Dzielimy się informacjami, doświadczeniami narosłymi wokół programu 12 Kroków i stosujących go, by wymieniać je i by dać szanse zdobycia o nich wiedzy nieuzależnionym.

Czasem zastanawiam się, dlaczego piję


Czasem zastanawiam się, dlaczego piję, ale nadal nie znam odpowiedzi. Właściwie to nawet nie bardzo rozumiem, jak mogłoby być inaczej. Nie mogę pojąć, dlaczego ludzie chodzą trzeźwi całymi dniami a nawet tygodniami. Co oni zrobili z tym czymś, co wewnątrz trzepocze się, jak uwięziony w klatce ptak; z tym, co chce sięgać wyżej i wyżej, a nie będzie mu nawet dane imię. Przecież trzeba mieć receptę, gdy to coś nadchodzi i, świadomie lub nieświadomie, niszczy nas od środka.

Gdy byłem dzieckiem, załkany do bólu tłukłem głową w podłogę, a potem zwijałem się w kłębek na łóżku i niczym niemowlę w głębi matczynej tajemnicy zamykałem się w kokonie własnej wyobraźni. Nie było niczego poza mną w przestrzeni, lecz w czasie widziałem taki punkt, kiedy to wszystko minie i wyrwę się z się, i poniosę się tak mocno, że to właśnie o to chodzi.

Kiedy byłem młodzieńcem, nie wypadało już płakać, przeto zagryzałem wargi i głuchłem na otaczający mnie szum. Każdego dnia o każdej godzinie trzęsły mi się ręce, a trzewia poskręcane bólem i napięte do granic dygotały tak mocno, że nie miałem już serca dla otaczającego mnie świata, który, miast koić mój ból, bezceremonialnie, stanowczo i bez przerwy stawiał wciąż nowe pytania o rzeczy dla mnie niezrozumiałe, nieistotne lub też nie będące w ogóle. A wszystko to wydawało mi się nieporozumieniem. Miałem wrażenie, że świat alternatywny - bez nieuzasadnionego bólu i niezrozumiałych pytań - jest tuż obok lub przynajmniej był tuż obok zanim wyszedł, by niebawem wrócić i pokazać wszystkim, że jest realny, i że to inne światy i to ich byty są nierealne. Byłem tak pewien, że - nim spostrzegłem, iż żądnego alternatywnego świata nie ma - odważyłem się nawet wydorośleć. - Przestałem pisać.

Ale dorosłość uderzyła mnie obuchem tak, że tchu złapać nie mogłem. Wtedy zacząłem wyrzucać kwiatki moje z koszyka, bo wyraźnie dało się odczuć ten dla kwiatków nieprzyjazny klimat. Wyrzucałem je zatem całym sercem i całym umysłem swoim, chcąc stać się wzorowym bytem tego jedynego z prawdziwych światów. A to bolało jeszcze bardziej niż poskręcane i drżące trzewia. Dlatego parłem w wir zabaw i używek, w wir materialnych marzeń i zredukowanych uczuć. A gdy paliłem trawę, stawałem się jeszcze bardziej krytyczny względem siebie, a raczej względem tego, co pozostało po wyrzuceniu kwiatków z koszyka. Wreszcie byłem już tak krytyczny względem wszelkich względów, że nadeszła słodka akceptacja końca. Stałem się tak obojętny, że mógłbym być sędzią lub politykiem, lub mężem. Ożeniłem się zatem i przestałem już udawać, że przestałem pisać tylko na chwilę.

źródło: kjasud.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz