Siła większa


Siła wyższa to termin, który odnosi się generalnie do niepokonanej siły i mocy przezwyciężania. Dotyczy on czyjeś zdolności do zrobienia czegoś.

Ci z nas, którzy byli wychowywani w duchu przynależności do kościoła, lub mają wpojone pewne przekonania religijne, mogą mieć problem z Krokiem Drugim. Mogą uważać, ze istnieje sprzeczność pomiędzy zasadami, które im wpojono, a tym w co mamy uwierzyć zgodnie z Krokiem Drugim. Ale nie prosi się nas przecież o zaniechanie tego, czego nas nauczono poprzednio, a jedynie o oddzielenie tego od naszej podstawowej potrzeby życia i pracy nad
programem w każdym kolejny dzień życia, który skupia się wokół naszej potrzeby osiągnięcia stanu trzeźwości.

Czy można się obejść bez utożsamiania Siły Większej z Bogiem?

Tu zdania są podzielone. Są osoby, które twierdzą, że potrzebują koncepcji Boga, by trzeźwieć. Dla innych nie jest to konieczny czynnik ich zdrowienia. Wspólnota AA nie jest od rozstrzygania tych wątpliwości, ponieważ nie jest związana z żadną organizacją religijną, ruchem, bądź światopoglądem. W tym ruchu ważna jest przede wszystkim chęć trzeźwienia, a znajdują tam swoje miejsce ludzie najróżniejszych wyznań, ateiści i agnostycy.
Bill W., współzałożyciel wspólnoty AA, w książce "AA osiąga dojrzałość" pisze m.in.: "ateistom i agnostykom powiedz dobitnie, że nie muszą przyjmować naszego pojmowania Boga. Niech, zamiast Boga, przyjmą jakąś sensowną własną prawdę. Najważniejsze, aby oni wszyscy uwierzyli, że istnieje jakakolwiek siła większa od nich samych..."

Dlaczego wiara w Siłę Większą jest tak ważna przy radzeniu sobie w zdrowieniu?

To przede wszystkim nadzieja dla alkoholika, że nie jest się osamotnionym w walce o trzeźwość. To świadomość, która ogromnie dodaje sił, że Komuś zależy na naszym zdrowiu, życiu, że ta Siła chce nas wspierać., że źródło potrzebnej nam Siły leży na zewnątrz nas.

Jak uwierzyć w Siłę Większą ?

W zamyśle Siły Większej mamy jakąś ścieżkę do przejścia i staramy się wsłuchiwać w Jej podpowiedzi i dziękować za doświadczane radości, za spotkania z wyjątkowymi ludźmi, za trudne zdarzenia. Uczy nas , że mamy szukać cech pozytywnych a nie spoglądać na świat krytycznie, pełni pretensji. Anonimowość i równość pomagają nam w pozbyciu się pychy i zrozumieniu, że ważne jest to, czy robimy coś pożytecznego dla grupy, czy dla jednej osoby. Kolejną wartością jest relacja z drugą osobą. Każde spotkanie, świadomy z nią kontakt jest dany nam w jakimś celu. Starajmy się go nie zmarnować.
Odwołanie się do Siły Większej:
Jeśli wierzymy w Siłę Większą, prosimy o wsparcie w dążeniu do uzdrowienia i zdrowia. Wiara, modlitwa i rozwój duchowy może odegrać ważną rolę w wychodzeniu z choroby. Nasze poczucie duchowej odnowy może pomóc przezwyciężyć rzeczy, których nie można zmienić.

Siła Większa i duchowość:

Duchowość - pojęcie to odzwierciedla jakość relacji człowieka z innymi ludźmi, rzeczami i sprawami zajmującymi najważniejsze miejsce w jego życiu. Duchowość to: wartości, zasady, normy, marzenia, cele, ideały i kierunki naszego zaangażowania emocjonalnego. Rozwijanie duchowości to proces zbliżania się do doskonałości. Znaczy to, że stając przed wyborami życiowymi, podejmujemy takie decyzje, które umożliwią nam być lepszym człowiekiem. Alkoholizm niszczy duchowy wymiar ludzkiego życia wprowadzając w centralne jego miejsce alkohol - najważniejszego bożka w życiu osoby pijącej. Program 12 Kroków jest programem duchowego przebudzenia i rozwoju.

źródło: W drodze

dodajdo.com

Jak to - żadnego przewodniczącego?


Gdy wreszcie dotarłem do AA, nie mogłem uwierzyć, że nie ma tu żadnego skarbnika "pobierającego jakieś składki".Nie umiałem wyobrazić sobie organizacji, która nie żądałaby określonych wpływów finansowych w zamian za swoje usługi. Wówczas po raz pierwszy w życiu otrzymałem "coś za nic" - i pozostało tak do dziś. Ponieważ nie czułem się ani wykorzystywany, ani sterowany przez innych uczestników AA, mogłem podejść do Programu bez uprzedzeń, z otwartym umysłem. Niczego się ode mnie nie domagali. Cóż więc miałem do stracenia? Dziękuję Bogu za mądrość, którą natchnął On pierwszych założycieli - dobrze bowiem wiedzieli, że alkoholicy nie znoszą, gdy się nimi manipuluje.

Intergrupa


Intergrupa "KRESY"
ul. Siemieńskiego 17
35 - 203 Rzeszów
tel. 17 8611640



- Wykaz grup Intergrupy Kresy stan 09/04/2011
- Sprawozdania ze spotkania Intergrupy AA Kresy
- Dlaczego warto przystąpić do struktur intergrupy?
- W jakim celu grupy powołują Intergrupę. MITYNG 01/139/2009

- Uroczyste spotkania otwarte wspólnot intergrupy Kresy...
- Region AA "GALICJA" Mityngi spis
- Jaka jest różnica pomiędzy mityngiem a grupą
- Czy można przyłączyć się do AA poza miejscem swego zamieszkania



12 maj - Spotkanie Intergrupy "Kresy"
grupa Anonimowych Alkoholików "Do przodu"
Przeworsk, ul. Bernardyńska

Wyjątkowa okazja


Materia procesu zdrowienia utkana jest w dużym stopniu z Dwunastu Kroków i Dwunastu Tradycji. Czyniąc stopniowe postępy, uświadomiłem sobie, że z materii tej uszyto nowy płaszcz - specjalnie dla mnie, na moją miarę. Uczestnicy z najdłuższym stażem wysuwali delikatne sugestie, gdy usiłowałem zmienić to, czego zmienić się nie da. Doświadczenie, którym dzielili się ze mną inni, stało się podstawą cennych przyjaźni. Wiem, że Wspólnota jest gotowa i zdolna do tego, by pomóc każdemu cierpiącemu alkoholikowi, niezależnie od tego, skąd się wywodzi i na jakim życiowym wirażu się znajduje. W świecie nękanym przez wiele problemów pewność tego faktu zapewnia mi wyjątkową równowagę wewnętrzną. Dbam o zesłany mi dar trzeźwości. Oferuję Bogu moją wdzięczność za siłę otrzymywaną we Wspólnocie, która naprawdę istnieje dla dobra wszystkich jej uczestników.

Czy AA w Polsce idzie w dobrym kierunku?


Jestem alkoholikiem, problem alkoholowy mam ponad 30lat, leczyć zacząłem się w 1998 roku. Od tego czasu kilka razy byłem na terapiach, chodziłem na mityngi AA. W obecnej chwili na mityngi nie chodzę, z anonimowymi alkoholikami utrzymuję kontakty poprzez Klub Abstynenta, korzystam z porad profesjonalistów w Poradni Leczenia Uzależnienia od Alkoholu. Z mityngów AA zrezygnowałem, gdyż wielokrotnie "nakręcały" mnie. Poza tym uważam, iż wiele osób uważających się za trzeźwiejących alkoholików, tak naprawdę to tylko nie pije, bo nic nie robią ze swoim życiem, nie zmieniają sposobu myślenia, jak to się mówi - poszły w zaparte. Bo jak można o kimś powiedzieć że jest trzeźwiejącym alkoholikiem, gdy cały czas jest złośliwy, agresywny, wszystko dla niego jest na nie. Poza tym uważam, że AA za bardzo poszło w kierunku wiary (nie duchowości, jak to być powinno). Dla wielu alkoholików z moich kręgów najważniejsze stały się rekolekcje, pielgrzymki, dni skupienia. Ktoś może powiedzieć, że generalizuję problem, ale takie są moje odczucia. Inna sprawa, że bywałem często na mityngach poza swoim miastem (500.000 mieszk.) i atmosfera tam panująca była całkiem inna, ludzie jakoś wydawali mi się bardziej otwarci, życzliwi i tolerancyjni..

"W pełni popieram Twoje zdanie, zrezygnowałem z mitingów, gdyż uznałem, że nie oddam się w łapy ludzi niedoświadczonych, którzy sami są "nakręceni" i nakręcają innych. Uczęszczam do poradni, gdzie sa odpowiedni fachowcy,a potem zobaczymy..."

"Możesz wyjaśnić co znaczy, jak to praktycznie wygląda, że "kontakt z AA masz poprzez klub abstynenta",?

IMHO kluby abstynenta to zupełnie inna forma. Powstały za komuny gdy AA nie bardzo mogło się rozwijać, jako jego namiastka i były całkowicie na pasku i garnuszku państwa. Teraz głównie zajmują się reprywatyzacją korkowego."
(Zgodnie z ustawą o wychowaniu w trzeźwości pieniądze z tzw. korkowego przeznaczane są na szeroko rozumianą profilaktykę przeciwalkoholową. przyp)

"Chodząc na mitingi i oceniając niczego w trzeźwieniu nie potrafiłem osiągnąć.Nic mi się w AA nie podobało.Dopiero praca nad sobą według programu "12 KROKÓW", poznawanie "Tradycji" na różnych warsztatach, udział w służbach, sponsorowanie i wiele innych aspektów tworzących grunt, z którego wyrosła "WSPÓLNOTA ANONIMOWYCH ALKOHOLIKÓW', pozwoliły mi zrozumieć, że AA to także JA. Swoją postawą mogę do AA wnieść wiele złego, mogę też wiele złego z AA usunąć."

"Chcialabym sie z wami podzielic moimi doswiadczeniami na temat AA,choc zapewne was to nie zadowoli. Zapoznalam sie dosyc dobrze z tym ruchem i niewiele dobrego na ten temat niestety moge powiedziec.
Po pierwsze juz sama terminologia jaka stosuja jest nieadekwatna.
"pijane myslenie"
jesli sie to rozumie jako metafore,to jeszcze ujdzie ,ale pojmujac to doslownie, sprawa przdstawia sie gorzej. Bedac trzezwym przez dluzszy okres czasu ma sie trzezwe zarowno cialo jak i umysl. Jedyne co sie pojawia to glod alkoholowy,mysli o alkoholu itp,ale stwierdzenia typu ze np. po roku lub nie daj boze po wielu latach abstynencji ma sie pijane myslenie ,to absurd. Pijane myslenie jest tu rozumiane jako niezdolnosc do trzezwego myslenia,poczucia rzeczywistosci ,wszystkie dzialania sa podporzadkowane pijanemu mysleniu,alkoholowi etc. Otoz jesliby to bylo prawda,po pierwsze zadnemu alkoholikowi nie przyszlaby do glowy mysl zeby wogole przestac pic,bo niezaleznie czy bylby pijany czy nie i tak ma pjane myslenie,po drugie,nie musialby pic,bo ma pijane myslenie ,pijany umysl,wiec zupelnie jak po alkoholu.

"poddac sie"
Zajrzyjcie pierw do slownika. Chorobe mozna zaakceptowac,pogodzic sie z nia,ale poddac sie chorobie w tym przypadku alkoholizmowi,znaczy zapic sie na smierc. "Poddaje sie,nie dam rady. i tak bede pil". "Walka" - tak sie to powinno nazywac,
bo przedsiewziecie jakichkolwiek srodkow koniecznych do zaprzestania picia, krok po kroku trzezwienie, zmaganie sie z glodem to nic innego jak walka z choroba.

"bez nas nie dasz rady" -typowo sekciarskie zagranie.
Moze powinno brzmiec odwrotnie? Bez was nie bedziemy istniec? Znam wielu ludzi,ktorzy sobie swietnie poradzili nie chodzac na AA z roznych powodow i jakos nie pija. Ale wmawianie komus z gory ze sam nie da rady,nie jest w porzadku. To,ze wy sami nie potraficie,nie znaczy ze komus innemu sie musi nie udac.

"Z deszczu pod rynne" jak to sie mowi. Uzaleznienie od grupy AA.
Poza tym,poczytalam tu niektore wypowiedzi i niektorzy sa tak "upojeni" trzezwoscia ,ze faktycznie nic dziwnego,po co im alkohol? Egzaltacje i euforie zupelnie jak po alkoholu. Nie popadajmy w skrajnosci.

"przez co najmniej 2 lata badz skrajnym egoista". To dopiero motto!
Po pierwsze-egoista sie jest cale zycie,czy sie chce tego czy nie,taka jest ludzka natura,w zdrowym pojeciu egoizm to inaczej instynkt samozachowawczy. Natomiast tu pojawia sie kolejny problem. Maz znajomej po kilku latach picia z roznym nasileniem w koncu za namowa zony poszedl do osrodka odwykowego na 2 mce. Pranie mozgu-tak mozna okreslic skutek tej terapii. Zostawil zone z 2 dzieci bez srodkow do zycia,bo on sie musi zajac soba,ona tego nie zrozumie,tak powiedzial. Faktycznie,zaden czlowiek o zdrowych zmyslach tego nie zrozumie. Coz za wzorowy maz,a jeszcze bardziej wzorowy,urobiony na wasza modle -niepijacy alkoholik,stosujacy sie do waszej cudownej filozofii i zasady badz egoista,skrajnym egoista. Jego zona usilowala popelnic samobojstwo,nawet nie odwiedzil jej w szpitalu. Podejrzewam ze takich wiernych wyznawcow waszej filozofii wlasnie wam potrzeba.

Coz moge jeszcze dodac?

AA zachowuje sie tak jakby bylo wyrocznia,zasady terapii wg nich to ostateczne,jedyne,skuteczne zasady. Szkoda tylko ze efekty w wiekszosci przypadkow sa malo skuteczne. Jakby pozjadali wszystkie rozumy. Zaledwie jakies 100 lat temu lekarze wysmiewali "absurdalnosc" pomyslu jednego z kolegow po fachu,wg ktorego powinno sie myc rece ,by nie przenosic zarazkow. Uwazano go za szalenca i heretyka. Zupelnie jak ortodoksi z AA uwazaja najmniejsza krytyke za heretyzm. W medycynie do tego,jakimi drogami moga przemieszczac sie zarazki ,lekarze doszli dopiero po kilku stuleciach. A wy z waszym AA ktore stosunkowo krotka ma historie,a metody terapii nie zostaly nawet porzadnie zweryfikowane,czujecie sie jakbyscie osiagneli szczyt w leczeniu alkoholizmu. Jakbyscie wynalezli jedyna skuteczna i niepodwazalna metode. Wiecej pokory,ludzie."

"W mlodosci sporo pilam. W pewnym momencie zdecydowalam sie rozpoczac terapie. Troche wplywu na to miala rowniez moja rodzina,ale gdybym nie chciala,sila by mnie nie zaciagneli. Poszlam. Poczatkowo sluchalam,sluchalam innych,chodzilam,niewiele sie odzywalam. W koncu zaczelam bardziej sie udzielac. Jednak czasem kiedy powiedzialam cos co im nie pasowalo,jak np ze wg mnie nie powinno sie mowic "poddac sie" itp. niezbyt uprzejmie potraktowano moje uwago,nie wysuwajac jednak zadnych argumentow. Po prostu na zasadzie"my wiemy najlepiej i koniec". Mi jednak taki autorytaryzm nie odpowiada. Pozniej pojawil sie problem wiary. Pokrecili glowa z dezaprobata,kiedy stwierdzilam ze nie wierze w istote wyzsza jakkolkwiek pojeta. Na niewiele mi sie zdala ta terapia. Przestalam tam chodzic po 3 miesiacach. Sprobowalam sama. 7 lat nie pije. Wiele tez czytalam na ten temat. Poza tym ,fakt,wiele tez dowiedzialam sie nie tylko z wlasnych doswiadczen ale z doswiadczen innych,czesto bliskich mi osob. Kiedy oznajmilam na grupie ze postanowilam zrezygnowac bo taka forma terapii mi nie odpowiada,niektorzy szyderczo sie zasmiali,inni stwierdzili ze zdziwie sie jak predko tu wroce albo wyladuje w szpitalu lub na cmentarzu,jednym slowem-przekreslili moje szanse na trzezwe zycie bez ich pomocy. Jednak musze ich rozczarowac-udalo mi sie bez nich."




źródło: Forum- WP.pl
Forum u Jarasa


Lapet


dodajdo.com

Zasada 62


W początkach naszego ruchu (AA przyp.) w Stanach niektórzy zapaleńcy potrafili swym działaniem i ideami AA zawładnąć całe miasta i tak w jednym z
nich powstało Centrum pomocy alkoholikom. Ogromnym ośrodkiem kierował
założyciel Grupy AA przy pomocy pozostałych uczestników, mimo sprzeciwu ówczesnej Fundacji rozpoczeli z wielkim rozmachem działalność.
Ułożono specjalny regulamin dla sprawnego działania Centrum składający się z 61 punktów.
Niestety Grupa nie dała rady poprowadzić tego typu działalności i nastąpiła katastrofa.
Główny jego inicjator przeprosił wszystkich i wziął kartkę na której napisał Grupa AA punkt 62, a w środku były słowa:
" Nie traktuj sam siebie, do cholery tak strasznie poważnie"
Lapet



dodajdo.com

Jak Anonimowi Alkoholicy rozumieją trzeźwość


Alkohol jest bowiem tylko symptomem naszej choroby [1] - takie zdanie zapisali już w pierwszym opisie swojego sposobu na godne życie, wkrótce po uformowaniu zrębów ruchu, w roku 1939. Ponieważ na podstawie doświadczeń uczestników i pionierskich obserwacji jednego z lekarzy przyjęto, że próby nauczenia się bezpiecznego sposobu używania alkoholu, naturalnego u innych ludzi, dają mizerne rezultaty, problem zdefiniowano tak: jak żyć z alkoholizmem? Przysłowie AA wyraża to jeszcze dosadniej "Nie pić jest łatwo - trudniej jest żyć nie pijąc" [2]. Tekst zyskał wśród uczestników miano Wielkiej Księgi.
AA posunęło jednak problem nieco dalej niż naukowa medycyna w owym czasie. Nieumiejętność życia nie jest wyłącznie następstwem odurzania się, w znacznej mierze istniała ona już przed pojawieniem się alkoholu w życiu przyszłego alkoholika. Nadużywanie alkoholu zatem nie jest anomalią, odstępstwem od normy, ale próbą "samoleczenia", rozwiązania istniejących wewnętrznych konfliktów.
Okazuje się jednak, że ta autokuracja ma odwrotne skutki: nieumiejętność życia, zamiast zanikać, powiększa się. Rozwiązaniem jest więc program całkowitej przebudowy samego siebie, relacji z innymi ludźmi i z resztą świata. "Alkoholizm to choroba światopoglądu [3]" - to hasło popularne w AA. Jeden ze współzałożycieli ruchu, Robert Smith tak oto lakonicznie streścił jego program: trust God, clean house, help others (ufaj Bogu, porządkuj dom, pomagaj innym). Bo też AA-owcy nie poświęcają zanadto czasu stratom, powstałym w wyniku picia. Przyjrzenie się samym tylko nazwom poszczególnych kroków, wiodących do godnego i szczęśliwego życia, wskazuje, że słowo alkohol pojawia się tylko w pierwszym z dwunastu.
Stratami zajmę się więc tylko o tyle, o ile mogą one pomóc w pokazaniu, że dotychczasowe próby powrotu do nieszkodliwego picia okazały się bezowocne. Uświadomienie sobie tego faktu zmusza do zdefiniowania problemu na nowo: alkoholik uświadamia sobie, że dotąd "rąbał nie to drzewo". Jego tragiczna omyłka polegała na tym, że - doświadczając niedostatku sił życiowych - próbował je uzupełniać, ale odmienność biologiczna skierowała go w stronę energii płynącej z odurzania się. Odmienność ta jest dwojakiego rodzaju: alkohol silniej oddziaływał na kandydata na alkoholika i przynajmniej na początku radził on sobie z nim lepiej niż inni. Ale gdy wbrew obiecującym początkom nie dało to oczekiwanych efektów, ponownie próbował znaleźć potrzebną mu energię w sobie. A przecież - jak przypominamy sobie ze szkolnych lekcji fizyki - pierwsza zasada termodynamiki głosi, że w naszej czasoprzestrzeni nie można skonstruować urządzenia funkcjonującego bez strat energii, czyli pracującego wiecznie perpetuum mobile. Program AA kieruje więc stosującego go alkoholika na zewnątrz, albowiem wewnątrz systemu, czyli w nim samym, nawet przedmiot człowieczej dumy - rozum - nie może jej dostarczyć.

Należy zatem ponownie poszukać na zewnątrz Siły Większej niż własne siły życiowe, a następnie podjąć z nią współpracę, o czym mówią Kroki Drugi i Trzeci. I jest to ważniejsze od podsumowania strat spowodowanych piciem. Znalezienie swojej Siły Wyższej i powierzenie jej swego życia daje nadzieję, a nadzieja to umiejętność zachowania godności niezależnie od rozmiarów cierpienia, które przychodzi nam znosić. Godność jest językowo pokrewna angielskiemu God i niemieckiemu Gott, które to słowa oznaczają Boga. Uzyskanie wsparcia pozwala rozpocząć "sprzątanie domu", ale tym razem nie po to, żeby zacząć życie od nowa - nieziszczalny sen milionów alkoholików - lecz żeby poprowadzić je dalej na innych niż dotąd zasadach. W programie AA całkowicie nieobecny jest mit powrotu do normalności, pojawiający się w wypowiedziach pacjentów rozpoczynających leczenie, ale też w wielu programach terapii, który wyraża się w gabinetowym przekonaniu, że zaangażowanie się w AA jest tylko zmianą formy uzależnienia, a zrozumienie natury choroby i jej przyczyn czyni chorego wolnym. Zresztą obserwowane w praktyce klinicznej tzw. niepicie w zaparte zawiera w sobie ukrytą zasadę "powrotu do punktu zero" zakładającą, że przed alkoholem "wszystko było w porządku". Jakże często ci, którym się taki powrót udaje, skazani są na powtórzenie cyklu uzależnienia z inną substancją lub nałogowym zachowaniem.
Obrachunek moralny to nie sąd nad alkoholikiem, lecz poszukiwanie zasad skutecznego działania czy raczej współdziałania.

Przypomnijmy: doznawszy rozczarowania alkoholem, od którego próbował zaczerpnąć siłę, alkoholik próbuje jej szukać w sobie, żeby odrzucić alkohol, przy czym nie ufa ludziom. A przecież zaspokojenie potrzeb żadnego człowieka nie jest możliwe bez innych ludzi. "Dzikie dzieci" - znane psychologii istoty ludzkie wychowane przez zwierzęta lub w całkowitym odosobnieniu - w niczym nie przypominają ludzi.
Wyznawanie swoich wad w Kroku Piątym i następnie gotowość rozstania się z nimi w Kroku Szóstym owocują postawą pokory w Kroku Siódmym, która "nie polega na myśleniu o sobie gorzej, ale rzadziej". Pokora to nic innego niż zdolność do samoograniczania się czy - jak kto woli - zdolność do odraczania gratyfikacji. "Myśl raczej o tym, co masz, a nie czego ci brak", mówi jedno z powiedzonek AA-owskich. Po uporządkowaniu w ten sposób wewnętrznej części swego domu, uczestnik AA może zająć się w Krokach Ósmym i Dziewiątym porządkowaniem jego zewnętrznej części, czyli relacji z innymi. Dotychczasowe kroki AA "to szczepionka przeciw chorobie zwanej niechęcią do życia".
Jak już wspomniałem, AA zupełnie nie zajmuje się możliwością powrotu do wcześniejszego sposobu życia, natomiast dużo uwagi poświęca egocentryzmowi stanowiącemu podstawowy składnik osobowości alkoholika. Kiedy pił, zajmował się wyłącznie sobą, sprzątając dom, też zajmował się sobą - gdyby na tym poprzestał, wcześniej czy później znalazłby się w punkcie wyjścia. Zatem sprzątanie domu to tylko przygotowanie do pomagania innym, które wiąże go coraz bardziej ze światem zewnętrznym i oddala od dziecięcego egoizmu.
Jednakowoż współpracy z innymi ludźmi najlepiej uczyć się w praktyce, a do nauki zawsze potrzebny jest wspólny język. Nie tylko jako narzędzie komunikacji, ale też - co jest ważniejsze - jako wspólnota doświadczeń. W tym kontekście reguła "pomagając innemu alkoholikowi - zawsze pomagasz sobie" jest zrozumiała sama przez się. Odmienność egzystencjalnych doświadczeń alkoholika do tego stopnia czyni go różnym od pozostałych członków społeczeństwa, że - nawet władając biegle językiem jako narzędziem komunikacji - czuje się samotny i w początkach trzeźwienia dobrze i bezpiecznie czuje się tylko wśród podobnych sobie.
Zatem trzeźwość to umiejętność zaspokajania swoich potrzeb we współpracy z innymi ludźmi. Wyrażają to powiedzenia "Szczęście to produkt uboczny właściwego postępowania" i "Szczęście to przede wszystkim praca od wewnątrz".

Tak w dużym skrócie wygląda model. Jak przedstawia się praktyka? Anonimowi Alkoholicy nie zajmują stanowiska wobec alkoholu i polityki społecznej względem niego. Nie przywiązują też wagi do warunków środowiskowych w momencie rozpoczynania procesu leczenia. Nie określają czasu potrzebnego do nauczenia się umiejętności trzeźwego życia. Niektórzy osiągnąwszy ją odchodzą od wspólnoty, inni pozostają. Dla jednych i drugich alkohol przestaje być problemem - umieją żyć z alkoholizmem.


[1] Anonimowi Alkoholicy. Biuro Służby Krajowej AA, Warszawa (bez daty wydania), s. 54.
[2] Ron B.: Trzeźwe myśli. Humor i mądrość w powrocie do zdrowia. Media Rodzina of Poznań, s.353.
[3] Ron B., tamże, s.428. Dalsze cytaty pochodzą ze stron: 106, 206, 438, 214, 129, 498, 11.

źródło: Instytut Psychologii Zdrowia



dodajdo.com

Dwanaście Kroków Anonimowych Alkoholików.


Tym razem z książki "Uzależnienie zażywanie i
nadużywanie"
wydanej przez Katolicką Fundację Pomocy Osobom
Uzależnionym i Dzieciom "Karan" w roku 2000.
Z tego co wiem konsultowali ją bardzo uczeni doktorzy od medycyny.
Ciekawe dlaczego nie zwrócili uwagi wydawcy na to, że jest oficjalne polskie tłumaczenie

1. Przyznaliśmy, że byliśmy bezsilni wobec alkoholu - że nasze życie
stało się nie do opanowania.
2. Doszliśmy do wniosku, że siła wyższa od nas samych mogłaby
przywrócić nas do zdrowia.
3. Podjęliśmy decyzję, by oddać naszą wolę i życia w ręce Boga, tak
jak Go rozumiemy.
4. Dokonaliśmy wnikliwej i śmiałej oceny moralnej własnych osób.
5. Wyznaliśmy Bogu, sobie samym oraz innemu człowiekowi istotę naszych
win.
6. Byliśmy całkowicie gotowi, by Bóg usunął te defekty charakteru.
7. Pokornie prosimy Go o usunięcie naszych mankamentów.
8. Sporządziliśmy listę osób, które skrzywdziliśmy i chcemy im to
zrekompensować.
9. Bezpośrednio zadośćuczyniliśmy wszystkim takim ludziom, gdy tylko
było to możliwe, z wyjątkiem tego, gdy takie działanie zraniłoby te
lub inne osoby.
10. Kontynuowaliśmy samoocenę i natychmiast przyznawaliśmy się do
tego, gdy zachowywaliśmy się niewłaściwie.
11.Przez modlitwę i medytację staraliśmy się ulepszać świadomy kontakt
z Bogiem, tak jak Go rozumiemy, modląc się jedynie o ujawnienie Jego
woli dla nas i siłę, by ją spełnić.
12. Doznawszy przeżycia duchowego w wyniku tych kroków, staraliśmy się
przekazać to przesłanie alkoholikom i stosować te zasady we wszystkich
naszych sprawach.
Lapet


dodajdo.com

Uzależnienia zażywanie i nadużywanie
Stephen A. Maisto, Mark Galizio, Gererd J. Connors




Książka raczej nie do zdobycia



Podręcznik trzech autorów dokładnie przedstawia konsekwencje zażywania i nadużywania narkotyków. Naukowa charakterystyka środków zmieniających świadomość. Autorzy opisali ich wygląd, podchodzenie oraz formy, w jakich są zażywane.


Adresowana do studentów psychologii,medycyny, biologii, farmakologii.

Bardzo ważną część opracowania stanowią rozdziały dotyczące leczenia objawów uzależnienia. Opisano tu współczesne podejście do leczenia, opierające się przede wszystkim na motywowaniu pacjenta do zmiany. Każdy rozdział rozpoczyna się od wstępnych testów diagnostycznych w celu sprawdzenia własnej wiedzy. Słownik marginesowy pomaga rozpoznać i zdefiniować kluczowe terminy w tekście. Cytaty na marginesach przybliżają abstrakcyjne pojęcia, dzięki osobistym relacjom i uwagom dotyczącym używania narkotyków oraz tego konsekwencji. W leczeniu przeciwalkoholowym i przeciwnarkotycznym pokazano istotę grup samopomocowych. Opisano także plan terapii, którym posługują się specjaliści w profesjonalnym leczeniu. Powinien on rozpocząć się od określenia celu, oceny rezultatów terapii. Praca przedstawia także miejsca oraz formy leczenia przeciwalkoholowego i przeciwnarkotycznego.
Na końcu autorzy umieścili ważny rozdział o profilaktyce uzależnień - czym ona tak naprawdę jest i jakie trzeba stawiać jej cele. Opisali podstawowe modele profilaktyki uzależnień: społeczno-kulturowy, model struktury kompromisu i model zakazów oraz założenia, na jakich się one opierają. Omówili także ważne, aktualne założenia procedur profilaktycznych, także kwestie związane z zastosowaniem ich do różnych grup docelowych.
Lapet


dodajdo.com

Tłumacz - zdrajcą


Traduttore traditore, czyli zdrada tłumaczenia

"Tłumacz zdrajcą" - mawiają Włosi. Podczas tłumaczenia literatury translatorzy napotykają na wiele trudności. Część sensów, niuansów językowych ulega zmianie, a nawet przeinaczeniom. Literatura bowiem, a zwłaszcza poezja ściśle związana jest z językiem, z jego brzmieniem, systemem gramatycznym i słownictwem. Jeden utwór poetycki, literacki tłumaczony przez wielu autorów może mieć różne oblicza.
Żaden przekład nie jest wierny; każdy przekład wypacza myśl autora.

Poniżej ciekawe tłumaczenie kroków.
Tłumacz nie znał już istniejących tekstów aowskich i przetłumaczył całość
z oryginału zamieszczonego w broszurce Hazelden pt. "Co to jest duchowość"

Dwanaście Etapów Programu
Anonimowych Alkoholików (A.A.)

1. Przyznajemy, że byliśmy bezsilni wobec alkoholu, że nasze życie
stało się trudne do opanowania.

2. Uwierzyliśmy, że Moc silniejsza od naszej mogłaby doprowadzić
nas do odzyskania zdrowia
psychicznego.

3. Podjęliśmy decyzję powierzenia naszej woli i naszego życia
opiece Boga, tak jak Go my
rozumiemy.

4. Dokonaliśmy drobiazgowego, bez bojaźni, wewnętrznego
remanentu nas samych.

5. Wyznaliśmy Bogu, sobie samym i innym ludzkim istotom,
dokładną naturę naszych złych
uczynków.

6. Byliśmy całkowicie skłonni aby Bóg usunął wszystkie te skazy
naszego charakteru.

7. Pokornie prosiliśmy Go o usunięcie naszych niedociągnięć.

8. Zrobiliśmy listę wszystkich osób, które skrzywdziliśmy i
staliśmy się pełni dobrej woli naprawienia tego im wszystkim.

9. Naprawiliśmy krzywdy bezpośrednio tym ludziom, gdziekolwiek
to było możliwe, z wyjątkiem
- kiedy dokonanie tego zaszkodziłoby im lub innym osobom.

10. Kontynuowaliśmy dalej osobisty remanent i gdy nie mieliśmy
słuszności natychmiast to naprawialiśmy.

11. Usiłowaliśmy modlitwą i medytacją udoskonalić nasz świadomy
kontakt z Bogiem, tak jak Go
my rozumiemy, modląc się tylko o poznanie Jego woli w stosunku do
nas i o moc jej spełnienia.

12. Uzyskawszy duchowe ocknięcie się w wyniku powyższych Etapów,
próbowaliśmy nieść tę wiadomość do alkoholików i stosować w praktyce te
zasady we wszystkich naszych przedsięwzięciach.


dodajdo.com

Sukces - lecz nie w tradycyjnym znaczeniu tego słowa


Gdy przyszedłem do AA, słuchałem, jak inni zgodnie z prawdą opisują rzeczywistość swojego picia: osamotnienie, przerażenie, ból. Z czasem zaczęły do mnie docierać opisy całkiem innego rodzaju - mówiące o rzeczywistości n i e p i c i a. Życie w trzeźwości to życie w wolności i szczęściu, z poczuciem celu i kierunku, z pogodą ducha i ze zgodą z Bogiem, sobą i innymi. Chodząc na mityngi, wciąż na nowo wkraczam w tę rzeczywistość. Widzę ją w oczach otaczających mnie uczestników Wspólnoty, słyszę ją w ich głosach. Praca nad programem daje mi siłę i wskazówki, jak przeobrazić moje życie w taką właśnie rzeczywistość. Radość należenia do AA polega na tym, że dzięki niemu rzeczywistość ta jest dla mnie osiągalna

Przepis na pogode ducha


-Kiedy nie wiesz co wybrać, wybierz poczucie humoru.
-Skoro już wiesz, że to ty odpowiadasz za swoje życie -
co zamierzasz z tym zrobić?
-Błogosław z miłością to, co wkładasz do ust.
-W domu atmosfera miłości jest bardzo ważna -
rób wszystko by wykreować wokół siebie harmonię i spokój.
-Wszystko co cię spotyka, w ostatecznym rezultacie służy twemu dobru.
-Codziennie ucz się nowych sposobów życia.
-Zaczynaj - na co jeszcze czekasz.
-Wybaczam i wyzwalam.
-Idę przez życie, świadomie i z entuzjazmem.
-Przeszłość minęła. Przyszłości jeszcze nie ma.
To jest jedyna ważna chwila.
-Mam ważną rolę do spełnienia w życiu na mojej planecie.
-Bóg jest tam, gdzie ja jestem.
-Naszym jedynym obowiązkiem jest ocalić swoje marzenia.
-Znam odpowiedź na wszystkie moje pytania.
Wszystkie rozwiązania są moje.
-Uwalniam wszystkie urazy i żale, które mam do moich braci i sióstr.
-Zasługuję na całe dobro, które otrzymuję codziennie.
-Mój umysł zajmuje się tylko konstruktywnymi pomysłami.
Świadomie rezygnuję ze wszystkich innych.
-Czas istnieje tylko po to, abym mógł zrealizować moje pragnienia.
-Moje ciało i umysł są wolne od choroby. Jestem zdrowy.
-Życie odradza i odnawia moje ciało.
Każda komórka mojego ciała jest doskonałością.
-Świat jest moim zwierciadłem.
Wszystko to, co widzę wokół siebie jest odzwierciedleniem moich myśli i przekonań.
-Nie poddam się, dopóki dar tego doświadczenia nie będzie mi ujawniony.
-Świętuję moją zdolność do kreowania własnego życia.
Świętuję moje życie.

dodajdo.com

Porażka jako wyzwanie


Jakże wdzięczny jestem dzisiaj, wiedząc, że w s z y s t k i e moje dawne porażki były niezbędne do tego, bym mógł znaleźć się w punkcie, w którym jestem teraz. Dotkliwy ból zaowocował doświadczeniem i dzięki cierpieniu stałem się posłuszny. Gdy zwróciłem się do Boga* - jakkolwiek Go pojmuję - podzielił się ze mną swymi cennymi darami. Doświadczenie i posłuszeństwo umożliwiły mi rozwój, który zrodził we mnie poczucie wdzięczności. Aż w końcu osiągnąłem spokój ducha i umysłu - żyjąc w trzeźwości i dzieląc się nią.

Serce przepełnione wdzięcznością


Mój sponsor powiedział mi, że powinienem być wdzięcznym alkoholikiem i zawsze zachowywać "postawę wdzięczności" - gdyż wdzięczność jest podstawowym elementem pokory, która z kolei jest podstawowym elementem anonimowości, która z kolei "stanowi podstawę wszystkich naszych Tradycji, przypominając nam zawsze o pierwszeństwie zasad przed osobistymi ambicjami". W rezultacie tych wskazówek, każdy dzień rozpoczynam od modlitwy na kolanach, dziękując Bogu* za trzy rzeczy: za to, że żyję; za to, że jestem trzeźwy; za to, że należę do Wspólnoty AA. Następnie staram się przeżyć dany dzień przyjmując "postawę wdzięczności" i w pełni czerpiąc radość z kolejnych dwudziesty czterech godzin aowskiej drogi życia. AA nie jest czymś, do czego się przyłączam - jest czymś, czym żyję.

Tajemnicze paradoksy


Jakąż cudowną tajemnicą są paradoksy! Niby pełno w nich sprzeczności, a jednak gdy się je uzna i zaakceptuje, to potwierdzają coś, co istnieje we wszechświecie, mimo że wymyka się ludzkiej logice.
Gdy mierzę się z lękiem, zostaje mi zesłana odwaga; gdy udzielam wsparcia innym, wzrasta moja zdolność do kochania siebie samego; gdy akceptuję ból jako nieodzowny składnik rozwoju w życiu, uświadamiam sobie możliwość większego szczęścia; gdy przypatruje się swojej ciemnej stronie, pomaga mi to zobaczyć wszystko w nowym świetle; gdy uznaję łatwość zranienia i poddaję się Sile Wyższej, zostaję obdarzony łaską niewyobrażalnej mocy. Poniżony i zakłamany, na chwiejnych nogach przekroczyłem próg AA, nie spodziewając się już niczego od życia - a tymczasem obdarowano mnie nadzieją i godnością. Jakimś cudem tak się dzieje, że aby zachować dary Programu, trzeba je przekazywać dalej.

Przewodnictwo


Kiedy zacząłem rozumieć własną bezsilność i swoją zależność od Boga* - jakkolwiek Go pojmuję - zacząłem też dostrzegać, że istnieje takie życie, które gdyby dane było mi go zaznać - byłbym dla siebie wybrał od początku. Ciągła praca nad Krokami i życie we Wspólnocie przekonały mnie, że jestem prowadzony ku czemuś lepszemu. Im lepiej poznaję Boga*, tym łatwiej mi zaufać, że przemawia On do mnie w odpowiedni dla mnie sposób i ze ma On swoje plany co do rozwoju i ukształtowania mojego charakteru. Czasem szybko, czasem wolniej, ale wciąż wzrastam na Jego obraz i podobieństwo.


Trzeźwym okiem


Zanim w sobotnią noc wybierzesz się do knajpy, przygotuj się i zmniejsz rozmiary klęski.

Niby nic trudnego, niby upić się potrafi każdy głupi, a jednak o niektórych mówi się, że "ten to potrafi wypić", a o innych, że "nie potrafią pić". Wychylić jeden kieliszek, lampkę wina czy piwo i wrócić do domu to rzeczywiście żadna sztuka. Schody zaczynają się później. Oto podstawy teoretyczne picia wódki.

Druga kolejka

Spustoszenia: Odwodnienie. Im większa dawka alkoholu, tym szybciej poziom wody się obniża. Organizm wstrzymuje produkcję substancji, która pozwala ci na utrzymanie moczu w pęcherzu. Kończysz więc w męskiej toalecie (na razie jeszcze całkiem czystej) odwodniony i rozgrzany. Twoje ciało, aby się ochłodzić, przesuwa krew bliżej powierzchni skóry, rozszerzając znajdujące się tam drobne naczynia krwionośne, co powoduje, że twoja skóra się zaczerwienia, a tymczasem twoim mięśniom zaczyna brakować natlenionej krwi.

W knajpie: Uzupełniaj wodę tak często, jak to tylko możliwe. Trzymaj się z daleka od napojów zawierających kofeinę. Najlepiej wypij napój izotoniczny, który zapewnia optymalne nawodnienie. Dobre są również soki owocowe, które nawodnią twój organizm i dostarczą mu fruktozy, ułatwiającej trawienie alkoholu.

W domu: Nie tylko uzupełnianie wody jest ważne. Zjedz też trochę miodu do śniadania "dzień po". W ten sposób uzupełnisz niedobór sodu i potasu, czyli przywrócisz równowagę elektrolityczną. Miód dostarcza także do krwi energetycznej fruktozy. Podobnie działają jabłka, wiśnie i winogrona. Owoce te są wskazane po nocy spędzonej na dźwiganiu szklanki

Trzecia kolejka

Spustoszenia: Głód. Alkohol nie tylko nie dostarcza organizmowi substancji odżywczych, ale jeszcze niszczy te zastane. Redukuje poziom niemal wszystkich witamin i minerałów. Po dwóch kolejkach ten niedobór zaczyna mieć wpływ na koordynację ruchową, ponieważ twoje mięśnie nie potrafią funkcjonować prawidłowo bez witamin i minerałów. Proste zadania - takie jak niewylanie drinka - stają się coraz trudniejsze.

W knajpie: Napij się soku. Badania na Uniwersytecie w Michigan dowodzą, że ci, którzy piją alkohol na przemian z sokami, nie są tak podatni na działanie promili.

W domu: Weź multiwitaminę, najlepiej taką, która zawiera dużo witamin z grupy B - pomoże Ci ona uspokoić kołatanie serca i drżenie mięśni. Wątroba rozkłada alkohol w tempie jedna jednostka na godzinę. Pozwól jej skończyć, zanim weźmiesz multiwitaminę.

Czwarta kolejka

Spustoszenia: Głupiejesz w oczach. Alkohol dociera do płata czołowego mózgu, co powoduje, że twoja zdolność oceny rzeczywistości słabnie, a hamulce puszczają. Jesteś teraz narażony na podejmowanie decyzji katastrofalnych w skutkach. Badania uczonych z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley wykazały, że alkohol jest przyczyną 23 proc. zdrad.

W knajpie: Zanim coś zrobisz, poproś o radę przyjaciela. Najlepiej tego, który wypił mniej niż ty. Dobra rada może naprawić twoje hamulce.

W domu: Żal za grzechy jest wskazany, ale zastanów się, skąd w ogóle wzięła się taka pokusa i co możesz z tym zrobić. Czasami doceniamy wartość związku wtedy, kiedy jego istnienie jest zagrożone.

Piąta kolejka

Spustoszenia: Ryzykujesz, że będziesz powłóczył nogą albo ręką. Badania przeprowadzone w Centrum Medycznym Beth Israel Deaconess w Bostonie dowiodły, że 4 kufelki dziennie zwiększają ryzyko wystąpienia udaru mózgu o 45 proc.

W knajpie: Alkohol obniża poziom potasu i magnezu w organizmie. Te minerały są odpowiedzialne za regularną pracę serca. Napoje izotoniczne pomagają uzupełnić niedobór tych elektrolitów.

W domu: Im zdrowsze jest twoje serce, tym mniejsze ryzyko udaru. Nie obciążaj go więc dodatkowo. Absolutna podstawa: Nie pal papierosów, ruszaj się, kontroluj wagę oraz ciśnienie krwi.

Szósta kolejka

Spustoszenia: Twoja wątroba. Podczas rozkładania alkoholu powstają produkty uboczne, takie jak aldehyd octowy. W Twoim ciele wzrasta ilość toksyn, co wywołuje mdłości i bóle głowy. Z czasem nagromadzenie aldehydu octowego może prowadzić do włóknienia i marskości wątroby.

W knajpie: Odpuść następne kolejki, a wtedy organizm będzie produkował mniej aldehydu octowego. Jeśli nie możesz, wybierz coś słabszego. I nie zapominaj o jedzeniu. Najlepiej sięgnij po słodką bułkę albo solone orzeszki.

W domu: Pomóż wątrobie i po szczególnie ciężkich nocach łykaj preparaty z sylimariną. Pomogą jej się zregenerować.

Napisy końcowe, czyli siódma kolejka

Tak naprawdę jesteś o krok od zerwania filmu i właściwie nie ma już sensu dalej pić. No chyba że postanowiłeś komuś udowodnić, że jest ci absolutnie obojętne, gdzie będziesz spał tej nocy.

Spustoszenia: Twój mózg się usamodzielnia. Możesz mieć zaburzenia, sprawiające, że na widok pierwszej z brzegu blondynki zaczniesz się zastanawiać, skąd się tu wzięła Pamela Anderson. Po prostu pod wpływem alkoholu ośrodek widzenia i interpretacji bodźców wzrokowych w twoim mózgu nie funkcjonuje prawidłowo. Jednak badania uczonych z Manchester University wykazały, że nie tylko alkohol jest odpowiedzialny za zaburzenia widzenia. "Nawet trzeźwa osoba w ciemnym, zadymionym barze może doświadczyć podobnych piwnych wizji jak ta, która wypije 6 kufli w jasnym pomieszczeniu" - wyjaśnia okulista, prof. Nathan Efron.

Środki doraźne: To może być trudne w stanie, w którym się znajdujesz. Postaraj się oszacować "stopień upojenia", mnożąc ilość drinków lub piw przez stopień zadymienia pomieszczenia (w skali od 1 do 10, gdzie 10 oznacza siekierę wiszącą w powietrzu). Otrzymaną liczbę podziel przez wartość określającą oświetlenie twojej "wizji", np. Pamela (w skali od 1 do 15, gdzie 1 oznacza "murzyńskie" ciemności). Pomnóż wartość przez ilość metrów, jakie dzielą cię od ślicznotki. Wynik w okolicach 5 oznacza, że twój mózg i oczy są całkiem sprawne. Powyżej 10 - policz jeszcze raz.

Naprawa: "Jeśli obudziłeś się z kimś w łóżku i teraz bardzo tego żałujesz, zdobądź się na szczerość" - radzi psycholog, dr Petra Boynton. "Na szali znajdują się zagadnienia szacunku i pewności siebie. Zamiast więc przedłużać sytuację, dając fałszywy numer telefonu lub tłumacząc się, wyjaśnij, że dobrze się bawiłeś i na tym chcesz poprzestać".

Po kolei

1. Drugi drink podnosi samoocenę i obniża poziom wody w organizmie.
2. Trzeci zwiększa ryzyko, że upuścisz szklankę, zanim ją postawisz.
3. Po czwartym dekalog wydaje ci się prawem nieco zbyt surowym.
4. Piąty stanowi już poważne niebezpieczeństwo dla serca.
5. Szósty jest jak kopniak w wątrobę. Będzie cię jutro bolała.
6. Siódmy. Przestajesz kontrolować swoje ciało. Pora poszukać pomocy. Na przykład dzwoniąc po taksówkę.
7. Ósmy? Jak chcesz, ale pod warunkiem, że masz dobrą polisę...

Men's Health

dodajdo.com

Jestem częścią całości


Gdy przyszedłem do AA, uznałem, że "oni" są bardzo miłymi ludźmi - może trochę naiwnymi, trochę zbyt wylewnymi w okazywaniu przyjaźni, ale ogólnie rzecz biorąc przyzwoitymi i szczerymi (z którymi ja sam nie miałem nic wspónego). Widywałem "ich" na mityngach - w końcu, to właśnie tam "oni" istnieli i przebywali. Witając się i żegnając, podawałem "im" rękę, a gdy tylko wychodziłem z sali, całkiem o "nich" zapominałem.
Pewnego dnia moja Siła Wyższa - w którą wtedy jeszcze nie wierzyłem - natchnęła naszą lokalną społeczność pomysłem zorganizowania pewnego projektu, który nie był związany ze Wspólnotą, ale w którym uczestniczyło wielu jej członków. Pracowaliśmy razem i wówczas poznałem "ich" jako ludzi. Zacząłem "ich" podziwiać, a nawet darzyć sympatią i - niejako wbrew własnej woli - cieszyć się "ich" towarzystwem i tym, jacy są. Sposób, w jaki "oni" stosowali Program w swoim codziennym życiu - nie ograniczając się jedynie do wypowiedzi na mityngch - pozytywnie przyciągnął moją uwagę, tak że zapragnąłem osiągnąć to, co "oni" już osiągnęli. I nagle "oni" przerodzili się w "nas". Od tamtej pory nigdy nie sięgnąłem po alkohol.

Krok 1


Dzisiejszego dnia wykonałam najtrudniejszy telefon mojego życia. Zanim wykręciłam numer, przez dobre godzin biłam się z myślami, czy to odpowiedni czas na podejmowanie tak trudnych decyzji. Czy to czas, by...w jakiś sposób, rozdrapać rany...Na samą myśl zbiera mi się na płacz.

Spoglądałam dziś kilka godzin na mój telefon i czułam jak z sekundy na sekundę serce bije mi mocniej. I to dziwne uczucie w klatce piersiowej. Taki nieokreślony ciężar, przypominający ogromny głaz uciskający mi mostek. Myślę, że nie tyle fizycznie czuje taki kamol...Co psychicznie. To niesamowite, jak człowiek sam siebie blokuje.

W ogóle sobie nie wyobrażam spotkania z panią "Emocja" (pozwole sobie ją tak nazywać). Jak zacząć, jak rozpocząć tą rozmowę...Jak to w ogóle będzie wyglądać? Co, ja siąde i tak strumieniem powiem co myśle, czuje...Wszystkie te emocje, które czułam kilkanaście lat i które skutecznie dusiłam w sobie?

W końcu zadzwoniłam. Wykręciłam numer. Usłyszałam dwa sygnały, a potem miły i rzeczowy ton pani Emocji. Rozmowa nie trwała dłużej niż 2-3 minuty. Jednak...miałam wrażenie, że dłuży mi się w nieskończoność. Zwłaszcza, najgorsze na początku było pytanie..."Ale jeśli można, to jaki jest pani problem?".Zamurowało mnie. Nie wiedziałam zupełnie co powiedzieć. Jak o tym powiedzieć...Czy odłożyć jednak słuchawke, zakończyć rozmowe?

Jednak dokończyłam. Umówiłam się na spotkanie. Nie ma odwrotu. Dość uciekania.

Jeszcze jakiś czas po telefonie, czuje się zupełnie rozhisteryzowana. Mam łzy w oczach. Chce krzyczeć jak bardzo się boję. Jak jestem przerażona, jak bardzo...Nie potrafie odnaleźć się w sytuacji, w której jestem...Jak bardzo potrzebuje wsparcia.

Czyli...czas na zmiany?

źródło: Z pamiętnika córki Nie AA

dodajdo.com

Duchowość


Duchowość to nie coś co istnieje gdzieś daleko
lecz niepokój który tkwi w głębi każdego z nas.

Ronald Rolheiser


dodajdo.com

Czy odstraszamy nowo przybyłych?


Wyobraźmy sobie sytuację: Na swoim pierwszym mitingu patrząc i
słuchając "nowy" nabiera otuchy. "Może ja również potrafię wytrzeźwieć?.
Ale jak to ugryźć?. Czego ci ludzie będą chcieli ode mnie?". Kiedy
miting kończy się odmówieniem "Ojcze nasz..." jest pewien, że próbują go
wciągnąć do jakiejś dziwnej sekty religijnej. Wychodzi i nigdy nie wraca.

Czy coś podobnego wydarzyło się ostatnio w twojej grupie?
Oczekujemy duchowej a nie religijnej orientacji, a mimo to wiele grup
odmawia tę religijną modlitwę na zakończenie mitingu.

Ta niezgodność nasunęła mi myśl, że neutralna modlitwa (np.
Modlitwa o pogodę ducha) będzie mniej odstraszająca dla niewierzących
nowicjuszy. Podzieliłem się tym spostrzeżeniem na jednym z naszych
mitingów organizacyjnych, ale nie zostało to dobrze przyjęte. "Program
działa 50 lat" - powiedział ktoś - "zostaw to w spokoju".

Nadal nie mogę się zgodzić, żeby "Ojcze nasz..." było częścią
programu AA. To jest religijna modlitwa używana przez liczne wyznania
chrześcijańskie przez setki lat.

Mój pierwszy kontakt z AA pozostawił wrażenie, że każdy musi
przyjąć jakąś religię aby osiągnąć trzeźwość. Wychowałem się w
środowisku religijnym ale w trakcie lat picia stałem się ateistą. Nie
chciałem mieć nic wspólnego z religią i przez pięć lat nie pokazywałem
się w AA. - Jestem jednym z tych szęśliwców, którym udało się powrócić.

Dziś mam program duchowy i wierzę w Siłę Wyższą ale nadal nie
praktykuję żadnej religii. W świecie mojej duchowości nie ma ani nieba
ani piekła, nie ma też grzechów. Mnie program AA uczy, że duchowy styl
życia jest niezbędny dla zachowania trzeźwości ale wiara religijna jest
sprawą wyboru.

Założyciele AA byli świadomi, że nie powinniśmy mieć żadnych
religijnych powiązań. AA było jedną z odrośli Grup Oksfordzkich a jednym
z powodów szukania przez nie własnej drogi było twarde stanowisko
religijne tych wspólnot. Grupy Oksfordzkie usychały aż upadły. AA
rozkwitało i nadal prosperuje.

Niektórzy z was mogą powiedzieć że ten pomysł jest zbyt
kontrowersyjny ponieważ wielu uczestników AA praktykuje jakąś religię -
więc odpadną. Nie sądzę aby usunięcie religijnych modlitw z mitingów
aowskich było kontrowersyjne - nawet osoby religijne zgodzą się z tym,
że religia nie powinna być częścią mitingu.

Być może stąd jest tak wielu wierzących w AA, bo odstraszamy
wielu potencjalnych uczestników nie praktykujących żadnej religii.

/Bob M. South Lake Tahoe, Kalifornia/

Tytuł oryginału " Are We Scaring Newcomers Away?" "AA Grapevine",
czerwiec 1988. Tłum. A. Pawłowski
Teksty był publikowany w kwartalniku Komisji Edukacji w Dziedzinie Alkoholizmu i Innych
Uzależnień "Arka" w jednym z pierwszych numerów.

dodajdo.com

Understanding the High-Functioning Alcoholic - Sarah Allen Benton



podgląd ksiązki
Kup teraz Empik.com

"Alcoholism has many faces and high functioning alcoholics are invisibly among us every day. Congratulations and thanks to Sarah Allen Benton for the courage she displays by showing her face and telling her story." --David L. Rosenbloom, PhD President, National Center on Addiction and Substance Abuse at Columbia University (CASA)

"I hope this book will help to puncture the myth that alcoholism/addiction is a condition associated with those with less education or lower incomes. Too often, individuals in powerful or highly respected positions suffer much longer than necessary because they and those around them (including their treatment providers) are blinded by their social status. Professionals may delude themselves despite facing a higher-than-average risk, seeking help only after their careers are coming apart." --Jeffrey Fortgang, Ph.D., CAS Psychologist/Addictions Specialist for Lawyers Concerned for Lawyers

"Sarah Allen Benton's work brings to life and thoroughly examines the risks and challenges that confront one-fifth of our nation's alcoholics, an often seemingly invisible element of our dysfunctional adolescents and adults, the high functioning alcoholic. This work will be a useful resource for lay person, professional and trainee interested in a realistic and professionally informed understanding of high functioning alcoholics and the Twelve-Step recovery process. Those whose loved ones are suffering and living the effects of high-functioning alcoholism as well as HFAs themselves will find important identifying information and resources for hope and change." --Robert M. Klein, MD, MBA Director of Behavioral Health, Northeastern University Health and Counseling Services Assistant Clinical Professor, Tufts University School of Medicine

"Sarah Benton's book Understanding the High-Functioning Alcoholic is a gift to both clinicians and clients alike. It is a thorough and insightful discussion of an often misunderstood and mistreated clinical group that frequently does not respond well to traditional psychotherapy, or psychopharmacology, or simply Twelve Step approaches. Sarah presents an integrated treatment approach in a highly personal and engaging way that truly bridges the gap between research, clinical work and moving personal experiences. Despite 35 years of working with this population of substance abusers, I was delighted to see how much I learned from Sarah's book. The highest compliment that I can pay her for this accomplishment is that I immediately thought of many clients and therapists that I could give it to." --David Treadway, Ph.D. Addiction Specialist Author: Before Its Too Late: Working with Substance Abuse in the Family

"Through telling case examples, interviews with recovering alcoholics of all ages, accomplished professionals and executives, and through her own reflections, Sarah Allen Benton brings to awareness that the largest majority of alcoholics are high functioning and, too often, go undetected. Drawing on the experience of high functioning alcoholics, including her own experiences, this book is both instructive and inspiring." --Edward J. Khantzian, MD Clinical Professor of Psychiatry, Harvard Medical School at the Cambridge Health Alliance

"[E]xplores in depth a hidden class of alcoholics that are professionally successful; topics include High-Functioning Alcoholics (HFAs) in high school, college, and as emerging adults."

dodajdo.com

Wysokofunkcjonujący alkoholik - Sarah Allen Benton


Świetnie radzą sobie w pracy, odnoszą sukcesy i mają szczęśliwą rodzinę. W niczym nie przypominają stereotypowego pijaka. Nikt nie wie, że są alkoholikami, oni sami też temu zaprzeczają. Nie szukają pomocy, ponieważ uważają, że jej nie potrzebują. O wysokofunkcjonujących alkoholikach opowiada jedna z nich – psycholog Sarah Allen Benton.

Agnieszka Chrzanowska: – Po którym drinku zdała sobie Pani sprawę z tego, że jest piękną, młodą, robiącą karierę... alkoholiczką?
Sarah Allen Benton: Zawsze piłam dużo alkoholu, ponad pięć drinków jeden za drugim, i zdarzały mi się luki w pamięci. Planowałam zmienić ten styl życia, gdy ukończę college. Jednak po uzyskaniu dyplomu nic się nie zmieniło. Gdy miałam 23 lata, postanowiłam, że przez pół roku nie wezmę do ust nawet kropli alkoholu. Miałam nadzieję, że ta przerwa rozwiąże mój problem. Potem jednak znów zaczęłam sięgać po alkohol i znów pojawiły się luki w pamięci. Dopiero cztery lata później, po wielu nieudanych próbach picia „normalnie”, zaczęło towarzyszyć mi ogromne poczucie winy i wstydu. Wreszcie byłam gotowa przyznać, że jestem alkoholikiem.

Czy pamięta Pani, kiedy ostatni raz była Pani pijana?
– Tak. Obudziłam się wtedy w nieznanym pokoju, popatrzyłam w sufit i pomyślałam: „Nie mogę tak dalej żyć”. Mimo to, choć później żyłam w trzeźwości i uczestniczyłam w programie terapeutycznym, zadawałam sobie pytanie, czy rzeczywiście jestem alkoholikiem. To był mój mechanizm zaprzeczania. Od pięciu lat jestem już trzeźwa.

Niektórzy alkoholicy, tak jak Pani kilka lat temu, nie pasują do stereotypowego obrazu zataczającego się, obszarpanego i brudnego pijaka. W swojej książce „Understanding the High-Functioning Alcoholic" pisze Pani o wysokofunkcjonującym alkoholiku. Kto nim jest?
– Wysokofunkcjonujący alkoholik [z ang. high-functioning alcoholic, HFA – dop. red.], choć ma problem alkoholowy, utrzymuje pewną zewnętrzną fasadę swojego życia: pracę, dom, rodzinę i przyjaźnie. HFA cierpi jednak na tę samą chorobę, co zataczający się i obszarpany alkoholik, tyle że objawia się ona i rozwija w inny sposób. HFA nie są traktowani przez otoczenie jak alkoholicy, ponieważ odnoszą sukcesy i dobrze im się wiedzie w życiu. Ich osiągnięcia i dokonania sprawiają, że zarówno sam wysokofunkcjonujący alkoholik, jak i jego otoczenie, bliscy i współpracownicy zaprzeczają istnieniu problemu. HFA rzadziej odczuwają potrzebę szukania pomocy. Z łatwością prześlizgują się przez system opieki medycznej i psychologicznej bez postawionej diagnozy.

Czy może Pani wskazać typowe cechy wysokofunkcjonującego alkoholika?
– Na podstawie rozmów z wieloma trzeźwymi HFA stworzyłam listę takich cech, wciąż jednak nie jest ona kompletna. Po pierwsze, HFA prezentuje specyficzny wzorzec picia. Po spożyciu jednego drinka odczuwa nieodparte pragnienie wypicia kolejnego i nie jest w stanie przewidzieć, ile alkoholu jeszcze wypije. Wciąż myśli o następnej okazji, kiedy będzie mógł się napić. Gdy jest pod wpływem alkoholu, zachowuje się w nietypowy dla siebie sposób i stale powtarza niepożądane zachowania. Po drugie, HFA zaprzecza istnieniu problemu i nie szuka pomocy. W swojej opinii nie jest alkoholikiem, ponieważ nie pasuje do stereotypowego obrazu osoby z problemem alkoholowym oraz czuje, że ma kontrolę nad swoim życiem. Nadużywanie alkoholu usprawiedliwia stresem lub traktuje jako nagrodę. Po trzecie, HFA cieszy się szacunkiem w swoim środowisku, odnosi sukcesy, potrafi utrzymać relacje towarzyskie, otacza się jednak ludźmi, którzy nadużywają alkoholu.

Młodzi, zdolni alkoholicy prowadzą „podwójne życie”...
– Tak, to kolejna charakterystyczna cecha HFA. W przekonaniu otoczenia świetnie sobie radzi, w rzeczywistości jednak jego życie jest rozbite – rozdziela życie zawodowe, osobiste i alkoholowe. Inna ważna cecha HFA, to fakt, że doświadcza on niewielu namacalnych strat i konsekwencji picia. Myśli, że skoro nie stracił wszystkiego, to znaczy, że nie sięgnął dna. Często jednak już jest na dnie, tyle że nie jest w stanie tego zauważyć.

Czym HFA różni się od „typowego” alkoholika?
– Jak wspomniałam, oba typy cierpią na tę samą chorobę, tyle że różnie się ona u nich objawia i rozwija, inaczej też jest odbierana przez ich otoczenie. W 2007 roku National Institute on Alcohol Abuse and Alcoholism przeprowadził badanie, które pozwoliło podzielić osoby nadużywające alkoholu na pięć podtypów. Okazało się, że 20 proc. osób to alkoholicy „funkcjonalni”, 32 proc. – „młodzi dorośli”, 21 proc. – „młodzi antyspołeczni”, 19 proc. – osoby w średnim wieku cierpiące na zaburzenia psychiczne, a tylko 9 proc. to osoby cierpiące na ciężki alkoholizm chroniczny. Ta ostatnia kategoria odpowiada stereotypowemu alkoholikowi niskofunkcjonującemu. Niektórzy eksperci zajmujący się uzależnieniami podają, że ponad 75 proc. alkoholików to wysokofunkcjonujący alkoholicy: młodzi, zdolni, dobrze zarabiający, robiący świetne kariery.

Czy pewne cechy osobowości wiążą się z większym ryzykiem stania się HFA?
– Pewne cechy osobowości pomagają wysokofunkcjonującym alkoholikom zachować pozory, tak ważne w ich przypadku. To przede wszystkim przywiązanie do zewnętrznego sukcesu, perfekcjonizm, potrzeba sprawdzania się, dobre radzenie sobie w sytuacjach stresujących. HFA są osobami towarzyskimi i sympatycznymi, z łatwością porozumiewają się z innymi ludźmi i dobrze funkcjonują w grupie. Mają dużo energii fizycznej, w pracy są skrupulatni, często są pracoholikami, pragną odnieść sukces materialny, lubią współzawodniczyć.

I nie lubią myśleć o sobie jako alkoholiku?
– Stosują więc różne mechanizmy obronne, np. mechanizm zaprzeczenia. Jestem pracownikiem roku, jeżdżę drogim autem, więc jaki ze mnie pijak? W przekonaniu HFA i ich bliskich, alkoholik to osoba bezrobotna lub taka, której źle się wiedzie w pracy, często bezdomna, której życie legło w gruzach. A HFA funkcjonuje dobrze! Tak postrzega go otoczenie. Wciąż kieruje swoim życiem, odnosi sukcesy i dlatego czuje się usprawiedliwiony, „lepszy” od alkoholika leżącego na ławce w parku. Wysokofunkcjonujący alkoholik określa picie jako nieobarczony negatywnym znaczeniem nawyk czy nieistotną wadę. Uważa, że sięganie po alkohol jest uzasadnione: ciężko pracuje/dużo się uczy, a wypicie drinka łagodzi stres i jest swoistą nagrodą. Poza tym, skoro pije drogie, markowe alkohole i bywa na eleganckich przyjęciach, to nie jest alkoholikiem...

Jak wyglądają relacje wysokofunkcjonujących alkoholików z bliskimi, z rodziną?
– Poważnym problemem jest to, że ich bliscy zaprzeczają istnieniu problemu. Nie chcą uwierzyć, że ich mąż, córka, brat jest „prawdziwym” alkoholikiem. Mechanizm zaprzeczenia sprawia, że rodzina nie interweniuje, bo nie ma dowodów w postaci namacalnych strat. Często HFA jest głównym żywicielem rodziny i bliscy nie mają lub nie chcą mieć na niego wystarczającego wpływu. Nie są w stanie przekonać go, że potrzebuje pomocy.

Partnerzy wysokofunkcjonujących alkoholików skarżą się, że w ich związku brakuje bliskości. Dzieje się tak dlatego, że to alkohol jest najlepszym przyjacielem HFA, a z nim trudno rywalizować. HFA dba o finanse rodziny, dostarcza środków na życie, nie jest jednak wsparciem dla współmałżonka i dzieci, zaniedbuje bliskich pod względem emocjonalnym.

A jak HFA funkcjonują w szerszym otoczeniu społecznym?
– Zabiegają o takie towarzystwo, w którym pije się dużo alkoholu. W pracy nawiązują kontakty z kolegami, z którymi mogą wyjść na drinka w drodze do domu czy podczas weekendu. Niektórzy HFA robią coś przeciwnego – izolują się od współpracowników i piją w samotności. Część wysokofunkcjonujących alkoholików pod wpływem alkoholu przejawia ryzykowne zachowania seksualne, zdradzają partnera i mają problemy z utrzymaniem stałego związku.

Kto dominuje wśród wysokofunkcjonujących alkoholików: kobiety czy mężczyźni?
– Przeprowadzono niewiele badań nad HFA, które koncentrowałyby się na różnicach między kobietami i mężczyznami. Spotkałam się jednak z wynikami badań dotyczącymi środowiska pracy, które wykazały, że kobiety wykonujące męskie zawody częściej nadużywają alkoholu niż te, które pracują w typowo kobiecych zawodach.

Z jakimi problemami muszą się zmierzyć kobiety HFA, zmagając się ze swoim uzależnieniem? Czy są tak samo traktowane przez otoczenie jak mężczyźni?
– Przypuszczam, że uzależnione kobiety w różnych kulturach muszą zmagać się z odmiennymi problemami. W kulturze amerykańskiej stereotypowy alkoholik to stary, bezdomny mężczyzna. Taki obraz może stanowić barierę utrudniającą kobietom uzyskanie pomocy. Także kobiety HFA i ich bliscy często bagatelizują problem albo nie traktują go poważnie. Wiele kobiet wstydzi się przyznać do alkoholizmu, zwłaszcza gdy wiąże się to z ujawnieniem, że pod wpływem alkoholu miały kontakty seksualne z przypadkowymi partnerami.

Co sprawia, że HFA udają się do terapeuty? Kiedy zdają sobie sprawę, że potrzebują pomocy?
– HFA często przychodzą do terapeuty z innym problemem niż uzależnienie. Może to być np. pogorszenie się ich relacji z ludźmi, zaburzenia snu, problemy w pracy, lęk, depresja. Potrzebują pomocy w zrozumieniu, że u podłoża doświadczanych dolegliwości leży alkohol, nawet jeśli sami nie dostrzegają żadnego związku między swoim piciem a problemem, który zgłaszają terapeucie. Problemy pochodne stanowią niejako drogę, którą można dostać się do głębszego problemu klienta – alkoholizmu. Część wysokofunkcjonujących alkoholików szuka pomocy po namowach rodziny, gdy weszli w konflikt z prawem lub mają kłopoty w pracy, bo nie są już tak wydajni jak dawniej.

Zgłaszający się na terapię HFA zdają sobie sprawę z tego, że piją za dużo, jednak nie wierzą w to, że są alkoholikami. Dlatego konieczne jest zbadanie wzorców spożywania alkoholu, które przejawia klient – czy doświadcza silnego pragnienia alkoholu, czy alkohol jest jego obsesją, czy zaszły zmiany w osobowości, czy ma za sobą nieudane próby kontrolowania picia. Często HFA zgłasza się po pomoc do terapeuty dopiero po wielu nieudanych próbach kontrolowania picia.

Czy leczenie HFA przebiega podobnie jak w przypadku "typowego" alkoholika?
– Leczenie HFA w taki sposób, jak leczy się alkoholików niskofunkcjonujących to duże wyzwanie. Ponieważ HFA mają zdolność podtrzymywania zewnętrznej fasady życia, trudno nakłonić ich do zmiany nawyków związanych z piciem alkoholu lub do zaprzestania picia. Okazują wtedy znacznie większy opór niż „typowi” alkoholicy, a swoje sukcesy przedstawiają jako dowód tego, że nie są alkoholikami.

Na początek terapeuta podejmuje więc dyskusję z klientem na temat istniejącego w społeczeństwie stereotypu alkoholika. Terapeuta powinien podważyć przekonanie klienta, że „pijak zatacza się, nie ma pracy i domu”, i poinformować go, że do tego opisu pasuje tylko 9 procent alkoholików, a znacznie większy odsetek to osoby „na kierowniczych stanowiskach, w świetnie skrojonych garniturach i w luksusowych domach”. Ważna jest również psychoedukacja dotycząca uzależnienia od alkoholu oraz uświadomienie klientowi, że alkoholizm nie wiąże się z tym, jak wygląda czyjeś życie na zewnątrz, ale dotyczy indywidualnego stosunku do alkoholu.

Na początku zachęca się HFA do ustalenia celów związanych z kontrolowaniem picia. Celem może być na przykład ograniczenie picia do dwóch dni w tygodniu i nie więcej niż trzech drinków za jednym razem. Trzeba taką „umowę” spisać i na kolejnych sesjach terapeutycznych śledzić, czy klient radzi sobie z realizacją swoich celów. Jeśli jest alkoholikiem, wcześniej czy później doświadczy porażki w realizacji swoich postanowień. I to będzie namacalny dowód, że jest uzależniony i konieczne jest zachowanie abstynencji.

Jak wygląda dalsza terapia, gdy HFA już przejrzy na oczy?
– Gdy HFA jest gotowy, by przyznać się, że jest alkoholikiem, należy określić, czy potrzebuje leczenia detoksykacyjnego. Jest ono niezbędne w przypadku osób uzależnionych fizycznie, bo w przeciwnym razie odstawienie alkoholu może być niebezpieczne. Oprócz terapii indywidualnej zaleca się również uczestniczenie w grupach wsparcia. Badania pokazują, że alkoholicy wynoszą wiele korzyści z takich grup, jak AA, SMART Recovery®, Women for Sobriety. Niekiedy konieczne jest również leczenie farmakologiczne. Ważne, by HFA nie porównywali się z niskofunkcjonującymi alkoholikami, których historie usłyszą na spotkaniach grupy wsparcia. Należy im natomiast pomóc uświadomić sobie, że dzieje się z nimi dokładnie to samo, co z cuchnącym pijakiem leżącym na ulicy.

źródło: Onet.pl


dodajdo.com

...NIE KOŃCZĘ KARIERY!!!" - wywiad z Piotrem Kostką-Godeckim


Connor: 20 lat na scenie, prawie trzy pokolenia szantymaniaków. Jak się czujesz wiedząc, że to Ty obudziłeś w nich ducha szant, że tak wielu, jak chociażby ja, zaczynało właśnie od ciebie?

Piotr Kostka-Godecki: Trochę krępujące i osobiste pytanie, ale dobra :)). Tak naprawdę nie wiadomo do końca czy to byłem tylko ja [ha, ha]. Jeśli nawet nie obudziłem - ale choćby jako jeden z wielu wykonawców - przyczyniłem się do obudzenia ducha szant w kilku pokoleniach, to jest to na pewno przyjemna świadomość :)). Przynosi dużo satysfakcji, dużo radości, zadowolenia. A skoro już mam odpowiedzieć serio jak ja się z tym czuję - to odpowiem: wspaniale, lekko, mam poczucie spełnienia, czuję, że jestem potrzebny - chce się żyć:))

Connor: Przez ten czas grałeś w wielu miejscach: sławny Empik Klub, pub "Lolek", Wetlina, Tawerna 10B, Gniazdo Piratów, Kliper. Z którym z nich i dlaczego wiążesz najmilsze wspomnienia?

Piotr Kostka-Godecki: Trudne pytanie. Wszystkie miejsca, w których grałem, były i są dla mnie ważne. Każde miało inny niepowtarzalny klimat. Z każdym na swój sposób czułem się szczególnie związany. Ciężko wybrać to jedno, z którym wiązałbym jakieś szczególnie miłe wspomnienia. Takim najbardziej wyrazistym miejscem jest bez wątpienia Empik. Dzięki szefowi panowała tam ciepła, domowa atmosfera. Myślę, że zarówno ja jak i bywalcy Empiku czuliśmy się swobodnie i bezpiecznie. Prywatnie bardzo ceniłem tego człowieka. Wielokrotnie, gdy byłem w potrzebie, pomagał mi i wspierał.

Connor: W piątek 27 czerwca w Gnieździe Piratów odbędzie się Twój pożegnalny koncert. A pamiętasz może swój pierwszy oficjalny występ? Gdzie miał miejsce? Jakie miałeś po nim odczucia?

Piotr Kostka-Godecki: Pierwszy oficjalny występ?! Tak, pamiętam oczywiście - 16 września 1989 r., pub "Der Elefant". Jeśli muzyka jest pasją, trudno takie wydarzenie zapomnieć :)) Poszliśmy na piwo z moim znajomym J. Gostkowskim, założycielem Sotter Clubu przy Warszawskim Ośrodku Kultury, Elektoralna 12, a zrobił się z tego niezwykły wieczór - z poezją, szantami, z muzyką biesiadną, trwający do wczesnych godzin porannych :)). Największym zaskoczeniem tego wieczoru było dla mnie to, że na koniec dostałem od szefa pieniądze za granie:)) iii... umówił się ze mną na następny raz i tak to się zaczęło:)). Pytasz, jakie miałem w związku z tym odczucia?! Radość, spełnienie, zaskoczenie... Pojawiły się nieśmiałe myśli o połączeniu pasji z pracą zawodową. Zajebiście:))

Connor: Czy miewałeś chwile słabości? Czy zdarzało się, że chciałeś zejść ze sceny i powiedzieć sobie: dość?

Piotr Kostka-Godecki: Oczywiście, że tak. Chyba każdy je ma. Najczęściej były związane z porażkami i przemęczeniem. Nigdy nie trwały długo, ponieważ tak naprawdę nakręca mnie to co robię na scenie dla ludzi.

Connor: Swego czasu między Twoimi wielbicielami zaczęły krążyć dwie nieoficjalne płyty. Jedna to nagranie live z Empik Klubu, druga nosi roboczy tytuł "WILK". Nie boisz się, że mając już twoją płytę ludzie odpuszczą sobie kupno tej oficjalnej?

Piotr Kostka-Godecki: Nie, nie boję się, ponieważ to jest inny koncert. Materiał był nagrywany profesjonalnie na wielu śladach, masteringowany - więc jego atutem jest jakość. Jest to nieporównywalne z koncertami nagrywanymi na dyktafon czy inne nośniki.

Connor: Na początek końca wywiadu zapytam Cię o powód zakończenia kariery. Przecież masz wielbicieli. Dla wielu szanty istniały tylko w twoim wykonaniu, byłeś dla nich jak guru, który prowadzi za rękę. Teraz znikniesz, i co będzie z nimi? Przestaną śpiewać szanty?

Piotr Kostka-Godecki: Przede wszystkim... NIE KOŃCZĘ KARIERY!!! Rozstaję się tylko z miejscami, w których jest alkohol. Powodem zakończenia kariery pubowej jest moja choroba alkoholowa. Nie chcę grać w miejscach, w których jest alkohol i nakręcać się panującą w nich atmosferą alkoholową. O resztę raczej powinieneś zapytać publiczność - nie mnie. Czy byłem dla nich guru i ewentualnie co zrobią, gdy zniknę z pubów - to oni powinni odpowiedzieć. Z muzyką i graniem nie zamierzam się wcale rozstać. I tyle.

Connor: Czy chciałbyś przekazać na pożegnanie swoim fanom jakieś życiowe motto, dobrą myśl, radę?

Piotr Kostka-Godecki: Mogę przekazać, ale dlaczego na pożegnanie??? Ja się z nikim nie mam zamiaru żegnać. No chyba, że oni ze mną, ale nic mi o tym nie wiadomo :)). Nie wyjeżdżam na Kamczatkę. Moje motto na niepożegnanie :)) : Graj tak jakbyś chciał swoją muzyką zmienić świat i jakbyś muzyką mógł zatrzymać wojnę.

Connor: Dzięki Piotrze za szczery wywiad. Życzę ci wytwałości w walce z nałogiem i do zobaczenia gdzieś... kiedyś.

Piotr Kostka-Godecki: Dzięki za wywiad. Myślę, że pomogłem.


źródło: Szantymaniak

dodajdo.com

Kim byłem, kiedy piłem


Byłem bombą, która bezustannie tyka. I jednocześnie saperem, który od czasu do czasu musi tę bombę rozbroić – pisze o sobie publicysta Piotr Bratkowski.

Bomba tyka szczególnie głośno, gdy zbliża się sylwester. Albo kiedy siedzę w jakimś kawiarnianym ogródku wśród przeuroczych, inteligentnych znajomych, którzy zamawiając kolejne drinki, przerzucają się błyskotliwymi opowieściami. A ja nie mogę się podłączyć, bo – by tak rzec – nie chwytam tonacji.

Ale najmocniej, kiedy mam kłopoty z napisaniem kolejnego artykułu. Powracają wówczas obrazy, zwłaszcza te z najbardziej dla mnie szczęśliwych lat 90. Siedzę przy komputerze i piszę tyleż doniosły, co błyskotliwy tekst. Mimo że ogromny, piszę go na jednym oddechu, nie wstając od klawiatury. Zdania niemal same pojawiają się na monitorze, mój umysł jest w tym szczególnym stanie, który kiedyś nazywano natchnieniem, a dziś raczej maksymalną, nadnormalną koncentracją. Czemu ją zawdzięczam? Radosnej świadomości, że będzie nagroda.

Już piszę ostatnie akapity i wiem, że znowu się uda: tekst będzie ozdobą weekendowego wydania „Gazety Wyborczej” lub – w nieco późniejszych czasach – okładką „Newsweeka”. Przez parę dni będzie się o nim mówić w środowisku. A ponieważ po wielu godzinach pracy mój mózg jest już zmęczony, żeby dać mu kopa, wypijam setkę wódki. Tylko jedną, wszystko mam pod kontrolą. Wiem, że czas na prawdziwe świętowanie przyjdzie, gdy postawię kropkę po ostatnim zdaniu. Wtedy pójdę na całość. Bez najmniejszego poczucia winy, przeciwnie – z błogą satysfakcją, że należy mi się nagroda. Właśnie taka nagroda.

A dziś rozmyślam sobie smętnie nad klawiaturą: co zrobię, gdy już wymęczę ten cholerny artykuł? Przed napisaniem każdego ważniejszego tekstu czuję się trochę jak Piotr Kostka-Godecki, pieśniarz szantowy, który – jak ja – po 30 latach picia zdecydował się na leczenie (i tak jak ja nie dokończył terapii). – Każde wyjście na koncert to dla mnie trzy dni męki. Chodzę rozdrażniony, czegoś mi brakuje, odczuwam jakiś ogólny chaos – mówi Kostka-Godecki. A co gdy się już tekst/koncert skończy? Ja, owszem, mogę sobie kupić lody, najlepiej – czekoladowo-wiśniowe. Ale przecież to nie będzie to samo co niegdyś duża flaszka żubrówki. Albo dwie, na wszelki wypadek.

Żeby rozbroić tę bombę, przywołuję inne, późniejsze obrazy. Sięgam po zachowany dramatyczny SMS od syna wysłany po moim ostatnim ciągu alkoholowym, gdy po przejściu terapii odwykowej i kilkuletniej abstynencji wróciłem do picia i już nie bardzo mogłem je pogodzić z pisaniem błyskotliwych tekstów i wypełnianiem innych ról społecznych. Nienawistne spojrzenia rodziny, gdy w środku dnia spadam z krzesła. Flaszka wyciągana z szafy o czwartej rano, by udręczony kilkudniowym piciem organizm pozwolił jeszcze na parę godzin snu. I kolejny duży łyk po definitywnym przebudzeniu, z przeraźliwą świadomością, że za kilka godzin muszę oddać tekst. Wypijam go bez nadziei, że wydobędzie ze mnie jakąś błyskotliwość. Tym razem chodzi tylko o to, by trafiać palcami w klawiaturę.

Choć w różnych tekstach nawiązywałem do własnych problemów alkoholowych, pierwszy raz piszę o tym tak otwarcie. To wciąż nie jest proste. Owszem, wielokrotnie pisał o tym Jerzy Pilch, otwarcie przyznawała się do swej choroby świetna aktorka Stanisława Celińska. Andrzej „e-moll” Kowalczyk, autor tekstów, kompozytor, który dziś pomaga muzykom niepełnosprawnym, mówi otwarcie, że nie jest alkoholikiem, ale w pewnym momencie życia wskutek depresji podlewanej alkoholem postanowił zamieszkać na Dworcu Centralnym. Ale artystom wolno: co najmniej od XIX wieku ostre picie jest częścią ich akceptowanego społecznie stylu życia. Jak ma o tym opowiedzieć bankowiec, korporacyjny dyrektor czy minister? – W Polsce osobom publicznym trudno jest zdecydować się na leczenie. Boją się, że o ich problemie dowiedzą się media, a to byłaby dla nich klęska – mówi terapeutka Alina Leciejewska-Nosal z warszawskiego Centrum Psychoterapii Ben Plus.

Alkoholizm dopiero od połowy zeszłego stulecia uznawany jest za chorobę, wcześniej utożsamiano go z pijaństwem rozumianym jako charakterologiczny czy moralny defekt. Ten stereotyp jest wciąż społecznie żywy: według niego alkoholik to ktoś nieradzący sobie w życiu, wyrzutek społeczny, menel czy wręcz potencjalny przestępca. – Alkoholicy z tego stereotypu to margines problemu: najwyżej 2-3 proc. wszystkich pijących – mówi Jadwiga Fudała, szefowa Działu Lecznictwa Odwykowego i Programów Medycznych z Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. – Reszta, przynajmniej przez jakiś czas, radzi sobie w życiu: ma pracę, rodzinę, nie odsuwają się od nich przyjaciele.

Co więcej, tacy alkoholicy często potrafią długo łączyć intensywne, chorobliwe picie z osiąganiem zawodowych sukcesów. Według amerykańskich badań alkoholikiem jest co czwarty prawnik z przynajmniej 20-letnim stażem, według brytyjskich – co 15. lekarz. W Polsce kobiety z wyższym wykształceniem piją więcej od swych koleżanek po podstawówce. Na całym świecie alkoholizmem są dotknięci nie tylko ludzie z marginesu i artyści, lecz także biznesmeni, menedżerowie, politycy. – Im bardziej stresogenny zawód, tym większe alkoholowe ryzyko. To dlatego często piją prawnicy, lekarze, prezesi dużych firm – mówi Alina Leciejewska-Nosal. – Transformacja ustrojowa sprawiła, że ludzie na wysokich stanowiskach piją więcej. Pracują często do późnego wieczora, a potem zostają sami ze swoim stresem i chcą go rozładować szybko, bo nie mają na nic więcej czasu. Alkohol to najprostsze rozwiązanie.

Nic dziwnego, że na świecie karierę robi ostatnio termin HFA. To skrót od angielskiego określenia high-functioning alcoholic, co oznacza: wysoko funkcjonujący alkoholik. W USA rozgłos zdobyła wydana ostatnio książka „Zrozumieć wysoko funkcjonującego alkoholika”. Jej autorka Sarah Allen Benton jest doradcą w bostońskiej klinice psychiatrycznej. I sama od pięciu lat wychodzi z nałogu. „Nikt nie myślał o mnie jako alkoholiczce. Moje sukcesy były maską, pod którą chowały się demony” – pisze o sobie.

Takich jak Benton są na świecie miliony, zdaniem autorki HFA stanowią połowę wszystkich alkoholików. Mają dobre posady, są eleganccy i wypielęgnowani, starają się dbać o kondycję fizyczną. Nie urządzają hucznych imprez, rzadko upijają się publicznie, stronią od ekscesów. Piją najczęściej w samotności, na przyjęcia czasem przychodzą z własnym alkoholem, który wypijają po kryjomu. Ale potrafią też przetrwać takie imprezy, pijąc umiarkowanie lub wcale – wiedzą, że po powrocie do domu będą mogli spokojnie wypić tyle, ile trzeba. I nie chcą – a nawet gdyby chcieli, to nie potrafią – rozpoznać się w stereotypie hałaśliwego i agresywnego, zdegradowanego społecznie alkoholika. Zazwyczaj ponadprzeciętnie inteligentni, używają umysłu, by zaprzeczyć, że mają problem z alkoholem. Jak niepijący od blisko 10 lat znany warszawski dziennikarz Roman Kurkiewicz.

Byłem ostatnią znającą mnie osobą, która dowiedziała się, że mam problem alkoholowy – ironizuje. – Kiedy piłem, zachowywałem pozory życia, pracy, uczucia. Cały wysiłek skierowany był w stronę ukrycia tego faktu przed innymi. Czyli tak naprawdę przed sobą samym. I to, jak mało co, udawało mi się do końca – mówi.

Bo naprawdę można tak długo i skutecznie funkcjonować. Bodaj pierwszym publicznie rozpoznawalnym Polakiem, który jeszcze w latach 80. dokonał alkoholowego coming outu, był prof. Wiktor Osiatyński – wówczas znany dziennikarz, dziś bardzo ceniony konstytucjonalista i zarazem ikona polskiego środowiska niepijących alkoholików. W opublikowanej kilka lat temu książce „Rehab”, będącej podsumowaniem jego walki z nałogiem, Osiatyński dokonał zadziwiającego na pozór bilansu.

Porównał swoje osiągnięcia zawodowe z okresów, gdy wpadał w kilkutygodniowe ciągi alkoholowe, z miesiącami, gdy udawało mu się ograniczyć picie. I wyszło mu, że w dłuższej perspektywie czasowej niczym się te fazy nie różniły – po wielodniowym ciągu potrafił się zmobilizować tak, by z podwójną energią nadrobić to, co zaniedbał, pijąc. To mechanizm znany bodaj każdemu HFA: tak naprawdę – co zwykle odkrywamy dopiero podczas terapii – pracujemy po to, żeby pić. Sukcesy zawodowe są paliwem podlewającym chorobę alkoholową, dostarczają nam alibi i tworzą komfort psychiczny niezbędny do tego, by pić bez poczucia winy i skutecznie zaprzeczać alkoholowemu problemowi. A w podtrzymaniu tego komfortu nieświadomie pomagają nam bliscy, którym długo potrafimy wmawiać (alkoholicy to świetni manipulatorzy), że alkohol jest niezbędną ceną za nasze sukcesy w innych dziedzinach życia.

– HFA nauczyli się tak żyć i kombinować, że mimo picia nie odnoszą ewidentnych szkód, zwłaszcza w pracy. A alkohol długo daje im złudzenie relaksu, spokojny sen, poczucie dobrego kontaktu z ludźmi – mówi Lubomira Szawdyn, psychoterapeutka i jedna z pionierek leczenia odwykowego w Polsce. Jadwiga Fudała z PARPA dopowiada: – Człowiek uzależniony z dobrym wykształceniem i dochodami raczej nie wyląduje na dworcu. Dzięki otoczeniu, które będzie go kryć, będzie funkcjonował na wysokich obrotach. I to nieraz bardzo długo, bo od pierwszych problemów z piciem do kompletnego upośledzenia kontroli nad uzależnieniem czasem mija nawet kilkadziesiąt lat.

Wiem o tym dobrze, bo długo właśnie tak funkcjonowałem. Alkohol nie tylko nie przeszkadzał mi w karierze, ale wręcz był z nią sprzężony. Pijąc, nie zalewałem smutków, tylko niejako stawiałem stempel na sukcesach i wzmacniałem poczucie zadowolenia z życia. Im bardziej czułem się życiowo spełniony, tym więcej piłem. A im więcej piłem, tym więcej spadało na mnie dowodów uznania, podwyżek finansowych, rosła moja pozycja zawodowa i społeczny prestiż. Ekscesy? Były raczej wspomnieniem z młodości; pod koniec lat 70. zdarzyło mi się po imprezie na obrzeżach Warszawy odzyskać świadomość świtem, gdy szedłem kompletnie mi nieznaną ulicą – jak się okazało – w oddalonym o 50 kilometrów Sochaczewie.

Dwadzieścia lat później piłem przeważnie w domu, najwyżej zbyt głośno nastawiając sobie piosenki Kaczmarskiego czy Cohena (przy posępnych balladach świetnie się pije). I – wiem, że zabrzmi to bełkotliwie – choć zdawałem sobie sprawę, że piję w sposób niekontrolowany, jednocześnie miałem poczucie, że nad tym niekontrolowanym piciem sprawuję jednak kontrolę. Owszem, jednorazowo wypijałem ogromne ilości alkoholu i bardzo dbałem, by mi go nie zabrakło. Ale robiłem to dwa, najwyżej trzy razy w tygodniu; nie wpadałem w ciągi i nawet klinowałem tylko wtedy, gdy wymuszała to na mnie jakaś niespodziewana sytuacja towarzyska. Kłopoty finansowe? Gdzież tam – nie szalejąc po knajpach, przepijałem tylko skromny procent rosnących dochodów. Zaniedbania w pracy? Skąd – w apogeum takiego modelu picia otrzymałem nową, bardzo atrakcyjną propozycję zawodową. Przyjąłem ją. I wtedy szybko wszystko się zawaliło.

Początkowo nic nie zapowiadało katastrofy. Przeciwnie, w nowym wówczas na rynku „Newsweeku” kierownik działu pracował od rana do wieczora. Co najmniej raz w tygodniu, gdy kończyło się pracę nad numerem, wychodziłem z redakcji grubo po północy; gdy przytrafiało się coś ekstra – bywało, że i o siódmej rano. Dobiegałem pięćdziesiątki, przy pracy w takim rytmie znalezienie czasu na picie zdawało się ponad siły. Do czasu. Alkohol wprawdzie na chwilę zniknął, ale wkrótce ze zdwojoną siłą upomniał się o swoje prawa. To, czego nie mogłem wypić w ciągu tygodnia, nadrabiałem w weekend. I to była właśnie katastrofa: po wielu latach alkoholowych przygód dopiero wtedy nauczyłem się pić ciągami, klinować z samego rana. A weekendy coraz częściej zaczynały się już w czwartek i niepostrzeżenie przeciągały się na poniedziałek.

Wysiadało mi zdrowie, rosły napięcia rodzinne, ukrywanie się z nałogiem zredukowało się już tylko do zachowywania smętnych resztek pozorów. Przesunięto mnie na niższe i mniej absorbujące stanowisko. Funkcjonowałem coraz gorzej, ale wciąż funkcjonowałem, pocieszając się, że jest w redakcji kolega pijący jeszcze ostrzej, a w każdym razie – bardziej spektakularnie. Ale w końcu i ja wpadłem, przez głupiego pecha. Piątego dnia ciągu (tak długie picie było nawet dla mnie czymś wyjątkowym) zadzwonił do mnie kolega redaktor i zapytał, kiedy oddam zamówiony tekst. Napisałbym go na czas, jestem pewny. Pech polegał na tym, że kolega był niepijącym od lat alkoholikiem. I mnie brutalnie zdemaskował, stawiając ultimatum: odwyk albo do widzenia.

Czy uratował mi życie? Pewnie tak. Jeff Herten, lekarz z Kalifornii, który przez 30 lat był wysoko funkcjonującym alkoholikiem, a potem opisał swe doświadczenia w poradniku „An Uncommon Drusnk”, twierdzi – jak zresztą większość specjalistów od leczenia uzależnień – że katastrofa jest najlepszą rzeczą, jaka może spotkać HFA. W przeciwnym razie będzie powoli umierał na wątrobę czy trzustkę. – Osoby o wysokim statusie społecznym mają ogromne problemy z podjęciem terapii – mówi Alina Leciejewska-Nosal. – Każdy alkoholik wstydzi się picia, ale im, przyzwyczajonym do sukcesów, wydaje się, że to totalna klęska. Wielu też nie jest w stanie poświęcić kilku miesięcy na terapię, więc korzystają z półśrodków, które tylko pogarszają ich stan, na przykład przed ważnym zebraniem robią sobie ekspresowe odtrucie.

Co więcej, zazwyczaj uważają, że ich problemy są jakimś wyjątkowym, „lepszym” wariantem alkoholizmu niż ten, którego doświadczają standardowi alkoholicy. – Dlatego w Polsce powstają cudowne kliniki, które za grube pieniądze oferują ekspresowe terapie w luksusowych warunkach – mówi Jadwiga Fudała. – Czasem ośrodka nikt nie kontroluje, nie wiadomo, jakie metody stosują terapeuci. A przy wychodzeniu z alkoholizmu nie ma drogi na skróty – dodaje.

Ja terapię odbywałem w zwykłej państwowej przychodni. Byłem zdesperowany, miałem do niej najbliżej i akurat tam miało się wkrótce zwolnić miejsce w grupie terapeutycznej. Jednym z pierwszych dogmatów, które tam poznałem, było to, że alkoholizm jest demokratyczny, może dopaść profesora filozofii i złodzieja. I wszystkich zrównuje. Ze swoimi dobrymi zarobkami i mocną pozycją zawodową cenionego publicysty nie jestem w niczym lepszy od kolegi, który skarży się, że idąc na terapię, pospieszył się z kupnem zapałek na bazarze – okazało się, że na sąsiednim straganie są o dwa grosze tańsze. Ani nawet od mającego kłopoty ze skleceniem dwóch zdań, umierającego powoli na trzustkę menela, który trafił na terapię tylko za sprawą wyroku sądowego.

Przyjąłem tę lekcję pokory. Przez następne miesiące to tym ludziom zwierzałem się z najbardziej intymnych przeżyć, z najbardziej upokarzających upadków alkoholowych. Przestałem pić, choć część kolegów z grupy terapeutycznej stopniowo się wykruszała. I w tym też nie było niczego wyjątkowego, bo jak zauważa Lubomira Szawdyn, gdy już HFA przełamie w sobie opory przed rozpoczęciem terapii, idzie mu zazwyczaj lepiej: – Ich terapia jest szybsza, bo łatwiej idzie rozbijanie towarzyszących piciu mechanizmów obronnych i racjonalizacji. Czasem wystarcza, że wykształcony alkoholik przeczyta wszystkie publikacje na temat alkoholizmu, by pomogło.

Ja sobie właśnie tak poradziłem, gdy w kilka lat po terapii dopadł mnie nawrót. Poradziłem? Ostrożnie! Jaromir Nohavica, sławny czeski bard, przez wiele lat pijący nałogowo, mówi „Newsweekowi”: – Uważam dziś, że alkohol to mało ważna część życia. A Roman Kurkiewicz dodaje: – Po raz pierwszy cieszę się życiem i tym, co robię. Czy ja mógłbym, z ręką na sercu, powiedzieć tak samo? Hm. Prędzej, znów za Romkiem Kurkiewiczem, że „uczę się życia, którego nie nauczyłem się wcześniej”. Budzę się, gdy cały dom jeszcze śpi. Robię kawę wychodzącemu do szkoły synowi. To żałosna rekompensata za to wszystko, czego nie zrobiłem dla niego, gdy byłem pijany. Ale on jest na tyle inteligentny, że chyba rozumie symboliczny sens tej kawy. A potem zasiadam do komputera i doceniam to, że trafiam palcami w klawiaturę.

Wciąż jednak czuję się jak tykająca bomba. Choć czasem to tykanie cichnie. Gdy pisałem ten tekst – może najtrudniejszy w moim życiu – dostałem e-maila: „Nam wszystkim, jak piłeś, potwornie na tobie zależało. Pamiętam, że stałam w oknie codziennie rano i patrzyłam, czy przyjeżdżasz samochodem, czy taksówką – jak taksówką, wiadomo... I wszyscy, choć pewnie nie miałeś pojęcia, bardzo trzymaliśmy kciuki, żeby ci się udało”.

Napisała mi to dziewczyna, która kiedyś była moją podwładną. A po latach namówiła mnie, bym napisał ten tekst. Więc, Violu, nie wiem, czy mi się udało: bo jeśli alkoholik pomyśli, że ma już sprawę z alkoholem z głowy, jest o krok od katastrofy. Ale mogę ci powiedzieć tyle, że jeśli dziś czasem przyjeżdżam taksówką do pracy, to tylko dlatego, że na tym waszym Służewcu są koszmarne kłopoty z parkowaniem. A teraz zjem loda, mam spory zapas w zamrażalniku.

źródło: Newsweek


dodajdo.com

Alkoholicy z klasą


Sarah Allen Benton zupełnie nie przypomina stereotypowego alkoholika. Zdobyła tytuł magistra nauk ścisłych na Northeastern University, jest także licencjonowanym doradcą w poradni zdrowia psychicznego na Emmanuel College w Bostonie. Od pięciu lat wychodzi z nałogu. Napisała doskonała książkę o ludziach takich jak ona sama: ”Understanding the High-Functioning Alcoholic” (”Zrozumieć wysokofunkcjonującego alkoholika”).

Alkoholicy ”wysokofunkcjonujący” (określenie znane w psychiatrii) to ludzie prowadzący ”normalne”, a nawet stosunkowo zamożne życie, mający dobrą pracę, często własny dom, rodzinę, przyjaciół. Ich nałóg jest tajemnicą – nawet jeśli jest to tajemnica poliszynela – do chwili, kiedy zdarzy się coś, co sprawi, że oni sami albo ich bliscy uświadomią sobie bolesną prawdę. Dopiero wtedy taki ”alkoholik z klasą” zmuszony jest do podjęcia leczenia albo traci wszystko.

Ukryty problem

Typowy wysokofunkcjonujący alkoholik (określany często skrótem HFA, od angielskiego określenia ”High-Functioning Alcoholic”) nie przyznaje się do swojego nałogu ani przed sobą, ani przed innymi. Jego współpracownicy, krewni i znajomi także nic nie wiedzą – albo udają, że nic nie wiedzą, przez co pogłębiają tylko problem.

- Historie HFA rzadko są opisywane - pisze Benton - Także dlatego, że najczęściej nie są to typowe tragedie, ale dzieje cichego cierpienia.

Opierając się na badaniach i doświadczeniu zawodowym Sarah Benton ocenia, że mniej więcej połowa wszystkich osób uzależnionych od alkoholu to HFA. Ich nałóg może trwać latami – tak długo, aż w ich życiu dochodzi do jakiegoś poważnego kryzysu wywołanego przez alkohol. Może to być aresztowanie za jazdę po pijanemu, kłopoty związane z molestowaniem seksualnym pod wpływem alkoholu, pozew rozwodowy od współmałżonka, który nie jest w stanie dłużej znieść picia i wynikających z niego problemów…

Czasami zdarza się także sytuacja taka, jak w przypadku samej Benton: alkoholik zaczyna poszukiwać fachowej pomocy, bo zdaje sobie sprawę, że mimo podejmowanych wysiłków nie jest w stanie kontrolować swojego picia i boi się, że prędzej czy później doprowadzi to do tragedii.

Wielu znanych ludzi publicznie przyznawało się do swoich problemów z alkoholem i walki o wyjście z nałogu, zanim uzależnienie zniszczy ich życie. Byli wśród nich Betty Ford (żona prezydenta Geralda Forda), astronauta Buzz Aldrin, aktorki Elizabeth Taylor i Mary Tyler Moore, aktor Robin Williams, piosenkarze Keith Urban and Eric Clapton, legenda futbolu amerykańskiego Joe Namath i były prezydent USA George W. Bush.

Ale takich jak oni są miliony – dentyści i lekarze, profesorowie i nauczyciele, adwokaci i sędziowie, dziennikarze i pisarze, strażacy i menadżerowie dużych firm, którzy całymi latami pracują i prowadzą ”normalne” życie, nadużywając jednocześnie alkoholu i często narażając przez to życie własne i innych. Chirurdzy operują trzęsącymi się po alkoholu rękami, ale ich koledzy – choć podejrzewają w czym problem – nie mają odwagi stawić im czoła. Pracownicy kryją pijących kolegów przed szefami. Benton podkreśla, że najtrudniej wykryć i leczyć alkoholizm u osób mających władzę, bo takich ludzi najmniej się kontroluje, a przy tym wymaga się od nich, aby dobrze funkcjonowali w sytuacjach stresowych i pod presją. Poza tym, zwykle wysokie zarobki ułatwiają im radzenie sobie przynajmniej z finansowymi konsekwencjami picia.

Amerykański dziennikarz i pisarz Pete Hamill tak opisywał to w autobiograficznej książce ”Drinking Life”: ”Byłem w stanie normalnie funkcjonować, robiłem co do mnie należało, dlaczego więc miałem się zastanawiać nad swoim piciem? To była po prostu część życia, jeden z jego uroków”.

Czasami zdarza się, że określone zawody czy relacje w miejscu pracy sprzyjają tego typu alkoholizmowi. Ostre picie było kiedyś popularne wśród dziennikarzy, którzy często w trakcie pracy szli ”wypić lunch”, a po wyjściu z redakcji umawiali się jeszcze z kolegami na kilka drinków. Kiedy życie zawodowe i prywatne mieszają się ze sobą, picie może być postrzegane jako część pracy.

Podwójne życie

Dodatkowym problemem w identyfikacji problemu w przypadku wysokofunkcjonujących alkoholików jest fakt, że często nie spełniają oni klinicznych kryteriów określanych przez psychiatrów. Maja dobre posady, robią to co do nich należy, radzą sobie w codziennym życiu, unikają problemów z prawem.

- Zdarzają się ludzie uzależnieni, którzy nie maja żadnych typowych problemów związanych zwykle z nałogiem – mówi dr Mark L. Willenbring z National Institute for Alcohol Abuse and Alcoholism (Narodowego Instytutu Leczenia Uzależnienia od Alkoholu i Alkoholizmu). - Są dobrymi studentami, sprawdzają się jako rodzice i jako pracownicy. Nie mają nadwagi, chodzą na siłownię – a potem wracają do domu i wypijają cztery kieliszki martini albo dwie butelki wina. Czy są alkoholikami? Jasne, że są!

”Moje osiągnięcia zawodowe sprawiały, że usprawiedliwiałam swoje picie, tak samo zresztą jak całe moje otoczenie” – pisze autorka książki sama o sobie. ”Nikt nie myślał o mnie jako o alkoholiczce. Moje sukcesy były maską, pod którą chowały się moje demony i która ułatwiała mi zaprzeczanie problemowi”.

Często zdarza się, że osoby, które zdają już sobie sprawę ze swojego problemu, nie szukają pomocy, bo uznają to za objaw słabości. Wielu HFA opanowuje do perfekcji prowadzenie podwójnego życia. Na zewnątrz sprawiają wrażenie osób doskonale radzących sobie z problemami dnia codziennego. Zupełnie nie wpisują się w stereotyp alkoholika – są zadbani, modnie ubrani, atrakcyjni fizycznie, eleganccy. Nikt nie widzi ich pijących, bo piją samotnie albo przemycają alkohol na przyjęcia czy spotkania towarzyskie, a charakterystyczny zapach z ust umiejętnie maskują.

Bywa, że HFA nie są fizycznie uzależnieni od alkoholu. Potrafią nie pić przez dni czy nawet tygodnie i nie odczuwać objawów abstynenckich. Są jednak silnie uzależnieni psychicznie: często myślą o alkoholu, zastanawiają się, kiedy znowu będą mogli wypić, są przekonani, że w określonych okolicznościach muszą sięgnąć po kieliszek. Czasami doświadczają ”urwania filmu” – sytuacji, kiedy następnego dnia po piciu nie pamiętają żadnych szczegółów, a jedyną pamiątką po nadużywanym alkoholu jest kac.

– Sam fakt bycia alkoholikiem ”wysokofunkcjonującym” nie oznacza oczywiście, że ktoś taki nie naraża siebie i innych na niebezpieczeństwo – podkreślała Sarah Benton w jednym z wywiadów. – Takie osoby pod wpływem alkoholu siadają za kierownicą, obsługują niebezpieczne maszyny, angażują się w ryzykowne relacje seksualne. Mogą zostać aresztowani za jazdę po pijanemu, mogą spowodować wypadek, mogą zaniedbywać obowiązki, czy to zawodowe, czy rodzinne, mogą regularnie spóźniać się do pracy… A ich problemy ze zdrowiem są takie same jak w przypadku zwykłych alkoholików”.

Rozpoznać zagrożenie

Sarah Benton wskazała kilka charakterystycznych zjawisk, które mogą pomóc ludziom rozpoznać u siebie problem alkoholowy typu HFA. Osoby takie:

- Mają problem z ograniczeniem picia, nawet po podjęciu decyzji o nieprzekraczaniu określonej ilości alkoholu.

- Łapią się na tym, ze obsesyjnie myślą o alkoholu, o tym kiedy, gdzie i z kim będą mogli wypić.

- Po alkoholu robią rzeczy, których nigdy nie zrobiliby na trzeźwo.

”Alkoholizm to nie kwestia liczby wypitych drinków” – pisze Benton. ”To kwestia tego, co się z tobą dzieje, kiedy wypijesz”.

źródło: New York Times



dodajdo.com