Alkoholizm to choroba, możesz nauczyć się ją kontrolować ciesząc się pełnią życia.


Blog do wynajęcia Blog do wynajęcia Blog do wynajęcia

Gotowość do służenia innym


...Wspólnota doszła do wniosku ,że ma tylko jedno i wyłącznie jedno szczytne zadanie : nieść posłanie AA tym wszystkim ,którzy nie wiedzą ,że mają wyjście.
DWANAŚCIE KROKÓW I DWANAŚCIE TRADYCJI,STR.151


"Światło" wiodące do wolności świeci jasnym promieniem na moich braci alkoholików, kiedy nawzajem twórczo wspomagamy się w rozwoju.
"Kroki" prowadzące do doskonalenia siebie nie miały spektakularnych początków - a jednak każdy Krok składa się na "drabinę", dzięki której wydobywamy się z otchłani rozpaczy, uzyskując nową nadzieję. Uczciwość staje się "narzędziem", za pomocą którego rozrywam krępujące mnie "okowy". Sponsor - będący uważnym słuchaczem - pomaga mi naprawdę usłyszeć przesłanie, które pozwoli mi się wyzwolić.
Proszę Boga o odwagę potrzebną mi do życia w taki sposób, ażeby Wspólnota AA świadczyła na Jego korzyść. Powołanie to daje mi wolność dzielenia się moim darem zdrowia, co mogę czynić, krzesząc w sobie ducha gotowości do służby.

Nasz główny cel


... im bardziej Wspólnota AA koncentruje się na swym głównym celu, tym większy jest jej dobroczynny wpływ na innych.
ANONIMOWI ALKOHOLICY WKRACZAJĄ W DOJRZAŁOŚĆ STR.142


Z wdzięcznością rozmyślam o początkach Wspólnoty i o naszych mądrych i pełnych miłości "pionierach",którzy oficjalnie oświadczyli, że nie wolno nam oddalać się od naszego głównego celu - czyli niesienia osłania AA alkoholikom, którzy wciąż jeszcze cierpią.
Chcę oddać sprawiedliwość wszystkim, którzy zajmują się dziedziną alkoholizmu, pamiętając wszakże przy tym, że AA nie popiera żadnych ośrodków, inicjatyw ani przedsięwzięć poza swoimi własnymi. Muszę też pamiętać, że Wspólnota AA nie posiada monopolu na czynienie cudów, i z pokorą pozostać wdzięczny Bogu, który umożliwił jej powstanie.

Prawdziwa tolerancja


Jedynym warunkiem przynależności do AA jest pragnienie zaprzestania picia.
DWANAŚCIE KROKÓW I DWANAŚCIE TRADYCJI ,STR. 139

Krótka wersja Tradycji Trzeciej dotarła do mnie za sprawą preambuły AA .
Gdy trafiłem do Wspólnoty, nie potrafiłem zaakceptować siebie, swojego alkoholizmu ani Siły Wyższej. Gdyby moje członkostwo obwarowane było jakimiś wymogami natury fizycznej, psychicznej, etycznej czy religijnej - to dziś bym już nie żył.
Na taśmie z nagraniami wypowiedzi Billa W, na temat Tradycji usłyszeć można, że Trzecia Tradycja stanowi gwarancję osobistej wolności i stoi na jej straży.
Największe wrażenie wywarła na mnie akceptacja, jakiej zaznałem ze strony uczestników AA, którzy przyjęli mnie do Wspólnoty i tolerowali mnie w niej. W moim odczuciu, akceptacja jest wyrazem miłości - a miłość jest tym, czego chce dla nas Bóg.

Równe prawa


Co pewien czas sporo grup AA próbuje zaostrzyć kryteria przynależności czy normy funkcjonowania ... Po jakimś czasie lęk i nietolerancja ustępują.
Uświadamiamy sobie, że nikomu nie chcemy odmawiać szansy zdrowienia z alkoholizmu.
Pragniemy być jak najbardziej otwarci i nikogo nie wyrzucać poza nawias Wspólnoty.
A.A.TRADYTION; HOW IT DEWELOPED ( JAK ROZWIJAŁA SIĘ TRADYCJA AA ).STR.OR. 10,11,12


We Wspólnocie AA ofiarowano mi całkowitą wolność i przyjęto mnie do niej bezwarunkowo
- dla mnie samego.Moje członkostwo nie zależało od mojego posłuszeństwa ,statusu majątkowego ani wykształcenia;i jestem za to niezmiernie wdzięczny.
Często zastanawiam się,czy w podobnie otwarty i bezstronny sposób sam odnoszę się do innych - czy też może odmawiam im wolności bycia odmiennymi ode mnie.Dziś staram się zastąpić swój lęk i nietolerancję wiarą,cierpliwością,miłością i akceptacją.Wartości te mogę wnieść do swojej grupy AA ,swojego domu i miejsca pracy. Nie szczędzę trudu, żeby swoje nastawienie pozytywne krzewić wszędzie, gdzie się znajdę.
Osądzanie innych nie jest ani moim prawem, ani moim zadaniem. W zależności od postawy, jaką przyjmę, nowicjuszy, członków rodziny i przyjaciół mogę postrzegać jako źródło zagrożenia albo jako źródło nauki. Gdy myślę o swojej dawnej skłonności do osądzana, to rozumiem, że moje zadufanie w sobie mnie samemu wyrządzało krzywdę duchową.

Bez rozckliwiania się nad własną winą


Dzień, po dniu próbujemy chociaż odrobinę przybliżyć się do Bożej doskonałości. A zatem nie ma powodu płaczliwie się skarżyć ani obwiniać...
Jak to widzi Bill str-15

Gdy odkryłem, że w Dwunastu Krokach AA nie ma ani jednego zakazu, byłem naprawdę poruszony - gdyż odkrycie to otworzyło przed mną olbrzymie wrota. I dopiero wtedy uświadomiłem sobie, czym jest dla mnie AA:
- AA nie jest programem nakazów, tylko programem zaleceń;
- W AA nie panuje zaostrzony rygor, tylko wolność;
- AA nie zachęca do płakania nad naszymi wadami i błędami, tylko do pracy nad usunięciem i naprawieniem ich;
- AA nie stanowi kary, tylko wybawienie;
- AA nie woła: "Biada mi !" za wszystkie moje grzechy - dawne i obecne;
- AA woła: "Chwała niech będzie Bogu" za postępy, które dziś czynię.

Pozytywne aspekty negatywnych doświadczeń


Nasze duchowe i emocjonalne dojrzewanie w AA bardziej niż na sukcesach opiera się na porażkach i przeszkodach. Jeśli będziesz miał to na uwadze, twoje zapicie, zamiast ściągać cię w dół, może wywindować cię w górę.
Jak to widzi Bill str. - 184

Znosząc ból i przeciwności, jakie współzałożyciele Wspólnoty napotykali i przezwyciężyli, Bill W. pozostawił nam w spadku jasne przesłanie: nawrot i zapicie mogą przerodzić się w doświadczenie pozytywne, które przybliża nas do abstynencji i zdrowienia przez cale życie. "Wpadka" potwierdza ostrzeżenie, które bez przerwy słyszymy na mityngach: "Nie sięgaj po pierwszy kieliszek!" Umacnia ona naszą wiarę w postępujący charakter choroby alkoholowej i uzmysławia nam zarówno potrzebę, jak i niezwykłe piękno pokory, którą przesycony jest Program. Gdy zaczyna mną rządzić moje ego, proste prawdy muszą docierać do mnie w skomplikowany sposób.

Alkoholik to wyzwisko, a nie choroba


Potrafi pan wytłumaczyć, dlaczego pan pił?
- Alkoholik pije tylko z jednego powodu, ponieważ jest alkoholikiem. Alkohol był moim najlepszym przyjacielem. Pomagał w sytuacjach, kiedy nie czułem się dobrze. Picie, to najłatwiejszy sposób poprawiania sobie nastroju. Kiedyś podczas szkoleń robiłem ankietę: jaki powinien być przyjaciel? Pisano, że musi być na każde zawołanie, nie powinien cię krytykować, jest przewidywalny - nie powie, że nie ma czasu, poprawia nastrój, uspokaja. Dla uzależnionego takie funkcje pełni właśnie alkohol. Po co polepszać sobie samopoczucie np. pójściem na spacer? Jest łatwiejszy sposób - setka z barku. "Znieczulając" się tak coraz częściej w końcu zatraca się umiejętność poprawiania sobie nastroju w naturalny sposób. Cierpiący alkoholik zna tylko jedną metodę na pozbycie się cierpienia: wypicie następnej porcji alkoholu. Często to cierpienie jest wynikiem poprzedniego picia i wpada się w błędne koło, w ciąg.

Pamięta pan jak się zaczęła pana "przygoda" z piciem?
- Zaczynałem jak wszyscy - od picia towarzyskiego, na prywatkach. Podczas studiów piło się już całkiem regularnie, bo tam wszyscy pili. Mieliśmy łatwiejszy dostęp do alkoholu - w akademiku farmaceuci przetwarzali spirytus salicylowy, na ten nadający się do picia. "Organizowaliśmy" go sobie ze szpitali wiadrami. Potem piło się już coraz częściej i więcej, traciło się kontrolę wypijanego alkoholu i gdzieś w pewnym momencie zaczęło się uzależnienie. Na początku otoczenie patrzyło na ciebie jak na człowieka, który po prostu lubi wypić. Ale tolerancja na alkohol spada, pijącemu wystarczy niewielka ilość, żeby się upić, znika kontrola i... albo się umiera, albo trafia na leczenie.

Długo pan pił?
- Przynajmniej dwadzieścia lat. Przestałem pić dopiero, gdy miałem 40 lat.

W tym czasie założył pan rodzinę, zaczynał pracę, rodziły się dzieci, specjalizował się pan... Otoczenie nie reagowało?
- Za moich czasów, kiedy zaczynałem pracę, piło się powszechnie. W zakładach pracy, w szpitalach, to była norma. Pili wszyscy, począwszy od dyrektora do ciecia, który w bramie podnosi szlaban. Problem polegał na tym, że nie wiadomo było, kto był uzależniony, a kto nie. Teraz, kiedy dyscyplina jest większa, ludzi chorych można wyłowić i "zaproponować" pomoc medyczną. Ale rzadko tak się dzieje, a przecież pijący alkoholik jest ciężko chorym człowiekiem i nie nadaje się do pełnienia odpowiedzialnych funkcji. Tymczasem u nas alkoholicy pracują, ale odbywa się to kosztem chorego i otoczenia, które nie potrafi się temu przeciwstawić.

Wtedy pracował pan na oddziale ortopedyczno-urazowym. Nic się nie działo, kiedy przychodził pan do szpitala pijany albo pił pan w pracy? Nikt nie reagował?
- Reagowali, jak za dużo się wypiło. Zdarzały się sytuacje, że wysyłano mnie do domu albo ktoś za mnie wykonywał zabieg. Nie będę opowiadał tzw. historii z życia, bo każdy alkoholik i pije i zachowuje się tak samo. Może tylko innym językiem o swoim piciu opowiada. Startują z różnych punktów, jeden może być murarzem, drugi profesorem, ale w miarę uzależnienia, ich nitki życiowe się schodzą, aż w końcu można je przepuścić przez obrączkę. Nawet tak samo zaczynają wyglądać. Moje picie miało swoje konsekwencje - kłopoty z uzyskaniem specjalizacji, awansem zawodowym.

Jak można przyjść do pracy po alkoholu? Przecież inni to widzą?
- Alkoholik musi się napić, żeby funkcjonować, a ponieważ traci kontrolę nad piciem, na tzw. klina wypija za dużo i przychodzi do pracy pijany. Nie dlatego, że na pracy mu nie zależy, wręcz przeciwnie. Ostatnim bastionem, którego broni alkoholik, jest praca. Uważa, że lepiej jak przyjdzie do niej pijany, niż jeśli miałby tam w ogóle się nie pojawić.

A pana życie prywatne? Nie powie pan, że tu wszystko biegło normalnym trybem.
- W rodzinie też funkcjonuje się coraz gorzej, to oczywiste. Zawodzi się na każdym polu. Tak samo było u mnie. Znikałem na parę dni, zapominałem odebrać dzieci z przedszkola, nie można było na mnie polegać. Trzeba wiedzieć, że rodzina alkoholowa działa zupełnie inaczej niż normalna. W 90 proc. przypadków, gdzie alkoholikiem jest mąż, żona tkwi z nim w nałogu do końca, powoli się współuzależniając. Tam alkoholik decyduje o wszystkim, co dzieje się w rodzinie. Gdyby chciała to robić żona, musiałaby od niego odejść. Dlatego na ogół rodzina nie jest w stanie zmusić alkoholika do leczenia, na pewnym etapie przestają się go nawet wstydzić i coraz bardziej go marginalizują. I właśnie dlatego leczenie trzeba zacząć od rodziny.

Pana żona przechodziła taką terapię?
- Nie chciała. Nawet jak już przestałem pić, nie brała udziału w terapii. Ale znam przypadki, kiedy najpierw leczenie rozpoczęła żona, zaczęła zupełnie inaczej postępować z pijącym mężem, a potem on dołączył do niej. Z reguły jednak jest tak, że alkoholik w końcu poddaje się leczeniu sam, trzeźwieje, a rodzina zostaje na tym samym etapie i często się rozpada.

Tak było też u pana...
- Tak. Alkoholik, który przestaje pić, zaczyna zupełnie nowe życie. To jest inny człowiek. Jeżeli on się zmienia, a inni członkowie rodziny nie, to często tak się to kończy. Poza tym przez pierwsze dwa lata trzeźwiejący alkoholik jest nie do zniesienia. Nadal trwa w poczuciu zagrożenia, nagle zaczyna widzieć rzeczy, których przedtem nie dostrzegał, nie podoba mu się rodzina, żona, to, co ona robi. Żona jest przyzwyczajona, że dotychczas sama trzymała ster, a tu nagle, po iluś latach "zjawia" się mąż i chce decydować. Tymczasem ona pała żądzą zemsty za lata poniewierki. Chce, żeby alkoholik wszystko "odrobił", a tak się nie da. Zaczyna się szarpanina. Jeżeli żona chodzi na terapię, na takie zachowania jest przygotowana.

Uważa się, że aby alkoholik przestał pić, żeby się odbić, musi osiągnąć swoje dno. Jakie było pana dno?
- Pierwsze poważne ostrzeżenie otrzymałem w 1981 r. Pod rygorem zwolnienia z pracy ordynator kazał mi zgłosić się na leczenie odwykowe. Pojechałem, ale po powrocie zacząłem znowu pić i przez następne pięć lat piłem coraz intensywniej. Wiedziałem już, że mam problem alkoholowy, każdy alkoholik wie o tym od samego początku, tylko prawidłowo go nie definiuje. Dopiero wtedy uznaje się za alkoholika, gdy przyzna się do bezsilności wobec alkoholu i do tego, że przestał kierować własnym życiem. To nie dzieje się tak prosto. Ja potrafiłem nie pić nawet dwa miesiące, cały urlop, z czego byłem bardzo dumny i myślałem, że mam kontrolę - zresztą spontaniczne wymuszanie na sobie abstynencji, to objaw choroby alkoholowej. Wszyscy byli bardzo zadowoleni - proszę, jak chce, to nie pije - mówili. Tylko, że ja potem musiałem się za to wynagrodzić i wpadałem w tygodniowe ciągi.
Dno, od którego się odbiłem, to zwolnienie dyscyplinarne za picie w pracy w grudniu 1986 r. Najpierw wpadłem w straszny ciąg alkoholowy, po którym wylądowałem na intensywnej terapii. A potem już "dobrowolnie" zgłosiłem się na leczenie odwykowe...

Jest pan wdzięczny szefowi za dyscyplinarne zwolnienie z pracy?
- Inaczej pewnie już bym nie żył, tak jak kilku moich kolegów lekarzy. I temu, który mnie pierwszy raz wysłał na leczenie, też jestem wdzięczny. Piłem potem dalej, ale już nie w takim komforcie. Tak powinni postępować inni szefowie i ordynatorzy. Gdybym ja chciał zgłosić, że kolega pije, byłbym samobójcą, bo nic za tym nie idzie, nie zagrażam mu żadnymi konsekwencjami, a jeszcze zostałbym nazwany donosicielem. Nie ma żadnych ustalonych procedur, co robić z pracownikiem - alkoholikiem. Na ogół udaje się, że nie ma problemu, dopóki nie zdarzy się nieszczęście czy nie wybuchnie afera. Chociaż o problemie wiedzą wszyscy. Co najgorsze, takie zachowanie to kolejny gwóźdź do trumny alkoholika, bo on pije dalej. Tymczasem, żeby pomóc alkoholikowi, trzeba mu szkodzić. Szkodzić - z jego punktu widzenia.

A jak długo trwało pana trzeźwienie?
- Trwa do dzisiaj. Nie wyobrażam sobie tego czasu bez ruchu anonimowych alkoholików. Pierwszy raz zetknąłem się z grupą, kiedy trafiłem na oddział uzależnień. Pamiętam jak prowadzący powiedział, że nie pije trzy i pół roku. Wydawało mi się to niemożliwe. Właśnie tam poczułem, że przestanę pić. Potem jeszcze przez wiele lat chodziłem na mityngi AA, założyłem grupę AA w fordońskim więzieniu, przez wiele lat współpracowałem z pełnomocnikiem wojewody ds. uzależnień i prowadziłem gminny program rozwiązywania problemów alkoholowych. W końcu pomocą terapeutyczną zacząłem zajmować się profesjonalnie - skończyłem Studium Pomocy Psychologicznej, Studium Terapii Uzależnień w Warszawie.

Leczył pan lekarzy - alkoholików?
- Pacjentów w terapii alkoholowej się nie różnicuje, niezależnie czy to jest lekarz, dziennikarz, czy hydraulik. Na pewno alkoholik wykształcony, szczególnie lekarz próbuje zdominować prowadzącego. Jest przekonany, że odgrywa jakąś wyjątkową rolę, uważa, że wie lepiej. Tymczasem w chorobie alkoholowej zachowuje się tak samo jak inni, i dopóki będzie się uważał za lepszego alkoholika, nigdy nie osiągnie sukcesu w leczeniu. Miałem takiego kolegę profesora, zmarł kilka lat temu. Chodził na mityngi, ale nie mógł pogodzić się z tym, że jest takim samym alkoholikiem jak inni.

Jak pan sobie radzi z wszelkiego rodzaju namawiaczami, zachęcającymi do wypicia "tylko jednego"?
- Jeżeli ktoś zdecydowanie powie: nie piję - z reguły nikt go nie namawia. Na pytanie: Dlaczego nie pijesz? zdarza mi się odpowiadać: Bo jestem alkoholikiem. Reakcja bywa piorunująca. Nagle wszyscy stają się zażenowani, udają, że nie usłyszeli. Nadal określenie "alkoholik" funkcjonuje jako wyzwisko, a nie określenie choroby.

Zgodnie z uchwałą NRL przy izbach lekarskich powinni pojawić się pełnomocnicy ds. zdrowia lekarzy i lekarzy dentystów. Ich zadaniem będzie zbieranie informacji o faktach nadużywania substancji psychoaktywnych przez członków samorządu lekarskiego, organizacja systemu pomocy dla lekarzy uzależnionych, m.in. pomoc w znalezieniu właściwej placówki terapii uzależnień oraz monitorowanie przebiegu leczenia. To dobry pomysł?
- Zbieranie informacji o nadużywaniu substancji psychoaktywnych? W jakim celu: statystycznym, medycznym? Pełnomocnik miałby chodzić po szpitalach i pytać - kto tu pije? Żeby to stwierdzić i tak najpierw takiego lekarza musiałby zbadać biegły, a przedtem ktoś go musi na to badanie skierować. Kto? NRL podejmuje uchwałę w sprawach, na których się nie zna. Może taki pełnomocnik miałby też pójść do szefa pijącego lekarza i kazać mu go zwolnić? Przecież to właśnie rola szefa.

W razie stwierdzenia niezdolności lekarza do pracy pełnomocnik mógłby wnioskować do okręgowej rady lekarskiej o powołanie komisji orzekającej o niezdolności do pracy ze względu na stan zdrowia, co mogłoby skutkować zawieszeniem prawa wykonywania zawodu.
- Uważam, że pijący alkoholik powinien mieć zawieszone prawo wykonywania zawodu na dwa lata, z możliwością warunkowego odwieszenia po roku. Ale ktoś takiego lekarza musi do izby zgłosić, a od tego, jak już wspominałem, jest dyrektor czy bezpośredni przełożony lekarza. Prowadziłem kiedyś szkolenie dla oficerów lotnictwa, opowiadali mi, że w USA, jeżeli lotnik pije, szef natychmiast zdejmuje go ze służby i wysyła na odwyk. Po powrocie, bez żadnych problemów, na nowo podejmuje służbę. Jeżeli "zapije" drugi raz - ponownie idzie na odwyk i znowu wraca do tej samej pracy. Jeśli jednak sytuacja powtórzy się po raz trzeci - zostaje wyrzucony, traci wszelkie zabezpieczenia, emeryturę, pozbawia się go licencji. Nie potrzeba żadnych komisji, pełnomocników.

Czym więc powinien zajmować się taki pełnomocnik działający przy izbie lekarskiej?
- Za sensowne uważam powołanie pełnomocnika ds. rozwiązywania problemów alkoholowych w obrębie naszej grupy zawodowej. Pomocą trzeba objąć wszystkie osoby, które mają problem alkoholowy spowodowany piciem lekarza. Muszą to być jego szefowie, koledzy, a przede wszystkim rodzina. Trzeba by było napisać odpowiedni program, może opracować zalecenia - jak np. dyrektor czy szef kliniki ma postąpić w przypadku, gdy jego podwładny pije. Na to potrzeba pieniędzy. Czy izba będzie takie przedsięwzięcia finansować? Warto dodać, że na temat choroby alkoholowej lekarze wiedzą bardzo mało - i to jest właśnie podstawowy "problem alkoholowy" lekarzy.

Rozmawiała Agnieszka Banach

Włodzimierz Kasierski ma 62 lata, pracuje w Zakładzie Usprawniania Leczniczego w Wojewódzkim Szpitalu im. Jana Biziela oraz w Poradni Ortopedycznej w Szpitalu MSWiA w Bydgoszczy, jest specjalistą rehabilitacji medycznej i ortopedii, także terapeutą ds. uzależnień. Jest członkiem Zarządu Krajowego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy, a 17 lat temu współuczestniczył w założeniu OZZL. Ma żonę - lekarza rodzinnego, dwoje dzieci w wieku przedszkolnym oraz dwóch dorosłych synów z poprzedniego małżeństwa. Od 22 lat jest trzeźwym alkoholikiem.

źródło: Gazeta lekarska

dodajdo.com

Istota błędów


Poszukiwanie "Istoty błędów" to nic innego jak poszukiwanie motywów mojego własnego postępowania (przy wydajnej pomocy sponsora).
Znalezienie odpowiedzi na pytanie, dlaczego zdradzam a nie gdzie i z kim, dlaczego manipuluję ludźmi a nie ilu zmanipulować mi się udało. Dopiero jak dotrę do istoty moich błędów jestem w stanie zacząć je eliminować. Zmieniać.
Leczymy przyczynę (duszę) a nie objawy. Dlatego tak ważne jest poznanie "istoty własnych błędów".

Postępująca wdzięczność


Wdzięczność należy kierować naprzód nie wstecz.
Jak to widzi Bill - str. 29

Jestem bardzo wdzięczny mojej Sile Wyższej, że dala mi druga szanse na wartościowe życie. Dzięki pomocy AA odzyskuje poczytalność i zdrowie duchowe. W moim życiu spełniają się obietnice Programu. Jestem wdzięczny za wyzwolenie mnie ze szponów alkoholu. Jestem wdzięczny za spokój ducha i umysłu, oraz za możliwość rozwoju - jednak moja wdzięczność powinna kierować się naprzód, a nie wstecz.
Nie utrzymam trzeźwości, wspominając niegdysiejsze mityngi i niesienie posłania; muszę uaktywnić moja wdzięczność dzisiaj. Jeden ze współzałożycieli Wspólnoty powiedział, że wdzięczność, najlepiej można okazać przez niesienie posłania innym. Jeśli mojej wdzięczności nie towarzyszy działanie, pozostaje ona jedynie przyjemnym uczuciem. Musze wcielić ją w czyn, praktykując Krok Dwunasty - czyli niosąc posłanie i stosując zasady Programu we wszystkich moich poczynaniach. Jestem wdzięczny, że mam dziś okazję zanieść komuś posłanie AA!

Szczęśliwi, radośni i wolni


Jesteśmy przekonani, ze Bóg pragnie, abyśmy czuli się wolni, szczęśliwi i radośni. Nie podzielamy stanowiska, że Ziemia jest padołem cierpień i łez, choć wielu z nas tak się ona w przeszłości jawiła. Sami byliśmy sprawcami takiej wizji. Bóg jej przecież nie stworzył. Unikaj zatem świadomego sprowadzania na siebie nieszczęść. Jeśli zaś one nadejdą, zaufaj Bogu i z radością wykorzystaj te okazje do zademonstrowania wiary w Boską wszechmoc.
Anonimowi Alkoholicy, Str. - 117

Przez całe lata wierzyłem w surowego, karzącego Boga i obwiniałem Go za własne nieszczęścia. W AA dowiedziałem się, że muszę "rozbroić" swoje ja, ażeby skorzystać z duchowych "narzędzi" programu. Nie opieram się Programowi, ponieważ jest on darem - a ja nigdy nie opierałem się przed przyjęciem daru. Jeśli czasem wdaje się w potyczki, to tylko dlatego, że wciąż trzymam się starego sposobu myślenia - "ale bezskutecznie"

Zdrowie duchowe


Przezwyciężając chorobę ducha, wzmacniamy się zarazem psychicznie i fizycznie.
Anonimowi Alkoholicy str. - 55

Z powodu mojej ogromnej pychy - ukrytej pod płaszczykiem sprawności intelektualnej i powodzenia materialnego - bardzo trudno mi jest uporać się z duchowym aspektem mojej choroby. Inteligencję da się pogodzić z pokorą - pod warunkiem, że pokorę stawia się na pierwszym miejscu. We współczesnym świecie, dla wielu ludzi najwyższym celem
jest osiągniecie prestiżu i bogactwa. Choroba mego ducha polega na tym, że podporządkowuje się modnym trendom i chcę uchodzić za lepszego niż jestem w istocie.
Rozpoznanie i uznanie własnej słabości jest dla mnie początkiem zdrowia duchowego. Jego oznaką zaś jest codzienne proszenie Boga, aby mnie oświecił, odczytywanie Jego woli i wcielanie jej w czyn. Zdrowie duchowe dopisuje mi wtedy, gdy - uświadamiam sobie, że zdrowieje - odkrywam, jak bardzo potrzebuje pomocy innych.

Krok pierwszy


(My) "Przyznaliśmy..." [pierwsze słowo Pierwszego Kroku AA]
Dwanaście Kroków i Dwanaście Tradycji str. - 23

Kiedy piłem, myślałem tylko: "ja" i "ja", albo "mnie", "mną", "o mnie".
Ta bolesna obsesja na punkcie siebie samego, to choroba duszy i egoizm duchowy - skazały mnie na uciekanie się do pomocy butelki przez ponad połowę mojego życia.
Moje dążenie do Boga i do wypełnienia Jego woli dzień po dniu stało się możliwe dzięki temu, że Krok Pierwszy rozpoczyna się od czasownika w pierwszej osobie liczby mnogiej: "Przyznaliśmy" .. Czułem że wielkość ma w sobie siłę i moc i gwarantuje bezpieczeństwo - i że takiemu alkoholikowi jak ja może uratować życie. Gdybym sam próbował zdrowieć, zapewne byłbym umarł. Dzięki obecności Boga i innych alkoholików w moim życiu nabrało ono wyższego celu - stałem się nośnikiem uzdrawiającej miłości Bożej.

Wykaz błogosławieństw


Jedno z ćwiczeń, które stosuje, polega na tym, że staram się sporządzić kompletny wykaz błogosławieństw, które mnie spotkały.
Jak to widzi Bill str. - 37

Jakie miałem powody do wdzięczności? Zamknąłem się w pokoju i zacząłem wymieniać na piśmie błogosławieństwa, które żadną miarą nie były moją zasługą - zaczynając od tego, że urodziłem się zdrowy na ciele i umyśle. Przyjrzałem się swemu siedemdziesięcioczteroletniemu życiu, aż do chwili bieżącej. Sporządzenie listy zajęło mi aż dwie godziny i rozciągnęła się ona na całe dwie strony; umieściłem na niej powody do wdzięczności związane ze zdrowiem, rodziną, sytuacją finansową, Wspólnotą AA - cała gamą spraw i zjawisk.
Modląc się, co dzień proszę Boga, żeby pomógł mi nosić tę listę w pamięci i przez cały dzień odczuwać wdzięczność. Jeśli pamiętam o tym, za co mogę być wdzięczny, to nie przychodzi mi do głowy myśl, że Bóg chce dla mnie źle.

Kryzys


Myślę, że tak naprawdę nie da się przestać pić dopóki nie zobaczy się realnych korzyści z niepicia. Potrzebna jest rekompensata i kwita - nie ma cudów. Póki nie uwierzysz, tak w głębi siebie i do szpiku kości, że lepiej i sympatyczniej żyć bez alkoholu niż z nim będziesz miał ciężko. To tak jak z dziewczyną, z którą się rozstałeś. Albo będziesz tęsknił i co jakiś czas popadał w melancholie albo dojdziesz do wniosku, że to było dla was najlepsze rozwiązanie. Miło było ale nie pasujemy do siebie. Warto się też zastanowić czy alkohol w ogóle jest Ci do czegoś potrzebny.
Bezgłośnie w sobie, dość, już dość, ja chcę inaczej. Tyle prób i słów na wiatr... tyle lat... Już wiem, że sam nie dam rady...
Byłem tu, byłem tam... widziałem to sam, poczytałem to sam, im się przecież udało... żyją inaczej.
Mówię już głośno, ja też chcę tak...ja mam dość...
Szukamy, wychodzimy i powoli poznajemy, staramy się zrozumieć problem w sobie i siebie. Bez wzmacniacza i zagłuszacza, zaczynamy dostrzegać innych, zaczynamy przebudowę siebie. Uznajemy swoją bezsilność... Zmiany zaczynamy od siebie... bo inaczej się już nie da...
Podstawową sprawą w kwestii sprzyjania otrzeźwieniu alkoholika jest kryzys.

Pierwsze wysiłki w kierunku zaprzestania picia przez osobę z alkoholem mocno zbrataną wiążą się zawsze z kryzysem, który przybiera postać zbiegu przykrych okoliczności na tyle poważnych i dolegliwych, iż mogą skłonić alkoholika do rewizji swojego stosunku do alkoholu.
Alkoholik jest człowiekiem chorym, nie jest jednak dzieckiem. Traktować go jak chorego nie oznacza więc chronić go od odpowiedzialności za jego picie.

Pamiętam pierwszą refleksję, do jakiej doszedłem na ten temat, i która kazała mi inaczej spojrzeć na swój problem.
Gdy piłem, wszyscy ludzie pomagali mi na różne sposoby. Jeden pożyczył pieniądze, drugi pomógł załatwić zwolnienie lekarskie, jeszcze inny dał dodatkowo zarobić, bym nie stoczył się całkowicie na dno. I tak piłem bezpiecznie, bez strachu o jutro. Miałem strażników. Z perspektywy sześciu lat moje trzeźwości mogę powiedzieć, że naprawdę pomógł mi wtedy jeden – jedyny człowiek, który powiedział „nie”. Otóż groziła mi kolejna przykrość z powodu absencji w pracy. Tym razem szykowało się dyscyplinarne wymówienie, nie było możliwości załatwienia zwolnienia. Kolega, o którym mówię, był zaprzyjaźniony z dyrektorem zakładu. Jedno słowo wstawienia się za mną załagodziłoby sytuację. Wybrałem się do niego z ta banalną prośbą o niezbyt kosztowny gest, jeden telefon. I wtedy on powiedział „nie’. Naturalnie mógłby zatelefonować. Najprawdopodobniej ta protekcja byłaby skuteczna. Jednak nie. Nie, ponieważ jestem wystarczająco dorosły, by ponosić odpowiedzialność za to co czynię i wystarczająco inteligentny, by przewidzieć skutki swoich decyzji. W tym też decyzji sięgnięcia po alkohol. Naturalnie obraziłem się. Wyrzucono mnie z pracy i rozpocząłem swoje staczanie się. Przez wiele lat obwiniałem swojego kolegę, czyniąc go odpowiedzialnym za to staczanie. Zapłaciłem wielkie koszty moich wyborów w sprawie alkoholu. Teraz jestem mu wdzięczny za posunięcie, które przyspieszyło kryzys, a więc i otrzeźwienie. Z perspektywy lat wiem dobrze, że on właśnie pomógł mi najskuteczniej.
Zacząłem się też na serio zastanawiać nad tym wszystkim, gdy mnie wszyscy opuścili. Żona przestała doprowadzać mnie do poradni, gdzie na tyłach budynku, z takimi jak ja, natychmiast „zapijałem” anticol. Matka przywykła i nawet przestała reagować na mój żałosny widok, przestała lamentować. Najwyraźniej przestałem liczyć się w ich życiu, miały inne ważne sprawy. Żona przestała mówić o rozwodzie. Moja pijana głowa zarejestrowała to. Nie robiły na niej wrażenia awantury i sceny zazdrości. Wszyscy byli skupieni na czym innym. Nie istniałem. Zrezygnowali ze mnie. Zostałem sam i stoczyłem się na samo swoje dno. Wtedy dotarło do mnie, że muszę coś z tym zrobić, że tym razem coś się dzieje na serio, że muszę siebie ratować, bo nikt inny za mnie tego nie zrobi. Nikt mnie nie uratuje, bo nikomu już na mnie nie zależy. Pojechałem na odwyk i co prawda do trzeźwości było jeszcze daleko, jednak to był początek. To był przełom.
Nie wiem właściwie, czy rozpocząłbym leczenie, gdybym nie znalazł się bez rodziny, dosłownie na bruku, bez dachu nad głową i bez środków do życia. Autorem tego stanu rzeczy byłem ja sam chociaż trudno mi nawet teraz myśleć o tym bez przykrości, szczerze mówiąc wątpię, czy zdecydowałbym się na leczenie w innej sytuacji. To był dla mnie szok. Nie sądziłem, by mogłoby się to kiedykolwiek zdarzyć, bo przecież mimo wszystko, mimo kilkunastu lat, które trudno było wytrzymać, żyłem w słodkim przeświadczeniu, że „oni mnie przecież kochają”, że jestem nadzwyczajny, niezastąpiony i jedyny. Nie dostrzegałem sygnałów zagrożenia, byłem ślepy na to, że wali się nasze małżeństwo, ślepy na żony zmęczenie, rozpacz, desperację. Cóż zresztą mogłem widzieć poza alkoholem? Właściwie nic się nie liczyło. Więc to był szok, jednak nie wiem, czy w innym przypadku zdecydowałabym się na leczenie. I ta złość… pomogła mi na początku ta złość, że ja im wszystkim pokażę! Potem musiałem sobie z nią inaczej radzić, potem mi przeszkadzała, lecz na początku była bardzo pomocna. Zacząłem trzeźwieć na złość im wszystkim.

DNO
Alkoholicy zastanawiając się nad swoim piciem i trzeźwieniem odwołują się często do słowa „dno”. Wielu jest przekonanych, że każdy alkoholik musi osiągnąć swoje dno, które pozwoli mu odbić się w kierunku trzeźwości. Owo dno oznacza ponoszenie różnego rodzaju kosztów, których wielkość zaczyna przewyższać znacznie rozmiary przyjemności i ulgi czerpanych z zaczarowanej butelki „wypij mnie”.
Powiedzenie, iż każdy alkoholik na swoje dno, oznacza różną głębię ugrzęźnięcia. Dla jednego dnem będzie właśnie samotność i odrzucenie społeczne, dla drugiego próba samobójcza, dla innego pobyt na oddziale psychiatrycznym i przeżycia związane z delirium. Są osoby, które uznają za „dno” wypicie nie konsumpcyjnego alkoholu, podczas gdy u innych fakt ten nie wywołuje większego wrażenia. W takim sensie „dno” jest doświadczeniem indywidualnym.
Z takiego punktu widzenia „dno” to doświadczenie kontynuacji, spotkanie z sytuacją, która brzmi jak komunikat: „skończyły się żarty”. Badania pokazują, że głębokość dna, które trzeba osiągnąć w swoim uzależnieniu, mocno zależy od stanu wiedzy społecznej na temat alkoholizmu. Przy niedostatecznej wiedzy otoczenia częściej ma miejsce dno z pogranicza życia i śmierci – dno, z którego nie ma powrotu.

KRYZYS – to słowo oddające w innym porządku znaczenie pojęcia dno. Otóż, gdy toczy się określony proces, narasta choroba, jednym z objawów tego procesu jest kryzys. Może on otworzyć nowe możliwości, zapoczątkować proces trzeźwienia, stanowić pierwszy krok powrotu do zdrowia.

1 - kryzysu nie należy łagodzić ani powstrzymywać.
2 - można go przyspieszyć.

W środowiskach trzeźwościowych można znaleźć takie oto zalecenia dla żon alkoholików:

• Nie musisz dłużej uciekać od choroby. Zacznij uczyć się opartej na faktach wiedzy o alkoholizmie.
• Nie musisz dłużej obwiniać alkoholika. Zacznij koncentrować się na swoich własnych działaniach – to dzięki nim możesz podnieść się, albo załamać.
• Nie musisz dłużej kontrolować picia alkoholika. Zacznij koncentrować się na jego potrzebie leczenia – zacznij namawiać go do leczenia.
• Nie musisz dłużej przychodzić „z pomocą” alkoholikowi. Zacznij pozwalać mu na cierpienie i ponoszenie odpowiedzialności za każdą konsekwencję wynikającą z jego picia.
• Nie musisz dłużej interesować się powodami picia alkoholika. Zacznij powracać do wzorów normalnego życia.
• Nie musisz dłużej grozić. Zacznij mówić to, co myślisz i robić to, co mówisz.
• Nie musisz dłużej przyjmować lub wyłudzać obietnic. Zacznij odrzucać je.
• Nie musisz dłużej poszukiwać rady u osób niekompetentnych. Podejmij leczenie, którego celem będzie zdrowie w szerokim zakresie.
• Nie musisz dłużej ukrywać faktu, że szukasz pomocy. Zacznij otwarcie mówić o tym alkoholikowi.
• Nie musisz dłużej narzekać, gderać, wygłaszać kazań, przymilać się i robić wymówek. Zacznij informować alkoholika o jego niewłaściwym postępowaniu.
• Nie musisz dłużej pozwalać alkoholikowi na atakowanie ciebie i twoich dzieci. Zacznij ochraniać siebie.
• Nie musisz dłużej być marionetką. Zacznij istnieć osobno.

W krajach, gdzie wiedza o alkoholizmie jest bardziej dostępna, łatwo znaleźć wiele różnych broszur, poradników i kieszonkowych książeczek zawierających różnorakie informacje o chorobie alkoholowej i różne zalecenia. Te, które tu cytuję, są typowym przykładem takich instrukcji. Sądzę, że warto zatrzymać się chwilę przy niektórych z nich.
Zacznijmy od następującego: Nie musisz dłużej interesować się powodami picia alkoholika. W zdaniu tym zawarta jest zachęta, by zdystansować się od wymówek, narzekań i usprawiedliwiania alkoholika, przestać traktować je dosłownie i na serio, a za to popatrzeć na nie jak na symptom chorobowy, jako wyraz systemu iluzji i zaprzeczania.

Alkoholik pije, ponieważ jest uzależniony od alkoholu. Wszelkie inne wyjaśnienia prowadzą na manowce.

Czy to znaczy, że nie można, czy też nie należy nigdy łączyć picia alkoholu z takimi lub innymi powodami? Że każdy, kto dajmy na to mówi: „Tak się zdenerwowałem, że chyba łyknę coś mocniejszego?” - po prostu zawsze kłamie? Nie. Ludzie sięgają po alkohol, strzykawkę, tabletkę z wielu ważnych psychologicznych powodów: dla złagodzenia napięcia, poprawienia sobie nastroju, zyskania większej odwagi, zdobycia akceptacji otoczenia, znieczulenia fizycznego lub psychicznego bólu. Lecz każdy, kto żyje czy żył kiedykolwiek w rodzinie z problemem alkoholowym, świetnie zna różne warianty płyty „napiłem się, ponieważ…”, czy „muszę się napić, bo…”. Wielu z nas poddaje się uporczywemu brzmieniu tej monotonnej płyty. Jeśli tak się dzieje i w twoim przypadku, jeśli straciłaś, czy straciłeś dystans do całej sprawy, spróbuj uczynić jakieś wewnętrzne „stop”, by wprowadzić inne myślenie.
Oto ono: przecież nie każdy, kto się zdenerwował, sięga po kieliszek. Gdyby wszyscy ludzie, denerwujący się wszak wiele razy dziennie, sięgali po alkohol, wszyscy chodzilibyśmy pijani. Przecież nie każdy, kogo „nie rozumie żona”, upija się na umór. Wszak nie wszyscy, do których wtrąca się teściowa fundują sobie trzydniówkę. Jest z pewnością wiele innych, bardziej konstruktywnych sposobów, by radzić sobie z ustrojem społecznym, teściową, niesprawiedliwym szefem, własnym smutkiem, czy zniechęceniem. W tej sprawie człowiek z pewnością ma wybór, choć obszar wyboru osoby uzależnionej po wprowadzeniu do organizmu małej dawki alkoholu zmniejsza się gwałtownie: stosunkowo szybko alkoholik już nie ma wyjścia, musi pić dalej.
Jeśli jesteś osobą nieuzależnioną, lecz żyjesz w orbicie uzależnienia bliskiej ci osoby, wywód powyższy możesz przyjąć z większymi lub mniejszymi oporami. Jeśli przede wszystkim pojawiają ci się właśnie różne „ale”, jeśli miałbyś chęć bronić „swojego” alkoholika argumentami o jego wyjątkowo trudnych losach, większej wrażliwości czy inności, potraktuj proszę siłę swojej obrony jako wskaźnik własnego współuzależnienia, siłę poddania się wersji nagranej na płycie. Wierz mi, wielu nadzwyczaj wrażliwych ludzi wcale nie „zalewa robaka”, wielu ludzi o losach nad wyraz skomplikowanych nie gustuje bynajmniej w alkoholu, wielu odmieńców żyje bez chemii. Człowiek miewa różne powody, by szukać pociechy i ulgi, jednak alkohol nie jest na szczęście jedynym lekarstwem na trudności życiowe i w ludzkich możliwościach leży dokonywanie w tej sprawie wyborów.
Oczywiście są ludzie, którzy gorzej radzą sobie z własnymi emocjami niż inni. Jest bardzo prawdopodobne, że Jan gorzej znosi kłopoty z żoną czy teściową niż Stanisław. Z tym samym szefem Anna radzi sobie bez większych trudności, Maria zaś przeżywa trudne emocje, które „musi zapić”. Te wszystkie sprawy są bardzo ważne w powracaniu do zdrowia i równowagi psychicznej, są dla alkoholika poważnymi tematami pracy psychologicznej, w grupie samopomocowej, czy w grupie terapeutycznej. By jednak dokonywać „powrotu do zdrowia”, oglądać te sytuacje z różnych punktów widzenia i uczyć się nowych, bardziej konstruktywnych zachowań wobec teściowej, szefa czy wobec własnego lęku czy złości, trzeba mieć do tego w miarę trzeźwy umysł. Oznacza to, że przede wszystkim trzeba przestać sięgać po kieliszek (proszek, strzykawkę).

Żadnych prawdziwych oględzin swojej psychologicznej sytuacji nie da się dokonać przy pomocy pijanego myślenia. To do niczego nie prowadzi.

W tej sprawie niezwykle ważna jest jeszcze jedna rzecz. Otóż wiem, jak trudno niektórym żonom (matkom, dzieciom) oderwać się od uzasadnień alkoholika i przestać interesować się powodami jego picia. Bowiem często to co on głosi jako powody swego picia, jest subtelnie związane z twoją osobą, z twoją samooceną lub poczuciem winy.
Skoro alkoholik pije, „ponieważ jesteś złą żoną (matką, córką), to aby móc przestać interesować się powodami jego picia, musisz mieć trzeźwy, jasny, zdrowy i do tego pozytywny pogląd na to, jaką jesteś żoną, córką lub matką. Jeśli w tej sprawie nie masz pewności, lub nazbyt obawiasz się opinii o sobie, ziarno w postaci obarczania siebie odpowiedzialnością za picie padnie na podatny grunt. Trudno ci będzie zdystansować się od tego, bowiem jego obrona trafia w twój najsłabszy punkt. Wierz mi, że każdy alkoholik potrafi to genialnie wyczuć i wykorzystać, jest bowiem zainteresowany w budowaniu maksymalnie mocnego alibi. A jeśli alkoholik pije, „ponieważ go nie kochasz” i jeśli jest to prawdą? Ponieważ go „nigdy nie kochałaś”. A ty, odbiorczyni tego zarzutu, po tylu latach udręk i chaosu właściwie już naprawdę nie wiesz, czy kiedykolwiek tego człowieka kochałaś… Jeśli dowiadujesz się, że problem picia zniknąłby, gdybyś kochała pijącego i to „tak jak jemu potrzeba”, jeśli to wszystko wprawia cię dodatkowo w zagubienie, bezradność, wściekłość… wiem, jak trudno przestać interesować się powodami picia alkoholika. Jego „powody” są snajperskim strzałem w miejsce twoich słabości.
Być może, by spełnić to ważne zalecenie, powtarzające się we wszystkich poradnikach dla bliskich alkoholika, musisz poczynić najpierw trochę porządków we własnym wnętrzu. W swoim widzeniu świata i siebie, w swoich uczuciach i postawach. Może będzie ci do tego potrzebna pomoc, bo samej zbyt trudno połapać się w tym wszystkim.
Stąd zalecenie: Podejmij leczenie, którego celem będzie zdrowienie w szerokim zakresie, oraz inne:
Nie musisz dłużej ukrywać faktu, że szukasz pomocy.

Opracowanie: SIGIMUND
Wykorzystano materiały z forum u Jarasa
Poprawki: Lapet
źródło: grupa "W drodze"

dodajdo.com

"Zlot Radości - Święta Zdroju z okazjo 40 - lecia AA w Polsce 2014"


Pobierz oryginał


Od Zlot Radości AA


Jeden dzień naraz


... co najważniejsze, ogranicz się jedynie do dnia dzisiejszego.
Jak to widzi Bill -str-11

Czemu oszukuje samego siebie, twierdząc, że muszę powstrzymać się od picia tylko przez jeden dzień, skoro doskonale wiem, że nie wolno mi pić do końca życia?
Otóż nieprawda, nie ma w tym żadnego łgarstwa - ponieważ koncepcja niepicia dzień po dniu to prawdopodobnie jedyny sposób, który pozwala mi zachować długotrwałą trzeźwość.
Jeśli postanowię sobie że nie napiję się alkoholu do końca życia, to zastawię na siebie pułapkę. Jak mogę być pewien, że się nie napije, skoro nie mam pojęcia, co przyniesie przyszłość?
Stosując taktykę niepicia " tylko dzisiaj ", mam pewność, że potrafię obejść się bez alkoholu przez jeden dzień. I to pozwala mi ufnie wkroczyć w każdy nowy dzień. A wieczorem nagrodą jest poczucie, że mi się udało. Miło jest odnieść sukces - więc chce mi się odnosić ich coraz więcej!

Bezinteresowne dawanie


Sponsor... dobrze wie że praca z podopiecznym uczyniła jego życie bogatsze - przypadł mu w udziale zaszczyt bezinteresownego działania.
Jak to widzi Bill str -69

Gdy po raz pierwszy zetknąłem się z Programem, koncepcja, "bezinteresownego dawania" była dla mnie trudna do zrozumienia. Kiedy inni chcieli mi pomóc, stawałem się podejrzliwy. Myślałem wtedy: "czego będą za to ode mnie chcieli"? Ale szybko sam zaznałem radości pomagania innemu alkoholikowi i zrozumiałem - czemu inni odnosili się tak na początku do mnie. Moje nastawienie ulegało zmianie i zapragnąłem pomagać innym ludziom. Czasem trochę się niecierpliwiłem, bo strasznie chciałem, żeby inni również przeżywali radość trzeźwości i czuli, że życie może być piękne. Gdy moje życie pełne jest miłującego Boga - jakkolwiek Go pojmuje - i gdy rozdaje tę miłość innym alkoholikom, to ogarnia mnie poczucie jakiegoś szczególnego bogactwa, które trudno mi wyjaśnić.

Bill W.: The Absorbing and Deeply Moving Life Story of Bill Wilson, Co-founder of Alcoholics Anonymous




dodajdo.com

Wolność bycia sobą


Jeśli ten etap naszego rozwoju przychodzi nam z wielkim trudem, to już w połowie drogi zadziwią nas osiągnięte rezultaty .
Poznamy nowa wolność i nowe szczęście.
Anonimowi Alkoholicy Str - 72

Moja pierwsza prawdziwa wolność polega na tym, że nie muszę dziś pić alkoholu. Jeśli naprawdę będę tego chciał, to zajmę się pracą nad Dwunastoma Krokami - dzięki temu spływać będzie na mnie szczęście wolności, niekiedy od razu, kiedy indziej nieco wolniej. Z czasem zaznam wielu różnych odmian wolności i uświadomienie ich sobie znów przyniesie mi nowe szczęście. Dziś akurat zaznałem wolności bycia sobą. Dysponuje wolnością bycia lepszym sobą niż kiedykolwiek przedtem.

I przebaczamy


Poddawany nader ciężkim próbom, wciąż musiałem uczyć się przebaczać -
innym i sobie samemu.
Jak to widzi Bill str 268

Przebaczanie sobie i przebaczanie innym to dwa nurty tej samej rzeki; bieg ich obu opóźnia - albo całkiem zatrzymuje - tama urazy.
Ale jeśli się ją podniesie, rzeka swobodnie popłynie dalej.
Kroki pozwalają mi zobaczyć, jak gromadziła się we mnie uraza, blokując przepływ przebaczenia w moim życiu. Proponują mi też sposób na podniesienie tamy - z którego mogę skorzystać z pomocą Boga, jakkolwiek Go pojmuje. W rezultacie tego rozwiązania znajduje w sobie łaskę konieczną do tego, by przebaczyć sobie i innym.

Alkoholizm jest chorobą - Bohdan T. Woronowicz




Spis treści:

Podstawowe wiadomości o alkoholu... 5
Zatrucie alkoholem... 7
Motywy picia alkoholu... 11
Czynniki wpływające na rozwój uzależnienia... 13
Nadużywanie alkoholu... 19
Identyfikacja osób z problemami alkoholowymi... 21
Problemy zdrowotne... 26
Od alkohomanii do uzależnienia... 37
Pijaństwo a alkoholizm... 40
Objawy ostrzegawcze... 41
Fazy alkoholizmu wg Jellinka... 43
Uzależnienie od alkoholu wg Światowej Organizacji Zdrowia... 45
Kryteria uzależnienia wg Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego... 52
Dwa typy alkoholizmu... 55
Współuzależnienie... 57
Kilka uwag o leczeniu... 61
Samopomoc... 66
Jeśli chcesz pomagać... 74
Co jeszcze można przeczytać...79


Książka jednego z najlepszych w Polsce specjalistów w dziedzinie alkoholizmu,
Opracowana na podstawie książki "Alkoholizm jako choroba".
Autor, lekarz i terapeuta z dużym autorytetem w środowisku ludzi uzależnionych i ich bliskich, kierownik Ośrodka Terapii Uzależnień w Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie,
Jest bogatym źródłem wiedzy na temat uzależnienia od substancji psychoaktywnych (alkohol, narkotyki, nikotyna, kofeina, teina, leki, sterydy), zaburzenia nawyków i popędów (hazard, siecioholizm, bulimia i anoreksja, seksoholizm, pracoholizm, kupnoholizm), a także współuzależnienia, którym dotknięte są rodziny osób uzależnionych.

Autor rozwiewa pokutujące od lat mity związane z alkoholem, pisze o skutkach zdrowotnych nadmiernego picia, a także o sposobach ułatwiających rozpoznanie uzależnienia.
Sporo miejsca poświęca możliwościom uzyskania pomocy, leczenia pod kierunkiem specjalistów oraz w grupach samopomocowych, takich jak AA, Al-Anon, Alateen i DDA.

Książka jest prawdziwym kompendium dla osób dotkniętych nałogiem, ich bliskich oraz psychologów i terapeutów.
Książka dedykowana wszystkim, którzy jeszcze nie wiedzą czy chcą przestać pić i ich bliskim, a przeznaczona dla tych, którzy pomagają i tych, którzy chcą lepiej zrozumieć co dzieje się z osobą uzależnioną.
Lapet



dodajdo.com

Wciąż przebaczamy


Bardzo często właśnie w trakcie realizacji tego Kroku z naszym sponsorem - lub z innym powiernikiem duchowym - po raz pierwszy w życiu czuliśmy się zdolni wybaczyć innym, bez względu na to, jak bardzo byliśmy przeświadczeni, że wyrządzili nam krzywdę. Już poprzednio, w rezultacie obrachunku moralnego, zdaliśmy sobie sprawę z potrzeby wzajemnych wybaczeń, ale dopiero po śmiałej przeprawie przez piąty krok uzyskaliśmy wewnętrzną pewność, że jesteśmy gotowi przyjąć przebaczenie i przebaczyć innym.
Dwanaście Kroków i Dwanaście Tradycji str 59

Jakim wspaniałym uczuciem jest przebaczanie!
Cóż to za objawienie - wiele mówiące o mojej naturze emocjonalnej, psychologicznej, duchowej. Trzeba tylko zdobyć się na gotowość do wybaczania; Bóg załatwi resztę.

Spoluzávislosť, matka všetkých závislosti
DDA, matka wszystkich zależności "


Srdečne Vás pozývame
na 12Krokový Workshope
„Spoluzávislosť, matka všetkých závislosti“
Mariánska Hora, Levoča 27-29. Máj 2011
Ubytovanie: Exercičný dom Mariánska Hora Levoča s parkoviskom (z mesta smerom k Mariánskej Bazilike), dvojlôžkové izby s príslušenstvom (lôžková kapacita je 38 miest)
Cena: 8,50€ za jednu noc
Strava: celodenné stravovanie v príjemných priestoroch Exercičného domu
Cena: raňajky 1€
obed 3€
večera 2,50€
(plná penzia 6,50€ na jeden celý deň)
Registračný
poplatok: 5€
Prihlášky: Ubytovanie nahlasovať s menom na mailovej adrese: klescmarek@gmail.com
Spätne Vám bude potvrdená rezervácia ubytovania.
Prípadné informácie na tel. čísle (po 1630 hod): 0915 929 084
Poznámky: 1. Úhrada ubytovania a stravy sa bude realizovať na mieste pri registrácii účastníkov Krokového Workshope. (Celková suma za kompletný pobyt s plnou penziou a registráciou na Workshope je 35€.)
2. Schádzanie sa a ubytovanie bude prebiehať 27. mája od 13.00 do 17.00 kedy začne privítací míting. Program Krokového Workshope bude k dispozícii v priestoroch exercičného domu. Odporúča sa priniesť si pero a zošit na poznámky.
3. Na základe veľkého záujmu o Krokový Workshope láskavo prosíme účastníkov z blízkeho okolia aby prenechali miesto na ubytovanie účastníkom zo vzdialenejších miest.


Tešíme sa na Tvoju účasť !



dodajdo.com

Poznaj Boga, a zaznasz spokoju


To oczywiste, że życie z głęboką urazą i złością prowadzi do poczucia pustki wewnętrznej i nieszczęścia ...Szczególnie dla alkoholika, którego nadzieja tkwi w rozwijaniu i pogłębianiu życia duchowego, zachowywanie uraz i złości jest zazwyczaj fatalne .
Anonimowi Alkoholicy str -57

Poznając Boga, zaznajesz spokoju. Bez Boga - nie ma spokoju.

Masz prawo być taki, jaki jesteś


Wiele razy zdarzyło się, że nowi członkowie AA starali się niektóre fakty ze swojego życia zachować tylko dla siebie. Starali się pójść ...łatwiejszą drogą, "na skróty"... jedynie wydawało im się, że się ukorzyli .
Anonimowi Alkoholicy str. 62-63

Pokorę zbyt często myli się z upokorzeniem; a przecież tak naprawdę oznacza ona zdolność do wejrzenia w siebie - i uczciwego zaakceptowania tego, co tam widzę. Nie muszę już być najmądrzejszy, ani najgłupszy, ani w ogóle żadnym naj... .- Wreszcie
wiem, że mogę być taki, jaki jestem. Łatwiej przychodzi mi zaakceptowanie siebie, kiedy szczerze dzielę się całym swoim życiem. Jeśli nie mogę lub nie chcę robić tego na mityngach, to powinienem znaleźć sobie sponsora - kogoś, komu mógłbym opowiedzieć o tych sprawach z mojego życia, które mogą zaprowadzić mnie z powrotem do picia, czyli doprowadzić do śmierci. Musze przyjąć Program w całości. Krok Piaty jest mi potrzebny do nauczenia się prawdziwej pokory. Droga "na skróty" wiedzie do nikąd.

Łatwiejsza, łagodniejsza droga



Jeśli opuścimy ten - tak ważny - Piąty Krok, może nam się nie udać zaprzestać picia .
Anonimowi Alkoholicy str -62

Z pewnością nie napawała mnie entuzjazmem okazja do stawienia czoła temu, kim naprawdę jestem, zwłaszcza, że ból wielu lat picia przypominał wiszące mi nad głową czarne chmury. Ale na mityngach usłyszałem o pewnym uczestniku AA, który zaniedbał Krok Piaty, co sprawiło, że wciąż wracał do Wspólnoty i trzęsąc się, na nowo przeżywał koszmar przeszłości. Łatwiejsza, łagodniejsza droga polega na przyjęciu Dwunastu Kroków, które wyzwalają nas ze śmiertelnej choroby i na pokładaniu ufności we Wspólnocie i w naszej Sile Wyższej.

Przeszłośc przeminęła


Doświadczenie AA nauczyło nas, że nie możemy żyć samotnie z głębiącymi nas problemami i skazami charakteru, które powodują lub zaostrzają te problemy. Kiedy dzięki Czwartemu Krokowi
...dostrzegamy z ulga sprawy, o których chcielibyśmy zapomnieć
...odczuwamy tym większą potrzebę, by zerwać z życiem w izolacji,
z dręczącymi nas w samotności zmorami przeszłości. O nich właśnie musimy z kimś porozmawiać.
Dwanaście Kroków i Dwanaście Tradycji str -56

To, co było, przeminęło. Nie mogę już tego zmienić. Ale mogę zmienić swoje nastawienie do tego, rozmawiając z tymi, którzy przeszli już przez to doświadczenie, korzystając z pomocy sponsora. Zapewne wolałbym, żeby niektóre rzeczy w ogóle nie były się wydarzyły ..ale jeśli mając wzgląd na to, co zrobiłem, zmienię swoje zachowanie, to zmieni się także moja postawa. Nie będę musiał odcinać się od przeszłości. Jestem w stanie zmieniać moje uczucia i postawy - ale jedynie poprzez swoje postępowanie i z pomocą innych alkoholików.


Nowe poczucie przynależności


Dopóki nie zdobyliśmy się na wypowiedzenie, z pełną szczerością, nurtujących nas konfliktów i dopóki nie wysłuchaliśmy podobnego wyznania kogoś innego wciąż nie mieliśmy poczucia przynależności.
Dwanaście Kroków i Dwanaście Tradycji str. 58-59

Cztery lata po wstąpieniu do AA odkryłem wolność od ciężaru skrywanych emocji, sprawiającego mi ogromny ból. Ból ten ustąpił dzięki pomocy uczestników AA i profesjonalistów spoza Wspólnoty - uzyskałem pełne poczucie przynależności i spokój. Odczuwałem też radość i miłość do Boga, której przedtem nigdy nie doświadczyłem. Potęga oddziaływania Kroku Piątego budzi we mnie niemal cześć.

Nareszcie wolny


Jeszcze jedna cenna nagroda za odwagę w wyznaniu naszych błędów drugiemu człowiekowi jest pokora - słowo bardzo często opacznie pojmowane ....oznacza ono wyraźnie rozeznanie, kim i jacy naprawdę jesteśmy, a następnie szczery zamiar stania się takimi, jakimi możemy być.
Dwanaście Kroków i Dwanaście Tradycji str- 59

W głębi duszy wiedziałem, że jeśli mam kiedykolwiek zaznać radości, szczęścia i wolności, to muszę podzielić się moim dawnym życiem z jakimś drugim człowiekiem. Po uczynieniu tego przeżyłem nieopisaną radość i ulgę.
Niemal natychmiast po przerobieniu Kroku piątego poczułem się wolny od swojego ja i własnej niemożności, a także od zniewolenia alkoholem. Wolnością tą cieszę się nadal, już od trzydziestu sześciu lat - dzień po dniu. Przekonałem się, że Bóg potrafi zrobić dla mnie to, czego ja sam nie umiałbym dla siebie uczynić.

Przejdź przez lęk


Jeśli dalej hołubimy którąś z naszych wad lub słabości, błagajmy Boga, aby pomógł nam zdobyć się chociaż na gotowość do usunięcia tej wady.
Anonimowi Alkoholicy str- 65

Gdy przerobiłem Krok Piaty, uświadomiłem sobie, że wszystkie moje wady miały swe źródło w mojej potrzebie bezpieczeństwa i bycia kochanym.
Gdybym w celu pozbycia się ich posługiwał się wyłącznie własną wolą, przypominałoby to obsesyjne zmaganie się z nader trudnym problemem. W Kroku Szóstym wzmogłem działanie, które podjąłem przy pracy nad pierwszymi trzema - w kółko powtarzałem sobie jego treść i medytowałem nad nim; chodziłem na mityngi, stosowałem się do zaleceń mojego sponsora; czytam literaturę AA, zaglądam w głąb siebie. Przez trzy pierwsze lata trzeźwości obawiałem się sam wsiąść do windy. Pewnego dnia postanowiłem zmierzyć się ze strachem. Poprosiłem Boga o pomoc i wszedłem do windy - a tam w rogu, płacząc, stała jakaś kobieta. Powiedziała, że od kiedy zmarł jej maż, śmiertelnie boi się jazdy windą. Zapomniałem o własnym strachu i dodałem jej otuchy.
To doświadczenie duchowe uzmysłowiło mi, jak kluczowe znaczenie do pracy nad Krokami ma moja gotowość. Bóg pomaga tym, którzy sami sobie pomagają.


To mit, że alkohol pomaga


Nawet niewielkie ilości spożywanego alkoholu mogą powodować zwiększenie ryzyka występowania nadciśnienia tętniczego - ostrzega "Dziennik Polski” w oparciu o badania krakowskich naukowców.
Epidemiolodzy z Uniwersytetu Jagiellońskiego postanowili sprawdzić, ile jest prawdy w popularnych tezach, że lampka wina chroni przed zawałem, piwo oczyszcza nerki, a kieliszek koniaku to recepta na długowieczność. Od 10 lat kontrolują stan zdrowia 10 tys. krakowian w ramach projektu oceniającego psychospołeczne i żywieniowe czynniki wpływające na występowanie chorób układu krążenia w krajach Europy Wschodniej. Badana grupa obejmuje kobiety i mężczyzn w wieku od 45 do 69 lat.

Analizując wyniki ankiet i stan zdrowia krakowian naukowcy zauważyli, że spożycie nawet niewielkich dawek alkoholu powoduje zwiększenie ryzyka nadciśnienia tętniczego. Związek ten jest niezależny od sposobu picia. Tak samo narażone są osoby pijące sporadycznie duże ilości trunków, jak te, które piły regularnie niewielkie ilości. Nie potwierdzono również korzystniejszego działania wina w porównaniu z innymi napojami alkoholowymi.

źródło: Wprost24
Lapet



dodajdo.com

Byłem na spotkaniu AA


Wróciłem właśnie ze spotkania Anonimowych Alkoholików, na które to wybrałem się w związku z przedmiotem Addictions. Muszę przyznać, że o ile na początku pomysł prowadzącego p. Mateusza Hędzelka wydawał mi się wyłącznie “oryginalny” i “ciekawy”, to po tym spotkaniu stwierdziłem, że jest on wręcz świetny!

Otóż ilu z Was zastanawiało się kiedyś jak wygląda takie spotkanie? Ogólne wyobrażenie, które ja miałem do tej pory wyglądało mniej więcej tak: spotykają się przybici przez życie ludzie, siadają w kółku, rozmawiają o tym od kiedy nie piją i klaszczą sobie po wymienianiu kolejnych liczb. Hmm… W końcu co innego można o tym myśleć wyłącznie po oglądaniu amerykańskich filmów? :)

Pierwsze wrażenie:

Jakie było moje zdziwienie, gdy niepewnie z koleżanką podeszliśmy do dwóch czekających panów, jeszcze tuż przed spotkaniem. Usłyszawszy iż jesteśmy studentami psychologii, którzy przyszli się wyłącznie przysłuchać, ucieszyli się; potem z podobną życzliwością spotkaliśmy się od reszty członków.

Ludzie:

Zrobiliśmy sobie herbatę, usiedliśmy przy ławkach ustawionych w kwadrat i zaczęliśmy słuchać. Ludzie, którzy tam się zebrali wcale nie byli jacyś inni, to były dokładnie takie osoby, wokół których obracamy się na co dzień, ludzie w wieku 20+ do nawet niemal 70, w większości ubrani kulturalnie w koszule lub inne eleganckie stroje. Ludzie pracujący w biznesie, gastronomii, ale również ludzie ze sporą przeszłością, którzy oprócz alkoholizmu, są również narkomanami, lekomanami czy osobami cierpiącymi na depresję. Po jednych widać było, iż są osobami wykształconymi, inni z kolei opowiadali jak podjęli decyzję o zdaniu matury, by nie poświęcać czasu na picie.

Co się robi:

Spotkanie takie polega na realizacji programu 12 kroków, które przez cały rok pomagają w utrzymaniu trzeźwości. Odnosząc się do punktów pomocniczych rozmawia się o swoich doświadczeniach i swojej historii. Co ciekawe większość z tych rozmów ma dość pozytywny finał. I nie, nie ma braw na końcu ;) Poza tym czytane są zasady spotkań, poufności oraz krótkie teksty skłaniające do przemyśleń.

Historie:

Historie osób, które chciały się podzielić były bardzo różne. Jedni mówili o tym, jak ciężko im było zebrać się z dna, gdzie po odsiadkach zabrano im wszystko łącznie z domem, inni o tym jak po kilku latach trzeźwości powracali do picia, albo jak kilkukrotnie zaszywali się esperalem, a inni z kolei o tym, jak wstydzą się przyznać znajomym i rodzinie do uczestnictwa w AA. W zasadzie historia każdej z tych osób zasługiwałaby na osobny wpis, ponieważ niezwykle się one od siebie różniły. Ważnym faktem jest jednak, iż ludzie ci mówili o tym, jak grupy AA pomogły im w poczuciu, iż nie są sami i że częste spotkania są im niezbędne w trudnych chwilach.

Wnioski:

Po tym spotkaniu muszę powiedzieć, iż sam poczułem się lepiej. Usłyszałem historie wygranych. Każda z tych osób dalej jest alkoholikiem (gdyż takowym nie przestaje się być!), każda próbując z tym walczyć miała chwile porażki, ale koniec końców odnajdowali w sobie i w grupach siły do życia, odbudowy i doceniania codzienności. Jestem pewien, że znając osobę, która ma problemy z alkoholem, powinniśmy towarzyszyć jej na takie spotkanie (czasem można przyjść wcześniej i po prostu popatrzeć, tak jak my), bo to są dokładnie tacy ludzie jak my.

Na koniec cytat, który najbardziej utkwił mi w pamięci: "Teraz mój problem stanowi czy mam się napić… herbaty, kawy czy mięty :) "Trudno mi opisać jak bardzo się cieszę, że mogłem poznać tych ludzi. Mało kto potrafi tak opowiedzieć o tym, że problemy nigdy nie są duże. Są różne.

Aha, takich grup jest naprawdę dużo, nie trzeba daleko szukać!

źródło: Wujek Dobra Rada

dodajdo.com

Miejsce odpoczynku


Każdy z Dwunastu Kroków zaleca przeciwstawienie się władzy naturalnych popędów, każdy ściąga nasze wybujałe Ja bliżej ziemi. Dla broniącej się przed ukróceniem miłości własnej Piaty Krok jest jednym z najtrudniejszych. Ale najprawdopodobniej żaden inny Krok nie jest równie ważny dla utrzymania długotrwałej trzeźwości i spokoju umysłu.
Dwanaście Kroków i Dwanaście Tradycji str- 56

Spisawszy swoje wady, nie chciałem o nich rozmawiać, ale w końcu uznałem, że już czas, bym przestał samotnie dźwigać ten ciężar. Czułem, że muszę je wyznać drugiemu człowiekowi. Czytałem - i mówiono mi - że nie uda mi się zachować trzeźwości, jeśli tego nie zrobię.
Krok Piąty dał mi poczucie przynależności, a gdy zacząłem stosować go w życiu, zaowocowało to pokorą i pogodą ducha. Ważne było, abym wyznał swoje wady i błędy w odpowiedniej kolejności. Najpierw Bogu, potem sobie, a wreszcie - drugiemu człowiekowi.
Przyznanie się do nich przed Bogiem ułatwiło mi wyznanie ich sobie i potem innemu człowiekowi, tak jak się to w związku z tym Krokiem opisuje, doznałem uczucia zgody z Bogiem i bliźnimi, a tym samym - znalazłem miejsce odpoczynku, w którym mogę przygotować się do pozostałych Kroków, gwarantujących mi całkowitą i pełną znaczenia trzeźwość.

Najważniejsze...


"Najważniejsze, żeby nie przejmować się niepowodzeniami. Zapomnieć o tym, co było.
I zdać sobie sprawę, że nie każdy dzień będzie słoneczny, a kiedy zgubisz się w ciemnościach rozpaczy.. Pamiętaj, że TYLKO NA CIEMNYM NIEBIE ZOBACZYSZ GWIAZDY, które poprowadzą Cię do domu.."

dodajdo.com

Szacunek dla innych


.. najtajniejsze zakątki naszej duszy odsłaniamy przed kimś, kto zrozumie, ale nie poczuje się dotknięty. Zasadą jest być surowym wobec siebie, a zawsze delikatnym i rozważnym wobec innych.
Anonimowi Alkoholicy str -64

Z powyższego fragmentu czerpię lekcje mówiącą o potrzebie szacunku dla innych. Musze być gotów uczynić wszystko, żeby się wyzwolić, jeśli chce znaleźć taki spokój ducha i umysłu, jakiego zawsze poszukiwałem. Niczego jednak nie wolno mi robić kosztem innych ludzi. W aowskiej drodze życia nie ma miejsca na egoizm. Lepiej będzie, jeśli przystępując do Kroku Piątego wybiorę kogoś, z kim dzielę wspólne cele - istnieje bowiem ryzyko, że jeśli osoba, do której się zwrócę mnie nie zrozumie, to opóźni to mój postęp duchowy i może przyczynić się do nawrotu i zapicia. Dlatego tez zanim dokonam wyboru osoby, której chcę zaufać, proszę Boga o przewodnictwo i wskazówki.

Niczego nie taić


Najważniejszym kryterium wyboru powinna być twoja własna chęć zwierzenia się i pełnego zaufanie do człowieka z którym zamierzasz podzielić swój pierwszy obrachunek. Jeśli tylko niczego nie będziesz taić, twoje uczucie nie będzie rosło z minuty na minutę. Tamowane przez wiele lat emocje wyrwą się z ciemnych zakamarków i raz wystawione znikną, jak pod działaniem cudownego zaklęcia. Miejsce ustępującego bólu zajmie kojący spokój.
12x12 str 62 - 63.

Maleńkie ziarenko zablokowanych uczuć zaczęło się rozrastać i pękać, kiedy trafiłem na mityng AA - i wówczas zadaniem stało się dla mnie zdobycie samowiedzy. To nowe zrozumienie siebie wywołało zmianę w moich reakcjach na różne sytuacje życiowe. Uświadomiłem sobie, że mam prawo dokonywać wyborów w życiu, dzięki czemu z wolna przestałem ulegać wewnętrznemu dykatatowi starych nawyków. Wierze, że szukając Boga, mogę znaleźć lepszy sposób życia - toteż co dzień proszę Go, aby pomógł mi żyć w trzeźwości.

Las i drzewa


.... w samotnych rozmyślaniach możemy ulec tendencji do samousprawiedliwień się i pobożnych życzeń. Rozmowa z drugim człowiekiem ma tę zaletę, że możemy usłyszeć bezpośrednio od niego uwagi na temat naszej sytuacji....
DWANAŚCIE KROKÓW I DWANAŚCIE TRADYCJI, str. 61

Nie zliczę, ileż to razy wpadałem w złość i frustrację, wykrzykując: " Nie widzę lasu spoza drzew!" W końcu zdałem sobie sprawę, że w takich stanach potrzebuję kogoś, kto pomógłby mi oddzielić cały las od poszczególnych drzew; kto mógłby mi zasugerować jakieś lepsze rozwiązanie; kto towarzyszyłby mi w ugaszaniu pożaru; kto pozwoliłby mi uniknąć raf i pułapek.
Gdy jestem w lesie, proszę Boga, by użyczył mi odwagi potrzebnej do rozmowy z którymś z uczestników AA.

Wyznać Bogu, sobie i drugiemu człowiekowi istotę naszych błędów


By wyznać Bogu, sobie i drugiemu człowiekowi istotę naszych błędów, musimy poznać wszelkie zjawiska i mechanizmy, które umożliwiają zrozumienie zachowań typowych dla człowieka. Dzięki temu możemy nie tylko łatwiej zrozumieć określone sposoby myślenia, przeżywania czy naszego postępowania ale jesteśmy także w stanie skuteczniej modyfikować zachowania błędne oraz promować zachowania dojrzałe.

Freud ukazywał wewnętrzne rozbicie człowieka. Był przekonany, że człowiek żyje w bolesnym konflikcie z samym sobą, targany z jednej strony trudną do opanowania agresywnością a z drugiej strony systemem nakazów i zakazów moralnych, społecznych i religijnych. W wizji Freuda człowiek w sposób spontaniczny dąży do życia w oparciu o zasadę przyjemności a z drugiej strony przekonuje się, że dojrzałe życie jest możliwe jedynie w oparciu o zasadę realizmu, czyli w oparciu o respektowanie wymagań i zadań, które stawia człowiekowi jego własna natura a także otaczający go świat. W obliczu tego typu konfliktów człowiek ucieka w sferę nieświadomości lub posługuje się mechanizmami obronnymi. Szczególne znaczenie ma w tym względzie projekcja psychiczna, czyli nieświadome przerzucanie na inne osoby przeżyć, myśli, napięć czy konfliktów, które w rzeczywistości przeżywa sam zainteresowany. Freud odkrył fakt, iż np. w obliczu agresywności, lęków czy trudności człowiek ma tendencję do podejrzewania, że to inni ludzie przeżywają agresywność, lęk czy trudności. Tego typu iluzja ma znaczenie obronne, gdyż znacznie łatwiej jest obronić się przed trudnościami czy zagrożeniami zewnętrznymi niż wewnętrznymi. Łatwiej dla przykładu obronić się przed wrogością innych ludzi niż przed własną wrogością wobec samego siebie. Podobnie łatwiej jest znieść konflikty i napięcia psychiczne innych ludzi niż własne. Gdy tego typu mechanizmy obronne zaczynają dominować zachowanie danego człowieka, wtedy może dochodzić do poważnych zaburzeń. Działanie mechanizmów obronnych powoduje bowiem rosnącą nieświadomość własnych przeżyć, konfliktów i trudności. Człowiek będący w takiej sytuacji atakuje innych ludzi za winy i problemy, które w rzeczywistości odnoszą się do niego samego. Ponadto nie potrafi on rozwiązywać swoich trudności i problemów, gdyż nie zdaje sobie z nich sprawy. W takiej sytuacji jego problemy i trudności będą się pogłębiać, a to prowadzi do określonych zaburzeń fizycznych i psychicznych. System Freuda był jednostronny i w wielu aspektach bardziej literacki niż naukowy. Mimo to Freud był w dużym stopniu realistą. Dostrzegał w człowieku sferę zła i konfliktów. Z tego powodu postulował konieczność pracy nad sobą, aby człowiek mógł osiągnąć dojrzałość.

A skoro już wyznaliśmy istotę naszych błędów weźmy się do pracy.
Być może potrzebujemy wzmocnić motywację i wiarę w swoje możliwości. Należy dodać jeszcze, że bez wiary w siebie trudno jest cokolwiek zdziałać i to nie tylko w trzeźwieniu, ale i każdej innej dziedzinie życia. Jeśli powątpiewamy w pomyślne zakończenie rzeczy, których się podejmujemy, z góry skazujemy się na klęskę. Przypomnijmy sobie przysłowie o tym, kto ma zawsze szczęście ...Nie warto na nie liczyć, bo los i tak będzie dla Ciebie przychylny, jeśli uwierzysz, że sobie poradzisz.

Pamiętaj!
"(...)wszechświat sprzyja zwycięzcom"

Jak ważna jest pewność siebie?
Osoba pewna siebie podejmuje się wykonania śmiałych i odpowiedzialnych zadań i konsekwentnie realizuje zamierzone cele.
W budowaniu pewności siebie bardzo ważna rolę odgrywają osiągnięcia. Jeśli wierzę w siebie -zwyciężam, tym bardziej wierzę w siebie. Mówi się, że jedyną różnicą między najlepszymi i innymi sportowcami jest to, że mistrzowie wykorzystują popełnione błędy dla własnego rozwoju.

Czy słyszeliście kiedyś o mechanizmie "samospełniającego się proroctwa"?

Człowiek albo nastawiony jest na powodzenie, albo na porażkę. Prawdopodobnie zdarzy się to, w co się wierzy, że się zdarzy. Sami możemy przyczynić się do własnego niepowodzenia, jeśli go oczekujemy i potęgujemy negatywne uczucia. To obniża poczucie własnej wartości, a w rezultacie osoba sama ogranicza swoje możliwości.
Ludzie często zaczynają coś robić , mając negatywną motywację typu " i tak mi nie wyjdzie", " zapewne , jeśli w ogóle dam radę, to marny będzie efekt końcowy". Nasz system nerwowy nie radzi sobie z negacją, bo w momencie negacji pojawiają się w nas deprymujące uczucia (lęk, obawa, dezorientacja) , a to rodzi w psychice obraz tego, czego właśnie się boimy. Każde działanie należy więc zaczynać z motywacją typu "ja mogę", "poradzę sobie z tym bardzo dobrze".
Zauważ, że kiedy ktoś od razu zakłada porażkę, potrafi to zazwyczaj perfekcyjnie uzasadnić. Jak ze śpiewnika wyśpiewuje argumenty, które mają potwierdzić jego postawę. I ma rację! Skoro dostrzega głównie argumenty przemawiające za niepowodzeniem, to zapewne smutny i tragiczny będzie finał delikwenta-pesymisty ;( Mechanizm ten działa identycznie w przypadku uśmiechniętego delikwenta-optymisty:) Nastawiony na pomyślny tok wydarzeń człowiek pełny wiary w siebie w przeciągu minuty wymieni Ci 100 argumentów na "tak" Bo optymista nie myśli o ograniczeniach, ale ma przed oczami cel i przepełnia go motywacja, by sprawnie do niego dotrzeć.
Strach przed porażką trzeba zastępować pragnieniem sukcesu.
" Zwyciężają tylko tacy, którzy wierzą w zwycięstwo"- siła woli ma niezwykłą moc. Kto wierzy w zwycięstwo- ten nawet jeśli upadnie, podniesie się i nadal będzie starał się wygrać. Komu brakuje wiary- ten pod byle pretekstem się podda. A nawet gdy jakimś cudem zwycięży, zdeprecjonuje swoje zwycięstwo i nie będzie potrafił się nim radować( bo przecież on nie zasłużył na nie i nigdy nie myślał o wygranej ).
Oczywiście o sukcesie nie decyduje wyłącznie własna postawa, ale też szereg innych czynników i okoliczności. Czasem są to przeszkody łatwe do przeskoczenia, inne wydają się nie do pokonania. A za dzień lub tydzień okażą się banalne lub zwyczajnie znikną z naszym lub bez naszego udziału( bo życie często pozytywnie zaskakuje). Czasem popełniamy błędy i w ten sposób wydłużmy drogę do celu. Ale one są potrzebne. Warto zaakceptować możliwość popełnienia błędu, choć jest to trudne, zwłaszcza dla perfekcjonistów i osób w gorącej wodzie kąpanych. A błędy i porażki uczą, tylko sami zechciejmy wyciągnąć z nich lekcję.
" Błądzenie to najlepszy sposób na samorozwój"
"Masz prawo do pomyłek i błądzenia. Wykorzystaj krytykę i swój błąd, by być silniejszym "

Jeśli brakowało Ci bodźca do kontynuacji podjętych zadań lub do rozpoczęcia nowych śmiałych przedsięwzięć,
" Spróbuj mieć stale przed oczami obraz przyszłości, a wyobraźnia dopomoże Ci w tym, by stał się rzeczywistością "

"Świat kocha zwycięzców"

źródło: grupa "W drodze"

dodajdo.com

W pełni uczciwi


Jeżeli chcemy żyć długo i szczęśliwie, musimy być w pełni uczciwi przynajmniej wobec jednej osoby.
Anonimowi alkoholicy, str 63.

Uczciwością - jak wszystkimi cnotami - trzeba się dzielić. Zaczęło się to w chwili, gdy „podzieliłem się z kimś historią całego mojego życia”, po to by znaleźć swoje miejsce we Wspólnocie. Później, w tym samym celu, dzieliłem się swoim życiem z nowicjuszami. Pomaga mi to uczyć się uczciwości we wszystkich sprawach i kontaktach, dzięki temu wiem też, że obmyślony dla mnie przez Boga plan urzeczywistnia się w wykazywanej przeze mnie szczerej otwartości i gotowości.

Trzeźwienie


Trzeźwienie - to zdefiniowanie od nowa swoich wartości...



dodajdo.com

Czyżby Mickiewicz znał program AA?


Obecnie alkoholik poszukujący recepty na swoje życie może skorzystać z wielu propozycji, a w tym z programu AA. Ale jak odróżnić program AA od innych programów, na czym polega jego unikatowość i skuteczność? Jak wiemy, alkoholikiem i członkiem AA, może nazwać się właściwie każdy, kto przekroczył próg mityngu AA i pragnie zachować trzeźwość. Jest to sprawa osobistego odczuwania. Nasza Trzecia Tradycja nie stwarza właściwie żadnych przeszkód. Lecz czymś zupełnie innym jest dostępność programu, a czymś innym umiejętność korzystania z niego, pragnienie życia zasadami AA. Nieraz odnoszę wrażenie, że to łatwa dostępność sprawia, iż program AA jest niedoceniany i lekceważony, a jego realizacja odkładana na później. Pewnie i ja mam w tym swój udział. Buńczuczne prezentowanie własnych poglądów na naszych mityngach, bez odniesienia do programu, nie zachęca do jego stosowania. Był czas, że nie zdawałem sobie z tego zupełnie sprawy, choć to takie proste. Jeśli można mieć sukcesy bez programu, to po co zajmować się programem? Kto wie, czy przy okazji nie odzywa się również dziecinna przekora, by akurat nie postępować jak inni? Szybko ktoś przypomni ci, że tylko profesjonalna terapia przynosi efekty, jakbyśmy nie dostrzegali wielu pozytywnych przykładów wokół nas. Przez pamięć osobistych cierpień związanych z moim nałogiem mam wielki szacunek dla każdego, kto uwolnił się od przymusu picia, niezależnie od wybranej drogi abstynencji. Cieszę się z każdego uratowanego. Mam wiele wdzięczności za pomoc, jaką otrzymałem szczególnie w najtrudniejszym, pierwszym okresie trzeźwości. Dla tonącego chyba najmniej ważne jest, jakim stylem płynie pomoc. Liczy się skuteczność, przerwanie śmiertelnego picia. Ja związałem się z AA i jestem z tego zadowolony. Ponad dziesięć lat trzeźwości upoważnia mnie chyba do dokonania próby oceny działania programu AA.

Wyróżniającą się cechą programu AA jest jego trójelementowa struktura. Wyznaczają ją słowa: ZDROWIE, JEDNOŚĆ, SŁUŻBA, z których każde ma swoje rozwinięcie. I tak: do ZDROWIA zmierzamy wypełniając treścią 12 Kroków, JEDNOŚĆ jako wspólnotę zachowujemy stosując się do zaleceń 12 Tradycji, zaś SŁUŻBĘ pełnimy w myśl 12 Koncepcji. Najbardziej znane jest 12 Kroków AA wykorzystywane w pracy różnych ośrodków terapeutycznych. Wiele wspólnot przyjęło je jako wzór dla swojej działalności. Pamiętam, że przez jakiś czas chodziłem dumny jak paw, że z mojego - czyli AA - programu korzystają specjaliści. My jesteśmy najlepsi - myślałem, - niech się od nas uczą - i tym podobne brednie. Tym bardziej zaskoczyło mnie pewne zdarzenie.

Otóż wpadła mi w ręce książka z listami Adama Mickiewicza. Zacząłem kartkować i przypadkowo natknąłem się na list pisany w Hawr w 1851 roku. /Dzieła wszystkie. Tom XII str 228-9 Nakład Księgarni H. Altenberga we Lwowie/ Ze zdumieniem w radach dla jakiejś hrabiny zacząłem odczytywać nasz program. Czytałem:

...a ciągle jedno ci śpiewam i proszę, żebyś o tem ciągle pamiętała, że twoje zdrowie najwięcej zależy od ciebie, od twego wewnętrznego życia.to wewnętrzne życie nie zależy na tym, żeby wiele myśli przepędzać przez głowę i plątać się różnymi zamiarami. Trzeba mieć cel zawsze. Tym celem jest dla ciebie podniesienie się do żywej wiary , że wszystko co się nam zdarza, jest na nasze dobro, że będzie lepiej na świecie i że my do tego lepszego musimy w naszej cząstce przyczynić się. Wszelki kłopot i bieda na to dane, aby je zwyciężyć. Każde dziecko, kiedy próbuje chodzić, naprzód musi padać i plątać się. Więc nie trzeba przeszłością trapić się nadto..., aby w czemś ku dobru wspólnemu się przyczynić...

Choć słowa były inne, to wyrażały myśli 12 Kroków, no, może bez odniesienia do alkoholu. W tym momencie zdałem sobie sprawę, że program pomocy dla zagubionych w życiu znany był kilkadziesiąt lat przed powstaniem AA i nie ma żadnego powodu, aby się pysznić czymś, co od dawna jest znane.
Więc co decyduje o skuteczności AA? Atrakcyjność!!!
Program przywraca cel i radość życia, swobodę, ruch, a nade wszystko żywotność. Życie odradza życie. Trzeźwość rodzi trzeźwość. Skuteczność programu AA wiąże się z wdrożeniem 12 Kroków w środowisku wspólnoty. Tak dawno znane znalazły wśród alkoholików stosujących w życiu Tradycje i Koncepcje AA szczególnie sprzyjające warunki do rozwoju. Opieka nad nowymi członkami, wspólnotowe życie, aktywne uczestnictwo to coś więcej niż praktyczne poznanie prawideł i zasad, według których należy żyć. To wzajemnie przykłady stosowania zasad AA i wszelkich od nich odstępstw. Na naszych oczach dokonuje się duchowa przemiana, gdy egoistyczny, żałosny pijaczyna staje się wartościowym, pełnym poświęcenia członkiem AA, rodziny, a także swojej społeczności. Albo, co się też zdarza, odchodzi nie znajdując zadowolenia w trzeźwości.

Historie opowiadane na mityngach wyraźnie przestrzegają, że trzeźwość nie jest dana, ani ofiarowana raz na zawsze, że trzeba ją stale pielęgnować we współpracy z innymi, a w zmaganiach z własnymi słabościami kształtować nowy charakter. Te wszystkie możliwości dają nasze mityngi, struktury służb. Ale warunek: trzeba przekroczyć próg niechęci i honorowo podjąć się różnych zadań. W grupie i poza nią. Zyskując przyjazne środowisko łatwiej jest przestać pić, odnaleźć cel i sens życia, budować motywację do zmian charakteru. Rozwinąć poczucie przynależności do czegoś większego niż my sami. Kto wie, czy nie jest to pierwszy krok na drodze poszukiwania Siły Wyższej. W miarę zaangażowania mamy szansę poznać nowe reguły postępowania. Okazuje się, że 12 Tradycji i 12 Koncepcji służb to bardzo praktyczne wskazówki. Wspólne dobro, rodzina, współpraca, Miłujący Bóg, wspólne, grupowe sumienie, a nie tylko moje, unikanie postawy karzącej i dominującej, rozsądek finansowy - to kilka z wielu punktów programu. Przyjaciele ze wspólnoty i sponsor pomogą. Szybko zauważą niepokojące oznaki, nawet gdy zainteresowany jeszcze nie zdaje sobie sprawy z niebezpieczeństwa albo przyklasną potwierdzając dobrą postawę. To stale działa. Odrobina zainteresowania staje się często początkiem sponsorowania, koniecznego do utrzymywania własnej trzeźwości. To moment, gdy wspólnota oferuje alkoholikowi wybawienie ze śmiertelnej samotności, gdy nie tyle uczy zdobywania przyjaciół, co pokazuje jak być przyjacielem, jak ulżyć w cierpieniu innym. Jeśli nie wszyscy, to przynajmniej ja muszę pamiętać, że nawet jeden kieliszek może być początkiem zdarzeń kończących się śmiercią. Jeszcze nie zapomniałem, ile spustoszenia dokonała gorzała w moim życiu. Zarówno na ciele jak i duszy. Dlatego, gdy widzę, jak ktoś ignoruje i zagłusza swoje sumienie, próbuje udawać błogą nieświadomość tradycji, niepokoję się. Źle pojęta duma, osamotnienie, egoizm dręczą ...i pokonują. Idea trzeźwości musi wypełnić pustkę po alkoholu. Przyjaźń i zaangażowanie też są w stanie tę pustkę wypełnić, poza tym kryją ogromną niespodziankę. Chociaż przyszedłem do wspólnoty AA by skończyć z piciem, uporządkować życie, znaleźć chwilę wytchnienia dla skołatanych nerwów, to zupełnie nieświadomie rozpocząłem wędrówkę w poszukiwaniu Boga. Odnalazłem pragnienie poznania Jego woli wobec mnie. Codziennie w jedności z najbliższymi muszę mobilizować siły, by ją wypełniać. Mam przekonanie, że któregoś dnia stanę przed Stwórcą i podziękuję za nie do końca zabałaganione życie.

Marek W-wa


http://groups.google.com/group/12-krokow-aa/browse_thread/thread/0aa2081bb8ec3af9?hl=pl

O 5 tradycji Anonimowych Alkoholików


Główny cel grupy to niesienie posłania alkoholikowi który wciąż
jeszcze cierpi. Grupa to alkoholik rozmawiający z alkoholikiem. Celem
jest trzeźwość niosącego posłanie a nie tego komu się to posłanie
niesie - i tyko wtedy jest ono "kupowane".

Cel głowny grupy


Główny cel grupy to niesienie posłania alkoholikowi który wciąż jeszcze cierpi. Grupa to alkoholik rozmawiający z alkoholikiem. Celem jest trzeźwość niosącego posłanie a nie tego komu się to posłanie niesie - i tyko wtedy jest ono "kupowane".

Jak nieść posłanie


Tradycja piąta wspólnoty AA

"Każda grupa ma jeden główny cel: nieść posłanie alkoholikowi, który
wciąż jeszcze cierpi"

"Alkoholicy z łatwością przekazują sobie wzajemnie doświadczenia
związane z choroba i zdrowieniem. Jest to dar Boży dla nas, a
przekazanie go innym, nam podobnym, jest tym właśnie celem, który
ożywia Anonimowych Alkoholików na całym świecie.
12x12 str.151.

"Wyznaliśmy Bogu i drugiemu człowiekowi istotę naszych błędów"


"Alkoholik częściej niż większość ludzi prowadzi podwójne życie. Jest aktorem. Dla świata zewnętrznego prezentuje swój sceniczny charakter, ten, który jemu podoba się bardziej. Chciałby się cieszyć określoną reputacją, ale w głębi serca wie, że na nią nie zasługuje. Ta niespójność i rozdwojenie pogłębiają się w wyniku jego zachowania..."
WK str. 63

Dla mnie 5 krok to podzielenie się swoimi problemami z Siłą Wyższą i innymi ludźmi. W tym kroku dostaję szansę na uwolnienie się od poczucia samotności i szansę na uzyskanie przebaczenia. Tylko szczere przyznanie się do popełnionych błędów dało mi możliwość naprawy (w miarę możliwości) wyrządzonych krzywd. I to nie tylko krzywd z okresu gdy piłem ale również z okresu mojej abstynencji. Pokazał mi to przepracowany krok IV. Dla mnie krok ten jest krokiem idącym ku zmianom swoich zachowań przygotowując się do zadośćuczynienia. Wyznanie swoich win nie jest żadną kapitulacją ale jest sygnałem, że coś niedobrego dzieje się we mnie co trzeba zauważyć(przy pomocy drugiego człowieka) i potraktować jako wezwanie do naprawienia siebie. Dla mnie na tę chwilę przyznawanie się do popełnionych błędów, do uczynionego zła, jest czymś prawidłowym, jest wyznaniem prawdy o sobie i przeciwnie: wmawianie sobie niewinności po złym uczynku, jest po prostu kłamstwem. Kłamiąc jestem nieuczciwy a czy można trzeźwieć będąc nieuczciwym??
Wydaje mi się że nie można.

Krok Piaty nie jest w założeniu spowiedzią z grzechów, ani nawet przyznaniem się do przewinień. Po mojemu Krok Piaty nie ogranicza się jedynie do wyjawienia CO zrobiłem źle w swoim życiu.
Co zrobiłem źle [niezgodnie z wyznawanym przeze mnie lub ogólnie przyjętym systemem wartości] - najczęściej już miałem pokazane na bieżąco - przez tych, których moje uczynki, myśli, oczekiwania, pragnienia, żądania - dotyczyły.
To, CO zrobiłem "nie tak" było zazwyczaj przyczyną chęci ucieczki [czytaj: picia]
Podstawą jest pokazanie DLACZEGO nie umiałem inaczej.
Moim doświadczeniem ze "zrobienia' Kroku Piątego - jest uwolnienie zarówno od dręczącego mnie przez większość życia poczucia winy, jak również od poczucia krzywdy. Myślę, że właśnie odpowiedz na pytanie DLACZEGO?, a nie CO? - poskutkowało w taki właśnie sposób. W większości przypadków, gdy postępowałem niedobrze - wiedziałem, że coś ze mną jest nie w porządku. I cały czas nie byłem w stanie pojąć czemu robię dokładnie na odwrót niż bym chciał.
W IV Kroku dotarłem w końcu do przyczyn, ale dopiero powiedzenie o tym
głośno [Krok V] - naprawdę przyniosło mi ulgę i spokój.

"Istota błędów" to np. moje wady. U mnie głównie egocentryzm. U innych niedojrzałość.
Egoizm (egocentryzm) jest cechą charakteru, której przeciwieństwem jest altruizm.
Egoizm - zajmowanie się sobą kosztem innych.
Altruizm - zajmowanie się innymi kosztem siebie.
Równowaga polega na zajmowaniu się sobą i innymi w odpowiednich proporcjach.
"Egocentryzm to nerwicowe skoncentrowanie się człowieka na problemie
samego siebie i głębokie przekonanie, że jego cierpienia i doznania są
wyjątkowe i nieporównywalne ze stanem innych.

Egocentryzm generalnie jest skłonnością lub nastawieniem do skupiania przeżyć i poczynań dookoła własnego "ja", własnych życzeń i potrzeb. Egocentryzm jest spokrewniony z egotyzmem, egoizmem, autyzmem i myśleniem prymitywnym, z magiczną postawą wobec rzeczywistości.

Im bardziej egocentryczne jest nastawienie człowieka, tym bardziej wydaje się mu, że świat kręci się wokół niego, że jest osobą wyjątkowo ważną, i tym mniejsza jest możliwość wczuwania się w cudze sytuacje, poglądy itp."

Ostatnio zadaję sobie pytanie co jest dla mnie ważniejsze,racja czy spokój.

Profity:
Posiadanie racji powoduje że rośnie moje poczucie wartości(iluzoryczne).
Wzrasta poziom adrenaliny podczas udowadniania swojej racji(podregulowanie uczuć)
Czuję się mądrzejszy (pozornie i na chwilę). Jestem dumny że kontroluję sytuacje.
Coś mi to przypomina???? Ciekawe.....

Straty:
Nikt mnie za to nie lubi. Tracę czas który mógłbym wykorzystać bardziej produktywnie.
Stresuję siebie i innych. Wzrasta moja pycha. Wzbudzam w innych negatywne uczucie co powoduje że sam czuję się nie najlepiej.


dodajdo.com