Dzielimy się informacjami, doświadczeniami narosłymi wokół programu 12 Kroków i stosujących go, by wymieniać je i by dać szanse zdobycia o nich wiedzy nieuzależnionym.

2 Krok Anonimowych Alkoholików

To krok NADZIEI!!! Po uznaniu całkowitej porażki dotychczasowego życia, po przyznaniu się do bezsilności wobec alkoholu i niekierowania własnym życiem  dowiadujemy się nagle, że nie wszystko stracone, że nie musi tak być, że jest wyjście!
               
Najczęściej to przesłanie nadziei, ten powiew optymizmu dociera do zmaltretowanego alkoholizmem pacjenta podczas jego pierwszego pobytu na mitingu Anonimowych Alkoholików. Widzi tam, często po raz pierwszy w życiu, trzeźwych, przeważnie radosnych ludzi, którzy mówią o sobie: "mam na imię... i jestem alkoholikiem". Dla tego nowego to prawdziwy szok! Widzi przed sobą żywych ludzi, którzy mówią o tym, jak kiedyś pili, jak niszczyli sobie i najbliższym życie, jak tracili pracę, zdrowie, zaufanie i miłość rodziny – a dzisiaj są trzeźwi, zdrowi, zarabiają na życie uczciwą pracą, cieszą się szacunkiem otoczenia i ciepłem odbudowanego ogniska rodzinnego. Słyszy ich opowieści i dostaje wyraźny komunikat: ty także możesz to osiągnąć, możesz wytrzeźwieć, możesz się uratować! Nie musisz umrzeć, nie musisz podzielić losu niezliczonej rzeszy alkoholików, którzy wciąż jeszcze płacą najwyższą cenę – tracą życie...
       
Pracuję od lat z tymi najbardziej poszkodowanymi przez alkoholizm: z więźniami i bezdomnymi. Ci pierwsi są w znacznie lepszej sytuacji od bezdomnych alkoholików tułających się po świecie. Są bezpieczni, ich alkohol nie zabije, przynajmniej na razie ....
Na szczęście jest wyjście, jest nadzieja, jest sposób na tę wyniszczającą, zabójczą chorobę, jaką jest uzależnienie od alkoholu. Od 1935 roku, gdy powstała w USA wspólnota Anonimowych Alkoholików, miliony uzależnionych  dostały szansę na powrót do zdrowia, miliony ją wykorzystały, miliony odrzuciły...
Ocaleli ci, którzy uwierzyli. "Wiara góry przenosi" – sprawdza się to i w tym przypadku. Jednak wiara wymago pokory! Pokory każącej uznać, że sam z siebie niewiele mogę, że o własnych siłach przegrywam, zmierzam ku katastrofie całego mojego życia, że potrzebuję pomocy. Nie jest łatwo przyznać się do własnej słabości, własnej ograniczoności... Chyba dlatego większość alkoholików próbuje walczyć do końca, do tragicznego końca.
        
Trzeba więc uwierzyć, że istnieje jakaś siła, która może mi pomóc, że sam sobie nie poradzę. Dla wielu tą siłą jest grupa trzeźwych, ozdrowiałych alkoholików, którzy są żywymi dowodami na skuteczność metody, którą wybrali. Inni szukają tej siły w religii, u Boga.. Program AA nie definiuje tej siły, pozwala każdemu wybrać ją zgodnie z własnym rozumem, światopoglądem, wiedzą i przekonaniami. Szanuje wolność jednostki w dokonywaniu życiowych wyborów, niczego nie narzuca, ani nie odradza, nie krytykuje, nie ośmiesza najbardziej nawet ekstrawaganckich koncepcji..
        
Fundamentem drugiego kroku, fundamentem niezbędnej pokory jest wiara w to, że to nie ja jestem tą siłą większą zdolną przywrócić mi zdrowie. Rozumiem to w ten sposób, że siła większa ode mnie, to "Coś", lub ten "Ktoś", przywróci mi zdrowie, ale pod warunkiem, że to ja zrobię, co do mnie należy, ja zwrócę się o pomoc, ja pójdę do terapeuty, do ośrodka leczenia uzależnień, ja będę regularnie, systematycznie, najlepiej codziennie, uczęszczać na mitingi AA, ja znajdę sobie sponsora, ja będę czytać odpowiednią literaturę, otaczać się odpowiednimi ludźmi, unikać pewnych miejsc i sytuacji towarzyskich. Jak powiedział pewien doświadczony terapeuta: "nikt nie załatwi za ciebie twoich potrzeb fizjologicznych", powiedział to o wiele dosadniej, ale pozostańmy przy tym określeniu...
        
Najwięcej jednak nadziei niosą słowa: "przywrócić zdrowie" !!!
Brzmi to niemal jak obietnica; że staniesz się normalnym, zdrowym, sprawnie funkcjonującym człowiekiem, członkiem społeczności, w której przyszło ci funkcjonować, odpowiedzialnym ojcem, mężem, synem etc. Gdy używam słowa "zdrowy" nie mam na myśli pozbycia się choroby alkoholowej, możliwości powrotu do picia alkoholu w sposób kontrolowany – takiej możliwości, póki co, nie ma! Zapewniam jednak z całą stanowczością, że można wieść zdrowe, szczęśliwe, satysfakcjonujące życie bez alkoholu. Miliony niepijących alkoholików z całego świata, którzy uwierzyli w ten program i kroczą drogą Dwunastu Kroków, są tego żywymi dowodami.
          
                                                                                                       
    Piotr Domański
                (terapeuta uzależnień,
członek Gminnej Komisji Rozwiązywania

Problemów Alkoholowych w Czerwonaku)

źródło: czerwonak.pl

Jestem uzależniona, czyli kobiecy alkoholizm

Młodsze piją, bo taka jest moda. Dla starszych trunek staje się odskocznią od problemów w pracy czy w domu. Kobiety coraz śmielej „rywalizują” z mężczyznami w wyścigu do uzależnienia. Biologia sprawia, że wpadają w nałóg znacznie szybciej, a alkohol powoduje w ich organizmach zdecydowanie większe spustoszenie. Jednak niechętnie proszą o pomoc, ponieważ… się wstydzą.
Trzy lata temu media obiegły zdjęcia doszczętnie rozbitego, czerwonego Alfa Romeo, który uczestniczył w nocnym wypadku na Ursynowie. Kierowcą samochodu była Ilona Felicjańska, znana modelka i celebrytka. Siadając za kierownicę auta miała 2,3 promila alkoholu! 
Kilka tygodni później przyznała w telewizyjnym wywiadzie: „Tak, mam problem. Jestem uzależniona. Dostałam diagnozę. Jestem nieuleczalnie chora”. Okazało się, że Felicjańska walczy z alkoholizmem od kilku lat. Poddawała się leczeniu odwykowemu, uczęszczała na spotkania AA. „Wróciłam do picia, bo była we mnie gdzieś głęboko w samym środku schowana chęć napicia się. Jakiś głos mi mówił: jedno piwo ci nie zaszkodzi, jest lato, zobacz, wszyscy piją. To jest pycha trzeźwiejącego alkoholika, który nie robi ze sobą nic oprócz tego, że nie pije. A skoro nie pije już od pięciu lat, zaczyna myśleć, że jego ten problem nie dotyczy. Teraz wiem na pewno, że jestem nieuleczalnie chora, ale mogę żyć i być szczęśliwa” – stwierdziła modelka w rozmowie z „Newsweekiem”.

Walka o duszę

W polskim show-biznesie niewiele kobiet zdecydowało się na ujawnienie alkoholizmu. Jedną z pierwszych była Stanisława Celińska, która od ćwierć wieku jest abstynentką. Wcześniej przechodziła piekło. „Zawalałam audycje w radio, mogłam nie przyjechać na plan, budziłam się jakoś rano na kacu i czekałam na godzinę trzynastą, kiedy zaczynali sprzedawać alkohol” – opowiadała aktorka w tygodniku „Życie na gorąco”.

We wspomnieniach zatytułowanych „Stanisława Celińska. Niejedno przeszłam” gwiazda opisuje: „Nie radziłam sobie. Mówiłam, że już przestaję pić. Kończyłam to zdanie i mówiłam: „czy mogę prosić pięćdziesiątkę?”. Zobaczyłam, że coś niedobrego dzieje się w moim mózgu, że to są Demony i być może trwa walka o moją Duszę. (…) Zobaczyłam, że jest źle. Stanęłam przed lustrem, powiedziałam: „jesteś alkoholiczką”. Nie poradzisz sobie sama. Módl się. I zaczęłam się modlić o Odjęcie. We wszystkich stanach – pijanych, trzeźwych – błagałam o Odjęcie nałogu”.

Perfekcyjna alkoholiczka

Aktorce udało się wygrać z uzależnieniem, jednak internet pełen jest dramatycznych opowieści kobiet zmagających się z nałogiem. „Mam 30 lat i półrocznego synka. Piję od 19 roku życia. Miałam wówczas imprezowego chłopaka. Każdy weekend kończył się totalnym pijaństwem. Na studiach też były ogromne ilości alkoholu. Teraz jestem matką i wiem, że muszę z tym skończyć. Mam dosyć samej siebie. Kiedy piję, urywa mi się film, często jestem agresywna, robię i mówię rzeczy, których się na drugi dzień wstydzę. Nie wiem, co robić, mąż nie bardzo mnie rozumie, mamie nie powiem, bo by jej chyba serce pękło. Nie chcę, żeby mój synek kiedyś się za mnie wstydził, ale czuję się bezradna” – pisze Emilia.

Wiele takich historii zna Lubomira Szawdyn, psychiatra i psychoterapeutka uzależnień. „Pamiętam bardzo dobrze taką panią. Miała dwie córki, które doprowadziła do matury. Gdybym im wtedy powiedziała, że ich matka jest alkoholiczką i od ośmiu lat pije nałogowo, toby się postukały w czoło” – opowiadała w „Wysokich Obcasach”. „Piła od godz. 23, jak dzieci już spały. Rano jechała na miętówkach, wyprawiała córki do szkoły, wypijała lufę, szła się zdrzemnąć i zabierała się do pracy. Prała, szorowała, gotowała. Jej ogród był wzorem okolicznych ogrodów. Szyby najczystsze na całej ulicy. Mąż też się nie domyślał, był dumny z wzorowej żony. (…) Spadła ze schodów i trafiła do szpitala z rozlicznymi złamaniami. Zostałam wezwana na chirurgię jako konsultant. Psychiatra stwierdził, że to alkoholizm. Chirurg nie chciał mu wierzyć, bo ta pani „nie wyglądała na alkoholiczkę”. Okazało się, że ta pani przez sześć lat wypijała codziennie pół litra wódki. Nagradzała się po perfekcyjnej pracy”. 

Gdy sukces wypala
Problem alkoholizmu wśród kobiet staje się coraz poważniejszy. Z badań przeprowadzonych na zlecenie Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych wynika, że uzależnienie dopada głównie Polki w wieku produkcyjnym, wypalone pościgiem za sukcesem, profesjonalistki z wyższych klas społecznych w wieku 30-40 lat. 
 Niestety, coraz liczniej dołączają do nich jeszcze młodsze panie – między 18 a 30 rokiem życia. Co dziesiąta kobieta w tym wieku pije dziś w Polsce w sposób destrukcyjny – w ciągu roku spożywa ponad 7,5 litra czystego alkoholu, czyli niewiele mniej niż mężczyzna-rówieśnik.

„Alkoholik to był dla mnie lump spod budki z piwem, alkoholiczka – pijana baba zaniedbująca dom i dzieci, najlepiej obdarta i niedomyta. A ja przecież dbałam o siebie, o męża, o synów, rodzinę, jeździłam samochodami, moi synowie świetnie się uczyli w doskonałych szkołach i na zagranicznych uniwersytetach. Słowem, ani ja, ani moje rozmówczynie w ogóle nie pasowałyśmy do stereotypowego obrazka, jaki miałam zakodowany pod hasłem alkoholik” – pisze Bożena Snella-Mrozik w książce „Piekło nie ma dna. Rozmowy z trzeźwymi alkoholiczkami”.

Dlaczego piją?

Do lat 70. XX wieku temat alkoholowego uzależnienia kobiet praktycznie nie istniał w badaniach naukowych. Specjaliści koncentrowali się na mężczyznach, nie dostrzegając postępującego problemu. Dlaczego? Kobieta pije najczęściej w ukryciu przed rodziną czy znajomymi, pod wpływem alkoholu nie wywołuje zwykle awantur i nie jest skłonna do bijatyk. Niestety, taki styl picia zagłusza sygnały świadczące o postępującej chorobie.

Przyczyn sięgnięcia po alkohol jest wiele. Najczęściej trunek służy poprawieniu samopoczucia i złagodzeniu problemów – depresji, stresu, problemów w pracy czy domu albo wahań nastroju związanych z cyklem miesiączkowym. Niektóre kobiety piją z powodu samotności lub syndromu „zespołu pustego gniazda” (zagubienie i samotność spowodowane spadkiem liczby obowiązków po opuszczeniu domu przez dorosłe dzieci). Alkoholu często nadużywają również osoby, które w dzieciństwie były wykorzystywane seksualnie.

Wyniszczenie organizmu

Różnice biologiczne sprawiają, że kobieta jest bardziej niż mężczyzna narażona na negatywne konsekwencje spożywania trunków. W jej żołądku jest znacznie mniej enzymów odpowiedzialnych za metabolizowanie alkoholu i więcej estrogenów, które sprzyjają jego intensywniejszemu wchłanianiu. Dlatego niekorzystne składniki mają otwartą drogę do wątroby, powodując spustoszenie w tym organie.

Alkohol powoduje także silniejsze dysfunkcje mózgu i zakłóca zdolności psychomotoryczne (np. kierowaniem samochodem). Przy tej samej dziennej dawce trunku, zapalenie trzustki wystąpi szybciej u kobiety niż u mężczyzny. Picie więcej niż jednego drinka dziennie podnosi ryzyko wystąpienia raka sutka, ponieważ alkohol powoduje wzrost stężenia estrogenów. 

U dziewcząt w okresie przed pokwitaniowym alkohol zmniejsza poziom hormonu wzrostu, a u kobiet w wieku rozrodczym – wywołuje zaburzenia cyklu miesiączkowego i wcześniejszą menopauzę.
Skutkiem nadużywania alkoholu przez kobiety może być brak zainteresowania seksem, oziębłość płciowa i niezdolność do przeżywania orgazmu. 
 Alkohol i ciąża

Odrębnym tematem jest picie alkoholu w czasie ciąży. Z badań wynika, że zdarza się to nawet co trzeciej kobiecie w „stanie błogosławionym”. Niektóre tłumaczą, że „lampa wina nikomu nie zaszkodzi”. Nic bardziej błędnego! Czasem nawet minimalna porcja trunku może zaszkodzić dziecku. Zwiększa ryzyko poronienia, wyższej umieralności okołoporodowej a także wystąpienia wad wrodzonych.

Największe niebezpieczeństwo występuje w pierwszym trymestrze ciąży. Alkoholowy zespół płodowy stanowi trzecią co do częstości wadę wrodzoną płodu. U dzieci stwierdza się wówczas niską wagę urodzeniową, nieprawidłową budowę twarzoczaszki, upośledzenie umysłowe oraz zaburzenia zachowania. Alkoholizm matki ma też wpływ na późniejszy rozwój psychiczny dziecka.

Ciesz się życiem

Leczenie uzależnionej kobiety jest trudne. Często obawia się ona przyznania do alkoholizmu z poczucia wstydu i winy (uważa, że może być to traktowane jako dowód niepowodzenia w roli matki czy żony) lub z obawy przed utratą dzieci. Niekiedy blokuje ją sprzeciw rodziny, która chce uniknąć wstydu przed otoczeniem. Wciąż brakuje także specjalistycznych programów terapeutycznych, skierowanych do kobiet.

„Alkoholicy mają zmienność nastrojów. Ta huśtawka jest strasznie upierdliwa” – mówi Stanisława Celińska w rozmowie ze „Zwierciadłem”. „Często mam trudność z podejmowaniem decyzji. Kiedy przestałam pić, miałam zmaltretowany fizycznie organizm, na przykład wrzody, które trzeba było podleczyć. Musiałam się uspokoić, więc brałam relanium. Byłam bardzo słaba, ale stopniowo nabierałam sił. Musiałam się uczyć wszystkiego na nowo. Bez alkoholu. Pracować. Cieszyć się życiem. Nie bać się być samemu” – opowiada znana aktorka.

Bardzo ważna jest pomoc bliskich, szczególnie partnera. „Najbardziej lubię widzieć ich oboje po dłuższym czasie od jej leczenia. Już na pierwszy rzut oka są to zupełnie inni ludzie niż ci, których widziałam pierwszy raz. Nie chodzi o jakieś rewolucyjne zmiany. Ona nadal może prowadzić dom, on nadal może jej nie dawać samochodu. Patrzą jednak na siebie inaczej. Ona bez lęku i rezygnacji, on bez wyższości” – pisze Ewy Woydyłło w książce „Sekrety kobiet”.

Tekst: Rafał Natorski

źródło: kobieta.wp.pl

Jak ja rozumiem ,,BEZSILNOŚĆ”

,,Przyznaliśmy , że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu, że przestaliśmy kierować swoim życiem.
12 Kroków 12 Tradycji str.23

 - Czy jestem bezsilny wobec wszystkiego ……?
 - Czy tzw. ,, silna wola’’ może zastąpić fundamenty trzeźwego życia? Jak to było/jest u mnie?
 - Czy każdego dnia darzę innych ludzi szacunkiem i wyrozumiałością? Czy może dążę do konfrontacji i narzucam swoje racje? Jak to jest i było u mnie.

Krok I
 "Przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu, że przestaliśmy kierować własnym życiem."

Tradycja I
 "Każdy uczestnik AA jest tylko małą cząstką wielkiej całości. AA musi trwać nadal, bo inaczej większość z nas zginie. Toteż nasze wspólne dobro znajduje się na pierwszym miejscu. Ale dobro jednostki jest tuż za nim." (wersja dłuższa)

Fundament trzeźwości

,,Czy naprawdę niepicie to wszystko, czego mamy się spodziewać po przebudzeniu duchowym? Nie; abstynencja to zaledwie sam początek…”
Jak to widzi Bill, STR.8

 - Jak ja  rozumiem ,,mój fundament trzeźwości”?
 - Jak budowałem-buduje mój Fundament Trzeźwości?
 - Czy mogę pozostać na etapie budowy fundamentu? Jeśli tak to dlaczego?
 - Jakie dla mnie alkoholika-człowieka(ojca, męża, przyjaciela, pracownika) ma znaczenie słów ,,nasze wspólne dobro i jedność’’ i co za tymi słowami  idzie u mnie każdego dnia? jakie konkretne działania?

Krok I
 "Przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu, że przestaliśmy kierować własnym życiem." 

Tradycja I
 "Każdy uczestnik AA jest tylko małą cząstką wielkiej całości. AA musi trwać nadal, bo inaczej większość z nas zginie. Toteż nasze wspólne dobro znajduje się na pierwszym miejscu. Ale dobro jednostki jest tuż za nim." (wersja dłuższa)

Wystarczy uznać

 ,,Jest to bankructwo, którego nie sposób porównać z żadnym innym. Alkohol, niczym chciwy wierzyciel, dosłownie wysysa z nas wszelką niezależność i całą wolę oporu wobec jego żądań. Wystarczy uznać ten prosty fakt, aby uzmysłowić sobie pełnię naszego bankructwa jako istot ludzkich." 
Dwanaście Kroków i Dwanaście Tradycji s.23. 

1. Czy uważam że program AA jest tylko dla ,,zbankrutowanych istot ludzkich"? 
2. Kiedy zorientowałem się że, oprócz alkoholu jestem jeszcze bezsilny wobec wielu innych spraw? 3. Czy są rzeczy wobec których jestem bezsilny i bezradny?

Krok I 
"Przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu, że przestaliśmy kierować własnym życiem." 

 Tradycja I 
 "Każdy uczestnik AA jest tylko małą cząstką wielkiej całości. AA musi trwać nadal, bo inaczej większość z nas zginie. Toteż nasze wspólne dobro znajduje się na pierwszym miejscu. Ale dobro jednostki jest tuż za nim." (wersja dłuższa)

Miting otwarty AA w ZK Rzeszów

Pod hasłem „Czy i jak mam zamiar korzystać z doświadczeń zdobytych na mitingach AA po wyjściu na wolność” odbył się kolejny miting otwarty Anonimowych Alkoholików w ZK Rzeszów.
W dniu 15.12.2012 r. w zakładowej świetlicy w budynku administracji spotkały się grupy anonimowych alkoholików z: Zakładu Karnego w Rzeszowie, Zakładu Karnego w Jaśle, wolnościowej grupy AA ORION z Rzeszowa oraz osadzeni z grupy Anonimowych Narkomanów odbywający karę pozbawienia wolności w oddziale dla skazanych uzależnionych od środków odurzających lub substancji psychotropowych w rzeszowskiej jednostce penitencjarnej.

12 krok Anonimowych Alkoholików

Wyodrębniam  w tym kroku trzy podtematy: przebudzenie duchowe, niesienie posłania innym alkoholikom i stosowanie zasad programu AA w codziennym życiu. Podzielę się swoimi doświadczeniami i refleksjami w powyższych kwestiach.

Czym jest dla mnie przebudzenie duchowe? Wyższym stopniem rozwoju umysłowego i etycznego człowieka. Świadomością siebie samego, świadomością swego pochodzenia i przeznaczenia, świadomością własnej ograniczoności, a jednocześnie unikalności i niepowtarzalności we wszechświecie. Być przebudzonym duchowo, to być Człowiekiem przez wielkie "C". Być wrażliwym na to, co się dzieje w otaczającym mnie świecie, wczuwać się w sytuację innych ludzi, być gotowym pomagać, wspierać, otaczać opieką potrzebujących pomocy. Umieć dostrzegać piękno przyrody, cieszyć się drobnymi sprawami dnia codziennego, być wdzięcznym za sam fakt istnienia. Taki stan można osiągnąć przez pokorne i systematyczne praktykowanie wszystkich kroków w codziennym życiu. Nie jest to zadanie łatwe. Dlatego ludzi przebudzonych duchowo jest tak niewielu... Nawet wśród Anonimowych Alkoholików nie wszyscy doznają tego dobrostanu ciała, umysłu i ducha, który pozwala cieszyć się pełnią radosnej egzystencji. Sukcesem dla wielu z nich jest już samo odstawienie alkoholu, życie w abstynencji, niekiedy dożywotniej...
To ratuje życie często zagrożone wieloletnim nadużywaniem alkoholu.

To już tak wielka sprawa wyrwać się ze szponów nałogu. Cudownie by było, gdyby wszyscy niepijący alkoholicy osiągali stan przebudzenia duchowego, wracali do zdrowia, do rodzin, do pracy zawodowej etc. Niestety tak nie jest. Przeróżne, i nie do końca zbadane, czynniki decydują, że nie wszyscy zdrowieją. Mogą tu odgrywać rolę takie sprawy jak: uwarunkowania genetyczne, szkody w rozwoju emocjonalnym poniesione w dzieciństwie i w młodości, płodowy zespół alkoholowy (FAS), zaburzenia i choroby psychiczne (niekoniecznie spowodowane alkoholizmem), niechęć do leczenia się, do pokornego podporządkowania się zaleceniom terapeutów, lekarzy i sponsora w AA. Pocieszające jest, że rośnie liczba ludzi wracających do pełni zdrowia, do normalności, do poprawnego funkcjonowania w rodzinie i w społeczeństwie.

Co to znaczy nieść posłanie innym alkoholikom? To przede wszystkim ,,dzielić się swoim doświadczeniem, siłą i nadzieją", że z tą chorobą można sobie poradzić, że życie bez alkoholu jest nie tylko możliwe, ale może być stokroć lepsze od życia w nałogu, że powrót do normalności jest w zasięgu każdego alkoholika, który wystarczająco tego pragnie. To  informować o możliwościach podjęcia leczenia, służyć adresami ośrodków terapii uzależnień, numerami telefonów zaufania AA, spisem lokalnych grup AA, udostępniać fachową  literaturę. Anonimowi Alkoholicy jako pierwsi w historii zrozumieli, że to trzeźwiejący alkoholik jest najlepszym lekarstwem dla alkoholika wciąż pijącego.

Osobiście miałem to szczęście, żeposłanie AA  trafiło do mnie za pośrednictwem rodzonego brata Macieja, który nie pijąc wtedy alkoholu od pół roku, uczęszczając na mitingi grupy  ,,Ster" w Poznaniu, przyprowadził mnie na mój pierwszy w życiu miting Anonimowych Alkoholików. Było to 14 sierpnia 1986 roku. Dziś wiem, że to był najważniejszy dzień w moim życiu. Nie tylko dlatego, że kontakt z niepijącymi już alkoholikami zaowocował (po 5 latach...) zerwaniem z piciem, ale przede wszystkim dlatego, że całkowicie odmienił moje życie, przewrócił do góry nogami dotychczasową hierarchię wartości, uzdrowił relacje z ludźmi, zmienił stosunek do siebie samego, do świata, do przyrody, do kosmosu, do nauki, do religii... Jednym słowem uczynił mnie człowiekiem świadomym, szczęśliwym, pogodzonym z rzeczywistością, cieszącym się życiem i przepełnionym wdzięcznością za sam fakt zaistnienia na tym "najlepszym ze światów".
Zawdzięczam to wszystko temu, że Anonimowi Alkoholicy przynieśli mi posłanie trzeźwości. Pozwolę sobie wymienić niektórych przyjaciół z pierwszych, trudnych lat zmagania się z chorobą alkoholową, tych, którzy odegrali znaczącą rolę w moim trzeźwieniu. Byli to: Józef, Jan, Marian T., Rajmund, Bożena, Marek K., Adam, Mariusz, Jurek T.  Jurek K. Olek, Stefan... i wielu, wielu innych. Oprócz Anonimowych Alkoholików bardzo dużo zawdzięczam profesjonalistom, dr Danucie Dudrak i mgr Bogdanowi Ratajczakowi.
Pozostaje do omówienia trzeci fragment z 12 Kroku, a mianowicie ,,stosowanie tych zasad we wszystkich naszych poczynaniach". Zwieńczenie Programu AA. Nadrzędny cel pracy nad krokami. Cel wszelkich terapii i uczestnictwa w mitingach.

Dobre życie jest celem!

Kroki, mitingi, terapie, kontakty ze sponsorem, psychologiem, lekarzem, przewodnikiem duchowym – to wszystko ma służyć poprawieniu jakości życia. Stosować te zasady we wszystkich naszych poczynaniach to żyć świadomie, w zgodzie z samym sobą, nieustannie się rozwijać, odkrywać coraz to nowe zakamarki własnej psychiki, osobowości, charakteru. Odważnie przyznawać się do porażek, analizować popełniane błędy, rozmawiać o nich, naprawiać je... Cieszyć się każdym dniem, każdą chwilą przeżytą w trzeźwości. Pielęgnować relacje z ludźmi, zawierać liczne znajomoście i przyjaźnie, ciągle uczyć się trudnej sztuki miłości. Dostrzegać piękno przyrody, cieszyć się kontaktem z nią, próbować zrozumieć jej cudowne funkcjonowanie.
Wciąż się uczyć. Podnosić kwalifikacje zawodowe. Pracę zarobkową traktować nie tylko jako sposób na pozyskiwanie pieniędzy, ale jako wyższą wartość, coś, co nadaje sens życiu, przyczynia się do ogólnego rozwoju i służy innym.

Jestem przekonany, że to takie właśnie funkcjonowanie miał na myśli  Bill Wilson pisząc w preambule AA, naczelnym tekście Wspólnoty, o ,,wyzdrowieniu z alkoholizmu". Podobnych określeń użył w Tradycji Pierwszej i w Kroku Drugim. Stosowanie tych zasad we wszystkich naszych poczynaniach jest efektem przebudzenia duchowego i nagrodą za trud włożony w pracę nad krokami, jest dowodem na zdrowienie z alkoholizmu.

Wierzę, że już w niezbyt odległej przyszłości przestanie się mówić o uzależnieniu od alkoholu jako o chorobie śmiertelnej, nieuleczalnej, dożywotnej (co na pewno nie służy wzmacnianiu już tak kiepskiej psychiki pacjenta..), a raczej  pozytywnie wzmacniać, dawać nadzieję na powrót do normalności, roztaczać przed uzależnionym wizję całkowitego wyleczenia i wskazywać na możliwość  poprawnej, szczęśliwej  i odpowiedzialnej egzystencji. 

Trzeba jednak wyraźnie i stanowczo podkreślać, że o powrocie do kontrolowanego picia alkoholu nie ma mowy, że uczulenie na toksyczne działanie alkoholu jest trwałe, nawet u osób z wieloletnią abstynencją.Co jednak nie znaczy, że życie bez alkoholu nie może być wspaniałe!
                                                                                                                                  
                    
    Piotr Domański
                terapeuta uzależnień, członek Gminnej Komisji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych w Czerwonaku

źródło:  http://www.czerwonak.pl