijemy coraz więcej, a niektórzy z nas upijają się i pozostają w stanie ciężkiego upicia. Zdarzało się, że naszego stanu nie zdradzały ani wymowa ani chód, lecz w owym okresie nigdy nie byliśmy trzeźwi. Gdy zaczynaliśmy się tym bardzo dręczyć, zmiejszyliśmy liczbę kieliszków, staraliśmy się ograniczyć do jednego lub dwóch albo przerzucić się z mocnych alkoholi na piwo czy wino.
Staraliśmy się przynajmiej ograniczyć ilość, żeby za bardzo nie upijać się lub ukrywaliśmy ile wypiliśmy.
Lecz to wszystko stawało się coraz trudniejsze. Zdarzało się nawet, że stawaliśmy się na krótko abstynentami i w ogóle nie piliśmy. W końcu jednak znów wracaliśmy do picia - tylko kieliszek. A ponieważ nie było widać, żeby nam poważnie szkodził, uważaliśmy, że możemy spokojnie wypić następny. Jeśli to było wszystko co wypiliśmy za jednym razem, odczuwaliśmy wielką ULGĘ, że potrafimy wypić jeden lub dwa kieliszki i na tym poprzestać. Niektórzy z nas dokonywali tego kilkokrotnie.
Okzało się to jednak PUŁAPKĄ. Przekonywało nas, że możemy pić bezpiecznie. A potem przychodziła okazja (jakaś specjalna uroczystość, jakaś strata osobista albo nawet bez jakiegoś większego powodu), gdy po dwu czy trzech kieliszkach poczuliśmy się na tyle dobrze, że jeden czy dwa kolejne nie zaszkodzą. I zupełnie bez takiego zamiaru, znów wypiliśmy za dużo. I znów wracaliśmy do naszego stanu - nadmiernego picia, chociaż wcale nie chcieliśmy tego. Powtarzalność takich przeżyć zmusiła nas do wyciągnięcia logicznego wniosku - nieuniknionego - Jeśli nie wypijemy pierwszego kieliszka, nigdy nie upijemy się. Toteż zamiast postanowień nie upijania się nigdy więcej, prób ograniczania wypijanych kieliszków czy ilości wypijanego alkoholu, nauczyliśmy się koncentrować wysiłki na tym, żeby nie wypić tylko jednego kieliszka - tego pierwszego. Dzięki temu zamiast martwić się, jakby tu skończyć hulankę na mniejszej liczbie kieliszków, unikamy poprostu tego pierwszego kieliszka od którego wszystko się zaczyna.
To, co powiedzieliśmy brzmi aż śmiesznie prosto, nieprawdaż? Wielu z nas wprost teraz nie może uwierzyć, że nie pomyślało o tym wcześniej. Co prawda, nie zamierzaliśmy nigdy porzucać picia, zanim nie dowiedzielismy się czym jest alkoholizm. Najważniejsze jednak jest to, że teraz wiemy, że właśnie takie postępowanie daje rezultaty.
Zamiast próbować ustalać, na ile kieliszków możemy sobie pozwolić - cztery? - sześć? - dwanaście? - pamiętajmy jedno: nie wolo nam wypić pierwszego! O ileż to prostsze! Przywyknięcie do takiego sposobu myślenia pomogło setkom tysięcy spośród nas w zachowaniu trzeźwości przez lata.


2. Jak planować 24 godziny.

W czasie gdy piliśmy miewaliśmy tak okropne okresy, że przysięgaliśmy "nigdy wiecej". Przysięgaliśmy nie pić rok, albo obiecywaliśmy komuś, że nie tkniemy alkoholu przez dwa tygodnie lub trzy miesiące. I oczywiście, nawet bez przyrzeczeń obiecywaliśmy zachować abstynencję przez jakiś czas. Składając przez zaciśnięte zęby te obietnice byliśmy zupełnie szczerzy. Z całego serca pragnęliśmy już nigdy nie znależć się w stanie upicia. Byliśmy zdecydowani. Przysięgaliśmy w ogóle zerwać z pjaństwem, zamierzając w ogóle nie brać alkoholu do ust, aż do jakiegoś określonego czasu w przyszłości.

Jednakże, mimo naszych intencji, wynik był prawie zawsze ten sam. Z czasem pamięć o przysięgach i cierpieniu, które sprawiło, że składaliśmy je zblakła. Piliśmy znowu i znów popadliśmy w kłopoty. Nasza abstynecja "na zawsze" nie trwała zbyt długo.

Niektórzy z nas podejmując takie zobowiązanie czynili sobie po cichu zastrzeżenie, że przyrzeczenie nie picia dotyczy mocnych napojów, a nie piwa czy wina. W ten sposób przekonywaliśmy się. jeśli już nie było nam wiadome, że potrafimy upić się także winem czy piwem - poprostu musimy wypić więcej, aby skutki były takie same jak po produktach spirytusowych. Upijaliśmy się tak samo winem albo piwem jak przedtem mocnymi trunkami.

Tak, to prawda, że niektórzy spośród nas całkowiecie rzucali alkohol i dotrzymywali swoich przyrzeczeń do czasu (...) Potem kończył sie okres "posuchy" i znów wracaliśmy do picia, znowu popadliśmy w kłopoty, dziwgając dodatkowy ciężar nowego poczucia winy i wyrzutów sumienia.

Mając tego rodzaju przeżycia za sobą, tu w AA staramy się unikać takich wyrażeń jak "okresowa trzeźwość" czy "podejmowanie zobowiązań", gdyż przypominają one o naszych niepowodzeniach.

Chociaż zdajemy sobie sprawę, że alkoholizm jest stanem stałym i nieodrwacalnym, doświadczenie nauczyło nas nie składać długoterminowych przyrzeczeń zachowania trzeźwości.

Stwierdziliśmy, iż rzeczą znacznie bardziej realną i dającą wieksze szanse powodzenia - jest powiedzieć: "Nie wypiję kieliszka właśnie dzisiaj". Nawet, jeśli pilismy wczoraj, możemy postanowić nie pić dziś. Jutro może będziemy pili - kto wie, czy w ogóle jutro będziemy żyć - lecz przez te 24 godziny decydujemy się nie pić. Nie zależnie od pokus czy zachęt jesteśmy zdecydowani na wszystko, aby tylko dziś nie wziąć alkoholu do ust.

Nasi przyjaciele i rodzina mają już napewno dość słuchania kolejnych obietnic, że: "tym razem to już naprawdę", patrząc jak znów wracamy pijani do domu. Nie przyrzekamy więc ani im, ani sobie nawzajem w AA, że nie będziemy pili. Przyrzekamy tylko sobie samym. Ostatecznie chodzi przecież o nasze zdrowie i życie.
To my, a nie rodzina czy przyjaciele, musimy podjąć kroki niezbędne do zachowania zdrowia.

Jeśli pragnienie napicia się jest naprawdę bardzo silne, to często dzielimy te 24 godziny na mniejsze odcinki czasu. Postanawiamy nie pić, powiedzmy, przez conajmniej godzinę. Przejściową przykrość odczuwaną z powodu nie picia możemy wytrzymać jeszcze przez godzinę ; potem jeszcze jedną itd.

Wielu z nas właśnie w taki sposób rozpoczęło proces wracania do trzeźwości. Prawdę mówiąc, każde zdrowienie z alkoholizmu zaczynało się od jednej godziny trzeźwości. Można tego dokonać poprostu przez postanowienie nie wypicia teraz następnego kieliszka.

Później można wypić, ale teraz odkładamy wypicie przynajmiej do końca dnia, czy krótszej jednostki czasu.
Plan 24-godzinny jest bardzo elastyczny. W każdej chwili możemy rozpocząć go od nowa, obojętnie gdzie byśmy się znajdowali. W domu, w pracy, w barze czy sali szpitalnej, o 4 popołudniu czy o 3 rano możemy postanowić, że nie weżmiemy alkoholu do ust przez następne 24 godziny, czy też przez następne 5 minut.

Stale stosowany dwudziestoczterogodzinny plan nie ma takich wad jak "okresowa trzeźwość" czy podejmowanie zobowiązań niepicia. Zarówno okres abstynencji czy też czas, w jakim przyrzekliśmy nie pić kończą się z planem i wówczas czujemy się w prawie znowu zacząć pić. Lecz dzień dzisiejszy istnieje zawsze. Życie to jest codzienność; dziś - to wszystko co mamy, a każdy może wytrzymać bez picia jeden dzień.

Przede wszystkim próbujemy żyć daną chwilą, właśnie żeby zachować trzeźwość i to nam się udaje. Gdy myśl ta raz zakorzeni się w naszym umyśle, stwierdzimy, że życie 24-godzinnymi odcinkami jest skutecznym i dającym satysfakcję, efektywnym sposobem radzenia sobie także z wieloma innymi sprawami.

dodajdo.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz