Dzielimy się informacjami, doświadczeniami narosłymi wokół programu 12 Kroków i stosujących go, by wymieniać je i by dać szanse zdobycia o nich wiedzy nieuzależnionym.

Ja

"Co to jest prawdziwe 'Ja'?
To kim jesteś, a nie to, co z Ciebie uczyniono."
(cytat - ale nie powiem z kogo)

Czy korzystam z pełnej oferty AA

"Zadośćuczyniliśmy osobiście wszystkim, wobec których było to możliwe, z wyjątkiem tych przypadków gdy zraniłoby to ich lub innych"

“Okrąg oznacza cały świat AA, trójkąt zaś Trzy Legaty AA: Zdrowienia, Jedności i Służby.
“Codzienne Refleksje” na 30 września


- Czy korzystam z pełnej oferty AA – trzech legatów (dziedzictw) AA tzn.:
1. Realizacja 12 Kroków ze sponsorem
2. Służba na różnych szczeblach struktury AA
3. Dzielenie się doświadczeniem z realizacji powyższego na mityngach?
- Czy może ofertę traktuję wybiórczo – po mojemu?

Jak traktuję osoby pod wpływem alkoholu?

"Zadośćuczyniliśmy osobiście wszystkim, wobec których było to możliwe, z wyjątkiem tych przypadków gdy zraniłoby to ich lub innych"

“Pewien mężczyzna przyszedł pijany na mityng (...) Byłem zadowolony, że się zjawił.....”
“Codzienne Refleksje” na 29 września

- Jak traktuję osoby pod wpływem alkoholu?
- Co czuję w ich obecności?
- Jak zachowuję się, gdy proszą mnie o datek pod sklepem?

Zadośćuczyniłem

"Zadośćuczyniliśmy osobiście wszystkim, wobec których było to możliwe, z wyjątkiem tych przypadków gdy zraniłoby to ich lub innych"

- Czy wyrządziłem komuś krzywdę we Wspólnocie?
- Może podopiecznemu?
- W jaki sposób mogę zadośćuczynić?

Zadośćuczyniamy

"Zadośćuczyniliśmy osobiście wszystkim, wobec których było to możliwe, z wyjątkiem tych przypadków gdy zraniłoby to ich lub innych"

- Czy jestem odpowiedzialny?

Abstynencja bardziej szkodzi niż picie?

Zewsząd słyszymy, że żeby dożyć w dobrym zdrowiu późnej starości powinniśmy prawidłowo się odżywiać (zero ciężkich tłustości i plastikowych posiłków), regularnie uprawiać sport, a przede wszystkim nie palić i nie pić (co najwyżej lampkę wina do niedzielnego obiadu). Co do tej ostatniej kwestii naukowcy mają jednak ostatnio odmienne zdanie - lampka wina raz na jakiś czas to stanowczo za mało!

Uczeni w artykule, który ukazał się w czasopiśmie naukowym Alcoholism: Clinical and Experimental Research, prezentują zaskakujące wnioski: najdłużej żyją osoby, które nie dość, że nigdy nie były abstynentami, to w dodatku spożywają znacznie więcej alkoholu niż stereotypowa lampka wina. A konkretnie średnio trzy jednostki alkoholu dziennie!

Zazwyczaj podobne wnioski, które przechylały szalę na korzyść miłośników napojów wyskokowych, były tłumaczone przez stowarzyszenie Anonimowych Alkoholików tym, że brano pod uwagę długość życia "byłych pijaków", którzy po popadnięciu w alkoholizm stawali się już do końca życia abstynentami. Najnowsze badania przeprowadzono w ten sposób, by wyeliminować możliwość tego typu wytłumaczenia

W badaniach monitorowano picie alkoholu grupy 1 824 osób przez 20 lat, z których 63 % stanowili mężczyźni w wieku 55-65 lat (na początku badania). W trakcie dwóch dekad trwania eksperymentu zmarło aż 69 % osób deklarujących się jako abstynenci - niezależnie od tego, czy mieli za sobą udaną walkę z alkoholizmem czy po prostu nigdy nie pili alkoholu.

Drugą grupą, u której wskaźnik umieralności okazał się najwyższy, byli zadeklarowani pijacy, którzy alkohol spożywali często i w dużych ilościach - zmarło 60 % z nich. Najmniej osób zmarło z grupy, która spożywała alkohol często, ale w umiarkowanych ilościach (3 jednostki) - 41 %.

O ile o powodach wysokiej śmiertelności wśród pierwszej grupy pisaliśmy powyżej, a druga grupa namiętnych pijaków wykończyła się na marskość wątroby i choroby serca, powody, dla których osoby pijące często, ale umiarkowanie, żyją najdłużej są natury... psychologicznej.

Okazuje się, że częste picie powiązane jest z takimi czynnikami, jak spora grupa przyjaciół i dobre kontakty towarzyskie, a także spora ilość wolnego czasu, który można przeznaczyć na relaks. Właśnie przyjacielskie kontakty z innymi są jednym z najważniejszych czynników sprzyjających zachowaniu psychicznego i fizycznego zdrowia - wśród abstynentów dużo częstsze są chociażby przypadki depresji. Z kolei brak wolnego czasu (w tym czasu na drinka) oznacza z reguły przeciążenie obowiązkami zawodowymi i domowymi, co również nie służy zdrowiu.

Pamiętajmy jednak, że uskrzydleni najnowszymi wnioskami naukowców nie powinniśmy popadać w skrajność , by z "towarzyskich degustatorów" nie stać się "sławnymi pijakami", by następnie przerodzić się w "anonimowych abstynentów".

KP/PFi

źródło: WP.pl

Trójkąt Dramatyczny

Możemy wyróżnić dwa podstawowe rodzaje miłości: bezwarunkową i warunkową. Miłość bezwarunkowa zakłada świadomość wartości bezwzględnej drugiego człowieka. To kochanie nie za coś, lecz pomimo czegoś [np. nie za niezwykłą urodę, lecz pomimo jej braku]. Miłość warunkowa natomiast, to obdarzanie uczuciem za coś – za niesprawianie kłopotów, za przysparzanie dumy rodzicom, za nienaganność i dobre maniery, za nieokazywanie słabości, za uśmiechanie się.

We wczesnym dzieciństwie jesteśmy poddawani intensywnemu treningowi warunkowania, by „zapracować sobie” na miłość osób znaczących – rodziców, opiekunów, itp. W okresie dojrzewania próbujemy zaskarbić sobie miłość ewentualnych partnerów. Kiedy jesteśmy zakochani, wydaje nam się, że przeżywana miłość jest wieczna, jedyna i „do grobowej deski”. Często jednak, po dłuższej znajomości dochodzi do rozdźwięków i nieporozumień. Zamiast miłości, zamiast wzmocnień pozytywnych, ranimy siebie, kłócimy się, czujemy się rozczarowani i oszukani. Żeby wypełnić pustkę po miłości, która nagle gdzieś zniknęła, wchodzimy w relacje nacechowane grami i intrygami.

Ludzie, którzy się kłócą – pozostają z sobą w bliższej zażyłości – czasem po latach dochodzi do pojednania, czułości i wydaje się przez chwilę, że znów doświadczają intymności, szczęścia, bliskości. Problem w tym, że wydatkujemy ogromną ilość energii na zachowanie tego, o co nam naprawdę chodzi – serdeczności, pogłaskania, czyli pozytywnych, przyjemnych znaków rozpoznania.

Okazuje się, że trudno nam prosić wprost o zaspokojenie ważnych dla nas potrzeb. Czasem dlatego, że sami nie wiemy co nam potrzebne do szczęścia – czasem dlatego, że nie potrafimy zwrócić się z prośbą o zaspokojenie potrzeb do partnerów, dzieci, przyjaciół, rodziców.

Z biegiem lat stajemy się coraz wytrawniejszymi graczami. Gry są nieświadomym aspektem zachowań, inicjowanym przez osoby, które poczuły się dotknięte, zranione, które „mają już wszystkiego dosyć”, które czują się niekochane, nie zrozumiane przez swoje otoczenie.

S. Karpman stworzył pojęcie tzw. trójkąta dramatycznego lub transakcyjnego dla osób uprawiających nieświadomie gry i intrygi psychologiczne. Gracze poruszają się po owym hipotetycznym obszarze w obrębie trzech podstawowych typów ról: Prześladowcy, Wybawcy [Ratownika] i Ofiary.


Prześladowca Wybawca


Ofiara

Na schemacie powyżej przedstawiony został trójkąt transakcyjny. Nieprzypadkowo został on skierowany w dół.

Ma on wskazywać na efekty końcowe wywołane przez oddziaływanie [zazwyczaj długotrwałe] Prześladowcy i Wybawcy, prowadzące do ukonstytuowania się roli Ofiary. Ponieważ istnieją dwa podstawowe typy Ofiar, słuszniejsze byłoby używanie terminu Ofiary, a nie Ofiara, gdyż inny rodzaj Ofiary jest „efektem ubocznym” wpływów Wybawcy niż Prześladowcy. Spróbuję to uzasadnić. Najpierw jednak przypomnę tzw. główne postawy życiowe osób uwikłanych w trójkąt dramatyczny. Dwa istotne aspekty głównej postawy życiowej w rozumieniu analizy transakcyjnej to stosunek jednostki do samej siebie pozytywny [+] lub negatywny [-] oraz stosunek jednostki do innych ludzi i otaczającego ją świata, który również może przybrać wartości [+] lub [-].

Postawa [-+] charakteryzuje osoby, które pomniejszają swoją wartość, stawiają zaś na piedestale swoje otoczenie. Postawa [+-] jest odwrotnością postawy [-+]. Osoby z postawą [--] nie cenią siebie ani świata zewnętrznego. Postawy [-+], [+-], [--] oparte są na emocjach i stanowią treściową zawartość trójkąta dramatycznego. Postawa [++] jest postawą nie zafałszowaną przez zniekształcone spostrzeganie i różne uwarunkowania. Tej postawy życiowej nie osiągniemy biernie. Jest to postawa świadomego wyboru, charakteryzująca ludzi wrażliwych, twórczych, przyjacielskich, otwartych wobec siebie, innych ludzi i świata, realizujących świadomie swoje zadania i cele, mających poczucie humoru, odpowiedzialnych, cieszących się radością życia, posiadających zdolność bliskiego, życzliwego i serdecznego współżycia z ludźmi, potrafiących odnaleźć głęboki cel i sens w swoim życiu. Nie potrzebują oni odgrywać ról, żeby osiągnąć to, co najistotniejsze: miłość, zdolność zaspokajania potrzeb, troskę o losy świata, w którym żyją.

AKTORZY GRY

Czym charakteryzują się gracze transakcyjni? Prześladowca – osoba z główną postawą życiową [+-], to ktoś, kto „prześladuje”, a więc jest krytykujący [czasem wręcz krytykancki], wypomina, wytyka wszelkie uchybienia, wskazuje oskarżycielsko palcem na „winnego”, jest moralizatorski, poniża godność drugiego człowieka, pomniejsza wartość osoby, dając jej odczuć, że jest do niczego, kwestionując jej kompetencje i zdolności intelektualne, jest napastliwy, obraźliwy, przykry. Można też powiedzieć, że Prześladowcą staje się każdy, kto używa tzw. języka „ty”, zwłaszcza przy wypowiadaniu negatywnych komunikatów. Prześladowca uzurpuje sobie prawo do uogólnień, nie mając do tego żadnych podstaw, poza własnym, subiektywnym osądem, wyobrażeniem lub odczuciem. Jednak bywa, że osoba prześladowana zawierza Prześladowcy, zwłaszcza, jeśli jego komunikaty przekazywane były często, od wczesnych lat dziecięcych. Działa tu bowiem efekt samospełniającej się przepowiedni. Prześladowca musi czuć przewagę nad swoim interlokutorem, wynikającą z poczucia tzw. wyższości – a to z racji zajmowanego stanowiska, a to posiadania pieniędzy, popularności, itp. Ta przewaga na dodatek jest wystarczającym według Prześladowcy powodem, uprawniającym go do tego, by dać odczuć drugiej osobie to, że w porównaniu z nim jest ona „gorsza”. Ogólny wydźwięk przekazu Prześladowcy brzmi: „jesteś do niczego”.

Prześladowca to ktoś, kto w okresie wczesnego dzieciństwa i dorastania sam poddany był wpływom Prześladowcy. Teraz zachowuje się podobnie, w dużej mierze na zasadzie naśladownictwa, nie mając tego świadomości. Poza tym wierzy, że poprzez taki typ zachowań osiągnie szacunek i autorytet. Jest to swoiste pomieszanie wyobrażeń na temat warunków niezbędnych do uzyskania miłości innych ludzi. Nikt bowiem nie kocha Prześladowcy – raczej wzbudza on lęk, niechęć, często nienawiść. Respekt, jaki czasem wzbudza, oparty jest na strachu, terrorze, autokracji. Podtrzymuje swoje zachowania także z obawy, że inni odwzajemniliby mu się gdyby „zmienił front” i zaczął się zachowywać inaczej.

Interesujące, że główną postawą życiową Wybawcy jest także postawa typu [+-]. Wybawca „wybawia” wyręczając innych z wykonywania zadań, które sami powinni wykonywać. Przekazuje komunikaty typu: „nie jesteś dość duży, mądry, sprawny, by wykonać jakąś czynność, więc ja zrobię to za ciebie”. Uogólniony komunikat brzmi więc: ‘nie jesteś dość dobry”, podobnie jak u Prześladowcy. Różnica leży w sposobie przekazywania komunikatu. O ile Prześladowca jest obcesowy, „gruboskórny”, czasem brutalny, poniżający, deprecjonujący czyjąś wartość, o tyle Wybawca jest subtelny, Nie rani wprost, ale ostateczny wydźwięk jest podobny – ty sam z siebie niczego nie potrafisz zrobić jak należy.

Jakie są konsekwencje postępowania Wybawcy? Co najmniej następujące: poprzez wyręczanie wykształca się syndrom wyuczonej bezradności, Wybawca uzależnia – osobie poddanej jego wpływom wydaje się, że sama nie potrafi sobie z niczym poradzić. Opóźnia lub uniemożliwia to proces autonomii, wolę samostanowienia o sobie, opóźnia lub uniemożliwia usamodzielnianie się, ogranicza możliwość nabywania doświadczenia, wyręczając, zanim osoba podejmie próbę samodzielnego wykonania czegokolwiek [postawa nadmiernie chroniąca], uniemożliwia ponoszenie konsekwencji własnych zachowań. Zwalnia z poczucia odpowiedzialności. Ofiara Wybawcy uczy się, ze nie ponosi skutków własnych działań, bo winne są okoliczności, inni ludzie, własne rzekome kalectwo, nieudolność itp. Daje złudzenie, że największym szczęściem jest bycie noszonym na rękach, choć osoba ma obie ręce i nogi i jest doskonale sprawna.

Interesujące są powody, dla których Wybawcy stają się Wybawcami. Jest to ten typ osób, które w dzieciństwie nagradzane były za przejawy troski o otoczenie, nawet jeśli dziecko nie powinno podejmować niektórych czynności, np. przejmować opieki za swoich rodziców nad młodszym rodzeństwem, kiedy rodzice nie wykonali swoich obowiązków [z powodu patologii, nieobecności, śmierci jednego z rodziców]. To osoby, które były nagradzane wyłącznie za zachowania związane z troszczeniem się o innych. Te osoby nigdy nie zostały poinformowane o swojej bezwzględnej wartości, nie doświadczyły miłości i bezwarunkowej akceptacji.

Jako osoby dorosłe Wybawcy spostrzegają swoją wartość o tyle, o ile służą innym, zadowalają innych, pomagają, wyręczają, wybawiają. To jest ich „as atutowy”. Dzięki temu czują się potrzebni, niezbędni, tylko w tym upatrują swoją wartość. Jak każdy – Wybawca pragnie być kochany, wierzy, że dopóki nie zapracuje sobie na tę miłość – nie dostanie jej, ponieważ „niczego nie dostaje się za darmo”. Dlatego Wybawcy szukają aktywnie osób, którym można pomóc, nikomu nie odmawiają, biorą na siebie wszelkie zobowiązania, aż w końcu nie wytrzymują tego, a w skrajnym przypadku doprowadzają się do załamania nerwowego lub „lądują” na sali reanimacyjnej.

Wybawca nie potrafi troszczyć się o siebie. Wszyscy inni są ważniejsi. Nie potrafi rozpoznać możliwości własnego organizmu, nie potrafi powiedzieć „dość”; „to ponad moje siły”. Wybawca zrzuca odpowiedzialność za rozpoznawanie własnych możliwości i wydolności na innych. Nie wie, że sam odpowiada za stan, do którego się doprowadził, nie komunikując otoczeniu, jakie są jego możliwości [zwykle zresztą nie jest ich świadom]. Im więcej osób będzie wybawionych, tym większa subiektywnie odczuwana zasługa Wybawcy. Ma on wewnętrzny przymus pomagania, nawet za cenę własnego zdrowia – fizycznego i/lub psychicznego, gdyż dzięki temu wzrasta jego poczucie własnej wartości.

Kiedy jasne wydają się nieświadome motywacje i zachowania Prześladowcy oraz Wybawcy, a także konsekwencje, które nieświadomie powodują, można zrozumieć, dlaczego istnieją dwa typy Ofiar jako „produkty uboczne” ich oddziaływań.

Pierwszy typ – ukształtowany przez Wybawcę – to typ Ofiary podporządkowanej, uległej, która wyciąga rękę do Wybawcy [postawa -+]. Wśród tych osób znajdziemy tzw. „lizusów” i pochlebców.

Drugi typ – to Ofiary prowokujące, zaczepne, często atakujące [postawa --]. Naprzykrzają się, by sprowokować Prześladowcę, nadstawiają policzek, by – uderzone – mogły udowodnić, że inni wcale nie są lepsi. Potwierdzają swój zapis skryptowy, że co prawda są niewiele warte, ale inni też nie, skoro potrafią prześladować…

SCENARIUSZ GRY

W życiu każdego człowieka ważniejsze, dramatyczne wydarzenia, wyuczone role oraz konsekwentnie powtarzane zachowania, wyznaczane są przez scenariusze indywidualne. Scenariusz [skrypt] psychologiczny zadziwiająco przypomina sztukę teatralną. Każdy odgrywa z góry zaplanowane role, dialogi, sceny, a także temat i intrygę rozwijającą się dramatycznie, zmierzając do ostatniego aktu. Skrypt psychologiczny jest programem życiowym osoby, dyktującym cel jej egzystencji i wyznaczającym drogę do tego celu. Jednostka jest ograniczona rolą i sztuką, choć na ogół nie zdaje sobie z tego sprawy.

Jeśli jesteśmy Prześladowcami, konieczne jest wydobycie i zaktywizowanie pozytywnych aspektów w sobie po to, żeby nauczyć się rozpoznawać własne potrzeby i nauczyć się je zaspokajać, czerpiąc z osobistych, wewnętrznych zasobów lub dostępnych w otoczeniu. Wówczas nie będziemy mogli „wyżywać się” lub „odgrywać” na innych. Jeśli spotkamy Prześladowcę wśród naszych znajomych, przyjaciół, bliskich – nie wchodźmy w rolę Ofiary. Tylko wtedy nie dojdzie do sytuacji gry psychologicznej, gdy nie podejmiemy wyzwania.

Gdy jesteśmy Wybawcami, konieczne jest uświadomienie sobie ukrytych potrzeb, co sprowadza się do odpowiedzi na pytanie: „po co to robię [wybawiam wyręczam]?”. Być może jest inna możliwość realizacji potrzeb. Rzeczywistą motywacją Wybawcy jest chęć zapracowania sobie na pozytywne wzmocnienia ze strony otoczenia społecznego. Można jednak je uzyskać, zwracając się o to wprost, sygnalizując soje potrzeby [np. przytul mnie, pogłaskaj, zaproś mnie do kina, zastąp mnie]. Jeśli spotykamy się z Wybawcą, można od razu obdarzyć go szeregiem pozytywnych wzmocnień, zanim rozpocznie swoją grę, do której będzie usiłował nas wciągnąć.

W przypadku bycia Ofiarą warto wiedzieć, że nie przyciągniemy do siebie nikogo spoza trójkąta dramatycznego. Ofiara nie jest dla nikogo atrakcyjna – wręcz przeciwnie, istnieje wyraźna tendencja do unikania tego typu osób. Jeśli spotkamy Ofiarę, warto pamiętać, że to gracz. Wyręczając Ofiarę, robimy jej niedźwiedzią przysługę, utwierdzając w przekonaniu, ze rzeczywiście jest do niczego i nie potrafi nic zrobić. Ofiara może próbować próśb, gróźb, szantażu uczuciowego, by osiągnąć to, czego potrzebuje. Jest mocno zdeterminowana i nieświadoma powodów, dla których to robi. Potwierdzając, że jest zła, nieudolna, że nie potrafi wykonać najprostszych czynności, wzmacniamy wewnętrzny system przekonań na ten temat.

Trudno zmienić osobę – zresztą nie ma w gruncie rzeczy takiej potrzeby. To zachowania podlegają zmianie i możemy je kształtować. Informacja o podlegających zmianom zachowaniach, zobowiązuje osobę do podjęcia działań korygujących – o ile zdecyduje się na to [np. na podstawie bilansu zysków i strat, wynikających z dotychczasowego repertuaru manifestowanych zachowań].

Wspólną płaszczyznę dla wszystkich gier, stanowi bowiem gra podstawowa: ‘to nie ja – to on”. Umożliwia to graczowi zdjęcie odpowiedzialności za swoje zachowania i obarczenia nią innych osób, okoliczności, własnych ułomności lub Pana Boga.

Tymczasem, jak mówi twórca analizy transakcyjnej Eric Berne: Miłość bez odpowiedzialności to samotna podróż. Bo jeśli kochasz ludzkość, ale nie przepadasz za prawdziwymi kociakami, ptaszynami, twoja miłość nie wydostaje się na zewnątrz. Kochająca odpowiedzialność, to jest dopiero coś. Musisz się wydostać ze swego celofanu i przebić do prawdziwego świata miłości […] Gwiazda, to jarzące się światełko we wnętrzu drugiej osoby, widziane z oddali, nikły płomień dzielnej duszy, zbyt jasny, by zbliżyć się doń bez wielkiej odwagi i skupienia. Każdy żyje sam w swojej wewnętrznej przestrzeni, a intymność jest na zewnątrz. Intymność to zewnętrzna przestrzeń i jeśli właśnie tam się znajdziesz, nie mów „spadaj” gwieździe.
Teresa Samek

źródło: / „CHARAKTERY” / październik 1997 r.

Zadośćuczyniliśmy wszystkkim...

"Zadośćuczyniliśmy osobiście wszystkim, wobec których było to możliwe, z wyjątkiem tych przypadków gdy zraniłoby to ich lub innych"

- Jakie są moje doświadczenia w zadośćuczynianiu dzieciom?
- Czy to w ogóle jest możliwe?

Kiedy spotkasz uratowanego alkoholika,

"Kiedy spotkasz uratowanego alkoholika,
masz przed sobą bohatera.
Czyha w nim bowiem uśpiony wróg śmiertelny.
On zaś trwa obciążony swą słabością i
kontynuuje mozolną swą drogę poprzez ten świat,
w którym panuje kult picia, wśród otoczenia,
które go nie rozumie,
w społeczeństwie, które sądzi,
że ma prawo z żałosną nienawiścią spoglądać na niego z góry,
jako na człowieka pośledniejszego gatunku,
ponieważ ośmiela się on płynąć pod prąd alkoholowej rzeki.
Kiedy spotkasz takiego człowieka-wiedz,
że jest to człowiek w bardzo dobrym gatunku."
/ Friedrich v. Bodelschwing/

Zadośćuczyniliśmy osobiście wszystkim...


"Zadośćuczyniliśmy osobiście wszystkim, wobec których było to możliwe, z wyjątkiem tych przypadków gdy zraniłoby to ich lub innych"

- Czy mimo wszystko zdarzyło mi się kogoś skrzywdzić próbując zadośćuczynić?
- A może udało mi się tego uniknąć?
- W jaki sposób?

Człowiek uzależniony nie jest wrażliwy...

Podobno: "Człowiek uzależniony nie jest wrażliwy
na cierpienie bliskich,
ale pozostaje wrażliwy na własne cierpienie....."
Cierpi.... ale nic nie robi aby polepszyć swój los.... brrrrr.... no tak ... to właśnie picie służy polepszaniu... ech... karuzela......
Trzeba by uważać nie za wcześnie spaść z niej;)

Zadośćuczyniliśmy osobiście...

"Zadośćuczyniliśmy osobiście wszystkim, wobec których było to możliwe, z wyjątkiem tych przypadków gdy zraniłoby to ich lub innych"

- Czym się kieruję wybierając sposób zadośćuczynienia wobec każdej z osób umieszczonej na mojej liście?
- Jakie to sposoby?

Kilka przemyśleń na temat tak zwanego "picia kontrolowanego"

Z uwagą śledzę dyskusję na temat tego, co nazywane jest po polsku "piciem kontrolowanym". Dobrze się stało, że ten temat został poruszony. Wraz z nim także i nasze mózgi zmuszone zostały do myślenia w nieco szerszych kategoriach niż tylko "białe lub czarne", czyli psychoterapia lub nihil faciendum (nic do zrobienia - z łaciny), to znaczy pozostawienie przypadków beznadziejnych, niezdolnych do utrzymania abstynencji bez żadnej pomocy alternatywnej.

Sam termin "picie kontrolowane" nie jest zbyt szczęśliwy i wcale nie o to tu chodzi. Program mający na celu pomoc osobom, które mimo najszczerszych chęci, nie są w stanie zaniechać całkowicie picia alkoholu, nazywa się po angielsku Harm reduction program (pisownia języka anglo-amerykańskiego, którym się posługuję), co oznacza "Program redukcji (zmniejszania) szkód". Okazało się, że chorzy, którzy nie są w stanie utrzymać trwałej abstynencji, radzą sobie zupełnie dobrze spożywając znacząco mniejsze ilości alkoholu, niż spożywali przedtem. Duża ilość spożytego alkoholu może nawet doprowadzić do utraty przytomności i dalej - zatrucia zakończonego śmiercią, lecz nie zwiększy jego sedatywnego działania ponad to, które uzyskuje się już na przykład po wypiciu kilku butelek piwa. Wypijanie większych ilości alkoholu jest tylko niekończącą się, bezskuteczną próbą chorego, aby ten efekt poprawić czy wzmocnić. Potocznie (w zawodowym slangu) program ten bywa nazywany controlled drinking, czyli po polsku "Picie kontrolowane". I ta właśnie nazwa u nas się przyjęła.

Wierzymy, że osoba, która straciła kontrolę nad jakimś zachowaniem, już jej nigdy nie odzyska. Ktoś zbyt daleko uprościł samą nazwę tego programu i przez to wypaczył ideę stojącą za alternatywną metodą pomocy osobom do tej pory uznanym za przypadki beznadziejne. Nadał "programowi redukcji szkód" nazwę potoczną o silnie pejoratywnym znaczeniu, pewnie nawet tego sobie nie uświadamiając. Nazwa "picie kontrolowane" stoi w sprzeczności z podstawowym kanonem pierwszej skutecznej, choć nieprofesjonalnej próby pomocy w tej chorobie (grupy Alkoholików Anonimowych) - zaprzecza I Krokowi Alkoholików Anonimowych. A przecież na zasadach działania Alkoholików Anonimowych oparty został pierwszy profesjonalny Program Minnesota i wszystkie jego odmiany. Pejoratywny wydźwięk nazwy "picie kontrolowane" ciągle gdzieś tam tkwi głęboko w naszej podświadomości, gdyż nazwa ta oznacza dla nas zaprzeczenie podstawy wszystkich naszych działań. Chyba tylko z powodu nieprawidłowej, żargonowej nazwy metoda bywa albo ośmieszana, albo wręcz "wyklinana od czci i wiary". Założę się, że niewiele osób wie, o co tak na prawdę w tej metodzie chodzi.

Z zawodu jestem chirurgiem (ogólnym i urazowym) i byłbym nim do dzisiaj, gdyby nie poważna choroba kręgosłupa zakończona dwoma rozległymi operacjami nie położyła kresu "mojej pierwszej miłości" - chirurgii. Z natury jestem aktywny i nie wytrzymałbym na rencie ani jednego dnia, więc "przekwalifikowałem się" i teraz mam już całkiem przyzwoity, nowy zawód. Nadal jednak myślę jak chirurg - szybko, prosto i bez zbędnych meandrów. Kto prosi o pomoc - musi ją uzyskać. Tak już myślę i koniec. W czasie, kiedy wykonywałem swój poprzedni zawód, przyszło mi często podejmować decyzje, które na pewno nie postawiłyby mnie na żadnym miejscu w nawet najbardziej liberalnym konkursie popularności. I na dodatek, musiałem to robić bardzo szybko, często "bardzo bardzo" szybko. Dużą część swojej chirurgicznej kariery spędziłem w niezbyt dużej miejscowości, najpierw w małym, starym, potem w nowozbudowanym i dużym szpitalu, zabezpieczającym olbrzymi teren, w okolicy o bardzo dużej "urazowości" i najczęściej byłem sam. Personel powiększył się i skompletował dopiero w kilku następnych latach. Widywałem wiele przypadków beznadziejnych, w których mimo wiedzy i zdolności po prostu nic nie mogłem zrobić. Jedno co pozostało, to pozwolić pacjentowi na przeżycie w jak największym komforcie oraz z godnością do i tak niechybnego końca. To już nie było leczenie w powszechnie rozumianym znaczeniu tego słowa, lecz przynoszenie ulgi wszelkimi dostępnymi sposobami i tak długo, jak było potrzeba.

Nie róbmy sobie złudzeń. Ta choroba jest poważna, przewlekła (trwa do końca życia), ma tendencję do zaostrzeń, jej nasilenie bywa różne, i jest osobniczo zmienne. Niektórzy chorzy dobrze odpowiadają na psychoterapię, inni dobrze radzą sobie w grupach samopomocowych, inni umierają sobie gdzieś tam bez pomocy zapomniani przez Boga i ludzi, gdyż nie są nawet zdolni sięgnąć po jakąkolwiek pomoc. W końcu, raczej nieliczna grupa chorych trafia do terapii. Te najcięższe przypadki w ogóle do nas nie trafią.

Przychodzą do nas z nadzieją i prośbą o pomoc także chorzy "z pogranicza", którzy doskonale wiedzą, że "to już nie jest życie" i chcieliby coś zmienić. Niestety, z powodu choroby, a nie własnej złej czy "słabej" woli nie są w stanie dokonać zmiany, która by nas satysfakcjonowała (uzyskać trwałej abstynencji). Alkohol jako depresant przynosi im zbyt dużą ulgę w ich problemach i cierpieniach, aby mogli z niego zrezygnować mimo ewidentnych dla wszystkich szkód.

Jak traktuje się takie osoby? Najpierw każe im się (tak jak zresztą wszystkim) podpisywać "Kontrakt Terapeutyczny", potem karze za łamanie "Kontraktu" kiedy "zapiją" do usunięcia z terapii włącznie. Niech sobie idą do AA, albo gdzieś tam - w miejsca bliżej nie określone. Mamy czyste sumienie, gdyż nasza placówka nie jest ostatnim miejscem na świecie, które udziela "takim" pomocy i zawsze można pójść gdzie indziej. Albo - jak się nie chce leczyć tak, jak mu proponujemy, to niech sobie robi co chce, byle nie u nas. A na dodatek nasza statystyka oparta na trwałości abstynencji wygląda lepiej i nasza pozycja w rankingu zakładów "odwykowych" się podnosi.

Nikt jakoś się nie zastanawia nad tym, że niezdolność do utrzymania trwałej abstynencji u tych chorych nie jest wynikiem ich woli, lecz ich choroby, choć wszyscy doskonale o tym wiemy. Zawsze powtarzam wszystkim tym, którzy wspominają o "woli" w tej chorobie, żeby wypróbowali swojej "woli" na jakiejś innej, mniej poważnej chorobie, najlepiej na biegunce - efekt takich doświadczeń zawsze bywa spektakularny i bardzo przekonywujący.

Osobiście nie proponuję niczego nikomu, kto czyta ten tekst. To, co oferujemy naszym chorym jest naszą osobistą odpowiedzialnością. Można przypadki beznadziejne po prostu wyrzucić, można się też nimi zająć. Wiadomo, że nie pomożemy im wiele, ale jeśli istnieje szansa na przedłużenie życia poprzez zmniejszenie szkód - czemu nie? Może w końcu dotrwają oni do czasu, kiedy będą w stanie podjąć dalej idące zmiany w ich życiu - komu z nas to osądzać?

Mój uniwersytecki nauczyciel psychiatrii z krakowskiej AM, śp. prof. Antoni Kępiński nauczył mnie, że człowiek jest najważniejszy. Mimo, że pracowałem w tak odległej od psychiatrii dziedzinie, jak chirurgia urazowa, ta nauka była i jest nadal podstawą wszystkich moich bez wyjątku postępowań. Ona jest po prostu uniwersalna. Już tak niewielu jemu podobnych pozostało, a szkoda. W tym zwariowanym świecie statystyk, informatyki i szalonych postępów w każdej dziedzinie, coś ważnego tracimy.

Zagadnienie tak zwanego "picia kontrolowanego" to nie tylko kwestia picia, czy nie picia. To ważny problem z zakresu etyki zawodowej - naszej odpowiedzialności za chorego i granic tej odpowiedzialności. Także - granic udzielanej przez nas pomocy osobie, która się do nas zgłasza i naszej pomocy oczekuje. Może też jest to pytanie - jak wiele straciliśmy tego, co mieli nasi poprzednicy, a czego w żadnym podręczniku nie ma. Przy okazji - warto się zastanowić, jakie skutki pociąga za sobą jedno bezmyślnie użyte określenie.

Ktoś mądry kiedyś powiedział: "Nasze umysły są jak spadochrony - pracują tylko wtedy, kiedy są otwarte".

Zbigniew A. Grochowski
źródło: AlkoPortal.pl

Obietnice AA, Czy spełniają się?


"Zadośćuczyniliśmy osobiście wszystkim, wobec których było to możliwe, z wyjątkiem tych przypadków gdy zraniłoby to ich lub innych"


“....Czy są to obietnice bez pokrycia? Sądzimy, że nie. Urzeczywistniają się czasem szybko, czasem wolniej, ale zawsze materializują się, jeśli nad nimi pracujemy.”
“Anonimowych Alkoholików” str. 72

- Czy w efekcie pracy nad Programem spełniają mi się obietnice AA ze str. 72?
- Które?
- W jaki sposób?

Jaka jest moja więź z Siłą Wyższą – Bogiem


"Zadośćuczyniliśmy osobiście wszystkim, wobec których było to możliwe, z wyjątkiem tych przypadków gdy zraniłoby to ich lub innych"

“Bacz na to, aby twoja więź z Bogiem była właściwa, a tobie i wielu, wielu innym przydarzą się wielkie rzeczy.”
“Anonimowi Alkoholicy" str 143

- Jaka jest moja więź z Siłą Wyższą – Bogiem (nie chodzi o stosunek do religii) i jaka powinna być wg mnie “właściwa”?


...i uwierzyłem


"Zadośćuczyniliśmy osobiście wszystkim, wobec których było to możliwe, z wyjątkiem tych przypadków gdy zraniłoby to ich lub innych"

“...i uwierzyłem, że Bóg pomoże mi przezwyciężyć trudności – a nawet uczyni znacznie więcej”
“Codzienne Refleksje” na 19 września

- Czy Bóg pomaga mi przezwyciężać trudności?
- W jaki sposób?


Bóg zjawia się incognito - Laurent Gounelle



Kup teraz

Ciekawa powieść i zarazem poradnik psychologiczny o tym, jak uwierzyć w siebie i otrzymywać, czego potrzebujemy. Alan, młody Amerykanin z Paryża, od zawsze doznaje niepowodzeń. Gdy postanawia zabią się, skacząc z wieży Eiffel'a, staje przed nim tajemniczy mężczyzna i proponuje mu... "układ życia". Nauczy go jak pokierować swym losem pod warunkiem, że Alan wypełni wszystkie jego polecenia. Bohater zgadza się. Zadania są jednak coraz trudniejsze, wręcz niewykonalne. Ale czy na pewno? Zaskakująca fabuła, wiele cennych rad.

Pomimo tytułu, książka ta nie jest o Bogu, ani nawet o religijności.
Książka ma charakter powieści o rozwoju osobistym, to książka z pozytywnym przesłaniem. Autor pokazuje, że można przezwyciężyć własne słabości i przede wszystkim zmienić nastawienie do życia.

Laurent Gounelle, wybitny specjalista w dziedzinie rozwoju osobowości, w książce „Bóg zjawia się incognito” pokazuje nam, że tak naprawdę o tym, jacy jesteśmy, decydujemy my sami. W człowieku drzemie olbrzymi potencjał, którym należy tylko właściwie pokierować. Trzeba wziąć życie we własne ręce i wykorzystać to, co przed nami postawi los. Na pewno nie jest to proste w tym naszym zwariowanym świecie, ale czy on kiedykolwiek był inny?

Czy żyje mi się lepiej?


"Zadośćuczyniliśmy osobiście wszystkim, wobec których było to możliwe, z wyjątkiem tych przypadków gdy zraniłoby to ich lub innych"

“Zrozumiałem, że wolność od lęku jest ważniejsza niż wolność od braków materialnych.”
“Gdy wartości materialne zastąpiłem darami ducha, zacząłem lepiej radzić sobie z życiem.”
Codzienne Refleksje na 17 września

- Czy dla mnie ważniejsza jest wolność od lęku czy od braków materialnych?
- Na ile zastąpiłem już wartości materialne darami ducha?

Błędy dziewiątego kroku AA


"Zadośćuczyniliśmy osobiście wszystkim, wobec których było to możliwe, z wyjątkiem tych przypadków gdy zraniłoby to ich lub innych"

- Jakie błędy popełniłem (mogę popełnić) podczas realizacji Dziewiątego Kroku?

Rodzice - sprawcy przemocy emocjonalnej


Świadomość faktu, że nie zawsze postępowanie rodziców wobec dziecka jest pożądanym działaniem wychowawczym i może wyrządzać mu krzywdę, wciąż z trudem toruje sobie drogę w ludzkich umysłach. I o ile kwestia stosowania kar fizycznych - ze względu na swoją drastyczność - jest przedmiotem wielu dyskusji, to problematyka przemocy emocjonalnej pozostaje na dalszym planie.

Tymczasem, jak dowodzą badania, krzywdzenie emocjonalne w dzieciństwie może powodować wiele trudności emocjonalnych, poznawczych i behawioralnych, które trwają w późniejszych latach życia człowieka. Fakt stosowania wobec dziecka przemocy emocjonalnej okazuje się być lepszym predyktorem zaburzeń w rozwoju, niż częstość i natężenie przemocy fizycznej.

Badania nad przemocą domową przeprowadzone w Polsce (Sajkowska, 2001) dowiodły, że co drugie dziecko czuje się krzywdzone emocjonalnie przez swoich rodziców. Dzieci odbierały w ten sposób takie zachowania, jak wyrażanie niezadowolenia rodziców z niespełnienia pokładanych w dziecku nadziei, wyzywanie i poniżanie, przeciążenie obowiązkami domowymi, nadmierna kontrola czy - najrzadziej - zaniedbanie. W opinii ankietowanych osób dorosłych największa część dzieci doświadcza zaniedbania (41%), zaś nieco mniejsza grupa - wyzywania i obrażania. To odwrócenie kolejności może świadczyć o tym, że dla znacznej części dorosłych wiele zachowań krzywdzących dziecko emocjonalnie zalicza się do zwykłych form relacji wewnątrz rodziny. Można wręcz zaryzykować tezę, że dorośli pamiętają głównie o tych formach przemocy emocjonalnej, które trudniej jest ukryć przed światem zewnętrznym. Zaniedbania higieny, podkradanie kolegom kanapek z głodu, czy też głośna awantura potencjalnie łatwiej przyciągają uwagę otoczenia.

W swojej pracy chciałbym przybliżyć nieco sylwetkę sprawcy przemocy emocjonalnej wobec dzieci, który - jak wynika z powyższego - potrafi się dość skutecznie zamaskować.



Historyczne tło przemocy emocjonalnej wobec dzieci

Zastanawiając się nad genezą zachowań rodziców stosujących przemoc emocjonalną warto cofnąć się o wiele pokoleń, do XIX wieku. Ówczesne autorytety sankcjonowały wymyślny system tresury dzieci, który Katharina Rutschky nazwała czarną pedagogiką (Miller, 1999). Czarna pedagogika zalecała rodzicom działania służące złamaniu wolnej woli dziecka i bezwzględnemu podporządkowaniu go rodzicom. Przyświecał temu cel chwalebny - wychowanie człowieka prawego i cnotliwego. Uznawano, że bezmyślne zaufanie do rodziców przekształci się z czasem w poszanowanie prawa i norm społecznych.

Szwajcarska psychoanalityczka Alice Miller tak ujmuje założenia czarnej pedagogiki:

1. Dorośli są władcami uzależnionego od nich dziecka.

2. To oni, jak bogowie, decydują o tym, co dobre, a co złe.

3. Rodziców trzeba zawsze chronić.

4. Spontaniczne uczucia dziecka stanowią największe zagrożenie dla jego władców.

5. Dziecku należy jak najwcześniej odebrać własną wolę.

Czarna pedagogika dążyła do zaszczepienia dziecku specyficznego spojrzenia na relacje z innymi ludźmi:

1. Miłość rodzi się z poczucia obowiązku.

2. Można skutecznie zabronić nienawiści.

3. Rodzice z tej właśnie racji, że są rodzicami, zasługują na szacunek.

4. Dzieci z tej właśnie racji, że są dziećmi, na szacunek nie zasługują.

5. Posłuszeństwo wzmacnia charakter dziecka.

6. Poczucie szacunku dla samego siebie jest szkodliwe.

7. Surowość i chłód stanowią dobre przygotowanie do życia.

8. Udawana wdzięczność jest lepsza, niż szczere okazywanie niewdzięczności.

9. Rodzice nie mogą ścierpieć żadnej obrazy.

10. Rodzice zawsze mają rację.



Echa tych zasad brzmią do dziś dnia w świadomości wielu rodziców, co świadczy o tym, jak skutecznie przenoszą się z pokolenia na pokolenie. Są one usprawiedliwieniem dla przemocy stosowanej wobec własnych dzieci. O ile jednak dwa stulecia temu rózga była podstawowym środkiem do osiągnięcia celu, to dziś stosowane metody są znacznie bardziej wyrafinowane i bazują na przemocy emocjonalnej. Ta przemiana może być efektem zmiany postaw wobec przemocy fizycznej, oraz formalnego upodmiotowienia dziecka. Systemy prawne starają się - z różnym skutkiem - chronić dziecko przed agresją fizyczną. Podważana jest zasadność moralna kar fizycznych - np. w oparciu o Pismo Święte (Tarnowski, 2001). Mało kto w kręgu cywilizacji Zachodu stosuje wobec swoich dzieci karę chłosty, która została zastąpiona uderzeniami dłonią. Pojawiające się co jakiś czas dyskusje na temat szkodliwości klapsów i tak omijają główny problem, jakim jest uwikłanie rodziców w czarną pedagogikę ("O biciu dzieci znowu", 2003). Nawet wtedy, gdy zabroni się im pod karą więzienia jakichkolwiek form przemocy fizycznej, pozostaje im do dyspozycji przemoc emocjonalna - trudna do zdefiniowania i udowodnienia, a nie mniej dotkliwa i niszcząca dziecko.



Nadużywanie pozycji przez rodziców

Nikt nie neguje potrzeby opieki rodzica nad dzieckiem, która wynika z różnicy w doświadczeniu i znajomości świata. Zdarza się natomiast, że mechanizm ten jest wykorzystywany w sposób nieadekwatny do sytuacji i ma postać nadzoru nad tymi obszarami życia dziecka, w których mogłoby się ono poruszać samodzielnie (Forward, 1995). Niepokój i bojaźliwość rodziców owocuje niepokojem i bojaźliwością dziecka, które nie ma możliwości sprawdzenia swoich kompetencji. Może się zdarzyć, że rodzice, dla których kontrola dziecka jest istotą wzajemnej relacji, będą celowo podsycać nieporadność dziecka, aby zachować swoją pozycję. Jeżeli dziecko zdoła wyzwolić się z tej zależności i usamodzielnić, wówczas rodzice odbierają ten krok jako zdradę i opuszczenie. Taka postawa rodziców może wynikać z silnej więzi emocjonalnej z dzieckiem skażonej lękiem, że bez niego będą bezużyteczni.

Kontrola może opierać się na różnych instrumentach; począwszy od jawnego narzucania woli rodziców, szantaż finansowy, negowanie osiągnięć dziecka, narzucanie swojej pomocy, czy manipulowanie relacjami dziecka z rodzeństwem.



Rodzaje napaści webalnych

Susan Forward, w swojej książce "Toksyczni rodzice" (1995), cytuje słowa jednego ze swoich pacjentów:

Gdybym musiał wybierać między zniewagą fizyczną a słowną, zawsze wybrałbym bicie. Pozostają po nim ślady, a więc przynajmniej ludzie użalają się nad sobą. Jeśli chodzi o słowa, to po prostu doprowadzają cię do szału. Rany po nich są niewidoczne. Nikt się tobą nie przejmuje. Blizny fizyczne znikają znacznie szybciej, niż te zadane przez obelgi.

Agresja werbalna może mieć różny stopień wyrafinowania. Część rodziców poprzestaje na obrzuceniu swojego dziecka obelgami. Trudno porównać szkodliwość jawnych poniżeń i przemocy podstępnej, wpisanej w ogólny schemat kultury osobistej, często niedostrzegalnej w pierwszej chwili. Zniewagi, obraźliwe tyrady, oskarżenia i wyzwiska pozostawiają blizny w psychice dziecka, które bolą także w dorosłości.

Dziecko można zaatakować także uszczypliwościami, sarkazmem, ironicznymi przezwiskami i subtelnym upokorzeniem (Hirigoyen, 2002). Taka przemoc może być zamaskowana formą niewinnych żarcików. Problem w tym, że dziecko nie potrafi odróżnić prawdy od żartu, groźby od uszczypliwości. Tak, jak humor pozytywny wzmacnia więź rodzinną, tak humor poniżający ma działanie niszczące. Żartowanie z dziecka mieści się w konwencji akceptowanego postępowania w świecie dorosłych i rzadko kiedy budzi sprzeciw otoczenia. Wręcz przeciwnie, normy kulturowe promują żarty złośliwe i inteligentne, zakładając domyślnie, że są one składnikiem nieszkodliwej potyczki na słowa. W odniesieniu do dzieci ich działanie jest jednak inne, ponieważ dziecko nie potrafi wychwycić absurdalnego kontekstu wypowiedzi rodzica. Jeżeli powiemy: - Z takim zachowaniem nadajesz się tylko do przedszkola na Księżycu! - to ryzykujemy tym, że dziecko zrozumie nas dosłownie i zacznie się bać, że chcemy je wysłać w odległe miejsce.

Atak werbalny potrafi być ukryty pod maską opiekuńczości (Forward, 1995). Dziecko ufnie przyjmuje destrukcyjne słowa, ponieważ rzekomo są one wyrazem zainteresowania rodziców. Komentarz typu "Świat jest bezwzględny i musimy cię nauczyć, jak w nim żyć" pozornie usprawiedliwia okrutne i oczerniające słowa wypowiedziane pod adresem dziecka.

Inną formą manipulacji jest wysyłanie do dziecka sprzecznych komunikatów, w których na zmianę potwierdza się jego kompetencje i im zaprzecza. Rodzice tacy potrafią zachęcać dzieci do wysiłku i dążenia do sukcesu, aby następnie stwierdzić, że dziecko do niczego nie dojdzie. Efektem takiego postępowania jest wykształcenie w dziecku syndromu wyuczonej bezradności. Amerykański psycholog Martin Seligman określił w ten sposób zjawisko, kiedy w wyniku chaotycznej stymulacji uczenie doprowadza do pasywności i zrezygnowania (Kluczyńska, 1999). Taka postawa obronna odpowiada sytuacji, w której każdy krok może spowodować z równym prawdopodobieństwem nagrodę, jak i karę. Najbezpieczniej jest wówczas nic nie robić i czekać.



Szantaż emocjonalny

Dorośli mogą stosować wobec swoich dzieci szantaż emocjonalny (Forward, Frazier, 1999). Służy on wymuszeniu podległości pod groźbą konsekwencji uderzających w podstawy wzajemnej relacji. Osoby stosujące szantaż emocjonalny można podzielić na cztery grupy:

- "Prokurator" - nie kryje się z tym, co robi. Jego zdecydowanie i brutalne postawienie sprawy ma skruszyć opór. Z uderzeniem czeka do momentu, gdy słabość ofiary gwarantuje skuteczne zastraszenie. Bywają sytuacje, w których szantażyści nie muszą zabierać głosu, a ich formą nacisku jest wymowne milczenie. Im więcej zależności łączy ofiarę ze sprawcą, tym większe ma on możliwości oddziaływania. Za nieakceptowane zachowanie w jednej dziedzinie może on grozić karą w innej. "Prokuratorzy" demonstrują pełne skupienie na własnych, wyolbrzymionych potrzebach, są wobec siebie bezkrytyczni, natomiast nie zauważają potrzeb swoich ofiar.

- "Biczownik" - stosuje odmienny schemat postępowania. Żeruje on na empatii swojej ofiary i dlatego jego groźby dotyczą tego, co stanie się z nim samym, jeżeli jego żądanie nie zostanie spełnione, np. "Nie kłóć się ze mną, bo się rozchoruję". W relacji rodzic-dziecko korzystanie ze schematu "biczownika" powoduje dodatkowe zamieszanie związane z faktem, że sprawca sam wchodzi w rolę dziecka, zaś swoją ofiarę przedstawia jako omnipotentnego dorosłego, od którego decyzji zależy los innych.

- "Cierpiętnik" - odgrywa rolę dotkniętej wszelkimi plagami osoby ubezwłasnowolnionej, której los zależy od zainteresowania, jakie okaże mu jego ofiara. "Cierpiętnik" wyolbrzymia wszystkie swoje nieszczęścia i stara się wmówić ofierze, że tylko ona jest w stanie zmienić sytuację. Jeżeli ofiara próbuje o niego zadbać, wówczas piętrzy trudności. Dąży do tego, aby ofiara zrezygnowała z prób pomocy, zyskując pretekst do kolejnych wyrzutów.

- "Kusiciel" - proponuje ofierze nagrodę w zamian za podporządkowanie. Nagrodą może być miłość, pieniądze, czy pomoc w karierze. "Kusiciel" zazwyczaj nie dotrzymuje kontraktu i w ostatniej chwili odsuwa nagrodę poza zasięg swojej ofiary. Czyni to jednak na tyle umiejętnie, aby możliwie długo zachować wiarygodność i móc powtórzyć manipulację przy innej okazji.



O skuteczności działania szantażysty decyduje to, czy zdoła przekonać swą ofiarę o jej osobistych korzyściach z poddania się szantażowi. Dlatego sprawca angażuje się w działania, które tworzą sprzyjający klimat dla jego poczynań.

Przykładem takich technik jest przedstawianie oporu ofiary jako przejawu jej bezradności i zagubienia, podczas gdy sobie szantażysta przypisuje mądrość i dobre intencje. W relacji rodzic-dziecko taka asymetria jest prawdziwa, co zmniejsza szansę dziecka na opór wobec szantażu. Niezależnie od tego sprawca może powiększać asymetrię poprzez wmawianiu dziecku, jak wielka jest między nimi dysproporcja, np. słowami "Tyle dla ciebie robię, a ty znowu mnie zawiodłeś".

Inną techniką jest patologizacja ofiary, czyli sugerowanie, że jej opór wynika z choroby, lub zaburzeń emocjonalnych. Na poparcie tej opinii rodzic może przytoczyć przeżyte wspólnie nieszczęśliwe wydarzenia, podając rzekome problemy emocjonalne dziecka jako ich przyczynę. Innym rodzajem patologizacji jest czynienie wyrzutów, że dziecko nie odpłaca się miłością w takim stopniu, w jakim oczekiwałby rodzic. W domyśle ma to wynikać z zaburzeń emocjonalnych dziecka, ponieważ rodzic nie ma sobie nic do zarzucenia.

Może się też zdarzyć, że sprawca w swoich działaniach wykorzystuje osoby trzecie, które mają uwiarygodniać jego intencje. Może być to lubiany przez dziecko członek rodziny, lub znajomy. Jeżeli dziecko widzi go jako współuczestnika szantażu, wówczas dużo trudniej jest mu odmówić.

Narzędziem, które ma osłabić opór dziecka, a jednocześnie odizolować je od otoczenia i uzależnić od rodzica jest stosowanie negatywnych porównań. Słowa typu "Twoja siostra nigdy by nie pozostawiła takiego bałaganu w pokoju" zmuszają dziecko do porównywania się z innymi osobami, których kompetencje są sztucznie zawyżane. Jeżeli dziecko czuje się zagrożone tą fikcyjną rywalizacją, będzie bardziej skłonne do zaakceptowania żądań rodzica-szantażysty i "odzyskania" w ten sposób jego pozytywnej opinii o sobie.



"Moje dziecko - mój rywal"

Krzywdzące postępowanie rodziców wobec własnych dzieci może być efektem rywalizacji z nimi. W zdrowej rodzinie dziecko jest traktowane jako pewnego rodzaju reinkarnacja rodzica i siła dziecka jest emanacją jego siły. Zdobywanie przez dziecko kompetencji i jego sukcesy są dla rodzica nagrodą i powodem do szczęścia. W rodzinie zaburzonej rodzic w kontakcie z dzieckiem nie potrafi zapomnieć o własnych deficytach i na obecną relację przenosi problemy z dzieciństwa. W efekcie może się zdarzyć, że rywalizacja sprzed lat z własnymi rodzicami, czy rodzeństwem, jest kontynuowana w nierównym starciu z potomstwem.

Źródłem problemów może być także niska samoocena rodzica, któremu dorastające dziecko przypomina o słabościach i przemijaniu. Kobiety patrząc na swoje córki czują, że zaczynają się starzeć, zaś ich uroda więdnie. Pojawia się wtedy skłonność do poniżania córek przed mężami. Także dla mężczyzn rozwój męskości własnych synów może budzić poczucie zagrożenia.

Rodzice rywalizujący z własnymi dziećmi dokładają starań, aby udowodnić im swoją wyższość. Dziecko uczy się, że w drażliwych obszarach ma być z definicji gorsze od rodzica. Jeżeli wbrew temu założeniu zacznie jednak odnosić sukcesy, wówczas doświadcza poczucia winy. Aby zyskać spokój umysłu dziecko powinno potwierdzić dominację rodzica i swój brak osiągnięć.



"Musisz być najlepszy"

Rodzice-perfekcjoniści mogą łatwo skrzywdzić swoje dziecko rzekomo w imię jego własnego dobra. Wielu z nich odnosi sukcesy w życiu zawodowym i przenosi do domu relację szef-podwładny. Od dzieci wymagają oni spełnienia oczekiwań i rozliczają je z tego. Jakość rodziny jest wyznaczana w oparciu o wskaźniki określające "realizację planu". W ten sposób odpowiedzialność za funkcjonowanie rodziny jest przeniesiona na dziecko, zaś rodzic rezerwuje dla siebie pozycję arbitra. Taki układ odbiera dziecku prawo do błędów, oraz zamienia dom w sklep, gdzie płaci się sukcesami za uczucia rodziców.

Zaburzona relacja z rodzicami-perfekcjonistami może bardzo utrudniać ich dzieciom życie po uzyskaniu dorosłości. Życia zawodowe zostaje pomieszane z życiem rodzinnym, frustracje dotyczące rodziców mogą zostać przeniesione na zwierzchników. Problemem jest także powtarzanie schematu podejścia do zadań ponad siły, z jakimi dorosły miał często do czynienia w dzieciństwie. Osoba taka próbuje wykonać zadanie na nierealistycznie wysokim poziomie, tak jak wymagał rodzic-perfekcjonista. Ponieważ jest to niemożliwe, zadanie zostaje odroczone, bez próby realizacji na poziomie niższym. Kiedy zbliża się termin rozliczenia z pracy, dziecko rodzica-perfekcjonisty zostaje sparaliżowane przez przerażenie i niemożność działania.

Dorosłe dzieci perfekcjonistów zwykle wybierają jedną z dwóch dróg: starają się przez całe życie udowadniać swoją wartość, aby zdobyć akceptację rodziców, albo rezygnują z walki o sukces.



Dlaczego rodzice krzywdzą emocjonalnie swoje dzieci?

Analizując problem przemocy emocjonalnej w rodzinie można zastanawiać się, skąd w rodzicach tyle zaciekłości w zwalczaniu oporu swoich dzieci. Przypomina się tu ostatnie przykazanie dekalogu czarnej pedagogiki: "Rodzice zawsze mają rację."

Wyrażany przez dzieci sprzeciw i ich chęć do zaspakajania własnych pragnień są jak najbardziej naturalne i nie wykluczają szansy dojścia poprzez negocjacje do rozwiązania korzystnego dla wszystkich. Problemem rodziców stosujących przemoc emocjonalną jest niezdolność do zaakceptowania frustracji, która towarzyszy odmowie ze strony dziecka. Wiąże się ona z głębokimi, żywymi lękami przed stratą - aby jej uniknąć są oni gotowi na dowolnie brutalne zachowania. Słowo "nie" w ustach dziecka jest sygnałem jego usamodzielnienia i budzi w nich intensywne emocje. Rodzice tacy mają zazwyczaj własną historię niepokoju i braku poczucia bezpieczeństwa. Doświadczenia z przeszłości nauczyły ich, że nie można nikomu ufać, więc nie ufają nawet własnym dzieciom. Boją się samotnej i nieszczęśliwej starości, próbują zatem przywiązać do siebie dzieci nie zważając na koszty.

Sprawcy przemocy emocjonalnej tworzą na użytek otoczenia - w tym rodziny - swój nowy obraz, aby poradzić sobie z własną przeszłością i własnymi słabościami. Jest w nim to, czego w rzeczywistości brakuje, czyli siła i kontrola. Dążąc do utrzymania kontroli rodzice tacy przyznają sobie nadzwyczajne prawa do zaprowadzania porządku i rozdzielania kar. Karanie oznacza przejście do ofensywy, oznacza siłę i odporność, a jednocześnie wycisza lęk przed stratą. Na nieszczęście dla dzieci, w tym zachowaniu nie ma miejsca na introspekcję i uporanie się z rzeczywistymi problemami.



Literatura:

1. Forward, S., Frazier, D. (1999). Szantaż emocjonalny. Gdańsk: GWP.

2. Forward, S. (1995). Toksyczni rodzice. Warszawa: Jacek Santorski & Co.

3. Miller, A. (1999). Zniewolone dzieciństwo. Poznań: Media Rodzina.

4. Kluczyńska, S. (5/1999). Aby chciało się chcieć, Niebieska Linia.

5. Hirigoyen, M.-F. (2002). Molestowanie moralne. Poznań: W Drodze.

6. Sajkowska, M. (2001). Zjawisko krzywdzenia dzieci w świetle badań empirycznych. W: J. Bińczycka (Red.) Bici biją (str. 68-77). Warszawa: Wydawnictwo Akademickie "Żak".

7. Tarnowski, J. (2001). Kara cielesna w świetle Biblii. Uzyskano 17.05.2003 ze strony www Fundacji "Dzieci Niczyje": http://www.fdn.pl/?article_id=126

8. O biciu dzieci znowu. (2003). Wątek na grupie dyskusyjnej news://pl.soc.dzieci


Maciej Tryburcy
Artykuł ukazał się w numerze 4/2003 kwartalnika "Dziecko krzywdzone"

Amy Winehouse


W wywiadzie udzielonym CNN, ojciec Amy Winehouse wyznał, że przyczyną śmierci jego córki nie były narkotyki, ale alkohol. Podobno od trzech lat nie dotykała dragów. Reasumując Amy zachlała się na śmierć. Czyli od wódy można umrzeć. Nareszcie ktoś to głośno powiedział.

Dlaczego jedni idą drogą a inni na skróty?


Po dwudziestu latach wsłuchiwania się w tęsknoty ludzkich serc nie mam wątpliwości, że wszyscy przynosimy ze sobą na świat pragnienie Boga. Niezależnie od tego, czy ktoś jest religijny, czy nie, pragnienie to jest najgłębszą tęsknotą i najdrogocenniejszym skarbem każdego człowieka. Nadaje ono sens i znaczenie ludzkiemu istnieniu. Niektórzy to pragnienie tłumią, chowając je pod tyloma rozmaitymi zainteresowaniami, że przestają je dostrzegać. Możemy więc być zupełnie nieświadomi tego pragnienia. Możemy też przezywać je w innej formie niż szukanie Boga jako tęsknotę za pełnią, dopełnieniem, spełnieniem. Jakkolwiek byśmy je opisywali, jest to zawsze tęsknota za miłością. Jest to głód miłości, pragnienie bycia kochanym i zbliżenia do źródła miłości. Tęsknota ta jest istotą ludzkiego ducha; jest źródłem naszych najgłębszych nadziei i najszlachetniejszych marzeń.
Niektórzy alkoholicy przed piciem nie podjęli rozwoju duchowego a przez to ich dojrzałość życiowa była minimalna, albo nie było jej wcale. Niedojrzałość, nie pozwoliła rozwinąć sztuki życia i osiągnąć taką jakość życia aby mieć z niego satysfakcję. W niedojrzałości człowiek skoncentrowany jest na swoim ego, chce brać, doznawać, czuć, zaspakajać swoje głody nową porcją wrażeń. Doświadczanie duchowości umożliwia człowiekowi wejście na taki etap rozwoju na którym człowiek jest zdolny się dzielić, dawać, wspierać, przekraczać własne ego. Ci którzy mieli kontakt z swoją duchowością, choćby w małym stopniu, częściej i szybciej do niej wracają, widzą w niej szansę dla swojego zdrowienia.
Duchowość to wrażliwość na wartości.
Duchowość to Dobro, którego warto pragnąć i o nie się starać, część ludzi nie została nauczona wrażliwości na to Dobro, ale niewiedza nie zwalania z odpowiedzialności za swój rozwój. Jednym alkoholikom brakuje umiejętności, innym wiedzy, a niektórym woli podjęcia decyzji rozwoju duchowego. Część alkoholików jest skoncentrowana na "doznawaniu" dobrego nastroju, co jest często kontynuacją uzależnienia. Uważają, że życie wtedy jest dobre, kiedy się dobrze czują. Mocno są skoncentrowani na tym aby poszukiwać" dobrego czucia", samopoczucia. Ci są jak skała "nie przemakalni" dla Dobra, wszystko w ich życiu ślizga się po powierzchni, skoncentrowani tylko na własnych przeżyciach, to co istotne w ich życiu po nich spływa. Kiedyś kupowali energię w puszkach i butelkach, tak załatwiali sobie dobre samopoczucie. Dziś domagają się tego od grup, ludzi, spotkań religijnych. To wielka pułapka być przywiązanym do przeżyć i tak chcieć czuć energię życia. Ci ludzi nie chcą zmiany, bo zmiana często boli, jest procesem, który trwa. Są nastawieni na szybki efekt. To wymaga decyzji, a decyzja wymaga udziału woli a ta u alkoholików kuleje albo jej wcale nie ma. Wolę trzeba wyćwiczyć przez dyscyplinę, która uporządkuje życie, trzeba nauczyć się pokory, podejmowania wysiłku wewnętrznego, pewnej stałości, bez chwilowych zrywów, które są oparte na magicznym myśleniu. Życie jest trudnym wysiłkiem i wymaga wielu sprawności i umiejętności życiowych. Niektórzy alkoholicy oceniają swoje życie po przez "czucie", wartościowanie u nich dokonuje się, nie przez zmianę jakości życia ale przez siłę doznań. Taka koncepcja życia alkoholików, jest nadal infantylna. To czy alkoholicy podejmą rozwój duchowy czy nie, zależy oczywiście od nich samych, od zmiany koncepcji życia z "brać" na "dać" z "mieć" na "być", z "czuć" na "przeżywać"(doświadczać). To na skutek zmiany, przemiany, uporządkowania życia, odzyskania sensu życia, znalezienia odpowiedzi na pytanie po co żyję, odzyskuje się wpływ na to jak się żyje, czyli podejmuje się rozwój człowieka. Obserwuję alkoholików, którzy przyjeżdżają na spotkanie modlitewne, są szczęśliwi i mówią o swoim szczęściu, że się świetnie czują, tylko nie kontynuują tego "szczęścia" po przez podejmowanie dobrych decyzji ,nie podejmują rozwoju religijnego, nie włączają się w wspólnoty religijne, społeczne. Naładowali baterię na jakiś czas, mają dobre samopoczucie i to niektórym wystarczy, zostali poklepani, (zmiśowani), czują się fajnie. A Jak się inni z nimi czują?, oni zrobili sobie dobrze, czy są w stanie innym dać "Dobro" ? Czy znowu weszli w stare buty, choć lekko odświeżone. Część alkoholików jest znudzona monotonią trzeźwienia, szukają czegoś ekstra, wrażeń. Na jednym z spotkań, terapeuta alkoholik zaproponował zgromadzonym aby zrobić sobie "urlop od trzeźwości", duża liczba uzależnionych podjęła z entuzjazmem propozycję, były oklaski, świetny nastrój. Byłem zaskoczony jak łatwo ulegli czarowi, magicznego myślenia. Zachęcenie do urlopu od trzeźwości, to zachęcenie do urlopu od życia, od odpowiedzialności za proces własnego rozwoju, wiemy czym się to kończy. Trzeźwość to przecież zająć się życiem, uczyć się życia. Na szczęście później zdystansowano się od takiego pomysłu.
Rozwój człowieka to ciężka praca, aby żyć godnie to podjąć pracę polegająca na zmaganiu z sobą, swoimi słabościami ale i rozwijaniem swojej potencjalności, talentów, które wcześniej trzeba odkryć. To kształtowanie wrażliwości swojego sumienia. Miarą dojrzałego człowieka, jest prawidłowo ukształtowane sumienie. Nie wystarczy wegetować, takie życie jest niegodne człowieka. Człowieka stać na świadome życie, jest istotą zdolną do refleksji, decyzji i działania. Minimalizm w życiu, jest groźny dla człowieka, bo może doprowadzić, do bolesnych konsekwencji. W trakcie picia alkoholik nauczył się wszystko minimalizować. Człowiek potrzebuje ideałów, wymagań, wysoko postawionej poprzeczki, aby nie stracić godności, siebie. Raz zdradzone ideały zostawiają w nas zawstydzenie, niektórych ono mobilizuje, przypomina im o bolesnej przeszłości, przestrzega aby nie bylin tylko konsumentami życia. Inni swoje zawstydzenie omijają z daleka, bo jest nie wygodne i trzeba coś z nimi zrobić, jakoś uśmierzyć. Terapeutycznie pozbywają się wszystkiego co sprawia im przykrość; wstydu, poczucia winy, wyrzutów sumienia, a wraz z nimi czasem najbardziej podstawowej wrażliwości moralnej. Komunikaty otrzymywane w czasie procesu terapii nie zawsze są właściwie rozumiane, "zadbaj o siebie" niejednokrotnie jest zamieniane na "czuj się dobrze". "Mi się teraz wszystko należy, przecież tak długo i ciężko cierpiałem." Czy można się dobrze czuć kiedy prawda o własnym życiu zawstydza, kiedy jest się winnym wielu cierpień, kiedy człowiek nie rozumie własnej przeszłości i aktualnego życia. To przecież nie czucie tu jest najważniejsze i pierwsze, ale prawda i to co z tej prawdy wyniknie dla dalszego losu człowieka. Trzeźwość często boli, kiedy podejmuje się porządkowanie swojego życia. Wystarczy spojrzeć na 12 kroków AA, tam jest odpowiedź, zawarta w krokach drabina rozwoju duchowego musi zaowocować nowym życiem, jeśli się ją konsekwentnie podejmie, ilu alkoholików ją podjęło? ........

Zadośćuczynienie, wdzięczność jest owocem zdrowienia, jest postawą normalizowania swoich stosunków z ludźmi i otaczającym światem. Ilu ludzi uzależnionych podejmuje to wyzwanie. Postawa roszczeniowa wobec świata i próba podporządkowania sobie innych, niejednokrotnie dzieli alkoholików między sobą, to "rogate" ego chce ciągle być pierwsze, bo inaczej czuje się gorsze i ostatnie. Pragnąć Dobra to Być dobrym, stać się (być) dobrym człowiekiem jest ważniejszym zadaniem od tego aby się dobrze czuć. Być Dobrym to uczestniczyć w Dobru , to nie tylko podziwiać wartości, zachwycać się, odkrywać je, mieć o nich wiedzę, ale zacząć je wprowadzać w życie, stosować je w życiu, liczyć się z nimi podejmując kolejne decyzje. Nie skazywać się na niewolnictwo od nastroju "robienia sobie dobrze", ale być w dobrym, a to wymaga ascezy, wysiłku, pokory, prawdy, wyrzeczeń.
Uzależnienie powoduje niezdolność do przeżywania siebie jako całości, uzależnionemu towarzyszy poczucie pustki wewnętrznej, stan wewnętrznej niepewności, wrażenie że czegoś brakuje. Uzależnienie popycha ludzi do ślepego przywiązania się do siebie, nie dając szans miłości dojrzałej, która mogłaby coś z siebie dać innym, chce nieustannie brać, jest infantylny, nie ma miejsca na rozwój duchowy. Ludzie uzależnieni interesują się wspieraniem samych siebie, pragną dopełnienia, marzą o szczęściu, ale nie chcą się rozwijać, nie mają ochoty znosić cierpień związanych z rozwojem, nie dbają o rozwój drugiego człowieka, zależy im aby był i służył ich zaspokojeniu.
W alkoholizmie jest obecny pierwiastek magiczny, po przez który, dąży się do kontroli i manipulacji to jest codzienność alkoholika. Przeciwieństwem magii jest duchowość, która przynosi uzdrowienie po przez otwarcie się na tajemnicę życia, na prawdę o nim. Praca nad sobą prowadzą do odkrycia doświadczenia nieograniczoności która wynika z rozwoju. Postawy duchowego życia można się nauczyć, tak jak można nauczyć się rozumienia duchowości........

Ks. Marcin Marsollek

źródło: grupa "W drodze"

Jaka jest moja motywacja do realizacji Dziewiątego Kroku?


"Zadośćuczyniliśmy osobiście wszystkim, wobec których było to możliwe, z wyjątkiem tych przypadków gdy zraniłoby to ich lub innych"

“Moja wiara w Siłę Wyższą jest najważniejszą częścią pracy nad Krokiem Dziewiątym; towarzyszą jej przebaczenie, wyczucie odpowiedniej chwili i właściwa motywacja”
“Codzienne Refleksje”

Jakiego rodzaju “krzywdy” ludzie wyrządzają sobie nawzajem?


"Zadośćuczyniliśmy osobiście wszystkim, wobec których było to możliwe, z wyjątkiem tych przypadków gdy zraniłoby to ich lub innych"

“Warto też zastanowić się, co to właściwie znaczy, kiedy mówiliśmy, że “skrzywdziliśmy” kogoś. Jakiego rodzaju “krzywdy” ludzie wyrządzają sobie nawzajem?”
“Dwanaście na Dwanaście” str. 81

Czy można zadośćuczynić tylko poprzez niepicie?


"Zadośćuczyniliśmy osobiście wszystkim, wobec których było to możliwe, z wyjątkiem tych przypadków gdy zraniłoby to ich lub innych"

“Dlatego sądzimy, że człowiek, który uważa, iż tylko wystarczy nie pić nie przemyślał wszystkiego. Zachowuje się jak farmer, który po zniszczeniu domu przez tornado, mówi do swojej żony: “Nie wiem, czego babo lamencisz! Przecie duć przestało!””
“Anonimowi Alkoholicy” str. 71

- Czy uważam, że można zadośćuczynić tylko poprzez niepicie?

Uleczenie jest efektem przyznania się...


"Zadośćuczyniliśmy osobiście wszystkim, wobec których było to możliwe, z wyjątkiem tych przypadków gdy zraniłoby to ich lub innych"

“Aż nagle przychodzi dzień, w którym czemuś się przyglądam, do czegoś się przyznaję, coś akceptuję. Wolność, uleczenie i zdrowienie, których doświadczam, jest efektem przyglądania się, przyznawania i akceptowania.”
“Codzienne refleksje” na 12 września

- Czy miewam takie dni?
- Czy dążę do tego, żeby takich dni było coraz więcej?
- Czy może wciąż czekam, aż NAGLE (sam) taki dzień nadejdzie?

Czy może uważam, że Dziewiąty Krok nie jest mi do niczego potrzebny?


"Zadośćuczyniliśmy osobiście wszystkim, wobec których było to możliwe, z wyjątkiem tych przypadków gdy zraniłoby to ich lub innych"

“Czasami myślę sobie tak: “To całe zadośćuczynienie to już za wiele! Nikt nie powinien się tak upokarzać!”
Codzienne refleksje na 10 września


- Czy zdarzyło mi się tak myśleć?

Przebudzenie


Przebudzenie to duchowość. Ludzie najczęściej śpią, nie zdając sobie z tego sprawy. Rodzą się pogrążeni we śnie.

Żyją śniąc. Nie budząc się zawierają małżeństwa. Płodzą dzieci we śnie i umierają, nie budząc się ani razu. Pozbawiają się tym samym możliwości zrozumienia niezwykłości i piękna ludzkiej egzystencji. Mistycy, niezależnie od wyznawanej przez siebie doktryny, zgodni są co do tego, że wszystko, co nas otacza, jest takie, jakie być powinno. Wszystko. Cóż za przedziwny paradoks. Najtragiczniejsze jest jednak to, że większość ludzi nigdy tego nie jest w stanie zrozumieć. Nie są w stanie tego pojąć, gdyż pogrążeni są we śnie. Śnią sen prawdziwie koszmarny.

W ubiegłym roku oglądałem w hiszpańskiej telewizji pewną historyjkę o mężczyźnie, który pukając do drzwi pokoju swego syna wołał:

– Jaime, obudź się!

Syn w odpowiedzi: – Nie chcę wstawać, tato.

Poirytowany ojciec: – Wstawaj, musisz iść do szkoły!

Jaime na to: – Nie chcę iść do szkoły.

– Dlaczego? – pyta ojciec.

– Są trzy powody ku temu – stwierdził Jaime.

– Po pierwsze, bo tam jest potwornie nudno; po drugie, bo mi dzieciaki dokuczają, a wreszcie po trzecie, bo nienawidzę szkoły.

Na to ojciec: – To ja ci podam trzy powody, dla których powinieneś pójść do szkoły. Po pierwsze, bo to jest twój obowiązek; po drugie, bo masz czterdzieści pięć lat; i po trzecie, ponieważ jesteś dyrektorem szkoły.

Obudź się! Przebudź się wreszcie! Jesteś dorosły. Nie jesteś niemowlakiem, by cały czas spać. Obudź się! Porzuć swe zabawki. Pora wydorośleć.

Większość ludzi twierdzi, iż pragnie jak najszybciej opuścić przedszkole. Ale nie wierz im. Nie mówią prawdy. Jedyne, czego naprawdę chcą, to by naprawić im popsute zabawki. "Oddaj mi moją żonę". "Przyjmij mnie znowu do pracy". "Oddaj mi moje pieniądze". "Zwróć mi moją wcześniejszą reputację". Tego właśnie naprawdę chcą. Pragną, aby zwrócono im dotychczasowe zabawki. Tylko tego, niczego więcej. Psychologowie twierdzą, że ludzie chorzy w istocie rzeczy nie chcą naprawdę wyzdrowieć. W chorobie jest im dobrze. Oczekują ulgi, ale nie powrotu do zdrowia. Leczenie bowiem jest bolesne i wymaga wyrzeczeń.

Przebudzenie, jak wiadomo, nie jest rzeczą najbardziej przyjemną. W łóżku jest ciepło i wygodnie, budzenie nas irytuje. I to jest powód, dla którego prawdziwy guru nigdy nie usiłuje ludzi budzić. Mam nadzieję, że okażę się na tyle mądry, by nie podejmować próby budzenia tych, którzy śpią. Naprawdę, nie moja to sprawa, że śpisz. I jeśli nawet będę niekiedy mówił "obudź się", to bynajmniej nie po to, by przerwać twój sen. Moją sprawą jest robić jedynie to, co powinienem. Tańczyć swój taniec. Jeśli potraficie uzyskać coś dla siebie z tych moich rozważań, to bardzo dobrze; jeśli nie, tym gorzej dla was! Jak powiadają Arabowie: "Natura deszczu jest zawsze taka sama, pozwala rosnąć zarówno cierniom na bagnach, jak i kwiatom w ogrodach".

Anthony de Mello

Czy duchowość jest ucieczką od rzeczywistości?


Podążając za dobrą radą Sokratesa zacznijmy od zdefiniowania tego, co w tym artykule będzie rozumiane przez

- duchowość - sfera wewnętrznego życia człowieka związana z poszukiwaniem odpowiedzi na pytania: kim jestem? Jaki jest sens życia? Czy istnieje Bóg?

- rzeczywistość - tu rozumiana w sposób potoczny. Zewnętrzny w stosunku do nas "świat". Przestrzeń i czas, w których żyjemy tu na ziemi. Ludzie z którymi jesteśmy i których spotykamy. Praca, wypoczynek, sprawy do załatwienia, kredyty, rachunki, cieknący kran, wzrost stóp procentowych, tzw. "codzienność"...

A zatem: czy duchowość nie jest próbą ucieczki od rzeczywistości w celu uniknięcia wysiłku, nierozwiązanych problemów, dyskomfortu, presji?

W coraz szybciej pędzącym świecie duchowość jest bardzo kuszącą alternatywą, która pozwala w coś wierzyć, pozwala złapać oddech, pozwala usłyszeć siebie, zatrzymać sie na chwilę, nabrać dystansu i "dotknąć nieba". Bez tej możliwości wielu z nas prawdopodobnie pogubiłoby się zupełnie w problemach "codzienności".
Ale z drugiej strony duchowość może być też wygodną ucieczką, odwróceniem się od cieknącego kranu i wzrostu stóp procentowych. Wręcz całościowym zanegowaniem świata materialnego - "świata gorszego", mniej wartego. Ta codzienność jest wtedy czymś pomniejszym, czymś nie wartym uwagi. My przebywamy przecież w lepszym świecie: samoświadomości i samorozwoju, kontaktu z "wyższym ja". Inni "uśpieni" nie zrozumieją o co nam chodzi, bo ... są "uśpieni" :-). I tak daleko za nami na drodze "prawdziwego" rozwoju. Ale tak poza tym to ich szczerze kochamy ...

Ale czy aby na pewno ten nasz wewnętrzny świat duchowości jest prawdziwy?
Czy często nie jest tak, że jest przez nas stworzony właśnie dlatego, że nie radzimy sobie z codziennością, nie potrafimy stawić jej czoła?

Gdzie jest granica między egzaltacją, a duchowością?
Gdzie jest granica między byciem egoistą, a świadomym zmierzaniem do rozwoju siebie - dla dobra siebie i dla dobra INNYCH?
Zwłaszcza kiedy jest się za innych odpowiedzialnym - np. za dzieci.

OSHO, Ken Wilber (i wielu innych uznanych myślicieli ostatnich dziesięcioleci) zawsze podkreślało i wciąż podkreśla, ze jest pewna kolejność rzeczy. Najpierw trzeba odrobić zadanie domowe z niższego poziomu, żeby móc przejść na poziom wyższy (BTW dziwna zbieżność z grami komputerowymi :-). Tylko wtedy na kolejnym poziomie następuje integracja poprzedniego i tylko wtedy rozwijamy się harmonijnie. W przeciwnym wypadku zawsze będzie czegoś brakowało i zawsze w jakimś obszarze będziemy sztuczni.

Czy zatem nie jest tak, ze nie można za szybko przeskakiwać na wyższy poziom drabiny bez wcześniejszego choćby dotknięcia jej wszystkich początkowych szczebli? Po co? Chociażby po to, żeby móc zrozumieć tych, którzy są na tych poziomach.
Czy nie jest tak, że najpierw trzeba mieć mocne nogi i dobry grunt pod nogami, żeby móc zacząć pracować nad skrzydłami i dobrze się wybić w góre? (tak na marginesie: natura nie pozbawiła ptaków nóg - przypadek ?) Można oczywiście powiedzieć, że żeby wzlecieć wcale nie trzeba się wybijać. Wystarczy wyjść na wysoki szczyt, zrobić krok do przodu i dać się ponieść wiatrom. Ale najpierw trzeba WEJŚĆ na ten szczyt :-).

Czy można zatem zacząć latać w przestworzach, jeśli się najpierw nie nauczyło dobrze chodzić?
Kto przysparza więcej dobra temu światu: osoba, która prowadzi kuchnię dla bezdomnych czy mnich, który medytuje w odosobnieniu?
A może najlepiej, gdyby było to po prostu "dwa w jednym"?

Ryszard Skarbek
źródło: Portal społecznościowy dla osób uzależnionych i współuzależnionych

Impreza widziana oczami pijanego
Impreza nie widziana oczami pijanego





Zadośćuczyniając mogę ranić?


"Zadośćuczyniliśmy osobiście wszystkim, wobec których było to możliwe, z wyjątkiem tych przypadków gdy zraniłoby to ich lub innych"


- W jaki sposób zadośćuczyniając mogę zranić “ich lub innych”?
- O kogo konkretnie chodzi?
- Czy tylko o kwestie dotyczące zdrady?

Zadośćuczyniania cd.


"Zadośćuczyniliśmy osobiście wszystkim, wobec których było to możliwe, z wyjątkiem tych przypadków gdy zraniłoby to ich lub innych"


- Czy przygotowuję się jakoś do spotkania z osobą skrzywdzoną?
- Czy projektuję sobie jak to będzie wyglądało?
- W jaki sposób przełamuję lęk przed spotkaniem?

Od kogo zaczynam zadośćuczynianie?


"Zadośćuczyniliśmy osobiście wszystkim, wobec których było to możliwe, z wyjątkiem tych przypadków gdy zraniłoby to ich lub innych"

- Czy po kolei wg listy?
- Czy jest to kwestia przypadkowych okoliczności?
- Czy może przyjmuję jakieś inne kryteria?


Mityng czyli co?


"Każda grupa powinna być niezależna" - mówi Tradycja - i ma jeden główny cel, nieść posłanie alkoholikowi, który tego pragnie."

Grupa może, a nawet powinna nieść posłanie, ale nie jest do tego zobowiązana, nie musi. Może i musi, to dwie różne rzeczy.
Forma niesienia tego posłania też nie jest z góry narzucona, ani nawet specjalnie określona. Jedną z form niesienia posłania są mityngi.

Mityng czyli co?
Spontaniczne, niezorganizowane spotkanie co najmniej dwojga osób mających chęć zaprzestania picia. Chcących utrzymać trzeźwość.
W Polsce mityng to specjalne zebranie określonej liczby alkoholików, przebiegające według specjalnie opracowanego scenariusza, które regulują specjalnie opracowane zasady, które cechuje specjalny ceremoniał i specjalna obrzędowość.
Jak każda forma działalności AA wypracowało swoją, rozpoznawalną symbolikę.
Symbole są wykorzystywane przez AA-ców, ale tego nie można nikomu zabronić. Gdyby jakąś grupa postawiła figurkę świnki na stole, to też by nic się nie stało.
Większość anonimowych alkoholików przekonuje, że tylko chodzenie na mityngi pozwoli zachować trzeźwość.
Myślę, że tak naprawdę alkoholicy chodzą na mityngi bo jest to potrzeba serca - chcą pomagać - traktują to jako swoiste zadośćuczynienie.
Fizyczna obecność na mityngu (jedynie), pomaga utrzymać abstynencję poprzez równoważenie, a zwłaszcza podnoszenie bilansu emocjonalnego.
Oznacza to, rzecz jasna, nadal czynny mechanizm nałogowego regulowania uczuć, ale niewątpliwie łatwiej jest przy tym nie pić.
Wydaje mi się jednak że przekonywanie że bez mityngu człowiek będzie w niebezpieczeństwie i na pewno mu się nie uda może być destrukcyjne.
Alkoholik potrzebuje trochę wiary w niego, nie tylko ciągłej nieufności.

Lapet


Komu głównie ma służyć zadośćuczynienie?


"Zadośćuczyniliśmy osobiście wszystkim, wobec których było to możliwe, z wyjątkiem tych przypadków gdy zraniłoby to ich lub innych"

Komu głównie ma służyć zadośćuczynienie? Osobie przeze mnie skrzywdzonej, czy może ja mam najbardziej na tym skorzystać? Przecież realizuję Program z korzyścią dla siebie... Jak to według mnie wygląda?

Można wyzdrowieć z alkoholizmu.


W "leczeniu" alkoholizmu jesteśmy nadal na etapie" odmawiania zdrowasiek, upuszczania krwi i lewatywy
Książka „Anonimowi Alkoholicy” nosi podtytuł: „Historia o tym, jak tysiące mężczyzn i kobiet zostało uzdrowionych z alkoholizmu”.
W konstytucji z 1948 roku Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) określiła zdrowie jako „stan pełnego, dobrego samopoczucia fizycznego, psychicznego i społecznego, a nie tylko jako brak choroby lub zniedołężnienia”.
W ostatnich latach definicja ta została uzupełniona o sprawność do „prowadzenia produktywnego życia społecznego i ekonomicznego”.
W medycynie zamiast słowa „zdrowie” używa się terminu „homeostaza”.
Jest to zdolność organizmu do efektywnej obrony przed stresorami w celu przywrócenia i utrzymania wewnętrznej równowagi.
W medycynie niekonwencjonalnej zdrowie określa się jako ogólny stan dobrego samopoczucia.

Zgodnie z tymi definicjami - tak, można wyzdrowieć z alkoholizmu.

Odpowiedz na to pytanie zawarta jest też w doświadczeniach paru milionów alkoholików, które zostały ujęte, (np.) w Preambule mówiącej nam o tym, (cyt.): "... aby rozwiązać swój wspólny problem i pomagać innym w wyzdrowieniu z alkoholizmu."
Albo w tomiku: "Jak to widzi Bill", nr. (np.) 141, który nb. kiepsko jest przetłumaczony, jak zresztą wiele innej literatury polskojęzycznego AA,
gdyż mowa tu jest tylko o zdrowiu ogólnie, a przecież każdy alkoholik ma końskie zdrowie kiedy potrafi jeszcze chlać...
- Program nasz jest Programem duchowego rozwoju i o takim wyzdrowieniu mówią nam inne tłumaczenia, w innych językach (ros. niem. etc...).
To nie jest program rozwoju fizycznego dla kulturystów...
Także o wyzdrowieniu mówi nam Tradycja Pierwsza (1) Anonimowych Alkoholików, cyt.:
"...wyzdrowienie każdego z nas zależy bowiem od...", itd...

Z każdej choroby można wyzdrowieć.........inaczej choroba nie byłaby klasyfikowana jako choroba.
Założenie, że alkoholik będzie "trzeźwiał" do końca swojego życia i nie ma pewności czy "wytrzeźwieje" może zrodzić się tylko w chorym mózgu.
Popierają to niektórzy terapeuci, psychologowie, psychiatrzy chcąc zapewnić sobie pacjentów, których będą mogli leczyć bez końca.

W Skrytce 2/4/3 numer z sierpnia 2009 znaleźć można całkiem niezły artykuł Heńka.
Pisze on w nim, że Program AA nie jest programem medycznym, ani lekarskim, a więc nie może być użyty do wyleczenia alkoholizmu. Program AA jest za to programem duchowym, a to oznacza, że może być z powodzeniem zastosowany do uzdrowienia z alkoholizmu – w sferze umysłowej, moralnej, duchowej…

Cała ta nadinterpretacja o ciągłym rozwijaniu się, zdrowieniu itp to nieźle pomyślana konstrukcja dla ludzi, którzy chwycą się wszystkiego, aby przestać pić.
Program zatrzymuje chorobę ,stawia na nogi . I pozwala nam jako ozdrowiali alkoholicy żyć w społeczeństwie. Pamiętać muszę że stan ducha i ciała można uleczyć, lecz alkoholikiem będę już do końca.
Wspólnota Anonimowych Alkoholików z założenia opiera się na wierze, że z alkoholizmu można wyzdrowieć. Uzdrawia alkoholika Bóg, jakkolwiek go pojmujemy, a drogą do wyzdrowienia z alkoholizmu jest realizacja Programu 12 kroków. A w zasadzie - do uzdrowienia prowadzi część programu, czyli kroki od 1 do 9. Po zrealizowaniu tych dziewięciu kroków, w myśl założeń Wspólnoty, alkoholik jest uzdrowiony z alkoholizmu.
Potem realizuje na co dzień kroki 10, 11 i 12 i uczestniczy w mityngach. Po co to robi, skoro jest uzdrowiony? Ano robi to po to, aby "trwać w trzeźwości i pomagać innym alkoholikom w jej osiągnięciu".

Ale program AA może być użyty jeżeli nie będzie programem sekciarskim i ideologicznym.

Lapet


Zadośćuczyniliśmy


"Zadośćuczyniliśmy osobiście wszystkim, wobec których było to możliwe, z wyjątkiem tych przypadków gdy zraniłoby to ich lub innych"



- Jak rozumiem: “...wobec których było to możliwe...”?

- Co to za osoby, którym zadośćuczynić nie ma możliwości?

- Czy tylko zmarli, czy może jeszcze ktoś inny?

Trzynasty stopień szczęścia – Robert Tabus


Wspomnienia alkoholika z kuracji odwykowej

Książka raczej nie do zdobycia.
Kiedyś można ją było na Allegro kupić.

fragmenty książki,

Billig i Sullivan: wysokie ambicje z małymi możliwościami osiągnięć, wzmożone odczuwanie własnych wewnętrznych trudności i niezdolność do stworzenia harmonijnego stosunku między samym sobą a rzeczywistością, dążenie do spełnienia życzeń wyolbrzymionych przez wyobraźnię, słaba zdolność opanowania się, niedostateczna równowaga, małe możliwości kontrolowania wahań nastroju, brak zdolności skupienia się, skłonność do hipochondrii...

Selinger i Crafforde: ambicja i potrzeba wypowiedzenia się połączone z wyraźnym brakiem wytrwałości i uchylaniem się od odpowiedzialności, przewrażliwienie i cechy paranoidalne, niezdolność współżycia z ludźmi, zbyt silne i gwałtowne napięcie emocjonalne, skłonność do rozpieszczania samego siebie z brakiem wytrzymałości na przykre stany uczuciowe, nierozsądne żądanie szczęścia, podnieceń itd.

Halpern: emocjonalne niedopasowanie do życia, niezdolność zajęcia rzeczowej postawy w wewnętrznych konfliktach, co uniemożliwia jakiekolwiek ich wyrównanie.

Roschach, Charlotte Büchler i D. Leferre: znaczny niepokój, złe samopoczucie połączone z niskim progiem tolerancji na napięcie psychiczne. Stwarza to potrzebę szukania zewnętrznych sposobów rozładowania, potrzebę o dużej sile popędowej, którą zaspokajają przeżycia pod wpływem alkoholu. Skłonność do alkoholizmu ujawnia się zwykle w młodości, gdy człowiek zetknie się z wymaganiami życia i koniecznością ponoszenia odpowiedzialności.

Zanim zaczniesz poprawiać świat



Zanim zaczniesz poprawiać świat - przejdź się trzy razy przez swój własny dom.


Pije bo...


Gdy wydarzy się coś złego, pijesz, żeby zapomnieć.
Kiedy zdarzy się coś dobrego, pijesz, żeby to uczcić.
A jeśli nie wydarzy się nic szczególnego,
pijesz po to, żeby coś się działo...


Mechanizmy uzależnienia od alkoholu


U większości pacjentów możemy obserwować zbiór zjawisk psychologicznych, które tworzą wewnętrzne źródła stresu i trudności osobistych oraz ukierunkowują destrukcyjnie funkcjonowanie człowieka. Nie są specyficzne dla uzależnienia, tzn. występują również u osób z innymi formami zaburzeń, ale u osób uzależnionych spełniają specyficzną rolę, ponieważ aktywizują mechanizmy uzależnienia powodujące picie alkoholu. Należą do nich przede wszystkim:

1. destrukcyjne formy kontaktu z samym sobą:

a) niskie poczucie wartości, negatywne wizje własnej osoby i własnego życia,

b) dręczenie i poniżanie siebie,

c) myśli i skłonności samobójcze,

d) utrwalone poczucie wstydu, winy i krzywdy;


2. destrukcyjne schematy relacji międzyludzkich:

a) agresywność i konfliktowość,

b) gotowość do wycofywania się i izolacji,

c) podejrzliwość i brak zaufania,

d) nastawienia antyspołeczne lub aspołeczne;


3. rozpad systemu wartości i brak konstruktywnej wizji życia:

a) zwątpienie, nihilizm i "pustka duchowa",

b) negatywny stosunek do wartości i norm,

c) brak wiary w pozytywne wartości i w możliwość ich realizacji,

d) manipulowanie destrukcyjnymi wizjami własnego życia.

Wymienione zjawiska, nawet gdy nie wszystkie występują u danej osoby, wskazują na istotne deficyty zdrowia psychicznego i stanowią bardzo poważne wyzwanie terapeutyczne. Nie należy oczekiwać, że znikną one z życia osoby uzależnionej wtedy, gdy przestanie pić.

U wielu pacjentów możemy stwierdzić także istotne braki lub zaburzenia w zakresie umiejętności potrzebnych do zdrowego i sprawnego funkcjonowania w życiu. Dotyczy to w szczególności deficytu:

a) umiejętności interpersonalnych - związanych
z komunikowaniem się, przyjmowaniem i wywieraniem wpływu na innych ludzi, rozwiązywaniem konfliktów itd.,

b) umiejętności intrapersonalnych - związanych
z samoświadomością i rozumieniem samego siebie, kontaktem z własnymi uczuciami i pragnieniami, samokontrolą i odraczaniem gratyfikacji itd.,

c) umiejętności zadaniowych - związanych z wykonywaniem różnych czynności praktycznych w sferze zawodowej i rodzinnej oraz z samoobsługą.

Niski poziom tych umiejętności jest źródłem wielu trudności osobistych i powoduje, że nawet niezbyt trudne sytuacje życiowe stają się źródłem stresu i negatywnych stanów emocjonalnych, które uruchamiają mechanizmy uzależnienia, co na ogół prowadzi do picia. Obserwujemy jednak duże różnice w zakresie poziomu umiejętności
u poszczególnych pacjentów. Część z nich stosunkowo szybko po ustabilizowaniu abstynencji odzyskuje znaczną sprawność interpersonalną i zadaniową. Dla innych konieczne okaże się trenowanie podstawowych umiejętności życiowych od podstaw.


fragment artykułu na temat mechanizmów uzależnienia od alkoholu J. Melibrudy
Alkoholizm, jak z tego widać, to jest skomplikowana kombinacja różnych problemów.

Cechy człowieka o dobrym zdrowiu psychicznym


Koncentrują się one w trzech wymiarach:

I. Pozytywne postawy wobec siebie, przejawiające się w tym, że człowiek:

- nie doświadcza zaburzeń z powodu własnych emocji, swoich obaw, gniewu, miłości, zazdrości, poczucia winy i zamartwiania się;
- ma poczucie, że potrafi pokonywać życiowe niepowodzenia;
- jest tolerancyjny wobec siebie i innych, potrafi śmiać się ze swoich zachowań;
- adekwatnie ocenia swoje możliwości;
- potrafi akceptować swoje słabe strony;
- darzy siebie szacunkiem;
- ma poczucie zaradności w większości sytuacji, które spotyka na swojej drodze;
- potrafi czerpać satysfakcję z codziennych, prostych przyjemności.

II. Pozytywne nastawienie wobec innych ludzi, przejawiające się w tym, że taki człowiek:

- jest zdolny do dawania miłości i ma szacunek do odmienności drugiego człowieka;
- potrafi utrzymywać długotrwałe i satysfakcjonujące kontakty z drugim człowiekiem;
- od ludzi oczekuje zaufania i akceptacji, a gdy je otrzymuje, wierzy w ich szczerość;
- szanuje różnice, jakie występują między ludĽmi;
- nie wywiera nacisków na ludzi wokół siebie i nie pozwala, aby inni wywierali naciski na niego;
- potrafi czuć się częścią grupy, do której przynależy;
- ma poczucie odpowiedzialności za swoich bliskich i innych ludzi.

III. Umiejętność radzenia sobie z wymogami życia. Taki człowiek:

- radzi sobie z problemami w miarę tego jak się pojawiają;
- akceptuje swoje poczucie odpowiedzialności;
- gdy to możliwe - dostosowuje do siebie środowisko, gdy to konieczne - dostosowuje się do niego; - planuje swoją przyszłość i nie boi się jej;
- jest otwarty na nowe doświadczenia i nowe pomysły;
- potrafi wykorzystywać swoje naturalne uzdolnienia;
- stawia przed sobą realistyczne cele;
- potrafi myśleć o własnych sprawach i samodzielnie podejmować decyzje;
- w pełni angażuje się w to co robi i czerpie satysfakcję ze swoich osiągnięć.


Czy można wyzdrowieć z alkoholizmu?


Odpowiedź brzmi: tak i nie.

Tak - ponieważ powstrzymując się od alkoholu, można odzyskać praktycznie to wszystko, co się straciło, a nawet osiągnąć wyższy poziomu rozwoju emocjonalnego i duchowego w porównaniu ze stanem wyjściowym (przedchorobowym). O możliwości tej mogą zaświadczyć alkoholicy ze stażem trzeźwości liczonym w dziesiątkach lat.
Nie - jeśli myślimy o odzyskaniu możliwości kontrolowanego picia alkoholu, bowiem każdy, kto raz utracił zdolność do kontrolowanego picia alkoholu, w świetle dzisiejszej wiedzy na ten temat już nigdy tej zdolności nie odzyska.
Podobnie jak proces stawiania się alkoholikiem tak samo zdrowienie z alkoholizmu ma swoją dynamikę i przebiega etapami. V. Johnson wymienia cztery etapy na drodze powrotu zdrowia: I-uświadomienia swego stanu, II- uległość (przyjecie do wiadomości realiów na temat choroby), III- akceptacji (choroby i przyjęcia odpowiedzialności za powrót do zdrowia) i IV - trzeźwienie ustawiczne (trwałość zachowań abstynenckich, doskonalenia rozwoju emocjonalnego, duchowego i relacji z innymi ludźmi).
Obserwując jakościowe zmiany w życiu zdrowiejącego alkoholika, łatwo zauważyć, jak pokonuje on kolejne etapy na drodze ku trzeźwości: chcę pić nie mogę pić nie chcę pić chcę nie pić. Samotne pokonywanie tych etapów jest niezmiernie trudne i stąd niezbędna jest życzliwa pomoc ze strony innych alkoholików, osób najbliższych oraz profesjonalnych terapeutów.

źródło: CKU

Dlaczego alkoholizm jest chorobą?


Uzależnienie od alkoholu jest chorobą, ponieważ spełnia trzy podstawowe kryteria choroby, tj. narusza stan równowagi między zdrowiem i patologią, charakteryzuje się swoistą etiologią, a wśród przyczyn zmian patologicznych obecny jest czynnik fizyczny. Alkohol oddziałuje na ośrodkowy układ nerwowy (głównie na mózg), a ten z kolei reaguje na wszelkie zmiany składzie chemicznym krwi (aspekt patofizjologiczny); jest anatomicznym podłożem życia psychicznego (aspekt psychologiczny) oraz umożliwia kontakt z innymi ludźmi, podlega wpływom społecznym (aspekt socjologiczny).
Substancje psychoaktywne (w tym również alkohol) działają na mózg poprzez swoje własności chemiczne i konkurują ze związkami chemicznymi produkowanymi przez układ nerwowy w celu komunikowania się wewnątrz systemu neuronów. Jednocześnie substancje te uszkadzają struktury mózgowe. Badania neuropatologiczne wykazały, że w porównaniu z grupą kontrolną u alkoholików 30% neuronów płatów czołowych jest zniszczonych. Jest to o tyle istotne, że te właśnie płaty są odpowiedzialne za wyższe funkcje mózgowe (np. przewidywanie, planowanie) oraz za hamowanie innych struktur, odpowiedzialnych za zachowanie bardziej instynktowne (np. agresja). Okazało się, że mózg człowieka uzależnionego ma funkcjonalne niedobory nawet wtedy, gdy nie są obecne zmiany strukturalne.
Powyższe fakty pozwalają stwierdzić, że uzależnienie od alkoholu jest również chorobą (zaburzeniem czynności) mózgu, która jest aktywna bez względu na to, czy alkoholik jest w stanie upojenia, czy też zachowuje abstynencję. W okresie abstynencji mózg tylko „przysypia”. Zdaniem wielu badaczy zmiany w mózgu mogą być odpowiedzialne za to, że pamięć uzależnienia (nie tylko od alkoholu) jest wieczne. W badaniach na zwierzętach udaje się bowiem wymazać określony kontekst zachowania związanego z uzależnieniem, natomiast inne towarzyszące warunki pozostają trwale.

Bohdan T. Woronowicz

CKU

Alkoholik jest człowiekiem chorym


Rozmowa z dr n. med. Bohdanem T. Woronowiczem, psychiatrą, specjalistą terapii uzależnień, która ukazała się w biuletynie ARKA Nr.51

Dr Bohdan T. Woronowicz od blisko trzydziestu lat kieruje Ośrodkiem Terapii Uzależnień w warszawskim Instytucie Psychiatrii i Neurologii. Prowadzi także program terapii uzależnień w Niepublicznym Zakładzie Opieki Zdrowotnej-Centrum Konsultacyjne AKMED. Autor wielu publikacji naukowych wielki przyjaciel i Powiernik wspólnoty Anonimowych Alkoholików. Dzięki jego pomocy w roku 1980 powstała pierwsza w warszawie i czwarta w Polsce grupa AA „ Odrodzenie”, działająca do dziś.

Panie doktorze, słyszałam, jak podczas jednego z wykładów słuchacz zapytał pana, czy jest jakaś różnica między pijakiem a alkoholikiem. Odpowiedział pan krótko: pijak pije, bo chce, alkoholik pije, bo jest chory, Wielu ludzi nadal jednak wątpi, czy rzeczywiście istnieje choroba alkoholowa, czy może wymyślili ją sami alkoholicy, by-usprawiedliwienie chorobą-mogli pić.
Wiedza na temat alkoholizmu jest w naszym społeczeństwie ciągle zbyt mała. Mówię to z bólem serca, bo uzależnienie od alkoholu jest chorobą, a do tego chorobą niezawinioną, przewlekłą, postępującą i śmiertelną. Na dzisiejszym poziomie wiedzy nie można się z niej w pełni wyleczyć. Tak widzą ją specjaliści ze Światowej Organizacji zdrowia. Przy większej znajomości problemu można by jednak zapobiec wielu tragediom.

W jaki sposób, jeśli choroba jest nieuleczalna?
Nie da się jej raz na zawsze wyleczyć - w tym sensie, że ktoś uzależniony od alkoholu nigdy nie wróci do picia kontrolowanego, towarzyskiego „normalnego”. Chorobę można jednak zatrzymać, a niepijący alkoholik może wieść godne i szczęśliwe życie. Milinom alkoholików na całym świecie się to udaje. Oczywiście, tak jak w przypadku każdej innej choroby, sukces zależy tu od właściwego leczenia i postawy samego pacjenta.

Dlaczego jedni ludzie potrafią pić alkohol okazjonalnie i w niedużych ilościach, inni muszą upijać się i bez alkoholu nie potrafią żyć? Od czego to zależy?
Istnieje wiele definicji alkoholizmu. Mówiąc najprościej zespół uzależnienia od alkoholu to zależność psychiczna, powodująca przymus picia, a także zależność fizyczna (te przykre „kace”). Okresowo picie staje się głównym celem i spycha na dalszy plan wszystkie inne działania i sprawy. Alkoholik pije nadal, choć powoduje to w jego życiu coraz więcej poważnych problemów. Niektórzy widzą w alkoholizmie chorobę duszy, ciała i umysłu. Dotyka ona zazwyczaj ludzi wrażliwych, którzy nie radzą sobie ze swoimi emocjami. Z mojej wiedzy i wieloletniej pracy z alkoholikami wynika, że początków uzależnienia trzeba szukać w sytuacjach, gdy ktoś sięga po alkohol, bo ten coś mu załatwia, w czymś pomaga. Młody człowiek, który czuje się w swoim środowisku wyobcowany, mniej ważny i gorszy od innych, któregoś dnia odkrywa, że pod wpływem alkoholu korzystnie się zmienia. Znikają gdzieś jego kompleksy i nieśmiałości, łatwo nawiązuję kontakty, błyszczy fantazją i elokwencją. Ktoś inny z trudem znosi kłopoty rodzinne czy materialne, a kilka kieliszków wódki daje mu poczucie wolności, oddechu. Jeszcze ktoś inny nie wytrzymuje napięcia w pracy, ostrej konkurencji, poczucia stałego zagrożenia. Stresy całego dnia i lęki odbierają mu sen, ale po dużym drinku świat wydaje się mniej straszny.
Chwilowe odprężenie odrywa na krótko od problemów życiowych. Problemy jednak pozostają, nawarstwiają się i często jeszcze bardziej komplikują. Po wytrzeźwieniu powraca się do nich z większym napięciem i niepokojem. Żeby ten niepokój zredukować, znów trzeba sięgnąć po alkohol. Zaczyna działać mechanizm „błędnego koła”, który prowadzi często do uzależnienia i jego dramatycznych skutków.
Nie ma sensu, dociekać dlaczego ktoś pije, szukać przyczyn w świecie zewnętrznym. Alkoholik pije z jednego jedynego powodu: dlatego, że jest chory, że jest alkoholikiem. Człowiekiem, który uzależnił się od substancji chemicznej, złożonej z dwóch cząsteczek węgla, pięciu wodoru i grypy wodorotlenowej( a w innym przypadku od leków czy narkotyków).
Chcę podkreślić, że upijanie się nie jest objawem diagnostycznym uzależnienia od alkoholu. Upijają się zarówno alkoholicy, jak niealkoholicy. Jest wielu alkoholików , którzy nigdy nie byli pijani. Codzienne picie też nie jest objawem choroby alkoholowej. Nietrudno spotkać alkoholików, którzy pija tylko raz czy kilka razy w roku przez ileś kolejnych dni, potem całymi tygodniami czy miesiącami, nawet latami potrafią zachować abstynencje. W stanach Zjednoczonych spotkałem niedawno alkoholika który nie pije od 63 lat.

Mówiliśmy już o tym, że alkoholizm jest chorobą nieuleczalną, taką na zawsze. Mimo wszystko brzmi to dość szokująco, gdy nazywa pan alkoholikiem starszego mężczyznę, który nie pije ponad sześćdziesiąt lat!
Jest trzeźwy właśnie dzięki temu, że wiele lat temu postanowił zatrzymać rozwój choroby alkoholowej i przez kolejne lata o to dbał. Gdyby teraz wypił alkohol, jego choroba „obudziłaby się” i wróciłby do takiego samego lub jeszcze gorszego picia jak przed laty – jakby te trzeźwe lata w ogóle nie istniały.
Niepijący alkoholicy mówią czasem o „Wańkach – wstańkach”, czyli o ludziach uzależnionych, którzy wiele razy zaczynają batalie o swoją trzeźwość. Przechodzą kolejne terapie, przychodzą do wspólnoty AA i odchodzą z niej, na przemian piją i nie piją. Niektórzy dojdą do trwałej trzeźwości, choć „po drodze” mogą wyniszczyć swój organizm. Innym zabraknie czasu, bo to choroba postępująca. Przedwcześnie umrą.

źródło: CKU

Czy z alkoholizmu można wyzdrowieć?


Uzależnienie organizmu od alkoholu jest chorobą. Jest to taki stan psychiczny, w którym czuje się głód alkoholowy. Najważniejszym objawem uzależnienia jest niemożność picia w sposób kontrolowany. Uzależnić się od alkoholu może każdy, w zależności od częstotliwości picia. Nie mają takiego problemu ci, którzy w ogóle nie piją. Są to na ogół osoby, którym jeszcze w dzieciństwie wpojono silne wartości etyczno-moralne i które na trzeźwo potrafią rozwiązywać swoje życiowe problemy.

Nasuwa się pytanie, co jest przyczyną nadużywania alkoholu. Z czego się bierze picie wódki? Odpowiem krótko. Z kryzysu rodziny, z nieprawidłowego wychowania, z osobowości. Jeśli dziecko zostało należycie przygotowane przez dom do stawiania czoła stresom, to w dorosłym życiu nie będzie szukać pokrzepienia w wódce i narkotykach. Picie lub niepicie jest rezultatem oddziaływania na człowieka określonych czynników, nie tylko biologicznych i społecznych, ale również psychologicznych. Do czynników biologicznych zaliczamy pewną biochemiczną podatność organizmu na alkohol. Jednych on pobudza, inni czują się po wypiciu źle. Chętnie sięgają po alkohol ci, którzy zaobserwowali, że ich ośmiela, rozluźnia napięcie, daje dobre samopoczucie itp. Ci lubią iść przez życie po linii najmniejszego oporu.

Zdaniem psychologów, powstawanie alkoholizmu bierze się z nieprawidłowego dojrzewania emocjonalnego, znerwicowania, nieśmiałości w nawiązywaniu kontaktów, z losowych niepowodzeń itp.

Sprzyjać uzależnieniu mogą także: egocentryzm, chwiejność emocjonalna, impulsywność, mała dojrzałość społeczna, niska samokontrola, potrzeba zainteresowania innych swoją osobą, ponadto brak odporności psychicznej w trudnych sytuacjach życiowych. O społecznych przyczynach alkoholizmu najczęściej mówią psychologowie, socjologowie i pedagodzy. Powodów uzależnienia upatrują oni, nie bez racji, w warunkach, w jakich żyjemy, i w środowisku - rodzinnym, nauki czy pracy.

Dla alkoholika każda okazja jest dobra, jeśli prowadzi do kieliszka. W tych motywach brak logiki i konsekwencji. Alkoholik kieruje się zniekształconą prawdą. Żyje w świecie zakłamanym, niemal we wszystkich przypadkach dąży do oszukania własnego "ja". Zawsze znajdzie sobie jakieś alibi tłumaczące jego picie, natomiast winę za tworzącą się sytuację będzie przerzucał na innych. Ciągle szuka dla siebie usprawiedliwienia. Człowiek, który pije nie dlatego, że chce, ale dlatego że musi, jest chory. W kręgu fachowców określa się to jako "chorobę zaprzeczeń". W większości przypadków reakcje alkoholika w chwilach niepowodzeń mają charakter ucieczki od rzeczywistości.

Wielu z nas nie potrafi odróżnić osoby uzależnionej od alkoholu od nieuzależnionej. Nie jest to łatwe. Na ogół spotykamy się z pijaństwem jako zjawiskiem obyczajowym, z niechlubną tradycją... Pijak, gdyby chciał, mógłby nie pić i przeszłoby to bezboleśnie. Odstawienie alkoholu u alkoholika powoduje natomiast wystąpienie bardzo przykrych dolegliwości fizycznych i psychicznych, a niekiedy nawet psychozę alkoholową, m. in. delirium tremens. Delirium tremens łączy się z ciężkim stanem fizycznym i może być śmiertelne. Pojawia się na ogół u ludzi, którzy mają długi "staż" picia.

Utarło się przekonanie, że mąż, który pracuje, nie bije żony, łoży na utrzymanie domu - może sobie wypić. Tymczasem, gdy się bliżej przyjrzeć, to okazuje się, że osobnik ten jest nałogowym alkoholikiem. Przykład: Franek W., uchodził w pracy za przykładnego męża i obywatela, natomiast pił w określonych dawkach prawie codziennie. Pewnego dnia złamał nogę, znalazł się w szpitalu i... Nagłe odstawienie alkoholu spowodowało delirium tremens. Znalazł się w szpitalu psychiatrycznym...

Stykamy się często z opinią, że w wielu rodzinach brak konsekwencji wobec alkoholika.

Często osoby zastanawiają się, jak to się dzieje, że rozżalona kobieta odwiedzająca liczne instytucje, urzędy, a nawet redakcje, słowem - skarżąca się w nieskończoność na los swój i rodziny, toleruje takie zachowanie. Mąż ją bije, niszczy jej zdrowie, okrada dom. Tymczasem ona powinna pójść do psychologa i psychiatry, gdyż sama jest osobą chorą. Na skutek niewłaściwego postępowania alkoholika wystąpiły u niej patologiczne zachowania. Jej mąż jest chory na alkoholizm, ona zaś jest dotknięta chorobą, którą Amerykanie nazywają koalkoholizmem. Zachowanie męża wywołało u niej stany nerwicowe. Stała się osobą kwalifikującą się również do leczenia.

Co kobieta zyska udając się do psychologa?

Wiele, m. in. zdobędzie wiedzę, jak postępować z mężem alkoholikiem. Powinna go przestać pouczać, wyklinać. Dowie się tam, że nie powinna dążyć do zmiany męża, lecz - sama się zmienić i zmienić swój stosunek do męża alkoholika.

Żony alkoholików wolą zazwyczaj uskarżać się na swój los. Pytam jedną z nich: "Janka, który raz już się na niego skarżysz?". "Co najmniej szesnasty" - pada odpowiedź. I to jest jej błąd. Żonie alkoholika wydaje się, że jak będzie pracować nad mężem, to go zmieni. Nic bardziej błędnego! Obowiązkiem rodziny jest pójść do psychologa - nie po to, by zmienić alkoholika, lecz by zmienić siebie. Alkoholizm nie usprawiedliwia złodzieja w domu, bicia, nieludzkiego traktowania. Na takie postępowanie są odpowiednie paragrafy. Tolerowanie awantur, okradania, bicia, łagodzenie jego skutków, czy chronienie przed konsekwencjami - sprzyja piciu.

Nasuwa się pytanie, kto jest najbardziej predestynowany do przyjścia z pomocą alkoholikowi w uwolnieniu się od alkoholu?

Przede wszystkim najbliższa rodzina. Nie godząc się na takie postępowanie, rodzina wskazuje alkoholikowi, że jego zachowanie odbiega od normy, pobudza go do zastanowienia się nad własnym postępowaniem.

Żona, rodzina muszą zrozumieć, na czym polega choroba. Wiedzę o alkoholizmie, jego skutkach, można zdobyć na spotkaniach organizowanych przez Anonimowych Alkoholików. W niektórych poradniach, oddziałach szpitalnych prowadzących leczenie, udziela się ponadto porad, jak postępować z najbliższymi.

Alkoholikowi najbardziej może być pomocny drugi alkoholik, który poradził sobie z tym problemem. Dlatego tak bardzo popularny jest na świecie ruch AA - Anonimowych Alkoholików. Skupieni w nim alkoholicy dzielą się swymi doświadczeniami, siłą i nadzieją, wskazują możliwość uwolnienia się od uzależnienia alkoholowego.

Istnieje także ruch łączący ich rodziny i przyjaciół, zwany Al-Anon. Żony, siostry i matki, koledzy i przyjaciele uczą się pomagać sobie wzajemnie w utrzymaniu trzeźwości. Podczas tych spotkań dzielą się swymi doświadczeniami, Wspólnie realizują program "12 kroków". Małymi krokami, po przemyśleniu i analizie programu, starają się odrodzić.

Skuteczność leczenia zależy od samego pacjenta. Od tego, czy w ogóle zechce się leczyć. Jeśli odwiedza poradnię odwykową pod presją rodziny, zakładu pracy czy sądu tylko po to, aby mieć święty spokój, można przypuszczać, że nic z tego nie będzie. Natomiast jeśli przyjdzie się leczyć z własnej woli albo w trakcie leczenia zmieni motywację, ma szansę na wyjście z nałogu.

Na czym polega leczenie?

Pacjentowi trzeba najpierw przekazać podstawowe informacje na temat choroby, a następnie ukazać mu jego bezsilność wobec alkoholu. Chodzi o to, żeby zrozumiał, że jest alkoholikiem. Ten chory człowiek musi chcieć przestać pić, musi uwierzyć w siebie, w swoje możliwości. Musi zobaczyć, wręcz dotknąć ludzi, którzy sobie z tym problemem poradzili. Chodzi oczywiście o pierwszą fazę leczenia.

Kuracja trwa trzy lata. Leczenie intensywne trwa parę tygodni. Później - w drugiej fazie leczenia - następuje przebudowa osobowości. Odbywa się przez całe lata. Człowiek, który przestaje pić, na nowo uczy się funkcjonować w życiu. Na każdej płaszczyźnie: rodzinnej, zawodowej, społecznej.

Poza leczeniem szpitalnym lub w poradni odwykowej dużą pomoc otrzymuje alkoholik i jego rodzina dzięki ruchowi AA - Anonimowych Alkoholików i Klubu Abstynenta, gdzie znajdują zrozumienie i fachową pomoc.

Pamiętajmy! Człowiek uzależniony od alkoholu pozostaje alkoholikiem przez całe życie. Nie wolno mu pić alkoholu pod żadną postacią.

Alkoholika nieleczonego czeka ruina i przedwczesna śmierć. W pewnym stopniu nasze zdrowie i życie jest w naszych rękach.


Stanisław Czerwiński