Dzielimy się informacjami, doświadczeniami narosłymi wokół programu 12 Kroków i stosujących go, by wymieniać je i by dać szanse zdobycia o nich wiedzy nieuzależnionym.

Co robię by nie popełniać tych samych błędów?

"Prowadziliśmy nadal, obrachunek moralny, z miejsca przyznając się do popełnianych błędów"

"Mój dzisiejszy bilans musi się zgodzić, jeśli jutrzejszy dzień ma mi przynieść jakąś szanse. Pytam wiec siebie, czy gdzieś popełniłem błąd, i jak mogę uniknąć tego zachowania w przyszłości.
"Codzienne Refleksje" 05.10

- Czy często popełniam( świadomie) te same błędy?

Skazani ze wspólnoty Anonimowych Alkoholików z ZK w Łupkowie zorganizowali uroczysty miting otwarty.

25 września poza terenem Zakładu Karnego w Łupkowie odbył się miting otwarty samopomocowej wspólnoty Anonimowych Alkoholików „Odskok”, działającej wśród skazanych z tutejszej jednostki penitencjarnej, mającej za cel główny pomóc uczestnikom ww. wspólnoty wyzwolić się ze zgubnego uzależnienia. Spotkanie miało miejsce w malowniczej scenerii bieszczadzkich krajobrazów.
Liczne grono wśród zaproszonych uczestników stanowili żyjący na wolności abstynenci. Na udział w spotkaniu przybyli członkowie Intergrupy AA „Kresy”, funkcjonującej na terenie całego województwa podkarpackiego. Goście swoją obecnością pokazali, iż odległość nie stanowi przeszkody dla ludzi, których łączy chęć niesienia pomocy tym, którzy za kratami wyrazili wolę zaprzestania picia. Przybysze pokonali drogę liczącą kilkadziesiąt kilometrów, wstali bardzo wcześnie rano aby wziąć udział w mitingu, którego głównym celem było umocnienie się w idei życia w całkowitej trzeźwości. Wśród gości znajdował się też były skazany z ZK w Łupkowie, Pan Mariusz, który opuścił naszą jednostkę w sierpniu tego roku, a w czasie odbywania kary pozbawienia wolności brał bardzo aktywny udział w działalność tutejszej, więziennej grupy AA „Odskok”. Kiedyś jego życie niszczył alkohol, teraz na wolności unika go w każdej postaci. Aktualnie żyje w bezwzględnej abstynencji i dzięki temu odzyskał wiarę w to, że można jeszcze funkcjonować normalnie. Zerwał kontakty z niedawnymi kompanami od kieliszka, poznał dziewczynę (z którą wspólnie przyjechał na miting), podjął pracę, i co najważniejsze – postanowił już nigdy nie wracać do zakładu karnego. Swoimi refleksjami na temat pozytywów wynikających z życia w abstynencji dzielił się ze swoimi niedawnymi kolegami, uczestniczącymi teraz w mitingu. Jego budujące świadectwo nowej, pozytywnej jakości życia w trzeźwości miało dużą moc pozytywnego oddziaływania na wszystkich uczestników spotkania. Skazani bowiem silniej identyfikują się z osobami, które też „siedziały” i wyszły ze zgubnego nałogu alkoholowego. Takie osoby jak pan Mariusz po swoim przeobrażeniu mogą stanowić dla nich swego rodzaju autorytet. Często to, co w zakładach karnych mówią im o uzależnieniu psychologowie lub terapeuci wywołuje u skazanych opór - bronią się stwierdzeniem, „co ludzie z drugiej strony muru mogą wiedzieć o naszych problemach”. W tym wypadku jest inaczej - gdy widzą elegancko ubraną i zadbaną osobę, mającą rodzinę, stałą pracę i szacunek społeczny, pomimo tego, że kiedyś była w więzieniu - zyskują wiarę w to, że im też po wyjściu z więzienia może się powieść.
Miting to takie szczególne spotkanie gdzie znikają wszelkie bariery, nie ma podziału na dwie strony barykady. Wszyscy siedzą przy jednym stole, ramię w ramię – abstynenci z wolności, funkcjonariusze SW pomagający w organizacji spotkania oraz skazani grypsujący i niegrypsujący. Wspólnie odmawiają „modlitwę o pogodę ducha” autorstwa założycieli ruchu trzeźwiejących alkoholików i trzymają się za ręce. Proces zdrowienia, który uroczyście celebrują w trakcie takiego mitingu staje się wtedy procesem odzyskiwania wolności osobistej, zaś zmiana jakościowa, która się w nich dokonuje, znajduje odzwierciedlenie w zachowaniach trzeźwiejących alkoholików wobec cenionych przez nich wartości, zmierzających zarówno do odbudowy własnej tożsamości i powrotu do funkcjonowania w podstawowych rolach społecznych, jak i do dalszego – wykraczającego poza główny cel, jakim jest trwała abstynencja – rozwoju osobistego zdrowiejących alkoholików. Warunkiem rozpoczęcia tego procesu – co sobie uświadamiają, jest bezwzględne przerwanie picia i utrzymywanie abstynencji, a następnie nauka życia bez alkoholu i konstruktywne rozwiązywanie licznie występujących u tych osób problemów osobistych.

Szczególnie duże wrażenie na wszystkich uczestnikach mitingu zrobiła ilość prawie 40 osób w nim uczestniczących . Tak liczna frekwencja była możliwa dzięki zaangażowaniu samych skazanych z Wspólnoty Anonimowych Alkoholików „Odskok” z ZK w Łupkowie, którzy od wielu tygodni „żyli” tylko tym spotkaniem i zapraszali zaprzyjaźnionych przedstawicieli „wolnościowego” ruchu abstynenckiego z terenu całego województwa. To wszystko jest bardzo budujące i stanowi żywy dowód na to, że z tymi ludźmi warto intensywnie pracować, a czasu na to poświęconego nie można uważać za stracony.

tekst: Dorota Kot i Henryk Antoniewicz
źródło: Służba Więzienna.pl

Co to jest obrachunek moralny?

"Prowadziliśmy nadal, obrachunek moralny, z miejsca przyznając się do popełnianych błędów"

"Obrachunek moralny polega, między innymi, na zbadaniu chłodnym okiem szkód, które stały się naszym udziałem w życiu, i na uczciwym przyjrzeniu się im z właściwej perspektywy. Pozwala nam to pozbyć się wewnętrznego ciernia - obciążenia emocjonalnego, które nas rani i hamuje rozwój"
"Jak to widzi Bill" "List.1957

- Czy wiem co ,tak naprawdę, hamuje mój rozwój?
- Czy potrafię popatrzeć z dystansem (nie biczując się )na swoje winy?

CIągła praca

"Prowadziliśmy nadal, obrachunek moralny, z miejsca przyznając się do popełnianych błędów"

"Ciągły wgląd we własne zalety i wady, oraz pragnienie, by dzięki temu stale uczyć się i rozwijać są dla nas koniecznością."
"12 Kroków i 12 Tradycji" str.88

- Czy jestem świadom tego, co" zmuszało (zmusza )"mnie do unikania obrachunku?
- Czy z taką samą łatwością zaglądam w swoje wady jak i zalety?

Wyleczyłem się z alkoholizmu!

Czas najwyższy zerwać z piętnem, stygmatem dożywotnio chorego alkoholika!
Doszedłem do takich wniosków i zebrałem się na odwagę, by publicznie to ogłosić, po 20 latach czynnego alkoholizmu, po 25 latach obecności w AA, po 20 latach i 6 miesiącach całkowitej abstynencji, po ukończeniu rozlicznych terapii uzależnień, warsztatów, treningów asertywności, pracy nad emocjami, stresem, komunikacją interpersonalną i terapią intrapsychiczną. Uczestniczyłem w mniej więcej 5 tysiącach mitingów AA. Ukończyłem Program Rozwoju Osobistego, Studium Terapii Uzależnień. Mam certyfikat Instruktora Terapii. Mam doświadczenie zawodowe w pracy z alkoholikami w następujących miejscach: Izba Wytrzeźwień, Oddział Detoksykacji, Ośrodek Leczenia Uzależnień i Współuzależnień, ośrodki dla bezdomnych, zakłady karne, Gminne Komisje Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, Punkty Konsultacyjne.
Czuję się wyśmienicie; fizycznie, psychicznie, duchowo, w rodzinie i w społeczności, w której przyszło mi żyć. Nie jestem ciężarem dla nikogo, zarabiam na siebie, na dom, na samochód, pielęgnuję ogród, wyjeżdżam na wakacje, zwiedzam nowe miejsca, poznaję nowe kultury, spełniam się w pracy zawodowej, bo wybrałem taki zawód, w którym wykorzystuję własne doświadczenia
z przeszłości ( nieraz bolesne i wstydliwe..), by nieść pomoc ludziom dotkniętych tym samym problemem, alkoholizmem. Mam świetne relacje z moim 20 letnim synem, poprawne z jego mamą ( byłą żoną ), dobre z pozostałymi członkami rodziny. Dbam o kondycję fizyczną, duchową, wciąż się uczę, poszerzam horyzonty myślowe, dbam o swój rozwój pod każdym względem – to wszystko sprawia mi wielką przyjemność, nadaje sens mojej egzystencji, przepełnia ogromną wdzięcznością
i czyni mnie najszczęśliwszym z ludzi.
I co na to mówi współczesna, oficjalna wiedza terapeutów i przeważającej cześci anonimowych alkoholików? Że wciąż jestem ALKOHOLIKIEM !!! Człowiekiem nieuleczalnie, dożywotnio chorym na ciele, umyśle i duszy. Że człowiek, który raz się uzależnił, będzie alkoholikiem do końca życia. I taki smutny, przygniatający komunikat, bo odbierający wszelką nadzieję na całkowite wyleczenie, słyszy prawie każdy poszukujący pomocy.
I dlatego tak wielu rezygnuje, odchodzi...Niekiedy na zawsze, by już nie powstać... Smutne!
Czyż taki nieszczęśnik przytłoczony problemami, smutny i przygnębiony, nie wolałby usłyszeć,
że z tego można się wyleczyć? Że można wrócić do pełni zdrowia?
Że można wieść radosne i szczęśliwe życie? Że po odstawieniu alkoholu i uporaniu się z przyczy- -nami, które leżały u podstaw uzależnienia, do czego będzie niezbędna pomoc interdyscyplinarnego zespołu profesjonalistów, obsesja picia zniknie definitywnie i raz na zawsze, że nigdy już nie będzie musiał rozwiązywać dręczących go problemów osobowości za pomocą alkoholu i że już nigdy więcej nie będzie musiał mówić o sobie, że jest alkoholikiem?
Założę się, że 9 na 10 potencjalnych pacjentów wolałoby usłyszeć tę drugą wersję...
Nie chcę przez resztę życia nazywać się alkoholikiem! Byłbym zresztą w niezgodzie z samym sobą, bo od wielu już lat czuję się wyleczonym, zdrowym człowiekiem.
I sam, w mojej pracy terapeutycznej, postanawiam radykalnie zmienić sposób rozmawiania
z pacjentem. Będę kłaść nacisk na dawanie nadziei, nie będę nikogo nazywać alkoholikiem, ani tym bardziej przekonywać, że jest nieuleczalnie chory.
Wprost przeciwnie; roztoczę optymistyczną wizję powrotu do całkowitego zdrowia.
Będę jednak stanowczo i wyraźnie podkreślać, że o powrocie do kontrolowanego picia alkoholu
nie może być mowy !!! Abstynencja, ciagły rozwój osobisty i "niesienie posłania tym, którzy jeszcze cierpią" – warunkami zdrowia, trzeźwości trwałej, radosnej i nadającej życiu sens.
Od pierwszego mojego spotkania z anonimowymi alkoholikami, a było to w sierpniu 1986 roku, zaintrygowało mnie, dlaczego powtarzają bez końca: "jestem alkoholikiem" ? Wytłumaczono mi, że to ma im przypominać, że wciąż są alkoholikami, chorymi na śmiertelną, nieuleczalną chorobę, jaką jest alkoholizm, i że ta świadomość ma ich uchronić przed ewentualnym sięgnięciem po alkohol. Dzisiaj uważam, że o ile w pierwszym okresie walki o abstynencję, tożsamość alkoholika pozwala powstrzymywać się przed piciem, to w późniejszym życiu jest raczej przeszkodą, niż sprzymierzeńcem trwania w trzeźwości. Nieuchronnie, w życiu prawie każdego człowieka, nadchodzą trudne chwile: choroby, wypadki, rozwody, plajty finansowe, utrata rodziny, pracy, domu, zawiedzione miłości, zerwane przyjaźnie, śmierć bliskiej osoby, itp.itd...
I jak reaguje większość alkoholików? Pojawia się dobrze znana myśl: przecież mam "lekarstwo", które w przeszłości pomagało, wypiję i poczuję ulgę, przecież jestem alkoholikiem, jestem chory
i bezsilny wobec alkoholu! Twierdzę, że korzystniej będzie powiedzieć sobie w takiej trudnej sytuacji: przecież ja już nie jestem alkoholikiem, jakim byłem kiedyś, ja już nie muszę w takiej sytuacji pić alkoholu, wiem, że to przeżyję bez alkoholu, że poradzę sobie w mądrzejszy i bardziej konstruktywny sposób. Wyleczyłem się z chorego reagowania na to, co życie niesie.
Znam wielu ludzi, którzy – choć publicznie tego nie głoszą – uważają się za wyleczonych, nie piją, radzą sobie w życiu, zerwali wszelkie więzi z terapią i z AA i żyją tak, jakby nigdy nie byli alkoholikami. Mnie osobiście taka postawa nie odpowiada.
Wspólnocie Anonimowych Alkoholików zawdzięczam wszystko! Zdrowie fizyczne, psychiczne
i duchowe. Utraconą w latach picia ludzką godność. Szacunek do siebie. Możliwość rozwoju, poznawania siebie, budowania zdrowych, dojrzałych relacji z ludźmi. Odwagę bycia sobą, odwagę posiadania własnego zdania i to bez względu na to, czy się ono podoba innym, czy nie!
Odwagę zmieniania swoich poglądów i otwartość na poglądy odmienne od moich. Dojrzałość emocjonalną, tolerancję i zgodę na to, że ten "wszechświat jest taki, jaki być powinien"...
Nie mam najmniejszego zamiaru rezygnowania z przywileju bycia w AA !
Genialny twórca programu 12 Kroków, założyciel i mózg wspólnoty alkoholików, która obejmuje dziś swym zasięgiem cały świat, wspólnoty, która uratowała miliony istnień ludzkich, Bill Wilson, wizjoner, znawca psychiki alkoholika i zakamarków ludzkiej duszy, wiedział, że z alkoholizmu można wyzdrowieć. Gdyby tak nie było, nie zamieściłby w preambule, najważniejszym tekście AA, słów: "..i pomagać innym w wyzdrowieniu z alkoholizmu", podobnie, jak i w książce pod tytułem "Anonimowi Alkoholicy", gdzie słowa: wyzdrowienie, wyleczenie, przewijają się dziesiątki razy.
Napisał też, że "jedynym warunkiem uczestnictwa w AA jest chęć zaprzestania picia".
A skoro "jedynym", to znaczy, że nie ma żadnych innych!!! Nie trzeba więc przedstawiać się jako alkoholik ( jest taki zwyczaj, ale nie obowiązek.. ), nie trzeba mieć się za chorego, uzależnionego,
czy spełniać jakichkolwiek innych wymagań.
Dlatego o swoją przynależność do AA jestem spokojny.
Zdaję sobie sprawę, że tak radykalna zmiana w spojrzeniu na alkoholizm, na sposób mówienia o nim, odbieganie od utartych przez dziesięciolecia schematów, burzenie mitu
o nieuleczalności alkoholizmu – wszystko to może wywołać "burzę mózgów", skłonić do polemiki, może nawet zakłócić spokój... Nie chciałbym jednak, żeby choć jedna osoba wyciągnęła błędny
i żałośnie prymitywny wniosek, że wyzdrowienie = możliwość powrotu do picia!
Twierdzę, że jestem wyleczony, bo wiem, że alkohol mi szkodzi, nie mogę go pić, nauczyłem się żyć bez niego, nie tęsknię za nim i wiem, że do niczego nie jest mi potrzebny. Podobnie ( choć nie zupełnie.. ) ma się rzecz z papierosami. Paliłem nałogowo 25 lat, 20/30 papierosów dziennie,
na 100% byłem uzależniony. Teraz prawie 20 lat nie palę. I co, mam się do końca życia, nie paląc, przedstawiać jako uzależniony? Jestem nikotynistą ? Ani mi się śni! Byłem uzależniony
od papierosów, ale wyleczyłem się, poradziłem sobie! Jestem wolny od nałogu, jestem zdrowy!
Może są ludzie, którym lepiej się żyje z etykietką alkoholika, nieuleczalnie chorego, może nawet spodziewają się z tego tytułu specjalnych względów, łagodniejszego traktowania, większej pobłażliwości dla swojego postępowania...A może oczekują oklasków za to, że przestali pić?!?
Ja do nich nie należę! Chcę być traktowany jak każdy inny, normalny, zdrowy człowiek.
Pamiętam, przez co przeszedłem, jaki los zgotowałem moim bliskim, i co mi grozi, gdy przestanę być czujny. Mam silne postanowienie trwać w trzeźwości do końca życia, dbać o swój rozwój
i pomagać innym. Przelałem na papier te refleksje, bo wierzę niezłomnie, że takie nowe, inne, dające więcej nadziei na całkowite wyleczenie, spojrzenie na alkoholizm, może przyczynić się
do tego, że nie jeden na dziesięciu, jak jest aktualnie, ale zdecydowanie więcej ludzi zacznie się leczyć, przestanie pić i wróci do normalnego, szczęśliwego życia.
Gerber.


źródło: Spiker Poznań

Jakże łatwo

"Powadziliśmy nadal obrachunek moralny,z miejsca przyznając się do popełnianych błędów"


"Jakże..łatwo zaniechać duchowego programu nowego życia! Jak łatwo jest spocząć na laurach! Jeśli tak postąpimy, wpadniemy w nowe kłopoty. Alkohol to wyrafinowany wróg"
"Anonimowi Alkoholicy"

- Co robię by nie zaniedbywać programu?
- Po co mam prowadzić dalej, obrachunek moralny?

Musimy utrzymać aby ...


Tradycja dziesiąta wspólnoty AA

"Ponieważ zdrowienie z alkoholizmu jest dla nas równoznaczne z przeżyciem, musimy utrzymywać w jak najlepszym stanie to, co umożliwia nam przetrwanie."
12x12 str.177