Dzielimy się informacjami, doświadczeniami narosłymi wokół programu 12 Kroków i stosujących go, by wymieniać je i by dać szanse zdobycia o nich wiedzy nieuzależnionym.

Czy duchowość jest ucieczką od rzeczywistości?


Podążając za dobrą radą Sokratesa zacznijmy od zdefiniowania tego, co w tym artykule będzie rozumiane przez

- duchowość - sfera wewnętrznego życia człowieka związana z poszukiwaniem odpowiedzi na pytania: kim jestem? Jaki jest sens życia? Czy istnieje Bóg?

- rzeczywistość - tu rozumiana w sposób potoczny. Zewnętrzny w stosunku do nas "świat". Przestrzeń i czas, w których żyjemy tu na ziemi. Ludzie z którymi jesteśmy i których spotykamy. Praca, wypoczynek, sprawy do załatwienia, kredyty, rachunki, cieknący kran, wzrost stóp procentowych, tzw. "codzienność"...

A zatem: czy duchowość nie jest próbą ucieczki od rzeczywistości w celu uniknięcia wysiłku, nierozwiązanych problemów, dyskomfortu, presji?

W coraz szybciej pędzącym świecie duchowość jest bardzo kuszącą alternatywą, która pozwala w coś wierzyć, pozwala złapać oddech, pozwala usłyszeć siebie, zatrzymać sie na chwilę, nabrać dystansu i "dotknąć nieba". Bez tej możliwości wielu z nas prawdopodobnie pogubiłoby się zupełnie w problemach "codzienności".
Ale z drugiej strony duchowość może być też wygodną ucieczką, odwróceniem się od cieknącego kranu i wzrostu stóp procentowych. Wręcz całościowym zanegowaniem świata materialnego - "świata gorszego", mniej wartego. Ta codzienność jest wtedy czymś pomniejszym, czymś nie wartym uwagi. My przebywamy przecież w lepszym świecie: samoświadomości i samorozwoju, kontaktu z "wyższym ja". Inni "uśpieni" nie zrozumieją o co nam chodzi, bo ... są "uśpieni" :-). I tak daleko za nami na drodze "prawdziwego" rozwoju. Ale tak poza tym to ich szczerze kochamy ...

Ale czy aby na pewno ten nasz wewnętrzny świat duchowości jest prawdziwy?
Czy często nie jest tak, że jest przez nas stworzony właśnie dlatego, że nie radzimy sobie z codziennością, nie potrafimy stawić jej czoła?

Gdzie jest granica między egzaltacją, a duchowością?
Gdzie jest granica między byciem egoistą, a świadomym zmierzaniem do rozwoju siebie - dla dobra siebie i dla dobra INNYCH?
Zwłaszcza kiedy jest się za innych odpowiedzialnym - np. za dzieci.

OSHO, Ken Wilber (i wielu innych uznanych myślicieli ostatnich dziesięcioleci) zawsze podkreślało i wciąż podkreśla, ze jest pewna kolejność rzeczy. Najpierw trzeba odrobić zadanie domowe z niższego poziomu, żeby móc przejść na poziom wyższy (BTW dziwna zbieżność z grami komputerowymi :-). Tylko wtedy na kolejnym poziomie następuje integracja poprzedniego i tylko wtedy rozwijamy się harmonijnie. W przeciwnym wypadku zawsze będzie czegoś brakowało i zawsze w jakimś obszarze będziemy sztuczni.

Czy zatem nie jest tak, ze nie można za szybko przeskakiwać na wyższy poziom drabiny bez wcześniejszego choćby dotknięcia jej wszystkich początkowych szczebli? Po co? Chociażby po to, żeby móc zrozumieć tych, którzy są na tych poziomach.
Czy nie jest tak, że najpierw trzeba mieć mocne nogi i dobry grunt pod nogami, żeby móc zacząć pracować nad skrzydłami i dobrze się wybić w góre? (tak na marginesie: natura nie pozbawiła ptaków nóg - przypadek ?) Można oczywiście powiedzieć, że żeby wzlecieć wcale nie trzeba się wybijać. Wystarczy wyjść na wysoki szczyt, zrobić krok do przodu i dać się ponieść wiatrom. Ale najpierw trzeba WEJŚĆ na ten szczyt :-).

Czy można zatem zacząć latać w przestworzach, jeśli się najpierw nie nauczyło dobrze chodzić?
Kto przysparza więcej dobra temu światu: osoba, która prowadzi kuchnię dla bezdomnych czy mnich, który medytuje w odosobnieniu?
A może najlepiej, gdyby było to po prostu "dwa w jednym"?

Ryszard Skarbek
źródło: Portal społecznościowy dla osób uzależnionych i współuzależnionych

1 komentarz:

  1. Wielka Księga przestrzega, że wśród alkoholików, którzy ledwie otrzeźwieli mogą mieć miejsce pewne zachowania. Do tych zachowań, oprócz generalnego chwalenia podjęcia abstynencji i polecania jej każdemu, należy między innymi nadmierna fascynacja duchową sferą życia i spotęgowanym życiem religijnym. Mądrość AA sugeruje w takim wypadku cierpliwość, a nawet dołączenie do tych działań, co może przyczynić się do ich znormalnienia w warunkach ku temu sprzyjających.

    Wsparcie i zrozumienie w tym momencie może przyczynić się szybszego utwierdzenia się alkoholika w podjętej abstynencji i zwiększyć zaufanie do samego siebie. To właśnie poczucie bezpieczeństwa generuje uczciwość wobec samego siebie, a jednocześnie, uczciwość generuje poczucie bezpieczeństwa. A to są filary powrotu do zdrowia i normalnego życia. Normalne życie charakteryzuje się zdrowym podejściem do duchowości. Normalnie żyjący człowiek nie potrzebuje żadnej ucieczki od swojej rzeczywistości. Alkoholik, który wyzdrowiał z alkoholizmu, przeszedł proces samopoznania, zadośćuczynienia wobec siebie i otoczenia, zwłaszcza bliskich, nie jest zdeterminowany do lęku wobec swojego życia. Żyje swoim własnym życiem i nigdzie się nie wybiera.

    Całość tutaj: http://tentydzien.wordpress.com/2011/09/09/ucieczka-w-duchowosc/

    OdpowiedzUsuń