Alkoholizm to choroba, możesz nauczyć się ją kontrolować ciesząc się pełnią życia.


Blog do wynajęcia Blog do wynajęcia Blog do wynajęcia

Istniejesz dla dobra


Istniejesz dla dobra i radości, byś umiał się śmiać i śpiewać, żyć w miłości. Masz obdarzać szczęściem tych, którzy cię otaczają.

dodajdo.com

Paradoks


Alkoholicy z łatwością przekazują sobie wzajemnie doświadczenia związane z chorobą i zdrowieniem. Jest to dar Boży dla nas, a przekazywanie go innym, nam podobnym, jest właśnie celem, który ożywia Anonimowych Alkoholików na całym świecie.
Dwanaście Kroków i Dwanaście Tradycji, str. 151

Wielki paradoks AA polega na tym, że nie mogę utrzymać cennego daru trzeźwości, jeśli nie rozdaję go innym. Moim podstawowym dążeniem jest zachowanie trzeźwości. W AA nie mam żadnego innego celu - a jego ważność jest dla mnie kwestią życia lub śmierci. Jeżeli się od niego oddalę, przegram. Jednak AA jest nie tylko dla mnie; istnieje dla każdego alkoholika, który wciąż jeszcze cierpi. Całe rzesze alkoholików zachowują trzeźwość dzięki dzieleniu się z innymi alkoholikami. Dla mnie zdrowieć znaczy pokazać innym uczestnikom Wspólnoty, że kiedy się z nimi dzielę, to i ja, i oni wzrastamy dzięki łasce Siły Wyższej - i razem kroczymy Droga Szczęśliwego Przeznaczenia.

Autonomia grupy


Mógłby ktoś pomyśleć, że zasady autonomii grupy doprowadziliśmy do absurdu. Na przykład w swej oryginalnej "dłuższej wersji" Tradycja trzecia głosi: "Nawet dwóch czy trzech alkoholików spotykających się w celu zachowania trzeźwości może określić się jako grupa AA pod warunkiem, że jako grupa nie mają innych celów ani powiązań... Jednakże ta wielka swoboda nie jest aż tak ryzykowna, jak się może wydawać.
ANONIMOWI ALKOHOLICY WKRACZAJĄ W DOJRZAŁOŚĆ, STR. 135

Gdy ulegałem nałogowi, nadużywałem każdej ofiarowanej przez życie wolności. Jak AA mogło oczekiwać, że będę szanował "ultra wolność", przekazaną nam przez Tradycje Trzecią? Uczenie się poszanowania stało się dla mnie zadaniem na całe życie. Wspólnota nauczyła mnie w pełni akceptować konieczność dyscypliny - jak również fakt, że jeśli się na nią nie zdobędę, to słono za to zapłacę. Dotyczy to także całych grup. Tradycja trzecia wskazuje mi kierunek duchowy, w którym mogę podążać - mimo moich chorych skłonności.

Radosne odkrycia


Zdajemy sobie sprawę, że wiemy niewiele. Bóg będzie coraz pełniej wyjawiał Swoją wolę - tobie i nam. Pytaj Go podczas porannej medytacji, co możesz zrobić każdego dnia dla kogoś, kto jeszcze jest chory. Jeśli twoje sprawy są uporządkowane, otrzymasz odpowiedź. Oczywiście nie możesz podzielić się czymś, czego sam jeszcze nie masz. Bacz na to, aby twoja więź z Bogiem była właściwa, a tobie i wielu, wielu innym przydarzą się wielkie rzeczy. Dla nas jest to Wielka Prawda.
ANONIMOWI ALKOHOLICY, str. 143

Trzeźwość jest podróżą, na którą składają się radosne odkrycia. Każdy dzień przynosi nowe doświadczenia, nową świadomość, większą nadzieję, głębszą wiarę, rozszerzającą się tolerancję. Muszę podtrzymywać w sobie te wartości, bo inaczej nie będę miał nic do przekazania. Wielkimi wydarzeniami dla zdrowiejącego alkoholika, którym jestem, są zwyczajne codzienne radości, znajdowane w tym, że jestem w stanie przeżyć kolejny dzień, ciesząc się łaską Boga.

Nie chodzi o szczęście


Nie sądzę, by chodziło tu o szczęście czy nieszczęście. Jak mierzymy się z problemami, w obliczu których stajemy? Jaką wyciągamy z nich naukę i pożytek i jak przekazujemy je innym, o ile są tej wiedzy ciekawi?
JAK TO WIDZI BILL, str. 306

W poszukiwaniu "szczęścia" wciąż zmieniałem pracę, żeniłem się i rozwodziłem, przeprowadzałem się z miejsca na miejsce i zaciągałem długi - finansowe, emocjonalne i duchowe. W AA uczę się być dojrzały.
Zamiast domagać się od ludzi, rzeczy i miejsc, żeby mnie uszczęśliwiły Proszę Boga o samoakceptację. Gdy przytłacza mnie jakiś problem, Dwanaście Kroków pomaga mi wzrastać poprzez ból. Zdobywana przeze mnie wiedza staje się darem dla innych, którzy cierpią podobnie jak ja. Jak powiedział Bill W.: "Kiedy doznajemy bólu, mamy być gotowi czegoś się na nim nauczyć, a także dopomóc w tym innym ludziom. Kiedy zaś zaznajemy szczęścia, mamy je przyjąć jako dar i podziękować z nie Bogu" (Jak to widzi Bill, str. 306)


W ostatnich stadiach picia wola oporu gdzieś się ulotniła. A jednak gdy przyznajemy się do całkowitej klęski i stajemy się gotowi wypróbować zasady AA, obsesja picia opuszcza nas i wkraczamy w nowy wymiar doświadczamy wolności płynącej od Boga, jakkolwiek Go pojmujemy.
Jak to widzi Bill, str.283

Należę do tych szczęśliwców, którzy doznali nadzwyczaj dramatycznej przemiany w życiu. Przekroczywszy próg AA - samotny i zrozpaczony - czułem się tak pokonany, że z łatwością gotów byłem uwierzyć we wszystko, co usłyszę. A usłyszałem, między innymi, takie oto zdanie: " To MOŻE być twój ostatni kac; ale możesz też dalej kręcić się w kółko". Człowiek, który ja wypowiedział, był w nieporównanie lepszym stanie niż ja. Koncepcja uznania własnej klęski spodobała mi się - i od tamtej pory jestem wolny! Moje serce usłyszało to, czego nigdy nie był w stanie usłyszeć mój umysł: "Bycie bezsilnym wobec alkoholu to nic wielkiego". Jestem wolny i pełen wdzięczności!.

Naucz się kochać siebie


Alkoholizm był samotną walką, nawet jeśli otaczali nas kochający ludzie...usiłowaliśmy znaleźć poczucie bezpieczeństwa uczuciowego w dominacji nad innymi lub w zależności od nich...bezskutecznie próbowaliśmy znaleźć zaczepienie w jakiejś niezdrowej formie dominacji lub zależności.
Jak to widzi bill str.252

Sporządzając inwenturę, odkryłem, że moje relacje z większością ludzi z mego życia są chore - na przykład, z przyjaciółmi czy rodziną. Zawsze czułem się wyobcowany i osamotniony. Piłem po to, by zagłuszyć w sobie ból emocjonalny.
Dzięki zachowaniu trzeźwości, posiadaniu dobrego sponsora i pracy nad Dwunastoma Krokami udało mi się zbudować zdrowe poczucie własnej wartości. Najpierw Kroki nauczyły mnie, jak być swoim najlepszym przyjacielem; a później, gdy udało mi się pokochać siebie, stałem się zdolny do wychodzenia naprzeciw innym ludziom i kochaniu ich.

Wiem, że AA się sprawdza!


Trafiłem tu przypadkiem szukając materiałów o nawrotach choroby alkoholowej czyli powrocie do picia po okresach abstynencji.
Sam jestem alkoholikiem który zaczął pić w wieku kilkunastu lat a koło dwudziestki był już w pierwszej fazie uzależnienia. Piłem ponad 20 lat i pomimo destrukcji które weszły w moje życie za sprawą coraz większego uzależnienia nie chciałem i nie byłem w stanie ani nie potrafiłem przestać pić. Więzienie, wypadki drogowe po pijanemu, rozpad rodziny, kolejne utraty pracy nie wspominając o konsekwencjach zdrowotnych (kłopoty z wątrobą, wrzody żołądka) , to wszystko nie było w stanie mnie wyrwać ze szponów alkoholu. Dwa lata temu podczas półrocznego ciągu gdy wieźli mnie izbę zostałem pobity przez policję w wyniku czego miałem pękniętą kość żuchwy i neurologiczne porażenie lewej strony twarzy. Okazało się że to porażenie może mi wcale nie ustąpić. I to był ten moment gdy poczułem że już tak dalej nie chcę żyć, że to jest to moje "dno". Zgłosiłem się do placówki która zajmuje się leczeniem uzależnień na terapię. Ale zgłosiłem się tam nie po to żeby przestać pić, tylko po to żeby nauczyli mnie tam pić w taki sposób który nie będzie dla mnie szkodliwy i destrukcyjny czyli "pić kontrolowanie". Dopiero w trakcie terapii załapałem że tak się nie da, że jednak trzeba zachowywać abstynencję. Ale już na terapii profesjonalni (certyfikowani) terapeuci wskazywali że aby utrzymać abstynencję po terapii trzeba zmienić swoje życie, swoje zachowania, swój sposób myślenia, nauczyć się "czytać" siebie, swoje emocje oraz wyzbyć się wypracowanego latami picia "pijanego myślenia i zachowania" . Większość alkoholików to mistrzowie manipulacji i aktorzy którzy zmanipulują wszystko i wszystkich i samych siebie również aby tylko się nachlać i odsunąć wszelkie przeszkody na "drodze do butelki". Tak więc sama terapia nie na wiele się zda jeśli alkoholik nie będzie dalej pracował nad sobą, nad zmianą siebie i nad uporządkowaniem swojego życia. Jedno mogę napisać na pewno nie chciałem zostać alkoholikiem i uzależnić się od wódy, chciałem tylko jak większość moich znajomych dobrze się bawić. Moja była żona i moja mama to typowe osoby współuzależnione czyli ko-alkoholicy które dawały mi komfort picia kryjąc mnie przed rodziną, znajomymi, usprawiedliwiając i tłumacząc moje chlanie, ponosząc za mnie konsekwencje mojego pijaństwa. Szkoda że kilkanaście lat temu gdy rozstałem się z żoną to matka nie zamknęła mi drzwi przed nosem, być może wcześniej sięgnąłbym tego "swojego dna". Dodam jeszcze że odbyta terapia wcale jednak nie przyniosła oczekiwanego efektu i po krótkim okresie abstynencji wróciłem do picia, a potem znów detoksy i następne państwowe terapie - w sumie cztery zanim przestałem pić. Więc jako osoba która sama to wszystko przeszła i zna to z autopsji jestem innego zdania niż osoby wypowiadające się wcześniej i nie mające żadnej wiedzy w temacie choroby alkoholowej, jej mechanizmów i kryteriów, faz rozwoju choroby i leczenia oraz zapobiegania nawrotom do picia. Alkoholizm jest chorobą podstępną, postępującą, chroniczną i na końcu (nie zatrzymany) niestety śmiertelną wpływającą nie tylko na życie i zdrowie alkoholika ale również na rodzinę (osoby współuzależnione). Nie ma na tą chorobę cudownej tabletki. W większości przypadków w życiu alkoholika musi się zadziać coś co zmotywuje go do podjęcia leczenia (osiągnięcie tzw. własnego "dna") i dalszej pracy nad sobą w celu własnego rozwoju pozwalającego utrzymać trzeźwość. Co do AA to niesłuszne są tu opinie moim zdaniem na temat tej wspólnoty. AA nie jest poradnią ani placówką odwykowo-terapeutyczną i AA nie prowadzi leczenia. Droga do przestania picia wygląda mniej więcej tak: izba wytrzeźwień (choć nie wszyscy), detoks (też nie wszyscy), terapia (o dziwo też nie wszyscy), grupy po programowe i wsparcia (nie wszyscy), wspólnota AA (też nie wszyscy). Nigdy nie ma stuprocentowej pewności że alkoholik nie pijący nie wróci do picia. A samo AA jest wspólnotą ludzi którzy dzielą się siłą, wiarą i nadzieją oraz własnymi doświadczeniami w pracy nad sobą, swoim rozwojem duchowym i emocjonalnym na drodze trzeźwości i jak się okazuje program 12 kroków AA pomógł milionom alkoholików i nadal pomaga w utrzymaniu trzeźwości i zmianie samego siebie na lepsze od 75 lat. Pozdrawiam wszystkich i życzę Pogody Ducha :)

dodajdo.com

Jak nas (AA) widzą z zewnątrz


Jest takie powiedzenie: "Jak cie widzą tak cie piszą"
Pozwoliłem sobie zamieścić kilkanaście wypowiedzi znalezionych w sieci, przeważnie na forach internetowych, o Anonimowych Alkoholikach.


"W AA idą w zabobony, jak w średniowieczu.Przydałoby się coś bardziej przyjaznego, pod kątem młodszego pokolenia alkoholików, nie tylko te ich siły wyższe i cuda.
Nie każdy uzależniony jest nawiedzony i łyknie jak naiwny pelikan moce, cuda i siły magiczne.
Toć to głupota. Bazowanie na mentalności sprzed 70 lat.Ciemnogród panuje w AA."

"bo oni wierzą ze powtarzanie w kółko "jestem szczęśliwy" skutkuje. A tu wała, nie każdego bierze taka farsa. Ja ze śmiechu nie mogłem wytrzymać. Modły jak dla dzieci z przedszkola i uściski jak u komunistów. Obserwowałem też damsko-męskie kontakty, wręcz nachalne i powszechne. W sumie kicha i kupa. Dla inteligentnych inaczej."

"Wpierają, że tylko siła wyższa jest w stanie uzdrowić i jak się nawrócisz na jakiś shit, obojętnie jaki, nawet jehowitów akceptują,to będziesz cudowną moca tej siły (niby tego boga jakiegoś) wyleczony. Tylko zaufaj i medytuj i oczekuj nawiedzenia i przebudzenia. Kabaret jakiś. Dla ubogich."

"A nie widzisz, że 12 kroków już się przeżyło i starością śmierdzi. Nie widać, że bujd na resorach o siłach wyższych ludzie już nie chca kupowac? AA jest dla starych ludzi i kołtunów."

"Słuchajcie, ja nie znam metod pracy AA i nie mogę ich oceniać. Uważam jednak, że założenia wstępne są WIELKĄ POMYŁKĄ! Jak można zdrowym ludziom patrzącym na bliskich alkoholików wmawiać, że nie są w stanie nic zrobić???
Może warto przyjrzeć się temu głównemu punktowi i go zmienić. Ja słuchałam tych bredni i nie robiłam nic na siłę. Skończyło się śmiercią bliskiego człowieka. Nikt mu nie podał ręki, bo on o to nie prosił. Mógł się leczyć w każdym miejscu na świecie, bo pieniądze nie stanowiły problemu. Problem był w jego głowie. A on tego nie dostrzegał.
Jak można wmawiać, że kiedyś obudzi się na dnie i sam będzie chciał się od niego odbić! Na jakim dnie? Gdy organizm już nie da rady normalnie funkcjonować? Gdy zmiany będą tak nieodwracalne, że OIOM nie pomoże! Może nad tym należy się zastanowić i nad naszą moralną odpowiedzialnością za bliskich będących w szponach nałogu. "

"Nie wiem czym jest AA, ale nie podoba mi się, poszłam raz ze znajomym, chciał przestać pić i się leczyć, a powiedziano mu, że najpierw ma przestać pić, a potem może przyjść. Co za absurd, czyli człowieku lecz się sam, bo ci nikt nie pomoże."

""przestań pić i możesz przyjść". Jak również "my nie pomagamy zerwać z nałogiem", jak również, "nie możemy zagwarantować , że nie będziesz pił później". Co do tego ostatniego, to oczywiście ma rację, tylko po co zaczynać rozmowę od czegoś takiego, kim musiał być ten człowiek, że na wstępie człowiekowi, który szuka pomocy aplikuje się serię destrukcyjnych "powiedzonek". Po co to to w ogóle istnieje, skoro całą pracę dany alkoholik ma wykonać sam? Martwicie się tam o swoje tyłki i to wszystko."

"PRZESTROGA dla tych co się wybierają na AA ich metody bardzo często polegają na tłumaczeniu że jak się ma problemy z piciem to trzeba się pozbyć drugiej osoby np żony a problemy zginą. Jednym słowem namawiają do rozwodów .Czemu miałabym brać rozwód skoro kocham swojego męża i tylko dlatego że spotkało go nieszczęście?
A gdyby to był rak to też w ten sposób bym miała rozwiązać problem ??? Świadoma jestem tego co robię i wiem że czasem stosowałam nieładne metody bo natrętnie z ''gębą'' właziłam tam gdzie ingerowali w moją prywatność ale uwierzcie osiągnęłam cel nie rozstaliśmy się a za to układa nam się coraz lepiej Zdaje sobie sprawę że to może wrócić, ale przynajmniej nie będę miała wyrzutów sumienia że NIC NIE ZROBIŁAM."

"AA niepotrzebnie trzyma się religijnej kiecki - odrzuca to młodszych. Ja byłem raz. Jak kółko weteranów zaczęło obrządek i kult ku czci SW (niby Bóg czy coś) to myślałem, że się poleję ze śmiechu. W XXI wieku taka dewocja, odrzuca swoją ciemnogrodzką naiwnością. Zwłaszcza ludzi młodych, którzy po kątach pękają ze śmiechu. Spektakl jak dla dzieci. No sorry ale takie coś to tylko dla moherów power. Mnie powiedzieli że za SW mogę obrać sobie grupę pijaków, a jak spytałem czy mogę Rumburaka to powiedzieli, że tak :P"

"Billa W. i jego 12 Kroków przerabiałem wielokrotnie, zgadzam się że miliony ludzi wyszły dzięki temu z nałogu. Pokaż mi jednak taką grupę AA gdzie o tej sile wyższej będą mówić tak jak to naprawdę przewiduje program i kroki, gdzie powiedzą Ci skoro nie wierzysz niech dla Ciebie będzie to np. stół? Na pewno nie w przykościelnych salkach, gdzie AA wykorzystywane jest z reguły do takiego małego, religijnego prania mózgu. Wiem że AA przynosi wiele dobrego, ja jednak zawsze będę obstawał przy profesjonalnych, odpowiednio przygotowanych poradniach leczenia uzależnień oraz działających przy nich tzw. klubach"

Dlaczego tak jest?
Lapet



dodajdo.com

Pomimo wszystko "Wesołych świąt"


Niech Święta Wielkanocne przyniosą Ci w prezencie
to, czego najbardziej pragniesz. To "coś" nie musi być ani
widoczne, ani dotykalne, może nawet nie pachnieć, ale niech
będzie dla Ciebie czymś, bez czego nie można i nie warto żyć,
ale do czego zawsze trzeba dążyć.

Życzymy Ci wiele szczęścia i radości w życiu.


Jola i Sławek


dodajdo.com

Największe kłamstwa AA


1. Żeby przestać pic, trzeba sięgnąć dna.
2. Nie wolno pomagać pijącemu, dopóki pije, ba!, należy celowo dokładać starań, aby miał zawsze jak najgorsze konsekwencje picia.
3. Nie można przestać pić dla kogoś, trzeźwieje się tylko dla siebie.
4. Masz w rodzinie kogoś pijącego, męża, żonę, dziecko - zostaw, rzuć, ratuj siebie!

To są rady może dobre przy tresurze psów, chociaż przy co mądrzejszych rasach tez wątpię.
Ale ludzie nieco różnią się od psów.
Wcale nie muszą sięgnąć dna, aby przestać pic, i jak najbardziej potrafią przestać pić dla kogoś mimo, że dla siebie nigdy by nie przestali, i nie, pomagając komuś pijącemu wcale nie wpędzasz go w żaden nałóg i to nigdy, to w ogóle tak nie działa, i życie takiej osoby to i tak piekło i nie, doprawdy nikt, a już na pewno nikt z rodziny nie ma potrzeby tego jeszcze pogłębiać (to chyba wymyślił jakiś psychopata pozbawiony w ogóle uczuć wyższych) i nie, wcale nie trzeba porzucać osoby pijącej, jeśli się ja kocha, a jeśli się ją porzuca, to dlatego, że się jej nie kocha, a nie dlatego, ze ona pije. Ludzie to nie psy.

Mnie poradzono, jako "współuzależnionej" uczestniczyć w mityngach dla "współuzależnionych". Ci ludzie są chorzy. Nie, nie ci pijacy. Ci "współuzależnieni". Oni są chorzy. Ale nie tak, jak myślą i na pewno nie z powodu kogoś pijącego w rodzinie. Może od razu zastrzelą tych swoich pijących mężów, te swoje pijące żony, pijących rodziców i pijące dzieci. Skoro tak ich nienawidzą.
Uciekłam stamtąd, gdzie pieprz rośnie.

Mój mąż miał problemy z alkoholem.
Dlatego już od wielu lat jest abstynentem. Nie jest żadnym "trzeźwiejącym alkoholikiem". Co to za bzdura! Jest zwykłym abstynentem. Nie pije, bo alkohol mu szkodzi. Szkodzi mu ewidętnie, bo jak zaczynał pić, to rujnował sobie życie i skończyłoby się to tak, że by w końcu umarł. A my go potrzebujemy. A on nas kocha, więc nie pije. Tylko, że do tego to taki pijacy musi widzieć, że rodzina go kocha. Naprawdę kocha.
I to nieprawda, że alkoholik pije, bo deszcz pada, albo bo słonce świeci.
Nie, on ma na ogół bardzo prawdziwe, realne powody. Tylko, że bardzo źle na nie reaguje. Zaczyna pić.
90% alkoholików, gdyby miało kochającą żonę, fajnych rodziców, satysfakcjonującą prace, ciekawe zajęcia w czasie wolnym i fajnych kolegów - nie piło by.
Oczywiście, że tak fajnie to mało kto ma w życiu, a jednak nie każdy zaraz pije na umór. Ale alkoholik źle reaguje, reaguje samobójczo, to jest właśnie jego choroba.

Ludzie to nie psy.
Zdecydujmy się. Albo kogoś kochamy, albo nie. Jeśli kochamy, to mu pomóżmy. Ale na pewno nie tak, aby "sięgnął dna, to mu się wtedy oczy otworzą". Nic się nikomu wtedy nie otworzy.
Co się dziwić, że ci ludzie wracają wkrótce do picia, jeśli, często przy pomocy własnej rodziny "sięgneli już tego dna", przestają pić, nie pija, nie pija, ale żona odeszła, często za namowa AA zresztą, pracy nie ma, a na trzeźwo widać, ile się straciło i jest tak żal.
I taki człowiek nie ma naprawdę żadnego powodu, aby nie zacząć znowu pić. I to wcale nie jest już wtedy żadna "chora" decyzja. To jest decyzja całkowicie racjonalna. Tyle ja się już zdążyłam nauczyć obcując chwile z wieloma alkoholikami. To jest intuicyjna i całkiem słuszna w sumie decyzja. Bo jeśli on ma nie pić po to, aby było mu gorzej, niż, jak pije, to po co ma nie pic? Po co i dla kogo?
Tyle się nauczyłam.

Ludzie to nie psy.
Potrafią nie pić dla kogoś i z miłości.
Jak mój mąż. I wielu innych.
Całymi latami i wielu do końca życia.
Tylko zdecydujmy się, czy ich kochamy, a jeśli tak, to pokażmy im, ze warto.
Że maja dla kogo żyć, że warto nie pić.

Jestem żoną faceta, który miał bardzo poważne problemy z alkoholem, a mimo to uważam, że to, co AA wyrabia ze "współuzależnionymi", co im wmawia i do czego namawia, winno być karane. Normalnie ścigane prawem.
Jak cię mąż po pijaku bije, a ty go nie kochasz (no trudno kochać) to od niego po prostu odejdź. Ale nie wmawiaj przy tym wszystkim dookoła, że robisz to z miłości i dla jego dobra.



źródło: Onet.pl

Pomimo wszystko życzę wszystkim Wesołych świąt

dodajdo.com

AA nie jest lekarstwem na wszystko


Byłoby objawem pychy uważać, że AA jest lekarstwem na wszystko, nawet na alkoholizm.
JAK TO WIDZI BILL, STR. 285

W początkowych latach trzeźwości byłem pełen pychy, uważając, że AA jest jedynym sposobem leczenia, który gwarantuje uczciwe i szczęśliwe życie. Bez wątpienia Wspólnota była podstawowym składnikiem mojej trzeźwości, i nawet dziś - po z górą dwunastu latach "na Programie" - wciąż angażuje się w mityngi, sponsorowanie i służbę. Przez pierwsze lata zdrowienia uznawałem za konieczne korzystać z pomocy profesjonalistów - jako że moje zdrowienie emocjonalne pozostawiało bardzo wiele do życzenia. Są też ludzie, którzy trzeźwość i szczęście zawdzięczają rozmaitym organizacjom spoza Wspólnoty. AA nauczyło mnie, że mam wybór: jeśli tyko zechcę, będę gotów uczynić wszystko, aby umocnić swoją trzeźwość. Być może wspólnota nie jest lekarstwem jedynym ani na wszystko, ale na pewno stanowi ona centrum mojego trzeźwego życia.

Nowa gleba. Nowe korzenie


Chwile postrzegania mogą złożyć się na całe pasmo życia przesyconego pogodą ducha - już ja sam coś o tym wiem. Solidne "Korzenie" rzeczywistości - zajmujące miejsce słabiutkich, znerwicowanych "zarośli"- utrzymują nas w równowadze mimo zewnętrznych sił, które próbują nas zniszczyć niczym huragan, lub też mimo sił, które sami w sobie uruchamiamy dla samounicestwienia.
JAK TO WIDZI BILL, STR. 173

Przyszedłem do AA zieloniutki - roztrzęsiona sadzoneczka z korzonkami na wierzchu. Dzięki temu, że przyszedłem, przeżyłem; ale to był zaledwie początek. Wyprostowałem się i rozwijałem, i choć czasem plątały mi się pędy, to dzięki pomocy innych mój duch wreszcie wystrzelił w górę. Działałem, więdłem, chowałem się do wewnątrz, modliłem się, znów działałem, zyskiwałem nowe zrozumienie - aż w pewnej chwili doznałem olśnienia. Wyrastając z korzeni, ramiona ducha rozrosły się w silne, zielone gałęzie: sprężyście kroczące ku niebu sługi.

Tu, na ziemi, Bóg bezwarunkowo kontynuuje dziedzictwo miłości wyższej. Życie we Wspólnocie dało mi, "bezpieczny punkt oparcia... zapuściłem korzenie w nowej glebie"
(Anonimowi Alkoholicy, str. 9

Kultywowanie wiary


Myślę, że niczego na tym świecie nie możemy robić dobrze bez ćwiczenia, bez praktyki.
I sądzę, że AA nie będzie udanym przedsięwzięciem, jeżeli nie będziemy stosować przyjętych przez nas zasad... Powinniśmy rozwijać w sobie... ducha służby. Powinniśmy próbować uzyskać jakąś wiarę - co nie jest łatwe, zwłaszcza dla osoby o światopoglądzie materialistycznym, dostosowującej się do przyjętych obecnie w społeczeństwie norm. A jednak myślę, że wiary może dostąpić - aczkolwiek z wolna; i trzeba ją potem stale kultywować. Dla mnie samego było to niełatwe, toteż przypuszczam, że jest to trudne także dla innych.
DOKTOR BOB I WETERANI, STR OR. 307-308

Lęk często jest siłą, która uniemożliwia mi osiągnięcie kultywowanie wiary. Nie pozwala mi ona docenić piękna, tolerancji, przebaczenia, służby i pogody ducha.

Nowa Para Okularów - Chuck "C"
A New Pair of Glasses by Chuck "C"



W świecie namnażających się publikacji w zakresie pop-psychologii i samopomocy, rozsądny pytający mógłby się zastanawiać: czy książka „Nowa para okularów” czemukolwiek służy. I w jakim wypadku, co sprawia, że się wyróżnia. Myślę, że dwa najważniejsze czynniki przyczyniające się do nadzwyczajnej wartości tej książki to fakt, że stanowią szkielet stosowanych zasad najbardziej dynamicznej i odnoszącej sukcesy filozofii stulecia… omawianej przez człowieka, który dosłownie z „mielącego język, mamroczącego półgłówka” przekształcił się w najbardziej charyzmatycznego mężczyznę na świecie.
Amerykańskie AA zamierza podobno uznać tę pozycję za oficjalną literaturę Wspólnoty.

Książka „Nowa Para Okularów”,jest zbiorem przemówień Chucka C., znanego w USA aktywisty i działacza w dziedzinie alkoholizmu. Autor w rozmowie z bohaterem zebrał jego najbardziej wartościowe mowy i stworzył z nich niniejszą książkę. W mowach tych Chuck C. dzieli się swoimi doświadczeniami w zakresie własnego uzależnienia, przeplatając swoją opowieść różnymi anegdotami z życia własnego, jak i osób z jego otoczenia. Opowiada, jak alkohol zniszczył mu życie rodzinne i zawodowe, zniechęcił bliskich, wysłał do szpitala dla obłąkanych. Jednak upadek na samo dno pozwolił mu się odbić, i zaangażować w stowarzyszenie Anonimowych Alkoholików. Przekonuje, iż mimo bardzo złej sytuacji zawsze jest wyjście, i tym wyjściem jest Bóg oraz poddanie się Jego woli. Daje na to przykłady z własnego życia, opisując, jak uniknął śmierci spowodowanej przedawkowaniem alkoholu, dzięki czemu dostał szansę zmienić swoje życie. I tak, po wielu próbach, odzyskuje pracę, nie dopuszcza do rozwodu z żoną i jedna się z dziećmi. Czas spędzony w stowarzyszeniu kiełkuje i rozwija jego stronę duchową, czym pragnie dzielić się z towarzyszami uzależnienia, ukazując, że równowaga pomiędzy duszą i ciałem jest niezbędna, żeby przezwyciężyć uzależnienie.
Mówca, omawiając różne sfery życiowe, pokazuje, że pomimo katastrofalnego wpływu alkoholu, można je odbudować. I tak, w sferze biznesu, po tym, jak stracił pracę w dobrze prosperującej firmie, opisuje jak stał się jej właścicielem, krok po kroku pnąć się po drabinie biznesu, po drodze pomagając innym. Wykazuje, że nawet w zimnym świecie interesów można, a nawet trzeba, okazać serce i wyrozumiałość, ponieważ to kiełkuje. W domu pojednał się z żoną, która również stała się aktywistką na polu uzależnień od alkoholu. Ponownie zbliżył do dzieci, które uciekły od niego za granicę, ponieważ nie próbował ich zrozumieć, a narzucić swój tok myślenia. W swoim przemówieniu podkreśla, że nie należy robić nic na siłę, i odnosi to do świata osób uzależnionych od alkoholu. Pomocne w tym jest oddanie się opiece Boga, dzięki czemu on znalazł spokój ducha i sposób na odbudowanie życia.
Co godne polecenia w tej książce, autor przemówień podkreśla nieustannie, że sposobem dotarcia do osoby uzależnionej od alkoholu nie jest prawienie mu lub jej kazań czy zmuszanie do czegokolwiek, a dzielenie się "doświadczeniami, siłą, nadzieją i sobą nawzajem w miłości". Jednak najpierw trzeba pojednać się ze sobą i z Bogiem, aby móc pomagać innym w przezwyciężeniu nałogu.

To książka, której się nie odkłada na półkę. W sposób jasny, prosty i zrozumiały wyjaśnia wiele spraw i pomoga pojąć wyraźniej, że wszystko z Ducha się rodzi. Rodzina, przyjaciele, praca, pomaganie sobie i innym alkoholikom. Właśnie, najważniejsza jest ta pomoc innym alkoholikom - staje się sensem trzeźwego życia. Sprawia, że poczucie Jedności i przynależności do Boga przybliża się w miarę realizacji Kroków "we wszystkich naszych poczynaniach". Nic na siłę!!!Szczególnie "siłę własną" zwaną ego. Chuck C. nie teoretyzuje, dzieli się własnym doświadczeniem pogodnie i z humorem. Dzieli się tym co naprawdę ma. Podobała mi się opowieść o tym jak uczestniczył w spotkaniu grupy terapeutycznej i refleksja - "Jako,że tylu jest ekspertów w dziedzinie zaburzeń związanych z alkoholizmem, ciężko znaleźć kogoś, kto chciałby porozmawiać z pijakiem". Tyle razy "wypisywałam" się ze Wspólnoty bo miałam serdecznie dosyć głupoty, fałszu, zakłamania... Nie czułam, że to o moją własną głupotę, fałsz i zakłamanie chodzi. Dzięki Bogu zawsze jest Ktoś, kto jest dłużej na Programie i może pogadać ze mną i Ktoś, kto "stoi niżej na tej drabinie" z kim mogę pogadać ja.

Fragment 1:
„We wszystkich naszych sprawach” znaczy w domu. Widzicie, to, co sprawia, że ten program działa, to stowarzyszenie kobiet i mężczyzn, którzy dzielą się – dzielą – swoimi doświadczeniami, siłą, i nadzieją, w miłości. Dzielą się. Niewiele jest osób w Anonimowych Alkoholikach, którzy ci coś mówią. My nie mówimy, my się dzielimy. Znam gościa, który nazywa mnie swoim sponsorem, on mówi. I daje o sobie pamiętać. Mówię mu: „Nawet nie jesteś członkiem Anonimowych Alkoholików. Anonimowi Alkoholicy to ludzie, którzy się dzielą. Ty się z nikim niczym nie dzielisz. Ty mówisz. Ale cokolwiek robisz, rób dalej!” Ponieważ, kiedy przychodzą na jego urodziny, w ogródku siedzi sześćdziesięciu pięciu trzeźwych oryginałów. Sześćdziesięciu pięciu, każdy z nich to jego dzieci i ludzie, z którymi nie chciałbym się zadawać. I są trzeźwi. Dlatego „dalej rób, co robisz”. Społeczeństwo nie dałoby rady bez takiego Clanciego, ale dwóch, to byłoby za dużo!

Dzieliłem się, kiedy odkryłem, że jestem trzeźwy. Zacząłem dzielić się z pijakami. Lubię o tym myśleć w ten sposób – wielu z was już to słyszało – lubię o tym myśleć, jak o szklance brudnej wody, brudnej szklance pełnej brudnej wody. Podczas dni pijaństwa zawsze traciłem ją, poddając się. Za każdym razem, kiedy zrobiło się za ciężko, poddawałem się. A każde poddanie było jak wylanie tej brudnej szklanki wody, pozostawała tylko pusta, brudna szklanka. Mogła być pusta tylko chwilę, potem musiałem ją napełnić, więc ponownie napełniałem ją brudną wodą. Kiedy przyszedłem do programu, nie przestałem. Jeszcze nie przestałem pić. Przyszedłem z brudną szklanką pełną brudnej wody. Na pierwszym spotkaniu zaczął lecieć strumyczek czystej wody, i spodobało mi się to, więc wróciłem raz, drugi, a strumyczek nadal napływał. Po jakimś czasie odkryłem, że szklanka jest czysta i woda również, i szklanka jest pełna. Więc musiałem zacząć ją oddawać, wchodziły w grę tylko osoby uzależnione od alkoholu. Ponieważ to one mi ją dały, więc dalej dzieliłem się z nimi. Z upływem czasu szklanka zaczęła się prostować, aż stała się zupełnie prosta, a woda nadal do niej napływała, ponieważ nadal chodziłem na spotkania. A czysta woda rozbryzgiwała się we wszystkich kierunkach, do każdego. I to było dobre. Dzieliłem się z wieloma osobami, Żydami, Aryjczykami, Grekami; białymi i czarnymi. Wszelkimi ludźmi. Dzieliłem się.

Fragment 2:
Jedną z rzeczy, o których nie mówiliśmy jest fakt, że w prostej psychologii mówi się, że dwiema najważniejszymi potrzebami człowieka jest być potrzebnym i kochanym. Chyba każdy się o tym dowiaduje. Największe potrzeby: być kochanym i potrzebnym. Jest to tak samo zacofane jak wszystko inne, co mi powiedzieli. A co z interesami i Bogiem? Zupełnie zacofane. Dwie najważniejsze potrzeby człowieka to kochać i robić. Pewien lekarz zadzwonił do mnie o północy pewnej nocy i zapytał: „Chuck, jak jest twoja definicja miłości?” Odparłem: „Taka sama o dziesiątej rano jak o północy! Po co dzwonisz do mnie o takiej porze?” Ale on powtórzył: „Jak brzmi twoja definicja miłości?” a ja na to: „Nie spodoba ci się”, ale on zapytał: „No jak?”. Odparłem: „Działanie!”. „Jak to, działanie?” Odpowiedziałem: „Działanie. Jeśli kogoś kochasz robisz dla tego kogoś różne rzeczy”. Robisz różne rzeczy. Nie targujesz się z nimi. Nie istnieje miłość wymienna. Nie ma handlu wymiennego w miłości. Robisz coś, bo tego chcesz, nikt Cię do niczego nie zmusza. Małżeństwo, to nie podział pół na pół, ani trzy czwarte do jednej czwartej, miłość to tysiąc na jeden. Nie targujemy się. Nie targujemy się z Bogiem, nie targujemy się ze sobą. To prosta, czysta prawda. Motywacja jest miłością, a miłość jest wypełnieniem prawa. Robicie to, ponieważ to kochacie, za darmo i dla przyjemności. To wspaniała rzecz. Tak, masz nową kobietę, która codziennie siedzi naprzeciw ciebie przy stole, i to jest pięknie. O ile ciekawsze jest życie!

Jeszcze jedna rzecz w moim życiu jest wspaniała, chciałbym się nią z wami podzielić. Wyszedłem z totalnego dołka, zupełnej porażki. Faktem jest, że już wcześniej praktycznie zrujnowałem swoje ciało i umysł. Wielu z Was słyszało, jak mówiłem, że kiedy tutaj przyszedłem, sześć miesięcy mi zajęło, żeby sklecić modlitwę o pogodę ducha. Nie w duchu – w mowie. Nie mogłem nadać jej sensu. W takim stanie umysłowym wtedy byłem. I zajęło mi trzy i pół roku, aby przestać padać na twarz, po ostatnim chlaniu. Taki miałem organizm. Zapewne miałem różne powiązane zaburzenia, które zazwyczaj się ma. Żona się ze mną rozwodziła. To było powiązane zaburzenie! Dzieci nie chciały wracać do domu, kiedy ja tam byłem. Myślę, że to też jest powiązane zaburzenie. Szef wysłał wiadomość do domu, żeby więcej nie pokazywał się w pracy, bo inaczej wyrzuci mnie przez okno. Myślę, że i to jest powiązanym zaburzeniem, ponieważ oznacza to, że nic Ci nie zostawało. Nie miałem zdrowia, zmysłów, pracy, niczego. Przyszedłem tu tylko po trzeźwość. Tylko po trzeźwość, żebym mógł wymazać ile się da z mojej historii, zanim umrę.

Fragment 3:
Satysfakcjonująca odpowiedź pojawiła się po sześciu i pół roku. Znalazłem coś dobrego w ludzkim ego. To jest jak przysłowiowe ziarnko grochu. To dzięki temu w ogóle się poruszamy. A kiedy zaangażowaliśmy się, czyli „podjęliśmy decyzję, żeby oddać swoją wolę i życie opiece Boga”, gdy zobowiązaliśmy się, nie ma możliwości, żebyśmy przestali się poruszać. A kiedy przytyjemy, i zrobi nam się wygodnie, i przestaniemy się poruszać, będziemy mieć kłopoty. Okaże się, że albo musimy się znów poddać, albo upić. I zaczynamy świadome poddawanie. Ja tak zrobiłem. Ale nie podobało mi się, nigdy mi się nie podobało przez szesnaście lat przed odkryciem odpowiedzi. Jestem przekonany, że nigdy nie osiągniemy poziomu, kiedy nie będziemy musieli się poddawać. Taki okres nie nadejdzie. Nieskończony Ojciec, nieskończone Dziecko, nieskończona Podróż.

Zabrało mi siedemdziesiąt lat, żeby dowiedzieć się, że nasze życie nie jest tak interesujące z powodu tego, co wiemy, ale czego nie wiemy. Nasze życie jest tak niesamowite dzięki odkryciom na naszej drodze. Zawsze będzie przed nami tyle, ile jest teraz. Nieskończony Ojciec. Nieskończoność; nawet nie wiem, co ona oznacza. Nieskończoność. Nieskończony Ojciec, nieskończone Dziecko, oraz nieskończona Podróż, bez celu. Nieskończona Podróż, w której zawsze będzie przed nami tyle, ile jest teraz. To wspaniałe! I to jest cud naszego życia. To dzięki temu jest ono tak niesamowicie interesujące. Nie chodzi o to, co wiem, ale czego nie wiemy. Dzielenie się doświadczeniami, siłą i nadzieją, w miłości, w każdej dziedzinie życia. Język serca jest nieśmiertelny. A gdy nasze życie nie jest na wymianę, nawet w świecie biznesu, jest cudowne. Niewymownie cudowne.


dodajdo.com

Badanie siebie.


...prośmy Boga, aby pokierował naszym myśleniem. Szczególnie zaś, aby uwolnił nas od rozczulania się nad sobą, nieuczciwością i egoizmem.
Anonimowi Alkoholicy, str.74

Gdy modlitwę tę odmawiamy szczerze, uczy mnie ona prawdziwej bezinteresowności i pokory - albowiem nawet w czynieniu dobra zwykłem kiedyś poszukiwać dla siebie poklasku i chwały. Badając wszystkie kierujące mną motywy, mogę służyć sobą Bogu, eliminując wiele niepotrzebnych zmartwień - aż wierzę, że prowadzi mnie On przez calusieńki dzień. Wykluczając użalanie się nad sobą, nieuczciwość i egocentryzm - gdy tylko pojawiają się one w moim umyśle - znajduję spokój z Bogiem, bliźnimi i sobą.

Braterstwo w niedoskonałości


My, zdrowiejący alkoholicy, jesteśmy nie tyle braćmi w cnotach, ile braćmi w brakach i wadach - tudzież we wspólnym wysiłku przezwyciężania ich.
JAK TO WIDZI BILL, STR. 167

Sposób, w jaki jeden alkoholik utożsamia się z drugim, jest tajemnicą o wymiarze duchowym - niemal niepojętą. A jednak zjawisko to jest realne. "Odczuwam" je. Dziś czuję, że mogę pomagać ludziom, a oni mogą pomagać mnie.
Nowym i ekscytującym doznaniem jest dla mnie odczuwaniem troski o kogoś; przejmowanie się tym, co inni czują, na co mają nadzieję, o co się modlą; poznawanie ich smutku, radości, przerażenia, zgryzoty, żalu; pragnienie, by dzielić z nim te uczucia, ponieważ komuś może to przynieść ulgę. Nigdy nie wiedziałem, jak to się robi - nie umiałem nawet spróbować. I prawdę mówiąc, nie chciało mi się próbować.
Wspólnota AA i Bóg uczą mnie, jak troszczyć się i dbać o innych.

Braterstwo w niedoskonałości

My, zdrowiejący alkoholicy, jesteśmy nie tyle braćmi w cnotach, ile braćmi w brakach i wadach - tudzież we wspólnym wysiłku przezwyciężania ich.
JAK TO WIDZI BILL, STR. 167

Sposób, w jaki jeden alkoholik utożsamia się z drugim, jest tajemnicą o wymiarze duchowym - niemal niepojętą. A jednak zjawisko to jest realne. "Odczuwam" je. Dziś czuję, że mogę pomagać ludziom, a oni mogą pomagać mnie.
Nowym i ekscytującym doznaniem jest dla mnie odczuwaniem troski o kogoś; przejmowanie się tym, co inni czują, na co mają nadzieję, o co się modlą; poznawanie ich smutku, radości, przerażenia, zgryzoty, żalu; pragnienie, by dzielić z nim te uczucia, ponieważ komuś może to przynieść ulgę. Nigdy nie wiedziałem, jak to się robi - nie umiałem nawet spróbować. I prawdę mówiąc, nie chciało mi się próbować.
Wspólnota AA i Bóg uczą mnie, jak troszczyć się i dbać o innych.

Zlot Radości regionu AA "Galicja"




- pobierz: prezentacje

Dla chętnych istnieje możliwość zarezerwowania miejsca w hotelach

Dom Rekolekcyjny Sióstr Benedyktynek
Parafia pw. Świętej Trójcy
Plac Konstytucji 3 Maja 8
37-700 PRZEMYŚL
noclegi (2) z pełnym wyżywieniem, swoje powłoczki na pościel lub śpiwory: 80zł/2 noclegi lub 90zł (pościel domu rekolekcyjnego)/2 noclegi
nocleg bez wyżywienia:30 zł/doba
Pokoje 3,5,9 osób

PTTK
ul Waygarta 3
37-700 Przemyśl
pokoje 2,3,4 lub 18 osób, ceny od 25zł do 34zł/doba. W pokojach tapczany lub łóżka piętrowe, telewizor, umywalka.

Hotel "Gromada"
ul. Wybrzeże Marsz. J. Piłsudskiego 4
37-700 Przemyśl
pokoje: 2os. - 200zł ze śniadaniem/doba, 3os - 250 zł ze śniadaniem/doba
Domek turystyczny przy hotelu "Gromada":
pokoje 3 i 4 osobowe:40zł bez śniadania/doba, 60 zł ze śniadaniem/doba

W wyżej wymienionych obiektach można dokonać rezerwacji miejsc za pośrednictwem organizatorów Zlotu do 15 czerwca ( W PTTK do 10 maja)
Bliższe informacje:
irekaa@onet.eu , agnieszkakresy@gmail.com

Rezerwacja online po najniższych cenach w Polsce, nawet o 75% niższych niż obowiązujących bezpośrednio w hotelu.
Hotele Przemyśl

Uczciwość wobec siebie


Oszukiwanie innych prawie zawsze ma swoje źródło w oszukiwaniu siebie...
Dopiero szczerość wobec drugiego człowieka jest dowodem szczerości wobec siebie i wobec Boga.
JAK TO WIDZI BILL, STR. 17

Gdy piłem, oszukiwałem siebie co do rzeczywistości, zniekształcając jej obraz tak, by odpowiadało moim życzeniom. Oszukiwanie innych jest wadą - nawet jeśli polega ona tylko na lekkim zafałszowaniu prawdy albo zakłamaniu kierujących mną motywów, po to by inni dobrze o mnie myśleli. Moja Siła Wyższa może usunąć tę wadę, ale najpierw ja sam muszę sobie pomóc, stając się gotów do przyjęcia Jej pomocy - czyli rezygnując z kłamstwa lub krętactwa. Co dzień muszę pamiętać, że zakłamywanie siebie skończy się dla mnie klęską albo rozczarowaniem w życiu czy Wspólnocie AA. Bliska, uczciwa więź z moją Siłą Wyższą to jedyna solidna podstawa, którą znalazłem, aby pozostać uczciwym wobec siebie i innych.

W zgodzie ze sobą - Ewa Woydyłło



Kup teraz


Ewa Woydyłło przybliża czytelnikowi psychologię rozumianą nie tylko jako gałąź nauki, lecz także jako zbiór praktycznych umiejętności, składających się na doświadczenia i indywidualną mądrość życiową człowieka. Doświadczenie to i tę mądrość można i trzeba doskonalią. Książka Ewy Woydyłło daje wiedzę, dzięki której łatwiej zrozumieć siebie i innych, a także żyć w zgodzie z samym sobą, co jest wykładnikiem zdrowia psychicznego każdego człowieka.

Ewa Woydyłło jest doktorem psychologii, od lat zajmuje się leczeniem uzależnień jako psychoterapeutka w Ośrodku Terapii Uzależnień Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie. Za osiągnięcia w dziedzinie terapii i profilaktyki uzależnień otrzymała medal św. Jerzego, za pracę z uzależnionymi w więzieniach - odznaczenie Ministra Sprawiedliwości. Jest autorką wielu artykułów i książek m. in. bestsellerów Sekrety kobiet i My rodzice dorosłych dzieci, które ukazały się nakładem WL.

fragment:

"............................................Tymczasem zdrowie psychiczne wiąże się z dojrzałością. Można nawet powiedzieć, że właśnie niedojrzałość i zahamowanie osobistego rozwoju przybierają postać nerwic. Nie chodzi tu o obwinianie kogokolwiek, lecz o uświadomienie, że ucieczkowe lub wygodnickie poprzestawanie przy niedobrych nawykach zachowaniach destrukcyjnych to nic innego jak szukanie usprawiedliwienia dla niedojrzałości.
Człowiek o zharmonizowanej psychice akceptuje istnienie związku pomiędzy przyczynami i skutkami. Wie na przykład, że nie będzie miał pieniędzy, gdy je wyda; że musi wyruszyć odpowiednio wcześnie, aby zdążyć na czas; jeżeli chce schudnąć, musi mniej jeść i więcej się ruszać. Proste? Owszem, są to prawdy nader oczywiste i większość je zna, dlatego tym dziwniejsze jest, że tylko nieliczni naprawdę kierują się nimi w życiu.
Człowiek zdrowy na duszy i umyśle dąży do poprawienia tego, co można poprawić, natomiast sprawy nie podlegające zmianie po prostu akceptuje. Umie rozróżnić te dwie rzeczy; co warto zmieniać, a czego nie. Nie robi tragedii z tego, że jest kilka centymetrów niższy, niżby chciał być, ani z tego, że co roku przybywa mu kolejny rok życia. Zna swoje mocne strony i umie czerpać z nich satysfakcję. Wobec innych nie jest ani arogancki, ani ugrzeczniony.
Zdrowie psychiczne jest ściśle związane z rozsądną samodyscypliną. Osiągając dojrzałość, człowiek poznaje prawdziwe wartości i zyskuje przekonanie o tym, co naprawdę się liczy i co w ostatecznym rozrachunku jest najważniejsze. Własny system wartości i zasad jest mocniejszy od konwencjonalnego lub narzuconego przez innych. Człowiek taki nie musi bez przerwy udowadniać swej niezależności, ale też nie podporządkowuje się biernie wszystkiemu, co ktoś próbuje mu narzucić. Ma mocny kręgosłup moralny. Przyjmuje to co jest dobre dla wszystkich, także dla niego samego, odrzuca zaś to, co przynosi szkody. Ponosi odpowiedzialność za swoje poglądy i przekonania, nie zwala winy na nikogo za swoje decyzje i wybory.
Nieodłącznym atrybutem zdrowia psychicznego i dojrzałości jest samodyscyplina, która spełnia ważną funkcję w osiąganiu celów i umożliwia odkładanie przyjemności na właściwy czas i do zaistnienia odpowiednich warunków. Dzięki niej człowiek umie oprzeć się nagłym zachciankom, nie ulega instynktom i impulsom. Po prostu umie poczekać. A dotyczy to wszystkiego - jedzenia, seksu, zabawy oraz innych sfer życia.
Zdrowy psychicznie człowiek potrafi też odłożyć każde zajęcie, jeżeli zajdzie taka potrzeba. Nie musi wszystkiego skończyć, zanim zajmie się czymś innym. A wszystko to dzięki koncentracji, która u dojrzałej osoby nie pryska z byle powodu i nie wymaga mozołu, by ją przywrócić. Pomocna jest w tym również nie tyle dojrzałość w sensie moralnym i duchowym, ile dyscyplina podporządkowująca doraźne kaprysy ważniejszym długofalowym celom. Zdrowy człowiek kieruje swoim życiem. Nie poddaje się chwilowym nastrojom, lekom czy innym nerwicowym słabościom.
Słucha innych, ale decyzje podejmuje samodzielnie. Nie wstydzi się swego pochodzenia, rodziców, przekonań ani narodowości czy rasy. Nie marudzi i nie narzeka, że musi robić to co musi. Umie pracować i bawić się. Jest produktywny i twórczy, gdy może się realizować. Nie pochłania go uporczywe zdobywanie uznania innych, lecz rozwijanie swoich pasji i doskonalenie talentów. Neurotykowi zaś trudno skupić się na pracy, a poza nią dręczy go poczucie winy. W rezultacie ani jedno, ani drugie nie przynosi mu zadowolenia. Panujące więc ogólnie przekonanie, jakoby największe dokonania ludzkości były dziełem neurotycznych geniuszy, jest tylko romantycznym mitem. Wielu niezaprzeczalnych geniuszy nie miało żadnych neurotycznych odchyleń. A jeśli mieli, stworzyliby wspanialsze dzieła, gdyby się od nich uwolnili gdyż chorobliwe lęki i obsesje mogą niekiedy pomóc w twórczym procesie, ale w końcu zawsze rzutują na życie człowieka, utrudniając mu funkcjonowanie.
Człowiek zdrowy wie, co czuje, i potrafi swe uczucia wyrażać. Zdolny też jest do emocji silnych i głębokich, czy będzie to miłość, radość smutek, czy gniew. Jest wrażliwy na własne potrzeby, nawet gdy nie może ich zaspokoić. Nie udaje, że jest zadowolony, gdy nie jest. Gniew i rozczarowanie wyraża od razu, ale na tyle spokojnie, że przy okazji nikogo nie obraża ani nie rani. A skoro nie tłumi i nie skrywa uraz, dlatego na drugi dzień nie dostaje migreny lub rozstroju żołądka, nie eksploduje też z powodu drobiazgów przepełniających czarę goryczy. Tak samo zresztą potrafi mówić o miłości, uznaniu, przyjaźni lub współczuciu. I on, i inni wiedzą, co się dzieje w jego sercu i duszy.
Prawdziwie zdrowy człowiek - jak ujął to Freud - zdolny jest więc do miłości i pracy. Wie, kim jest, czego chce i w jakim kierunku zmierza. Jest naturalny i spontaniczny. Nie musi wywierać wrażenia na innych, ale nie musi też nikogo zwalczać ani oszukiwać. Bardzo obchodzi go własne życie, życie w zgodzie ze sobą .............................................................."
Lapet



dodajdo.com

Miłośc jako przeciwieństow lęku


Z wynaturzeń rodzi się strach, który sam przez się jest chorobą duszy.
DWANAŚCIE KROKÓW I DWANAŚCIE TRADYCJI, STR. 50

"Lęk zapukał do drzwi; wiara je otworzyła; ale w progu nikogo nie było". Nie wiem, kto jest autorem tych słów, ale z pewnością jasno dowodzą one, że lęk jest złudzeniem. I to ja sam je stwarzam.

Już we wczesnym okresie życia doświadczyłem lęku - i błędnie przyjąłem założenie, że sama jego obecność czyni ze mnie tchórza. Nie wiedziałem wówczas, że według jednej z definicji "odwaga" oznacza "gotowość do zrobienia tego co trzeba, pomimo lęku". A zatem odwaga wcale nie musi równać się nieobecności lęku.
Wtedy, gdy w moim życiu nie było miłości, bez wątpienia panował w nim lęk. Bać się Boga, znaczy obawiać się radości. Patrząc wstecz, widzę że wtedy, gdy najbardziej lękałem się Boga, w moim życiu nie było radości. Gdy nauczyłem się Go nie bać, nauczyłem się też doświadczać radość.

Dla kogo AA?


AA nie jest dla tych którzy AA potrzebują, ale dla tych którzy AA chcą.

dodajdo.com

Wskazówki na życie
Dalajlama


1. Weź pod uwagę, że wielka miłość i wielkie osiągnięcia zawierają w sobie wielkie ryzyko.
2. Gdy coś tracisz, nie trać tej lekcji.
3. Stosuj zasadę SSS:
- Szacunek dla siebie,
- Szacunek dla innych,
- Stuprocentowa odpowiedzialność za wszystkie swoje czyny.
4. Pamiętaj, że nie otrzymanie tego co chcesz, jest czasami cudownym łutem szczęścia.
5. Naucz się zasad, tak abyś wiedział jak je właściwie łamać.
6. Nie pozwól, aby mała niezgoda zaburzyła wielką przyjaźń.
7. Kiedy zdasz sobie sprawę, że popełniłeś błąd, natychmiast podejmij kroki, aby go naprawić.
8. Spędzaj trochę czasu samotnie każdego dnia.
9. Bądź otwarty na zmiany, ale nie porzucaj swoich wartości.
10. Pamiętaj, że cisza jest czasami najlepszą odpowiedzią.
11. Prowadź dobre, honorowe życie. Kiedy się zestarzejesz i będziesz je wspominał, przeżyjesz je z radością jeszcze raz.
12. Atmosfera miłości w twoim domu jest podstawą twojego życia.
13. Podczas kłótni z kochanymi osobami, zajmuj się tylko bieżącą sprawą. Nie przywołuj przeszłości.
14. Dziel się swoją wiedzą. To sposób na osiągnięcie nieśmiertelności.
15. Szanuj naszą planetę Ziemię.
16. Raz w roku pojedź do miejsca, w którym jeszcze nie byłeś.
17. Pamiętaj, że najlepsze partnerstwo to takie, w którym wasza wzajemna miłość przewyższa wasze wzajemne potrzeby.
18. Oceniaj swój sukces poprzez to, z czego musiałeś zrezygnować, aby
go osiągnąć.
19. Podchodź do miłości i gotowania z beztroskim zaniedbaniem.

źródło: Listy z krainy snów
pobierz Wskazówki na życie - Dalajlama
dodajdo.com

Modlitwa siódmego kroku


"Boże, Stwórco mój, oddaję Ci w posiadanie to wszystko, co jest we
mnie dobre i złe. Modlę się i błagam, abyś raczył usunąć ze mnie
wszystkie braki mego charakteru, które przeszkadzają mi być użytecznym
dla Ciebie i mych współbraci. Udziel mi siły, abym od tej chwili
czynił Twoją wolę. Amen"

W.K.str66,65.
pobierz Modlitwa Siódmego kroku.pdf

Powyższe słowa Billa sprzed ok. 70 lat są tylko przykładem, sugestią
i ogólnikowa propozycja dla innych alkoholików w tych pruderyjnych
wtedy jeszcze czasach...
Od tamtej pory minęły już 3 pokolenia alkoholików, zmienił się styl i
mowa, którą dziś nazywamy "nowoczesną"... - W tym właśnie temacie,
(na Konferencji niemiecko-języcznych Służb AA, która
odbyła się w Rösrath 28-30. 03. 2008), m.in. zapytano Greg´a Muth,
dyrektora Biura Służb w New Yorku, który odpowiedział:
Że są wytyczne, które mówią, że zarówno WK, jak i 12 Kroków i
12 Tradycji oraz "Jak to widzi Bill", nie mogą być zmienione...
Przytoczone opowieści alkoholików mogą być zmieniane, ale nie oryginały.
Podczas tłumaczeń powinno się zwracać uwagę, aby styl, ton i zawartość
zgodna była z oryginałem... - Odpowiedział jeszcze w tym temacie, że
nigdy jeszcze nie zdarzyło się, aby ktoś uskarżał się na tłumaczenia
broszur, zawsze tylko na teksty Billa.

dodajdo.com

Korzenie mityngu?


"Alkoholowa drużyna nowicjuszy"- jak ktoś to później nazwał - spotykała się u państwa Williamsów w każdą środę, od lata 1935 roku aż po schyłek roku 1939; potem na kilka tygodni przeniosła się do domu Doktora Boba, a jeszcze później-w styczniu 1940 - do budynku szkoły Kinga.
Tak jak pierwsi uczestnicy pracowali nad Dwunastoma Krokami nie mając pojęcia,że to robią, podobnie "drużyna" była pierwszą spotykającą się grupą AA, mimo że jej uczestnicy wcale o tym wtedy nie wiedzieli. Ale już wtedy dało się wyczuć podskórne tarcia i poczucie odrębności pomiędzy "drużyną alkoholową a innymi uczestnikami Grupy Oksfordzkiej. Tamci nie umieli przekazać pijakom uzyskanego przewodnictwa.
Z książki Doktor Bob i dobrzy weterani str 111

Idee spotkań i odnowy moralnej zaczerpnięto raczej od grup oksfordzkich. Nazywano to "oksforyzacją". Wspólnota AA ukształtowała się na drodze doświadczenia, na drodze prób i błędów. Wybrano to co się w większości sprawdziło uznając przy tym że wspólnota nie jest rozwiązaniem dla wszystkich.

"- Kilkanaście lat temu w Polsce mądry, stary Indianin Srebrny Lis z plemienia Czerokezów opowiadał, na czym polega budowanie wspólnotowych więzi w jego plemieniu. Starsi siadają w kręgu, a młoda dziewczyna czy chłopak mówią o swoim problemie, przypuśćmy, sercowym. Starsi uważnie słuchają, a potem każdy po kolei w kręgu mówi o swoich miłosnych doświadczeniach. Nie zadają pytań, nie udzielają rad, tylko opowiadają o sobie. Młody człowiek wychodzi z takiego spotkania nakarmiony historiami starszych. Tylko tyle. I to mu pomaga."

a może
Okrągły stół, zrobiony przez Merlina Karduelu dla Uchera Pendragona, który dał ów
stół królowi Leodegrance'owi. Ten król zaś ofiarował go jako podarunek ślubny, wraz
ze stu rycerzami, Arturowi, gdy ten wziął za żonę Guineverę, córkę Leodegrance'a.
Stół był okrągły, aby wykluczyć wszystkie wszelkie spory o pierwszeństwo miejsc
między 150 rycerzami, którzy przy nim zasiadali.

Na gruncie patriotyzmu to i pewnie można by było nawiązać do prasłowiańskich wieców.
Lapet



dodajdo.com

Gniew - "wątpliwy luksus"


...jeśli chcemy żyć, musimy uwolnić się od uczucia gniewu. Złe nastroje i burze psychiczne są dla nas zgubą. Nawet dla normalnych ludzi są one wątpliwym luksusem; dla alkoholików są trucizną.
ANONIMOWI ALKOHOLICY, STR. 57

"Wątpliwy luksus". Jakże często przypominałem sobie te słowa! Zresztą, nie tylko gniew lepiej pozostawić nie alkoholikom; na mojej prywatnej liście znalazły się również: uzasadniona uraza użalanie się nad sobą , krytykanctwo, zadufanie w sobie, fałszywa duma i fałszywa pokora. Lakoniczność powyższego cytatu wciąż od nowa napawa mnie zdumieniem. Tak sobie wbiłem do głowy zasady Programu, że ciągle mi się wydaje, że pozostałe pozycje też są w nim uwzględnione. Dzięki Bogu, że nie mogę sobie na nie pozwolić - w innym razie, na pewno bez opamiętania bym się im oddawał.

Zniewolenie urazą


Zachowywanie uraz i złości jest, jak stwierdziliśmy wiele razy,zgubne. Kiedy nosimy w sobie te uczucia, zamykamy się przed światłością ducha.
JAK TO WIDZI BILL, STR. 5

Często powiada się: "Złość jest luksusem, na który nie mogę sobie pozwolić". Czy z tego wynika, że mam całkiem ignorować istnienie tej jakże ludzkiej emocji?
Myślę , że nie. Zanim zetknąłem się z Programem AA, byłem niewolnikiem schematów zachowania typowych dla choroby alkoholowej. Byłem przykuty do nastawienia negatywnego, bez nadziei na odcięcie się od niego. Kroki ofiarowały mi inną możliwość. Krok Czwarty stał się początkiem końca mojego zniewolenia. Proces "puszczania i oddawania Bogu" rozpoczął się z chwilą sporządzania inwentury. Nie musiałem się niczego obawiać, ponieważ dzięki poprzednim Krokom miałem pewność, że nie jestem sam. Moja Siła Wyższa podprowadziła mnie pod drzwi i zesłała mi dar wyboru. Dziś mogę wybrać otworzone drzwi do wolności i radować się światłem z płynącym z Kroków, które oczyszczają moją duszę.

Światowy Dzień Trzeźwości


15 kwietnia w Światowy Dzień Trzeźwości, Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) apeluje aby przynajmniej na ten jeden dzień zrezygnować z tradycyjnej lampki wina, małego piwka czy większej popijawy. Dlaczego to takie istotne? Otóż dlatego, że alkoholizm jest jedną z popularniejszych chorób, jaka trawi ludzi od wieków, a także głównym źródłem patologii społecznych, przemocy, przestępstw na tle seksualnym, itp.

W polskiej kulturze i obyczajowości wódka ma swoje stałe miejsce, a częste sięganie po nią jest usprawiedliwiane bardziej niż w innych częściach świata. Trudno wyobrazić sobie wieczór kawalerski, wesele czy "pępkowe" bez alkoholu, chociaż sporadycznie się takie zdarzają. Polacy słyną na całą Europę ze swoich mocnych głów i rekordu promili we krwi.
W Polsce ponad milion osób jest uzależnionych od alkoholu. Spora grupa ludzi nie przyznaje się głośno do swojego problemu, albo go jeszcze nie zauważa, mimo że pije w tzw. szkodliwy sposób prowadzący raczej nieuchronnie do alkoholizmu. 15 kwietnia spróbujmy być trzeźwi, dla samych siebie, zmierzmy się ze swoim piciem i sprawdźmy czy potrafimy jeszcze odmówić sobie drinka.

A jeśli się nie uda należałoby zadać sobie pytanie, czy jestem alkoholikiem? Czy bez alkoholu nadal dobrze się czuję, czy może zżera mnie ból fizyczny i psychiczny, którego nie zagłuszy nic poza upragnioną setką. Alkoholizm jest chorobą nieuleczalną ale wcale nie oznacza to że nie da się z nią żyć.
Wsparciem służą Anonimowi Alkoholicy, a także terapeuci i psychiatrzy, którzy pomogą choremu przetrwać najtrudniejsze chwile.
Lapet



dodajdo.com

Główny nieprzyjaciel


Trwała uraza jest naszym głównym nieprzyjacielem. Doprowadza ona do upadku więcej alkoholików niż jakakolwiek inna przyczyna. Wywodzą się z niej różne choroby naszego ducha. Bo przecież byliśmy chorzy nie tylko psychicznie czy fizycznie. Byliśmy również schorowani na duchu.
ANONIMOWI ALKOHOLICY, STR.55

Pracując nad Krokiem Czwartym, łatwo mogę zafałszować prawdę o złu, które popełniłem, interpretując je jako "wyrównanie rachunków" za zło, którego dopuszczono się wobec mnie samego. Wciąż rozdrapując stare rany i krzywdy, hoduję w sobie urazę - a uraza zagradza dostęp światła do mojej duszy. Poddając się pretensjom, złości i nienawiści, skrzywdzę i znienawidzę samego siebie. Po latach ciemności, spędzonych w jaskini urazy, wreszcie odnalazłem światło. Muszę uwolnić się od żalów i pretensji - w moim położeniu, nie mogę na nie sobie pozwolić.

Użalanie się nad sobą to złudna pociecha


Użalanie się nad sobą to jeden z najbardziej niefortunnych i pochłaniających braków,jakie znamy. Stanowi ono przeszkodę dla rozwoju duchowego i może uniemożliwić nam skutecznie porozumienie się z innymi ludźmi - tak ogromnej domagamy się od nich uwagi i współczucia.Litowanie się nad sobą to taka ckliwa forma cierpiętnictwa, na które nie możemy sobie pozwolić.
JAK TO WIDZI BILL, STR. 238

Złudna pociecha, jaką przynosi użalanie się nad sobą, jedynie na chwilę ochrania mnie przed rzeczywistością - potem, niczym narkotyk, żąda, abym przyjął jeszcze większą dawkę. Jeśli ulegnę temu żądaniu, może mnie to doprowadzić do nawrotu i zapicia. Cóż więc mam zrobić? Jednym ze skutecznych lekarstw jest zwrócenie mojej uwagi - choćby z razu tylko nieznacznie - ku innym, których los potraktował naprawdę gorzej niż mnie; najlepiej zaś ku innym alkoholikom. Im więcej współczucia i empatii im okażę, tym skuteczniej umniejszę swoje własne wyolbrzymione cierpienie.

Odzyskać poczytalność


... gdy w grę wchodzi alkohol, zachowywaliśmy się jak chorzy umysłowo.
ANONIMOWI ALKOHOLICY

Mój nałóg domagał się, abym pił - czy tego chciałem czy nie. Szaleństwo zdominowało moje życie i stało się istotą mojej choroby. Odebrało mi wolność wyboru w odniesieniu do picia, a przez to - także w odniesieniu do innych spraw. Kiedy piłem, byłem niezdolny do dokonywania świadomych i sensownych wyborów w jakiejkolwiek dziedzinie mojego życia - toteż przestałem nad nim panować i kierować nim.

Dziś proszę Boga, aby pomógł mi zrozumieć i zaakceptować to, na czym w pełni polega choroba alkoholowa.

12 kroków AA i Biblia


1.We admitted we were powerless over alcohol ... that our lives had
become unmanageable.
"I know that nothing good lives in me, that is, in my sinful nature.
For I have the desire to do what is good, but I cannot carry it
out." (Romans 7:18)

1.Przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu, że nasze życie
jest nie do opanowania.
Jestem, bowiem świadom, że we mnie, to jest w moim ciele, nie mieszka
dobro; bo łatwo przychodzi mi chcieć tego, co dobre, ale wykonać - nie.
(List do Rzym. 7:18)

--------------------------

2.Came to believe that a Power greater than ourselves could restore us
to sanity.
"... my grace is sufficient for you, for my POWER is made perfect in
weakness." (2 Corinthians 12:9)
..for it God Who works in you to will and act according to His good
purpose.. (Phil. 2:13)

2.Uwierzyliśmy, że Siła większa od nas samych może przywrócić nam
rozsądek.
lecz [Pan] mi powiedział: słabości się doskonali>. Najchętniej, więc będę się chlubił z moich
słabości, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa. (List do Koryntian
12:9)
Albowiem to Bóg jest w was sprawcą i chcenia, i działania zgodnie z
[Jego] wolą.(List do Filipian 2:9)

---------------------------

3.Made a decision to turn our will and our lives over to the care of
GOD as we understood Him.
"... If anyone would come after me, he must deny himself and take up
his cross daily and follow me." (Luke 9:23**)

3. Postanowiliśmy by nasza wola i nasze życie należały do Boga na ile
Go pojmujemy.
Potem mówił do wszystkich: zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie
naśladuje!(Łukasz 9:23)

-------------------------

4.Made a searching and fearless moral inventory of ourselves.
"Let us examine our ways and test them, and let us return to the
Lord." (Lamentations 3:40)

4. Zrobiliśmy drobiazgowy nieulękły obrachunek moralny - sami
osobiście.
Rozważmy, oceńmy swe drogi, powróćmy do Pana;

--------------------------

5.Admitted to GOD, to ourselves and to another human being the exact
nature of our wrongs.
"Therefore confess your sins to each other and pray for each other so
that you may be healed." (James 5:16)

5.Wyznaliśmy Bogu, sobie i drugiemu człowiekowi istotę naszych błędów.
Wyznawajcie, zatem sobie nawzajem grzechy, módlcie się jeden za
drugiego, byście odzyskali zdrowie. Wielką moc posiada wytrwała
modlitwa sprawiedliwego.

-------------------------

6.Were entirely ready to have GOD remove all these defects of
character.
"If you are willing and obedient, you will eat the best from the
land." (Isaiah 1:19)

6. Staliśmy się całkowicie gotowi, aby Bóg uwolnił nas od wszystkich
wad charakteru.
Jeżeli będziecie ulegli i posłuszni, dóbr ziemskich będziecie
zażywać.

-------------------------

7.Humbly asked Him to remove all our shortcomings.
"Humble yourselves before the Lord, and He will lift you up." (James
4:10)

7. Pokornie prosiliśmy, aby usunął wszystkie nasze wady
Uniżcie się przed Panem, a wywyższy was.

--------------------------
8.Made a list of all persons we had harmed and became willing to make
amends to them all.
"Therefore, if you are offering your gift at the altar and there
remember that your brother has something against you, leave your gift
there in front of the altar. First go and be reconciled to your
brother; then come and offer your gift." (Matthew 5:23, 24**)

8. Zrobiliśmy listę osób, które skrzywdziliśmy i skwapliwie
zrekompensowaliśmy im wszystkim.
Jeśli więc przyniesiesz dar swój przed ołtarz i tam wspomnisz, że brat
twój ma coś przeciw tobie, zostaw tam dar swój przez ołtarzem, a
najpierw idź i pojednaj się z bratem swoim! Potem przyjdź i dar swój
ofiaruj!

--------------------------

9.Made direct amends to such people wherever possible, except when to
do so would injure them or others.
Give and it shall be given you. A good measure, pressed down, shaken
together and running over, will be poured into your lap. For with the
measure you use, it will be measured to you." (Luke 6:38**)

9.Zrekompensowaliśmy wszystkim, którym było to możliwe nie szkodząc
tym im lub innym.
Dawajcie, a będzie wam dane; miarę dobrą, natłoczoną, utrzęsioną i
opływającą wsypią w zanadrza wasze. Odmierzą wam, bowiem taką miarą,
jaką wy mierzycie>>.

---------------------------
10.Continued to take personal inventory and when we were wrong,
promptly admitted it.
"For by the grace given me I say to every one of you: Do not think of
yourself more highly than you ought, but rather think of yourself with
sober judgment, in accordance with the measure of faith GOD has given
you." (Romans 12:3)

10. Kontynuowaliśmy nasz obrachunek osobisty natychmiast rekompensując
krzywdy.
Mocą, bowiem łaski, jaka została mi dana, mówię każdemu z was: Niech
nikt nie ma o sobie wyższego mniemania, niż należy, lecz niech sądzi o
sobie trzeźwo - według miary, jaką Bóg każdemu w wierze wyznaczył.

--------------------------
11.Sought through prayer and meditation to improve our conscious
contact with GOD as we understood Him, praying only for knowledge of
His will, and the power to carry that out.
"May the words of my mouth and the meditation of my heart be pleasing
in your sight, O Lord, my Rock and my Redeemer." (Psalm 19:14)
Let the word of Christ dwell in you richly..." (Col. 3:16)

11. Poszukiwaliśmy w modlitwie i adoracji trzeźwego kontaktu z Bogiem
na ile Go pojmujemy, modląc się o poznanie Jego woli, i siłę do jej
realizacji.
Niech znajdą uznanie słowa ust moich i myśli mego serca
u Ciebie, Panie, moja Skało i mój Zbawicielu!
Słowo Chrystusa niech w was przebywa z [całym swym] bogactwem......

--------------------------
12.Having had a spiritual awakening as the result of these steps, we
tried to carry this message to alcoholics, and practice these
principles in all our affairs.
"Brothers, if someone is caught in a sin, you who are spiritual should
restore him gently. But watch yourself, or you also may be
tempted. Carry each other's burdens, and in this way you will
fulfill the law of Christ." (Galatians 6:1-2)

12. Przebudzeni duchowo w rezultacie tych kroków sprawdzoną wiadomość
przekazujemy alkoholikom i praktykujemy te zasady we wszystkich
naszych czynach
Bracia, a gdyby, komu przydarzył się, jaki upadek, wy, którzy
pozostajecie pod działaniem Ducha w duchu łagodności sprowadźcie
takiego na właściwą drogę. Bacz jednak, abyś i ty nie uległ pokusie.
Jeden drugiego brzemiona noście i tak wypełniajcie prawo Chrystusowe.

Tłumaczenie kroków.
słownika.

Tłumaczenie BIBLII
Biblii Tysiąclecia.
źródło: Alcoholic Victorious: Christian 12-Step Support Groups

Gdy jeszcze nie bylo, w pełni neutralnych aowskich tekstów praca na pierwszych grupach opierała się na Biblii i tekstach Grup Oksfordzich. Np. doktor Bob wielką estymą darzył List świętego Jakuba.
Mowa o tym w "Dr Bob i dobrzy weterani"
Program Dwunastu Kroków AA w swej zawartości nie tylko zawiera elementy terapeutyczne, ale przede wszystkim zdominowany jest przez, tzw. duchowość...
Zawiera podstawowe elementy psychoterapeutycznych szkół oraz te wszystkie "Racje", "mądrości" i "Reguły duchowe", jakie przekazały nam w spadku największe religie tego świata... Zestawienie kroków można zrobić z innymi tzw. świętymi księgami...
bo owe księgi wiele ze sobą wspólnego mają, bo pielęgnują tzw. "wartości ogólnoludzkie" Dlatego jest on (ten Program AA) tak uniwersalny z Jego uniwersalnym Bogiem, jakkolwiek Go nikt nigdy nie pojmie...!;-))
Mnie osobiście wystarcza, że uwierzyłem w to czego się nauczyłem o tym Programie AA, że jest on oparty (m.in.) na spadku myślowym, jaki przekazali nam "mądrzy ludzie" od pokoleń i na wierze przekazanej nam ze wszystkich większych Religii tego świata...


dodajdo.com

Porzuć słowo "wina"


Częste zrozumienie, że byliśmy ofiarami własnego braku zrównoważenia emocjonalnego, przychodziło do nas po długim czasie. Znacznie łatwiej było nam dostrzec u innych niż u siebie. Przede wszystkim musieliśmy przyznać - i to bez względu na to, jak bolesny i upokarzający był ten zabieg - że wady rażące nas u innych nie były obce nam samym. Musieliśmy także wykreślić słowo"wina"z mowy i z myśli o innych ludziach.
12 KROKÓW I 12 TRADYCJI, STR. 48 - 49

Gdy kierując się wskazówkami z Wielkiej Księgi sporządzałem inwenturę do Kroku Czwartego, zauważyłem, że na mojej liście uraz i pretensji jest pełno uprzedzeń i obwiniania innych za to, że nie odnosiłem sukcesu w życiu i nie zrealizowałem swojego potencjału. Odkryłam też, że czuję się inny, ponieważ jestem czarny. Kontynuując pracę nad tym Krokiem, dowiedziałem się, że piłem zawsze po to, by uwolnić się od tych uczuć. Dopiero gdy wytrzeźwiałem i "przepracowałem" swoją inwenturę, przestałem obwiniać kogokolwiek.

Duchowość


Każdy zaczyna jakoś swoją drogę do mądrości, do poznania prawdy o
sobie, świecie i Bogu. Zaczyna się to od impulsu serca. Zaczyna się
chcieć poznać, zobaczyć i zrozumieć więcej, niż się dotychczas znało,
wiedziało i rozumiało. Wtedy wyrusza się w podróż. Podróż mającą na
celu zebranie potrzebnych informacji, wiedzy, mądrości, aby poszerzyć
swe horyzonty myślowe, intelektualne i duchowe. Najciekawsze jest to,
że ta ścieżka doprowadza ciebie do siebie samego. A co to oznacza? O
tym na koniec.

Chcę, abyś spokojnie przeczytał ten tekst. Nie ważne, jakiej jesteś
narodowości, wyznania czy płci. Po prostu przeczytaj i zastanów się
czy przedstawione tu idee są mądre i korzystne dla ciebie.

Proszę Cię, abyś spokojnie czytał ten tekst, ponieważ będę
przedstawiał poglądy być może nowe dla Ciebie. Takie, o których nie
słyszałeś, albo się jeszcze nie całkiem na nie otworzyłeś. A mówi się
powszechnie, by za bardzo nie rozmawiać o poglądach religijnych.
Dlaczego? Bo ludzie często czują się urażeni, gdy ktoś próbuje im
mówić coś innego na temat Boga czy religii, w której wyrośli i się
wychowali.

Nawet, jeśli zauważysz, że po raz kolejny czytasz o tych samych
sprawach, to skoro czytasz ten tekst, to oznacza to, że coś, jakaś
siła - Bóg, Twój Opiekun Duchowy, czy Anioł Stróż chce, abyś utrwalił
sobie te wiadomości i mądrość, jaka jest w nim zawarta. Być może
dojdziesz również do ciekawych i mądrych, nie wyrażonych tu wniosków.
Tego Ci życzę.

Moim celem, pisząc ten artykuł jest, aby ludzie wchodzący w duchowość
posiadali wskazówki pozwalające na ominięcie większości niekorzystnych
przekazów czy nauk. To ważne, ponieważ jeśli nie masz tzw. dobrej
karmy, to może ci trochę czasu zając dochodzenie do poziomu życia na
luzie, robiąc to, co chcesz i lubisz oraz mając tyle pieniędzy ile
potrzebujesz. Dlatego ważne jest, abyś od razu zaczął dobrze, czyli
przyjmując te myśli, idee i nauki czy ćwiczenia, które doprowadzają
Cię do duchowego rozwoju. Jest to bowiem inspiracja poprzez rzeczy
pozytywne. To wywiera duży korzystny wpływ na nas i nasze życie. Można
również i inspirować się niekorzystnymi przykładami, o ile wyciągane z
takich sytuacji - nauk wnioski będą prawidłowe, czyli widzimy, jakie
skutki powoduje dany czyn czy praktyka. Następnie decydujemy, czy to
jest korzystne czy nie. To nauka na czyichś błędach.

Na początek warto poznać, jaki jest cel duchowego rozwoju. Jest nim
odkrywanie i rozwijanie swoich dobrych, boskich cech, talentów i
umiejętności do pełni czyli stu procent i pełne, swobodne ich
przejawianie czyli korzystanie z nich na codzień. Rozwój duchowy
prowadzi człowieka do samopoznania i szczęśliwego, pełnego, obfitego
życia. Chodzi o to życie już tu i teraz. Tu na ziemi. Nie musisz
czekać na lepsze życie dopiero po śmierci. Nauki wielkich mistrzów
duchowych, którzy doszli do wysokiego poziomu duchowego są bardzo
proste, podobne i zbliżone do siebie. Wiem, że może brzmi to dla
Ciebie obco, bo wychowałeś się tylko w jednej religii. Dodatkowo być
może przez dłuższy czas słuchałeś nauk osób niekoniecznie wysoko
rozwiniętych czyli nie mających świadomość boskości w sobie i to
przejawiających.

Wiele osób, nawet tych zajmujących się duchowością - kapłani czy
zakonnicy, utrzymują w swoich umysłach idee, że Bóg jest groźny, że
wciąż kontroluje ludzi czy popełniają jakieś grzechy. Tymczasem
okazuje się, że Bóg taki nie jest. To tylko wyobrażenia tych osób są
takie i zasłaniają im odbiór prawdziwego obrazu Boga. Bóg jest jeden,
to nie ulega wątpliwości i wszystkie wielkie religie czy systemy
filozoficzne to mówią. To tylko przekonania ludzi wyznających różne
religie są odmienne. Tu od razu zaznaczę, ze również hinduizm jest
religią monoteistyczną. Te bóstwa - liczni bogowie, którzy są obecni w
hinduizmie przedstawiają jedynie poszczególne cechy - aspekty Boga.
Wiem, że większość podręczników religioznawstwa traktuje to jako wiarę
w wielu Bogów, co ma rzekomo świadczyć, że jest to jakaś gorsza
religia. Ale wyobraź sobie sytuację, gdy ktoś spoza kręgu
chrześcijaństwa chce się dowiedzieć czegoś o naszym kulcie. I co się
dowiaduje - że katolicy bardzo czczą matkę boską. Dowiaduje się, że
jest Matka Boska Częstochowska. Nasz gość jednak po chwili odkrywa, że
jest również matka boska licheńska, kodeńska i kolejne. No i o­n staje
zdezorientowany i pyta się - no dobrze to ile wy tych matek boskich
macie? Podobnie jest z hinduizmem.

Kiedyś przychodzi taki moment, gdy w człowieku budzi się głębsza chęć
poznania PRAWDY. Nie wyobrażeń, bo o­ne są różne, nie spekulacji na
temat tego, jak być może jest, ale chęć poznania samemu, jaka jest
prawda. Wtedy zaczynają się poszukiwania kogoś, kto może nam wskazać
drogę. Drogę do tego poznania. Bo choć droga poznania Boga i boskości
w sobie to droga samopoznania, to jednak zwłaszcza na początku warto
słuchać mądrych inspiracji ludzi, którzy wcześniej wkroczyli na tę
drogę i widać, ze idą nią pewnie, urzeczywistniając sobą, swoim życiem
duchowe prawdy, które wyznają a czasem i uczą ich. Na co warto się
otwierać? Z pewnością warto słuchać tych, którzy mówią o tym, że świat
Boga to świat miłości, dobroci, pełni, bogactwa, radości i
przyjemności. Jak jasno widać po tych cechach, nawet nie wszystkie
główne religie o tym mówią. Przyczyn może być kilka. Po pierwsze ich
twórcy mogli z przyczyn kulturowych mieć jeszcze nie do końca czyste -
czyli prawidłowe odczucie i poznanie bezpośrednie (to ważne słowo)
Boga i jego sfery, po drugie nauki wraz z kolejnymi przekazującymi je
ludźmi ulegały zniekształceniom, a nawet wypaczeniom, co oznacza
istotne zmiany. Również często religia była narzędziem w rękach
bogatych ludzi. Chyba nie myślisz, jeśli przez chwilę się zastanowisz,
by Jezus, nauczyciel idei miłości, kogokolwiek namawiał do tego, aby
zabijać czy nawet krzywdzić inne istoty. To tylko ludzie używając Jego
idei do swoich celów wypaczyli Jego przesłanie. Stąd wyniknęły te
wszystkie krucjaty czy egzekucje innowierców. Jeszcze raz podkreślę,
że nie piszę tutaj przeciwko żadnej wielkiej religii. Piszę o
chrześcijaństwie, ponieważ w nim wyrosłem, a i podejrzewam, że i tobie
jest o­no najbliższe. Inne religie również uległy wypaczeniu. Bo chyba
nie sądzisz by jakakolwiek religia mająca doprowadzić do Boga, który
jest miłością i radością, może prowadzić przez krzywdzenie innych,
zamachy terrorystyczne czy chociażby bicie i ograniczenie innych
ludzi. Pora zrozumieć, że nie tędy droga. Pora wybierać dobrze. A
wybierać dobrze to znaczy wybierać to, co jest korzystne dla twojego
rozwoju i to, co prowadzi Cię do poznania prawdy o sobie, świecie i
Bogu. Przepełnij swe życie miłością, radością i szczęściem, a
zobaczysz, ze Bóg istnieje naprawdę - tu i teraz. We mnie i w tobie. W
każdym. Bóg wszystko stworzył, zatem jego iskra jest w każdym
elemencie stworzenia - zarówno w ludziach, jak i zwierzętach,
roślinach i minerałach. To może być dla Ciebie nowe, ale pomyśl, jakby
to było miło być otoczonym ze wszystkich stron boską miłością i
radością, być stale pod opieką Boga. Takiego Boga, który Cię kocha i
dba o to, aby wszystkie twoje potrzeby były zaspokojone.

Zatem pierwsza sprawa, na którą należy zwrócić uwagę, gdy chcemy kogoś
słuchać, kto ma nas nauczyć czegoś wartościowego dotyczącego
duchowości, jest to czy mówi, że o­n nie ma monopolu na prawdę. Jakże
nieograniczony Bóg mógłby się ograniczać do tego, aby prawda o nim
była dostępna tylko jakiejś jednej religii, jakimś jednym wierzeniu
czy człowiekowi. Jeśli ktoś mówi, że tylko o­n ma monopol na prawdę -
zwłaszcza prawdę o Bogu i że tylko słuchając jego nauk poznasz prawdę,
to ja ci radzę, lepiej odejdź czym prędzej od niego, bo to jest mało
świadomy człowiek. Jeżeli ktoś ci mówi, że aby przyjąć jego nauki i
poznać Boga musisz się wyrzec wszystkiego - pieniędzy, majątku czy
kontaktu z bliskimi, to lepiej od niego odejdź i nie słuchaj co mówi.
Jeżeli ktoś mówi, że tylko jego uczniowie będą mogli zostać zbawieni
czy też tylko ich Bóg kocha, lepiej zrezygnuj z jego nauk. Zawierają o­
ne bowiem dużo ograniczeń, oraz bazują na podziałach i wzbudzaniu
nienawiści oraz opierają się na poczuciu, że tylko my, dana grupa,
jesteśmy wybrani czy też najlepsi. Jezus uczył, ze nawet nieprzyjaciół
masz otaczać miłością. Wyciągaj zatem wnioski.

Po prostu ufaj sobie, swojemu rozumowi, zdrowemu rozsądkowi i
intuicji. Intuicja to wewnętrzny głos, który podpowiada Ci, jak
rozwiązać w jak najlepszy sposób twoje sprawy. To głos Boga w Tobie.
Nie obruszaj się, jeśli nie słyszałeś wcześniej o tym, ze Bóg jest w
twoim sercu. A może słyszałeś setki razy, ale nie rozumiałeś tego
należycie. Pora zatem się wreszcie zastanowić i zrozumieć, o czym
mówili wielcy nauczyciele, nauczając, że w sercu jest świątynia boga.
W sercu. Nie w jakimś budynku, nie w meczecie, świętym miejscu, ale
właśnie w ludzkim sercu. A jeśli dobra, pozytywna i korzystna energia
pojawia się i w tych miejscach, które wymieniłem, to głównie dlatego,
że przebywało tam wielu ludzi o rozwiniętych duchowo sercach i
umysłach otwartych na boskość. To o­ni wypełnili swoją energią te
miejsca. Siła miłości, jaką emanowali zmieniła te miejsca w oazy
spokoju, miłości i szczęścia. W takich miejscach dobrze się człowiek
czuje, ma ochotę skupić się i pomodlić czy medytować. Medytacja to nic
innego, jak nawiązanie kontaktu w relaksie z własną wewnętrzną istotą
- z Bogiem, który przejawia się w ludzkim sercu. Dlatego jesteś bardzo
cenny, bo poprzez Ciebie przejawia się Bóg. A skoro jesteś cenny, to
znaczy, że nie ma sensu się poniżać czy umartwiać. Jesteś ukochanym
dzieckiem Boga - Ty i wszyscy inni. Dlatego wszystkie ścieżki duchowe
prowadzące do wyniszczenia ciała - ascetyzm i praktyki typu wmawiania
sobie win takich jak grzech pierworodny, czy uczestniczenie w drodze
krzyżowej są niekorzystne. Wiem, że gdy to czytasz, to czujesz
sprzeciw. A może właśnie zaczynasz czuć coś w rodzaju ulgi, że oto
zawsze przeczuwałeś, że coś jest nie tak z tym epatowaniem
cierpieniem, że skoro Bóg jest dobry to chce, aby ludziom było dobrze
i aby byli o­ni szczęśliwi i mieli dobre, bogate, szczęśliwe, wygodne
i pełne miłości życie. Kiedyś, gdy otworzysz się, przyjmiesz do
wiadomości, że zarówno Jezus, jak i inni twórcy religii nie musieli
mieć do końca wszystkich prawidłowych poglądów. o­ni również się
uczyli. o­ni również byli wychowywani w jakichś określonych warunkach
i przez nie kształtowani. o­ni również rozwijali się duchowo. Ich
poglądy również się zmieniały. o­ni mieli odwagę otworzyć się na dobro
i miłość. Szukali swej własnej ścieżki. I nie wszystko co zrobili,
było dobre. Ja wiem, że od dziecka słyszałeś, że Jezus to Bóg, a
raczej syn boży i że tylko przez niego możesz trafić do nieba. A jak
myślisz, w co byś wierzył, gdybyś urodził się w rodzinie wyznającej
mahometanizm? Co byś uważał za jedyną niepodważalną prawdę? Wczuj się
w taką sytuację i wyobraź sobie, co byś wtedy mówił i wiedział o Bogu.
Zobacz, jak bardzo otoczenie, warunki w jakich się wychowujemy
wpływają na nasze wybory i nasze postawy względem tak znaczących spraw
jak duchowa ścieżka rozwoju.

Zatem podsumujmy nasze dotychczasowe rozważania:

1. Osoba zajmująca się rozwojem duchowym jest życzliwa innym i jeśli
nie radosna, to na pewno pogodna.
2. Nie mówi, że tylko o­na zna prawdę, bo wie, ze Bóg przejawia się
przez każdego, tylko nie każdy jest tego świadomy i nie jest w pełni
otwarty na to, by boskie energie działały poprzez niego.
3. Praktyki zmierzające do poniżania się, cierpienia czy nienawiści w
stosunku do osób wyznających czy praktykujących coś innego nie mają
nic wspólnego z urzeczywistnianiem w swoim życiu boskich nauk. To
tylko niekorzystne wyobrażenia pielęgnowane przez ich zwolenników.
4. Ktoś kto mówi, że aby być bliżej Boga musisz się wyrzec pieniędzy,
majątku czy kontaktów z bliskimi raczej daleki jest od prawdy. A może
chce żyć dostatnio twoim kosztem.
5. Baczy byś nie został wciągnięty w techniki psychomanipulacji -
jeśli twój "mistrz" mówi ci, że z nikim nie możesz rozmawiać na temat
tego, co o­n uczy, to najprawdopodobniej nie uczy niczego dobrego.
Co innego, jeśli ostrzega, że nie ze wszystkimi możesz rozmawiać na
temat prawd duchowych. A dzieje się tak dlatego, że choć są o­ne
proste i łatwo zrozumiałe, to nie wszyscy są gotowi i chętni do
przyjęcia prawdy. Część osób woli całe życie wyznawać te poglądy,
których nauczyła się w dzieciństwie czy szkole. To również jest w
porządku. To ich wybór.

Zatem pora przyjrzeć się niektórym poglądom głoszonym przez
chrześcijan. Proszę, abyś się uspokoił i przeczytał je oraz rozważył.

Czy kochający Bóg może chcieć cierpienia kogokolwiek? Czy ukochany
Bóg, który jest czystą Miłością może chcieć kogoś karać? Z pewnością
nie. Zatem oczekiwanie na dzień sądu - czyli oczekiwanie na tak zwaną
apokalipsę, gdzie wszystko ma być zrównane z ziemią, a grzesznicy
wytępieni, nie ma nic wspólnego z Bogiem czy naukami wielkich mistrzów
duchowych, takich jak Jezus, Budda, Leszek Żądło, Sai Baba, śri śri
Ravi Shankar, Ching Hai, Swami Rama, Paramahansa Yogananda,
Paramahamsa Hariharananda, i zapewne wielu wielu innych których nauk
jeszcze na razie dobrze nie znam.
Przypomnij sobie, co uczył Jezus - jeśli ktoś zgrzeszy przeciwko
Tobie, to dobrze będzie jeśli wybaczysz mu nawet 77 razy. Rozumiesz?
Jakże więc Bóg, który zaleca, aby przebaczać, miałby nie przebaczyć
swoim wyznawcom? Jedną z kolejnych zasad odróżniających mistrzów od
hochsztaplerów jest to czy stosują o­ni w swoim życiu to, co głoszą.
Jakże Bóg mógłby spowodować to, że tylko wyznawcy jakiejś określonej
religii mogą być mu bliscy czy zbawieni przez Niego? Wszak jest o­n
stworzycielem wszystkich istot. Wszystkich istot - nie tylko ludzi.
Czyżby doskonały Bóg ucząc miłości i wybaczenia sam miałby się nie
stosować do tych zasad?

Zobacz, że Chrześcijaństwo jest znane dopiero od 2 000 lat. Czy to
dużo? Wcześniej były inne wierzenia, inne poglądy. Nauczyciele duchowi
wykazywali, że tak naprawdę liczy się czysta miłość pielęgnowana i
odczuwana w sercach, bo o­na przekształca świat. Sprawia, że życie
zaczyna być przyjemne. Miłość pozwala nam na odkrycie całego naszego
potencjału. Zaczynamy czuć się dobrze i bezpiecznie i zaczynamy kochać
siebie nawzajem i Boga i być mu wdzięczni za to, że nas stworzył i
możemy się cieszyć wszystkimi jego darami.

Tak, to prawda, słowo sekta często pojawia się na ustach kapłanów. To
prawda, że jest wielu nieuczciwych ludzi, którzy mamiąc innych
obietnicami, że mogą mieć wszystko od razu naciągają ich, wyciągając z
nich pieniądze, majątek czy dokonują na nich psychomanipulacji. To
prawda, ale smutne jest, że właśnie religia miłości, jaką miało być
chrześcijaństwo tak mocno straszy swych współwyznawców sektami. Dla
większości księży sektą jest każdy ruch religijny, każda filozofia,
która ośmiela się przekazywać inne treści i interpretacje nauk
mistrzów niż o­ni. To smutne, bo zamiast mówić, jak rozpoznać
naciągaczy i budować w swoich wiernych postawę miłości, zrozumienia
innych, tolerancji i bezpieczeństwa, zastraszają ich, stosując również
szantaż w postaci groźby ekskomuniki, wydalenia ze wspólnoty, nie
ochrzczenia dzieci czy nie pochowania w święconej ziemi. Oczywiście
wraz z rozwojem dojdziesz do wniosku, że wszystkie te rytuały są
cenne, ale do pewnego momentu. Po prostu to jest jak z jazdą na
rowerze czy chodzeniem do szkoły. Jak się uczysz jeździć, to
początkowo masz z tyłu dwa dodatkowe kółeczka w rowerze lub ktoś
trzyma cię za siodełko. W momencie jednak, gdy sam złapiesz równowagę,
już ich nie potrzebujesz. Gdy wiesz, co miałeś się nauczyć, chodząc do
kościoła czy na religię, już nie odczuwasz takiej potrzeby, aby w celu
spotkania się z Bogiem gdziekolwiek iść czy też wykonywać jakieś
rytualne zabiegi. Po prostu Bóg jest z Tobą wszędzie i odczuwasz go w
swoim sercu. Zaś porównanie do szkoły ma taki sens i znaczenie, że nie
możesz cały czas siedzieć w tej samej klasie. Po skończeniu roku nauki
przechodzisz do kolejnego etapu. A ludzie myślą, że całe życie można
spędzić na wykonywaniu jednej praktyki i chodzeniu co niedziele na
nabożeństwo. Dla mnie chodzenie do kościoła i uczestniczenie w
ceremoniach związanych z konkretną religią jest szkołą średnią
duchowości. Niektórym to odpowiada i zostają przy tym. Podkreślę, że
to nie jest negatywne. Być może o­ni są na to po prostu otwarci i
tyle. Ale nie wszystkim to wystarcza. Niektórzy idą dalej. Wtedy
następuje samodzielna droga duchowa, choć to wcale nie oznacza, że nie
korzysta się wtedy z inspiracji innych. Takie inspiracje czy wsparcie
są wyjątkowo cenne, zwłaszcza, jeśli mamy za Przewodnika czy
Nauczyciela osobę, która ma już uruchomione zdolności paranormalne
czyli parapsychiczne, to znaczy widzi aurę czy potrafi powiedzieć o
przeszłości, przyszłości i tendencjach czy intencjach danej osoby oraz
jest otwarta na intuicję - natychmiastową mądrość i wiedzę bez
konieczności zgłębiania danego zagadnienia metodami tradycyjnymi.

Smutne będzie to, co powiem, ale właśnie niektórzy chrześcijanie czy
katolicy postępują, jakby byli nadal (na początku tej religii m.in.
Rzymianie uważali ich za sektę) sektą. Uważają, że tylko o­ni znają
prawdę i mają na nią monopol. To groźne zaślepienie. Ba często
uważają, że tylko o­ni będą zbawieni. Ach ta wyobraźnia. Religia
trwająca tylko 2 000 lat ma być najważniejsza, a inne, często o wiele
dłużej trwające mają być gorsze. Księża często nie dbając o swój
rozwój duchowy i nawiązywanie bezpośredniego kontaktu z Bogiem
kategorycznie zabraniają czytania nowych idei na tematy duchowe. Jeśli
namawiają o­ne do nienawiści, okradania niewiernych czy pozbawiania
ich życia, to oczywiście mają rację. Ale o­ni zabraniają wszelkich
praktyk, które im się wydają niezrozumiałe, uważając je za szkodliwe.
To lęk przed nieznanym trzyma ich w szachu, dlatego sami niewiele
umieją poza wykonywaniem rytuałów. Jezus ich mistrz uzdrawiał ludzi
poprzez nałożenie rąk i głęboka modlitwę. Pokaż mi kapłana, który to
potrafi. Co, nie ma takiego? Z pewnością są, ale spychani na margines.
Zatem czego o­ni się nauczyli od swojego Mistrza? Co Jezus mówił
istotnego? "Kochaj bliźniego swego jak siebie samego", "cokolwiek
chcecie aby ludzie wam czynili i wy im czyńcie". Czy zatem w tych
naukach jest jakakolwiek mowa o tym, że inni są gorsi? Myśl własną
głową, własnym umysłem i czuj własnym wnętrzem, własnym sercem. Nie
zaszkodzi Ci również, jeśli samodzielnie poczytasz Ewangelię. Co
ciekawe większość księży nie wie, bo być może teraz ich nie uczą, jak
powstawała biblia. Mówię o tym dlatego, że wielu uważa biblię za
jedyne źródło wiedzy duchowej i mądrości. Z pewnością biblia zawiera
wiele cudownych wspaniałych inspiracji do rozwoju. Ale czy wszechmocny
Bóg, który ponoć przebywa wszędzie (no tak, ale jak to mówią niektórzy
wszędzie poza niewiernymi:) może być obecny tylko w jednej książce? A
jak była o­na tworzona? Zebrali się kiedyś ludzie tacy jak ja i ty,
tyle, że zajmujący jakieś stanowiska w kościele i zadecydowali,
przyjmując jakieś tam kryteria, które z pism uważanych za święte i
natchnione mają się znaleźć w Biblii. Zapytaj się księży czy znawców
historii biblii i kościoła ile było pism uważanych za ewangelie, czyli
mówiących o życiu Jezusa. Wiem, że wiele osób również duchownych nie
zastanawia się nad tymi sprawami. Tak jest im po prostu wygodniej.
Wszak łatwiej rządzi się i kieruje potulnymi owieczkami. Kiedyś
kościół palił dzieła, które uważał za bluźniercze. Teraz zabrania ich
czytania.

Żyjemy wczasach dostępu do informacji poprzez internet. Z
doświadczenia wiem, że raczej nie warto wchodzić na strony, gdzie nie
ma światła, a jest mrok. Tam znajdziesz niewiele dobrego. Jakoś tak
jest po prostu, że ludzie przedstawiający dobre idee, mądre sprawy i
naprawdę czujący Boga piszą ładnie, prosto, dowcipnie i umieszczają
swe teksty na stronach gdzie jest jasno i przejrzyście. Zwróć na to
uwagę. Zawsze ilekroć czytasz tekst duchowy zastanów się również, co
przekazuje jego autor. Jaka energia, jakie uczucie tchnie ze słów,
które czytasz.

W uczeniu się bardzo ważną umiejętnością jest stawianie precyzyjnych
pytań. Ale uwaga! Zapewne wiesz, bo interesowałeś się kulturą wschodu,
że każdy adept czy to nauk duchowych czy ćwiczeń cielesnych
przechodził przez okres nowicjatu, w którym w zasadzie jego rola
polegała na milczeniu i przyglądaniu się. Ja myślę jednak, że sens
tego był taki, poza oczywiście nauczeniem dyscypliny nad sobą i
milczenia - również wewnętrznego, kiedy panujemy nad swym umysłem i
myślami, aby adept zapoznał się ze wszystkim, co było dostępne, z całą
spuścizną danej szkoły. Dzięki temu nauczyciele nie musieli wciąż
odpowiadać na pytania, na które odpowiedzieli już dziesiątki razy
ustnie czy w formie pisemnej o­ni albo ich poprzednicy. Dlatego proszę
- uszanuj siebie i innych i zanim zaczniesz pytać może na początek
warto przeczytać kilka książek oraz kilkadziesiąt :) artykułów. Być
może znajdziesz tak wszystkie odpowiedzi na pytania, które chciałeś
zadać, a być może znajdziesz znacznie więcej. Ale jeśli wiesz, o co
chcesz pytać, to pytaj. Ty również możesz inspirować Mistrza. Rola
przyglądania się nowych uczniów miała również takie znaczenie, że
uczyli się o­ni bezpośrednio od swoich mistrzów i nauczycieli -
poprzez ich żywy przykład.

Wraz z nabywaniem wprawy w rozwoju, zmianami swego nastawienia na
pozytywne czy przebudowywaniem swego umysłu tak, aby lgnął tylko do
pozytywnych rzeczy, idei i myśli zmieniasz się, zmienia się twoje
życie. Zmienia się również Twoje zachowanie, samopoczucie i
postępowanie. Oczywiście podczas niektórych praktyk może się o­no
chwilowo pogarszać, właśnie wtedy, gdy uwalniasz swój umysł od
szkodliwych, negatywnych myśli, idei i wzorców energetycznych. To
podobnie jak z leczeniem zęba - podczas leczenia boli. Ale jeśli boli
nadal również po leczeniu, to oznacza, że to może nie być odpowiednia
dla ciebie praktyka, nawet, jeśli innym przyniosła o­na pożytek. Każdy
ma odkryć to, co mu sprawia radość, przyjemność i jest dla niego
korzystne.

Nie myśl zatem, że ścieżka duchowa to tylko przyjemności. Niewłaściwe
poglądy tkwiące w naszym umyśle są jak ciernie. Można z nimi żyć, ale
jeśli chcesz poczuć, jak to jest być zdrowym, lepiej je usuń. A
wyrywanie kolca z ciała umysłu boli. Boli, bo okazuje się, że
niekoniecznie jest tak, jak myślałeś, że jest i niekoniecznie to czego
byłeś uczony jest prawdą. Nikomu nie jest na początku miło, gdy
zrozumie, że dotąd działał w sposób mało świadomy. To jak po upadku na
pupę. Czujesz się obolały, niezbyt wyraźnie, ale chyba lepiej wstać i
z nową, pełniejszą świadomością dojść do czegoś dobrego, niż tak
siedzieć.

Praca duchowa w większości to praca z umysłem. Tu trzeba postępować
delikatnie, ponieważ umysł podświadomy zawiera wiele wspomnień
bolesnych i przykrych. Jeśli będziesz gotowy na ich przyjęcie i
zrozumienie, dlaczego takie właśnie sytuacje miały kiedyś tam miejsce
w twoim życiu, to o­ne wyjdą z jego wnętrza na światło dzienne. Wielu
zarzuca, że medytacje i pozytywne myślenie czy przyjmowanie zupełnie
nowych idei dokonuje tak zwanego prania mózgu. Zgadzam się. To jest
pranie mózgu - z brudnego na czysty:) Oczywiście jak większość - można
wykorzystać te same techniki do niekorzystnych celów jak zniewolenie
drugiego człowieka. Ale to nie ma nic wspólnego z rozwojem duchowym
czy rozwojem świadomości.

Zastanówmy się również przez chwilę, jak działają tradycyjne struktury
kościelne. No cóż - przyznam się, ze spotkałem na żywo jednego
księdza, który wiedział coś o rozwoju i miał już rozwinięte siły
parapsychiczne nazywane czasem Darami Ducha Św.(są to jasnowidzenie,
jasnosłyszenie czy materializacja oraz inne), bo, gdy spowiadałem się
u niego wiele lat temu, to powiedział mi, że "już jestem na
przyzwoitym stopniu rozwoju". Ja jeszcze nie wiedziałem wtedy o co
chodzi, a nie śmiałem zapytać. Tak to już jest, ze wpasowujemy się w
jakieś środowisko i musi upłynąć czas, lub zajść jakieś ważne
wydarzenie, abyśmy zaczęli działać i myśleć inaczej, po prostu wybić
się ze schematu, w jakim tkwimy, Teraz już od kilku lat się nie
spowiadam, bo wiem, że spowiedź tak naprawdę w pierwotnym zamyśle jest
praktyką, która ma uwalniać od poczucia winy. Do niczego więcej nie
służy. Ponieważ wiem jak samodzielnie z tym pracować nie potrzebuję
tej praktyki. Nie namawiam Cię jednak do zarzucenia tej praktyki, o
ile przynosi ci o­na pożytek. Każdy przechodzi swoją własną drogę i
wraz ze zrozumieniem i rosnącą świadomością zmienia, modyfikuje i
udoskonala swoje życie i zachowania. Nie chodzę również na msze do
kościoła, bo nie czuję już takiej potrzeby. Ba - czasem wydaje mi się
dziwne że można szukać Boga, mając go w sobie. Lubię natomiast oglądać
zwłaszcza w jasnych kościołach kolorowe witraże. Czasem również
posiedzę sobie w jakimś kościółku, jeśli mam taką ochotę. Ja wiem, że
siła przyzwyczajenia oraz presji środowiska i wygody jest ogromna, a
raczej silne jest to czemu nadajemy sami duże znaczenie. No i jeszcze
księża straszą karą za to, że się łamie ich przykazania. A ludzie nie
chcą nikomu podpaść, wszak kto wie, jak jest po śmierci i co ten Bóg z
nami będzie wyprawiał. Otóż niektórzy ludzie wiedzą jak jest po
śmierci. Mają dar przypominania sobie zarówno poprzednich swoich żyć
(wcieleń), jak i okresów pomiędzy nimi. Nie bój się czytając to, bo
choć kościół temu zaprzecza, to jeśli ktoś się interesuje religiami,
to wie, że słowa Jezusa, że "co posiejesz to i zbierać będziesz"
pochodzą z nauk o reinkarnacji. Chodzi o to, że każdy czyn - zwłaszcza
negatywny, a raczej intencje, nastawienie z jakim został wykonany
powodują późniejszy skutek w tym lub kolejnych wcieleniach. Zatem
Jezus tego uczył. Są również ludzie mający dobry kontakt ze swoją
Nadświadomością, Intuicją czy Aniołem Stróżem, Opiekunem Duchowym,
którzy wspierają ich w rozwoju i tłumaczą wiele spraw. Czytałem
również wspaniałą książkę księdza jasnowidza Czesława Andrzeja
Klimuszko, który był otwarty na idee miłości i rozwoju wykraczające
poza to czego się uczył podczas studiów kościelnych. Na wielką uwagę
zasługują książki Anthonego DeMello - księdza, który w fenomenalny
sposób umiał w postaci prostych, zabawnych historyjek przekazać
mądrość, jakiej nauczają mistrzowie. Wielu jednak księży, gdy im się
na spokojnie przyjrzysz, to po prostu osoby z wyższym wykształceniem
wykonujące swój zawód. Dla niektórych jest to wygodne życie, dla
innych ucieczka od biedy. Część chce ratować świat i służyć Bogu. Ale
część z nich to tylko faceci w sukienkach. Jednak pamiętaj, że i to co
o­ni robią jest w pewnym sensie właściwe, ponieważ jakże mógłbyś pójść
do wyższej klasy rozwoju, skoro nie ukończyłeś niższej? Widocznie
jeszcze wielu ludziom potrzebny jest taki poziom nauczania o Bogu. o­
ni mają swoją ścieżkę, ty swoją, a ja swoją.

Nie łudź się, że wszystko jest dla wszystkich. Jest, ale niekoniecznie
w tym samym czasie. Nie wszystko przynosi wszystkim jednakową
korzyść.

Tu ważna uwaga. Mistrzowie uczą, że to jest dobre, co służy zarówno
tobie, jak i innym. Zwie się to Najwyższym Dobrem. I jeśli teraz sobie
nie wyobrażasz czegoś takiego, co może być korzystne równocześnie dla
wszystkich, to się nie martw - Bóg jest wszechmocny.

Ważnym zagadnieniem, na które zwracają uwagę mistrzowie jest to, że
Bóg niczego od człowieka tak naprawdę nie wymaga - żadnych poświęceń,
pracy ponad siły. o­n po prostu proponuje. Ale proponuje to, co ma ci
służyć - prostotę, prawdę, bogactwo, miłość, bezpieczeństwo, mądrość,
sprawiedliwość i inne cechy. o­n dba o Ciebie, o ile mu na to
pozwolisz, a nie będziesz się opierał poprzez negatywne myślenie i
przyzwyczajenia. I niech Cię nie zwiedzie prostota przekazów Mistrzów
Duchowych. Jest to bowiem boska cecha, którą o­ni rozwijają. A nawet
jak twierdzisz, że ty już to wszystko wiesz, to zastanów się czy ty
już to wszystko realizujesz oraz przejawiasz. Iluż palaczy wie, że
palenie szkodzi. I co? Nadal palą. Mają wiedzę, ale nie robią z niej
właściwego użytku. Nie mają również pełni świadomości tego, jak dym
działa na ich umysł i ciało. Zobacz również koło. Ta forma występuje w
naturze, a jednak przez wiele lat ludzie nie stosowali praktycznie
tego kształtu, a nawet jak wszedł do użycia, to wiele lat upłynęło,
zanim cała ludzkość wprowadziła je do powszechnego użytku.

Ponieważ wiele osób jest przywiązana do dziesięciu przykazań i
słusznie, omówię je pokrótce. Nie będziesz miał bogów cudzych przede
mną - chodzi tutaj o to, że jest jeden Bóg, cudowna wspaniała Miłość.
Różne są tylko wyobrażenia o tym Bogu. Gdy oczyścisz swój umysł z
niewłaściwych - negatywnych wyobrażeń, odczujesz swym sercem Boga,
doświadczysz Jego Energii. Chodzi również o to, abyś ponad to, co
mówią inni, stawiał własne osobiste doświadczenie Boga lub boskości w
sobie, o ile nie ulegasz niższym poziomom energetycznym, myśląc, że to
Bóg. Nie mów imienia Boga swego nadaremno. Chodzi tu o to, aby Boga
szanować i zdawać sobie sprawę, że myśl i słowo również jest energią,
która kształtuje naszą rzeczywistość. Pamiętasz jak pewien Mistrz
powiedział, że jeśli pomyślałeś o tym, by wyrządzić komuś krzywdę, to
już jakbyś ją popełnił. Czcij ojca swego i matkę swoją - to zalecenie
do wdzięczności za dar życia i miłości, jaką mieliśmy dostać od
rodziców. Jeśli jednak nie potrafisz, mimo prób, poradzić sobie z
ustanowieniem choćby poprawnych stosunków rodzinnych, to nie katuj
się, bo Bóg naprawdę nie każe nikomu cierpieć - nawet - a może
zwłaszcza dla Niego. Bogu - czystej miłości czyjekolwiek cierpienie
nie jest do niczego potrzebne. Zaraz mi powiesz, że przecież jest
wielu stygmatyków. No tak, ale, gdyby stygmaty były jakąkolwiek prawdą
duchową, to stygmatycy byliby obecni i w innych religiach - jak na
przykład islam. A tymczasem są o­ni tylko w chrześcijaństwie. To
zjawisko jest tworzone poprzez silną koncentrację umysłu i chęć
utożsamienia się z cierpiącym Jezusem. Ech gdyby taką samą siłę
wkładali w utożsamienie się z ideą miłości, jakiej nauczał. Tutaj od
razu powiem wielbicielom tzw. awatarów - wcieleń żywego boga, że gdyby
Awatarzy (wielu z nich to wysokorozwinięte duchowo osoby) byliby
prawdą duchową, to mielibyśmy awatarów również i w Europie. (Poza tym
przeważnie jest ich kilku jednocześnie, choć część jest mniej znana).
Tymczasem o­ni występują tylko w Indiach i są związani z hinduizmem.
Pamiętaj, aby dzień święty święcić - a może raczej pamiętaj, aby każdy
dzień święcić lub pamiętaj, aby każdy święty dzień święcić - co
oznacza, zobacz, że każdy dzień jest boski, a jeśli jeszcze tego nie
odczuwasz, to po prostu zajmij swe serce i umysł choć odrobiną czasu w
jeden dzień, aby odczuć świętość życia i istnienia - jego piękno,
niezwykłość i znaczenie. Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie
mów fałszywego świadectwa, nie pożądaj żony czyjejś ani rzeczy. To
proste zalecenia i powszechnie zrozumiałe. Stosowanie się do nich
ułatwia życie w zbiorowości i chroni przed konfliktami. Nie omawiam
przykazań tzw. kościelnych, bo o­ne służą raczej organizacji wiernych
- temu by odwiedzali świątynię. A to nie musi oznaczać rozwoju
świadomości i wiedzy o Bogu czy wewnętrznej mądrości. Dlaczego omawiam
te dziesięć zaleceń? Bo są o­ne korzeniem wiary większości osób. A
warto czasem przyjrzeć się czy te korzenie są zdrowe, oraz czy się je
dobrze rozumie. A jeśli są zdrowe i dobre, no to wystarczy już tylko
prawidłowo z nich korzystać.

Pamiętaj, że dopóki dany nauczyciel nie jest w pełni oświecony, może
popełniać błędy i się mylić. Oczywiście im bliżej jest pełnej
realizacji boskiego potencjału, jaki w sobie posiada, tym mniej jest
takich przypadków. Wielcy Mistrzowie Duchowi to takie same istoty jak
ty czy ja. o­ni również przez wiele wcieleń czy lat uczyli się, jak
osiągnąć mistrzostwo ducha. o­ni również miewali swoje lepsze i gorsze
chwile. Ale ponieważ mieli właściwą motywację i jasność celu, szybko
wychodzili na prostą i jasną drogę. Ty również możesz dokonać tego, co
o­ni - odkryć siebie - swoją boskość i zacząć ją coraz pełniej
realizować. A to oznacza szczęśliwe, dostatnie i spełnione życie.
Pamiętaj, że dobry Nauczyciel pomaga Ci odkryć Twoje własne
Mistrzostwo.

I pamiętaj, jeśli już zrozumiałeś więcej, jeśli pojąłeś dużo mądrości,
bacz, abyś nie zaczął uważać się za kogoś lepszego od innych, tych
mniej świadomych. o­ni również prędzej czy później mogą być na twoim
poziomie, a jeśli nie jesteś oświecony, to i mogą być na wyższym
etapie rozwoju niż ty.

Co to jest zatem oświecenie? To pełne poznanie i przejawianie -
realizacja boskiego potencjału, jaki posiadasz oraz poddanie się
całkowicie boskiemu prowadzeniu - boskiej ewolucji twej istoty.
Inaczej mówiąc - poznanie pełni prawdy, pełne jej zaakceptowanie i
pełne przejawianie - doświadczanie.

Poznawanie prawdy można porównać do teatrzyku Bim Bom, jaki kiedyś
założyli znani aktorzy w Polsce. Otóż występowały tam same dłonie.
Wyobraźmy sobie więc, że najpierw zza kurtyny ukazują się palce.
Palców jest dziesięć. Na początku praktyki myślimy, że jesteśmy tylko
palcem. Palce te są osobnymi tworami. Wraz ze wzrostem świadomości,
wiedzy i praktyką następuje poszerzanie obrazu i rozumienia samego
siebie. Powoli zza kotary niewiedzy i zapomnienia ukazują się nam już
całe dłonie. I zaczynamy myśleć, że jesteśmy dłonią czy dłońmi. Ale
poznanie prawdy o sobie, świecie i Bogu trwa nadal. Po chwili
wyobraźcie sobie, że zza kotary wychyla się głowa i tułów. I tak po
kolej wyłania się nam z obszarów nieświadomości, w jakiej kiedyś
tkwiliśmy, całościowy obraz siebie. Odkrywamy i uczymy się przyjmować
tę prawdę. To samopoznanie. Odkrywanie siebie takiego, jakim się jest.
Do poznania tego wymiaru rzeczywistości służy nam relaks, medytacja,
modlitwa i kontemplacja. o­ne otwierają nas na samopoznanie. Medytacja
to naturalny stan umysłu, wtedy, gdy jest o­n zrelaksowany i otwarty
na wszystko, co najlepsze.

Czytaj mądre teksty. Słuchaj mądrych ludzi. Poznawaj siebie. Bądź
szczery. Będziesz dzięki temu coraz bardziej odkrywał prawdę. A prawda
ma moc wyzwalania nas - wyzwalania z ignorancji, nieświadomości i
niewiedzy. Dziś jesteś prowadzony przez kogoś, jutro być może ty
będziesz kogoś inspirował. Bacz jednak, że dopiero wtedy uczciwie jest
wskazywać drogę innym, gdy masz pełne przekonanie o jej dobroczynnym
wpływie i korzyściach, jakie płyną z podążania nią.

Jak zapewne zauważyłeś, wiele osób komentuje teksty duchowe. Gdy ktoś
przygotuje smakowity tort i ustawi go pięknie na stole, to można się
nim rozkoszować i zachwycać, można skosztować, poprosić o dokładkę
albo wsadzić brudne paluchy w niego, aby obrzydzić innym jedzenie. Kim
jesteś? Tym co przygotował tort, tym co go smakuje, czy tym, co wkłada
w niego palce? Zastanów się. Jeśli ci coś nie odpowiada, po prostu
znajdź sobie coś lepszego - to też jest duchowa praktyka. Ba, właśnie
na tym o­na polega - na byciu pełnym wdzięczności za to, co się
otrzymało i równoczesnym otwieraniu się na wszystko, co najlepsze -
lepsze od tego, co już mamy. Oraz oczywiście na dzieleniu się z innymi
owocami swej praktyki i urzeczywistnienia.

Ach - na koniec miałem powiedzieć, jak to jest, że potem okazuje się,
że właściwie nie musieliśmy nigdzie iść. No cóż to jest prawda.
Ścieżka duchowa to ścieżka samopoznania - odkrywasz w sobie tkwiące
tam boskie cechy i energie. Po okresie inspiracji z zewnątrz idąc
duchową ścieżką dochodzimy do wniosku, że tak naprawdę cała mądrość,
miłość i radość, szczęście i bogactwo znajdują się w naszym własnym
wnętrzu. Masz je tylko zacząć przejawiać. Przejawiać w sposób
naturalny i prosty, bez zanieczyszczeń wynikających z niekorzystnych,
sprzecznych z boskością poglądów. Również wszystkie odpowiedzi
znajdują się w twoim własnym sercu i umyśle - w Tobie. Doszliśmy do
tego, że to nasze własne serce duchowe jest świątynią boskich cech,
zalet, predyspozycji i umiejętności. Jeśli je odnajdziesz i
rozwiniesz, będziesz mógł żyć w "królestwie niebieskim" już za życia.
Nazywa się to samorealizacją. I niekoniecznie ma to związek z
samorealizacją, jaką proponują nam centra kariery zawodowej. Będziesz
po prostu bosko szczęśliwy, radosny i spełniony, nikt i nic nie
wyprowadzi cię z równowagi a nawet nikt i nic nie będzie na ciebie
miało najmniejszego negatywnego wpływu. Będziesz wiecznie szczęśliwy i
spełniony, opływając we wszystkie boskie dary - materialne i duchowe.
Myślę, że aby osiągnąć taki cel warto przedrzeć się poprzez zarośla
niewiedzy, strachu i niewiary we własne możliwości. Wiara i zaufanie
do siebie są ważne. Osiągnąwszy samorealizację - oświecając się dajesz
światu najwspanialszy skarb - przykład, że to o czym mówią Mistrzowie
jest prawdą. Prawdą osiągalną dla każdego.

źródło: Znalezione na chomikuj.pl

dodajdo.com