Alkoholizm to choroba, możesz nauczyć się ją kontrolować ciesząc się pełnią życia.


Blog do wynajęcia Blog do wynajęcia Blog do wynajęcia

Wymagania


„Głównym motorem naszych wad był samolubny lęk, że możemy utracić coś, co już posiadamy, albo że nie uda nam się zdobyć czegoś, czego pragniemy. Żyjąc pod presją wiecznie niezaspokojonych wymagań pozostawaliśmy w stanie chronicznego rozdrażnienia i rozczarowań. Nie mogliśmy więc zaznać spokoju, dopóki nie udało się nam ukrócić tych wymagań. A różnica między wymaganiem a zwykłą prośbą jest oczywista dla każdego."
"12/12" str.76

- Dlaczego nie mogę wymagać tego, co mi się należy, czy teraz, będąc AA muszę zawsze pokornie prosić o swoje?

Matt Talbot - patron alkoholików




Jack and the bearded fishermen [FR] + PRöWLER + Vagitarians


Termin: 2011-07-28 20.00 - 2011-07-29 01.00
28.07 Jack and the bearded fishermen [FR] + PRöWLER + Vagitarians
Klub FONOBAR zaprasza na cykliczne koncerty na naszych deskach w każdy czwartek od 20:00
Gościmy zespoły z szeroko pojętej sceny rockowej (rock/metal/hc/punk)

FONOBAR,
Wawelska 5
02-034 Warszawa
http://www.fonobar.pl

godzina 20:00
cena 15 pln (przedsprzedaz 10 pln)

!!! PROMOCJA !!! lane piwo 5 pln !!! PROMOCJA !!!

wydarzenie FB -
http://www.facebook.com/event.php?eid=111393742281763

Zagraja:

PRöWLER
(Heavy metal / Hard rock / Rock) Warszawa
http://muzykapl.com/Wykonawca/Prowler

Nadpobudliwy otyły alkoholik, wiecznie spragniony miłośnik botaniki, luzak z fryzurą Tiny Turner, pijany masaj na wojennej ścieżce i niepozorny Adaś - oto w przybliżeniu kapela o wdzięcznej nazwie Pröwler. Chłopaki grają ogólnie rzecz ujmując hard rock/heavy metal z jajem i lubią jeździć samochodem, rzecz jasna nie swoim. Granie organiczne niczym buty bambumax


VAGITARIANS
(Stoner / Sludge/ Rock / Metal) Warszawa
www.myspace.com/vagitarianspl

Vagitarians to pięciu młodych mężczyzn grających nowoorleańską odmianę stoner/sludge’u. Grali pod Down, tyli jak Crowbar, biedni jak Eyehategod. Aktualnie proporcje troszkę się zmieniły i Vagina dzielnie walczy aby w inspiracjach pozostał jedynie Eyehategod. Standardowo jednak, najnowsze zarejestrowane kompozycje nie odzwierciedlają aktualnego stanu kapeli. Niemniej - jest ładnie. Mają na koncie demo z 2009 roku, obecnie pracują w studio nad utworami na splity z Lucky Funeral i Everyday Frustration.


JACK AND THE BEARDED FISHERMEN
(Stoner / Sludge / Rock) France
http://www.myspace.com/jackandthebeardedfishermen

Po sformowaniu załogi statku w 2005 Ci delikatni i niezbyt owłosieni rybacy cumowani do portów na wschodnim wybrzeżu Francji, kierują się niekwestionowanym autorytetem swego kapitana, Jack'a. Mimo iż załga tego intrygująego statku nieznacznie zmieniła się i obecnie cumują w Besançon, nadal kontynuują pewnie obrany kierunek.

Wypływając z neandertalskiego bluesa na niebezpiecznych wodach muzycznej furii poruszać się będą między melodią i niecierpliwością poprzez strumienie napięcia i fale eksplodującej energii!

Zapraszamy !!

FONOBAR,
Wawelska 5
02-034 Warszawa
http://www.fonobar.pl
http://www.fonografika.pl
http://www.myspace.com/fonobar

MMWarszawa

Harry Potter alkoholikiem


Daniel Radcliffe po zakończeniu zdjęć do serii filmów o Harrym Potterze postanowił rzucić alkohol. Aktor przyznaje, że zdał sobie sprawę, iż ma problem z alkoholem już w 2009 roku na planie produkcji "Harry Potter i Książę Półkrwi"

"W pewnym momencie potrzebowałem alkoholu, aby cokolwiek mnie cieszyło. Było kilka takich lat, gdy świetnie się czułem prowadząc życie w blasku fleszy, które tak naprawdę nigdy do mnie nie pasowało" - zdradził 21-letni gwiazdor.

Radcliffe twierdzi, że jest całkowitym abstynentem od czasu ostatniego klapsa na planie finałowej części sagi: "Harry Potter i Insygnia Śmierci: Część II" w sierpniu 2010 roku.

Aktor jest przekonany, że jego nowy styl życia dużo bardziej odpowiada jego osobowości. "Naprawdę cieszy mnie to, że będąc w związku z moją dziewczyną mogę być po prostu miły, a nie wiecznie pijany" - wyznał.

Daniel Radcliffe zyskał międzynarodową sławę, dzięki roli w pierwszej części serii "Harry Potter i Kamień Filozoficzny". Gdy zagrał miał zaledwie 12 lat. Od tamtej pory filmy o nastoletnim czarodzieju przyniosły na całym świecie dochód w wysokości ponad sześć miliardów dolarów. Sam Radcliffe zarobił na nich niebagatelną sumę 80 milionów dolarów.

Aktor występuje obecnie na Broadwayu w sztuce "How to Succeed in Business Without Really Trying". Gwiazdor niedawno zakończył udział w zdjęciach do horroru "The Woman in Black", który ma wejść na ekrany kin w przyszłym roku.

PAP life

dodajdo.com

Najgłębsze cele życiowe


„A teraz przystępując już do praktycznego podjęcia Siódmego Kroku, dobrze będzie raz jeszcze zastanowić się nad tym, jakie są nasze najgłębsze cele życiowe. Każdy z nas chciałby żyć w zgodzie z sobą i innymi. Chcielibyśmy mieć pewność, że łaska Boża może uczynić dla nas to, czego sami nie potrafimy dla siebie zrobić. Wiemy już, że wady charakteru wynikające z krótkowzrocznych i płaskich popędów blokują nam drogę do tych celów. Jasno teraz widzimy, że stawialiśmy niemożliwe do spełnienia żądania sobie, innym alkoholikom i Bogu."
"12/12"str.76

- Czy potrafię dziś jasno precyzować swoje cele życiowe?
- Czy zdarza mi się dziś stawiać sobie nierealne cele, żądać spełniania zachcianek i oczekiwać niemożliwego i jakie są tego skutki ?

Droga do pokory...


„Przekonaliśmy się także, że droga do pokory nie zawsze musi prowadzić przez pręgierz zawodów i klęsk. Można ją uzyskać nie tylko w wyniku długotrwałych cierpień, ale także w rezultacie wolnego wyboru. Wielki zwrot w naszym życiu nastąpił wtedy, kiedy zapragnęliśmy pokory z własnej nieprzymuszonej woli. Właśnie wtedy mogliśmy zdać sobie sprawę z najgłębszych znaczeń Siódmego Kroku: „ Zwróciliśmy się do Niego w pokorze, aby usunął nasze braki”"
"12/12"str.76

- Jak kształtowała się moja droga do osiągnięcia pokory ?
- Czy mogę powiedzieć o sobie, że pragnę dziś pokory w każdym aspekcie mojego życia?

Anonimowi Alkoholicy w Zakładzie Karnym


(...)Wielu recydywistów penitencjarnych odbywających kary pozbawieni wolności swoje przestępstwa popełniało będąc pod wpływem alkoholu. Okazuje się więc, że większość z nich nie przebywałoby w zakładach karnych gdyby tylko potrafiło powstrzymać się od nadużywania alkoholu. Dlatego przed dziewiętnastu laty ówczesny naczelnik więzienia w Medyce ppłk. Wacław Biodrowicz, zezwolił na utworzenie Grupy Anonimowych Alkoholików „Jedność” na terenie kierowanej przez siebie jednostki. Wymiar kary pozbawienia wolności przestała mieć dla osadzonych pierwszoplanowe znaczenie, natomiast zdrowie zarówno fizyczne jak i psychiczne stało się dla nich wartością podstawową. Pierwszym opiekunem grupy AA został wychowawca Andrzej Gawlik – wychowawca ds. kulturalno – oświatowych i sportowych. Korzystając z pomocy trzeźwych alkoholików z Intergrupy „Kresy” rozpoczęto więc działalność abstynencką.

Od samego początku spotkania więźniów w Grupie „Jedność” odbywały się raz w tygodniu. Skazani mogli brać udział w mityngach AA nie tylko na terenie zakładu, ale także poza jego murami - między innymi w grupie AA „Odnowa”, której jednym z założycieli był Jerzy, będący anonimowym alkoholikiem. Wsparcia duchowego i moralnego uczestnikom grupy zawsze udziela duszpasterz środowisk trzeźwościowych ksiądz prałat dr Stanisław Zarych. Od dłuższego już czasu więźniowie alkoholicy uczestniczący w spotkaniach w grupie AA „Jedność”, angażują się także w cotygodniowych mitingach w Grupie „Zwiastowanie” na terenie Przemyśla oraz w corocznych pielgrzymkach, do miejsc kultu religijnego w Kalwarii Pacławskiej i Częstochowie. Poza tym ścisła współpraca została nawiązana z członkami Grupy AA „Krokus”, działającej na terenie ZK w Przemyślu.

W dniu 04.06.2011 r. z okazji Dziewiętnastej Rocznicy powstania Grupy AA „Jedność” w Zakładzie Karnym w Medyce, kapelan więzienny ksiądz Józef Suchy odprawił Mszę Świętą oraz wygłosił okolicznościową homilię. Następnie odbył się otwarty miting Anonimowych Alkoholików, którego prowadzenie podjęli się trzeźwi alkoholicy Tomasz, Mariusz i Jerzy. Podczas spotkania uczestnicy dzielili się swoimi myślami i doświadczeniami na następujący temat: „uwięzieni ale uzdrowieni”. Po raz kolejny skazani mogli spotkać wielu trzeźwych alkoholików z grup wolnościowych, którzy prezentowali budujące świadectwa na temat ich drogi do trzeźwości. Były więzień tutejszego zakładu penitencjarnego Waldek pierwsze kroki do autentycznej trzeźwości poczynił w tutejszej grupie AA. Tym bardziej ucieszyła wszystkich wiadomość o jego przybyciu z dalekiego Poznania oraz świadectwo trzeźwości, jakiego wszystkim udzielił.

Na uwagę zasługuje fakt, że uczestnicy mitingu zostali przyjęci poczęstunkiem w postaci gorącego posiłku, prosto z więziennej kuchni. Szerokiego poparcia Grupie AA „Jedność” na terenie ZK w Medyce udzielają obecny dyrektor zakładu pan Edmund Matrejek i kierownik oddziału penitencjarnego pan Aleksander Malicki, którzy doskonale rozumieją problematykę osób uzależnionych od alkoholu oraz ich resocjalizacji. Uznanie należy się też człowiekowi powołania, jakim jest niewątpliwie Jurek – trzeźwy alkoholik. Tak naprawdę to dzięki niemu grupa cieszy się coraz to większym zainteresowaniem alkoholików recydywistów. Dla 22 skazanych jest on pozytywnym przykładem człowieka, który potrafi zachować abstynencję i być trzeźwym oraz bezkonfliktowo funkcjonować w społeczeństwie.

W dniach 24 – 26.06.2011 r. trzech skazanych alkoholików: Tomasz, Marian i Grzegorz wzięło udział w XXIII Pielgrzymce Dziękczynnej Grup Trzeżwiściowych do Kalwarii Pacławskiej koło Przemyśla. Program pielgrzymki był bardzo napięty, ponieważ miała ona charakter nie tylko religijny, natomiast jej uczestnicy dwukrotnie spotykali się na mitingach otwartych we wspomnianym już miejscu kultu religijnego. Pielgrzymi alkoholicy korzystali z noclegu na terenie Domu Pielgrzyma oraz z gorących posiłków w tamtejszej jadłodajni.

Wprawdzie po raz kolejny nie dopisała pogoda na szlaku pielgrzymkowym, jednak najważniejsze są przeżycia wewnętrzne więźniów alkoholików, którzy tam byli oraz których świadectwo jest niepodważalne.

Linki do zdjęć:
Zdjęcie 1, Zdjęcie 2, Zdjęcie 3, Zdjęcie 4

źródło: SW / Zakład Karny Medyka

Wszystko ładnie, pięknie tylko po co zdjęcia i msza św. skoro:
"Wspólnota Anonimowych Alkoholików nie jest związana z żadną sektą, wyznaniem, działalnością polityczną, organizacją lub instytucją, nie angażuje się w żadne publiczne polemiki, nie popiera ani nie zwalcza żadnych poglądów."
Działanie KAŻDEJ nawet najmniejszej grupy rzutuje na całą wspólnotę.

dodajdo.com

Smakosz czy może już alkoholik?


Lubisz się napić po stresującym dniu, a jeszcze lepiej "golnąć" na odwagę przed trudnym zadaniem? Masz bardzo mocną głowę? By przekonać siebie i innych, postanowiłeś nie pić trzy miesiące i się udało? Jesteś zagrożony!

Groźne mity
Niemal każdy z nas ma gotowy, zakorzeniony wizerunek alkoholika. Osoba obciążona chorobą alkoholową, według stereotypu, ma problemy w pracy, zaniedbuje rodzinę, bije żonę i dzieci, należy do innego, gorszego świata. I sporo w tym prawdy, jednak choroba ta ma różne stadia i przebieg. Rozwija się latami, jednak bardzo często, bez profesjonalnej pomocy, już nawet w początkowych etapach nie można jej zatrzymać.

W "dobrej" rodzinie łatwiej chorować. Kiedy najbliżsi ukrywają problem, regulują długi, chcą wierzyć, że partner (choroba dotyczy obu płci, chociaż u kobiet zwykle rozwija się szybciej) po prostu jest rozrywkowy, albo przechodzi kryzys, nie ma przymusu wyjścia z picia. Nawet przed sobą nie trzeba przyznać się do choroby.

Dobre złego początki
Początki alkoholizmu są właściwie bardzo niewinne. W fazie wstępnej, która może trwać nawet kilka lat, odkrywasz, że alkohol daje poczucie bezpieczeństwa, umożliwia zdobycie opinii duszy towarzystwa, zwalcza stresy i napięcia. Z czasem, z jego pomocą, rozwiązujesz większość problemów, bo to przecież nic złego napić się z kumplem, z którym doszło do nieporozumienia. Flaszeczka w domu także nie zawadzi... Twoja głowa robi się naprawdę mocna. Musisz solidnie popłynąć, by wprawić się w dobry humor, chociaż przedtem wystarczał kieliszeczek, dwa...

Uwaga! Wchodzisz w fazę ostrzegawczą. Ona również może potrwać kilka lat, ale czasem wystarcza pół roku, by przejść do fazy krytycznej. Najczęstsze objawy to kłopoty z pamięcią. Nawet jeśli otoczenie nie zauważa, że się upiłeś, wydajesz się całkiem kontaktowy, następnego dnia nic nie pamiętasz. Zaczynasz popijać ukradkiem, masz wrażenie, że twoje towarzystwo pije za wolno, dlatego zdarza ci się coś łyknąć poza kolejką. Czujesz, że coś nie gra, ale nie chcesz o tym rozmawiać. Nawet z samym sobą.

Jest źle
W fazie krytycznej jeszcze można podjąć decyzję: pić lub nie. Ponieważ rośnie poczucie winy i brak akceptacji dla siebie, wielu chorych próbuje robić testy, które mają dowodzić, że kontrolują sytuację. Przestają pić na jakiś czas. Rzecz w tym, że w czasie abstynencji cały czas myślą o piciu, nie mogą dobrze funkcjonować. Poziom agresji wzrasta zarówno po alkoholu, jak i na trzeźwo. Coraz częściej dzień zaczynasz od setki. Gdy już zaczynasz pić, z pewnością się upijesz. Jeszcze niedawno, tracąc kontrolę nad piciem, nie mogłeś przewidzieć, jak zakończy się wieczór. Teraz staje się to jasne.

Przechodząc do fazy przewlekłej, w ogóle przestaniesz trzeźwieć. Będziesz starał się zawsze być choćby na lekkim rauszu. To nie będzie trudne. Twój zatruty, schorowany organizm potrzebuje już naprawdę niewiele alkoholu, by się zamroczyć.

Nie ma cudów
Nie musisz pić codziennie, by stwierdzić, że jesteś alkoholikiem zaawansowanym. Niektórzy mają do końca skłonność do przerw, w czasie których są zdolni do całkowitej abstynencji. Nie oszukuj siebie i innych, że tak żyjesz, bo chcesz. Nikt by nie chciał.
Taki tryb życia nie może zostać bez wpływu na ciebie i otoczenie. W ostatnim stadium choroby niemal zawsze występują zaburzenia psychiczne, od stanów lękowych, po psychozy. Regularne picie skraca życie o 10-15 lat, wyniszczając wątrobę czy nerki. Jeśli nawet choroba nie zdąży cię zrujnować, masz sporą szansę zostać ofiarą zabójstwa, bójki, wypadku samochodowego. Należysz też do grupy podatnej na próby samobójcze.

Zrób coś ze sobą, jeśli podejrzewasz, że trafiłeś na równię pochyłą alkoholizmu. Porozmawiaj z terapeutą uzależnień (o kontakt poproś w przychodni rejonowej). Nikt nie będzie cię leczył, jeśli jesteś zdrów.

źródło: WP.pl

dodajdo.com

Ograniczona wiara


„Wielu z nas, którzy uważali się za religijnych zdało sobie sprawę, jak ograniczona była ta wiara. Nie zawsze stawiając Boga na pierwszym miejscu sami pozbawialiśmy się Jego pomocy. Dopiero teraz słowa "Sam z siebie jestem niczym - Pan czyni dzieła", zaczynały budzić nadzieję i nabierać sensu"
str.76 "12/12"

- Jak rozumiem dziś słowa"Sam z siebie jestem niczym - Pan czyni dzieła"?

Nowe życie


Czy niepicie to wszystko, czego mamy się spodziewać po przebudzeniu duchowym? Nie; abstynencja to zaledwie sam początek - to tylko pierwszy dar pierwszego przebudzenia. Jeśli mamy ich otrzymać więcej, proces przebudzenia musi postępować naprzód. W miarę jego trwania odkrywamy, że stopniowo stajemy się zdolni do odrzucenia starej drogi życia - tej, która zaprowadziła nas donikąd - na rzecz nowej, która sprawdza się i wiedzie prosto do celu w każdych okolicznościach.
Bez względu na to, czy spotyka nas porażka czy sukces, czy doznajemy bólu czy radości, czy jesteśmy chorzy czy zdrowi - ten nowy sposób życia o niewyczerpanych możliwościach znajduje się w zasięgu naszych rąk, jeśli tylko gotowi jesteśmy kontynuować proces przebudzenia, stosując w praktyce Dwanaście Kroków AA

Jak to widzi Bill W


Jak trwoga to do Boga


„Przestaliśmy odnosić się do Siły Wyższej jak do pogotowia ratunkowego, w myśl formuły "jak trwoga to do Boga". Coraz bardziej słabło w nas przekonanie, że możemy żyć, jak nam się żywnie podoba, korzystając tylko od czasu do czasu z Bożej pomocy."
"12 kroków 12 tradycji" str.76

- Jak zmieniła się moja relacja z Siłą Wyższą?
- Jak dziś zwracam się o pomoc do mojego Boga?

Koszmar życia z trzeźwiejącym alkoholikiem


Jestem osobą współuzależnioną. Mój mąż nie pije od lat 11. Jest, jak to ja nazywam, "zapalonym aaowcem”. Mitingi dwa razy w tygodniu, służba rzecznika, jeździ do aresztów na mitingi, w które, aby się odbywały, włożył wiele wysiłku. Po prostu wzór trzeźwiejącego alkoholika. Jest tylko jedno "ale" - relacje w rodzinie. Bywa agresywny wobec mnie i naszej dorosłej już córki. Gdy tylko coś "nie idzie po Jego myśli krzyczy nie przebierając w słowach. Potrafi powiedzieć do córki, że ma "oblezłą gębę" (nawet kiedyś położył Jej taką karteczkę z tym napisem na biurku). Ostatnio powiedział, że "jest poryta" (a chciała po prostu wyłączyć ruter i włączyć za chwile, bo nie działał w Jej laptopie internet, a że mąż też pracował na laptopie, to go po prostu o tym poinformowała.. i taką dostała odpowiedź). Sytuacji takich jest mnóstwo. Jak jest zły, to potrafi do mnie powiedzieć -"mam nadzieje, że szybko zdechniesz" albo "mam nadzieję, że wjedziesz pod jakiegoś tira, albo że jestem głupia lub inne epitety, których wstydzę się pisać. Z biegiem czasu uodporniłam się na takie hasła, gorzej jest z córką. Mam wrazenie, że mój mąż zatrzymał się emocjonalnie na latach wczesnej młodości. Traktuje córkę jak małe dziecko (dziewczyna ma 25 lat ), dołuje Ją, kpiąc, że jaki tam z Niej inżynier (za 2 miesiące będzie magistrem, a inżynierem już jest).

Chodzę na Al-anon od kilku lat i pewnie dlatego żyje mi się lżej. Próbowałam rozmawiać z mężem, ale On twierdzi, że nie ma czasu. Próbowałam namówić Go na wspólną terapię u psychologa, na wizytę u seksuologa (ta sfera nie istnieje od 3 lat a gdy już istniała, to było po prostu kiepsko) i nic. Po prostu NIC. Nigdzie nie chce pójść. Czytam mnóstwo literatury. Przez około 3 lata miałam kontakt terapeutyczny z alkoholikem trzeźwiejącym od ponad 20 lat – to terapeuta. Nawet udało się namówić mojego męża na kilka spotkań, ale to nic nie dało, bo mój mąż czuł się kimś lepszym ode mnie w tej terapii (to słowa terapeuty). Gdy terapeuta zwracał uwagę, że pewne rzeczy robi źle i że trzeba nad tym popracować, to był po prostu zły i mówił, że chcemy go zmieniać. To cały czas ja mam się zmieniać - tak twierdzi mąż. Myślę, że zrobiłam wiele dobrych rzeczy, staram się przekładać program Al-anon na dom. Odpuściłam już wiele rzeczy, ale żyje mi się dalej źle. Co mogę jeszcze zrobić? Wiem, że podstawą jest rozmowa, ale nie ma takiej siły, która by spowodowała, że mąż będzie rozmawiał. Próbowałam już wszystkiego. Pisałam listy, maile. Mówi, że wyrzuca to i wcale tego nie czyta. Mówi, że "ma w dupie to, co ja czuję, myślę i co chcę powiedzieć". Próbuję powiedzieć, że tak naprawdę to my się nie znamy. Mąż pił kilkanaście lat. Wszystko kręciło się wokół niego i alkoholu, a ten czas trzeźwienia to właśnie czas, w którym powinniśmy poznawać siebie, po prostu uczyć się siebie nawzajem.

Dla całego otoczenia on jest wzorem męża, ojca, wzorem trzeźwiejącego alkoholika. Co ja jeszcze mogę zrobić? Dodam, że mąż miał oboje rodziców alkoholików - nie żyją już. Szczególnie matka dopuściła się wobec Niego strasznych rzeczy (gdy był dzieckiem, wyrzucała Go z domu, głodziła, sypiała na Jego oczach z mężczyznami itp.). Czasami mam wrazenie, że tą nienawiść do matki przelał na mnie i na naszą córkę.

Pozdrawiam. Z szacunkiem. Mariola

forum Gazeta.pl
dodajdo.com

Stosunek do Boga


„Najgłębszym rezultatem tej lekcji pokory była zmiana naszego stosunku do Boga i to niezależnie od tego, czy byliśmy poprzednio wierzący, czy też nie.."
"12/12" str.76

- W jaki sposób Krok Siódmy zmienił, bądź wpłynął na mój stosunek do Boga?

Pokora najlepszym lekarstwem na ból


„Potem, już w AA, zaczęliśmy patrzeć i słuchać. Wszędzie wokół nas widzieliśmy nieszczęścia i upadki, które pokora przeobrażała w bezcenne wartości. Usłyszeliśmy wiele opowieści o tym, jak pokora przekuwała słabość w siłę. W każdym przypadku ból był ceną wstępu do nowego życia. Ale nagroda za tę cenę przerastała najśmielsze oczekiwania. Była nią pewna doza pokory, która wkrótce okazała się najlepszym lekarstwem na ból. Zaczynaliśmy coraz mniej bać się bólu i coraz bardziej pragnąć pokory."
str.75 "12/12"

- Przykłady z własnego doświadczenia, w jaki sposób u mnie pokora przekuwała słabość w siłę ?
- Czy mogę dziś powiedzieć, że pokora jest moim skutecznym lekarstwem na cierpienie?

Kiedy nie wiem, kim jestem


Jak rozumieć określenie „dorosłe dziecko alkoholika”?

Termin ten ukuty został w Stanach Zjednoczonych, niemal równocześnie z rozpoczęciem programu samopomocy dla anonimowych alkoholików. Zauważono, że istnieje pewna zależność między osobą długotrwale nadużywającą alkoholu, a pozostałymi członkami jego rodziny, którzy niejako adaptują się do sytuacji uzależnienia. Początkowo uważano, że domowe otoczenie alkoholika reaguje podobnie.

Okazało się jednak, że w inny sposób radzą sobie dorośli partnerzy, którzy mogą mieć większy wpływ na daną sytuację, a w inny sposób dzieci, które zmuszone są do trwania w wykreowanej przez rodziców czy opiekunów destrukcyjnej rzeczywistości. Osoby, które wychowywały się w rodzinach z problemem uzależnienia od alkoholu, nazywa się zwyczajowo DDA. Jest to określenie wskazujące na źródło trudności adaptacyjnych, z jakimi muszą radzić sobie te osoby, a więc na ich przeszłość. Nie jest to opisana klinicznie jednostka chorobowa, lecz etykieta.

Psychoterapeuci mówią raczej o syndromie DDA, czyli charakterystycznym zespole cech występujących u części osób dorosłych, które dorastały w określonych warunkach systemu rodziny z problemem uzależnień.

Jakimi cechami charakteryzuje się ten syndrom?

Zwykle wymienia się lęk przed bliskością i trudności w relacjach, nieufność i wzmożoną kontrolę, problemy w przeżywaniu i wyrażaniu uczuć i potrzeb, zależność i trudności związane z osobami i sytuacjami. W dzieciństwie, kiedy osoby z tym syndromem musiały radzić sobie z wieloma trudnościami, m.in. z dystansem ze strony rodziców, ich nieprze-widywalnością, powodowało to w ich życiu wiele traum. Wczesne i długotrwałe trudności z budowaniem więzi z matką, ojcem czy opiekunami, zwykle owocuje u tych osób zaburzeniami, które opisywane są raczej jako trudności na poziomie osobowościowym niż nerwicowym.

Dzieci przyjmują zatem postawy adekwatne do tego, co dzieje się w ich domach…

Osoby z syndromem DDA wywodzą się z domów, w których relacje z ważnymi dla nich dorosłymi były zakłócone. Trudno im było przejrzeć się w oczach ojca i matki, trudno było zostać „nakarmionym” emocjonalnie, ponieważ jeden z rodziców był skoncentrowany na swoim piciu, a drugi na próbie rozwiązania alkoholowego problemu partnera. W związku z tym, dzieci zawsze były opuszczone, doświadczały poczucia osamotnienia, ich potrzeby nie były zaspokojone, obarczane były nadmiernymi wymaganiami, wykraczającymi poza ich zwykłe, dziecięce role. System rodzinny wymuszał na nich na przykład podjęcie roli zastępczego partnera względem jednego z rodziców czy zastępczego rodzica wobec swojego rodzeństwa. Dzieci z rodzin z problemami uzależnień wychowywane są w klimacie tajemnicy, udawania, że wszystko w domu jest w porządku. Problem uzależnienia, i często współobecnej przemocy, jest ukrywany, maskowany, zaprzeczany. Z tego powodu dzieci tłumią swoje uczucia, swoją indywidualność, stają się nadmiernie czujne, nieufne, kontrolujące i zależne.

A jaką rolę odgrywają rodzice niepijący, tzw. współuzależnieni?

Skrót DDA można by rozwinąć jako „dorosłe dziecko alkoholika i osoby współuzależnionej”. Nieuzależniony rodzic często bywa przez dziecko idealizowany, stawiany na piedestale, gdyż jest jedyną nadzieją na wsparcie. Dzieci, aby przetrwać, często wyrzekają się swoich potrzeb, by wspomagać trzeźwego rodzica, jawiącego się im jako bezradna, słaba i pokrzywdzona osoba. Jednak podczas terapii zwykle okazuje się, że krzywda rodzica zasłaniała wykorzystywanie przez niego dziecka do swoich celów, np. pieniędzy alkoholikowi, szukania go, wielogodzinnego rozmawiania z pijanym rodzicem, by go uspokoić itp. Trzeba dodać, że syndrom współuzależnienia opisywany jest jako niszcząca adaptacja do sytuacji życia w związku z osobą uzależnioną. Jeśli tak funkcjonuje drugi rodzic (jest bezradny, depresyjny, skoncentrowany na alkoholiku, zobojętniały na świat wokół), to oprócz swojego cierpienia, z pewnością przysporzy wiele bólu i niedostatku swoim dzieciom.

Czy każde dziecko wychowujące się w domu z problemem alkoholowym w przyszłości będzie wymagać pomocy terapeutycznej?

Oczywiście, że nie. Na to, czy ktoś będzie potrzebować specjalistycznej pomocy, czy też nie, wpływa wiele czynników. Jednym z nich jest temperament, czyli siła konstrukcji psychicznej. Czasami zdarza się, że partner alkoholika nie ma syndromu współuzależnie, bierze odpowiedzialność za siebie i buduje zdrowe relacje z dziećmi, daje im zaplecze emocjonalne. Bywa również tak, że dzieci znajdują pomoc poza rodziną, np. u cioci, wujka, księdza czy trenera. To pomaga im w jakimś stopniu kompensować braki domu rodzinnego. Starsze dzieci szukają pomocy w ruchach religijnych, harcerstwie, sporcie. To ważna alternatywa, ponieważ daje poczucie uporządkowania moralnego, którego brakuje w ich domach. Dzieci szukają tam także miłości, wsparcia, wzmocnienia poczucia własnej godności, akceptacji. Wybierają wspólnoty oferujące bliskość, której brakuje im w domach zdominowanych przez agresję i przemoc fizyczną albo chłód emocjonalny. Takie alternatywne formy, jeśli nie powtórzą totalitarnego systemu rodzinnego, pomagają leczyć doznane zranienia, uczą budowania wzajemnych relacji, szanowania zasad, itp.

Jakie postawy społeczne przyjmują DDA? Są otwarci świat, czy raczej wycofani, zalęknieni?

Osoby te często miewają zaburzenia lękowodepresyjne, a także cechy osobowości zależnej. Mimo że są pozornie niezależne, zaradne, przez wiele lat potrafią opiekować się rodzicami, to kiedy muszą zająć się własnym życiem, stają się zupełnie bezradne. Z jednej strony mogą robić trzy fakultety naraz, angażować się w pomoc słabszym, działać w ruchach religijnych, a z drugiej, kiedy muszą zająć się swoimi problemami, uciekają, chowają się, nie podejmują walki o własne dobro. Określenie „dorosłe dziecko” dobrze odzwierciedla sposób ich funkcjonowania. Swoim zachowaniem ujawniają, że są uwięzione w przeszłości, czyli w sytuacjach, w których nie mogły prosić o miłość, nie mogły mówić, że są głodne czy chore. Sytuacja zmuszała je jednak do tego, by przyjmowały postawy dorosłe, musiały np. same zanosić swoje dokumenty z przedszkola do podstawówki, organizować przeprowadzki, prowadzić uzależnionemu rodzicowi dom pod nieobecność drugiego rodzica itp. W dorosłym życiu DDA potrafią świetnie doradzać, realizować wiele zadań jednocześnie, zajmować się ludźmi, ale nie sobą. Zwykle, w tej ostatniej sytuacji, czują się nieporadne, a nawet winne.

Nadmierne eksploatowanie siebie może powodować problemy zdrowotne…

U takich osób osobiste problemy ujawniają się w postaci objawów psychosomatycznych, jak np. porażenia ciała, duszności, uczucia ucisku w klatce piersiowej, zaburzenia miesiączkowania, bólów głowy. Mogą występować również inne objawy, jak chociażby poczucie życia w odrealnieniu, we mgle, w bardzo wyraźnej postawie nieufności wobec ludzi oraz silna potrzeba czujności i kontroli relacji. Są to cechy charakterystyczne np. dla żołnierzy biorących udział w wojnach na pierwszej linii frontu, którzy nie mają pewności, że przeżyją.

Podobnie jak dzieci alkoholików…

Trwają one w nieustannym napięciu, ponieważ nigdy nie mają pewności, czy po powrocie ze szkoły zastaną spokojną atmosferę i ciepły obiad na stole, czy też libację i przypadkowe osoby, które będą spać w ich łóżkach. Towarzysząca przewlekłemu piciu rodziców przemoc, agresywne kłótnie, wy, znikanie rodziców na kilka dni bez wyjaśnień powodują w konsekwencji, że u wielu osób pochodzących z rodzin z problemem uzależnień pojawia się tzw. zespół stresu pourazowego.

Jakie są objawy tego zespołu?

Spośród wielu, trzy są najbardziej charakterystyczne. Pierwszym z nich jest pobudzenie. Kiedy traumatyczne zjawisko trwa dłuższy czas, lub jest gwałtowne i silne, maleje zdolność do radzenia sobie z nim. System samoobronny rozpada się, pojawia się stałe pobudzenie, nadmierne reagowanie na sytuacje stresowe, np. na egzamin czy nawet wizytę u lekarza. Pobudzona osoba trwa w nieustannej gotowości do działania, trudno jest jej się relaksować, spać, regenerować siły. Organizm pracuje ciągle na najwyższych obrotach, tak jak w chwili, kiedy występowała sytuacja stresowa. To nic, że zmieniły się okoliczności, że od tego okresu minęło już sporo lat, raz zaprogramowany sposób działania nie wycisza się.

Drugim objawem jest tzw. flashback, czyli wtargnięcie. Jest to pojawiający się nagle obraz z przeszłości. To jak powtórzenie jakiejś dramatycznej sceny w filmie kryminalnym, w postaci przebłysku. Pojawianie się takich obrazów wskazuje na chwile, w których załamywał się system obronny danej osoby. Takie wtargnięcia potrafią wyrywać ze snu, z wykonywanych zwyczajowo czynności. Są to pewnego rodzaju okruchy wspomnień pojawiających się w sposób nieprzewidziany i niekontrolowany. Zwykle są to zbitki bardzo trudnych wspomnień, obrazy, dźwięki wywołujące określone uczucia. Przykładowo, osoba idąc ulicą zauważa kogoś, kto wykonuje pewien gest, który kojarzy się jej z dawnym, negatywnym wydarzeniem, a to powoduje u niej paraliżujący lęk. Nie jest to więc reakcja na to, co dzieje się tu i teraz, lecz na wydarzenie z przeszłości.

Trzeci objaw syndromu pourazowego to zawężenie. Zwykle spotykamy się z nim w sytuacji bieżącego stresu, kiedy np. stoimy naprzeciw napastnika i musimy zdecydować, czy podejmujemy walkę, czy uciekamy. W naturalny sposób skupiamy wtedy całą naszą uwagę na problemie, zawęża się nasze pole świadomości, istnieje wtedy tylko problem i my. U osób z zaburzeniem stresu pourazowego takie zawężenie powoduje, że odbierają oni bieżące sytuacje niejako z zewnątrz, jak gdyby byli biernymi obserwatorami i nie mieli wpływu na to, co się dzieje.

Żyją jakby w nierealnym świecie…

To nie musi być stan ciągły, może się pojawiać tylko sporadycznie. Poczucie nieade-kwatności tego, co jest, z tym, co się widzi, może powodować także kreowanie fikcyjnego świata. Pacjenci budują sobie w marzedomy, tworzą całe rodziny zgodnie z zasadami, według których sami chcieliby żyć. Jest to mechanizm obronny, próba wynagrodzenia sobie przeszłości, np. braku kochającej rodziny.

Czy osoby pochodzące z rodzin alkoholowych mają większe do uzależniania się od alkoholu?

To pytanie, na jakie fachowcy od wielu lat szukają odpowiedzi. Istnieją teorie mówiące, że może pojawić się skaza na chromosomie mająca wpływ na ewentualne uzależnienie, ale póki co, nie ma na to wystarczających dowodów. Większą rolę można przypisać środowisku, w jakim przebywają dzieci. Jeśli na co dzień widzą pijących rodziców, którzy w taki sposób „radzą” sobie z napięciem, wielce prawdopodobne, że będzie to dla nich informacja, że warto wypróbować taką formę odreagowania.

Czynniki środowiskowe przyczyniają się do przejmowania przez dzieci wzorców zachowań dorosłych, ale mogą one przyjąć również postać przeciwną, czyli nadmierne kontrolowanie siebie, z obawy przed powtórzeniem zachowań rodziców. Jest to problem nadkontroli – całkowite odrzucenie alkoholu, abstynencja oparta na lęku, że straci się kontrolę nad sytuacją, że nie będzie można przestać pić. Często dorastającym dzieciom, alkohol pomaga się rozluźnić, zapomnieć o nieustannym stresie w domu, a to przyczynia się do uzależnienia kolejnego pokolenia. Jednak nie jest to regułą, a problem uzależnienia od alkoholu nie dotyczy każdego DDA.

Czy DDA chętnie zgłaszają się po pomoc do terapeuty?

Są to osoby odznaczające się tzw. przymusem dzielności. Są przyzwyczajone do tego, że nie można korzystać z pomocy osób trzecich. W dzieciństwie nie dostawały wsparcia, najczęściej jeszcze same udzielały go innym. W związku z tym, bardzo trudno jest im prosić o poradę czy przyznać się przed sobą, że sobie z czymś nie radzą. Największym problemem jest dla nich pokonanie nieufności, zrezygnowanie z kontroli i powiedzenie, że coś ich przerasta. Wstydliwe jest nazwanie rodziców alkoholikami, dostrzeżenie, że nie są idealni. Motywem DDA do zgłaszania się po pomoc bywa chęć kierowania do terapii swoich bliskich, partnerów, rodziców. Średnia wieku tych pacjentów to dwadzieścia-trzydzieści kilka lat i jest to właściwy moment na rozpoczęcie terapii. Dzięki temu, dają sobie szansę na popełnienie mniejszej liczby błędów oraz na lepsze życie po ukończeniu leczenia.

Z jakimi problemami najczęściej przychodzą?

Jednym z pojawiających się najczęściej jest nieumiejętność budowania trwałych związków, pogłębiania ich. Mają również problemy z seksualnością. W ich wspomnieniach wiele jest sytuacji naruszania intymności fizycznej, psychicznej. Oprócz trudności w zaufaniu drugiemu człowiekowi, przeżywają konflikty lojalności względem rodziny, z której pochodzą. Nawet kiedy mają już własne domy, trudno jest im odseparować się od problemów rodziców, rodzeństwa, co przyczynia się do powstawania napięć w nowym związku, który starają się tworzyć. Nie umiejąc oddzielić się od rodziny, stale angażują się w jej sprawy, dzwonią, są w stałym lęku, wypytują o szczegóły, są gotowe pomagać w każdej chwili, oddalając od siebie swoje dorosłe życie. Boją się mieć dzieci, być rodzicami, by nie powtórzyć błędów swoich matek i ojców.

Jakie są formy terapii DDA?

Może być ona prowadzona dwutorowo, tj. indywidualnie albo grupowo. W ośrodku, którym kieruję, zanim osoba zostanie przyjęta, konsultuję ją z lekarzem psychiatrą, by wykluczyć głębsze zaburzenia, rozpoznać, czy nie trzeba rozpocząć leczenia farmakologicznego. Następnie przeprowadza się diagnozę psychologiczną, pod kątem możliwości i kierunków korzystania z psychoterapii.

Zanim zapadnie decyzja o zakwalifikowaniu do psychoterapii, analizowany jest problem, z jakim potencjalny pacjent przychodzi do terapeuty, oraz weryfikuje się motywację zainteresowanego. Zdarza się tak, że na terapię przychodzą osoby, które zostały nakłonione do niej np. przez przełożonego bądź współmałżonka, niemające wewnętrznego przekonania o potrzebie leczenia. Wówczas, jeśli nie uda się odnaleźć wewnętrznego motywu, nie umawiamy się na terapię. Forma psychoterapii, indywidualna lub grupowa, zależy od oferty ośrodka, ale przede wszystkim dopasowywana jest do potrzeb.

Czego pacjenci mogą spodziewać się na terapii?

Zwykle pracujemy w oparciu o historię życia. U DDA, przez działanie wewnętrznych systemów obronnych, dokonuje się tzw. wyparcie złych doświadczeń ze swojej pamięci. Dlatego trzeba podjąć próbę urealnienia problemów, które były zaprzeczane, o których się nie pamięta. Opowiadanie swojej historii w grupie pomaga odzyskiwać pamięć, urzeczywistniać problemy, które często były negowane, marginalizowane. Kiedy ktoś opowiada, że był bity, to kolejnym osobom przypominają się podobne zdarzenia. Gdy pacjent był np. świadkiem współżycia seksualnego rodziców, a wcześniej matka mówiła nienawiści względem ojca oraz, że chce się z nim rozwieść, pojawia się ogromne napięcie, którego źródło w trakcie terapii musi zostać rozpoznane, przepracowane. Opowiadanie o swoich przeżyciach i doświadczeniach, w terapii indywidualnej, czy grupowej, pomaga je porządkować oraz wyrazić uczucia bólu, wstydu, gniewu, nienawiści. Terapeuta w relacji indywidualnej jest lustrem, pomaga zinterpretować i zrozumieć, a potem zintegrować to, co najtrudniejsze, tak by pacjent odnalazł w sobie oparcie i sens własnego życia. W relacjach z terapeutą czy osobami z grupy, pacjent doświadcza nowej jakości budowania więzi i odzyskuje swoją autonomię, dodatkowo odkrywa, że jedno nie stoi w sprzeczności z drugim.

Czy kolejnym etapem jest przebaczenie rodzicom?

Terapia zapoczątkowuje proces wybaczania, który nie może być rozumiany jako zapomnienie ani usprawiedliwienie. DDA kierują się w życiu sztywnymi zasadami, często są bardzo ortodoksyjni w swoich religijnych przekonaniach, dlatego, jeśli usłyszą podczas spowiedzi, że powinny przebaczyć, będą się starać to zrobić, nawet kosztem własnych uczuć. A tego etapu nie można przyspieszyć, przebaczenie musi postępować w swoim własnym tempie. Zanim do niego dojdzie, należy uświadomić sobie krzywdy, które mają być wybaczone.
Terapia jest po to, aby DDA mogły odnaleźć zamrożone gdzieś w sobie poczucie krzywdy, niesprawiedliwości, które nie pozwala normalnie funkcjonować i zapomnieć o przeszłości. Przeprowadzona psychoterapia może uruchomić procesy egzystencjalne, które dostarczą odpowiedzi na pytania o porządek świata, własne wartości, czyli na te kwestie, które bezpośrednio dotykają każdego człowieka.

Czy można przestać być dorosłym dzieckiem alkoholika?

Jest to jak najbardziej możliwe. O tym, co się wydarzyło w dzieciństwie, nie zapomni się nigdy, ale można myśleć o przeszłości jako o obszarze, który rozumiem i integruję w sobie. Jeśli osoba po dwuletniej terapii mówi, że nadal jest DDA, to znaczy, że nie do końca wykorzystała okres leczenia. Osoba po terapii zwykle nie potrzebuje etykiety, nie tworzy sobie podwalin poczucia tożsamości w oparciu o bycie ofiarą systemu rodziny z problemem alkoholowym. Dzięki cechom wyniesionym z domu rodzinnego, determinacji, umiejętności życia w ekstremalnych warunkach oraz wytrzymałości, poznaje w trakcie terapii nowe narzędzia, za pomocą których będzie mogła radzić sobie samodzielnie, i – na co można mieć nadzieję – być bardziej szczęśliwa i spełniona.

Z Agnieszką Litwą-Janowską, dyrektorem Krakowskiego Centrum Terapii Uzależnień rozmawiali Joanna Pastuszak i Sławomir Rusin

źródło: Parafia św. Krzyża Płock

dodajdo.com

Wartości


„To udoskonalone odczucie pokory powoduje jeszcze jedną radykalną zmianę naszych poglądów. Zaczynają się nam otwierać oczy na ogromne wartości, które wynikają bezpośrednio z detronizacji własnego JA. Nasze dotychczasowe życie było nieustanną ucieczką od bólu i problemów. Uciekaliśmy przed nimi w panicznym strachu. Nigdy nie chcieliśmy zmierzyć się z cierpieniem. Naszym rozwiązaniem była zawsze ucieczka w butelkę. Budowanie charakteru przez cierpienie mogło być dobre dla świętych, ale nas nie pociągało ani trochę."
12/12 str.75

- Jakie wartości odnajduję w detronizacji własnego JA ?
- W jaki sposób detronizacja własnego "ego" może przyczyniać się do zmniejszenia naszego bólu i cierpienia?
- Czy budowanie charakteru musi zawsze dokonywać się na drodze cierpienia, bólu? Dlaczego?

Życiodajna manna


„Dla tych z nas, którzy znali dotychczas jedynie nastroje podniecenia, depresji i lęków - a więc dla nas wszystkich - ten nowo odkryty spokój jest bezcennym darem. Coś naprawdę zupełnie nowego wzbogaciło nasze życie. Jeśli dotychczas pokora była dla nas czymś w rodzaju wodnistej papki szpitalnej, to obecnie odczuwamy ją jak życiodajną mannę, po której spożyciu możemy uzyskać pogodę ducha."
12/12 str.75

- Czy dzięki praktykowaniu pokory wyzbywam się lęku, depresji, ciągłych stanów napięcia, niepokoju?
- W jaki sposób pokora wpłynęła na mój stan ducha?

... i stosować te zasady....


Każda społeczność posiada swoją prawdę stanowiącą cel jej istnienia. Dla Anonimowych Alkoholików ta prawda zawarta jest w Wielkiej Księdze, książce, od której tytułu przyjęła nazwę nasza wspólnota. Bardziej szczegółowe wyjaśnienia współzałożyciel Bill W. pozostawił nam w „12x12" oraz „Poradniku Służb i 12 Koncepcjach dla Służb Światowych". Dla innych, prawda, kim są Anonimowi Alkoholicy, będzie związana z obrazem, jaki przedstawimy swoją postawą. Już tu rozpoczyna się odpowiedzialność za nasz wizerunek.
Stosunkowo niedawno miałem okazję uczestniczyć w naszym mityngu razem z psychologiem spoza AA. Zapytałem o wrażenia i byłem bardzo zdziwiony odpowiedzią. Po pierwsze usłyszałem, że choć na każdym mityngu czytamy swoje zasady, to znaczy 12 Kroków i 12 Tradycji, to jakoś zupełnie nie widać chętnych do ich przestrzegania, jakby zasady AA były niezrozumiałe dla uczestników mityngu bądź zostały potraktowane jako fragment nie do końca zrozumiałego ceremoniału. Wypowiedzi wskazują, że program AA pojmowany jest dość jednostronnie i bardzo, bardzo powierzchownie. Nasza Wielka Księga na str. 52 przypomina: Egoizm i egocentryzm, koncentracja na samym sobie!... To właśnie jest, jak sądzimy, zasadnicze źródło naszych kłopotów. Natomiast obraz, jaki mój gość zobaczył, świadczył o tym, że wielu z mówców było bardziej skoncentrowanych na podkreśleniu swojego spojrzenia, jakby w opozycji do czytanego programu, szczególnie wobec konieczności podejmowania służb, jak i poszanowania Tradycji AA. Taki stan nie wróży dobrej przyszłości naszej wspólnocie.
Jest chyba jasne, że aby nasza wspólnota mogła funkcjonować, muszą być ludzie zainteresowani jej przetrwaniem, jak i muszą być ci, którzy swoją postawą mogą pokazać działanie programu AA i sens podejmowania trudu trzeźwienia. Taka postawa przyciąga. Wiem o tym, bo sam tego doświadczyłem. Wokół mnie było wielu takich, dla których życie wspólnoty AA było bardzo ważne. Bogu dzięki za nich. W miarę jak i ja wchodziłem w tryby służb, miałem niesamowitą niespodziankę - obsesja picia odpuszczała. Odzyskiwałem wolność od przymusu picia. Rozpoczął się proces trzeźwienia.

Drugą sprawą, którą poruszył mój gość było ciągłe nazywanie się „przyjaciółmi". Nieraz wyglądamy z tym bardzo śmiesznie. Bo trudno nazwać przyjaźnią wzajemne torpedowanie zamierzeń albo satysfakcję, jaką widać w wymianie złośliwości, gdy dawna serdeczność i życzliwość zmieniają się w chłód i wyczuwalną niechęć. Gdy poprosisz „przyjaciela" o pomoc przy czynnościach dla naszego wspólnego dobra, najczęściej okaże się, że akurat nie jest gotowy, brak czasu, itp, itd... To cudowne, że taka postawa nie dotyczy wszystkich. Dzięki nim mityngi nadal mogą się odbywać. Choć może się też zdarzyć, że kiedy nowy przychodzi na mityng, wiele zasad będzie akurat właśnie całkowicie lekceważonych.
Miałem niedawno okazję słyszeć na mityngu taki kwiatek, jak to we wspólnocie nie ma żadnych autorytetów. Czyżby do tej pory nie dotarła do takiego mówcy informacja, że jedynym autorytetem jest Miłujący Bóg, który przejawia się w sumieniu każdej grupy. By odczuć Jego obecność, niezbędny jest udział w sumieniu grupy, pokonanie niechęci i własnego egoizmu. Warto chyba zastanowić się, że jeśli w grupie liczy się autorytet to czyj? Mój, który chcę eksponować przez swoją postawę, czy grupy? Czy czuję się cząstką tego specyficznego zespołu jakim jest grupa AA? Czy potrafię zobaczyć, że z faktu uczęszczania na mityngi AA, jeszcze nie wynika, że moje działania są działaniami AA, o ile nie są związane z celami odpowiednich służb? Że mogą być wyraźnym ich zaprzeczeniem.
Zobaczmy, co mówi o nas „12x12" w Kroku Dwunastym: Na początku istnienia AA zespól wybitnych psychologów i lekarzy przeprowadził szeroko zakrojone badania dużej grupy ludzi mających, jak się wtedy mówiło, problem z piciem. Naukowcy nie próbowali stwierdzić, co nas różni od siebie, chcieli przede wszystkim dowiedzieć się, czy i jakie cechy osobowości są wspólne dla całej badanej grupy alkoholików. Doszli ostatecznie do wniosków, które zaszokowały ówczesnych członków AA. Ci dostojni eksperci mieli czelność stwierdzić, że większość badanych alkoholików cechowała dziecinna niedojrzałość, drażliwość uczuciowa i skłonność do popisywania się. Jakże oburzył nas ten werdykt! Nie mogliśmy przecież przyjąć do wiadomości, że nasze dorosłe projekty były w istocie dziecinnymi mrzonkami. Więc gdzie rzeczywistość? Dobrze, że wspólnota AA wypracowała takie miejsca, gdzie mamy do czynienia z poważniejszym traktowaniem zasad AA, podczas których „nie wypada" postępować inaczej. To spotkania robocze, spotkania intergrup, regionów czy konferencji. Tu już nikt nie eksponuje faktu, że nie pije, bo wszyscy wokół nie piją. Natomiast ważne jest, ile z zasad zdrowienia udało się przyswoić. W tych spotkaniach nie ma miejsca na postawę strusia, który chowając głowę w piasek czuje się bezpieczny. Nieraz można zaobserwować, że choć w domu i w pracy przez jakiś czas wiele spraw układa się w miarę pomyślnie, to sukcesy te są bardzo powierzchowne. Wystarczyło, że kiedyś doszliśmy do wygodnego wniosku by schować się przed stosowaniem wszystkich Dwunastu Kroków. Spotkania służb obnażają taką sytuację z całą wyrazistością. W „12x12" możemy przeczytać Wygórowane mniemanie o sobie i myślenie pełne zafałszowań musiało zostać wyrugowane musieliśmy zaprzestać samousprawiedliwień, litowania się nad sobą oraz złości. ...inaczej ukierunkować nasze przemożne pragnienia bezpieczeństwa emocjonalnego i materialnego, prestiżu i władzy, miłostek i zadowolenia w życiu rodzinnym. ... zaspokojenie instynktów nie może być jedynym celem i sensem życia. Umieścić instynkt na pierwszym planie to tak, jak postawić wóz przed koniem: pociągnie on nas do tyłu w rozczarowanie. Jeśli jednak na pierwszym miejscu postawimy rozwój duchowy, to wtedy i tylko wtedy, otworzą się przed nami ogromne możliwości.
We wspólnocie Anonimowych Alkoholików mamy szansę usłyszeć o wielu sposobach osiągania przebudzenia duchowego, lecz dopiero wzrastające poczucie odpowiedzialności za naszą wspólnotę wydaje się być najbardziej ciepło przyjmowaną miarą tego przebudzenia. Nie dość, że rozwija się poczucie przynależności do czegoś większego niż my sami, to nasze zaangażowanie wyznacza zakres poznania. Zdaję sobie sprawę, że służby to tylko propozycja zdarzeń, takie specyficzne ćwiczenie, aby w praktyce doświadczyć działania programu AA. Mamy szansę nauczyć się takiego postępowania, które nie zmusza do łamania własnych zasad. Prowadzi wreszcie do życia zgodnego z sumieniem. Koledzy, przyjaciele, a nawet przeciwnicy będą stale przypominali, że wspólnota AA posiada specjalny sposób osiągania celów. To nasze Tradycje i Koncepcje. Właśnie w dobrowolnym przyjęciu i przestrzeganiu tych zasad zachodzi duchowa przemiana czyniąca z trzeźwiejącego alkoholika członka wspólnoty AA. To jest cały urok i moc naszej Trzeciej Tradycji. Nikt nikogo nie zmusza do czegokolwiek, dostęp do zasad AA ma praktycznie każdy, kto tego chce. A jednak łatwo zauważyć, że z wielu mogących mieć dostęp do wartości AA, skorzystać potrafią tylko nieliczni. Mam dla nich wiele, wiele szacunku. Dla ich wysiłku, cierpliwości, odwagi, aby zasady AA mogły zostać przekazane następcom w niezmienionej formie, takiej która i mnie pomogła radykalnie zmienić sposób myślenia. Pozwoliła zbudować sens nowego życie. Niestety nieraz odnoszę wrażenie jakby u podstaw działania niektórych grup było świadome lekceważenie zasady samowystarczalności czy niezależności. Uczestnictwo w różnych programach edukacyjnych i pomocowych jest mieszane z naszym programem zdrowienia, przez co nowicjusze tracą orientację, czym jest wspólnota AA. Zupełnie się zapomina o doświadczeniu wspólnoty: uniwersytet Yale zatrudnił członka AA do wykonania jakiejś pracy.
Bill zgodził się na złamanie jego anonimowości. W krótkim czasie ludzie zaczęli łączyć AA z programem edukacyjnym Yale. Zdarza się do dziś, że ludzie z zewnątrz pomijają BSK, czy regionalne punkty informacyjne jako źródło wiadomości o naszej wspólnocie. W konsekwencji największym szacunkiem obdarza się tych, co potrafią uzyskać fundusze na działalność grupy, stworzyć organizację /stowarzyszenie albo jakąś fundację/, na którą już w całym świetle prawa mogą być przekazywane publiczne środki. Przedmiotem zainteresowania są wtedy walory menadżerskie, terapeutyczne czy medialne umiejętności eksponowania własnej osoby. Gdzie tu może być mowa o anonimowości, samowystarczalności, niezależności? Inne mityngi bardziej sprawiają wrażenie grup modlitewnych, o wyraźnie określonej orientacji religijnej, niż mityngu alkoholików. A kiedy indziej mam wrażenie klubu towarzyskiego służącego do wymiany plotek środowiskowych. Niby czytamy: wyzdrowienie zależy od jedności Anonimowych Alkoholików ale jak dotąd, mimo szumnego deklarowania wyjęcia waty z uszu, są to najczęściej tylko słowa bez znaczenia. Powstaje pytanie - co to za wspólnota, której członkowie nie szanują własnych zasad? Czy to tylko strach uniemożliwia niezależną egzystencję niektórych grup, czy może pójście na łatwiznę? Odsunięcie od siebie odpowiedzialności za przyszłość nowicjuszy. Jakże przypomina to dawny brak dbałości o rodzinę.
Kiedyś w rozmowie z pełnym entuzjazmu dla swej pracy kuratorem sądowym zadałem pytanie: - Czy będziesz swą pracę wykonywać również honorowo? Odpowiedź nie była wcale taka jednoznacznie wspaniała. I tu jest sedno problemu. Alkoholik autentycznie zadowolony ze swego trzeźwienie nie wyciąga ręki po zapłatę za niesienie informacji o nowym spojrzeniu na swe życie. Z równie gorącym zamiłowaniem, z jakim próbuje pomóc innym alkoholikom w osiągnięciu trzeźwości, odkrywa, że nowy wzór życia można stosować we wszystkich poczynaniach. Odkrywa poświęcenie nie opatrzone metką z ceną. Kiedyś słyszałem słowa piosenki: Jak mi nie dasz dzisiaj wieczór, to na jutro nie obiecuj. Tak jest i ze wspólnotą. Najlepszy czas na dawanie siebie, to dzień dzisiejszy. Obserwacje potwierdzają, że jeśli dzisiaj nie pokonam swego egoizmu, to i w późniejszym czasie będę szukał wykrętów. I to nie tylko we wspólnocie, ale również we własnej rodzinie, której potrzeba tego samego ducha miłości i tolerancji, jaką otrzymaliśmy w AA dla siebie. W okaleczone na skutek alkoholizmu życie rodzinne czas wnieść zaufanie i pogodę ducha. Wtedy okazuje się, że najboleśniejsze przejścia, samotność i monotonia, a nawet katastrofy życiowe, na naszych oczach obracają się w dobro, jeśli odważymy się stosować Dwanaście Kroków we wszystkich poczynaniach. Widzimy, że choć większość z nas posiada względnie dobre możliwości zarobkowe, niektórzy przeżywają chroniczne kłopoty pieniężne, a inni stoją w obliczu nagłego kryzysu finansowego, to jednak wobec tych niepomyślności zachowujemy odporność i wiarę. Każdy dzień bez alkoholu pozwala zrozumieć, że rośnie w nas wolność od lęków i niepewności materialnej. Że największe zadowolenie przynosi dobra gra tymi kartami, jakie rozdaje nam życie.

Na zakończenie chciałbym przytoczyć słowa 12 Tradycji:
Anonimowość jest podstawą wszystkich naszych Tradycji przypominając nam zawsze o pierwszeństwie zasad przed osobistymi ambicjami.

Oczywiście, nie potrzebujemy zachowywać anonimowości wobec rodziny, przyjaciół, czy sąsiadów, ale stuprocentowa anonimowość osobista na szerszym forum jest sprawą równie zasadniczą, jak całkowita trzeźwość dla zachowania życia absolutnie każdego członka AA. Jak to przedstawił Bill W. - To nie są strachy na lachy; to jest rozważny głos wieloletniego doświadczenia. Potrzeba nam tego osobistego poświęcenia. Tymczasowa lub pozorna korzyść może być śmiertelnym wrogiem tego, co najlepsze i trwałe. Różne media poświęcają nam miejsce i czas, ponieważ mają zaufanie do AA. Podstawą jego jest stałe deklarowanie zasady osobistej anonimowości. Nie możemy dopuścić, aby ci, co nas oglądają z zewnątrz zaczęli powątpiewać w czystość naszych intencji. Mam też nadzieję, że już niedługo znajomy psycholog będzie mógł zobaczyć więcej naszej wzajemnej miłości; tej, która otwiera serca dla wszystkich potrzebujących pomocy.

źródło: skrytka 2/4/33

dodajdo.com

Hard ducha


„Kiedy jednak przyjrzeliśmy się już dokładnie naszym wadom, kiedy omówiliśmy je z kimś innym i kiedy staliśmy się gotowi je usunąć, nasze wyobrażenie o pokorze zaczęło nabierać głębszych treści. Zapewne zdołaliśmy już, przynajmniej w pewnej mierze uwolnić się od najbardziej dotkliwych ułomności charakteru. Nie jest już nam zupełnie obcy stan rzeczywistego spokoju umysłu"
12/12 str.75

- Czy moja praca nad pokorą przyczyniła się do osiągnięcia upragnionego spokoju ducha, może nawet pogody ducha?

Pokora może nie być naszą upragnioną cechą charakteru


„W tym stadium rozwoju znajdujemy się pod silnym naciskiem, wręcz przymusem, aby postępować właściwie. Nie możemy uniknąć wyboru pomiędzy bolesnymi próbami a nieuniknioną karą za nie podjęcie tych prób. Te pierwsze kroki stawiamy niechętnie, ale przecież posuwamy się do przodu. Pokora może nadal nie być naszą upragnioną cechą charakteru, ale już zdajemy sobie sprawę, że jest to dla nas jednym z niezbędnych narzędzi ratunku. "
12/12 str.74

- Kiedy za dokonanie niewłaściwego "starego" sposobu załatwienia sprawy poniosłam przykre konsekwencje?
- Jak wówczas mogłam postąpić inaczej?

Jak radzę sobie...


„I tu znów dochodzimy do nieodpartego wniosku wyprowadzonego z doświadczeń AA, że musimy po prostu mieć wolę, by próbować, bo inaczej wypadniemy z toru."
12/12 str.74

- Jak radzę sobie z porażkami, czy nie zniechęcam się zbyt szybko?

Nie krytykuj. Nie pouczaj.


… Łatwo powiedzieć! Ale jak to zrobić, w sytuacjach nagłych, nieprzewidzianych, kiedy diabli Cię biorą z wściekłości, a adrenalina w ciągu paru sekund powoduje nagłe kołatanie serca?!

Twój syn znowu nie posprzątał swojego pokoju.
Sekretarka już piąty raz z rzędu zrobiła błędy przy przepisywaniu prostego pisma.
Hydraulik nie dość, że nie naprawił zlewu, to jeszcze zepsuł WC i pobrudził świeżo położone kafelki w łazience; itd., itp.

Na usta ciśnie nam się wówczas ostra krytyka, wytykanie błędów i to podniesionym głosem.

Cóż, tacy jesteśmy. Więc… zmieńmy to!

Ucząc się stosowania Prawa Przyciągania natrafimy w literaturze na bardzo ważny czynnik wspomagający i przyspieszający jego działanie – na oczyszczanie.
Oczyszczanie pozwala wyzwolić naszą podświadomość z wpojonych przez lata blokujących schematów myślenia typu „pieniądze są złem”, „bieda uszlachetnia”, „jestem gorszy od innych”, „nic mi się nie udaje” itd.
Oczyszczenie podświadomości z tego typu zakodowanych w niej, ograniczających przekonań powoduje, że może ona bez problemów łączyć się z Boską Mocą, (Wszechświatem, Myślącą Materią, czy jakkolwiek sobie nazywasz Największą Siłę Sprawczą).

Dzięki oczyszczaniu możemy zatem łatwiej przyciągać do swojego życia to, czego pragniemy.

Jest wiele technik oczyszczania, jednak nie wszystkie możesz zastosować w sytuacji, o której mówimy.

Jeżeli bowiem zastaniesz sprzątaczkę, która właśnie czyści gruboziarnistym papierem ściernym twoją ukochaną wazę z dynastii Ming, to nie wykonasz oczyszczania o nazwie Opcja, polegającego na zadaniu sobie sześciu podstawowych pytań na temat tego, co Cię unieszczęśliwia i udzieleniu na nie szczerych odpowiedzi.
Prawdopodobnie już koło trzeciego pytania z Opcji sprzątaczka całkowicie zatarłaby starożytny ornament na wazie i wzięła się do nabłyszczania lakierem do parkietów ekranu twojego nowiutkiego, 50-calowego TV.

Wobec mechanika samochodowego, który wprawdzie prawidłowo wymienił żarówkę w Twoim nowiutkim Audi A8, ale przy okazji porysował błotnik kluczem, wystającym mu ze spodni roboczych, nie zastosujesz oczyszczania metodą „wyklepywania problemów” (EFT). Gdyby bowiem ów pan zauważył, że dwoma palcami zaczynasz delikatnie opukiwać sobie kącik oka, czubek głowy, punkt 10 cm poniżej pachy i inne miejsca ścieżek energii, zwanych meridianami, to dyskretnie zatelefonowałby po Silnych, Poważnych Panów W Białych Fartuchach. Ci sprawnie ubraliby Cię w kaftan z baaardzo, baaardzo długimi rękawami i zawieźli tam, gdzie oszczędza się na klamkach do drzwi.

Potrzebujesz techniki prostej, łatwej, działającej natychmiast.

Oto ona: KOCHAM CIĘ!

Nie, nie zwariowałem.

Jest to jedna z najprostszych, a zarazem najskuteczniejszych metod oczyszczania.

Jej dokładny opis znajdziecie w książce Zero Ograniczeń (Zero Limits) słynnego Joe Vitale.

Pochodząca z hawajskich wierzeń technika ho’oponopono polega na powtarzaniu (wystarczy to robić w myślach) słów kocham Cię, aby w ciągu dosłownie sekund rozpocząć proces oczyszczania.

Powtarzanie tych słów wzbudza w Tobie pozytywne uczucia, które są odbierane natychmiast przez Boską Moc i wielokrotnie wzmocnione -„odbijane” w Twoim kierunku .
Powiedzenie sobie kilkakrotnie w myślach „kocham Cię” w sytuacji, gdy pragniemy powstrzymać w sobie skrytykowanie kogoś, daje natychmiastowy, pożądany efekt.

Na pierwszy rzut oka może wydać Ci się to niezbyt sensowne, ale po prostu poćwicz to sobie. Wtedy uwierzysz.

Nie musisz kierować w myślach tych słów do osoby, którą właśnie miałeś skrytykować, czy pouczyć. Możesz kierować je do Boga lub do samego siebie. Nieważne. I tak zadziała.

Uwaga: sprawdź, jak powtarzanie tych słów w każdym momencie, gdy ogarniają Cię niepożądane myśli, czy sytuacje, w ciągu paru chwil zmienia twój punkt widzenia i poprawia nastrój.

Inną możliwą do zastosowania techniką jest WYBACZANIE, pochodzącą również z hawajskiego ho’oponopono.

Czy to technika polegająca na tym, że mamy w myślach wybaczyć naszemu rozmówcy?
Nie, nie tak należy to rozumieć. W ten sposób zrobilibyśmy mu krzywdę.
Ponieważ wypowiadając pod czyimś adresem słowa „wybaczam Ci” informujesz swoją podświadomość, że żywiłeś do niego jakąś urazę. To – zamiast oczyścić Cię z negatywnego nastawienia do tej osoby – tylko je pogłębia.

A zatem o co chodzi?

Musisz to zrobić w stosunku do siebie. MUSISZ WYBACZYĆ SAMEMU SOBIE.
Ale jak wybaczyć samemu sobie?

Nieco inaczej, niż w poprzedniej technice „Kocham Cię”, nie możesz zwracać się do siebie lub do Boskiej Mocy. Tym razem zwróć się wyłącznie do Boskiej Mocy, aby wybaczyła Ci błąd, polegający na Twojej ocenie czynu rozmówcy. Wypowiedzenie w myślach słów do Najwyższego „wybacz mi, proszę”, albo po prostu „przepraszam” uwolni Cię od nagromadzonej negatywnej energii.

W ten sposób uwolnisz swoje myśli od dokonywania pochopnych ocen wobec innych.

I znowu: nie musisz zastanawiać się, jak to działa. Przyjmij do wiadomości, że tak jest i – uwierz!

Możesz to sprawdzić na sobie teraz, w tej chwili.

Wypowiedz kilka razy po cichu lub w myślach „przepraszam, wybacz mi, proszę” skierowane do Boskiej Mocy. Powtarzaj to niespiesznie, możesz nadawać słowom zabarwienie emocjonalne, ale nie musisz.
Potem zamilknij i wsłuchaj się w siebie. Trwa oczyszczanie…
Bardzo dobrze po tej prośbie podziękować Boskiej Mocy za to, że nasza prośba o wybaczenie została spełniona.

Jest to zastosowanie znanej i omawianej m. in. w The Secret zasady Prawa Przyciągania, mówiącej o tym, by traktować nasze oczekiwania jako już spełnione, dokonane i obecne TERAZ.

Powtarzajmy zatem:

Przepraszam. Wybacz mi, proszę. Dziękuję.
Przepraszam. Wybacz mi, proszę. Dziękuję.
Przepraszam. Wybacz mi, proszę. Dziękuję.

Już czujesz się lepiej, prawda?

Na podstawie Sekret życia w obfitości


dodajdo.com

Wyznania księży alkoholików - Stanisław Zasada



Kup teraz


Księża w Polsce są często idealizowani, stawiani za wzór, podziwiani. W pewnych środowiskach na pewno trudno jest zaakceptować fakt, że problem z alkoholem dotyczy również tej grupy społecznej. Nie powinno to jednak dziwić, w końcu to też są ludzie i też mają problemy. Ksiądz to według wielu osoba, która powinna mieć idealną opinię, być moralnym autorytetem i człowiekiem bez skazy. Nie wyobrażamy sobie księdza, który pije, który walczy z nałogiem pijaństwa i który idzie na odwyk ! To dla nas po prostu zgorszenie na miarę światowego skandalu. I jak w Ewangelii chętnie wielu z nas rzuciło by w stronę uzależnionego kapłana po prostu kamień! A przecież kapłan bez względu na wiek, pochodzenie, skończenie seminarium czy odbycie drogi zakonnika w nowicjacie to też człowiek - taki sam jak my.

Książka omawia problem alkoholizmu wśród księży. Władze kościoła nie potrafią poradzić sobie z tą sytuacją i pomóc tym, którzy tego wymagają. Najczęstszymi działaniami jakie są podejmowane w sytuacjach problematycznych jest ostrzeżenie o tym, że ksiądz gorszy wiernych i przeniesienie do innej parafii. Bardzo rzadko zdarza się, że ksiądz kierowany jest na leczenie.

Opowiedzianych jest kilka historii księży, którzy mówią o sobie, że są alkoholikami. Większość z nich była na co najmniej jednej terapii odwykowej i chodzi na spotkania anonimowych alkoholików. Niektórzy, którym udaje się być od dłuższego czasu trzeźwym, starają się pomagać tym, którzy wciąż tkwią w nałogu.

Książka jest napisana w formie reportażu. Przedstawia kilka opowieści w tym historię księdza, który z powodu alkoholu został przeniesiony do stanu świeckiego. Publikacja ta jest warta przeczytania dla zwykłego człowieka, ale cenniejsza może okazać się dla przedstawicieli kościoła. Przede wszystkim mówi w łagodny sposób, że problem istnieje i należy się z nim zmierzyć, zamiast udawać, że wszystko jest ok. Książa przyznają się wiernym, że są alkoholikami i walczą z nałogiem. Pomagają nie tylko innym księżom, ale również ludziom świeckim.

Na pewno książka zawiedzie tych, którzy liczą na „nagonkę” na księży.


Zakrapiane wizyty duszpasterskie u gościnnych parafian, jazda samochodem po kieliszku, a nawet msze święte sprawowane „pod wpływem”. Potem kolejne odwyki, kolejne przenosiny na inną parafię. Wyznania księży alkoholików to wstrząsające historie o wstydliwie skrywanych sekretach wielu polskich parafii: odważne świadectwa upadków, nadziei, powstawania i ciągłej walki - już do końca życia.

Alkoholizm księży to temat tabu w polskim Kościele. Po kilku latach od wydania książki Porzucone sutanny. Opowieści byłych księży Wydawnictwo Znak zapełnia kolejną białą plamę, podejmując tematykę niezwykle trudną, ale też bardzo ważną. Autor porusza temat bardzo kontrowersyjny, czyni to jednak w sposób wyważony i uczciwy.

”W Środę Popielcową od rana źle się czuł, bo we wtorek był na śledziku i znowu popił. W głowie kotłowały mu się różne myśli. „Może by jakieś postanowienie zrobić? W końcu Wielki Post” - zastanawiał się (...).
Gdy wchodził do kościoła, nie myślał wcale, żeby to powiedzieć. Teraz wyznał:
Pewnie też macie inny obraz mnie: wesołego, sympatycznego kapłana. Ale nie chcę być dłużej aktorem. Jestem alkoholikiem. Muszę podjąć terapię. Proszę o modlitwę.
Na tym skończył.
Ludzie stali jak wryci. Niektórzy płakali.”


Ksiądz Stanisław Kowalski, obecnie proboszcz parafii Świętej Trójcy w Działaniu (woj. wielkopolskie) doskonale pamięta, kiedy pierwszy raz posmakował alkoholu – 10 marca 1964 roku, gdy obchodził 18-te urodziny. Był w tym czasie ministrantem

- Za bardzo jeszcze w tym czasie nie znałem się na alkoholach, okazało się, że koledzy kupili cztery wina, dzisiaj znane pod nazwą "patykiem pisane" albo "wino marki wino" – wspomina w rozmowie z „Polską i Światem”.

Wtedy też pierwszy raz się upił, a rano obiecał sobie, że to pierwszy i ostatni raz. Danego sobie słowa nie dotrzymał. - Chciałem być takim księdzem i do tańca i do różańca, chciałem być akceptowany, dlatego też nie unikałem towarzystwa ludzi pijących. No i byłem akceptowany dzięki temu od samego początku – mówi.

Problemy zauważył przełożony biskup. Kazał wybierać, albo abstynencja od zaraz, albo leczenie. Wybrał to pierwsze, zobowiązał się do abstynencji nawet na piśmie. Ta nie trwała długo. - Rano wstałem, wypachniłem się, wyelegantowałem się, pojechałem do kurii, biskup mnie przywitał serdecznie i życzył mi powodzenia. Zaraz po wyjściu od księdza biskupa po drodze kupiłem alkohol z przyjaciółmi, by opić ten sukces. Ale to był początek mojego dna – przyznaje.
Ks. Kowalski w końcu poddał się terapii. Nie pije od 20 lat. Biskup zgodził się, by na mszy zamiast wina, używał soku gronowego.

Fragmenty

Lapet



dodajdo.com

Musieli sięgnąć dna


Kilka lat temu Waldek przypadkiem otworzył dziecięcy pamiętnik swojego syna. Przeczytał: "Kiedy wreszcie tego skur…a szlag trafi?". Kompletnie nie zdawał sobie sprawy, że krzywdzi chłopca i całą rodzinę. Wtedy najważniejszy był alkohol.

Początki

Waldek spróbował alkoholu po raz pierwszy jakieś 40 lat temu. Był wtedy dziesięciolatkiem. Razem z bratem dobrali się do butelki wina zostawionego na stole przez rodziców. Nie dostali lania tylko dlatego, że bardzo źle się czuli na drugi dzień rano. W domu alkohol był ciągle obecny – pili obydwoje rodzice. Dopiero dziś widzi, jak był wtedy nieśmiały, zagubiony i jak bardzo brakowało mu miłości i poczucia bezpieczeństwa, które powinno mieć każde dziecko. W piątej klasie pił już regularnie piwo z kolegami w sadzie obok bloku. Powtarzał rok, z trudem przechodził do następnych klas. Kiedy szedł do zawodówki, był już uzależniony.

52-letni obecnie Jurek pierwszy raz upił się na weselu swojej siostry, jako 14-latek. Obiecał sobie potem, że nigdy więcej nie tknie alkoholu. Dość szybko o tym zapomniał. Jak sam przyznaje, był nieśmiałym i zakompleksionym chłopcem. Szybko odkrył, że po spożyciu alkoholu staje się inny: odważny, potrafiący rozbawić towarzystwo, zaimponować kolegom, poderwać dziewczynę. W tej dzielnicy Szczecina, gdzie wówczas mieszkał, nie było trudno o kompanów do picia, a on nie potrafił, albo nie chciał odmawiać. - Coraz częściej pojawiały się problemy. Ucieczką przed nimi było kolejne zapicie i tak koło się zamykało – wspomina.

- Człowiek sięga po alkohol przede wszystkim po to, żeby to było przyjemne. Ponadto oczekuje, żeby to, co powoduje przyjemność było dostępne i żeby ten stan się powtarzał – mówi Jacek Kraus, psycholog, terapeuta uzależnień z Wojewódzkiego Ośrodka Terapii Uzależnień i Współuzależnienia przy Szpitalu Specjalistycznym im. dr. Józefa Babińskiego w Krakowie. - Oczywiście alkohol daje imitację przyjemności. Ale jest łatwo dostępny i może poprawić nastrój bez wkładania w to wysiłku. Ktoś mi kiedyś powiedział: "W życiu na trzeźwo, kiedy chciałem sobie poprawić nastrój, brałem rower i jechałem przed siebie przez dwie godziny, wtedy się odprężałem. Dawniej, gdy piłem alkohol dawał mi przyjemność w ciągu dwóch minut". W pewnym momencie jednak dostrzega się, że tej przyjemności jest coraz mniej, a coraz więcej negatywnych skutków. Mimo to sięga się dalej po alkohol. Wtedy mówimy o uzależnieniu.

Życie w cieniu alkoholu


Waldek pił często i przeważnie do utraty świadomości. Zmienił szkołę, z kolejnej został wyrzucony. Zaczepił się jako pomocnik w magazynie WPEC-u w Koszalinie. Pod koniec 1976 roku razem z kolegą ukradł samochód. Zostali złapani przez milicję i po przyznaniu się do winy puszczeni do domu. Za parę dni sytuacja się powtórzyła. W marcu 1977 roku obie sprawy znalazły finał w sądzie. Dostali wyroki w zawieszeniu. Ze względu na karalność Waldek nie mógł już pracować w magazynie. Przeniesiono go do brygady remontowej.

- Piło się sporo, jak to na budowie - wspomina. Po jakimś czasie znowu wsiadł po pijanemu do cudzego samochodu. Tym razem nie było zmiłuj. Dostał wyrok 3 i pół roku odsiadki. Trafił do zakładu karnego o zaostrzonym rygorze w Iławie. Po dwóch i pół roku dostał warunkowe zwolnienie. Upił się z radości zaraz po wyjściu z więzienia.

Kilka lat temu Waldek przypadkiem otworzył dziecięcy pamiętnik swojego syna. Przeczytał: "Kiedy wreszcie tego skur…a szlag trafi?". Kompletnie nie zdawał sobie sprawy, że krzywdzi chłopca i całą rodzinę. Wtedy najważniejszy był alkohol.

Wrócił do Koszalina, podjął pracę na wagonowni PKP. Tam poznał Lucynkę. Miała jasne włosy i piękne czarne oczy. Jeździła koleją do chorej matki. Spodobała mu się, choć teraz mówi, że raczej nie mógł jej wtedy kochać – nie umiał. - Często mówiłem, że kocham, nie wiedząc, co to słowo tak naprawdę znaczy. Dzisiaj potrafię powiedzieć "kocham" i wiem, co w tym momencie czuję. Dzisiaj potrafię przytulić i wiem, że osoba, czy jest to syn, żona czy wnuczka, wie, że robię to z miłości a nie z obowiązku - Waldek wzrusza się, gdy o tym mówi.

Wzięli ślub. Kiedy urodził się pierwszy syn, był tak dumny, że nie trzeźwiał przez tydzień. Dalej pracował na kolei, pił, wpadał w kolejne konflikty z prawem. Pamięta, jak kiedyś, gdy żona była w ciąży z drugim dzieckiem, po kolejnej popijawie obudził się w jakimś mieszkaniu. Było puste. Z lodówki wyjął pół litra wódki, zrobił sobie kanapki, goszcząc się w najlepsze. Tylko właściciele nie byli zadowoleni, kiedy wrócili do domu i zastali nieproszonego gościa. Kajdanki, przesłuchanie, przyznanie się do winy i sprawa w sądzie. Odsiedział kolejne półtora roku.

Jurek zaczynał coraz bardziej widzieć "nienormalność" swojego picia. Były momenty, że szczerze chciał przestać. Setki razy przysięgał sobie i innym, że nie ruszy alkoholu i setki razy tę przysięgę łamał. Bliscy chcieli pomóc mu wyrwać się z nałogu, ale nieświadomie pomagali mu w nim trwać. Ukrywali prawdę, wyciągali z tarapatów, stwarzali mu komfort picia. Sposobem na ucieczkę od kolegów, od picia i szansą na normalne życie miało być założenie własnej rodziny.

Przeprowadził się do małego miasteczka w Lubuskiem, do rodziny, gdzie alkohol był od święta. Pamięta, jak w wigilię czekał w napięciu do północy, bo tak nakazywała przyzwoitość, aby móc spokojnie i legalnie się napić. Teraz, po latach, kiedy zasiada z rodziną do stołu, na chwilę wracają wspomnienia i czuje ogromną ulgę, że tamto się skończyło, że już nie musi sięgać po kieliszek.

"Zaszył się", nie pił dziewięć miesięcy. Myślał, że już jest zdrowy, że może po takiej przerwie napić się normalnie, jak "każdy zdrowy człowiek". Niestety, jak sam mówi, nie ma takiej opcji dla alkoholika. Po czterech latach ciągłych wojen z teściami wyprowadził się na stancję. Tam, nie kontrolowany przez nikogo, pił bez żadnych ograniczeń. W tym całym upodleniu żona go nie opuściła – przeniosła się do niego.

Podjął więc kolejną próbę zerwania z nałogiem – przyjmował lek anticol. To był czas szafowania własnym życiem. Obsesja picia była u niego tak silna, że ignorował fakt, iż może stracić wzrok lub dostać wylewu krwi. Widział, co dzieje się z pijącymi - padaczki alkoholowe, delirki, trudności z chodzeniem, a nawet wysławianiem się. Dla niego los okazał się łaskawy. - Jedynie moja dusza bardzo ucierpiała, bo przez lata pijaństwa zabijałem w sobie całe swoje człowieczeństwo, wszystkie najpiękniejsze uczucia – mówi Jurek.

Żona przypłaciła jego alkoholizm depresją, odbiło się to także na psychice córek. Z powodu pijaństwa wyrzucano go kilka razy z pracy. Znajdował kolejną i pił dalej. Coraz bardziej widział swoją bezsilność, jednak nie potrafił zaakceptować choroby. Przysięgał żonie na kolanach, że przestanie. Nie chciała wierzyć. Jej zaufanie musiał potem odzyskiwać bardzo długo – w nowym mieszkaniu zameldowała go dopiero po dwóch latach abstynencji.

Nad przepaścią

Jurek zrozumiał, że stoi nad przepaścią w sierpniowy poranek 1998 roku. Obudził się na melinie, na podłodze, obok współbiesiadnika z poprzedniego wieczoru. Podniósł głowę i pomyślał: "Co ja tutaj robię?". Był właśnie w 4-tygodniowym alkoholowym ciągu. Wszystko się waliło, dom zaczynał się rozpadać, on sam poddawał się powoli całkowitej degeneracji. Bał się wytrzeźwieć, bo musiałby stawić czoła rzeczywistości. Przestał przychodzić do domu. Lepiej się czuł na melinie wśród podobnych sobie ludzi.

Wstał, obmył twarz, wyszedł z mieszkania i poszedł do centrum miasta w kierunku dworca PKS. Miał jechać do nowej pracy, kolejnej. Wcześniej z powodu alkoholu był dyscyplinarnie zwalniany siedem razy. Była godzina 5.40 rano. Sierpień, strasznie zimno i lało jak z cebra. Kiedy wszedł na poczekalnię, był cały przemoknięty. Siedział na ławce, gdy podszedł do niego dawny kolega. Znali się od kilku lat i niejedną flaszkę razem wypili. To, co zobaczył, było dla Jurka szokiem. Stał przed nim inny człowiek: ogolony, czysty, schludnie ubrany. Spytał, skąd ta przemiana. Znajomy opowiedział, że nie pije od paru tygodni. Był na detoksie. - Właśnie po tych słowach na moment spadła maska iluzji i zrozumiałem, że muszę zmienić swoje życie – wspomina Jurek. Wstał, pożegnał się i już wiedział, co ma dalej robić.

- Przestałem się bać. Podjąłem decyzję, która okazała się najważniejszą decyzją mojego życia. Bóg postawił na mojej drodze alkoholika, abym zobaczył w nim swoje odbicie – mówi.

Poszedł do przychodni, gdzie spotkał Zdzisława, człowieka, który nim pokierował, obecnie przyjaciela. To on zaproponował mu udział w mityngu AA. Doskonale pamięta tę datę – 24 sierpnia 1998 roku. – Dzień mojego pierwszego mityngu. Dzień moich nowych narodzin – mówi Jurek.

Waldek pojął, że powodem wszystkich jego kłopotów jest alkohol, kiedy siedział w zakładzie karnym w Wierzchowie. Znalazł się tam po tym, jak w sylwestra próbował po pijanemu uruchomić samochód – tradycyjnie - nie swój. To była jego trzecia odsiadka. Na wolności miał żonę i trójkę dzieci. Poszedł do psychologa więziennego z prośbą o wszycie esperalu. Właściwie to nie chciał być trzeźwy, tylko nie miał zamiaru po raz kolejny znaleźć się w celi. Po wyjściu z więzienia rzeczywiście przestał pić. Wydawało mu się, że da sobie radę sam. Kiedy dostał od brata broszury o ruchu Anonimowych Alkoholików, pomyślał, że to jakaś sekta i wyrzucił je. - Byłem hardy – mówi. – Ale wtedy, choć nie piłem, nie zachowywałem się jak człowiek trzeźwy.

Wytrzymał osiem lat zanim znowu sięgnął po alkohol. Pił przez półtora roku. Po kryjomu. Starał się perfekcyjnie kontrolować swój nałóg. Wracał z pracy później do domu, jeździł na działki, tam się "znieczulał". Któregoś dnia wypił za dużo, żona znalazła go na trawniku na śniegu. Powiedziała "dość". Postawiła ultimatum: "AA albo rozwód" . To był wrzesień 2001 roku. Poszedł na mityng, nie podobało mu się, ale wiedział, że musi wytrzymać. Jeszcze jeden raz wypił dwa miesiące później, w listopadzie. Od tej pory nie miał alkoholu w ustach.

- Najczęściej osoba uzależniona podejmuje decyzję o podjęciu działania, żeby coś zrobić ze sobą w momencie, kiedy pojawia się kryzys. Jakieś skutki zdrowotne, finansowe, kiedy picie po prostu zaczyna przeszkadzać – mówi Jacek Kraus. - Choć uzależnieni często mówią, że to oni sami podejmują decyzję, najczęściej jednak są przez kogoś zmuszeni. Żona czy pracodawca stawiają ultimatum, albo lekarz mówi, że zdrowie jest poważnie zagrożone.

By wyjść z uzależnienia, wiele osób szuka pomocy w ruchu Anonimowych Alkoholików. - Są też osoby, które chcą sobie poradzić same – nie szukają pomocy, postanawiają nie pić i myślą, że jak już sobie obiecają, to coś da. Na pewno nie wykluczone, że to się może udać, jednak takie osoby poruszają się trochę po omacku, nie mają przewodnika i wówczas trwanie w trzeźwości jest trudniejsze - mówi psycholog.

Według niego najlepszą metodą wyjścia z alkoholizmu jest poddanie się terapii. Osoba uzależniona korzysta wtedy z pomocy drugiego człowieka i jest to pomoc fachowa. Mityngi AA są wsparciem w terapii, jej uzupełnieniem. - Nigdy nie blokujemy innych metod wyjścia z uzależnień. Czasem pacjenci mówią: "Pan mnie nie zrozumie, bo mimo, że ma pan fachową wiedzę, pan nie przeżył tego, co ja i nie wie, co czuję". Wtedy zachęcam do pójścia na mityng AA, do spotkań z osobami, które przeszły to "na własnej skórze" – tłumaczy Jacek Kraus.

Samo leczenie, podstawowy etap, trwa siedem tygodni w całodobowym oddziale terapii uzależnienia od alkoholu lub w oddziale dziennym, a sześć miesięcy w Poradni Leczenia Uzależnień. Potem jest zalecane kontynuowanie terapii przez ok. dwa lata. To jednak pacjent sam decyduje o tym, czy jest mu to potrzebne, czy osiągnął swój cel. W leczeniu choroby alkoholowej istotnym elementem jest nie tylko utrzymanie trzeźwości, ale też postawienie nacisku na własny rozwój.

- Leczenie alkoholizmu to praca nad sobą, doprowadzenie do stanu, kiedy alkohol nie będzie potrzebny, kiedy będzie się miało inne rzeczy, które dadzą prawdziwe emocje. Alkohol daje imitację uczuć, a nam chodzi o to, aby nauczyć się rozpoznawać, przeżywać i wyrażać prawdziwe uczucia. Zawsze powtarzam pacjentom, że jest różnica między sokiem o smaku jabłkowym a sokiem z jabłek.

Specjaliści zajmujący się leczeniem uzależnień mówią, że skuteczność terapii wynosi zazwyczaj 30-40 procent. Psychologowie biorą pod uwagę jednak nie tylko to, że ktoś już w ogóle nigdy nie sięgnie po alkohol, ale także każdą korzystną zmianę, np. gdy ktoś pił długimi ciągami alkoholowymi, a po terapii pije mniej. Nie ma gwarancji, że osoba, która podejmie terapię, już nigdy nie wróci do alkoholu – liczy się motywacja, to, co ta osoba dalej robi. Te wszystkie zmienne – według ekspertów - wpływają na skuteczność terapii.

Nowe życie

Waldek nie pije już ponad 8 lat, Jurek ponad jedenaście. Przeszli terapię, aktywnie działają w ruchu Anonimowych Alkoholików, w stowarzyszeniach trzeźwościowych w swoich miejscowościach, i starają się naprawić krzywdy, jakie wyrządzili bliskim. W ruchu AA znaleźli osoby, które pomagają im wytrwać w abstynencji i naprawić relacje z ludźmi. Ale obydwaj mówią, że ciągle są alkoholikami, teraz trzeźwiejącymi. - Jestem alkoholikiem. Codziennie rano powtarzam sobie te słowa, aby nie zapomnieć – podkreśla Waldek.

Nie mają już problemu z odmawianiem alkoholu. - Kiedy ktoś jest natrętny, mówię, że mam problem z piciem – mówi Waldek. To skutkuje. Jurek na tradycyjne "Ze mną się nie napijesz?" ma odpowiedź: "A kim ty jesteś, żebym musiał z tobą pić?". - Obsesja picia zeszła ze mnie całkowicie – mówi. - Od wielu już lat nie boję się alkoholu, bo wiem, kim jestem. Nigdy nie zapomnę, jaki byłem i co robiłem, ale nie żyję przeszłością.

Prowadzą aktywne życie, często jeżdżą na wycieczki, biorą udział w spotkaniach, ogniskach organizowanych przez stowarzyszenia abstynentów. Waldek z żoną są zwykle jedną z pierwszych par tańczących na parkiecie podczas licznych zabaw. Zabiera Lucynę na romantyczne wycieczki, stara się wynagrodzić jej te wszystkie lata. Choć ona jeszcze się trochę boi. Kiedy Waldek obchodził szóstą rocznicę swojej trzeźwości, zamówiła tort, zastrzegając, że ma być bez alkoholu. Cukiernik był zdziwiony.

- Zrobię wszystko, żeby być trzeźwym, żeby moja rodzina była taka jak teraz – mówi Waldek. - Najcięższym okresem mojej abstynencji był czas, kiedy odsunąłem się od grupy na pół roku. Były to początki, nie miałem doświadczenia i byłbym zapił, gdyby nie żona i koledzy z grupy. Jestem im wdzięczny, że są blisko i zawsze wtedy, kiedy są potrzebni - dodaje.

Jurek mówi, że to, co otrzymał w nowym, trzeźwym życiu, przeszło jego najśmielsze oczekiwania. - Odzyskałem zaufanie w rodzinie i w społeczeństwie, stałem się autorytetem dla własnych dzieci. A największym darem, jaki otrzymałem, jest powrót uczuć. Pewnego razu mój kochany wnusio usiadł mi na kolanach i po pewnym czasie wtulony we mnie usnął. Patrzyłem na niego i łzy szczęścia płynęły mi po policzkach. To była największa nagroda, jaką mogłem sobie wymarzyć za to, że przestałem pić.

Zgodnie z przesłaniem ruchu AA, Waldek i Jurek starają się pomagać tym, którzy mają problem z piciem i ich rodzinom. Waldek stara się być zawsze tam, gdzie ktoś potrzebuje pomocy. Ma dyżury w punkcie informacyjno-kontaktowym Klubu Abstynenta Nike w Złocieńcu, rozwiesza ogłoszenia o działalności klubu. - Zawsze jestem gotów, aby nieść posłanie ludziom jeszcze cierpiącym - mówi. Jurek od dziewięciu lat stoi na czele Stowarzyszenia Abstynentów. - Praca dla drugiego człowieka jest bardzo silnym bodźcem do trzeźwienia – podkreśla.

Obydwaj piszą w internecie swoje blogi, na które zagląda wiele osób potrzebujących pomocy. Jurek, zakładając blog, chciał na bazie własnego doświadczenia przekazać chociaż część swojej wiedzy. - Po lekturze maili i komentarzy, jakie dostaję, wiem, że mogę dać światełko nadziei dla wielu osób – mówi. Zastrzega jednak, że nikomu nie daje gotowych recept na wyjście z alkoholizmu, bo takowych nie ma. - Jestem jednak żywym przykładem, że mając świadomość o swojej chorobie, można ją powstrzymać.

Waldek swój blog założył w sierpniu 2006 roku po to, aby ludzie mający problem z alkoholem i osoby współuzależnione mogły przeczytać, że można w życiu coś zmienić. - Że bez zdrowienia i pracy nad sobą nie będzie efektów – mówi. - Komentarze, które piszą czytelnicy blogu, są dla mnie motywacją do dalszej pracy nad sobą.

- Osoby uzależnione od alkoholu, które wypowiadają się w internecie, piszą blogi, to dość szczególna grupa – są związani najczęściej z ruchem AA. Do takich wystąpień trzeba mieć odwagę, a ruch do tego przygotowuje – mówi Jacek Kraus. - Zachęcamy naszych pacjentów, żeby korzystali z internetu, odwiedzając różne strony dotyczące alkoholizmu, ponieważ to im może pomóc. Nasi pacjenci, przychodzący na terapię, mają dużo wspomnień związanych z piciem, natomiast zazwyczaj gorzej pamiętają okres, gdy nie pili. Mają mało przykładów, jak można żyć bez alkoholu. Na blogach niepijacych alkoholików mogą je znaleźć. Takie blogi mogą być bardzo cenne, ponieważ pokazują, że są ludzie, którym się udało. Osoba, która chce się wyleczyć z alkoholizmu, może zobaczyć tę drugą stronę, pozytywny przykład.

***

Po drugiej stronie ulicy, na przeciwko okna mieszkania Jurka, jest ławeczka, przy której spotykają się miłośnicy tanich trunków. Widzi z daleka, jak dyskutują nad "biznesplanem", ile wkładają energii i sprytu, aby zdobyć brakujące 50 groszy do kolejnej butelki. Sam setki razy przesiadywał na takich ławeczkach. - Dziś, kiedy siedzę w ciepłym, przytulnym pokoju i obserwuję tych skulonych z zimna ludzi, widzę, jak bardzo alkohol mnie oszukiwał. Jak bardzo oszukuje tych ludzi, którzy siedzą na tej i tysiącu innych ławek.

Kiedy rozmawiam z Waldkiem, ma właśnie dyżur w punkcie konsultacyjnym w Klubie Abstynenta. Ktoś mówił, że przyjdzie, Waldek będzie na niego czekał. Zawsze czeka.

źródło: Onet

dodajdo.com

Wady i korzyści


„Wielu z tych wad chcemy się pozbyć, ale niekiedy wydaje się nam to niemożliwe, a wtedy cofamy się przed stawianiem im czoła. Kurczowo trzymamy się innych przywar, równie groźnych dla naszej równowagi, bo te z kolei sprawiają nam przyjemność. Jakże więc możemy zmobilizować siłę i rozwagę potrzebną do pozbycia się tych przemożnych pokus i pragnień?”
12/12 str.74

- Z eliminowaniem których wad mojego charakteru mam największe trudności i dlaczego?
- Które z moich wad ciągle przynoszą mi więcej korzyści, przyjemności, niż strat?
- Skąd czerpię siłę i rozwagę do walki z moimi wadami?
- W jaki sposób radzę sobie z pokusami?

To dopiero początek


„Kiedy w końcu przyznaliśmy bez zastrzeżeń, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu, wielu z nas odetchnęło z ulgą: "Dzięki Bogu mam to już za sobą, nigdy już nie będę musiał przechodzić przez ten koszmar!". Wkrótce jednak dowiadujemy się, najczęściej z przerażeniem, że jest to dopiero pierwszy kamień milowy na nowej drodze. Powodowani koniecznością , wciąż jeszcze niezbyt chętnie, zaczynamy walczyć z najpoważniejszymi wadami charakteru, które doprowadziły nas do nałogu, i z którymi musimy uporać się pod groźbą nawrotu choroby alkoholowej .”
12/12 str.74

- Które moje wady poszły "na pierwszy ogień", ponieważ stanowiły największe zagrożenie dla mojej trzeźwości?

Nadużywanie nazwy AA


. Wyjaśnię skąd się to wzięło i o co chodzi.

Niektórym ludziom w Polsce, trzeźwiejącym dłuższy czas, między innymi w AA, przestała wystarczać formuła przyjęta w tym ruchu. Tradycja szósta AA mówi:
Grupa AA nie powinna popierać, finansować ani użyczać nazwy AA żadnym pokrewnym ośrodkom ani jakimkolwiek przedsięwzięciom, ażeby problemy finansowe majątkowe lub sprawy ambicjonalne nie odrywały nas od głównego celu.
w innych tradycjach padają stwierdzenia:
Anonimowi Alkoholicy nie powinni nigdy stać się organizacją... /Tradycja 9/.
Nasze oddziaływanie na zewnątrz opiera się na przyciąganiu, a nie reklamowaniu; musimy zawsze zachować osobistą anonimowość wobec prasy, radia i filmu /Tradycja 11/.

Przyjęta forma pracy AA ogranicza, a wręcz uniemożliwia możliwość szerszych działań takich jak: współpraca z samorządem lokalnym, miejscową społecznością, ośrodkami pomocy społecznej, placówkami oświatowymi itp. Nie pozwala też na zabieranie głosu na forum publicznym w sprawach ważnych dla środowiska trzeźwościowego. Nie jest to w żadnym wypadku wada ruchu, gdyż jego siła i skuteczność polega na czymś zupełnie innym.

Może to ograniczenie nie było takie istotne w warunkach rozwiniętych państw zachodnich, skąd ruch AA dotarł do Polski. W tych krajach lecznictwo odwykowe i służby społeczne pracowały normalnie. W naszym kraju gdzie praca tych instytucji pozostawiała do życzenia. Pomimo ogromnej poprawy w dalszym ciągu jest u nas jeszcze wiele do zrobienia.

Trzeźwiejący alkoholicy i ich rodziny pragnęli pracować i zaistnieć w środowisku lokalnym. Chcieli zabiegać o swoje sprawy, propagować idee trzeźwościowe, mieć wpływ na otoczenie. Zaczęli zatem tworzyć kluby i stowarzyszenia abstynenckie, które czasami uzupełniały i uzupełniają do dziś, a czasami zastępowały i zastępują nadal w jakiejś mierze działalność instytucji państwowych. Oprócz tego tworzą też jednak nową niepowtarzalną jakość w dziedzinie pomagania, są pewnym fenomenem na skalę światową.

Kluby te, a także poradnie uzależnień i kościoły użyczały i użyczają lokali na mitingi grup AA. Myślę, że przyczyniło się to w dużym stopniu do mylenia pojęć i mówi się czasami: Klub AA – z samych założeń AA wynika, że nie może być czegoś takiego, są tylko grupy AA Lub: zapisał się do AA – nie mógł się zapisać, ponieważ AA nie jest organizacją, nie ma list ani składek członkowskich, może zostać uczestnikiem ruchu AA lub po prostu stać się Anonimowym Alkoholikiem.

To użyczanie lokali na mitingi jest wygodne, ale czasami przynosi szkody ruchowi AA i powoduje zamieszanie. Zdarza się, że członkom stowarzyszenia abstynenckiego brak pomysłów lub chęci do działania. Wtedy głównym przejawem działalności stowarzyszenia i podstawa do otrzymywania dotacji staje się to, że w jego lokalu odbywają się mitingi AA. Ruch staje się usprawiedliwieniem braku czyjejś inwencji.

Liderzy grup są niekiedy z powodu braku osób chętnych do działania, równocześnie członkami władz stowarzyszenia, co w jakiejś mierze może wpłynąć na naruszenie Tradycji. Mogą pojawić się ambicje, władza, pieniądze... Nowym uczestnikom mylą się pojęcia – klub i grupa.

Napiszę jeszcze o paru rzeczach, które mogą budzić wątpliwości. Nie chciałbym, aby ktoś zrozumiał, że chcę pomniejszyć lub zdyskredytować ideę ruchu, przeciwnie, chcę, aby krytyczne refleksje na temat niekorzystnych według mnie zjawisk, przyczyniły się do jego dalszego umacniania. Od około dziesięciu lat nie uczestniczę w mitingach i dlatego może niektóre moje informacje są nieaktualne i niepełne. W związku z tym proszę czytelników o weryfikację.
Czy w AA uczestniczą tylko alkoholicy? W pewnym zakresie – nie. Są tak zwane mitingi zamknięte, w których biorą udział tylko osoby uzależnione i mitingi otwarte, na które może przyjść każdy. Na mitingi otwarte w praktyce najczęściej przychodzą małżonkowie lub osoby będące w bliższym związku. Tak przynajmniej być powinno. Zetknąłem się jednak kiedyś z dwiema dziwnymi sytuacjami. Pod koniec lat osiemdziesiątych w okolicach gdzie mieszkałem spotykała się grupa AA. Inicjatorem jej powstania był nieuzależniony psycholog z oddziału odwykowego, zatrudniony tam w charakterze terapeuty. Był zawsze obecny na mitingach tej grupy. Rościł sobie prawo do swojej obecności z racji tego, że przyczynił się do powstania grupy. Poza tym pisał pracę doktorską na temat alkoholizmu. Wygłaszał też czasami pogląd, że alkoholicy, nawet trzeźwi nie mogą sami stanowić o sobie i ktoś musi ich nadzorować. Skądinąd wiele mu zawdzięczam, lecz zawdzięczam również sobie, ponieważ ślepo się go nie słuchałem, brałem co dobre. Mimo wszystko na spotkaniach tej grupy źle się czułem. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że w tamtych czasach szkolenia dla terapeutów uzależnień były rzadkością. Jakimś argumentem mogło być to, że ktoś powinien naukowo opisać zjawisko AA, a żeby opisać musi je poznać. Nie wiem.

Druga sytuacja, która mnie zaniepokoiła to obecność księży na mitingach zamkniętych. Brałem udział w spotkaniach grup zamkniętych, na które od czasu do czasu byli zapraszani nieuzależnieni księża. Liderzy tłumaczyli to tym, że możemy być swobodni, bo i tak na spowiedzi o wszystkim mówimy. Mi się to nie podobało. Są ludzie, którzy nie chodzą do kościoła lub spowiedzi i obecność księży może ich krępować, są tacy dla których Siłą Wyższą wymienianą w kroku drugim nie jest Bóg. Inni w czasie picia tak odeszli od wiary, że powrót zajmuje im dużo czasu, chociaż bardzo chcą wrócić. Dla nich spotkanie z księdzem może być przedwczesne. Nie wiem.

Mówię tu cały czas o mitingach zamkniętych. Jak wspominałem mitingi otwarte są ogólnodostępne. Organizowaliśmy takie w zakładzie karnym i domu pomocy, aby przybliżyć ideę AA ludziom z problemami alkoholowymi. Co innego zobaczyć, uczestniczyć, nawet czasem biernie, a co innego znać z opowieści.

Następna sprawa to zasada dobrowolności uczestniczenia w ruchu, która jest dla mnie bardzo ważna. Zdarza się jednak, że udział w mitingach AA jest przymusowy. Może tak się dziać w dwóch wypadkach. Pierwszy to zalecenie wydane przez terapeutę w czasie realizowania programu psychoterapii uzależnień w systemie stacjonarnym lub dochodzącym. Pacjenci dzielą się na na tak zwanych przymusowych i dobrowolnych. Przymusowymi określa się takich, którzy mają postanowienie sądu rodzinnego o obowiązku leczenia odwykowego, czasami sąd karny przy udzielaniu zwolnienia warunkowego sugeruje udział w AA. Zresztą trzeba sobie szczerze powiedzieć, że leczenie to jest przymusowe tylko z nazwy. Alkoholika objętego obowiązkiem leczenia można co prawda, przy pomocy policji siłą zawieźć do zakładu odwykowego. Może on jednak odmówić podpisania zgody na leczenie. W w krajach cywilizowanych pacjent musi wyrazić zgodę na jakiekolwiek leczenie. Jedyny wyjątek to internowanie w szpitalu psychiatrycznym na podstawie ustawy psychiatrycznej, jeżeli pacjent zagraża sobie lub otoczeniu. Nie jest łatwo uzyskać taką decyzję, musi być szczegółowy wywiad, opinie lekarzy itp. i bardzo dobrze. Łatwo tą decyzję uzyskuje się w krajach totalitarnych.

Kiedyś, jak działałem w klubie abstynenckim zgłosili się klienci z następującym problemem. Ich kuzyn, czterdziestoletni kawaler wspólnie z ojcem prowadził dobrze prosperujące gospodarstwo rolne. Ojciec umarł, kuzyn zaczął intensywnie pić. W coraz szybszym tempie przepijał gospodarkę, sprzedał kawałek ziemi i traktor, zaniedbywał uprawy. Kuzyni pytali, czy można coś zrobić, aby nie stracił wszystkiego. Zaproponowałem, aby złożyli w prokuraturze właśnie wniosek o internowanie. Kuzyn niewątpliwie zagrażał sobie, ale i otoczeniu. Mógł spowodować pożar lub wypadek. O takim rozwiązaniu usłyszałem Jarosława Polanowskiego prokuratora Prokuratury Okręgowej w Warszawie, eksperta PARP-y /Państwowa Agencja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych/, konsultanta organizacji samorządowych zajmujących się problematyką przemocy, na jednym ze szkoleń prowadzonych. Klienci tak zrobili. Z tego co się później dowiedziałem prokurator nie przyjął wniosku, a kuzyni nie upierali się, chociaż według mnie mogli. Zapewne prokurator nie chciał sobie brać kłopotu na głowę, jak wspomniałem sprawa jest skomplikowana, a może był niedoszkolony?

Dobrowolni to tacy, którzy zgłaszają się niby bez przymusu. Właśnie, czy aby na pewno bez przymusu? Dla mnie wszyscy są przymusowi, chociaż na początku terapii dobrowolni przeważnie twierdzą, że przyszli z własnej woli. Owszem faktycznie zgłosili się sami, bez żadnego nakazu, lecz zmusiła ich do tego konieczność życiowa. Możliwość utraty pracy, groźba rozbicia rodziny, poważne zagrożenie zdrowia lub życia w wyniku zatrucia alkoholowego, stanów przeddeliryjnych, końcówki wątroby. Zawsze powtarzam – człowiek nie przymuszony nie podejmuje żadnych działań. Czy będzie to tak zwany przymus wewnętrzny, czy okoliczności zewnętrzne, przymus zawsze występuje. Zapewne oburzą się ci, którzy są przekonani, że kierują swoim życiem, samodzielnie dokonują wyborów. W pewnym sensie mają rację, wyborów dokonują samodzielnie lecz zmuszają ich do nich okoliczności. Pracownik zaczyna szukać lepszej pracy dopiero wtedy, kiedy zaczyna mu brakować na utrzymanie lub psychicznie w dotychczasowej nie wytrzymuje. Młody człowiek zaczyna się naprawdę chętnie uczyć dopiero wtedy, gdy zobaczy konkretny cel, na przykład zdobycie zawodu, który będzie jego pasją.

Drugi przypadek przymusu uczestnictwa zachodzi wtedy, kiedy udział jest elementem kontraktu zawartego przez uczestnika z ośrodkiem pomocy społecznej. Kontrakt warunkuje przyznanie pomocy od aktywności klienta pomocy, między innym warunkiem bywa uczestnictwo w spotkaniach.

Pomimo przedstawionych wątpliwości muszę jednak przyznać, że te przymusowe wizyty przeważnie dobrze się kończą, goście zostają. Ważne, aby liderzy grupy i grupa przyjęli ich w sposób, który zachęci gości do uczestnictwa. Równocześnie dobrze jest zadbać to, aby wizyta nie zakłóciła pracy grupy.

źródło: Problemy - alkoholowe

dodajdo.com