Dzielimy się informacjami, doświadczeniami narosłymi wokół programu 12 Kroków i stosujących go, by wymieniać je i by dać szanse zdobycia o nich wiedzy nieuzależnionym.

Staliśmy się całkowicie gotowi, aby Bóg uwolnił nas od wszystkich wad charakteru.


Kolejny krok zmierzenia się z pychą. Nie dość, że potrzebujemy przyznać się do błędów, wyrazić je publicznie, to jeszcze musimy stać się gotowi z nich zrezygnować i to w chwili, gdy niektóre błędy przynosiły ewidentne korzyści. Picie przynosiło ulgę, nie tylko krzywdę. Jakże często przyznawaliśmy się do winy tylko po to, aby pozbyć się nieznośnego poczucia winy, a nie po to, aby nie pić więcej. Krok 6 mówi, że przyznanie się to mało. Jeszcze trzeba podjąć decyzję o rezygnacji z zachowań, przyzwyczajeń, nawyków, które czasami są bardzo sztywne i oporne na zmiany.
My alkoholicy, powracający do zdrowia często mówimy: „Wciąż walczę z moimi wadami charakteru. Na różne sposoby usiłowałem się ich pozbyć, a one wciąż są. Coś nie skutkuje. Co robię źle?”
Pomimo szczerych wysiłków, by pracować nad programem, jakoś ciągle odczuwamy niepokój. Zrobiliśmy starannie Krok Czwarty i Piąty, ale wciąż nie znajdujemy spokoju umysłu, który świadczy o pogodzie ducha. Wyczuwamy, że czegoś nam brakuje, coś jest nie tak, ale nie wiemy co to takiego. Wkrada się czasami zwątpienie i powracając do zdrowia zaczynamy odczuwać nieudolność i rozczarowanie programem zdrowienia proponowanym przez Anonimowych Alkoholików.
Jedynym wywołującym zakłopotanie aspektem pracy nad krokiem Szóstym jest to, że wymaga on naszego bezpośredniego dialogu z Bogiem. Wymaga naszego głębszego spojrzenia na stosunek do Niego w odosobnieniu i samotności naszych serc i umysłów. Sprawia nam to olbrzymią trudność nie dlatego, że nie chcemy pracować nad tym Krokiem, ale dlatego, że nie wiemy jak. Szczególnie trudne jest to gdy nie zaakceptowaliśmy jeszcze obecności Siły Wyższej. Nawet gdy posiadamy ustaloną wiarę w swoją koncepcję Boga i mocne religijnie wychowanie; miewamy czasem kłopoty z zaakceptowaniem tego Kroku. Wczesne wychowanie religijne być może nauczyło nas, że musimy być „dobrzy”, jeśli oczekujemy dobrych rzeczy od Boga. Występuje uczucie, że musimy „wykazać się” przed Bogiem, że musimy „upiększyć nasze czyny” zanim zwrócimy się do Niego w modlitwie. Może nawet lękamy się, że gdyby On znał nas takimi jakimi naprawdę jesteśmy, to w ogóle by nie chciał, abyśmy byli blisko Niego w modlitwie. Czy tak bardzo wstydzimy się naszych czynów, że sami nie możemy na nie patrzeć, a tym bardziej dzielić się nimi z tak potężną istotą? Modlimy się o to, jacy chcielibyśmy być, albo jacy myślimy, że powinniśmy być, zamiast powiedzieć Mu prosto i szczerze jak to naprawdę z nami jest. Czy nie miałoby sensu, kiedy zwracamy się do Boga z naszymi wadami charakteru, przedstawić stan w jakim się znajdujemy, a nie ten , jaki chcielibyśmy, żeby był?. Przypomnijmy sobie nasze zmagania z Krokiem Pierwszym: Przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu, że przestaliśmy kierować własnym życiem”. Może nasze modlitwy brzmiały w ten sposób: „Boże, spraw abym mógł pić normalnie”. „Boże, pomóż mi kontrolować moje picie”. ”Panie, ja nie chcę tak pić...Chcę pić jak inni.” Te modlitwy były dla nas logiczne, bo przecież Bóg powinien chcieć, abyśmy pili przyzwoicie. Wołaliśmy” Dlaczego nie możesz mi tego dać? Modlę się do ciebie, a budzę się pijany! No tak jak Bóg może istnieć?” Teraz znamy już odpowiedź na te modlitwy. Czy były to modlitwy samolubne- modlitwy całkowicie skupione na naszych potrzebach, na życzeniach dla samych siebie?. Leczenie mogło się rozpocząć dopiero wtedy, gdy pokornie i szczerze zwróciliśmy się do Niego i powiedzieliśmy Mu, jak to naprawdę jest, dopiero wtedy, gdy mogliśmy Mu powiedzieć: „Boże, jestem bezsilny i przestałem kierować własnym życiem” Proces zdrowienia mógł się rozpocząć dopiero wtedy, gdy ustało zmaganie i walka i gdy rozpoczęła się akceptacja. Powracając do kroku Szóstego, może powinniśmy pamiętać o problemach, jakie napotkaliśmy przy Kroku Pierwszym. Może powinniśmy zaczynać modlitwę od uczciwego stwierdzenia tego co jest!” Boże, jestem niecierpliwy. ”Boże, jestem osobą nie tolerancyjną.” „Boże, brak mi wiary.” „Boże , jestem nieuprzejmy. ”Zamiast naszych marzeń i pragnień odnośnie tego, jakimi chcemy być, przedstawiamy Mu się, jacy w rzeczywistości jesteśmy. Nie ma potrzeby ukazywać się Bogu w jakikolwiek sposób odbiegający od rzeczywistości. Nie potrzebujemy „upiększać naszych czynów”. Bóg nie ma wobec nas takich zamiarów. On mówi nam, że nie możemy niczego uczynić , aby pozyskać Jego miłość, obojętnie jak wiele dajemy kościołowi, ile robimy dobrych uczynków, czy jak dobrymi jesteśmy samarytaninami. Jego miłości nie można zdobyć. Miłość Jego jest już nasza poprzez samą laskę. Łaska jest miłością i życzliwością, na którą nie trzeba zasługiwać. Nie trzeba jej zdobywać ani jej wyczekiwać. Ona po prostu istnieje. Czy wierzysz w to czy nie , zależy od tego, czy mamy wiarę.
Czym jest wiara?
To po prostu wierzenie w coś , czego nie trzeba budować. Jeśli brak wiary nie pozwala nam żyć spokojnie, to z pewnością jest wadą- wadą, która stoi na drodze do zdrowienia i do więzi z Bogiem, tak jak Go pojmujemy. Może ten brak wiary jest pierwszą wadą charakteru, do której powinniśmy Mu się uczciwie przyznać Alkoholizm określony jest jako choroba potrójna: fizyczna, psychiczna i duchowa. Zdrowienie musi obejmować wszystkie trzy płaszczyzny, a wiara w Siłę większa od nas samych jest istotną, niezbędną częścią zdrowienia. Należy pamiętać, że jeżeli znaleźliśmy wiarę w Siłę Wyższa, to również potem powinniśmy trzymać się jej świadomie każdego dnia. Nawet ci z długotrwałą, solidna trzeźwością i silną wiarą maja czasem chwile zwątpienia i wtedy powinni poprosić o siłę. Praca nad Krokiem Szóstym oraz stosowanie go, musi być procesem stałym. Wiara jest jak roślina, którą trzeba podlewać jeśli ma żyć. Wymaga troski i uwagi, aby zawsze być silną i zdrową. Może to jest właśnie pole, na którym moglibyśmy spożytkować siłę woli, która była tak bezużyteczna w naszych próbach zaprzestania picia na własną rękę. Wola to po prostu siła do dokonywania wyboru. Mamy siłę wybrać takie postępowanie, jakie jest potrzebne do podtrzymywania naszej wiary, bez względu na to jak niewielka może ona być. Możemy wybrać chodzenie na mitingi. Możemy wybrać codzienne czytanie materiałów. Możemy wybrać próbę rzetelnego praktykowania Dwunastu Kroków. Możemy wybrać pójście na całego w pogoni za trzeźwością. Możemy wybrać modlitwę niesamolubną. To samo dotyczy wad naszego charakteru. Możemy wybrać ich rozpoznanie, uświadomienie sobie i zaakceptowanie, a w rezultacie zdobyć pewną siłę, by nimi kierować, zamiast być kierowanym przez nie. Możemy wybrać uczciwe podzielenie się nimi z naszą Siłą Wyższą i zwrócenie się do Niej o pomoc w ich usunięciu, wierząc, że Ona je usunie. Doskonalmy nasz świadomy kontakt z Bogiem, tak jak Go rozumiemy, modląc się jedynie o poznanie Jego woli wobec nas. Chcemy, żeby pomagał nam podejmować decyzje, ale tak naprawdę to powinniśmy Go pytać jaka jest jego wola wobec nas. Bo On chce, abyśmy byli trzeźwi, zdolni stawić czoła życiu z godnością i spokojem – polegać na Jego sile i przewodnictwie, a nie na alkoholu. Przeprowadzenie takich drastycznych zmian w sposobie radzenia sobie z życiem wymaga od nas oprócz zdrowienia fizycznego i psychicznego, również zdrowienia duchowego. Konieczność zdrowienia duchowego jest szczególnie widoczna, kiedy spojrzymy na spustoszenia, jakich choroba dokonała w naszych stosunkach z innymi ludźmi. Stosunki z bliskimi stopniowo pogarszały się, zastępowaliśmy je alkoholem. Nie było miejsca dla tych, na których nam zależało. To samo działo się z naszym stosunkiem do Boga, jakkolwiek Go pojmowaliśmy. Następowało odłączenie od Niego – odstąpienie. Uważaliśmy, że już Go nie potrzebujemy, bo mieliśmy coś innego. Mieliśmy alkohol a pod jego działaniem mieliśmy wspaniałe przeżycia pseudo-duchowe. W stanie upojenia doświadczaliśmy wspaniałych uczuć, mieliśmy poczucie powodzenia, na trzeźwo rzadko odczuwane. Czuliśmy, że jesteśmy mocni, byliśmy w stanie zrobić cokolwiek byśmy chcieli, bądź stać się kimkolwiek kim byśmy chcieli. Czuliśmy, że posiadamy ogromną inteligencję i rozum; że jesteśmy ponad problemami całej reszty ludzkości. Nie potrzebowaliśmy wiary, więc komu potrzebny był Bóg? Alkohol stał się naszym bogiem. Bogiem, na którym można było polegać i do którego mieliśmy zaufanie większe niż do czegokolwiek i kogokolwiek innego. Bogiem, który ostatecznie niszczył nas i tych, których kochaliśmy. Leczenie duchowe rozpoczyna się wtedy, gdy to sobie uświadomimy i zwrócimy się do Siły Wyższej, która nie zawiedzie naszego zaufania. Do życzliwego i kochającego Boga, który będzie nas znał takimi, jakimi jesteśmy naprawdę, a mimo to będzie nas kochał i będzie się o nas troszczył. Boga, który da nam poczucie powodzenia, które nie zniknie po kilku godzinach. Boga, który może nam dać poczucie siły, które nie przeminie. Boga, który nie zabierze naszego bólu, ale da nam siłę na dalszą drogę, Jeśli Mu na to pozwolimy. Boga, który będzie kierował naszymi stosunkami z tymi, których kochamy. Boga, który będzie sobie cenić nasz stosunek do Niego i który na zawsze zostanie z nami. Musimy wyzbyć się schematu myślenia, który sprawia, że czujemy, że jesteśmy wszechwładni, że nasza siła może usunąć braki charakteru. Tak jak jesteśmy bezsilni wobec alkoholu, tak samo jesteśmy bezsilni wobec naszych wad charakteru. Potrzebujemy pomocy. Musimy stać się gotowi, aby Bóg je usunął. Nie możemy tego zrobić na własną rękę, tak jak na własną rękę nie mogliśmy przestać pić. Musimy zwrócić się do Niego w pokorze, by usunął nasze braki, a następnie wierzyć, że On to uczyni. My tylko musimy się do niego zwrócić.
Nie komplikujmy, tylko powoli oddajmy Bogu !


Opracował: SIGIMUND
grupa "W drodze"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz