Alkoholizm to choroba, możesz nauczyć się ją kontrolować ciesząc się pełnią życia.


Blog do wynajęcia Blog do wynajęcia Blog do wynajęcia

Powrót do zdrowia

Krok drugi:
"Uwierzyliśmy że, Siła Większa od nas samych może przywrócić nam zdrowie".

Tradycja Druga:
"Jedynym i najwyższym autorytetem w naszej Wspólnocie jest miłujący Bóg, jakkolwiek może się on wyrażać w sumieniu każdej grupy. Nasi przewodnicy są tylko zaufanymi sługami, oni nami nie rządzą"

"Bóg jakkolwiek Go pojmujemy "to chyba najważniejsze sformułowanie, jakie można znaleźć w całym słownictwie AA. Zakres tych czterech istotnych słów obejmuje każdy rodzaj i stopień wiary, zapewniając nam jednocześnie możliwość własnego wyboru"
The Best of Bill str 1

- Czy słowa "Bóg jakkolwiek Go pojmujemy" - miały dla mnie znaczenie?(w odniesieniu do mojej wiary lub nie wiary)

"Z wyjątkiem kilku przelotnych pokus, myśl o alkoholu nigdy(do niego nie powróciła). Wręcz wzbudzała w nim obrzydzenie. Wydawało się że nie mógł by pić, nawet gdyby chciał. Bóg przywrócił mu rozsadek"
Codzienne Refleksje str79.

- Czy miewam pokusy, myśli o alkoholu?(jeśli tak kiedy, dlaczego?)
- Co dla mnie oznacza "powrót do zdrowia?"

Co dałem "nowicjuszowi" w AA?

Krok drugi:
"Uwierzyliśmy że, Siła Większa od nas samych może przywrócić nam zdrowie".

Tradycja Druga:
"Jedynym i najwyższym autorytetem w naszej Wspólnocie jest miłujący Bóg, jakkolwiek może się on wyrażać w sumieniu każdej grupy. Nasi przewodnicy są tylko zaufanymi sługami, oni nami nie rządzą"

"Nie wolno nam jednak z zadowoleniem przyjąć, że za wszystkie te porażki w zdrowieniu całkowitą odpowiedzialność ponoszą sami nowicjusze. Być może wielu z nich nie otrzymało tyle opieki jakiej boleśnie potrzebowali"
The Best of Bill str.4

- Czy potrafię się zaopiekować nowicjuszem? (np. czy zamiast mówić o "owocach" swojej trzeźwości, opowiem mu o swoich początkach "zdrowienia" na programie)
- Z jaką "ofertą" wychodzę do nowicjusza? (w jaki sposób chce (jestem ) w stanie mu pomóc?

Wiara, czym dla mnie jest?

Krok drugi:
"Uwierzyliśmy że, siła większa od nas samych może przywrócić nam zdrowie".

Tradycja Druga:
"Jedynym i najwyższym autorytetem w naszej Wspólnocie jest miłujący Bóg, jakkolwiek może się on wyrażać w sumieniu każdej grupy. Nasi przewodnicy są tylko zaufanymi sługami, oni nami nie rządzą"

"Stanęliśmy twarzą w twarz z kwestią wiary. Nie mogliśmy dłużej unikać tego zagadnienia"
Anonimowi Alkoholicy .str45

- Czym jest dla mnie wiara a czym rozum, rozsądek w moim "trzeźwieniu"?
- Czy niosąc posłanie nowicjuszowi, nie unikam(boje się) mówić o wysokiej wartości wiary w moim trzeźwieniu?

Ten lek zabija nałóg?

Walter Kent nie pije od 12 lat, a Naltrexone brał 16 tygodni. Lek tonuje stan euforii, w który wprawia nas alkohol. Czy to rewolucja w leczeniu uzależnień?(kdp) - CNN



video

Wiara i siła wyższa

Krok drugi:
"Uwierzyliśmy że, Siła Większa od nas samych może przywrócić nam zdrowie".

Tradycja Druga:
"Jedynym i najwyższym autorytetem w naszej Wspólnocie jest miłujący Bóg, jakkolwiek może się on wyrażać w sumieniu każdej grupy. Nasi przewodnicy są tylko zaufanymi sługami, oni nami nie rządzą"

"Wiara, którą przekazali mi rodzice, była wiarą w ludzi: i zaszczepili mi ją zarówno kochając mnie, jak i szanując jako niepowtarzalną jednostkę, mająca do dokonywania swoich własnych wyborów"
Uwierzyliśmy 119-120

- Jaka było moja wiara kiedyś, a jak jest dzisiaj?(skąd się bierze(wzięła) moja wiara, jaka jest, w co wierzę itd.)
- Jak korzystam ze swojej wolności, do dokonywania wyborów?

"Wspomniana w Kroku Drugim "Siła większa od nas samych" oznaczała dla mnie AA, ale nie tylko w postaci uczestników, z którymi się zetknęłam. Oznaczała nas wszystkich, wszędzie nawzajem się o siebie troszczących, i przez to budujących zasoby duchowe znacznie bogatsze niż te, których mogło by dostarczyć którekolwiek z nas z osobna"
Uwierzyliśmy str 121

- Czy wiem, czuje że, wspólnota AA ,to nie tylko miting?(Czym dla mnie jest wspólnota dziś?)
- Czy wierze w bezinteresowne pomaganie?

Mechanizm terapeutyczny we Wspólnocie Anonimowych Alkoholików

(Przedrukowano za zgodą z American Journal of Psychiatry, styczeń 1944 r. Jest to pierwszy artykuł dr Harry'ego na temat Anonimowych Alkoholików. Trzy świeższe publikacje wymienione są na zakończenie niniejszego.)

Anonimowi Alkoholicy to nazwa stosowana w odniesieniu do grupy eksalkoholików, którzy, dzięki uczestnictwu w programie terapii zawierającym elementy zdecydowanie religijne, skutecznie zwalczyli swój alkoholizm. Grupa ta wywodzi się z wysiłków jednego człowieka, pana „X", który w roku 1934 znalazł rozwiązanie swych kłopotów z alkoholizmem dzięki osobistemu doświadczeniu religijnemu. Doświadczenie to był on w stanie przełożyć na słowa znaczące dla innych. Od tego czasu wielu alkoholików odzyskało trzeźwość stosując to podejście.

Praca Anonimowych Alkoholików ma trojaki aspekt. Po pierwsze, grupa odbywa cotygodniowe spotkania, na których relacjonuje się doświadczenia i dyskutuje o trudnościach. Po drugie, wszystkich skłania się do przeczytania książki, Anonimowi Alkoholicy, zawierającej ich podstawowe zasady, która musi być przeczytana, o ile nowy uczestnik ma uzyskać jakiekolwiek zrozumienie dla ich programu. Po trzecie, członkowie pracują z nowicjuszami świeżo przytaczającymi się do grupy. Pomaganie innym jest sytuacją obustronnie korzystną, gdyż nie tylko pomaga nowicjuszowi w jego pierwszych próbach, lecz także wspiera pomagającego, który ze swej pracy uzyskuje dla siebie coś, co jest zasadnicze dla dalszego zachowania trzeźwości.

Statystyki w nowojorskim biurze wspólnoty mówią, co następuje:

5 osób powróciło do zdrowia do końca pierwszego roku.

15 osób powróciło do zdrowia do końca drugiego roku.

40 osób powróciło do zdrowia do końca trzeciego roku.

100 osób powróciło do zdrowia do końca czwartego roku.

400 osób powróciło do zdrowia do końca piątego roku.

2000 osób powróciło do zdrowia do końca szóstego roku.

8000 osób powróciło do zdrowia do końca siódmego roku.



Anonimowi Alkoholicy szacują efektywność zdrowienia na 75% tych, którzy rzeczywiście stosują ich metody. Ta liczba w połączeniu z żywiołowym wzrostem budzi uznanie i domaga się wyjaśnień. W pełni doceniając korzyści wynikające z faktu istnienia wspólnoty, z pomocy, jaką każdy uczestnik uzyskuje ze swej pracy na rzecz nowo przybyłych oraz z ogólnej atmosfery nadziei i zachęty, która promieniuje z każdej osoby przechodzącej udaną terapię, uważam je wszystkie za dodatkowe wobec głównej siły: religii, co stanowi prawdę, która - mam nadzieję - stanie się oczywista w końcu tego artykułu i z której zdałem sobie sprawę podczas wielu długich rozmów z panem „X".

Mój pierwszy kontakt z grupą nastąpił za pośrednictwem mojej 34-letniej pacjentki, od wielu miesięcy pozostającej wówczas pod moją opieką w Blythewood. Przez wiele lat była ona chroniczną alkoholiczką i mimo wybitnej inteligencji, pozycji. rodzinnej i wcześniejszych sukcesów, praktycznie stoczyła się do rynsztoka po okresie nieustających niepowodzeń, wskutek których została prawie bez grosza. Chociaż żaden inny znany mi pacjent nie usiłował wydobrzeć z większą desperacją ani też z większym przekonaniem przyswoić sobie program zdrowienia niż ona, rezultaty były niezadowalające. Wreszcie stało się oczywiste, że ma ona taką strukturę osobowości, iż mimo największych moich - i jej samej - wysiłków struktura ta nie dawała się odmienić i nie pozwalało to odejść mojej pacjentce od kieliszka. Pewnego dnia wpadł mi w ręce egzemplarz Anonimowych Alkoholików, wciąż jeszcze w wersji powielaczowej. Przeczytałem tę książkę i znalazłem w niej w każdym szczególe dokładny opis problemu charakterologicznego, z którym spotykałem się u mojej pacjentki. Próbując nią wstrząsnąć, dałem jej tę książkę do przeczytania. Ku memu zdziwieniu lektura zrobiła na niej tak wielkie wrażenie, że postarała się, dostać się na mityng Anonimowych Alkoholików i w krótkim czasie stała się aktywnym i osiągającym sukcesy uczestnikiem grupy. Jeszcze dziwniejsze było dla mnie odkrycie, że w miarę przyswajania sobie programu struktura osobowości tej pacjentki, która dotychczas uniemożliwiała jakąkolwiek pomoc, rozmyła się i została zastąpiona przez inną, pozwalającą jej zachowywać abstynencję.

Coś wydarzyło się pod samym moim nosem - co do tego nie mogło być żadnych wątpliwości - i nie dawało się zbyć wykrętem, że to czysty przypadek. Stanąłem przed domagającym się odpowiedzi pytaniem: co właściwie się stało? Odpowiedziałem na nie, że pacjentka przeżyła religijne, czy też duchowe doświadczenie. Ta odpowiedź nie była jednak dla mnie szczególnie przejrzysta i dopiero o wiele później zrozumiałem jej prawdziwy sens.

Zanim spróbuję wyjaśnić, jak rozwinęło się, dalej moje zrozumienie znaczenia czynnika religijnego, muszę wpierw omówić strukturę osobowości, która uległa rozmyciu. Pomimo wielu doniesień stwierdzających coś dokładnie przeciwnego, rośnie przekonanie, że alkoholicy - poza tymi, którzy dodatkowo cierpią na wyraźną chorobę psychiczną - mają pewne cechy dla wszystkich wspólne. Dla tak zwanego typowego alkoholika cechą charakterystyczną jest narcystyczna, egocentryczna struktura osobowości zdominowana przez poczucie wszechmocy oraz chęć utrzymania swej wewnętrznej integralności za każdą cenę. Chociaż te cechy odnajduje się także i w innych nieprzystosowaniach, pojawiają się one w postaci stosunkowo czystej w każdym alkoholiku. Po rozważnym, starannym zbadaniu wielu przypadków Sillman doniósł niedawno, że uważa, iż jest w stanie nakreślić profil wspólnej struktury charakteru u osób mających kłopoty z piciem, a najlepszymi określeniami, jakie mógł on znaleźć dla owej grupy cech były „oporny indywidualizm" oraz „wygórowane mniemanie o sobie". W moim przekonaniu określenia te zostały wybrane właściwie. Alkoholik nie może wewnętrznie ścierpieć podporządkowania innemu człowiekowi lub Bogu. On sam, on alkoholik, jest i musi pozostać panem swego przeznaczenia. Będzie zaciekle, do upadłego, walczyć, aby ten stan zachować.

Zauważając stałą mniej więcej obecność owych cech osobowości łatwo jest spostrzec, czemu osoba je posiadająca odczuwa trudności próbując zaakceptować Boga i religię. Religia, przez swoje wymaganie, aby człowiek przyjął do wiadomości istnienie Boga, stanowi wyzwanie dla samej natury alkoholika. Z drugiej jednak strony - i to jest rzecz w moim artykule kluczowa - jeżeli alkoholik jest w stanie zdobyć się na prawdziwą akceptację Siły Większej niż on, to przez sam ten krok odmienia - przynajmniej czasowo, a być może, trwale - swoją najgłębszą strukturę wewnętrzną i, jeśli dokonuje tego bez urazy i walki, wówczas nie jest już typowym alkoholikiem. Jest rzeczą przedziwną, że jeśli tylko alkoholik jest w stanie utrzymać to wewnętrzne poczucie akceptacji, to może on pozostać - i pozostanie - trzeźwy aż do końca swojego życia. W opinii swych przyjaciół i rodziny odkrył on religię! Według psychiatrów, odkrył środek samohipnozy, czy coś w tym rodzaju. Niezależnie od tego, co faktycznie wydarzyło się wewnątrz alkoholika, może on teraz zachować trzeźwość. Tak uważa Wspólnota Anonimowych Alkoholików i wierzę, że pogląd ten opiera się na faktach.

Wróćmy teraz do mojej pacjentki, którą muszę opisać po jej doświadczeniu ze Wspólnotą Anonimowych Alkoholików. W swoim stanie pierwotnym odpowiadała ona idealnie podanemu wyżej opisowi alkoholowej struktury osobowości. Kiedy program Anonimowych Alkoholików zaczął na nią oddziaływać, zmiany w jej osobowości stały się uderzające? Agresja wydatnie zmniejszyła się, poczucie bycia ze światem na noże zanikło, a wraz z nim zanikła skłonność do podawania w wątpliwość motywów i nastawień innych ludzi. Poczucie pozostawania w pokoju oraz spokój wewnętrzny pojawiły się wraz ze zmniejszaniem się wewnętrznego napięcia; wreszcie - rysy jej twarzy nabrały miękkości, stając się bardziej łagodne i przyjazne. To twarde wnętrze uległo zmianie, zmianie dostatecznej, aby pacjentka była zdolna zachowywać trzeźwość już od pięciu lat.

Jakaż była natura doświadczenia, które poruszyło mą pacjentką, kiedy dołączyła do Anonimowych Alkoholików? Odpowiedź brzmi, że przebudził się w niej jakiś rodzaj siły religijnej lub duchowej. Pan „X" mówi, że uzyskanie przez grupę powodzenia w kontakcie z jakimkolwiek alkoholikiem zależy od stopnia, w jakim ów delikwent dozna nawrócenia czy też przebudzenia duchowego. Jego własne doświadczenie w tym zakresie było z gatunku przemożnych i wstrząsających, przenosząc go z głębi depresji aż na wyżyny ekstatycznej radości i szczęścia, na których przebywał przez kilka godzin. Ten stan przeszedł następnie w poczucie głębokiego wewnętrznego spokoju, pogody ducha i pełnego przekonania, że oto został on uwolniony z jarzma alkoholicznego nałogu. Uważa on, że około 10% nowicjuszy wstępuje do Wspólnoty Anonimowych Alkoholików będąc stymulowanymi przez siłę tkwiącą w takim przeżyciu. Pozostałe 90% tych, którzy zachowują abstynencję, uzyskuje ten sam rezultat rozwijając duchową stronę swej osobowości wolniej, znacznie bardziej stopniowo, przez przedsiębranie różnych kroków, które są w programie AA opisane. Z doświadczeń Anonimowych Alkoholików widać, że szybkość osiągania stanu przebudzenia duchowego nie jest żadnym kryterium ani głębi ani też trwałości procesu powrotu do zdrowia. Jednak ta przemiana religijna, jakkolwiek mała byłaby początkowo, jest tym, co faktycznie rozpoczyna proces; program zaś dopomaga doprowadzić ten proces do szczęśliwego końca.

Czym jest, więc przebudzenie duchowe? Raz jeszcze osobiste doświadczenie pana „X" dostarcza potrzebnej informacji. Będąc trzydziestoparoletnim człowiekiem wielkiej energii, przedsiębiorczości i talentu, znalazł się jednak w sytuacji kompletnie pokonanego przez pijaństwo. Przez ponad pięć lat bez powodzenia opierał się procesowi rozkładu, który toczył się w jego osobowości. Na dwa tygodnie przed swoim ostatnim pobytem w szpitalu odwiedził go dawny kompan alkoholik, który odzyskał trzeźwość przez buchmanizm[1] Pan „X" usiłował daremnie skorzystać z nauk swego przyjaciela i wreszcie zdecydował się, odzyskać trzeźwość w znanym ośrodku odwykowym, gdzie byłby w stanie oczyścić swój mózg z alkoholu i uzyskać w ten sposób szansę wypróbowania pomysłów swego przyjaciela wtedy, gdy jego własny organizm będzie już uwolniony z obciążeń alkoholu. Był wówczas zdesperowany, pogrążony w depresji i całkowicie przegrany. Gotów był spróbować każdego sposobu, gdyż dobrze wiedział, że alternatywą było dla niego tylko zamknięcie na zawsze w szpitalu stanowym i życie w stanie trwałego obłędu. Wieczorem, pierwszego dnia po przyjęciu do szpitala, odwiedził go znów jego przyjaciel, który jeszcze raz powtórzył mu zasady, które jemu samemu przywróciły zdrowie. Po jego wyjściu pan „X" popadł w jeszcze głębszą depresję, którą opisał jako „poczucie głębokiej melancholii i całkowitej beznadziejności". Nagle, w tej męce duchowej, zawołał na głos: Jeśli Bóg istnieje, to niech się teraz pokaże!" Właśnie od tego wezwania rozpoczęło się jego przeżycie duchowe. Zwraca on uwagę - i uważam, że słusznie - na to, że dopiero gdy stał się on absolutnie pokorny, dopiero wówczas otwarła się przed nim możliwość zwrócenia się do Boga o pomoc, co też nastąpiło.

Innymi słowy, w świetle własnego doświadczenia, pana „X", przebudzenie religijne, czy też duchowe, jest aktem rezygnacji z własnej wszechmocy. Ta oporna, buntownicza natura nie buntuje się już dłużej, lecz przyjmuje pomoc, kierunek i sterowanie z zewnątrz. I właśnie wtedy, gdy człowiek ów wyrzeka się swych negatywnych, pełnych agresji uczuć wobec siebie i wobec życia, wówczas zostaje wręcz przepełniony uczuciami całkowicie pozytywnymi, takimi jak miłość, przyjaźń, pokój wewnętrzny i wszechogarniające zadowolenie, a wiec jest stanem będącym dokładnie antytezą poprzedniego wzburzenia i irytacji. Właściwością zaś o kardynalnym znaczeniu jest to, że w tym nowym stanie umysłu ów człowiek łownie nie odczuwa już "pociągu do picia".

Jeszcze bardziej w ten fenomen przemiany duchowej pozwolił mi wniknąć kontakt z innym pacjentem, którego przypadek chciałbym teraz przytoczyć. Jest to mężczyzna niewiele po czterdziestce. Pochodząc z zamożnej rodziny i będąc najmłodszym Z wielu dzieci, był on rozpieszczonym dzieckiem neurotycznej i hipochondrycznej matki. Zaczął się w okresie późnego dojrzewania. Prawie natychmiast nauczył się polegać na wódce po to, aby móc sprostać różnym sytuacjom interakcji społecznej i w miarę upływu lat się to pogłębiało stając się zarazem coraz bardziej widoczne. Wreszcie, po pewnej dłuższej popijawie, został przywieziony do Blythewood.

Okazał się pacjentem nadzwyczaj dobrze reagującym, bez trudności przyznającym się do swej skłonności do alkoholu i szybko zainteresowanym Anonimowymi Alkoholikami. Po spędzeniu w szpitalu około miesiąca opuścił Blythewood przekonany, że jego trudności zostały przezwyciężone. Jednakże w bardzo krótkim czasie znów zaczął pociągać, cztery miesiące zaś później powrócił do szpitala po kilku tygodniach nieprzerwanego pijaństwa. I znowu okazał tę samą responsywność w wywiadach, jednak teraz już stało się całkowicie jasne, że prawdziwa batalia pozostawała jeszcze do stoczenia, a była to ta sama bitwa, którą musiała stoczyć wspomniana poprzednio pacjentka. Cechy, które były już opisane, rozwinęły się w przeszkodę nie do pokonania za pomocą terapii.

Podczas tygodni, w których dyskutowaliśmy te przeszkody, pacjent zaczął znów pociągać na boku i wreszcie ruszył w jawny ciąg pijacki. Został więc znowu przywieziony do Blythewood, aby to przerwać. Jak się to zazwyczaj z alkoholikami zdarza, w miarę jak trzeźwiał, ogarniało go poczucie winy, zawstydzenia i głębokiej pokory. Buntownicza, oporna osobowość została pokonana przez ekscesy kreowane przez nią samą i w tym stanie umysłu mój pacjent był pewien, że nigdy więcej nie wypije ani kropli. Jednakże już w trzecim dniu swej kuracji powiadomił mnie podczas wywiadu, ze trzeba abym „coś z tym zrobił". Kiedy go zapytałem, czym jest owo „to", o którym myśli, odpowiedział: „Moje stare uczucie znów powraca; dosłownie czuję, jak się przed panem zamykam i to wszystko zaczęło się dziać właśnie przed chwilą". Obojętność wobec swej przypadłości, agresywna pewność siebie, kompletny brak jakiejkolwiek prawdziwej pokory i poczucia winy, wszystkie te cechy charakteru, które zaczął identyfikować ze stanem umysłu prowadzącym do butelki, powracały przepełniając jego uczucia i jego myśli. Było to prawie dokładnie tym samym, co czuł kończąc pijacki ciąg. Zdawał sobie sprawę z tego, że jeśli te powracające uczucia wezmą znów nad nim górę, to prędzej czy później trafi znów w alkoholowy ciąg. Zrozumiał, że w jakiś sposób musi utrzymać postawę, którą miał, gdy już z poprzedniego ciągu wyszedł.

Następnego dnia zaczął wywiad stwierdzeniem: „doktorze, teraz już wiem, co to jest". Zrelacjonował mi swoje przeżycia z ostatniej nocy. Z braku lepszego terminu nazwę to przeżycie „przebudzeniem psychologicznym". To, co mu się wydarzyło, było nagłym zrozumieniem siebie jako osoby. Zdarzyło się to około jedenastej w nocy i leżał on w łóżku nie zmrużywszy oka aż do czwartej nad ranem, przymierzając nowo uzyskaną wnikliwość i zrozumienie do swojej wiedzy o sobie samym.

Niełatwo j est odtworzyć zdarzenia z owych pięciu godzin, niemniej złożyły się one na przemożne doświadczenie w życiu tego pacjenta, które pozwoliło mu na prawdziwe zrozumienie siebie jako alkoholika. Co więcej, po raz pierwszy w życiu zdołał siebie samego zobaczyć takim, jakim zawsze był, a w dodatku poczuć, jakiego rodzaju osobą musi się stać po to, aby mógł zachować trzeźwość. Bez zdania sobie z tego sprawy, kiedy się to wszystko działo, jego kompletnie egocentryczny, subiektywny punkt widzenia zmienił sic, na obiektywne, dojrzałe zrozumienie siebie samego i swojego stosunku do życia.

Patrząc wstecz jest rzeczą oczywistą, że pacjent zdał sobie sprawę ze swego zasadniczego egocentryzmu. Po raz pierwszy zdolny był przeniknąć poza fasadę swoich racjonalizacji i mechanizmów obronnych i zobaczyć, że dotychczas zawsze stawili siebie samego na pierwszym miejscu. Był praktycznie nieświadomy istnienia innych osób z wyjątkiem tego w nich, co miało wpływ na niego samego. Myś1, ze te osoby mogą mieć również nie związane z nim życie, podobne a jednak oddzielne od jego egzystencji, nigdy na serio nie zagościła w jego umyśle. Teraz zaś nie czul się już dużej tą wszechmogącą istotą, która patrzyła na świat tylko w relacji do siebie. Zamiast tego był w stanie zobaczyć siebie w relacji do świata i mógł zdać sobie sprawę z tego, że jest tylko mata cząstką świata za­ludnionego bardzo wieloma takimi jednostkami. Mógł wreszcie zacząć dzielić życie z innymi. Nie miał już tej potrzeby dominacji ani tez potrzeby walki, aby tę dominację utrzymać. Mógł się odprężyć i zacząć brać sprawy takimi, jakimi są.

Jego nowe nastawienie daje się najlepiej opisać własnymi słowami tego pacjenta. Oto jak sam je wyraził: „No cóż, doktorze, czy pan wie, ze przez cale moje życie byłem oszustem i nawet o tym nie wiedziałem? Zwykłem był myśleć, ze interesuję się innymi ludźmi, ale wcale tak nie było. Na przykład, nie łem się moją matką jako osobą chorą. Nie zdawałem sobie sprawy z tego, ze może ona cierpieć jako indywidualna osoba; myślałem tylko o tym, co się stanie ze mną, gdy jej zabraknie. Ludzie zazwyczaj uważali mnie za obowiązkowego syna i nawet za przykład, a ja w to chętnie wierzyłem. Ale to zupełna nieprawda. Po prostu chciałem ją mieć przy sobie, bo przy niej ja sam czułem się lepiej. Ona mnie nigdy nie krytykowała i zawsze sprawiała, że sądziłem, że jestem w porządku niezależnie od tego, co naprawdę zrobiłem."

Nowe myślenie zmieniło jego dawny stosunek do ludzi. W tej sprawie zauważył: „Czy pan wie, ze zaczynam czuć się bliżej innych ludzi? Czasem bywam w stanie o nich myśleć. I jest mi z tym myśleniem lepiej niż mi było kiedykolwiek. Może to dlatego, że nie uważam już, że oni ze mną walczą, gdyż ja sam straciłem chęć do walki z nimi. Teraz uważam, ze może nawet oni mnie mogą polubić."

Inne rewelacje o nim samym i jego stosunku do świata można łoby przytaczać dalej, wszakże byłyby one tylko dodatkowym dowodem na to, że myślenie tego pacjenta stało się po raz pierwszy w jego życiu prawdziwie obiektywne. Ten zwrot ku obiektywizmowi stanowi jednak tylko połowę tej historii. Związana z tym była równie uderzająca zmiana w dominującym tonie uczuć. Słowami przypominającymi te, które wypowiedział pan „X" relacjonując swoje przeżycie duchowe, mój pacjent przedstawił mi swoje nowe nastawienie: „Czuję się wspaniale, lecz wcale nie tak, jak wtedy kiedy piłem. To jest coś całkiem odmiennego, jestem uspokojony, nie jestem podniecony i nie pragnę nigdzie uciekać. Jestem znacznie bardziej zadowolony z tego, że znajduję się tu, gdzie jestem i nie mam zamiaru tym się zamartwiać. Jestem odprężony, i czuję ze jestem w stanie radzić sobie z życiem lepiej niż kiedykolwiek." I dalej ciągnął: „Mam całkiem odmienny stosunek do Boga. Nie mam już nic przeciw idei Kogoś, tam w górze, kierującego wszystkimi sprawami teraz, kiedy już sam nie czuję w sobie chęci, by nimi kierować. Prawdę mówiąc, jestem nawet zadowolony, że mogę odczuwać istnienie Osoby Najwyższej, która może kierować wszystkim w sposób właściwy. Domyślam się, ze może to jest właśnie czymś w rodzaju tego przeżycia duchowego, o którym oni wszyscy mówią. Cokolwiek to jest, mam nadzieję, ze mnie nigdy nie opuści, gdyż nie odczuwałem takiego spokoju przez całe moje życie.

Przytoczoną wypowiedzią pacjent objawia inne podejście do Boga i pokazuje także, iż jest świadom faktu, ze, kiedy już zaprzestał wysiłków, aby zachować swą indywidualność w stanie nietkniętym, to może się wreszcie odprężyć i cieszyć się życiem w sposób spokojny i w pełni zadowalający. Odczucia te, tak jak zostały przez niego wyrażone, są zdecydowanie duchowe w swej naturze i musiał mieć rację w ocenie samego siebie, skoro był on w stanie zachowywać abstynencję już od blisko roku. Zwrot ku obiektywizmowi i odmienny ton uczuć okazało się być tym, co było dla niego konieczne do zachowania trzeźwości. Pomimo tego stosunkowo krótkiego jeszcze czasu pacjent czuje, że jest na o wiele pewniejszym gruncie. Uprzednio w okresach abstynencji wciąż zwalczał w sobie pociąg do alkoholu. Obecnie zachowuje prawdziwy spokój, bowiem już rozumie, czego mu trzeba, by mógł za­chować trzeźwe myślenie.

Powołałem się tutaj na ten przypadek, gdyż dotyczy on człowieka, który przeszedł przez raptowną reorientację psychiczną, czego wynikiem był zupełnie nowy i różny od poprzedniego styl życia oraz światopogląd. Chociaż ktoś może powątpiewać w trwałość owego nowego stylu, nie może być jednak kwestii co do tego, że doświadczenie owo miało miejsce.

O większym nawet znaczeniu dla niniejszego artykułu jest fakt, że mój pacjent w wyniku swego doświadczenia użył tych samych słów, aby opisać swoje uczucia, co pan „X" w wyniku swego przeżycia religijnego oraz moja wcześniejsza pacjentka potem, gdy oddziaływanie na nią Wspólnoty Anonimowych Alkoholików zaczęło się najpierw pojawiać, a potem pogłębiać. Pan „X" informuje mnie, ze z dziesięciu procent tych, którzy przezywają nagłe przebudzenie, niektórzy osiągają je w wyniku prawdziwego doświadczenia religijnego, inni zaś w rezultacie gruntownej przemiany psychologicznej, takiej jak przydarzyła się mojemu pacjentowi. Pozostałe 90% osiąga ten sam wynik drogą stopniową, tak jak to się stało w przypadku opisywanej przeze mnie pacjentki. Niezależnie od drogi, która doprowadza do tego wyniku, wydaje się bezsporne, że wszystko kończy się osiągnięciem pokoju wewnętrznego i poczucia bezpieczeństwa, które osoby te wiążą z duchową stroną życia. Składowa narcystyczna osobowości zostaje pokonana - przynajmniej czasowo - i w miejsce dotychczasowej pojawia się osoba znacznie dojrzalsza i bardziej obiektywna, która może podchodzić do sytuacji zdarzających się w życiu w sposób po, i z akceptacją, bez potrzeby ucieczki w alkohol. Według pana „X", wszyscy uczestnicy Wspólnoty Anonimowych Alkoholików, którzy zdołali zachować abstynencję, prędzej czy później przechodzą taką samą przemianę osobowości. Muszą permanentnie utracić element narcystyczny; w przeciwnym przypadku program Anonimowych Alkoholików będzie działać tylko do czasu.

Pozwolę sobie odnotować dwa dodatkowe spostrzeżenia. Po pierwsze, zachodzi zasadnicza różnica między prawdziwymi, głębokimi uczuciami religijnymi a niewyraźną, niepewną, sceptyczną i przeintelektualizowaną niby-wiarą, która uchodzi za uczucia religijne w przekonaniu wielu ludzi. Niezależnie od tego, jaka będzie jego ostateczna koncepcja tej Siły, o ile alkoholik nie osiągnie z czasem poczucia realności i bliskości Siły Wyższej, to jego egocentryczna natura powróci w niezmniejszonym natężeniu i popijanie znów pojawi się na horyzoncie. Po drugie, większość osób, które wreszcie osiągają konieczny stan ducha, dochodzi do niego po prostu realizując program Wspólnoty Anonimowych Alkoholików i świadomie nie doświadczając jakiegokolwiek nagłego przypływu uczuć duchowych. Zamiast tego, dochodzą stopniowo, lecz także niezawodnie, do stanu umysłu, który - po trwaniu już przez czas jakiś - może zostać przez nich nagle rozpoznany jako diametralnie różny od tego, który pamiętają z przeszłości. Ku swemu zdziwieniu odkrywają oni, że ich postawa i poglądy nabrały rzeczywistego kolorytu duchowego.

Dlatego też głównym wynikiem oddziaływania Wspólnoty Anonimowych Alkoholików jest rozwiniecie w swoim podopiecznym stanu duchowego, który będzie działał jako siła neutralizująca egocentryczne elementy osobowości tego alkoholika. Jeśli tylko i, kiedy tylko ten stan zostanie całkowicie zespolony z nowymi wzorcami zachowań, wówczas pacjent utrzyma abstynencję. Pan „X" twierdzi, że ów proces zespalania zabiera kilka lat i, że o ile tylko nie widać wyraźnej zmiany w strukturze osobowości po upływie sześciu miesięcy, wówczas strona duchowa najprawdopodobniej ulegnie znów wynurzającej się z głębi osobowości alkoholicznej. Inaczej mówiąc, o ile impuls religijny Wspólnoty Anonimowych Alkoholików nie spowoduje zmiany w głębiej ukrytych składowych osobowości, to ływ programu okaże sic, tylko przejściowy. Jest rzeczą charakterystyczną, że ta zmiana, która jest zmianą typową, zachodzi bez udziału pomocy psychiatrycznej; niemniej, jak zwraca uwagę pan „X", ma ona cechy, które my psychiatrzy mamy zawsze nadzieję zobaczyć w naszych zdrowiejących pacjentach. Sumuje on tę swoją obserwację w krótkim zdaniu: „Alkoholik musi osiągnąć obiektywizm. i dojrzałość, w przeciwnym razie nie uda mu się zachować trzeźwości".

Konkludując, jestem przekonany, że wartość podejścia stosowanego przez Anonimowych Alkoholików bierze się z ich zastosowania siły religijnej czy duchowej do zaatakowania fundamentalnego narcyzmu alkoholika. Wykorzeniając ten element, osobnik ów doświadcza zupełnie nowych myśli oraz uczuć, które są z natury pozytywne i, które stymulują go do rozwoju i osiągnięcia dojrzałości. Innymi słowy, grupa ta posługuje się, siłą emocjonalną - religią - aby uzyskać wynik emocjonalny, mianowicie pokonanie uczuć negatywnych i wrogich i zastąpienie ich uczuciami pozytywnymi, pozwalającymi alkoholikowi nie podtrzymywać już dłużej swej buntowniczej, opierającej się, indywidualności, a w zamian pozwalającymi mu żyć w pokoju i harmonii ze swoim światem i w swoim świecie, biorąc czynny ιιdział w życiu i dzieląc się wszystkim bez skrępowania.

Wr eszcie - parę słów komentarza finalnego. Dzisiejsza psychiatria zachowuje stosowną wstrzemięźliwość wobec powrotów do zdrowia mających charakter czysto emocjonalny. Dopóki jakakolwiek zmiana nie zostanie w sposób zdecydowany powiązana z umysłem i intelektem, powroty do zdrowia uważa sic, za podejrzane. Nacisk jest dziś kładziony na analizę polegającą na intelektualnym wytropieniu przyczyn niepowodzeń w uzyskiwaniu stanu syntezy, który jest de facto stanem emocjonalnym pozostawania w wolności od konfliktów oraz napięć. Zakłada się, że w miarę jak blokujące emocje odkrywane są i uwalniane przy pomocy analizy, emocje pozytywne i syntetyzujące pojawią się zamiast tych uprzednich. Jest wszakże postępowaniem równie logicznym zmieniać emocje przez zastosowanie emocji, a następnie - gdy zmiana już nastąpi - wprowadzić do działania umysł i intelekt po to, aby trwale związać ten nowy zbiór emocji ze strukturą osobowości. W pewnym sensie, to właśnie dzieje się we Wspólnocie Anonimowych Alkoholików; religia oddziałuje na narcyzm i neutralizuje go, aby wywołać uczucie syntezy. W odniesieniu do swego własnego przeżycia duchowego, pan „X" używa określenia: „wielkie doświadczenie syntetyzujące, podczas którego po raz pierwszy w życiu wszystko stało sic, dla mnie zupełnie jasne. Było to, jak gdyby usunięta została wielka chmura i wszystko doznało iluminacji nie do opisania." Mój ostatni pacjent wyraził się w tej sprawie następująco: „Czuję, że jestem teraz w całości. Czuję swoją kompletność i nie odczuwam potrzeby pędzenia we wszystkich kierunkach jednocześnie. I właśnie doświadczając tych nowych emocji pacjent był w stanie odpowiadać - i faktycznie odpowiadał - w sposób bardziej zadowalający na próbę omówienia z nim jego poprzednich trudności oraz przedyskutowania, w jaki sposób mógłby on uniknąć dalszych kłopotów. Po swoim doświadczeniu syntetyzującym był on w stanie po raz pierwszy w życiu podjąć rzetelną i uczciwą próbę samopoznania.

W moim przekonaniu daje się stąd wyprowadzić wyraźna lekcja dla psychiatrów. Chociaż przyznajemy, że zajmujemy się problemami emocjonalnymi, my sami - jako grupa mająca tendencję do intelektualizowania - w zbyt wielkim stopniu pozostajemy wobec emocji nieufni. Pozostajemy skrępowani i nieco zawstydzeni, kiedykolwiek jesteśmy zmuszeni do ich użycia i zawsze mamy skłonność przepraszania naszych kolegów, gdy podejrzewamy, że mają oni powód uważać nasze metody za zbyt emocjonalne. Tymczasem zaś inni mniej przez tę tradycję ograniczeni, robią postępy i uzyskują wyniki, których my zostaliśmy pozbawieni. Jest rzeczą wręcz konieczną dla nas jako naukowców z rzekomo szerokimi horyzontami rozpatrzyć w sposób mądry i niespieszny Wyniki uzyskiwane przez innych na naszym polu pracy. Może się bowiem okazać, że klapki, które nosimy na oczach, są większe niż się nam samym wydaje.



Ostatnie publikacje dr Tiebouta:

„Rola psychiatrii na polu alkoholizmu", 1951 r.

„Poddanie się a współuczestnictwo w procesie terapii", 1953 r. „Czynniki ego w poddaniu się w alkoholizmie", 1954 r.

[1] (przyp. tłumacza) Dr Frank Buchman był założycielem ruchu grup oksfordzkichh i to za jego śladem poszedł dr Sam Shoemaker, od którego z kolei Wspólnota AA przejęła idee duchowe dla swojego programu, za dodatkowym pośrednictwem Ebby'ego T., który jest tu wzmiankowany jako „kompan alkoholik" pana „X", czyli Billa. Por. Pass It 0n. The Story of Bill Wilson and How the A.A. Message Reached the World, Alcoholics Anonymous World Services, New York, N.Y., 1984, s.127.

O dobrej miłości do siebie

Charles Chaplin o swoim życiu:

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie, uświadomiłem sobie,
że emocjonalny ból i cierpienie są tylko ostrzeżeniem dla mnie,
żebym nie żył wbrew własnej prawdzie.
Dziś wiem, że to się nazywa
AUTENTYCZNOŚCIĄ.

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie, zrozumiałem,
jak żenujące jest dla innych, gdy narzucam im własne pragnienia,
wiedząc, że ani nie nadszedł odpowiedni czas,
ani tamta osoba nie jest na to gotowa,
nawet jeśli byłem nią ja sam.
Dziś wiem, że to się nazywa
SZACUNKIEM DO SAMEGO SIEBIE.

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie,
przestałem tęsknić za innym życiem i mogłem dostrzec,
że wszystko wokół mnie stanowi zaproszenie do rozwoju.
Dziś wiem, że to się nazywa
DOJRZAŁOŚCIĄ.

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie, zrozumiałem,
że zawsze i we wszystkich okolicznościach
jestem we właściwym momencie i we właściwym miejscu
i że wszystko, co się dzieje, jest właściwe.
Od tamtej pory mogłem być spokojny.
Dziś wiem, że to się nazywa
WEWNĘTRZNĄ PEWNOŚCIĄ.

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie,
przestałem ograbiać się z wolnego czasu
i przestałem tworzyć kolejne wielkie plany na przyszłość.
Dziś robię tylko to, co sprawia mi radość i przyjemność,
co kocham i co sprawia, że moje serce się uśmiecha.
I robię to na swój sposób i we własnym tempie.
Dziś wiem, że to się nazywa
RZETELNOŚCIĄ.

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie, uwolniłem się
od tego wszystkiego, co nie było dla mnie zdrowe.
od potraw, ludzi, przedmiotów, sytuacji i od wszystkiego,
co wciąż odciągało mnie ode mnie samego.
Na początku nazywałem to „zdrowym egoizmem”
Ale dziś wiem, że to
MIŁOŚĆ DO SAMEGO SIEBIE.

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie,
przestałem chcieć zawsze mieć rację.
Dzięki temu rzadziej się myliłem.
Dziś wiem, że to się nazywa
SKROMNOŚCIĄ.

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie,
wzbraniałem się przed życiem w przeszłości
i troską o własną przyszłość.
Teraz żyję chwilą, w której dzieje się WSZYSTKO.
Żyję więc teraz każdym dniem i nazywam to
DOSKONAŁOŚCIĄ.

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie, uświadomiłem sobie,
że moje myślenie może uczynić ze mnie chorego nędznika.
Kiedy jednak zwróciłem się do sił mojego serca,
mój rozum zyskał ważnego wspólnika.
Ten związek nazywam dziś
MĄDROŚCIĄ SERCA.

Nie musimy już się obawiać sporów,
konfliktów i problemów z samymi sobą i z innymi,
ponieważ nawet gwiazdy wpadają na siebie, tworząc nowe światy.
Dziś wiem, że
TO JEST WŁAŚNIE ŻYCIE!

źródło: DDA - Inspiracje i Rozwój

Droga rozwoju

Krok drugi:
"Uwierzyliśmy że, Siła Większa od nas samych może przywrócić nam zdrowie".

Tradycja Druga:
"Jedynym i najwyższym autorytetem w naszej Wspólnocie jest miłujący Bóg, jakkolwiek może się on wyrażać w sumieniu każdej grupy. Nasi przewodnicy są tylko zaufanymi sługami, oni nami nie rządzą"

"Wąska droga rozwoju duchowego była dla mnie źródłem nieskończenie wielu frustracji - trzy kroki w przód, dwa do tyłu a niekiedy nawet cztery do tyłu".
Uwierzyliśmy str.79

- Jak dziś "poszerzam" swoją duchową "drogę"?(np. czy korzystam tylko z narzędzi danych w AA)
- Czy dziś, krok do tyłu ,pomaga mi zrobić, krok do przodu?

Czy pokazuję sobą to, do czego przekonuje innych?

Krok drugi:
"Uwierzyliśmy że, Siła Większa od nas samych może przywrócić nam zdrowie."

Tradycja Druga:
"Jedynym i najwyższym autorytetem w naszej Wspólnocie jest miłujący Bóg, jakkolwiek może się on wyrażać w sumieniu każdej grupy. Nasi przewodnicy są tylko zaufanymi sługami, oni nami nie rządzą"

"...Zacząłem ich podziwiać, a nawet darzyć sympatia i - niejako wbrew własnej woli - cieszyć się "ich towarzystwem i tym jacy są. Sposób w jaki "oni" stosowali Program w swoim codziennym życiu nie ograniczając się jedynie do wypowiedzi na mitingach - pozytywnie przyciągną moją uwagę, tak że zapragnąłem osiągnąć to co oni już zapragnęli..."

- Czy dziś, wiem po "czyjej", "jakiej" jestem stronie?(czy zdaje sobie sprawę kim jestem i co muszę robić?)
- Czy moja rodzina, bliscy, przyjaciele cieszą się dzisiaj tym, że mają mnie trzeźwego(ą)?

Czy proszę o pomoc?

Krok drugi:
"Uwierzyliśmy że, Siła Większa od nas samych może przywrócić nam zdrowie".

Tradycja Druga:
"Jedynym i najwyższym autorytetem w naszej Wspólnocie jest miłujący Bóg, jakkolwiek może się on wyrażać w sumieniu każdej grupy. Nasi przewodnicy są tylko zaufanymi sługami, oni nami nie rządzą".

"...Bill powiedział "wiesz Clint, jesteśmy teraz w ogniu walki z alkoholikami. Idę żeby się spotkać z najgorszymi przypadkami jakie tam mają i opowiedzieć im o sobie. To coś wspaniałego, jeśli choćby jeden z nich zareaguje" Clint zdawał sobie sprawę, że sam ma problem z piciem, i - jak wspomniał - zanim zamknęły się drzwi windy zapragnął iść wraz z Billem.(musiało minąć jeszcze 14 lat zanim "poszedł z Billem"
Przekaz dalej.str.172

- Czy potrafię przyjąć pomoc drugiego człowieka?
- Czy zdaję sobie sprawę, że w moim zdrowieniu stawką jest życie?

Czy szukam podobieństw, czy różnic?

Krok drugi:
"Uwierzyliśmy że, Siła Większa od nas samych może przywrócić nam zdrowie."

Tradycja Druga:
"Jedynym i najwyższym autorytetem w naszej Wspólnocie jest miłujący Bóg, jakkolwiek może się on wyrażać w sumieniu każdej grupy. Nasi przewodnicy są tylko zaufanymi sługami, oni nami nie rządzą".

"Pierwsza kobieta osiągnęła trwałą trzeźwość w AA dopiero po czterech bitych latach. Podobnie jak ci uczestnicy którzy mieli "podwyższone dno", również kobiety twierdziły że są "inne"...Kloszard z rynsztoka twierdził że jest "inny" ...Za innych uważali się też artyści, naukowcy, wszyscy zarówno bogaci i biedni, pobożni i bezbożni, Indianie, Eskimosi, weterani wojenni i więźniowie..."
Jak to widzi Bill str24

- Tylko ja wiem co jest dla mnie najlepsze? (czy bezdyskusyjnie potrafię zastosować się, do wskazówek przyjaciół, sponsora?)
- Uważam (uważałem) że to ja mam największe problemy.?

Samoułuda

Krok drugi:
"Uwierzyliśmy że, Siła Większa od nas samych może przywrócić nam zdrowie."

Tradycja Druga:
"Jedynym i najwyższym autorytetem w naszej Wspólnocie jest miłujący Bóg, jakkolwiek może się on wyrażać w sumieniu każdej grupy. Nasi przewodnicy są tylko zaufanymi sługami ,oni nami nie rządzą".

"...Pogrążeni w samoułudzie nie byliśmy zdolni do przyjęcia łaski, która prowadziła by nas do zdrowia. Na palcach można policzyć pijących alkoholików którzy zdają sobie sprawę ze stopnia swego obłędu lub którzy nawet widząc swój obłęd, mają odwagę stawić mu czoło"
12/12 str35

- Czy obłęd, samoułuda dotyczyły mnie tylko, kiedy piłem?
- Co lub kto dzisiaj, otwiera mi oczy na prawdę?



Jedynym i najwyższym autorytetem jest miłujacy Bóg ,jakkolwiek moze on sie wyrazac w sumieniu kazdej grupy....

3.JAk pojmuje "MIłującego Boga"?

4.CZy musi byc miłujący?

...Mówiliśmy o problemach

Krok drugi:
"Uwierzyliśmy że, Siła Większa od nas samych może przywrócić nam zdrowie".

Tradycja Druga:
"Jedynym i najwyższym autorytetem w naszej Wspólnocie jest miłujący Bóg, jakkolwiek może się on wyrażać w sumieniu każdej grupy. Nasi przewodnicy są tylko zaufanymi sługami, oni nami nie rządzą"

"...Mówiliśmy o problemach, bo sami jesteśmy ludźmi z problemem którzy, znalazłszy sposób rozwiązania tego problemu, pragną podzielić się swą wiedzą z każdym, dla kogo może być ona użyteczna...."
12/12 str.125

- Dziele się wiedzą, czy doświadczeniem? (czy przypadkiem teoria nie zastępuje doświadczeń?)
- Czy dzieląc się własnym doświadczeniem, mam na celu dobro drugiej osoby?(czy chce pomóc, czy np. się popisać

Zdrowienie nie zależy od ludzi

Krok drugi:
"Uwierzyliśmy że, Siła Większa od nas samych może przywrócić nam zdrowie".

Tradycja Druga:
"Jedynym i najwyższym autorytetem w naszej Wspólnocie jest miłujący Bóg, jakkolwiek może się on wyrażać w sumieniu każdej grupy. Nasi przewodnicy są tylko zaufanymi sługami, oni nami nie rządzą"

"Często alkoholik twierdzi, że nie jest w stanie zdrowieć dopóki nie odzyska swej rodziny. Jego zdrowienie nie zależy od ludzi. Jest ono uzależnione wyłącznie od jego stosunku do Boga, jakkolwiek Go pojmuje"
Anonimowi Alkoholicy str.86

- Czy aby na pewno, moje zdrowienie nie zależy od ludzi?
- Od czego zacząłem swoje zdrowienie? Czy "najpierw sprawy najważniejsze?(czy wiedziałem jakie one są?)

Warunkiem zdrowienia jest uporządkowanie własnego życia

Krok drugi:
"Uwierzyliśmy że, Siła Większa od nas samych może przywrócić nam zdrowie".

Tradycja Druga:
"Jedynym i najwyższym autorytetem w naszej Wspólnocie jest miłujący Bóg, jakkolwiek może się on wyrażać w sumieniu każdej grupy. Nasi przewodnicy są tylko zaufanymi sługami, oni nami nie rządzą"

"Wbij do głowy każdemu alkoholikowi tę prawdę iż zdrowieć może on niezależnie od kogoś czy czegoś. Jedynym warunkiem zdrowienia jest zaufanie Bogu i uporządkowanie własnego życia"
Anonimowi Alkoholicy str.85

- Jakie warunki muszę (musiałem )spełnić by wyzdrowieć z alkoholizmu?
- Od czego zaczynam(zacząłem) "porządki" w swoim życiu?

Nie da się wytrzeźwieć przez mózg?

Krok drugi:
"Uwierzyliśmy że, Siła Większa od nas samych może przywrócić nam zdrowie".

Tradycja Druga:
"Jedynym i najwyższym autorytetem w naszej Wspólnocie jest miłujący Bóg, jakkolwiek może się on wyrażać w sumieniu każdej grupy. Nasi przewodnicy są tylko zaufanymi sługami, oni nami nie rządzą"

"Nawet najbardziej błyskotliwy umysł nie stanowi ochrony przed choroba alkoholową. Nie da się wytrzeźwieć przez mózg"

- Czy wiem gdzie kończy się moja rola ?
- Czy mam i wprowadzam własne pomysły na "zdrowienie"? (jeśli tak - jakie? Jeśli nie dlaczego?)

Alkohol na frontach II wojny światowej

Alkohol towarzyszył człowiekowi w trudnych chwilach od niepamiętnych czasów i tak też było podczas II Wojny Światowej.

Oto kilka ciekawostek historycznych przekazanych potomnym :

Bitwa o Monte Cassino.
Miałem dziadka który często opowiadał mi o swoich "przygodach" wojennych...
Z polecenia głównego dowództwa rozdawano wśród zwykłych żołnierzy alkohol... (nie wiem dokładnie, wódka czy spirytus) ale ludzie na trzeźwo na pewno by tam nie poszli. Nabrali na tyle odwagi (czytaj głupoty) żeby spróbować ten ważny punkt zdobyć... Jak widać się udało... Choć cena tego była wysoka...

Stalingrad
Inny przykład. Podczas "wojny szczurów" w ruinach Stalingradu, zdarzało się żołnierze obu stron zajmowali różne piętra tych samych budynków. Zdarzało się, że przerywali walkę wieczorami, spotykali się i razem pili flaszeczki.

Niemcy wycofując się niszczyli całą żywność oprócz alkoholu, który do tego często zatruwali. Wyniku wojny to nie zmieniło, ale na pewno spowodowało śmierć wielu czerwonoarmistów.

F. Halder w swoim dzienniku pod datą 16.12 1941 rok notuje: "Dać żołnierzom konserwy, spirytus w kostkach i czekoladę na 8 - 10 dni".

Nie uwierzycie ale tzw. SUCHY SPIRYTUS to paliwo; sami możecie go używać jako rozpałki do grilla .
Powiem szczerze że nie słyszałem o takiej możliwości spożywania go bez żadnych skutków ubocznych . Aż dziwne ze smakosze z pod znaku "Brzozowej" czy "Likieru na kościach" nie odkryli takiej możliwości

Tobruk
Jeśli idzie o tradycyjny bimber naszym żołnierzom na froncie włoskim wyszedł przypadkiem z jego powodu niezły numer. Kiedy w 1944 front zatrzymał się na zimę ułani którym znudziło się włoskie wino zrobili maszynkę do pędzenia bimbru. Oczywiście robili to tam gdzie dowództwo specjalnie nie zaglądało czyli na linii frontu. Niestety efektem ubocznym jej działania był dym. Niemcy początkowo pozwalali na tą działalność i z samochodowej chłodnicy kapał płyn, który zdaniem zainteresowanych walił jak TNT. Jednak po jakimś czasie Niemcom unoszący się znad urządzenia dym wyraźnie zaczął przeszkadzać i posłali tam kilka pocisków moździerzowych. Bimbrownię szlag trafił ale ludziom nic się nie stało. Niestety jakoś niedługo potem na odcinek trafił ktoś ze sztabu zbierający codzienne meldunki sytuacyjne. Pytany o to co słychać na odcinku główny inicjator pędzenia odrzekł. "Niemcy rozwalili mi destylarnie." Meldunek poszedł dalej i przy zmianie na język angielski na poziomie sztabu korpusu destylarnie zamieniono na rafinerię. U Anglików wywołało to niemałą sensację bo tak, tyle zdjęć lotniczych, praca wywiadu, a tu nikt nie doniósł o istnieniu włoskiej rafinerii do czasu aż ją Niemcy zniszczyli. Generalicja trochę z nudów trochę z ciekawości udała się na inspekcję odcinka. I tam na miejscu nasi ułani weterani Tobruku osobiście wytłumaczyli im co się stało i jak "rafineria" wyglądała.

Spożywanie alkoholu w rosyjskich formacjach militarnych ma długą tradycję. Pierwszy chyba wypowiedział się o tym Suworow (chodzi o dowódcę, a nie pisarza), który wprowadził zasadę, iż każdemu żołnierzowi przysługuje po kąpieli w bani (łaźni), 100 gram spirytusu. W armii brytyjskiej podczas II Wojny Światowej przydzielano deputat alkoholu.Oficerowie otrzymywali butelkę ginu a podoficerowie i żołnierze piwo (jak dobrze pamiętam były to racje tygodniowe). Co do benzydryny wydawanej pilotom amerykańskim realizującym nocne bombardowania to faktycznie była ona dość powszechnie stosowana. Jednak niekiedy miało to opłakane skutki- jedna z załóg (chyba zdecydowanie przesadziła z dawką) wylądowała na jednym z niemieckich lotnisk i wezwała obsługę do poddania się, czym wprawiła Niemców w osłupienie. W miejscowości Cybinka znajduje się cmentarz czerwonoarmistów. Część pochowanych tam żołnierzy to ofiary degustacji zatrutego alkoholu (Niemcy nagminnie stosowali pod koniec wojny tą taktykę znając zamiłowanie Rosjan do trunków).

Linia Mołotowa
Nie wiem na ile jest to prawdą. Lecz słyszałem historie o piciu żołnierzy na linii Mołotowa.
Wiemy że Niemcy przejęli te bunkry bez większych problemów .
Właśnie dlatego (są też inne powody np. nie dostarczenie sprzętu) że żołnierze Armii Czerwonej spili się do nieprzytomności a gdy już ochłonęli, nie wiedzieli że atak nastąpił. I nie wiedzieli też jak znaleźli się w niemieckiej niewoli. Jest to śmieszne ale prawdopodobnie prawdziwe.

Siedlce
Niedawno w archiwum państwowym w Siedlcach znalazłem zapiski dotyczące "wyzwalania" tegoż miasta przez A.Cz. Datowana jest na 14 październik 44. Żołnierze rosyjscy po schlaniu się poszli na ryby, wrzucili parę granatów do stawu. Ryby owszem wypłynęły, ale razem z nimi kable z dna stawu a miasto straciło na kilka dni prąd elektryczny.

Sławny przypadek w 1945 roku w Lęborku na Pomorzu. Niemcy nie zdążyli zniszczyć winiarni. Rosjanie spili się i wymordowali wielu ludzi, nawet Polaków. Niemiec, właściciel winiarni na widok tego co się stało, powiesił się od razu.

Paul Carell opisuje w "Operacji Barbarossa" wiele takich przypadków. Min. w czasie sowieckiej kontrofensywy pod Moskwą często Niemcom pomagał fakt, że po zdobyciu ich baz zaopatrzeniowych, Rosjanom odchodziła ochota do walki i zajmowali się plądrowaniem niemieckich składów w poszukiwaniu jedzenia i alkoholu. Tego typu sytuacje ułatwiały przeprowadzanie skutecznych kontrataków, gdyż czerwonoarmiści byli odurzeni np. francuskim koniakiem, czy hiszpańskim portwajnem. W 1943r. w okolicach Charkowa Rosjanie wstrzymali atak na 48 godzin, ponieważ najpierw musieli się rozprawić z ogromnymi ilościami wódki pozostawionej z ewakuowanego składu żywnościowego.

Gdy po wojnie zaczęto spisywać historie frontowe, a kombatanci z różnych krajów spotykali się w miejscach większych bitew wyszła pomiędzy nimi ciekawa kwestia. U Rosjan prawie nie stwierdzano zgonów z powodu postrzału, np. w nogę, podczas gdy u aliantów zwykłe uszkodzenie barku oznaczało śmierć z powodu zakażenia. Gangrena, sepsa i zgon. A Rosjanie... zawsze mieli pod ręką alkohol, żeby zdezynfekować ranę. Oprócz tego dezynfekowali się też wewnętrznie, a to łagodziło efekty równie groźnego po postrzale szoku pourazowego.

Amerykanie i ogólnie Alianci mieli doskonale rozwinięty system służb medycznych i ratowniczych. Ściąganie rannych, oraz zaginionych z pola walki było zawsze priorytetem(w miarę możliwości oczywiście).
Przykładem destruktywnego działania alkoholu niech będzie fakt tragedii 2 Armii LWP pod Budziszynem. To wiecznie pijany Świerczewski jest jej winien. Był doskonałym smakoszem wódy i fatalnym dowódcą, niezależnie od stopnia nietrzeźwości. Efektem jego dowodzenia było całkowite rozbicie jego 248 dywizji piechoty [przeżyło 5 żołnierzy z całej dywizji].

Ciekawe co było wcześniej?
Wojna czy alkohol?
A może to alkohol był przyczyną wojny?

źródło: grupa "W drodze"

Egoizm, egocentryzm

Krok drugi:
"Uwierzyliśmy że, Siła Większa od nas samych może przywrócić nam zdrowie".

Tradycja Druga:
"Jedynym i najwyższym autorytetem w naszej Wspólnocie jest miłujący Bóg, jakkolwiek może sie on wyrażac w sumieniu każdej grupy. Nasi przewodnicy są tylko zaufanymi sługami, oni nami nie rządzą"

"Egoizm, egocentryzm - owa koncentracja na samym sobie! To właśnie jest, jak sądzimy, zasadnicze źródło naszych kłopotów"

- W jaki sposób udaje mi sie uwolnic z w/w wad.?
"...Jakąż ulge przynosi świadomość, że ludzie, rzeczy i miejsca będą trwać w doskonałym stanie bez mojej kontroli i kierownictwa..."

- Czy zdarza mi się, pod "przysłoną pomocy" ,kontrolować?

Czy boję się własnych lęków?

Krok drugi:
"Uwierzyliśmy że, Siła Większa od nas samych może przywrócić nam zdrowie."

Tradycja Druga:
"Jedynym i najwyższym autorytetem w naszej Wspólnocie jest miłujący Bóg, jakkolwiek może się on wyrażać w sumieniu każdej grupy. Nasi przewodnicy są tylko zaufanymi sługami, oni nami nie rządzą"

"..Przeanalizowaliśmy nasze uczucia strachu...zastanawialiśmy, się nad ich źródłem. Czy straciliśmy zaufanie do samych siebie?
Anonimowi Alkoholicy str58

- Czy potrafię lokalizować "źródła" swoich lęków?

Czy sama wiara mogła by mi wystarczyć?

Krok drugi:
"Uwierzyliśmy że, Siła Większa od nas samych może przywrócić nam zdrowie."

Tradycja Druga:
"Jedynym i najwyższym autorytetem w naszej Wspólnocie jest miłujący Bóg, jakkolwiek może się on wyrażać w sumieniu każdej grupy. Nasi przewodnicy są tylko zaufanymi sługami, oni nami nie rządzą"

"Doświadczenie i religijne wykształcenie twojego podopiecznego może być o wiele lepsze niż twoje. W takim przypadku problematyczne jest czy zdołałbyś poszerzyć jego horyzont religijny. Będzie on jednak zaciekawiony, dlaczego jego własne przekonania nie były skuteczne, a twoje działają tak dobrze. Może on być dowodem że sama wiara nie wystarczy."
AA str.81

- Czy moje własne przekonania są skuteczne w moim "trzeźwieniu".?
- Czy aby nie poprzestaje tylko na modlitwie?

Czy wierzę doświadczeniu alkoholików?

Krok drugi:
"Uwierzyliśmy że, Siła Większa od nas samych może przywrócić nam zdrowie."

Tradycja Druga:
"Jedynym i najwyższym autorytetem w naszej Wspólnocie jest miłujący Bóg, jakkolwiek może się on wyrażać w sumieniu każdej grupy. Nasi przewodnicy są tylko zaufanymi sługami, oni nami nie rządzą"

"My w AA, wiemy jak bezskuteczne są próby przerwania obsesji picia jedynie za pomocą siły woli. Wiemy też jednak, że trzeba ogromnej woli i gotowości, aby przyjąć 12 Kroków AA jako drogę życia, która przywróci nam zdrowie"
list 1966

- Czy wierzę doświadczeniu alkoholików? (wszystkich?)
- Czy miałem dużo woli i byłem gotowy by zacząć realizować program (jeżeli tak to jak zbudowałem tą gotowość?)
- Do czego dzisiaj jest mi potrzebna "silna wola"?

Nigdy nie obawiajmy się pożądanych zmian

Krok drugi:
"Uwierzyliśmy że,Siła Większa od nas samych może przywrócić nam zdrowie."

Tradycja Druga:
" Jedynym i najwyższym autorytetem w naszej Wspólnocie jest miłujący Bóg, jakkolwiek może się on wyrażać w sumieniu każdej grupy. Nasi przewodnicy są tylko zaufanymi sługami, oni nami nie rządzą"

"Nigdy nie obawiajmy się pożądanych zmian. Oczywiście musimy odróżniać zmiany na gorsze od zmian na lepsze. Gdy jednak potrzeba zmiany w pojedynczym człowieku, w grupie AA czy w całej wspólnocie - staje się wyraźnie widoczna, nie możemy pozostać bezczynni."
Greapevine lipiec 1965

- Czy sam potrafię odróżnić zmiany na lepsze od zmian na gorsze? (chodzi o to czy nie są to zmiany, na lepsze tylko dla mnie)
Czy boje się zmian? Czy jestem otwarty na nie? (w swoim zachowaniu, w swojej grupie itd..)
- Czy wiem jakie mam potrzeby i potrafię dostrzegać potrzeby innych.?

Naszym głównym zadaniem...

Krok drugi:
"Uwierzyliśmy że, Siła Większa od nas samych może przywrócić nam zdrowie."

Tradycja Druga:
"Jedynym i najwyższym autorytetem w naszej Wspólnocie jest miłujący Bóg, jakkolwiek może się on wyrażać w sumieniu każdej grupy. Nasi przewodnicy są tylko zaufanymi sługami ,oni nami nie rządzą.

"....Naszym głównym zadaniem staje się przekonanie i przyciągniecie na właściwą stronę ukrytego w nas pana Hyde, który nadal jest nie mądry i zbuntowany"
The Best of Bill

- Co i dlaczego najczęściej, wywołuje (wywoływało ) u mnie bunt, przeciw zaleceniom sponsora, nowym zasadom, wartościom itd...?
- Czy nadal muszę prowadzić, wewnętrzne walki, aby nie ulec samowoli?

Czy życie stało się piękne?

Krok drugi:
"Uwierzyliśmy że, Siła Większa od nas samych może przywrócić nam zdrowie."

Tradycja Druga:
"Jedynym i najwyższym autorytetem w naszej Wspólnocie jest miłujący Bóg, jakkolwiek może się on wyrażać w sumieniu każdej grupy. Nasi przewodnicy są tylko zaufanymi sługami, oni nami nie rządzą."

"....Uświadomiłem sobie, że za sprawą picia skazałem siebie na przeżycie wszystkich możliwych koszmarów..."
Codzienne refleksje str.53

- Czy po zaprzestaniu picia koszmar zniknął? (czy życie nagle stało się piękne?)

"Nawet gdy odcinamy się od nałogu spokój i radość wciąż nam umykają"
The Best Of Bill

- Czy sam byłem w stanie uwolnić się z więzów alkoholu, i siebie samego?
- Czy jestem świadomy tego, że sam sobie jestem (byłem) zagrożeniem?


Czy umiem przyjąć prawdę?

Krok drugi:
"Uwierzyliśmy że, siła większa od nas samych może przywrócić nam zdrowie."

Tradycja Druga:
"Jedynym i najwyższym autorytetem w naszej Wspólnocie jest miłujący Bóg, jakkolwiek może się on wyrażać w sumieniu każdej grupy. Nasi przewodnicy są tylko zaufanymi sługami, oni nami nie rządzą"

"Od chwili, kiedy przestałem kwestionować, mogłem zacząć dostrzegać i odczuwać..."

- Czy pamiętam chwile kiedy "otworzyłem umysł"(w jakich okolicznościach, co się musiało stać)
- Czy umiem przyjąć prawdę?
- Czy jeszcze racjonalizuje?, może życie w iluzji jest łatwiejsze?

Czy trzeźwośc osiągam tylko dzięki sobie?

Krok drugi:
"Uwierzyliśmy że, Siła Większa od nas samych może przywrócić nam zdrowie."

Tradycja Druga:
"Jedynym i najwyższym autorytetem w naszej Wspólnocie jest miłujący Bóg, jakkolwiek może się on wyrażać w sumieniu każdej grupy. Nasi przewodnicy są tylko zaufanymi sługami, oni nami nie rządzą"

"Głęboką radością i satysfakcją przepełnia nas miła świadomość, że w naszym targanym problemami świecie tak wielu z nas było w stanie sprostać zadaniu trzeźwości rozwoju i skuteczności.
Jednak jako ludzie, którzy zawsze uczyli się w bólu i na błędach nie sobie przypiszemy te zasługi......"
Jak to widzi Bill (Grapevine list 1965) str249

- Dzięki komu osiągam tak wiele w trzeźwym życiu? (czy to tylko moja zasługa?), a może nie osiągam tak wiele, jak bym chciał?
- Czy dalej muszę uczyć się w bólu???
- Może już ktoś, kiedyś przekazywał mi, sposób na "dobre, pożyteczne"życie, ale go odrzucałem?

Czy wiara jest konieczna?

Krok drugi:
Uwierzyliśmy że, Siła Większa od nas samych może przywrócić nam zdrowie.

Tradycja Druga:
Jedynym i najwyższym autorytetem w naszej Wspólnocie jest miłujący Bóg, jakkolwiek może się on wyrażać w sumieniu każdej grupy. Nasi przewodnicy są tylko zaufanymi sługami, oni nami nie rządzą.

"Niejednokrotnie, tym którzy utracili lub odrzucili wiarę, trudniej odnaleźć się w AA niż ludziom zawsze niewierzącym. Sądzą bowiem, że już próbowali drogi wiary, lecz bezskutecznie. Z wiara czy bez wiary - zawsze było tak samo."

- Czy wiara, w moim przypadku, jest "konieczna", - dlaczego?
- Czy zdarza mi się wątpić,..?(jak sobie z tym radze)

Czy potrafię przyznać, że nie mam racji?

Krok drugi
"Uwierzyliśmy że ,Siła Większa od nas samych może przywrócić nam zdrowie."

Tradycja Druga
"Jedynym i najwyższym autorytetem w naszej Wspólnocie jest miłujący Bóg, jakkolwiek może się on wyrażać w sumieniu każdej grupy. Nasi przewodnicy są tylko zaufanymi sługami, oni nami nie rządzą"

"Głęboko wierze zarówno w sens przewodnictwa duchowego, jak i modlitwy. Jestem jednak na tyle świadomy - i mam nadzieję, wystarczająco pokorny - by zrozumieć, że moje własne przewodnictwo dalekie jest od nieomylności"
Jak to widzi Bill "list ,1950" str.38

- Jakie ponosiłem i ponoszę konsekwencje swoich własnych pomysłów na trzeźwienie? np.(czy padam "ofiarą własnych pomysłów")
- Czy potrafię przyznać, że nie mam racji? np.(jeśli jej nie mam, a wydawało mi sie że mam)