Dzielimy się informacjami, doświadczeniami narosłymi wokół programu 12 Kroków i stosujących go, by wymieniać je i by dać szanse zdobycia o nich wiedzy nieuzależnionym.

Anonimowi Alkoholicy bez Boga

Program Anonimowych Alkoholików pomógł setkom tysięcy ludzi (jeżeli nie milionom) na całym świecie. Sama organizacja jest powszechnie znana, podobnie jak afirmowane przez nią 12 kroków drogi ku trzeźwości. Program 12 kroków powstał ponad siedemdziesiąt lat temu i przez te wszystkie lata jedna grupa musiała się czuć nieswojo próbując postępować zgodnie z zaleceniami wyłuszczonymi w kolejnych punktach – ateiści i agnostycy.

Dlaczego ateiści i agnostycy mieliby odczuwać dyskomfort należąc do AA? Ciężko, by było inaczej, gdy 6 (a nawet 7, jeżeli się odpowiednio ostatni krok zrozumie) z 12 kroków odwołuje się do Boga lub „Siły Większej”. Oto te 7 kroków (za oficjalną stroną Anonimowych Alkoholików):

2. Uwierzyliśmy, że Siła Większa od nas samych może przywrócić nam zdrowie.
3. Postanowiliśmy powierzyć naszą wolę i nasze życie opiece Boga, jakkolwiek Go pojmujemy.
5. Wyznaliśmy Bogu, sobie i drugiemu człowiekowi istotę naszych błędów.
6. Staliśmy się całkowicie gotowi, aby Bóg uwolnił nas od wszystkich wad charakteru.
7. Zwróciliśmy się do Niego w pokorze, aby usunął nasze braki.
11. Dążyliśmy poprzez modlitwę i medytację do coraz doskonalszej więzi z Bogiem, jakkolwiek Go pojmujemy, prosząc jedynie o poznanie Jego woli wobec nas, oraz o siłę do jej spełnienia.
12. Przebudzeni duchowo w rezultacie tych Kroków, staraliśmy się nieść posłanie innym alkoholikom i stosować te zasady we wszystkich naszych poczynaniach.

Ruch Anonimowych Alkoholików opiera się na szczerości, szczerości zarówno wobec innych (tych, których się skrzywdziło przez swój nałóg), jak i szczerości wobec siebie (która jest niezbędna, by zmierzyć się ze swoim uzależnieniem). Jak jednak mierzyć się z problemem alkoholizmu nie będąc szczerym w realizacji tych 6-7 punktów, nie będąc szczerym podczas wspólnych modlitw (którymi najczęściej kończy się spotkanie AA) czy podczas własnych prób skomunikowania się z Bogiem, w którego się nie wierzy?

 Jak ciężka była ta sytuacja dla ateistów i agnostyków należących do AA opisuje artykuł Samuela Freedmana z New York Times link który powstał po tym, jak autor udał się na spotkanie niereligijnego skrzydła AA w Nowym Jorku. Freedman usłyszał od swoich rozmówców, że mierzyli się jednocześnie z dwoma problemami: alkoholizmem i hipokryzją. Często więc dokonywali wyboru „trzeźwość, ale hipokryzja”. Uczestnicząc w spotkaniach, na których mieli się otwierać i być sobą musieli ukrywać swoje przekonania, lub postępować niezgodnie ze swoim światopoglądem. Warto pamiętać, że status AA podkreśla otwarty, pozbawiony ocen charakter grup i nie wyłącza ateistów ze swoich szeregów. W końcu jedynym wyznacznikiem przynależenia do AA jest pragnienie pokonania nałogu. Jednak sposób funkcjonowania stowarzyszeń oraz owe 6-7 z 12 kroków sprawiają, że ateiści i agnostycy w praktyce należą do grup o charakterze para-religijnym.

 To nie znaczy, że ci szczególni członkowie AA od początku buntowali się i ścierali się z resztą grupy. Wypowiedź Vica dobrze oddaje najczęstszą postawę: „byłem gotów spróbować wszystkiego. Jeżeli miałem całą noc modlić się na kolanach, robiłem to.” Inny członek AAA (jeżeli możemy użyć tego akronimu Anonimowych Alkoholików – Ateistów) – Glen – podkreślał, że nie tylko niewierzących cechowało podejście „udawaj, dopóki nie uwierzysz”. I – jego zdaniem – pewnie wielu uwierzyło i dla wielu taka postawa była wystarczająca. Jednak nie dla Glena i jemu podobnych, którzy zaczęli szukać sekularnych grup, w których mogliby znaleźć wsparcie.

 A okazuje się, że sekularnych grup AA przybywa nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale na całym świecie. W U.S.A., w Kalifornii w tym roku odbędzie się nawet pierwsza narodowa konwencja takich grup wsparcia. Wzrost liczebności tego typu stowarzyszeń dla osób określających się jako ateiści, agnostycy, sekularyści, humaniści czy sceptycy może związany być z rolą, jaką odegrali w ostatnim dziesięcioleciu Nowi Ateiści (Dawkins, Harris, Maher i inni) w uświadamianiu rzesz Amerykanów (i nie tylko), że być ateistą nie jest niczym wstydliwym i że takie jednostki nie są same. A przecież np. Świeckie Organizacje dla Trzeźwości (SOS – Secular Organizations for Sobriety) funkcjonują od roku 1985. Zdaje się jednak, że wraz ze wzrostem „widzialności” ateistów na świecie (i przede wszystkim w mediach) coraz więcej członków AA przestało obawiać się porzucenia drogi, która zmuszała ich do hipokryzji w kwestii istnienia Boga, by móc zachować trzeźwość. Obecnie wiedzą oni, że znajdą wsparcie i pomoc w grupach, w których będą mogli pozostać w pełni szczerzy wobec siebie i innych oraz wierni swoim ideałom.

 Niereligijne grupy AA stworzyły także swój własny program 12 kroków, modyfikując klasyczną wersję po raz pierwszy przedstawioną prawie 100 lat temu w książce Alcoholics Anonymous: The Story of How More Than One Hundred Men Have Recovered from Alcoholism z roku 1939. Co więcej, stworzyły takich wersji kilkanaście, lub całkowicie z tych kroków zrezygnowały (jak np. SOS). Na stronie AAAgnostica.org można znaleźć aż 9 różnych wersji 12 kroków, w tym przeznaczoną dla nie-teistyczych buddystów, humanistów, wolnomyślicieli oraz wersję terapeuty Gabe’a. Najkrótszą wersją 12 kroków jest przygotowana dla humanistów:

 1. Przyznaliśmy, że wszystkie starania, by przestać pić zawiodły.
2. Uważamy, że musimy zwrócić się po pomoc.
3. Zwracamy się do towarzyszy I towarzyszek, szczególnie tych, którzy zmierzyli się z tym samym problemem.
4. Stworzyliśmy listę sytuacji, gdy istnieje największa szansa, że wypijemy.
5. Poprosiliśmy przyjaciół o pomoc, by pomóc nam unikać takich sytuacji.
6. Jesteśmy gotowi zaakceptować ich pomoc.
7. Mamy szczerą nadzieję, że nam pomogą.
8. Stworzyliśmy listę osób, które skrzywdziliśmy i mamy nadzieję im zadośćuczynić.
9. Zrobimy co w naszej mocy, by zadośćuczynić tym, których skrzywdziliśmy, z wyjątkiem tych przypadków, gdy zraniłoby to ich lub innych.
10. Będziemy nadal spisywać takie listy i jeżeli trzeba, uaktualniać je.
11. Doceniamy to, co nasi przyjaciele zrobili i robią dla nas, by nam pomóc.
12. W zamian, jesteśmy gotowi pomóc innym, którzy o tę pomoc się do nas zwrócą.

 Fenomen grup AA dla ateistów i agnostyków nie dotyczy tylko Stanów Zjednoczonych, gdzie takich grup ma obecnie być ponad 125 (większość z nich znajdziemy na stronie Agnostyków AA z Nowego Jorku). Agnostycy walczący z nałogiem znajdą dedykowane im grupy w Kanadzie, Anglii, Francji, Japonii i zapewne wielu innych krajach. Niestety nie udało mi się znaleźć takich odłamów AA w Polsce, ale może być temu winna moja nieumiejętność odszukania ich. Z łatwością jednak natrafiłem na wyjaśnienie drugiego kroku („Uwierzyliśmy, że Siła Większa od nas samych może przywrócić nam zdrowie”) na portalu alkoholik.org, które to dobitnie ukazuje dlaczego ateistom i agnostykom może nie odpowiadać uczestniczenie w programie, w którym zakładane jest „doprowadzenie [niewierzących] do wiary”:

 Dlatego też Drugi Krok jest punktem, w którym wszyscy się spotykamy… Agnostyk, ateista i odszczepieniec od wiary – przy tym Kroku wszyscy możemy podać sobie ręce… Prawdziwa pokora i otwarty umysł mogą doprowadzić nas do wiary, a każdy miting AA jest gwarancją, że Bóg przywróci nas do zdrowia, jeżeli szczerze Go o to poprosimy.

Ciężko nie przyklasnąć staraniom tych grup i jednostek, które dzięki temu mogą pomóc większej ilości osób, oraz wskazać drogę naprawy opartą na odkrywaniu siły w samym sobie, nie zaś oparcia w jakiejś zewnętrznej sile. Niezwykle ciekawi mnie zaś, czy takie stowarzyszenia istnieją już w Polsce, a jeżeli nie, to czy wkrótce się pojawią?

źródło: natemat.pl

Dla jednych ratunek, dla innych obiekt śmiechu

Przy okazji premiery filmu „Pod Mocnym Aniołem” częściej w opinii publicznej przejawia się temat alkoholizmu. Ci, którzy widzieli film, zapewne doskonale kojarzą sceny, kiedy osoby na odwyku, siedząc obok siebie, przyznają lub próbują się przyznać do swojej bezsilności wobec alkoholu. W rzeczywistości to tylko wstęp do długiej drogi trzeźwienia.

Odwyk po kilku tygodniach się kończy, a alkoholik musi na nowo zacząć żyć. Wielu z nich nie daje rady i po kilku tygodniach, czy miesiącach wraca do picia. Inni podejmują walkę, ale muszą szukać wsparcia.

Idea AA, która pomaga
- Dla opinii publicznej ruch anonimowych alkoholików jest często czymś prześmiewczym – mówi Kacper, student 5 roku psychologii, który specjalizuje się w leczeniu uzależnień, głównie od alkoholu.

Jak przekonuje, tzw. meetingi, na których osoby uzależnione, ale niepijące mogą się ze sobą spotkać, to coś na wzór przedłużenia terapii i zebrania sił na dalsze dni życia w trzeźwości. Czy każdy może przyjść? Jak głosi oficjalny statut, jedynym warunkiem uczestnictwa we wspólnocie jest chęć zaprzestania picia. Nie ma w AA żadnych składek ani opłat. Wspólnota AA nie jest też związana z żadną sektą, wyznaniem, działalnością polityczną, organizacją lub instytucją, nie angażuje się w żadne publiczne polemiki, nie popiera ani nie zwalcza żadnych poglądów.

Reguły funkcjonowania wspólnoty wyznacza 12 zasad. To między innymi informację, że jedynym warunkiem przynależności do AA jest pragnienie zaprzestania picia, każda grupa ma jeden główny cel: nieść posłanie alkoholikowi, który wciąż jeszcze cierpi. Grupa AA nie powinna popierać, finansować ani użyczać nazwy AA żadnym pokrewnym ośrodkom ani jakimkolwiek przedsięwzięciom, ażeby problemy finansowe, majątkowe lub sprawy ambicjonalne nie odrywały nas od głównego celu. Każda grupa powinna być samowystarczalna i nie powinna przyjmować dotacji z zewnątrz. Anonimowi Alkoholicy nie zajmują stanowiska wobec problemów spoza ich wspólnoty, ażeby imię AA nie zostało nigdy uwikłane w publiczne polemiki.

Prawie 80 lat
Ruch AA ma prawie 80 lat. Zrodził się w czerwcu 1935 roku w USA. Incjatorem był makler giełdowy William Griffith Wilson. Drugim współzałożycielem był Robert Holbrook Smith. 14 sierpnia 1995 została zarejestrowana fundacja "Biuro Służby Krajowej Anonimowych Alkoholików w Polsce" i otrzymała upoważnienie do publicznego reprezentowania AA również jako osoba prawna.
źródło: natemat.pl

Obejrzałem “Pod mocnym aniołem”

Oglądałem wczoraj film “Pod mocnym aniołem”. Mam mieszane wrażenia. Alkoholizm jest pokazany jako coś bardzo dramatycznego. Spotkałem się kiedyś z takim zdaniem: słyszałem od ludzi, że pili wszystko oprócz smoły więc uznałem, że ze mną nie jest tak źle. Mówili to ludzie, którym trudno było przyznać, że mają problem z alkoholem.

Film pokazuje faktycznie dość ostry stan uzależnienia. Nieliniowe życie, nie wiadomo czy jest zima czy lato, czy jest teraz, wczoraj czy jutro. Halucynacje, wyobraźnia, nie rozróżnianie jawy od snu. Zatrata w piciu do zagrożenia życia i przypadkowy ratunek przez ludzi, którzy akurat się napatoczyli. Kompletny brak szacunku do siebie objawiający się pogardą wobec wszystkich i wszystkiego. Bohater, gdy wydaje się być w lepszym stanie ducha, wypowiada kompletne idiotyzmy, które są przyjmowane jak jakieś niesamowitości. To akurat wskazuje na pustkę słuchaczy i ten rodzaj przyzwolenia na picie dający poczucie robienia czegoś niezwykłego. A przecież mamy do czynienia z degeneracją umysłową. Jest i obrzydliwy seks. Kał, rzygi i płynący mocz po nogach.  Świat zawężony do kilku punktów, w których realizuje się całe, rzeczywiste, życie pijaka, knajpa, sklep, dom, kibel i odwyk.

Generalnie wszystko jest w tym filmie obrzydliwe. Dlatego raczej nie jest to film edukujący o alkoholizmie, ale skierowany do dość wąskiej grupy widzów, mających to za sobą. Widzowie, którzy nie znają alkoholizmu tak głębokiego raczej nie zrozumieją w czym rzecz. I raczej nie można go traktować jako film ostrzegawczy. Na mnie zadziałał obudzająco. Obudził pewne wspomnienia, sytuacje, a przede wszystkim to poczucie oblepienia brudem, jakie mi towarzyszyło w ostatnich latach picia. Popracowałem nad sobą sporo i solidnie, dlatego mną te wspomnienia nie wstrząsnęły, a podejrzewam, że ludzie, którzy nie mają odpowiedniego dystansu do siebie (odpowiedniego nastawienia duchowego, jak nazywa to mądrość AA), mogą znaleźć się w bardzo niekomfortowej sytuacji. Będą więc opowiadać wszystko o tym filmie oprócz tego, że ujawnia jakim syfem jest pijaństwo. Będą koloryzować i uciekać od świadomości, że pozostają w niewoli choroby alkoholowej, choć wiele lat nie piją. Będą i tacy, którzy stwierdzą, że ich obawy co do własnego picia są nieuzasadnione.

 Mam mieszane wrażenia więc nie wiem, czy polecać ten film, czy nie polecać.

źródło:  JaroSławek

Czy Polacy znowu przerzucą się na jabole?

"Alpagi łyk i dyskusje po świt, niecierpliwy w nas ciskał się duch" - śpiewa Perfect w kultowej "Autobiografii". Tanie wino, znane też jako jabol, bełt, sikacz czy perszing prowokowało do nocnych rozmów oraz zabaw kilka pokoleń Polaków. Dlatego do dzisiaj jest wspominane z dużym sentymentem, choć jego skład i technologia produkcji pozostawiały sporo do życzenia.

Niewiele produktów alkoholowych odcisnęło takie piętno na polskiej kinematografii jak jabol. To właśnie butelkę po tanim winie odnajdują wędrujący po świecie przyszłości Maks i Albercik z kultowej "Seksmisji". "Hej! Nasi tu byli" - komentuje Maks, po wyciągnięciu flaszki z kalosza. W filmie "Skazany na bluesa", główny bohater bierze udział w zawodach w piciu bełta na czas. Natomiast Tomasz Adamczyk - postać z komedii Juliusza Machulskiego "Pieniądze to nie wszystko", w wyniku zbiegu okoliczności trafia do zbankrutowanego PGR-u i razem z jego mieszkańcami postanawia uruchomić produkcję taniego wina, które szturmem zdobywa serca i żołądki wioskowych smakoszy.

Nie pił? Jest podejrzany! 

 Choć popularna alpaga lata świetności ma już sobą, wielu Polakom wino wciąż kojarzy się z tego typu produktami. Świadczą o tym wyniki niedawnego badania przeprowadzonego na zlecenie Winnicy Zbrodzice. Blisko 56 proc. ankietowanych przyznało, że polskie wino to dla nich przede wszystkim tani trunek produkowany głównie z jabłek, nazywany często jabolem albo jabcokiem. Co ciekawe, sondaż przeprowadzono wśród osób, które takiego napoju już raczej nie piją, a przeważnie sięgają po wina z Hiszpanii, Włoch i Francji w przedziale cenowym od 30-45 złotych. Jak widać, siła sentymentu jest ogromna. Alpaga, bełt, mózgotrzep czy sikacz (synonimy można mnożyć) towarzyszyły kilku pokoleniom Polaków i wciąż są chętnie wspominane. - Jak byłem młody, ładowaliśmy perszingi bez opamiętania. To były wspaniałe czasy. Kilka lat temu chciałem z kumplem powtórzyć ten rytuał. Kupiliśmy w sklepie po dwie butelki na głowę i poszliśmy do parku. Otworzyliśmy pierwszą flaszę, wypiliśmy twardo połowę i... pozostałe odnieśliśmy do sklepu. Człowiek jednak z wiekiem nabiera wysublimowanego smaku i zaczyna szanować własną wątrobę - opowiada Artur.

 Miłośnikiem alpagi był nawet Stefan Niesiołowski. - Jeśli ktoś nie pił taniego wina, to dla mnie jest podejrzany. Bo albo był wychowany w jakimś obrzydliwym luksusie i nie zna życia, albo nigdy nie był młody - stwierdził polityk w rozmowie z "Dziennikiem". - W czasach studenckich byliśmy bardzo biedni, więc piliśmy tanie wino. Pamiętam, jak kiedyś prosto z akademika wsiedliśmy do taksówki i powiedzieliśmy: My nie płacimy za kurs, bo paliwo mamy własne. Tak nam się odbijało tym benzenem, tą benzyną z wina - wspomina Niesiołowski

Owoce na spirytusie 

Tanie wino zaczęło zdobywać rynek już w latach 50. XX wieku. To wtedy włodarze PRL postanowili udowodnić, że Polska nie jest tylko krajem "wódką płynącym". W blisko 100 zakładach przetwórczych rozpoczęła się wówczas masowa produkcja napojów alkoholowych na bazie owoców, głównie jabłek, choć wykorzystywano też wiśnie, truskawki czy porzeczki.
Z tradycyjnym winem ten trunek miał niewiele wspólnego. Ogromny popyt powodował, że produktowi brakowało czasu na leżakowanie. W późniejszych latach proces technologiczny ograniczał się do zmieszania spirytusu z sokiem owocowym, co miało miejsce zwłaszcza w latach 80., gdy komunistyczny kraj cierpiał na permanentny deficyt cukru.
Nieodłącznym składnikiem jabola był oczywiście dwutlenek siarki, któremu konsumenci przypisywali charakterystyczny "aromat" napoju. Jednak zdaniem fachowców kwaśny smak miał inną przyczynę - niechlujność producentów, zbyt wcześnie lub zbyt późno kończących fermentację, czego efektem było ogromne stężenie kwasu octowego i aldehydów w alpadze. Trunek sprzedawano w butelkach zamykanych tradycyjnym kapslem lub plastikowym korkiem, dzięki czemu konsumenci nie mieli problemów z otwarciem napoju, który - chyba jako jedyne wino na świecie - miał także określony termin przydatności do spożycia. Jabole różniły się składem i smakiem, ale łączyła je niska cena. "Tanie wino jest dobre, bo jest tanie i dobre" - głosiło znane w PRL-u powiedzenie. Cena rosła jednak razem z inflacją - w latach 60. butelka alpagi kosztowała 20 zł, w 1981 r. już 100 zł, a w 1989 - 6200 zł.

Atak na zakład 

Jabola pili wszyscy. "Wino trafiło pod strzechy i na ulice. Do biur i szkół. Pił je murarz, tokarz, cieśla, zdun, inżynier wykuwając swój szczęśliwy los. Było tanie, ogólnie dostępne. I niezawodne w działaniu" - czytamy w artykule "Historia pisana patykiem", który ukazał się w "Polityce".

Owocowy trunek można było kupić wszędzie. W małych, wiejskich sklepach "zestaw obowiązkowy" stanowiły: nafta, musztarda, ceres (rodzaj margaryny) oraz tanie wino. O popularności jabola świadczą statystyki. W 1950 r. przeciętny Polak wypijał niespełna litr tego napoju rocznie, dwadzieścia lat później już ponad 5 litrów, natomiast na początku lat 80. - blisko 8,5 l.

W czasach stanu wojennego kryzys gospodarczy spowodował problemy z dostępnością taniego wina. "Entuzjaści płynnego owocu podejmowali trudne i niebezpieczne akcje, by zdobyć choć łyk ulubionego trunku. Czasem zbierali się w grupy i niczym współcześni Argonauci udawali się przez płoty po swoje Złote Runo. W Warsowinie przy ul. Żelaznej nie odstraszała ich nawet milicja i ogrodzenie posypane roztłuczonym szkłem.(...) W Warce wojsko zainstalowało specjalne zasieki, sprowadzono psy z Sułkowic. - Tu były takie sceny, że w głowie się nie mieści - zapewnia kierownik Stoczkiewicz. - Zbierały się trzydziestoosobowe grupy i atakowały zakład. Plan mieli prosty: dolecieć do tanku, otworzyć go, nalać do wiaderka lub worka foliowego i wynieść, upijając ile się da po drodze" - czytamy w "Polityce".

Dzisiaj producenci taniego wina mogą tylko pomarzyć o takiej "popularności". Konsumpcja tego trunku systematycznie spada. "Za 10 lat w ogóle zniknie z rynku lub zostanie zmarginalizowane" - spekuluje "Puls Biznesu". Jeszcze na początku lat 90. w Polsce sprzedawano 300 mln litrów różnego rodzaju wyrobów winiarskich. Pod koniec ubiegłej dekady już o jedną trzecią mniej. Obecnie jest to jedynie 125 mln litrów.

źródło: Rafał Natorski/ PFi, facet.wp.pl

Nowy Program Dwunastu Kroków.

1. Przyznałem, że jestem bezsilny wobec alkoholu, że przestałem kierować własnym życiem.

 "Jeśli tak trzeba powiedzieć, pomyśleć, uwierzyć tak zrobię. Tylko czy, żeby wyswobodzić się z tej przewlekłej choroby trzeba leczyć się kłamstwem?! Prawda, jestem czasem bezsilny, ale nie zawsze jest ciężko, kiedy trzeba- daję radę. Nie mogę też powiedzieć, że przestałem kierować swoim życiem, bo tak nie jest. Alkohol od którego jestem uzależniony, utrudnia mi je ale nie kieruje, tak samo jak nadciśnienie które mam również kiedyś utrudniało je ale, do cholery nie kierowało. Zaś kiedy podjąłem leczenie, kompletnie mi nie przeszkadza. Tak też mam zamiar wprowadzać nowoczesne środki farmakologiczne na chorobę alkoholową. Będę testował je na sobie i dzielił się swoimi spostrzeżeniami i odczuciami. Z analizy zachowań osób poddanych ich działaniu wygląda, że są o wiele skuteczniejsze niż wszelkie grupy wsparcia i Anonimowych Alkoholików razem wzięte. Choć zalecane jest połączenie leków z terapią nikt nie zaprzecza, że bez udziału w AA można osiągnąć sukces. Z kilku powodów, o których pewnie kiedyś opowiem nie mam zamiaru pracować w żadnej grupie. Nie wiem jak będzie, być może poniosę klęskę. Pewnie wszyscy alkoholicy którzy tu zawitają będą tego pewni. Nie zdziwi mnie to, wszak ciągle mają prane mózgi przez swoich sponsorów i terapeutów którzy w znakomitej większości negują pracę z lekami. Jeśli jednak uda mi się skutecznie leczyć, przedstawię wiarygodny dowód na farmakologiczną metodę walki z chorobą. Jeśli wszystko będzie szło dobrze sformułuję nowy program dwunastu kroków z uwzględnieniem moich doświadczeń. Mam nadzieję, że nikt nie będzie się zbytnio nad nim napinał, traktuję to jako zabawę.

 1. Przyznałem, że jestem chory na alkoholizm, zmiany w mózgu jakie nastąpiły utrudniają mi kierowanie życiem.

źródło:  Tabletki na alkoholizm- przewlekłą chorobę mózgu.

Czy i jak wykorzystuje krytykę?

" Bardzo dziękuję za twój list z uwagami krytycznymi. Jestem przekonany, że gdyby nie wypowiedzi surowych krytyków, to postęp w AA zachodziłby dużo wolniej. Jeśli o mnie chodzi, nauczyłem się wysoko sobie cenić ludzi, którzy poddawali mnie krytyce – czy to rozsądnej i uzasadnionej czy wręcz przeciwnie. I jedni i drudzy często powstrzymywali mnie od dokonania rzeczy znacznie gorszych niż te, które faktycznie zrobiłem. Ci „niemądrzy” nauczyli mnie, mam nadzieję, odrobinę cierpliwości. Ci „mądrzy” zaś zawsze wykonywali dobrą robotę dla całego AA – mnie samemu udzielając też przy tym cennej lekcji.„Jak to widzi Bill” str 326

Krok XII
"Przebudzeni duchowo w rezultacie tych Kroków, staraliśmy się nieść posłanie innym alkoholikom i stosować te zasady we wszystkich naszych poczynaniach."
 (ang. Having had a spiritual awakening as the result of these steps, we tried to carry this message to alcoholics and to practice these principles in all our affairs.)

Tradycja XII
 "my, Anonimowi Alkoholicy, głęboko ufamy, że zasada anonimowości ma olbrzymie znaczenie duchowe. Przypomina nam o pierwszeństwie zasad AA przed osobistymi ambicjami oraz o potrzebie stosowania prawdziwej pokory w życiu. Potrzebujemy jej po to, by zesłane nam dobrodziejstwa nigdy nas nie zepsuły i byśmy nigdy nie przestali myśleć z wdzięcznością o Nim, który miłościwie panuje nad nami wszystkimi." (wersja pełna)

Spikerki w Rzeszowie

12 Krok programu Anonimowych Alkoholików mówi "Przebudzeni duchowo w rezultacie tych Kroków, staraliśmy się nieść posłanie innym alkoholikom i stosować te zasady we wszystkich naszych poczynaniach."  Dlatego:

2.01.2014 o godzinie 17:15 w Rzeszowie na grupie Orion przy ul.Siemieńskiego 17 odbędzie się miting spikerski. Spikerami będą Marzena i Waldek z Londynu a tematem będzie sponsorowanie.
Mityng jest otwarty dla każdego zainteresowanego.