Alkoholizm to choroba, możesz nauczyć się ją kontrolować ciesząc się pełnią życia
Dzielimy się informacjami, doświadczeniami narosłymi wokół programu 12 Kroków i stosujących go, by wymieniać je i by dać szanse zdobycia o nich wiedzy nieuzależnionym.
Ósmy Krok programu Anonimowych Alkoholików
Jak wyzdrowieć z alkoholizmu robiąc 12 kroków
w sposób opisany w Wielkiej Księdze
"Zrobiliśmy listę osób, które skrzywdziliśmy i staliśmy się gotowi zadośćuczynić im wszystkim"
Odniesiemy się teraz do naszego obrachunku moralnego z Kroku Czwartego i zrobimy listę osób, które skrzywdziliśmy swoim postępowaniem.
"Potrzebne jest teraz dalsze działanie ...
... aby osiągnąć ostateczne zwycięstwo nad alkoholem."
(Anonimowi Alkoholicy - str. 66, drugi akapit)
Na podstawie Kroku IV robimy nową listę, aby zobaczyć bardziej przejrzyście, komu powinniśmy zadośćuczynić. Według Wielkiej Księgi jest pięć różnych rodzajów zadośćuczynienia:
- Dotyczące tych, których nienawidzimy i do których trzymamy urazy
- Dotyczące tych, którym jesteśmy winni pieniądze
- Dotyczące spraw związanych z łamaniem prawa (kryminalnych)
- Dotyczące problemów rodzinnych
- Dotyczące spraw, których już nigdy nie będziemy mogli naprawić
Przy każdej z osób na liście, której chcemy zadośćuczynić stawiamy +
Przy każdej z osób na liście, której nie chcemy zadośćuczynić stawiamy -
Niektórzy z nas są gotowi do zadośćuczynienia od razu, podczas gdy inni potrzebują więcej czasu. Ci drudzy powinni modlić się o pragnienie zadośćuczynienia do momentu, aż ono nadejdzie. Do tego czasu powinniśmy zająć się tymi przypadkami, które zaznaczyliśmy znakiem plus +.
źródło: 12krokow.webpark.pl
Tradycja 8 Wspólnoty AA
„Działalność we Wspólnocie AA powinna na zawsze pozostać honorowa; dopuszcza się jednak zatrudnianie niezbędnych pracowników służbach AA”.
Alcoholics Anonymous should remain forever nonprofessional, but our service centers may employ special workers.
A w pełnej wersji:
Anonimowi Alkoholicy nigdy nie powinni stać się zawodowcami. Przez zawodowstwo rozumiemy pomoc udzielaną alkoholikom za opłatą lub na etacie. Możemy jednak zatrudniać alkoholików do świadczenia takich usług, do których musielibyśmy najmować niealkoholików. Tego rodzaju prace powinny być należycie wynagradzane. Nigdy natomiast nie powinno się płacić za realizację Dwunastego Kroku.
1. Czy moje własne zachowanie odzwierciedla zasady zawarte w Tradycjach? Jeśli nie, co powinienem zmienić?
2. Czy kiedy narzekam na wskazania zawarte w którejś z Tradycji, zdaję sobie sprawę z tego, jak niedobry wpływ może to mieć na innych?
3. Czy za moje wysiłki w AA próbuję czasem uzyskać jakieś wynagrodzenie nawet jeśli nie w postaci finansowej?
4. Czy wypowiadając się na mityngach, usiłuję sprawiać wrażenie, że wiem wszystko o alkoholizmie, procesie zdrowienia, samej Wspólnocie? Że jestem doskonale obeznany z medycyną, socjologią, psychologią? Że jestem ekspertem od spraw duchowych? A nawet niech Bóg ma mnie w swojej opiece — od pokory?
5. Czy staram się zrozumieć, na czym polega praca osób zatrudnionych w służbach AA? Na czym polega praca osób zatrudnionych W innych ośrodkach zajmujących się alkoholizmem? Czy wyraźnie dostrzegam, co różni jednych od drugich?
6. Czy od kiedy jestem w AA, miałem jakieś doświadczenia, które potwierdzałyby mądrość tej Tradycji?
7. Czy wziąłem sobie do serca to, co napisano w książce Dwanaście Kroków i Dwanaście Tradycji?
Krok VIII Programu Wspólnoty AA
„Zrobiliśmy listę osób, które skrzywdziliśmy i staliśmy się gotowi zadośćuczynić im wszystkim”.
Made a list of all persons we had harmed, and became willing to make amends to them all.
1. Co to jest uraza i jak się ona u mnie objawia?
2. Do kogo lub czego czułem lub czuję urazę?
3. Czy przyłapuję się z miejsca na wytykaniu komuś jego błędów?
4. Czy potrafię wybaczać i przyjmować wybaczenie?
5. Czy uparcie trzymam się przekonania, że pijąc nigdy nikogo nie skrzywdziłem?
6. Dlaczego nie zostawić przeszłości w spokoju? Po co w ogóle myśleć o ludziach, którym wyrządziliśmy krzywdę? Czy miewam takie myśli?
7. Czy analiza stosunków z innymi wydobywa wiele informacji o moich własnych problemach?
8. Czy ułomne związki z innymi niemal zawsze były bezpośrednią przyczyną wszystkich moich bolączek?
9. Jeśli tracę panowanie nad sobą, budzę gniew innych?
10. Czy kiedy kłamię pozbawiam innych nie tylko poczucia bezpieczeństwa i spokoju ducha, ale nakłaniam ich do traktowania mnie z pogardą i mściwością?
11. Co kryje się dla mnie pod pojęciem krzywda?
12. W jakich okolicznościach odczuwam samotność?
13. Czy zdaję sobie sprawę z potrzeby zrobienia tej listy na piśmie? Czy dobrze jest ją robić samemu?
14. Czy zdaję sobie sprawę, że lista ta dotyczyć ma całego mojego życia, a nie tylko czasów picia?
15. Gotowość. Czy rozumiem już stwierdzenie: zadośćuczynienie jest dla ofiar, a nie dla katów?
16. Jak zacząć robić tą listę kogo w niej
uwzględnić?
17. Skąd wiem że jestem już gotowy zadość uczynić?
18. Jak mam zadość uczynić?
Motywowanie do leczenia
Kiedy mamy do czynienia z osobą uzależnioną niewątpliwie jednym z najtrudniejszych zadań jest zmotywowanie jej do podjęcia leczenia. Zaprzeczanie istnieniu problemu wynika z samych mechanizmów choroby, jaką jest uzależnienie od alkoholu. Chodzi tu głównie o mechanizm iluzji i zaprzeczeń. Mechanizm ten sprawia, że osoba uzależniona, w miarę jak problem narasta zaczyna izolować się od negatywnych sygnałów płynących od osób z otoczenia i z samych sytuacji życiowych a także z własnego organizmu w taki sposób, aby bronić po pierwsze dobrego mniemania o sobie, po drugie aby bronić picia. Jest to wynikiem faktu, że picie przynosi oprócz szeregu strat także fundamentalne korzyści w postaci tego, że osoba uzależniona bez alkoholu przestaje radzić sobie z negatywnymi emocjami, w tym także z nudą a często również z pozytywnymi emocjami i doznaje stanu cierpienia, które z czasem może redukować jedynie alkohol. Uzależniony "broni" swojego uzależnienia, przenosząc odpowiedzialność za swoje picie i szkody z nim związane na innych: "gdybym miał lepszą żonę, nie musiałbym się denerwować i pić" "gdybym miał lepszą pracę" "gdybym miał mniej wrednego szefa" etc. W miarę, jak uzależnienie narasta, system mechanizmów obronnych rozbudowuje się coraz szerzej i coraz trudniej wejść w kontakt z realiami. Uzależniony, kiedy podejmuje się w rozmowie z nim problem picia minimalizuje szkody z nim związane, obśmiewa picie, wpada w gniew, obwinia rozmówcę, zaprzecza oczywistym faktom. Typowe stwierdzenie to np. „wszyscy piją” „ja piję tak jak wszyscy” „gdybym chciał, przestałbym pić, ale nie chcę”. Ponieważ negowane są fakty oczywiste dla innych, z czasem można zacząć odnosić wrażenie, że osoba uzależniona ma zaburzenia poznawcze dotyczące tego fragmentu rzeczywistości. Motywowanie do leczenia nie może opierać się na samych tylko informacjach, ponieważ ich sens jest bardzo starannie pomniejszany i wypaczany.
Nie znaczy to jednak, ze możemy zrezygnować z prób podejmowania motywowania od leczenia osoby uzależnionej dlatego, ze jest to trudne. W placówkach odwykowych jest bardzo dużo pacjentów, z tego wynika, że etap motywowania do leczenia udało się pokonać z sukcesem.
Chociażby dlatego, że są momenty, w których szczelny mur obronny się chwieje i przychodzą kryzysy, w których można podjąć próby motywowania do leczenia. Są to zazwyczaj momenty wyjątkowo złego samopoczucia, kryzysów zdrowotnych, tzw. kaca, przy czym bardzo często odgrywa tu rolę tzw. kac moralny po przepiciu, gdzie złemu samopoczuciu fizycznemu towarzyszy poczucie winy, sytuacje, gdy cos szczególnie trudnego czy niepokojącego ma miejsce, np. wpadek, inne negatywne zdarzenia związane z faktem nadużycia alkoholu. Na pewno okolicznością przyśpieszającą podjęcie decyzji o leczeniu jest zwinięcie parasola ochronnego nad alkoholikiem, zaprzestanie krycia jego nieobecności w pracy związanych z piciem, płacenia jego długów itp. Ważna jest tu jasna i czytelna informacja o tym, jak otoczenie odbiera problemy uzależnionego, że jest to choroba i jakie zamierza kroki podjąć. Np. może to być sytuacja, w której pracodawca stwierdzi: Albo się pan leczy, albo zwolnię pana, lub te informacja ze strony żony, ze zamierza się wyprowadzić. Najważniejsze w tym przypadku jest jednak zachowanie konsekwencji a także posługiwanie się prawdziwymi argumentami. Tzn. jeśli żona informuje męża, że się wyprowadzi, jeśli nie podejmie on leczenia, to musi rzeczywiście mieć ten zamiar i mieć możliwość jego realizacji. Dość często taka konsekwencja w postępowaniu pojawia się pod wpływem uczestnictwa w zajęciach terapeutycznych dla współuzależnionych, na których pacjentki uczą się , jak dbać o dobro własne i dzieci.
Można taki kryzys przyspieszyć prowadząc specjalną rozmowę z uzależnionym. Rozmowa ta powinna być przeprowadzona w kilka osób, które osobiście znają alkoholika i dotyczyć powinna faktów z jego picia. Istotnym jest to, że osoby te powinny mieć dobre nastawienie i intencję pomocy. Muszą one przygotować się do rozmowy wg specjalnego scenariusza, dobrze, żeby pomógł w tym terapeuta w poradni odwykowej.
Kolejną formą jest tak forma jak zobowiązanie do leczenia. Jest to forma wobec osób zakłócających porządek, demoralizujących nieletnich, powodujących rozkład życia rodzinnego. Osobę uzależnioną należy zgłosić do gminnej komisji rozwiązywania problemów alkoholowych przy urzędzie gminy/miasta. Komisja wszczyna wtedy stosowną procedurę zmierzającą do tego, aby sąd orzekł wobec danej osoby zobowiązanie do leczenia odwykowego. Jednak należy pamiętać, że jest to zobowiązanie, nie wyrok, więc ta procedura ma swoje ograniczenia, ale bywa też skuteczna.
źródło: Parpa
Po nocy przychodzi dzień
Mówi się, że alkoholik, aby przestał pić, powinien sięgnąć dna
Ale taki upadek nie dla każdego oznacza to samo. Dla jednego będzie to utrata pracy, dla drugiego – rozpad rodziny, inny ulegnie poważnemu wypadkowi lub ciężko zachoruje. Są też tacy, którzy muszą stracić dosłownie wszystko, aby wreszcie dostrzec, że przestali kierować własnym życiem i stali się bezsilni wobec alkoholu.
Nie jestem uzależniony!
Krzysztof długo nie zauważał problemu. Oburzał się, kiedy żona narzekała, że nie można na niego liczyć i nigdy go nie ma, kiedy jest potrzebny.
– Uważałem, że zwyczajnie się czepia, przecież facetowi wolno się napić – opowiada mężczyzna. – Miałem pretensje, że chce czegoś ode mnie akurat wtedy, kiedy szedłem do knajpy z kolegami, a nie kiedy miałem wolne od picia – dodaje żartem. – Tak, teraz to brzmi zabawnie, ale mojej rodzinie nie było do śmiechu. Pamiętam taki dzień, kiedy wyszedłem wcześniej z pracy, ponieważ zachorowało moje dziecko. Wstąpiłem do baru tylko na jedno piwo. Do domu dotarłem po dwóch dniach.
Zdeterminowana małżonka zażądała od niego, aby zaczął się leczyć. Zgodził się. Przecież nie uważał się za alkoholika, czego potwierdzenie spodziewał się otrzymać w przychodni. Długo stał przed budynkiem, bacznie obserwując otoczenie. Za nic nie chciał, aby dostrzegł go ktoś znajomy. Nasze społeczeństwo, wciąż jeszcze tolerancyjne wobec pijących, nieufnie odnosi się do osób decydujących się zerwać z nałogiem.
– Wszedłem do gabinetu z zamiarem uzyskania odpowiedniego zaświadczenia – relacjonuje Krzysztof. – Na szczęście trafiłem na mądrą panią psycholog, która tak pokierowała rozmową, że... sam przyznałem, iż jestem alkoholikiem. Wystarczyło, że uświadomiła mi, ile razy przez picie zawaliłem ważne życiowe sprawy.
W maju minęło 18 lat jego abstynencji. Nie zawsze było łatwo. Przyszedł moment, kiedy na skutek kłopotów finansowych jego firma rozpoczęła redukcję zatrudnienia. Wśród zwolnionych znalazł się Krzysztof. Bał się wtedy, że nie wytrzyma i zapije. Żeby nie ulec pokusie, poprosił lekarza o skierowanie do szpitala, aby na oddziale przetrwać najtrudniejszy okres.
Rodziny nie udało się utrzymać. Jednak nie dał się i dziś – zgodnie z tradycją Anonimowych Alkoholików – pomaga tym, którzy wciąż jeszcze cierpią. Pełni funkcję prezesa Stowarzyszenia Katolickie Centrum Trzeźwości i Integracji Społecznej w Gdańsku-Wrzeszczu. Trafić tam łatwo, bo to tuż przy kolegiacie Najświętszego Serca Jezusowego. I co najważniejsze – można tam przyjść codziennie, po południu, nie tylko w czasie trwania mityngów. Czasem najlepszym lekiem na psychiczny dołek okazuje się rozmowa z drugim człowiekiem.
– Najważniejsze to uwierzyć, że można żyć bez alkoholu – mówi Krzysztof. – Świata nie zmienimy, ale sami możemy się zmienić. Oczywiście, każdy ma pewne opory. Czasem powstaje coś w rodzaju czarnej dziury, kiedy zastanawiamy się, co będzie dalej. Choćby taka obawa o reakcje kolegów. Facet, który nie pije? Wydawało mi się, że będą mnie wytykać palcami. Tymczasem okazało się, że wcale nie jestem jedyną niepijącą osobą w towarzystwie.
W ukryciu
Hania zaczęła nadużywać alkoholu po śmierci męża. Mieszkała sama, więc przez jakiś czas udawało jej się ukrywać to przed otoczeniem.
– Piłam w dzień, potem wstawałam w nocy i znowu piłam – opowiada kobieta. – A najgorsze było to, że kiedy budziłam się, po pewnym czasie znów miałam ochotę na wódkę. Ostatni ciąg trwał trzy dni, to było tuż po rocznicy naszego ślubu.
Niepokojące objawy zauważyła córka. Na początku próbowała perswazji, ale szybko zorientowała się, że to nie przynosi rezultatu. Traf chciał, że przyjechała do matki akurat wtedy, kiedy trwał ciąg. Zawzięła się. Powiedziała, że zrobi wszystko, aby to przerwać. Dyżurowała przy matce bez przerwy przez dwie doby. Nie pozwalała jej nigdzie wychodzić. Było bardzo ciężko, ale udało się.
– Co na mnie najbardziej podziałało? Przerażone twarze wnuczków, kiedy patrzyli na pijaną babcię – zwierza się Hania. – Pamiętam potworny kac moralny i żal do siebie, że dopuściłam do takiego stanu.
Mija dziesiąty miesiąc, odkąd uczęszcza na mityngi AA. Nie ma ochoty na picie; pamięta, jak trudno jest walczyć z objawami abstynencyjnymi. Nie chce tego przeżywać po raz kolejny.
W AA funkcjonuje takie powiedzenie: „Z kiszonego ogórka nie zrobisz świeżego”. Ktoś, kto przekroczył próg uzależnienia, nie odzyska już kontroli nad piciem. Każda walka zakończy się porażką. Jedynym wyjściem jest uznanie swojej bezsilności.
Zaczęło się od weekendów
Sławek jest z natury nieśmiały. Trudno mu było nawiązywać kontakty z ludźmi, czasem krępowała go nawet zwykła rozmowa. Odkrył, że alkohol pomaga przełamywać te bariery.
– Na początku piłem tylko w końcu tygodnia, kiedy miałem wolne – opowiada. – Ale potem przestało mi to wystarczać. Weekend rozciągał się na cały tydzień.
Zaczęły się problemy. Narobił długów, odwrócili się od niego koledzy. Stracił pracę. Na szczęście, w jego zawodzie o nowe zajęcie nie było trudno. Podejmował kolejne zatrudnienie i znów je tracił. Alkohol był na pierwszym miejscu. Sławek opowiada, że w Finlandii, gdzie przez pewien czas pracował, alkohole wysokoprocentowe można było kupić tylko do godz. 19, więc nie bacząc na nic, jeździł po wódkę w czasie pracy.
Po pewnym czasie zaczęły się lęki. Sławek coraz częściej miał wrażenie, że coś z nim jest nie tak. Stronił od ludzi, potrafił pić w jakimś odosobnionym miejscu, np. w lesie. Bał się, że traci rozum. Przychodziły nawet myśli o samobójstwie. Zdecydował się poprosić o pomoc specjalistę.
– Oczekiwałem, że dostanę jakąś tabletkę, po której wszystko mi przejdzie – opowiada Sławek. – Tymczasem psycholog zorientowała się, że mam problemy z alkoholem. – Poinformowała mnie o istnieniu AA, ale ja jeszcze wtedy nie uważałem, że jest mi to potrzebne. Później odwiedziłem psychiatrę, a on powiedział, że nie jest jeszcze ze mną tak źle. Odetchnąłem z ulgą i... piłem dalej.
Chwila opamiętania przyszła, kiedy na padaczkę alkoholową zmarł jego 37-letni kolega.
– Na cmentarzu zrozumiałem, że cierpię na śmiertelną chorobę – mówi Sławek. – Po pewnym czasie wpadła mi w ręce książka Wiktora Osiatyńskiego „Alkoholizm – grzech czy choroba?”. Jej autor to jedna z niewielu osób na tzw. świeczniku, które miały odwagę przyznać się do swojego uzależnienia. Uświadomiłem sobie, że ja też jestem alkoholikiem. Na początku piłem, ponieważ łatwiej mi było nawiązywać kontakty z ludźmi. Później straciłem kontrolę. Przeprowadziłem rachubę i wyszło mi, że dni picia było znacznie więcej niż tych, w których udało mi się zachować trzeźwość.
Zdecydował się przyjść na mityng AA. Przedtem jednak dla dodania sobie odwagi „walnął lufę”. Przyznał się do tego członkom wspólnoty.
– W zasadzie osoby pod wpływem alkoholu powinny być wypraszane, ale zadecydowaliśmy, że damy Sławkowi szansę – mówi Krzysztof, prezes Katolickiego Centrum Trzeźwości. – I całe szczęście, bo patrząc z perspektywy czasu, dobrze się stało.
Opamiętanie nie przyszło od razu. Sławek uczęszczał na mityngi, ale w chwili zdenerwowania potrafił wychylić setkę czy dwie. AA zabrało mu jednak komfort picia. Od 14 miesięcy utrzymuje całkowitą abstynencję.
Jak działa Bóg
– We wspólnocie AA bardzo przemówił do mnie pierwiastek duchowy – opowiada Sławek. – Wierzyłem, że Pan Bóg mi pomoże, ale na początku sądziłem, że po prostu ześle mi jakiegoś anioła, który mnie dotknie, i wszystko się zmieni. Później zrozumiałem, że Pan Bóg tak nie działa.
– Za to pomaga nam na inne sposoby, np. stawiając na naszej drodze drugiego człowieka – dodaje Krzysztof. – Trzeba także pamiętać, że Stwórca wszystkiego za nas nie załatwi. W takich sytuacjach przytaczam często anegdotę o powodzi i człowieku stojącym na dachu zalanego wodą domu. Trzy razy podpływali do niego ratownicy, a on trzy razy odmawiał ewakuacji, twierdząc, że Pan Bóg go uratuje. Kiedy zaczął tonąć, czynił wymówki Stwórcy, że pozwala mu ginąć. – Jak możesz tak mówić – odpowiedział Bóg – przecież trzy razy po ciebie wysyłałem łódź.
źródło: onet.pl
Jak pijemy
- Lekarz pije na zdrowie
- Matematyk na potęgę
- Grabarz na umór
- Ornitolog na sępa
- Poborowy na krzywego ryja
- Bankowiec na kredyt
- Polarnik na zimno
- Pediatra po maluchu
- Aptekarz po kropelce
- Filozof po namyśle
- Krawiec po naparstku
- Syndyk do upadłego
- Fryzjer do lustra
- Nurek do dna
- Anestezjolog do utraty tchu
- Kuba do Jakuba
Jakub do Michała
- Perfekcjonista raz a dobrze
- Kamerzysta aż mu się film nie urwie
- Tenisista setami
- Kolarz w kółko
- Higienistka tylko czystą
- Gastryk żołądkową gorzką
- Lunatyk księżycówkę
- Nocny stróż w ciemno
- Ichtiolog pod śledzika
- Pilot jak leci
- Mechanik z gwinta
- Hydraulik z grubej rury
- Medyk sądowy zalewa się w trupa
- Wędkarz zalewa robaka
- Woźnica wali końską dawkę
- Stolarz wali klina
- Żołnierz strzela lufę
- Sprzedawca paliw - wali w gaz
- Bezrobotny - na krechę
Czy znajdziecie jeszcze kogoś?
Szacunek
Szacunek, to uznanie godności osoby ludzkiej - kogoś drugiego i swojej własnej. Zasadą jest tu wzajemność, gdyż każda osoba ma prawo do uszanowania (...) Aby szanować innych, trzeba jednak najpierw nauczyć się szanować siebie samego.
Szacunek – stosunek do kogoś, nacechowany poważaniem oraz liczeniem się z jego opinią.
* "Każda historia o chłopcu i jego psie jest także historią o psie i jego chłopcu.
Żaden bliski związek nie może trwać bez wzajemnego szacunku."
Dean Koontz Ostatnie drzwi przed niebem
* "Każdy szanuje człowieka, który czyni, co przyrzeka."
przysłowie polskie
* "Szacunek? Nie cierpię tego słowa. Pewnie dlatego że na tym świecie trzeba szanować niewłaściwych ludzi z niewłaściwych powodów."
Melina Marchetta
* "Trzeba tak żyć, żeby można było mieć szacunek dla samego siebie."
Maksim Gorki
Ludzie różnią się między sobą – mają różny wygląd i przekonania. Każdy z nich inaczej rozumie wartości etyczne. Powinny być jednak granice, których ludzie nie powinni przekraczać, a ich wyznacznikami powinny być uczciwość, prawość i moralność. W swoim życiu stale dokonuje różnych wyborów, a najważniejszym wyborem staje się wybór między dobrem a złem, tym co właściwe i niewłaściwe. Z życiem wiąże się również jeszcze coś innego. Jest to pojęcie, które ma duży wpływ na osobowość i postępowanie, odnoszenie się do innych ludzi a także z postrzeganiem go przez innych ludzi. Jest to szacunek. Szacunek to postawa mówiąca o wartości drugiego człowieka. Szacunek ściśle wiąże się z obecnością człowieka, jest postawą wartościującą drugą osobę. Powinniśmy pamiętać, iż szacunek to nie jest rzecz, którą dziecku można nakazać. Na szacunek trzeba sobie zapracować, musi on wynikać z pewnych warunków, postępowania czy sposobu życia. To, jak rodzice oceniają innych, czy czują szacunek do siebie wzajemnie, do dziecka i do osób z bliższego i dalszego otoczenia kształtuje wizerunek świata dziecka. Należy pamiętać, iż postawę szacunku realizujemy również przez akceptację inności drugiej osoby, przez dostrzeganie wartości , jakie ona prezentuje. Wiąże się to z postawą tolerancji.
Życie Jezusa opierało się na postawie szacunku wobec wyznawców, a także wobec przeciwników. Jezus wytykał grzech , krytykował. Zawsze był pełen szacunku wobec stojącego przed nim człowieka.
Niestety „Szacunek” ma coraz mniejszą wartość, jest coraz niżej ceniony i zaczyna brakować go w codziennym życiu.
Widzimy to na każdym kroku w pracy a także w życiu rodzinnym.
Nierozwiązane problemy powodujące dyskomfort emocjonalny, czy też używanie środków zmieniających nastrój w istotny sposób komplikują postrzeganie własnej osoby i zaburzają zdrowe dążenie do samoakceptacji. A przecież w sposób naturalny każdy człowiek pragnie posiadać jak największy szacunek dla siebie samego. Tylko, że budowanie lub odzyskiwanie szacunku oparte jest na samopoznaniu i samo doświadczaniu własnej osoby oraz na obserwacji sposobu, w jaki traktują nas inni ludzie. Dlatego też im bardziej nierzeczywisty będzie obraz siebie lub im gorzej będą nas traktować inni tym szacunek dla siebie będzie mniejszy i tym większa będzie potrzeba jego odzyskania.

· Co czytasz mamo?
· Książkę , felietony pana Jacka Bocheńskiego.
· A to jest ciekawe?
· Tak, mnie to interesuje , ale dla ciebie jest jeszcze za trudne.
· A o czym teraz na przykład czytasz? Zobaczymy czy za trudne…
· Czytam o szacunku. O tym że zdolność odczuwania szacunku prawie zanikła w naszych czasach. Że nie szanujemy dziś nikogo niczego, niczego a kultura grecka i łacińska z której się wywodzimy, opierała się na tym fundamencie. Pisze że klasyka grecka była podstawowym składnikiem humanistycznego wykształcenia młodzieży. Pisze też o tym że w połowie lat sześćdziesiątych dwudziestego wieku młodzież oszalała, zapuściła włosy i wypowiedziała wojnę rodzicom, fryzjerom, profesorom, rządom, prawu. Że potem oni pokończyli studia, i poszli zarabiać pieniądze, ówcześni terroryści poszli do wezień, albo popełnili samobójstwa ale jedno wydaje mu się pewne że od tamtych czasów po raz pierwszy w dziejach świata ustało wychowanie młodzieży. Rozumiesz coś z tego?
· Tak. I ja umiem odczuwać szacunek.
· A do kogo czy czego czujesz szacunek?
· Do starach ludzi.
· A dlaczego?
· Bo swoje przeżyli, są starzy i nie ma co im utrudniać życia. Ja jak rozmawiam z babcią to wstaję.
· Bzdura , nie wstajesz, każesz się do tego obsługiwać i nie słuchasz co mówi i nie bardzo cię to interesuje…
· Ale mam szacunek, taki głębiej schowany niż to co zauważasz. Mam też szacunek do wszystkiego co związane z Bogiem. Do księży i papieża na przykład.
· Dlaczego?
· Bo się tak poświęcili , całe swoje życie, no to mam do nich szacunek.
· A gdybyś mógł się spotkać z papieżem, to jak byś mu okazał szacunek?
· Ubrałbym się tak żeby zrobić dobre wrażenie i bym mu podziękował że się tak ładnie stara. Że wytrwał i że się nigdy nie denerwuje, a można się zdenerwować tym światem.
· Poczekaj, a propos ubierania, właśnie dlatego proszę cię żebyś się odpowiednio ubierał do szkoły, do teatru, do kościoła, żebyś się czesał i mył dokładnie , bo to także okazanie szacunku, do ludzi z którymi się spotykasz, do miejsc, do pracy którą wspólnie wykonujecie, do kolegów do nauczycieli. A ty się na mnie denerwujesz i mówisz że to nie ma znaczenia.
· No bo na razie nie ma, ja jestem dzieckiem.
· A do siebie, dziecka, masz szacunek?
· Tak. Do siebie tak.
· A ty do mnie mamo?
· Oczywiście !
· Nie zauważyłem.
· A dlaczego ty sam do siebie masz szacunek? Za co?
· Że nie popadłem w nałóg, nie palę , nie piję, dobrze się uczę i nic mnie nie skusiło.
· Jezus Maria ! A co miało cię skusić!? Nie palę !? Nie pije!? Przecież ty masz niecałe dwanaście lat!
· No właśnie, a mógłbym być okropny a nie jestem. Ale chodzić to sobie mogę w tym w czym mi wygodnie. Jak byłbym stary i miał zniszczony kapelusz, to bym go pomalował czarnym atramentem żeby nikt nie zauważył że jest stary, bo miałbym do siebie szacunek.
· A do kogo nie masz szacunku na pewno.
· Do jednego mojego kolegi co bije innych i potem ucieka. I napisz w Poradniku Domowym kto to jest, niech się skompromituje w oczach czytelników Poradnika Domowego! Bardzo bym tego chciał! Niech wie co o nim myślę!
· widzisz, a to byłby brak szacunku i do siebie i do mnie i do cztealników Poradnika Domowego i do drugiego człowieka i jego dóbr osobistych , bo naruszyłbyś dobra osobiste twojego kolegi podając jego nazwisko i…..
· Ale ja chciałbym żeby on wiedział co ja o nim myślę .
· To mu powiedz!
· Mówię ,ale to nie ma dla niego znaczenia! On nie ma szacunku do nikogo. A do nauczycieli to już w ogóle….A z tym ubieraniem się to przesadzasz. Ja się ubieram do szkoły bardzo dobrze. Z szacunkiem. Jak uważasz że nie , to ty chyba w życiu do szkoły nie chodziłaś….
· Ale w zeszytach piszesz jak kura pazurem, tak niewyraźnie, to dopiero jest brak szacunku do nauczycieli, przecież oni muszą się strasznie męczyć żeby to odczytać!
· Ale wszystkie dzieci tak piszą , a nauczyciele jakoś dają radę..
· Powtarzam ci, to brak szacunku!
· Ale jak jesteśmy we Włoszech i widzę te piękne rzeczy, architekturę to mam wielki szacunek i nigdy bym tego nie pomazał sprayem! To o to chodzi temu panu co napisał tę książkę?
· I o to też , ale to tylko mały szczegół….
· Mamo ja to wszystko rozumiem. Ja jestem mądrzejszy niż wielu ludzi starych , nawet wykształconych ale im nie daję tego do zrozumienia bo mam szacunek. Niech sobie żyją w spokoju. Nie ma im co zatruwać życia.
· Dziękuję ci łaskawco, w ich imieniu. A do mnie masz szacunek?
· Tak. Czasem mówisz nie wiadomo co, czasem mi każesz jakieś głupoty, mógłbym to olać, a ja to robię, bo mam do ciebie szacunek.
źródło: K.Janda O szacunku
Polecam tematy:
- Czy jestem asertywny?
- Dupościsk
- O nawrotach choroby. Perspektywa AA E.Woydyłło
- Oblicza samotności
Subskrybuj:
Posty (Atom)
