Dzielimy się informacjami, doświadczeniami narosłymi wokół programu 12 Kroków i stosujących go, by wymieniać je i by dać szanse zdobycia o nich wiedzy nieuzależnionym.

Szanowanie własnych praw a asertywność


Asertywność jest ściśle związana z akceptacją siebie, z uwzględnianiem własnych potrzeb w stosunkach z innymi. I znowu, łatwo napisać o akceptacji siebie, a trudniej to zrobić. Akceptować siebie to oznacza również przyznać sobie pewne prawa. Teoria asertywności opiera się na założeniu, że każdy człowiek posiada pewne podstawowe prawa, które otoczenie powinno respektować.
Masz prawo:

* wyrażać swoje myśli i opinie, nawet jeśli różnią się one od poglądów innych ludzi;
* wyrażać swoje uczucia i być za nie odpowiedzialnym;
* mówić ludziom „tak”;
* zmieniać zdanie bez konieczności nadmiernego usprawiedliwiania się, czy szczegółowego wyjaśniania przyczyn;
* do popełniania błędów;
* powiedzieć „nie wiem”;
* powiedzieć nie rozumiesz;
* prosić o to, na czym ci zależy;
* powiedzieć „nie”, bez poczucia winy’
* do szacunku innych ludzi oraz do tego, żeby ich szanować;
* do tego, żeby Cię wysłuchano i traktowano poważnie;
* do niezależności;
* dążenia do sukcesu;
* do troszczenia się o własne potrzeby;
* do podejmowania własnych decyzji, dokonywania wyborów i radzenia sobie z ich skutkami;
* do myślenia dobrze o sobie;
* do przedstawiania innym swoich życzeń - dopóty, dopóki uznajesz, że druga osoba ma prawo odmówić;
* do dokonania wyboru w kwestii zaangażowania się w cudze problemy.

Pewnie większość tych praw wydaje Ci się dość oczywista. Ale najciekawsze, jeśli chodzi o rozwijanie swojej asertywności są te prawa, które sprawiają Tobie i wielu ludziom pewien kłopot. Jeśli na przykład masz ostatnio poczucie, że potrzebujesz wolnego czasu, a od dłuższego czasu nie pozwalasz sobie na to, to może oznaczać, że nie do końca przyznajesz sobie prawo do troszczenia się o własne potrzeby i nie przyznajesz sobie w pełni prawa dysponowania swoim czasem. A może jest coś, na czym ci bardzo zależy, ale uważasz, że nie możesz o to poprosić bo twoje przekonania, zasady nie pozwalają ci na to, i czekasz w coraz większej frustracji, aż inni ludzie domyślą się i zaproponują ci to, na czy ci zależy.
Jeśli chcesz sprawdzić swoją gotowość do korzystania z różnych praw spróbuj je przeczytać raz jeszcze, odnosząc je bezpośrednio do siebie (na przykład: „Mam prawo do...). Jeżeli zauważysz, że masz trudności z zaakceptowaniem jakiegoś zdania, jest to dla Ciebie wskazówka do zanalizowania przyczyn takiego stanu rzeczy. Być może, ma to związek z odmiennymi poglądami na ten temat, wyniesionymi z rodzinnego domu, niedobrymi doświadczeniami z przeszłości lub w ogóle z przyjętymi przez Ciebie zasadami. Trudności w zaakceptowaniu jakiegoś prawa mogą wiele wyjaśniać, mogą być wskazówką dlaczego trudno Ci osiągnąć jakiś ważny dla Ciebie cel lub pomogą znaleźć przyczynę zbytniej uległości wobec niektórych osób.
No dobrze, już wiesz, co jest potrzebne, żeby być asertywnym/ asertywną i że można się tego nauczyć.

Asertywnie? Co to znaczy?


Często po zakończeniu warsztatów na temat asertywności uczestniczące w nich osoby mówią:
„Zawsze myślałam, że asertywność to po prostu umiejętność mówienia „nie”, a teraz już wiem, że to tylko jeden z elementów postawy asertywnej”.
Coraz częściej też słyszę: „on to jest asertywny aż do bólu”.
Myślę, że czasami osoby, którym asertywność kojarzy się z wyłącznie z odmową, otwartym egoizmem, samolubstwem , bezwzględnością i brakiem poszanowania innych osób – wcale nie chcą być asertywne.
Z drugiej jednak strony jeżeli czytasz ten artykuł to z dużym prawdopodobieństwem szukasz sposobu żeby lepiej radzić sobie z odmawianiem.
O co chodzi?
Jedną z przyczyn dla których ludzie chcą dowiedzieć się czegoś więcej o asertywności jest poczucie że robią coś wbrew sobie. Zbyt często i niemal automatycznie, angażują się w sytuacje, zadania, na które zupełnie nie mają ochoty. Po chwili czują złość , frustrację , mają pretensje do siebie szefa, koleżanki, rodziców...
Być może po raz kolejny:

* zgadzasz się zrobić dodatkową pracę, bo nikt się nie zgłosił;
* kupujesz kolejną rzecz, której nie potrzebujesz bo ekspedientka była taka miła...;
* idziesz z koleżanką do kina rezygnując z własnych planów, żeby nie było jej przykro... .

Dlaczego?
często być może masz poczucie, że nie umiesz inaczej, tak trzeba, obiecujesz sobie, że to ostatni raz...
Asertywność nie jest umiejętnością wrodzoną, zresztą podobnie jak pozostałe style ludzkiego zachowania. Sposób w jaki komunikujesz się z innymi ukształtował się w procesie Twojego dzieciństwa, dorastania i na szczęście możesz go również zmieniać.
Skąd biorą się skłonności do różnego typu zachowań: agresji, uległości lub asertywności?
Wszystkie wymienione wyżej sytuacje, w których robiłaś/ robiłeś coś wbrew sobie i wiele podobnych, na które się zgadzasz chociaż nie masz na to ochoty – zmuszają Cię do dokonania wyboru .
Ze swojej definicji wybór oznacza przyjęcie jednej możliwości, a tym samym odrzucenie innych, a więc powiedzenie NIE pozostałym możliwościom.
Pierwszym krokiem do panowania nad Twoim życiem jest uświadomienie sobie możliwości wyboru.
Pewnie wiele osób czytających ten tekst w tym momencie zaprotestuje nie mogę postawić się szefowi bo wtedy stracę pracę, nie mogę iść do pracy bo mam małe dziecko, jak mogę odmówić koledze, kiedy jest w potrzebie (chociaż prosi mnie o pieniądze już trzeci raz i nie oddaje), nie mogę wziąć urlopu bo mniej zarobię i nie starczy mi na kurs językowy itd.
To prawda, Twoja odmowa powoduje różne konsekwencje, ale to nie znaczy, że nie możesz wybierać. Zazwyczaj to oznacza, że nie chcesz narazić się na konsekwencje, które Twoje decyzje za sobą pociągają.
W przedstawionych powyżej sytuacjach dokonujesz wyboru: decyduję się słuchać szefa, żeby nie narazić się na utratę pracy, zostaję w domu z małym dzieckiem bo nie chcę oddawać go do żłobka, do babci czy niani, pożyczam pieniądze bo nie chcę uchodzić za egoistyczną osobę, a kurs językowy jest dla mnie na tyle ważny, że nie idę na urlop.
Ktoś powie, że to dość oczywiste – i co z tego?
Otóż jedną z cech osoby asertywnej jest świadomość własnych potrzeb. Żeby wybierać (zgadzać się lub odmawiać) w zgodzie ze sobą, musisz wiedzieć czego potrzebujesz. Co dzisiaj, w tej sytuacji, w tym momencie jest dla Ciebie najważniejsze? Praca, rozwój dziecka, znajomość języka? Czy to znaczy, ze jeśli się tego dowiesz to będziesz to miać? W dużej mierze – TAK.
Jak pokazuje praktyka – jeśli człowiek wie czego chce, zazwyczaj to osiąga. Ale w tym wypadku chodzi jeszcze o krok wcześniej - jeśli wiesz jakie są Twoje potrzeby (jaka jest ich hierarchia) masz zdecydowanie większą szansę podjąć dobre dla siebie decyzje i wziąć za nie odpowiedzialność.
Podsumowanie:
Zawsze masz wybór. Jeśli wiesz czego potrzebujesz łatwiej dokonasz dobrego i odpowiedzialnego wyboru.

Brzmi bardzo prosto?
Czasami mam wrażenie, że im łatwiej coś powiedzieć tym trudniej zrobić. Przecież każd człowiek powinien wiedzieć czego potrzebuje. I w pewnym sensie tak jest, każdy gdzieś głęboko wie czego mu brakuje i na czym mu zależy. Ale bardzo często jest to mocno ‘zakopane’. Wielu ludzi przeszło w dzieciństwie, mniej lub bardziej skuteczny, trening zaprzeczania własnym potrzebom i odczuciom. Pewnie nie raz słyszałaś/ słyszałeś:„ nie przesadzaj, to nie może boleć”, „ po co to robisz, naprawdę wierzysz, że możesz zdać ten egzamin?” czy „ nie wychylaj się, bo tylko oberwiesz”. Takie i podobne słowa, które podważają system wartości, narzucają co jest prawdziwe, a co się tylko wydaje, doprowadzają do przyjęcia przez człowiekapewnego zbioru przekonań i zasad, którymi kierują się następnie w życiu, nie zawsze zastanawiając się czy są one słuszne czy nie.
Ten tkwiący w świadomości (i w podświadomości) zbiór nakazów, zakazów i wskazówek, ze szczegółowym oznaczeniem: „wypada - nie wypada” , „tak można” a „tak się po prostu nie robi” – może być traktowany jako swoisty kodeks postępowania, który nie podlega dyskusji.
Wielu ludzi nieustannie powiela ten sam – utrwalony od najmłodszych lat – nie satysfakcjonujący, a nawet wpędzający ich w ciągłe tarapaty schemat zachowań.
Dotarcie do Twoich własnych potrzeb i poglądów może wymagać sporo pracy, która zaczyna się już w tym momencie kiedy uświadomisz sobie, że Twoje potrzeby mogą być inne niż Twoich rodziców, opiekunów, nauczycieli czy innych osób, ważnych dla Ciebie w okresie dzieciństwa.

Internetowy Program Zmiany Osobistej

Gwiazdy na odwyku


W przypadku gwiazd showbiznesu diagnoza stwierdzająca uzależnienie jest równie stara, jak sama branża rozrywkowa. Nowością jest fakt, że muzycy i aktorzy coraz częściej zwracają się po profesjonalną pomocy do znanych klinik.

Londyński szpital Capio Nightingale specjalizuje się w leczeniu uzależnionych sław.


Lekarz psychiatra Henrietta Bowden-Jones opowiada o niełatwej kuracji odwykowej w blasku medialnych jupiterów. Ostatnio w londyńskiej klinice poddał się leczeniu m.in. gwiazdor rocka Pete Doherty. Czterotygodniowy pobyt kosztuje około 29 tysięcy euro.

SZ: Czy tacy pacjenci, jak Pete Doherty zgłaszają się do państwa w odpowiednim czasie?

Bowden-Jones: Zacznę od tego, że nie będę rozmawiała o jakichkolwiek konkretnych pacjentach. Proszę mnie zrozumieć. A powracając do pańskiego pytania – przy uzależnieniu od narkotyków czy alkoholu terapia jest najczęściej spóźniona. Pacjenci zjawiają się u nas dopiero wtedy, gdy tracą kontrolę nad swoim życiem. W przypadku gwiazd filmu czy muzyki leczenie rozpoczyna się w chwili, kiedy nie są w stanie podołać zawodowym zobowiązaniom. Czasami do rozpoczęcia terapii przekonuje ich własny agent, który tłumaczy: jeżeli nie zrobisz przerwy, zrujnujesz swą reputację. Powiedz, że jesteś zmęczony i chcesz się poddać kuracji odwykowej.

Czy na przestrzeni lat uległ zmianie rodzaj uzależnień?


Wielu naszych pacjentów jest uzależnionych od alkoholu, heroiny, kokainy. Najczęściej w grę wchodzi kilka nałogów jednocześnie. W pierwszym rzędzie jest to uzależnienie od alkoholu albo kokainy, a do tego współuzależenienie od hazardu lub seksu. Często zdarza się kombinacja alkoholu i kokainy. Zwłaszcza w środowisku gwiazd.

U zwykłych pacjentów lekarz budzi szacunek. Czy leczenie rozpieszczonych sukcesami VIP-ów jest bardziej skomplikowane?

Nie. Wie pan, kiedy zgłaszają się do nas sławni ludzie, jest to dla nich bardzo upokarzające doświadczenie. Mówiąc "upokarzające", mam na myśli fakt, że zdają sobie sprawę, iż są takimi samymi ludźmi, jak cała reszta. Tak też są przez nas traktowani.

Jak wygląda ich terapia?

Nasi pacjenci uczestniczą w czterotygodniowy programie, przebiegającym w 12 fazach. Jego najważniejszą część stanowią sesje grupowe. Uczestniczą w nich najróżniejsi ludzie. Niektórzy są niezwykle zamożni i znani, inni to osoby znakomite w swojej branży, choć niekoniecznie sławne. Są wśród nich także wybitni bankierzy i politycy. Jednym słowem, ludzie mający w Anglii naprawdę duże znaczenie.

Czy to świadomy dobór?

Tak, ponieważ sprowadza wszystkich uczestników do wspólnego mianownika. Ten zaś brzmi: jesteś taki, jak inni. Masz pewną ułomność charakteru – impulsywność albo genetyczne uwarunkowanie – która czyni cię podatnym na nałogi.

To musi być dla sławnego człowieka trudne doświadczenie – zrozumieć, że jest jednym z wielu.

O tak, bardzo trudne! Ale właśnie z tego powodu sesje grupowe przynoszą tak dobre rezultaty. Lekarz nigdy nie mógłby być tak okrutny – no, może słowo "okrutny” jest za mało czytelne, chodzi raczej o pewien rodzaj konfrontacji z pacjentami.

A na czym polega ta konfrontacja?

Kiedy do grupy dołączają nowi pacjenci, najpierw się przedstawiają: nazywam się tak i tak, jestem uzależniony od narkotyków. W terapii znaczenie ma również sama terminologia. Potem grupa wspólnie przeprowadza analizę: dlaczego odczuwałem potrzebę brania narkotyków, jak powinna wyglądać przyszłość bez nich, jakie szkody wyrządziłem mojej rodzinie, przyjaciołom i generalnie sobie samemu. Uczestnicy dokonują przeglądu całego swego życia, które doprowadziło ich do tego punktu. Przed grupą. To bardzo bolesne.

Zatem ciężka praca czy też zwyczajne odprężenie? Na czym polega metodyka tego rodzaju kuracji odwykowej?

Terapia składa się w dużej mierze z ciężkiej, bardzo intensywnej pracy. Klinika odwykowa nie jest ośrodkiem odnowy biologicznej – tam jedzie po relaks człowiek, który czuje się wewnętrznie "wypalony". Osoba uzależniona musi iść do kliniki odwykowej.

Człowiek znajdujący się nieustannie w centrum uwagi nabrał wprawy w odgradzaniu się od świata zewnętrznego. Jak się do niego zbliżyć?

To często wcale nie jest takie trudne. Znani ludzie, którzy się do nas zgłaszają, są zazwyczaj w bardzo złej kondycji i nie potrzeba zbyt wiele czasu, by dotrzeć do ich wnętrza. Oni sami chcą, żeby im pomóc.

Porozmawiajmy o Britney Spears. Jak można prowadzić leczenie, kiedy w każdej gazecie człowiek widzi swoją ogoloną głowę i czyta bardzo osobiste analizy własnego stanu duchowego?

Staramy się, aby przez pierwsze dni pacjenci byli odcięci od reszty świata. Najczęściej podczas całej terapii przebywają w klinice. Ale oczywiście mamy gazety i każdy może przynieść ze sobą to, na co ma ochotę. Na tym także polega sens terapii: nauczyć się ponownego spotkania z rzeczywistością – ze wszystkim, co się z nią wiąże. Media będą nadal pisały o tych ludziach, nic tego nie zmieni. Jak w takim razie w przyszłości zaradzić stresowi i atakom na sferę prywatności? Właśnie nad tym pracujemy w trakcie terapii.

Ale przecież również lekarze czytają plotkarskie kolumny. Czy dysponując taką wiedzą nie jest im trudno o neutralne zachowanie wobec pacjentów?

Odpowiem pytaniem na pytanie: co ma uczynić lekarz, kiedy ktoś bardzo znany złamie sobie nogę? Czy zmieni to sposób przeprowadzenia operacji? Nie, tak by się nie stało. Sam pan widzi, że reszta świata nie traktuje tych osób jak normalnych ludzi, a więc my musimy to robić. Po prostu wykonujemy swoją pracę.

Niektórzy przerywają leczenie, tak jak to zrobił Robbie Williams.

Długość leczenia i jego koniec zależą od motywacji pacjenta do powrotu do zdrowia. Jeżeli ktoś jeszcze nie dojrzał do takiej decyzji, zdarza się, że przerywa terapię. Gwiazdy dodatkowo znajdują się pod presją kalendarza swoich zajęć. Myślą mniej więcej tak: o Boże, niedługo mam turniej piłkarski albo tournée. Jego odwołanie będzie mnie kosztowało masę pieniędzy i ludzie zaczną zadawać niewygodne pytania. Jeżeli ktoś ma normalną pracę, łatwiej mu powiedzieć w trakcie jej wykonywania: źle się czuję, muszę sobie zrobić przerwę.

Kiedy był u was na leczeniu Pete Doherty, przed drzwiami kliniki wystawały tłumy paparazzich. Jak traktujecie tego rodzaju nieproszonych gości?

Cóż, staramy się mieć z nimi jak najmniej do czynienia.

Ale jak sobie radzicie, kiedy fotografowie przekradają się na teren szpitala i zakłócają sferę prywatności?

Podejmujemy środki zapobiegawcze, aby do tego nie dopuścić. Do kliniki nie wejdzie nikt, kto nie jest pacjentem albo nie jest umówiony.

Gdy leczenie dobiega końca, pacjeni są znowu narażeni na szum medialny. Czy rośnie niebezpieczeństwo nawrotu choroby?

Nie można zaprzeczyć, że presja jest ogromna. Ale podobne napięcie obciąża również życie ludzi, których moglibyśmy uznać za przeciętnych. Może nie są w stanie zapłacić czynszu za mieszkanie, może mają chore dziecko. Między ich problemami a stresem można postawić znak równości. Dlatego niekoniecznie trudniej jest pozostać "clean" żyjąc pod ciągłą obserwacją mediów.

Ilu pacjentów po opuszczeniu kliniki znowu do was powraca?

Uzależnienie jest chorobą chroniczną. Jeżeli człowiek zapomni, dlaczego skończył z nałogiem, może znowu wziąć górę dawny styl życia i cechy charakteru, które pchnęły go do uzależnienia.

źródło: onet.pl

Narodziny gwiazdy / Star Is Born



Esther Hoffman (Barbra Streisand) jest młodą, początkującą piosenkarką. Poznaje Johna Normana (Kris Kristofferson), uznanego gwiazdora muzyki rockowej, który przeżywa poważny kryzys swej kariery. Znajomość przekształca się w przyjaźń, aż w końcu Esther i John zostają kochankami.
Mężczyzna przekonany jest o wielkim talencie wokalnym dziewczyny. Pod jej wpływem rzuca alkohol i powściąga swoje awanturnicze zapędy. Pomaga Esther w pracy nad nowym repertuarem, wierząc, że osiągnie sukces. Występ Esther na koncercie dobroczynnym zwieńczony zostaje tryumfem. Publiczność zachwycona jest śpiewem wokalistki.
Esther i John postanawiają wziąć ślub. Wkrótce potem piosenkarka wyrusza na swoje pierwsze tournee, które przynosi jej sławę. John usiłuje w tym czasie odbudować swoją pozycję na rynku muzycznym, ale jego nowe piosenki nie cieszą się uznaniem. Przebrzmiała gwiazda topi swe frustracje w strumieniach alkoholu, wywołuje skandale i awantury, upokarza swoją młodą żonę.
Esther, w imię miłości do męża, postanawia zrobić wszystko, aby odbudować ich relacje...

Link do filmu pisz: lapetekpl @ gmail.com

Russell Crowe jako uzależniony od alkoholu kochanek


Russell Crowe zagra kochanka Beyonce Knowles w remake’u klasyku Narodziny gwiazdy / Star Is Born.

Z nową wersją przeboju kinowego z 1937 roku był do niedawna związany Robert Downey Jr, ale ostatecznie główna rola męska zostanie prawdopodobnie powierzona gwiazdorowi filmu "Gladiator".

Film o uzależnionym od alkoholu i starzejącym się muzyku, który zakochuje się w młodej artystce, doczekał się już dwóch remake’ów: w 1957 roku z Judy Garland i Jamesem Masonem oraz w 1976 roku z Barbrą Streisand i Krisem Kristoffersonem w rolach głównych.

Reżyserem nowej wersji będzie Nick Cassavetes.

Pozytywne myślenie zamiast spotkań AA?


To mit, że alkoholizm jest chorobą, z którą trzeba nauczyć się żyć – twierdzi Joe Gerstein. Amerykański lekarz stworzył program wyjścia z nałogu, który całkowicie zaprzecza zasadom Anonimowych Alkoholików, a jego fundamentem jest pozytywne myślenie.


W powszechnym przekonaniu alkoholizm jest chorobą, więc jeśli ktoś chce przestać pić i naprawić swoje życie, cały czas musi się leczyć. A ponieważ większości ludzi nie stać na to, by na stałe zamieszkać w klinice odwykowej, najlepszym wyjściem dla nich jest dołączenie do Anonimowych Alkoholików, odwołanie się do pomocy Siły Wyższej, poskromienie nałogu według programu 12 kroków oraz dożywotnie uczestnictwo w spotkaniach AA.

– To nie jest konieczne – twierdzi Joe Gerstein, emerytowany profesor medycyny. – To mit, że nie da się wyjść z nałogu bez uczestnictwa w AA.

Gerstein sam przez lata był wyznawcą tego mitu i niejednokrotnie kierował pacjentów z problemem alkoholowym na spotkania AA. Jak sam przyznaje – z różnym skutkiem. – W swoim gabinecie spotykałem ludzi z brzuchami opuchniętymi przez marskość wątroby. Po wyjściu z pracy widziałem, jak ci sami ludzie wychodzili z pełnymi torbami ze sklepu monopolowego – wspomina profesor.


Gerstein przyznaje, że AA to „szczególny program”, który w ciągu ostatnich 75 lat pomógł milionom ludzi. Ale jednocześnie twierdzi, że jest to program zły – „z powodów etycznych, medycznych i psychologicznych”.

Gerstein jest prezesem i założycielem Smart Recovery, programu alternatywnego wobec AA, który powstał w 1994 roku w Stanach Zjednoczonych i od tego czasu zdobywa coraz więcej zwolenników. Na początku marca Gerstein wystąpił na konferencji w Londynie na zaproszenie organizacji charytatywnej Alcohol Concern, poświęconej promocji programu Smart Recovery, jako nowego sposobu pomocy osobom z problemem alkoholowym, których liczbę ocenia się w Wielkiej Brytanii na 1,1 miliona.

Brytyjskie Ministerstwo Zdrowia jest żywo zainteresowane poszerzeniem możliwości leczenia alkoholizmu i przeznaczyło 100 tysięcy funtów na dwuletni program pilotażowy Smart Recovery w Wielkiej Brytanii. Na razie liczebna proporcja klubów AA wobec konkurencji jest bardzo nierówna. W samym Londynie spotyka się około 300 grup AA, podczas gdy liczba klubów Smart wynosi po 20 w Anglii i Szkocji.

Niemniej jednak nowa inicjatywa wzbudza zainteresowanie ekspertów. Nicolay Sorensen, rzecznik organizacji Alcohol Concern mówi: – AA mają ogromny zasięg. Na chwilę obecną, Smart Recovery stanowi dla nich jedyną alternatywę. Program ten ma potencjał, udowodnioną skuteczność i cieszy się rosnącą popularnością.

Program wychodzenia z nałogu Smart opiera się na terapii poznawczo-behawioralnej, a zwłaszcza na jednym z jej elementów, zwanym racjonalno- emotywną terapią zachowań. Gerstein nazywa Smart „programem wiary w siebie” i odrzuca teorię AA o chorobie alkoholowej i definiowaniu ludzi z problemami alkoholowymi jako „chorych na alkoholizm”.

Podobnie jak AA, Smart Recovery działa na zasadzie organizacji non-profit o międzynarodowym zasięgu. Program jest znany w Australii, Uzbekistanie i innych odległych zakątkach świata. Podręcznik Smart Recovery został przetłumaczony m.in. na rosyjski, perski i chiński. Podobnie jak AA, Smart jest stosowany w zakładach karnych, ma za cel abstynencję i jest darmowy, chociaż w dużym stopniu utrzymywany jest z dobrowolnych datków. Różnica polega na tym, że Smart opiera się na nauce i jest światopoglądowo neutralny, podczas gdy ruch AA jest silnie związany z religijnością. Wiele z osób, chodzących obecnie na spotkania 370 grup Smart Recovery w Ameryce, próbowało wcześniej AA, lecz zniechęcił je nacisk na to, by członkowie porzucali nałóg w wyniku duchowego nawrócenia, twierdzi Gerstein.

Dla niego samego kluczową różnicą jest to, że filozofia Smart Recovery jest pozytywna. – Uważamy, że uzależnienie jest bardzo ludzkim uwarunkowaniem i może być pokonane własnymi siłami przez osobę uzależnioną. Odrzucamy przekonanie, iż ludzie wpadają w nałóg na całe życie. Są tacy, którym pomagają książki, medycyna, wsparcie bliskich lub profesjonalna opieka lekarska. Wszystkie sposoby są właściwe. Ze Smart Recovery ludzie dokonują zerwania z nałogiem sami. Podstawą naszego programu jest wiara w to, że istota ludzka posiada w sobie zdolność, by pokonać najgorsze uzależnienia.

Anonimowi Alkoholicy mają swoją „Wielką Księgę”, natomiast Smart cztery punkty kluczowe oraz „zestaw narzędzi” – zbiór sposobów na to, jak zmienić swoje zachowanie. Przykładowo, gdy ktoś czuje napięcie pod koniec dnia pracy, może zastosować narzędzie ABC, gdzie A oznacza Zdarzenie Aktywujące (ang. Activating Event): wyjście z pracy, B oznacza Przekonanie (ang. Belief) o potrzebie rozładowania stresu drinkiem, a C oznacza Konsekwencje (ang. Consequence), czyli upicie się. Smart Recovery uczy swoich uczestników, w jaki sposób przerwać ten nieracjonalny ciąg, pomagając im zrozumieć mechanizmy przyczynowo-skutkowe – czyli dlaczego robią to, co robią, niszcząc przy tym życie swoje i swoich bliskich, i jak temu zapobiec.


– Na spotkaniach Smart Recovery nie modlimy się, nie odmawiamy „Ojcze Nasz” i nie zawodzimy pieśni – mówi Gerstein. – Nie pokładamy nadziei w siłach nadprzyrodzonych i nie oczekujemy, że ludzie będą tu przychodzili w nieskończoność. Przychodzą, zdrowieją i żyją dalej.

żródło: onet.pl