Alkoholizm to choroba, możesz nauczyć się ją kontrolować ciesząc się pełnią życia.


Blog do wynajęcia Blog do wynajęcia Blog do wynajęcia

Karolak & Adamczyk


Tomasz Karolak: Pracuję obecnie w teatrze nad tekstem „Opis obyczajów księdza Kitowicza”, który sporo miejsca w swoich pamiętnikach poświęca pijaństwu.

Piotr Adamczyk: Jako że Polacy w dawnych czasach w pijaństwie światowym przodowali.

T.K.: Przytoczę tu historię, która niech będzie zachętą, żeby przyjść na przedstawienie. Żył w Warszawie pewien sławetny pijak arystokrata. Kiedy przychodził czas pijackiego cugu, zamykał jedno skrzydło swojego pałacyku i nie można było tam wchodzić nikomu, nawet matce i żonie. Pomieszczenia były wysypywane słomą, bo gdzie się kto popił, tam padł. Ale kto pił? Otóż nie wystarczała mu kompania zwykłych ludzi, rozsyłał posłańców do pobliskich klasztorów. Ponieważ dawał duże datki, to każdy przeor miał obowiązek wysłać jednego mnicha; wysyłał tego z najmocniejszą głową. Zamykali się i pili. Trwało to tydzień i w chwilach wolnych od chlania nawet odbywały się msze poranne i wieczorne. Ale po jakimś czasie braciszkowie odmawiali przyjeżdżania, więc magnat ze swoim orszakiem stanął na rogatkach Warszawy i co jakiś człowiek przyjeżdżał do miasta, to tak od niechcenia wypijał jego zdrowie. Gość był ukontentowany, bo nie wiedział, co go czeka. Po wypiciu zdrowia gościa trzeba było wznieść toast za gospodarza. Kończyło się kompletną pijatyką, aż gość padał. Mamy zatem tradycję picia.

P.A.: Ale i leczenia kaca. Na kaca najlepsza kwaśnica. Zresztą chyba alkohol jest podłożem słynnego porozumienia Polak – Węgier dwa bratanki. Przecież nie sposób zrozumieć Węgra, ale znaczna ilość wypitych trunków powodowała cudowne rozwiązywanie języków, każdy gest coś znaczył. Zresztą poziom gestów też był raczej ograniczony do tych ciepłych – jak ktoś się do kogoś przytulił, znaczyło, że go polubił, oraz do gestów groźnych – jak ktoś chciał ciąć szablą, to znaczy, że nie polubił. Człowiek napity ma w sobie coś niepokornego i buntowniczego. A Polacy mając zawsze szablę u boku, po alkoholu odkrywali w sobie ułańską fantazję albo raczej sarmacką i byli postrachem wszelkich karczm za granicami.

T.K.: Bo robili tzw. zajazdy na karczmę.

P.A.: Wówczas cały Zachód posługiwał się floretami i sztuką szermierczą. Gdy na te metalowe igiełki rzucił się szalony, pijany Polak z drągiem, to wszystkich ciął na pół.

T.K.: Jesteśmy jednym z pierwszych pokoleń aktorów, którzy nie piją w sensie, że nie chleją. Rzadko się upijamy i nigdy w pracy. Aż huczy od opowieści z lat 60. i 70. o znakomitych aktorach. Wielu obecnych tuzów to są byli alkoholicy, którzy od jakiegoś czasu nie piją, przez co być może stracili troszeczkę wigoru.

P.A.: Krążą legendy o SPATiF-ie, gdzie po przedstawieniach zjeżdżali i wspólnie popijali.

T.K.: Niektórzy zaczynali już w trakcie przedstawień.

P.A.: A jak wychodzili ze SPATiF-u, wsiadali do taksówki i nie mogli przypomnieć sobie własnego adresu, to bełkotali do taksówkarza, żeby z powrotem zawiózł ich do SPATiF-u. Dziś takiego SPATiF-u nie ma, żyjemy w innej rzeczywistości, a poza tym drzemie w nas zupełnie inna odpowiedzialność. Ekipa na planie jest trzeźwa. Albo przynajmniej dobrze trzeźwą udaje.

T.K.: Może dlatego nie ma drugiej polskiej szkoły filmowej i nie ma co na nią czekać, bo aktorzy i reżyserzy nie chleją.

P.A.: Bo skończył się PRL. Wtedy było tak szaro i co można było robić? Od rana na planie zdjęciowym lał się alkohol, wszystko było za państwowe pieniądze, czyli za niczyje.

T.K.: Dziś jest ktoś, kto za podobne zachowania wyrzuca z pracy.

P.A.: Choć stres związany z naszym zawodem wcale nie zmalał. To wciąż niesamowita adrenalina. Pamiętam, gdy kręciłem film o papieżu i miałem tylko leżeć w szpitalnym łóżku. Zostałem podłączony do aparatury EKG i włoski lekarz zadowolony powiedział, że mam dobre, spokojne bicie serca. Prawie zasypiałem, bo wiedziałem, że w tej scenie jestem wyłącznie rekwizytem. Gdy tylko usłyszałem: „Kamera! Akcja!”, serce zaczęło mi bić, jakbym biegł maraton.

T.K.: A dla widza wciąż leżałeś nieruchomo.

P.A.: Pamiętam też pracę w filmie z Kingą Preis. Mieliśmy do zagrania scenę, gdy na jednym koniu, zmęczeni po kampanii 1920 roku, podjeżdżamy stępa pod szpital, koń powłóczy nogami. Ale nasz filmowy koń w poprzednim filmie grał szarżującego rumaka Michała Żebrowskiego. Jak usłyszał: „Kamera! Akcja!”, zaszarżował pod szpital i tylko pisk Kingi wprost do mego ucha świadczył o tym, że utrzymała się za mną w siodle.

T.K.: A bywało, że i konie też poili.

P.A.: W Polsce nie wykształciła się kultura picia, bo jak się u nas pije, to trzeba następnego dnia chwalić się, że się nie pamięta, co się robiło.

T.K.: Nie wystarczy się upić, trzeba się urżnąć.

P.A.: Mój pierwszy alkohol łączy się ze wspomnieniem wakacji we Włoszech. Na plaży spotkałem amerykańskich żołnierzy, którzy przyjechali na przepustkę. Zapytali moją mamę, czy mogą mnie poczęstować tequilą i zaklinali, żebym natychmiast popijał sokiem z limonki, bo inaczej umrę. Rzeczywiście, gdy widziałem ich powykręcane miny, pomyślałem, że to musi być niezły zajzajer. Ale jak do mnie kolejka doszła, wypiłem, posmakowałem i uznałem, że to ciekawy smak, nawet przyjemny i usłyszałem krzyk: „Teraz szybko sok! Sok!”. Powoli wypiłem sok i spokojnym głosem powiedziałem, że owszem, z sokiem lepsze. Widziałem, że ich poraził mój spokój i powiedzieli, że gdyby kiedykolwiek mieli walczyć z Polską, to się od razu poddają, skoro w Polsce dzieci piją w ten sposób.

T.K.: To z Rosjanami nikt by nie wygrał.

P.A.: Ale gdy w Rosji po raz pierwszy zobaczyłem ludzi wypijających rano na czczo pół szklanki wódki, zrozumiałem, że bez wódki tam nie da się żyć. Bo jak inaczej wyjść na wilgotny, moskiewski mróz i przeciągi?

T.K.: Moje pierwsze upicie miało miejsce, gdy byłem w szóstej klasie szkoły podstawowej. Z kolegą, który był w klasie siódmej, namierzyliśmy schowaną w szafie butelkę wódki. Poszliśmy na pobliski poligon, przyświecało lekkie słońce, a my odkręciliśmy nakrętkę. Nie znaliśmy tego smaku, więc nas nie odrzucał. Zatem z gwinta wypiliśmy po pół butelki, po czym usiedliśmy na stołeczku i upadliśmy na około 8 godzin, czyli do czasu, gdy znalazł nas mój pies.

P.A.: Dziewiczy organizm pije alkohol jak wodę.

T.K.: Bywa, że alkohol przyczynia się też do pozytywnych zjawisk, bo na przykład otwiera naczynia krwionośne i ludziom, którzy mają kłopoty z krążeniem, zaleca się wypicie jednej pięćdziesiątki dziennie.

P.A.: W nadmiarze jednak zabija szare komórki. Tyle że ludzie żyjący w ciągłym stresie często nadużywają. Aktorzy i artyści, którzy są bez przerwy oceniani, alkoholem się odstresowują. Co jako restaurator potwierdzam.

T.K.: Ale jakby do restauracji przyszli chirurdzy, to by było jeszcze większe spożycie.

P.A.: Podobno pewien chirurg genialnie operował, dopóki się nie zaszył. Bez alkoholu zaczął krzywo kroić ludzi, bo mu się ręce trzęsły. Więc niektórym jest to potrzebne…

T.K.: A przy wizycie oficerów policji lub żołnierzy, a przede wszystkim pilotów, wódki by nie starczyło.

P.A.: Bo alkohol rozluźnia napięcia.

T.K.: Pani od diety powiedziała, że należy pić alkohol czysty, czyli bez zakąszania, wtedy organizm trawi alkohol, a nie odkłada jedzenia.

P.A.: Czyli można pić wódkę na czczo.

T.K.: I nie zakąszać.

P.A.: No to na zdrowie.

T.K.: Na zdrowie.

Autor: Anna Kozłowska
Źródło: Existence

Marek Dyjak: ja sobie, k...wa, nie radzę


Czasem włażę do wanny i wyję z bólu jak ranne zwierzę – mówi Marek Dyjak. Muzyk. Z wykształcenia hydraulik. Bardzo wyjątkowy facet, który śpiewa tak, że ciarki po plecach chodzą. Wydał pięć płyt, zagrał kilkaset koncertów. Kto o nim nie słyszał, musi przeczytać w najnowszym numerze "Malemena".
– Pani pyta jak ja sobie radzę? Ja sobie, k**wa, nie radzę.


Postanowił nic nie zmieniać. Nic oprócz picia. Od dwóch lat to mu się udaje. Kto wychodził z nałogu, wie, że nie zmieniać nic to wbrew regułom. Że wychodzi się łatwiej, zmieniając wszystko: otoczenie, zajęcie, przyzwyczajenia, kolegów. Przynajmniej teoretycznie. Zresztą nawet jeśli ktoś wychodził, nie może wiedzieć, jak wysoko Dyjak zawiesił sobie poprzeczkę, bo z takiego nałogu jak on chyba nikomu wyjść się nie udało. Nie wspomaga się lekami, nie chce znieczulania, nie chodzi na terapię ani mityngi AA ("bo mnie to wkurwia, nic mi nie daje i tak myślę, że najważniejszy jest Bóg w tym wszystkim"). Ma tych samych kolegów. Gra w tych samych barach. Pisze muzykę dla teatru, choć nie jest fanem przedstawień teatralnych. Teatr to raczej barek z kawą, w którym spotyka znajomych. Jak dawniej gra koncerty, śpiewa to swoje polskie fado, tak że serca przeszywa na wskroś. Jak kiedyś – nie potrafi ściemniać. Wciąż nie gromadzi przedmiotów. Wciąż czujny na to, by zewsząd w porę wyjść.

Umiał wiązać sznur. Zawiązał nie cienką linkę i nie na kokardkę, ale linę holowniczą na węzeł żeglarski. Wybrał drzewo. Powiesił się po 15 latach picia na śmierć. Niezliczonych detoksach. Po kolejnych padaczkach i pobudzeniach. Życiu na krawędzi. Jak ktoś w obozie koncentracyjnym, kto stoi przed plutonem, czekając na śmierć, ale nie wytrzymuje, rzuca się na druty pod napięciem. Ale znalazł się ktoś uparty. Bohater częstochowski. Reanimował wisielca 40 min. 
"Te druty mnie nie zabiły, tylko zagrzały" – mówi dziś Dyjak.
 Szpital, śpiączka. Prawdziwy cud. Obudził się. A skoro tak, postanowił dalszym życiem nie zaprzeczać tego, które było. Zadać sobie i innym kilka trudnych pytań. Wytrzymać odpowiedzi. Naprawić, co się da. I nie udawać, że tamtego nie było. "Uczę się życia w społeczeństwie. Podstawowych rzeczy. Że nie ma czego się bać. Za mną ogrom szkód, ale i przyjemności. Kiedy odwracam się za siebie, czasem mam ochotę splunąć, ale bywa, że się uśmiechnę… Ale ból jest, zaczyna ćmić od nowa, kiedy zagłębiasz się w przeszłość… Bo jednak to życie ch***we było. Myślę, że zawsze już będę pijakiem w tym sensie, że będę miał te lęki, ten strach. Tylko że teraz to mogę na nie reagować, odbijać piłkę, jak na mnie leci. Dostałem do rąk nowe karty".
Dostał i nimi gra. Nie zawsze tak, jak chcieliby inni. 
Nie zawsze tak, jak wyobrażali sobie, że będzie, kiedy przestanie pić. Ta weryfikacja też boli. "Trzeźwość to dopiero jest ku**wski lot!" – przypala papierosa. Sprawia wrażenie kogoś tak intensywnego, że tylko przez pomyłkę zamkniętego w jednym ciele, jednym życiu. Dopiero kiedy zaczyna śpiewać, rozumiesz, że to nie żadna pomyłka. 
Od kilku tygodni ma menedżerkę. Ona ustala plan koncertów. 
Ludzie chcą go słuchać, on chce dla nich grać. Gra kameralnie, organicznie odrzuca go od tzw. muzyki estradowej.

"Porównują mnie do Toma Waitsa, a przecież Waits to teatr, confetti, kreacja. Ja tak nie potrafię. To, co robię, jest arcyszczerą opowieścią o tym, co łączy mnie i widza – mówi. – Takie uczucia są w każdym z nas. 
Ja, pani, tamta pani czy ten pan, wszyscy znamy te uczucia. Każdy kiedyś spacerował po elipsie, przeżył pierwszą miłość, rozstanie… 
to nie jest teatr". 
Dlatego lubi grywać w barach. Akompaniują mu muzycy jazzowi, otwarci na improwizację, zmiany nastroju, nietrzymanie się programu czy kolejności zwrotek. Jedyne, co jest z góry przewidziane, to termin koncertu. Tu nie ma przebacz, żadnego nawalania. 
"Jak wychodziłem z oddziałów zamkniętych, to zwykle z adnotacją w karcie: »Kontakt werbalny pełny. Pacjent podporządkowany«. Nie podskakiwałem, żeby nie dostać czegoś, co mnie uspokoi na zawsze. Ale ten niepokój zawsze czuję. Ja mam życie pod znakiem: nie zaznasz ch*ju spokoju". 
Co się zmieniło?


"Dziś mniej potrzebuję. Wykonuję, co mam wykonać. Mam pracę, w której wyżywam się jak na ringu. Sam mogę być tylko na rybach, przyglądając się rzece. Nie gromadzę przedmiotów. Nie mam artystycznych idoli. Moim idolem jest mój przyjaciel Robert. Ma żonę, dzieci, pracuje. Imponuje mi proste, prawdziwe życie. Ludzie patrzą w telewizor i zaczynają wierzyć w baśnie, a ja, gdybym mógł się z kimś zamienić na życie, to właśnie z Robertem. Liznąłem trochę tamtego, lukrowanego, i dziękuję bardzo. Można mieć marynarkę za 3,5 tys., a można taką samą za 3,50. Ja wolę tę za 3,50. Pójdę na ryby, ochlapię, kupię nową.
 Ja wiem, dlaczego piłem. Chciałem, żeby mi było dobrze. Czyli z egoizmu. Za bardzo chciałem. Pazerka mnie zgubiła i zachorowałem. Pazerka na to, żeby mi było lepiej. 
Po 35 latach życia wiem, że jest przyjaciel, który mnie nie zawiódł. Wystarczyło, żebym w tej swojej próżności powiedział: Boże pomóż! I on mi zawsze pomaga. Wystarczyło, że pomyślałem: ratuj, teraz nie mogę się wypierdolić! Dla mnie to nie jest, k**wa, kwestia wiary. Jak jest kawa, jak są papierosy, tak jest Bóg. Zawsze daje odpowiedź. Jest dowcipny. To jest przyjaciel, który zawsze ci pomoże, tylko, k**wa, sobie o nim przypomnij".

Więcej w jedenastym numerze "Malemena".
Źródło: onet.pl



Jestem alkoholiczką. Trzeźwieję


Piją dla animuszu, poprawienia humoru albo rozluźnienia. Jedne upijają się do nieprzytomności, inne sięgają tylko po jedno piwo czy dwa kieliszki wina. Często dopiero życiowe dramaty powodują, że muszą się przebudzić. Marta i Małgorzata opowiadają, jak trzeźwiały.

To, że Marta jest alkoholiczką dowiedziała się przypadkiem, kiedy trafiła do szpitala z cukrzycą. Była zaskoczona, w pierwszej chwili nie uwierzyła lekarzowi. Buntowała się, bo przecież nie upijała się na umór, nie zataczała. Dzieci zawsze były wyszykowane do szkoły, mąż miał czystą koszulę do pracy – jest nauczycielem matematyki. Ona prowadzi swoją firmę księgową, biuro ma na dole, wystarczyło zejść kilka pięter niżej. Widziała rodziców z piwem pod sklepem i ich brudne, głodne dzieci. Na Śląsku, gdzie mieszkają, takich rodzin nie brakuje. Marta nigdy niczego nie zaniedbała.

- Większość moich pacjentek, to kobiety, które nie upijają się na umór, ale wypijają kilka kieliszków wina lub jedno piwo dla rozluźnienia, nagrodzenia się po ciężkim, pracowitym dniu albo rekompensowania sobie nieprzyjemnych sytuacji. Taki alkoholizm może pozostać niezauważony przez całe lata. Dopiero, kiedy zabraknie tego kieliszka wina, okazuje się, że jest duży problem – mówi Robert Rejniak, terapeuta uzależnień z Zespołu Psychoterapeutyczno-Szkoleniowego Terapeutica w Bydgoszczy, autor wielu programów profilaktycznych, terapeutycznych i szkoleniowych.

To tylko kropelka

Marta bardzo źle znosiła pobyt w szpitalu, ciągle była poddenerwowana, miała wahania nastroju. Z minuty na minutę potrafiła ze skrajnej depresji wpaść nagle w radość i znowu w depresję. Czuła się, jak chora psychicznie. Nie chciała słuchać lekarza, prosiła o jednoosobową salę, bo inne pacjentki z nią nie wytrzymywały. Przyszedł do niej psycholog, długo rozmawiali. Zapytał ją, czy pije alkohol. Powiedziała, że okazjonalnie, ale od nitki do kłębka... wyszło, że okazja jest codziennie. Bo wpadła do niej koleżanka albo ona wyszła ze znajomymi tylko na jedno piwo. Potem uświadomiła sobie, że w jej domu zawsze był alkohol. Najczęściej czerwone wino. Ale nigdy by nie pomyślała, że dwa kieliszki czerwonego wina mogą doprowadzić ją do alkoholizmu. Dopiero, jak zabrakło tej "kropelki" alkoholu okazało się, że nie może bez niej funkcjonować.

- Uświadomiłam sobie, że codziennie piłam alkohol, bo tylko tak potrafiłam się rozluźnić. Kiedy siadałam sobie z książką w fotelu i kieliszkiem wina albo martini, zaczynałam czuć się naprawdę dobrze. Jak zdarzały się wieczory, że nie było wina, czegoś mi brakowało. Na swoje nieszczęście mieszkam tuż nad całodobowym sklepem monopolowym – mówi Marta.

Lekarz powiedział, że picie alkoholu przy cukrzycy to pewna śmierć. A ona miała przecież dwójkę dzieci. Synek chodził do drugiej klasy szkoły podstawowej, córeczka była w zerówce. Najtrudniejszą rzeczą było powiedzenie mężowi, że będzie chodziła na terapię, że sama nie da rady. Pamięta jego zdziwienie, bo żonę naprawdę pijaną widział może ze cztery razy w życiu, a tutaj słyszy, że jest alkoholiczką, bo nie może zrezygnować z kieliszka wina.

- Trzeźwieję, ale to jest strasznie trudne. Boję się, że nie dam rady. Uczę się inaczej rozluźniać, ale kiedy jestem zdenerwowana, muszę ostatkiem sił powstrzymywać się. I jeszcze ten cholerny sklep na dole, wystarczy zejść kilka pięter. Rodzina okazuje się bardzo wyrozumiała, mąż mnie wspiera. Chociaż czasami nie mogę znieść tej jego podejrzliwości. Niby całuje mnie na powitanie, ale wiem, że bada, czy nie śmierdzę alkoholem. Pierwszy raz mi nie ufa. I muszę zrobić wszystko, żeby to się zmieniło – mówi Marta.

Wstyd na całe miasteczko

Małgorzata zapijała się na umór. Sama nie wie, jak do tego doszło. Piła już będąc nastolatką, najczęściej w weekendy. Kiedy umarł jej ojciec, bardzo go jej brakowało i to wtedy częściej sięgała po kieliszek. Kiedyś zasnęła na ławce na przystanku. Policja zabrała ją na izbę wytrzeźwień. Ale któryś uczniów widział, jak śpi na ławce. Podejrzewa, że to on zadzwonił na policję, może z troski. Szła korytarzem szkoły, w której uczy biologii i cichły rozmowy uczniów. Wchodziła do pokoju nauczycielskiego i nagle jej koledzy udawali, że sprawdzają zeszyty. Wszędzie otaczało ją złowrogie milczenie nie do zniesienia. Pewnego dnia nie poszła na ostatnią lekcję, nie wytrzymała. Wróciła do domu i upiła się. Po tamtym zdarzeniu upijała się już tylko w domu. Bała się wychodzić, żeby znowu nie stracić przytomności w centrum miasta. Jej dzieci nic nie mówiły, ale ona widziała, jak bardzo się wstydzą. Po zdarzeniu z izbą wytrzeźwień 10-letni syn dostał gorączki, żeby nie iść do szkoły. Córeczka (4 latka) bała się, że mama nie wróci na noc i znowu będą jej szukać. Kiedy Małgorzata wychodziła do sklepu, zaczynała płakać.

- Codziennie sobie obiecywałam, że przestanę pić, ale nie dałam rady. Czasami bez klina w ogóle nie poszłabym do pracy. To wszystko już za daleko zaszło i dawno zaczęło mnie przerastać. Gdyby nie mąż, nasze dzieci nie miałyby co jeść. Ale on coraz częściej mówił, że chce odejść – wspomina Małgorzata


Zrobić porządki w życiu


W pracy dyrektorka wezwała ją na dywanik. Powiedziała, że pamięta jeszcze, jak dobrą potrafi być nauczycielką, żeby wzięła roczne zwolnienie lekarskie i zrobiła porządek ze swoim życiem. Kiedy mąż pakował swoje rzeczy, ona leżała kompletnie pijana. Zabrał dzieci. Ocknęła się i w domu była sama. Koiła ból po stracie, ale pomagało na krótko. Potem kac wzmagał jeszcze uczucie bezsensu i porażki życiowej. Dzieci wróciły do niej, kiedy po tygodniu przyjechała jej matka, żeby się nimi zająć. Mąż przychodził do nich codziennie. Ustalone alimenty dawał ich babci. Małgorzata czuła się ubezwłasnowolniona, krzyczała, że to jej dzieci i wie, co dla nich najlepsze, ale wracała ze sklepu z kilkoma piwami, selerem, kiełbasą i czekoladkami. Dzieci siedziały głodne, bo z tego nie dało się ugotować obiadu. W końcu mąż zagroził, że zabierze dzieci i pozbawi ją praw rodzicielskich. Myślała, że to tylko takie gadanie. Nie raz przecież ją straszył. Tym razem nie żartował. Uwierzyła w to, kiedy dostała wezwanie do sądu. Pierwszy raz od rozstania szczerze rozmawiali. Prosiła go, żeby nie zabierał dzieci, bo nie będzie miała dla kogo żyć. Ustalili, że jeśli pójdzie na terapię, on wycofa pozew sądowy.

- Nie miałam wyjścia, gdybym została bez dzieci, rozsypałabym się do końca. Nie miałam też złudzeń, że sama dam sobie radę z tym problemem. Poszłam na terapię. Wstydziłam się. Chciałam zapaść się pod ziemię. Jak człowiek jest pijany i zasypia na ławce, to ma to gdzieś, alkohol otępia, przestajesz myśleć i czuć. Jak jesteś trzeźwa, to wszystko cię boli. Musisz na nowo nauczyć się żyć. Poczułam się strasznie samotna, od dawna byłam... Kiedy pijesz, wyłączasz emocje – mówi Małgorzata.

Małgorzata przyznaje, że żyje dzięki dzieciom. Udało jej się, ale wie, że już nigdy nie będzie mogła być spokojna, że piekło może wrócić, musi być czujna. Słyszy co jakiś czas, że ktoś z jej grupy AA znowu wrócił do alkoholu.
- Terapia trwa kilka miesięcy, ale trzeźwienie może zająć wiele lat. W tym wypadku trudno o szybkie sukcesy, ale to jedyna szansa na nowe życie, bez nałogu – mówi Robert Rejniak.

Źródło: onet.pl

...Osób, które skrzywdziliśmy



... i staliśmy się gotowi zadośćuczynić im wszystkim.


W Kroku Ósmym mowa jet o *wszystkich* osobach, które skrzywdziliśmy. Nie mogę umieścić na liście tylko kilku wybranych nazwisk ani nikogo pominąć. Maja się na niej znaleźć *wszyscy*, którym wyrządziłem krzywdę. Od razu widać, że Krok ten wiąże się z przebaczeniem - bo jeśli nie będę gotów komuś wybaczyć, to nie umieszczę jego nazwiska na liście. Zanim przystąpiłem do sporządzania jej, odmówiłem króką modlitwę: "Przebaczam wszystkim, którzy mnie skrzywdzili - kiedykolwiek i w jakichkolwiek okolicznościach."
Gdy odmawiam modlitwę "Ojcze nasz...", dobrze mi robi chwila zadumy nad jakże ważnymi słowami: "... jako i my ...".
"I odpuść nam nasze winy *jako i my* odpuszczamy naszym winowajcom". "Jako i my" oznacza tu: "w taki sam sposób, w jaki ja przebaczam innym. Jeśli żywię do kogoś samonapędzającą się nienawiść lub urazę, to odmawiając ten fragment modlitwy, powinienem prosić Boga aby tchnął we mnie ducha przebaczenia.



Zrobiliśmy liste...


Zrobiliśmy listę osób, które skrzywdziliśmy..."


Gdy przymierzyłem się do Kroku Ósmego, zastanawiałem się, jak niby mam zrobić listę osób, które skrzywdziłem - osób tych było przecież tak wiele, a niektóre z nich już nie żyły.
Pewne krzywdy nie były zbyt poważne, a jednak nie dawały mi spokoju. W pracy nad tym Krokiem głównym zadaniem stało się dla mnie osiągnięcie gotowości do jak najlepszego zadośćuczynienia w odpowiednim czasie. Tam, gdzie jest wola zrobienia czegoś, tam znajdzie się też sposób, by to zrobić; jeśli więc chcę poczuć się lepiej, muszę zrzucić z siebie ciężar winy. W spokojnym umyśle nie ma miejsca na poczucie winy. Jeśli będę szczery i uczciwy wobec siebie, to z pomocą Siły Wyższej oczyszczę z niego swój umysł.



Radny publicznie przyznał się do alkoholizmu


Chicagowski radny miejski, Ricardo Munoz, przyznał publicznie, że ma problemy z alkoholem. Radny, który od 17 lat na forum miasta reprezentuje 22. okręg wyznał, że poddał się leczeniu i należy do grupy wsparcia Anonimowych Alkoholików.

Ricardo Munoz ze swoich problemów zwierzył się w wywiadzie hiszpańskojęzycznej gazecie “Hoy”. Publikacja ta należy do wydawnictwa “Tribune”, Munoz ten sam temat poruszył w rozmowie z dziennikiem “Chicago Tribune”.

Komentatorzy polityczni spekulują, że 45-letni latynoski polityk za kilka miesięcy będzie się ubiegał sie o reelekcje na sprawowany urząd i to właśnie kampania perspektywa kampanii wyborczej skłoniła go do publicznego wyznania swoich grzechów. Najprawdopodobniej wyborcy wybacza mu błędy i docenia jego szczerość na temat walki z nałogiem. Sam polityk stanowczo zaprzecza, że jego osobiste wyznanie ma podtekst polityczny.

Alkoholowy problem radnego był tajemnica poliszynela. W 22 okręgu miejskim, w dzielnicy Little Village, często spotkać, można było Munoza nad szklaneczką tequili.

W wywiadach rasowych Munoz ujawnił, że pil codziennie po pracy spore ilości alkoholu w chicagowskich barach i restauracjach. Jak stwierdził, choroba alkoholowa miała wpływ na każdy aspekt jego życia: zawodowy, towarzyski i rodzinny.

źródło: Informacje USA

Wdzięczny poprzez służbę


Mam na imię Mirek, nie piję dziesięć lat, na mityngi AA uczęszczam 2-3 razy w tygodniu. Od dziewięciu lat pełnię służby , na grupie prowadzę mityngi i przynajmniej 2-3 razy w miesiącu jestem dyżurnym. Robię to po to, aby nie zapomnieć kim jestem i wciąż pamiętać ten najtrudniejszy okres w moim życiu jakim był pierwszy rok, kiedy miałem wszelkiego rodzaju problemy emocjonalne. Nie będę opisywał mojego picia, bo zajęło by to za dużo miejsca, chcę się tutaj skupić na programie AA i ludziach, którzy byli wtedy wokół mnie.

Moja trzeźwość zaczęła się w Rybniku, w Szpitalu Psychiatrycznym. Podczas drugiej może trzeciej nocy, zmarł młody 23-letni chłopak, który pił alkohol, wąchał kleje i brał narkotyki.

Widząc jak on osuwa się po ścianie w korytarzu, klęknąłem i zacząłem prosić Boga o pomoc. Do dzisiaj pamiętam słowa, które mówiłem:

„Boże, jeśli jesteś, daj mi umrzeć, abym więcej nie musiał przeżywać obłędu, albo odmień moje życie”.

Było to ponad dziewięć lat temu, od tamtej pory nie piję. Po roku dowiedziałem się, że powierzyłem swoje życie Bogu, czyli po prostu zastosowałem 3 Krok AA. . Potem sprawy potoczyły się szybko. Pojechałem po raz drugi do Gorzyc i wtedy już bardzo chciałem nie pić. Przeszedłem pełną terapię i tam też trafiłem na swój pierwszy mityng AA.

Zapamiętałem z niego trzy ważne rzeczy; po pierwsze, mam uczestniczyć w 90 mityngach w ciągu 90 dni, po drugie, czy mi się chce czy też nie, mam siłą zmusić swoje „cztery litery” i iść na mityng, po trzecie, że na mityngi należy chodzić do końca życia. Spotkałem wtedy Andrzeja, który został moim początkowym sponsorem i to on na początku prowadził mnie na mityngi….. Bałem się wtedy wracać do domu . W toku była eksmisja, wyrok karny, mnóstwo nie załatwionych spraw, na karku Izba Skarbowa, brak kontaktu z dziećmi i wtedy została mi tylko Mama.

Nie zapomnę jak przyjechała do mnie na odwyk pociągiem i szła dwa kilometry z wysoką gorączką, w zaspach śnieżnych, aby przynieść mi jakieś pieniądze, kurtkę i jedzenie. Wtedy pierwszy raz puściły mi uczucia, płakałem całą noc. Miałem w tamtym okresie kłopoty z pamięcią, fikcja mieszała mi się z rzeczywistością, przez wiele miesięcy ciągle zapominałem imiona ludzi z którymi się spotykałem. Słowa modlitwy o Pogodę Ducha, przyswoiłem sobie po roku. Jednak regularne chodzenie na mityngi zaowocowało stałą trzeźwości ą i po nie całym roku, poprosiłem pewnego AA o sponsorowanie.

Pamiętam jak bardzo bałem się, że mi odmówi, ale zgodził się pomimo, że był bardzo zajętym człowiekiem. Zawsze w niedzielę znajdował 2-3 godziny czasu na pracę ze mną. Dla mnie było to zbawienne. Chciałbym teraz opowiedzieć o Programie i w jaki sposób się z nim zapoznałem.

Na początku nie było łatwo, nie byłem w stanie od razu coś napisać. Kilka nocy nie przespałem, emocje brały górę. Spodziewałem się wyrzutów i narzekań od sponsora jednak nic takiego nie miało miejsca.

Cały Program pisałem w formie przykładów na kartkach i odczytywałem sponsorowi, a ewentualne niejasności, dopowiadałem. Po solidnej pracy nad każdym, kolejnym Krokiem, czułem, że przychodzą zmiany. Początkowo nieznaczne, ale z czasem bardzo wyraziste. Jednak nic nie było za darmo, pisanie powodowało ból i wysiłek, targanie kartek i łzy. Coraz bardziej „dokopywałem” się do swoich uczuć. Pojawiała się cała mozaika uczuć, od tych negatywnych, do coraz bardziej przejrzystych i ciepłych, dających nadzieję na powrót do zdrowia.

Kiedy pisałem przykłady do Kroku 1, to płakałem jak dziecko, szczególnie gdy pisałem o zrabowaniu własnym dzieciom pieniędzy ze skarbonki, które one zbierały cały rok na wakacje. Też wrzucałem tam pieniądze jednak przymus picia okazał się silniejszy. Kiedy miałem rok abstynencji, sponsor podsunął mi propozycję poprowadzenia pierwszego w życiu mityngu AA. Nie spałem wówczas dwie noce, ale udało mi się pokonać swój strach i go poprowadziłem. Gdy już pełniłem służbę dyżurnego (też okupioną wielkim strachem) i prowadzącego mityng, wtedy po raz pierwszy poczułem się członkiem Wspólnoty AA.

W między czasie pracowałem nad Krokiem 2, byłem wtedy bardzo daleko od Boga, a ważni byli dla mnie sponsorzy, osoba duchowna, terapeuta i jeszcze jedna osoba.

Mając 1,5 roku trzeźwości zostałem wybrany rzecznikiem mojej grupy macierzystej. W tamtym czasie byłem perfekcjonistą, nie dawałem sobie prawa do błędu, nie przenosiłem Programu na życie prywatne, ale zacząłem też być systematyczny i słowny. Zacząłem wyjeżdżać na mityngi AA poza Tychy, bywać na warsztatach Tradycji.

Choroba powoli mnie opuszczała, jednak nie czułem jeszcze Boga i było mi trudno z Krokiem 3. Pomógł mi sponsor, mówiąc, że doświadczenie pokazuje, że praca nad Programem 12 Kroków, spowoduje odnalezienie drogi do mojego Boga, mojej Siły Wyższej. On sam odnalazł swojego Boga po ośmiu latach, więc czemu ja bym miał Go nie odnaleźć.

Do Kroku 4, zabierałem się cały rok, było we mnie ogromne poczucie winy za śmierć Taty i to zabierało mi siły. Ale przyszedł taki dzień, kiedy spotkałem się ze sponsorem, a on objął mnie i powiedział:”widzę, że się męczysz, chodź, podwiozę cię na cmentarz, na grób Ojca, opowiesz mu co robisz, jak żyjesz będąc trzeźwym”. Byłem tam trzy godziny, potem pobiegłem do domu i w ciągu 2 dni i nocy napisałem Krok 4.

Zanim poprosiłem sponsora o spotkanie w temacie Kroku 5, pojechałem do Gorzyc, do księdza, bo miałem dwie głębokie tajemnice związane z moją córką i z Tatą. Stchórzyłem jednak i nie powiedziałem o tym. Wracając do domu postanowiłem, że do niego zadzwonię. Wysłuchał mnie, powiedział abym się modlił o odwagę i opowiedział o wszystkim sponsorowi, co też uczyniłem….Po wszystkim poczułem ogromną ulgę, uwolnienie i coś, co trudno nazwać, czego nigdy wcześniej nie zaznałem.

Dzisiaj wiem, że ukrywanie tych najgłębszych tajemnic jest pułapką, bo one wcześniej czy później i tak nas dogonią. Wtedy dopiero pojawiła się u mnie modlitwa, zaufanie do Boga, takiego jak ja go pojmuję i do innych ludzi. Szybko poprosiłem sponsora o pomoc przy pracy nad Krokiem 6 potem 7-mym…..

Robiąc przy Kroku 8, listę osób, które skrzywdziłem, byłem przerażony, jednak wydawało mi się, że krzywdy dotyczące finansów pójdą gładko. Pobiegłem do człowieka, któremu byłem winien pokaźną sumę, spodziewając się pochwały i zrozumienia.

Jednak gdy oddawałem pieniądze, zamiast radości w oczach tej osoby, usłyszałem zapytanie gdzie są odsetki za pięć lat. Była to dla mnie prawdziwa lekcja pokory i przypomniały mi się słowa sponsora, który mówił, że zadośćuczynienie należy czynić z wyczuciem i że to osoba pokrzywdzona decyduje o jego sposobie.

W Kroku 9-tym, otrzymałem dwa ważne akty łaski przebaczenia. Gdy czekałem w szpitalu kilka godzin na wypis mojej córki i nowo narodzonego wnuka, miałem sposobność porozmawiać z żoną. Poczułem wtedy działanie mojej Siły Wyższej. Powiedziałem jej za co ją przepraszam, prosiłem o wybaczenie i zapytałem, co mógłbym zrobić aby zadośćuczynić jej krzywdy. Usłyszałem, że cieszy się z mojej trzeźwości i żałuje, że nie doczekała się tego w czasie małżeństwa. Efektem rozmowy, była jej zgoda na wyjazd naszej córki ze mną na Zlot Radości AA. Z kolei teściowa, która przez 12 lat zabraniała rodzinie wymawiania nawet mojego imienia, kiedy w obecności kilkudziesięciu osób, poprosiłem ją o wybaczenie, przyjęła je i jednocześnie też poprosiła mnie o wybaczenie.

Kiedy to dzisiaj wspominam, nadal mam łzy w oczach. W Kroku 10-tym, staram się codziennie robić obrachunek i wtedy zdarza mi się dzwonić i przepraszać córkę, mamę, znajomych, a ostatnio mojego podopiecznego w AA, za mniejsze lub większe swoje przewinienia i błędy.

W 11 Kroku, modlę się i medytuję, czuję wtedy szczególną więź z Bogiem, jestem wyciszony, odnajduję odpowiedzi na swoje pojawiające się pytania i wątpliwości i jest to niesamowite.

W 12 Kroku, niesiemy posłanie wraz z innymi AA jeżdżąc do Gorzyc. Mam kilku podopiecznych, sponsoruję, pełnię służbę i nie wyobrażam sobie lepszego działania, które jest wyrazem mojej wdzięczności.

Program 12 Kroków, sponsor, Wspólnota AA, spowodowały, że jestem innym człowiekiem. Mam w sobie pogodę ducha, a to oznacza akceptację i wdzięczność za to , co otrzymałem kiedyś całkiem bezinteresownie.

Mirek alkoholik.
Zdrój nr 9 2009r.

Drogowskaz do 12 Kroków AA


W KIERUNKU DWUNASTU KROKÓW ANONIMOWYCH ALKOHOLIKÓW
/na podstawie Drogowskazu do Dwunastu Stopni AA grup AA Akron Ohio/ .

„Dwanaście Kroków jest uważanych na podstawie doświadczenia, przez Anonimowych Alkoholików, za niezbędne dla każdego nowego członka AA prawdziwie pragnącego wkroczyć na nowa Drogę Życia. Głębokie zastanowienie się nad nimi i stosowanie w codziennym życiu szczerze polecamy. Przy pomocy tych kroków każdy Anonimowy Alkoholik może utorować sobie trwała drogę ku lepszej przyszłości, drogę na całe życie. Pierwsze trzy Kroki pomagają nam osiągnąć pokorę intelektualna, następnych sześć. stanowi oczyszczenie moralne naszego domu, a ostatnie trzy są PROGRAMEM TRZEŹWOŚCI”.

WSTĘP
Opracowanie „W kierunku Dwunastu Kroków Anonimowych Alkoholików” dokonane przez weteranów tej wspólnoty, zamierza w sposób krótki i zwięzły objaśnić zasady prowadzące do życia w trzeźwości. Twórcy i redaktorzy są członkami Grup Akron Ohio, gdzie powstała Wspólnota Anonimowych Alkoholików w 1935 r.
Przygotowanie tej broszurki wymagało wielu starań. Większą część idei i tłumaczeń poszczególnych kroków była opracowana w Grupach AA na mityngach i innych zebraniach.
Stosując Dwanaście Kroków, alkoholik otrzymuje logiczną metodę osiągnięcia i zachowywania trzeźwości. Historia AA dowodzi, że każdy alkoholik, który przyjął i stosuje w całości ten program pozostaje trzeźwy. Ci, którzy próbowali upraszczać czy opuszczać poszczególne stopnie, wcześniej czy później znaleźli się w kłopotach. Jest to regułą nieomal bez wyjątków.
Na pytanie: Który z Dwunastu Kroków jest krokiem najważniejszym? Jeden ze weteranów AA odpowiedział pytaniem: która szprycha w kole jest najważniejsza? Jeżeli koło posiada 12 szprych i jedna zostanie usunięta, to koło prawdopodobnie nadal będzie podtrzymywało pojazd, lecz straci dużo na sprawności. Wyjęcie następnej szprychy osłabi koło jeszcze bardziej, aż dojdzie do katastrofy. Tak samo jest z Krokami w programie AA. Usunięcie któregokolwiek Kroku z programu, wcześniej czy później spowoduje upadek.
Bardzo ważnym jest aby nowy członek zapoznał się z Dwunastoma Krokami tak szybko jak to możliwe. Poznanie Tych Kroków jest warunkiem powrotu do zdrowia. Jeżeli uważasz, że Kroki są dla ciebie niezbyt jasne w ich pełnym brzmieniu, można je przedstawić i zapoznać się z nimi w formie uproszczonej i dopiero później realizować pełen program.

Forma uproszczona
1. Szczerze wyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu i prawdziwie chcemy temu zaradzić. Mówiąc inaczej, wyznaliśmy, że jesteśmy pokonani przez alkohol i mamy chęć zaprzestania picia.
2. Prosiliśmy i otrzymaliśmy pomoc od siły większej? wyższej? I członków AA Uwaga! Dla niektórych siłą wyższą (większą) jest Bóg. Jest to Bóg taki, jakim go rozumie. Dla uproszczenia słowo Bóg użyte w tej broszurce znaczy: siła większa (wyższa) jakąkolwiek Ty ją przyjąłeś. W przypadku agnostyków, ateistów i innych niewierzących ważnym jest aby przyjąć jakąkolwiek siłę większą (wyższą) od siebie samego. Można nazwać ją Bogiem, Allachem, Jehowa, Słońcem czy Siłą Kosmiczna lub jeszcze inaczej. Każdy musi przyznać, że żyjemy w świecie, który jest czymś kierowany. W świecie, gdzie po nocy następuje dzień, po zimie wiosna, gdzie ziarno dojrzewa o właściwej porze, gdzie planety i inne ciała niebieskie krążą po wyznaczonych orbitach, więc myśląc logicznie, widzimy chyba, że działa tu jakaś siła większa (wyższa) od nas samych. Przyjęcie tych faktów wystarczy, by tę siłę znaleźć.
3.Oczyściliśmy nasze życie, spłaciliśmy nasze długi, naprawiliśmy wyrządzone krzywdy.
4 .Żyjąc nowym życiem niesiemy posłannictwo, pomoc innym alkoholikom będącym w potrzebie.

Stosowanie Dwunastu Kroków przyczyniło się do uzyskania pomyślnego rezultatu w utrzymywaniu trzeźwości przez członków AA. Zostały one starannie przemyślane przez założycieli tej wspólnoty i są one tak samo niezbędne dziś do osiągnięcia i utrzymania trzeźwości jak były wówczas gdy broszurka ta została napisana.

KROK PIERWSZY

Przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu, że przestaliśmy kierować własnym życiem.

Bez Pierwszego Kroku nie mamy żadnych szans na wyzdrowienie.
Wiele razy dowiedziono, że osoba, która została trzeźwa i utrzymuje tą trzeźwość tylko dla siebie samej – osiąga trzeźwość prawdziwą i trwałą. Można utrzymywać trzeźwość czasowo, robiąc to dla kogoś lub np. ze strachu przed utratą pracy. Jeżeli jednak nie będziemy szczerze przekonani, że robimy to dla siebie samych, nasze dni trzeźwości są policzone. Jest to bardzo trudny Krok. W realizacji tego Kroku nikt nam nie może pomóc. Ten krok musimy zrealizować sami. Nie łatwo, jest bowiem przyznać się do porażki.
Latami powtarzaliśmy: mogę pić, gdy tylko zechcę. Latami wierzyliśmy, że nasza trzeźwość jest blisko. Jest to tragiczne, gdyż naprawdę nigdy nie byliśmy bliscy trzeźwości, w końcu odkryliśmy ku naszemu przerażeniu, że nie możemy przestać pić. Ciągle oczekiwaliśmy cudu, lecz cud ten nie nadchodził i sam nie nastąpi.
Ostatecznie stanęliśmy na rozdrożu: albo szczerze przyznamy się, że mamy problem, albo dalej będziemy tonąć coraz głębiej w bagnie alkoholizmu aż do utraty pamięci lub śmierci. Dopóki nie przyznamy, że nie możemy kontrolować naszego picia, dopóty nie ma żadnej nadziei na zaprzestanie. Programem otwieramy sobie drogę do trzeźwości. Dalsze Kroki programu będą łatwiejsze do przyjęcia i realizacji.
Objawy alkoholizmu przedstawione są jasno, jest ich dość dużo, a oto główne:
-potrzeba wypicia alkoholu rano po przepiciu dla „wyprostowania się”, wypicie to powoduje naturalnie powrót do pijaństwa,
-upicie się w czasie, gdy zdajemy sobie sprawę z tego, że musimy być trzeźwi,
-utrata pamięci w czasie pijaństwa, a następnego dnia brak świadomości co się działo dnia poprzedniego.
Te fakty nasuną się nam gdy słuchać będziemy opowiadań innych członków AA. Gdy rozpoznajemy te fakty jako przypadki z naszego życia, to jeżeli jeszcze nie jesteśmy alkoholikami, to jesteśmy na najlepszej drodze aby nimi zostać i czas kiedy to nastąpi jest bardzo bliski.
Medycyna nie zna żadnego przypadku wyleczenia z alkoholizmu. Gdy raz zostaniemy alkoholikami, a trudno rozpoznać kiedy przekroczy się tę granicę, pozostajemy nimi na całe życie.
Alkoholik może żyć przez całe lata nie używając alkoholu, lecz gdy zaczyna pić znów będzie na tej samej karuzeli. Doświadczenie uczy, że stan jego będzie wówczas gorszy niż poprzednio.
Ważnym jest nie to, że wyznaliśmy, że jesteśmy alkoholikami – musimy o tym myśleć i pamiętać przez cały czas. Tylko zupełna trzeźwość może nas utrzymać w normalnym stanie.
Nowo przybyły musi z całą otwartością powiedzieć do swych przyjaciół z AA – mam problem z piciem alkoholu, wiem na pewno że, jestem alkoholikiem i chcę coś z tym zrobić. Wtedy już pół walki jest wygranej. Jest gotowy na przyjęcie zasad i sposobu życia we wspólnocie Anonimowych Alkoholików.

KROK DRUGI
Uwierzyliśmy, że siła większa (wyższa) od nas samych może przywrócić nam zdrowie.

Rozważając Pierwszy Krok, zastanawialiśmy się co zrobić aby otrzymać pomoc. Dochodziliśmy do przekonania, że siła naszej woli nie wystarcza, aby przestać pić. Zawiodły szczere wysiłki naszej rodziny i przyjaciół. Niegdyś przedstawialiśmy siebie jako bezwzględnego indywidualistę, często myśleliśmy o sobie: jestem panem swego przeznaczenia, potrafię kierować swoją duszą. Obecnie myśląc o tym szczerze, musimy przyznać, jak źle wypełnialiśmy rolę „Pana i Kierownika” naszego życia. Szukaliśmy pomocy u lekarzy i w szpitalach, niektórzy szukali pomocy w religii. Wszędzie znaleźliśmy słowa głębokiego zrozumienia, ale trzeźwości tam nie znaleźliśmy. Końcowy rezultat był zawsze taki sam: dalsze picie. Silna wola, pomoc rodziny i przyjaciół, pomoc lekarzy i szpitala, uciekanie się do religii – wszystko zawiodło. Jest jednak gdzie się jeszcze zwrócić. Jest „Bóg” taki, jakim go rozumiemy. To nie jest takie trudne jak się wydaje. Nie doradzamy Ci abyś szedł do kościoła, nie doradzamy szukania rady u kleru. Radzimy jedynie abyś przyjął wskazówki i rady ludzi, którzy przezwyciężyli ten problemy, Te same, które Ciebie wpędzają w kłopoty.
Może łatwiejsze będzie wyjaśnienie Drugiego Kroku jeśli pomyślisz o własnym dzieciństwie. Gdy mieliśmy jakieś kłopoty wówczas prosiliśmy o radę matkę lub ojca, wiedząc, że jesteśmy bezpieczni w ich ramionach. Opowiadaliśmy im o kłopotach i troskach i zaraz było nam lżej na duszy. Wyobraźcie sobie „Boga” jako wszechmocnego ojca, który wysłucha ze zrozumieniem i otoczy opieką, tak jak czynili to rodzice. Jeżeli na początku wiara Twoja nie jest zbyt silna spróbuj zastosować takie rozwiązanie. Popatrz na przyjaciół z AA. Program ten pomógł im osiągnąć trzeźwość, chociaż mieli te same kłopoty co Ty. Byli życiowymi rozbitkami w sensie moralnym, a często i fizycznym, lecz gdy zastosowali się do programu potrafili wówczas utrzymać swoją trzeźwość. Jest to tylko kwestia stosowania się do rad Twych nowych przyjaciół. Miej silną wiarę ,że jeżeli program ten pomógł Twoim kolegom, pomoże i Tobie.

KROK TRZECI
Postanowiliśmy powierzyć naszą wolę i nasze życie opiece Boga, jakkolwiek Go pojmujemy.

Jeżeli uwierzyliśmy, że jest siła większa (wyższa) od nas samych, nie będzie nam trudno oddać nasze życie i naszą wolę pod opiekę tej siły.
W Drugim Kroku przyznaliśmy, że nasze osobiste przyrzeczenia nic nam nie pomogły. Wiemy, że przyrzeczenia zaprzestania picia do końca życia, zawiodły. W AA przychodzi nam z pomocą inny plan – nie na zawsze, ale dzień po dniu, z godziny na godzinę staramy się być trzeźwymi.
Nie możemy kontrolować przyszłości. Przeszłość jest już za nami. Być trzeźwym w dniu dzisiejszym – oto nasze zadanie. Zaczynając naszą trzeźwość decydujemy, że będziemy trzeźwi przez 24 godziny, oddajemy się w opiekę „Boga” aby być trzeźwym na ten krótki okres czasu. Gdy dzień ten przejdzie pomyślnie, dziękujemy „Bogu” za opiekę nad nami. W następnym dniu i dniach, które nadejdą, staramy się czynić tak samo.
To jest ten początek, gdzie oddajemy nasze życie i naszą wolę pod opiekę Boga, takiego, jakim Go rozumiemy, Od tego czasu zaczynamy rozwijać nasze nowe życie. Nie staramy się uparcie nim kierować, gdyż doszliśmy do wniosku, że zawsze tego żałowaliśmy.

KROK CZWARTY
Zrobiliśmy gruntowny i odważny rachunek moralny.

W tym kroku będziemy potrzebowali odwagi. Głównym powodem naszego picia była ucieczka przed samym sobą. Wierzyliśmy, że alkohol pomoże nam uciec przed naszymi myślami. Baliśmy się spojrzeć prawdzie w oczy. Obawialiśmy się, że utracimy pracę i rodzinę. Baliśmy się każdej odpowiedzialności, po prostu baliśmy się wszystkiego.
Przyjąwszy i umocniwszy się w pierwszych Trzech Krokach, nabieramy przekonania, że musimy coś pozytywnego uczynić z naszym problemem. Musimy wylać kubeł zimnej wody na naszą głowę i przystąpić do pełnej inwentaryzacji naszego życia.
Co odkrywamy? Nieuczciwość, kłamstwo, oszustwo, kradzieże i oczernianie bliźnich. Oszukiwaliśmy pracodawcę, rodzinę i przyjaciół. Mieliśmy stosunki pozamałżeńskie. Przeklinaliśmy Boga i ludzi. Łamaliśmy prawa boskie i ludzkie. Przekonaliśmy się jak małowartościową jednostką jesteśmy obecnie. Prawie wszystkie fakty są związane z naszym pijaństwem.
Dokonując dalszego ciągu przeglądu naszego życia, przekonujemy się, że umysł nasz nie dzieła tak jak uprzednio, że przestaliśmy dbać o wygląd zewnętrzny, a nasza sytuacja finansowa jest w opłakanym stanie. Teraz zastanawiamy się nad tym, jak mogliśmy dopuścić do tego, aby upaść tak nisko.
Trzeba naprawdę wielkiej odwagi aby przeprowadzić podobną analizę w stosunku do siebie. My mamy jednak wewnętrzne zadowolenie, że potrafimy prawdzie popatrzeć prosto w oczy. Chyba nie będziemy dalej tak postępować jeżeli odgadliśmy co było powodem naszego upadku. Rozumiejąc ten sposób przechodzimy do Kroku Piątego.

KROK PIĄTY
Wyznaliśmy Bogu, sobie i drugiemu człowiekowi istotę naszych błędów.

Krok Piąty jest konsekwencją Kroku poprzedniego. Analizując swoje życie dochodzimy do wniosku, że musimy naprawić to co było w nas złego. Gdy rzetelnie przerobiliśmy Krok Czwarty, praca nad następnym będzie dla nas bardzo łatwa. Dokładna i spokojna analiza naszego życia odsłoni nam wszystkie nasze błędy. Taka jest prawda życiowa – podzielenie się troskami z inną osobą ulży naszemu sumieniu.
Wyznanie własnych błędów przed inną osobą wydaje się czymś niemożliwym, lecz jest to łatwe, gdy podejdziemy do tego we właściwy sposób. Każdy doświadczony członek AA pokaże nam drogę. Nie róbmy tego w formie spowiedzi, że tyle razy popełniłem to i to….. nie róbmy tego także w stosunku do pierwszej lepszej osoby. Jeżeli taka była by metoda realizacji Kroku Piątego, wspólnota AA dzisiaj by nie istniała.
Członek AA lub osoba, którą starannie wybraliśmy do tego celu musi nam ułatwić drogę np. opowiadając historię swojego życia. Będziemy zdziwieni w jaki łatwy i szczery sposób opowiada nam o swoich przeżyciach, jak bardzo źle postępował w stosunku do swojej rodziny, ile razy pijaństwo doprowadzało go do zakładu karnego czy domu poprawczego, jak kłamstwem potrafił wykręcić się od odpowiedzialności. Jednym słowem, dał nam obraz swojego życia.
Po wysłuchaniu kilku takich rozmów, nowo przybyłemu zaczyna spadać kamień z serca. Czyny, które zdawałoby się, najlepiej zachować w tajemnicy, opowiada stopniowo innym członkom AA. W trakcie wyjawiania swych tajemnic czuje, że wielki ciężar, który tak długo nosił – spadł Mu z serca.
Potrzeba zapomnienia, dla którego wciąż pił przestaje istnieć. Wtedy zaczyna się właśnie trzeźwość. Alkoholik, gdy zrzuca z siebie ten ciężar zaczyna czuć się bezpieczny. Zabierając głos na mityngu poczuje się dojrzałym członkiem AA.
Przerobiwszy Krok Piąty dokonujemy znacznego postępu i jesteśmy gotowi do realizacji następnych dwóch Kroków.

KROK SZÓSTY
Staliśmy się całkowicie gotowi, aby Bóg uwolnił nas od wad charakteru.

KROK SIÓDMY
Zwróciliśmy się do niego w pokorze, aby usunął nasze braki.

Prawdopodobnie zgodziliśmy się chętnie na przyjęcie Kroku Szóstego. Obserwując pilnie twarze naszych nowych przyjaciół w AA zobaczymy w nich to, czym sami chcielibyśmy być. Widzimy zadowolenie z życia, wolności od strachu, szczęście, pogodę ducha i spokój wewnętrzny. Byliśmy prześladowani obawami utraty pracy, możliwością rozwodu, ciągłym upominaniem się naszych wierzycieli. Chcemy być tacy, jak nasi przyjaciele z AA. Pamiętamy, że żadna siła ludzka nam nie pomogła, teraz jesteśmy gotowi, aby „Bóg” pomógł pozbyć się nam naszych błędów.
Lecz jak mamy Go prosić o to?
Pamiętać musimy o jednym – nie wolno się targować z Bogiem.
Gdy mieliśmy kłopoty, w okresie pijaństwa, modliliśmy się w ten sposób: Boże, daj mi wybrnąć z tego kłopotu, a już nigdy więcej tak postępować nie będę. Gdy wyszliśmy, lub też nie, z tego kłopotu, powracaliśmy do tego samego. Zamiast prosić o pomoc, musimy prosić o wskazanie właściwej drogi, abyśmy sami mogli na nią wejść. Prosimy o przewodnictwo na jeden dzień. Jak zaznaczyliśmy na początku, z tego dnia zrobią się tygodnie, miesiące, a nawet i lata. Zawsze jednak prosimy o jeden dzień.
Prośmy „Boga” z pokorą. Wiemy, że pokora nie jest łatwa do osiągnięcia zwłaszcza dla nas, którzy wyobrażaliśmy sobie nas jako lepszych i większych od innych. Pamiętaj, że niezależnie od tego kim jesteś, jesteś tylko małym pyłkiem we Wszechświecie. Popatrz na gwiazdy w jasną, pogodną noc. Czy wiesz, że światło gwiazd musiało iść wieki zanim dotarło do Ziemi? Czy wiesz, że każda z nich jest tak wielka, że może z łatwością zniszczyć naszą Ziemię? A teraz wyobraź sobie siebie w tym Wszechświecie… Na pewno będziesz czuł się małym i pokornym. Właśnie z tego punktu widzenia, że jesteś tylko małym pyłkiem, proś „Boga” by pomógł Ci pozbyć się Twych niedoskonałości.
Być pokornym nie oznacza kajania się przed innymi ludźmi, nie oznacza byśmy mieli pozwolić deptać drugim po sobie.
Jeśli nasze ciało jest nieskończenie małym pyłkiem, to religie uczą nas, że dusza jest nieśmiertelna, uczą nasz, że jest to największy skarb. Dlatego, że dusza jest nieśmiertelna, różnimy się od innych stworzeń na świecie.
Nasza pokora oparta jest na tym, że uznajemy, że jesteśmy dziećmi „Boga”. Zdajemy sobie sprawę, że potrzebujemy siły wyższej (większej) od nas samych i chcemy by ta siła kontrolowała nasze życie.
Poprzez pokorę chcemy się uczyć co należy zrobić aby jasno patrzeć na życie i prawdę. Gdy potrafimy rozumować w ten sposób, jesteśmy na bardzo dobrej drodze do trzeźwości.

KROK ÓSMY
Zrobiliśmy listę osób, które skrzywdziliśmy i staliśmy się gotowi zadośćuczynić im wszystkim.

KROK DZIEWIĄTY
Zadośćuczyniliśmy osobiście wszystkim, wobec których było to możliwe, z wyjątkiem tych przypadków, gdy zraniłoby to ich lub innych.

Te dwa kroki są tak do siebie podobne, że nie musimy ich omawiać oddzielnie.
Gdy odrodziliśmy się duchowo, nadszedł czas by odrodzić się również i fizycznie. Nadszedł czas, by przejść do następnego rozdziału naszego życia.
Mamy dwa rodzaje zobowiązań: fizyczne i moralne. W ich podziale i usystematyzowaniu pomoże nam ich zapisanie. Gdy zaczniemy spłacać długi, wykreślamy jedną pozycje po drugiej. Nasza lista będzie się stale zmniejszać, aż prawie zniknie. Nie jest to proste. Wolelibyśmy zapomnieć o przeszłości, o naszych zobowiązaniach, lecz póki się z nich nie wywiążemy, dopóty nie wolno nam o nich zapomnieć. Ciągle będą nasz dręczyć, będziemy żyć w ciągłym strachu. Alkoholik nie może sobie pozwolić na to, by żyć w ciągłym strachu myśląc o przyszłości.
Postanowiliśmy spłacić wszystkie długi fizyczne. Płacimy od dawna zaległe rachunki, oddajemy pieniądze pożyczone od kolegów, przypominamy sobie o wazonie stłuczonym po pijanemu u przyjaciół. Może nasza sytuacja finansowanie pozwoli nam na spłacenie wszystkiego od razu, lecz staramy się uregulować sprawy najważniejsze. Wkrótce przekonamy się jak nasze długi zaczną maleć, a będzie zwiększać się zaufanie u kolegów. Może bank lub inna instytucja finansowa pożyczy Ci pieniądze, aby spłacić te drobne długi, zostawiając dla siebie tylko jeden. Jednym słowem, staraj się spłacić długi tak szybko jak to jest możliwe.
Nie jest łatwo spłacić długi moralne. Niektóre z nich okażą się niespłacalne. Weźmy na przykład Twojego pracodawcę, który dawał Ci szansę po szansie, choć na nią nie zasługiwałeś. Byłoby dobrze aby okazać Mu nie tylko słownie, ale i Twoim postępowaniem, że pracujesz nad rozwiązaniem swojego problemu. Prawdopodobnie nie będzie Ci ufał z samego początku, lecz gdy się przekona o prawdziwości Twych słów, przywróci w stosunku do Ciebie swe zaufanie.
Naszych przyjaciół, których często obraziliśmy, warto obecnie odwiedzić i przeprosić. Czyniąc to będziemy się czuli coraz silniejsi i pewniejsi siebie.
Są również i Ci, którzy starali się tak bardzo, aby Cię kochać i pomóc w Twym problemie. Ile razy złamałeś im serce? Ile razy zawiodłeś swym postępowaniem? Ile razy przyrzekałeś, że przestaniesz pić, a robiłeś to ponownie następnego dnia? Ile razy zawiodłeś ich w najcięższych chwilach? Oni zawsze byli z Tobą!
Z trudem doprowadzali Cię do trzeźwości po dużym przepiciu. Oni płacili za Twoje długi. Oni dbali o Twoje dobre imię. Oni walczyli za Ciebie, gdy Ty nie mogłeś tego zrobić. Oni kłamali aby wytłumaczyć twe nocne wędrówki. Twoje stosunki pozamałżeńskie, Twoje nocne postępki i wszystkie Twoje łajdactwa. Cierpliwie znosili twoje grymasy na drugi dzień po przepiciu. Mimo wszystko kochają Cię nadal. Twego długu słowami spłacić nie możesz, choćbyś przepraszał do końca życia. Twego długu moralnego nie można spłacić całkowicie nawet czynami, można jednak starać się zmniejszyć go do minimum.
W historii AA jest wiele przykładów, że rodziny rozbite z powodu alkoholu zeszły się na powrót i żyją obecnie szczęśliwie. Trzeba pamiętać o jednym, nie oczekujmy cudów. Pamiętaj zawsze, że nie od razu stałeś się alkoholikiem, trzeba było na to długiego czasu, więc nie spodziewaj się wytrzeźwieć w kilka dni. Jedno jest pewne, droga powrotu do zdrowia jest na pewno krótsza niż droga do alkoholizmu, jest to jednak droga trudna.
Jeżeli dokładnie zapoznałeś się z Krokami Szóstym i Siódmym to na pewno to zrozumiałeś. Pamiętaj, rób wszystko powoli. Musisz przyjmować trudności życiowe z dnia na dzień. Pamiętaj, najdłuższa nawet podróż zaczyna się zawsze od pierwszego kroku. Nie staraj się bagatelizować Kroków Ósmego i Dziewiątego, są one bardzo ważne, ich wykonanie służy jaśniejszej przyszłości.

KROK DZIESIĄTY
Prowadziliśmy nadal obrachunek moralny, z miejsca przyznając się do popełnianych błędów.

Po kilku miesiącach trzeźwości w AA przekonamy się, że nasz obecny problem polega na wadliwym sposobie myślenia i nie jest tylko problemem fizycznym. Nasz sposób myślenia sprowadził nas na drogę pijaństwa. Członkowie AA dowiedli, że póki myślimy pozytywnie, pozostajemy na drodze do trzeźwości. Gdy zaczniemy myśleć jak dawniej, wracamy do pijaństwa.
Są pewne luksusy dostępne dla normalnych ludzi, na które alkoholik nie może sobie pozwolić. Alkoholik nie może sobie pozwolić na uniesienie w złości, na rozczulanie się nad samym sobą i doprowadzenie do depresji duchowej. Alkoholik nie może być zazdrosny, chciwy lub nieuczciwy. Nie może odkładać spraw na jutro, które mają być wykonane dzisiaj. Nie może pozwolić sobie na zrobienie czegoś takiego, czego by później żałował lub co by zakłóciło jego spokój lub równowagę. Przede wszystkim musimy pamiętać stale o tym, że naszym wrogiem jest alkohol, który zawsze szuka nawet najmniejszej okazji by nas na nowo zwyciężyć.
Ważnym jest by nadal kontrolować stan naszego sumienia i prostować naszą drogę trzeźwości. Może nam się to nie podoba, że ktoś wybrał inną metodę trzeźwości i zamiast mu dodawać otuchy, zaczynamy go krytykować. Czasami nie podoba nam się sposób prowadzenia mityngu i zaczynamy głośno krytykować. Pamiętaj, niedługo i Ty będziesz prowadził mityng i Twoja metoda może się nie podobać innym. Może myślisz, że Twój pracodawca Cię nie docenia, a czy pamiętasz jaką Mu wyrządziłeś krzywdę?
Lista ta może się wydłużać w nieskończoność. Sam jednak musisz osądzić co Ci pomoże, a co będzie przeszkadzało w utrzymaniu trzeźwości.
Od czasu do czasu sprawdź sam siebie. Czy dajesz z siebie wszystko aby utrzymać trzeźwość? Jeżeli tak, to robisz duże postępy!

KROK JEDENASTY
Dążyliśmy poprzez modlitwę i medytację do coraz doskonalszej więzi z Bogiem, jakkolwiek Go pojmujemy, prosząc jedynie o poznanie jego woli wobec nas oraz o siłę do jej spełnienia.

O czym mam medytować? Odpowiedź nadejdzie po paru dniach gdy zapoznamy się z programem AA. Pierwszy raz w życiu dajesz coś z siebie. Pierwszy raz w życiu dobre odpłacasz dobrym. Obecnie budzisz się rano z lekką głową i jasnym umysłem. Nie musisz się obawiać czy czegoś nie zrobiłeś poprzedniego wieczoru. Ludzie, których napotykasz będą grzeczni, serdeczni, będą starali się pomóc Tobie w czymkolwiek. Zobaczysz szczęście na twarzach Twoich ukochanych. Będziesz wolny od bojaźni i zadowolony, że nie musisz się kryć po wąskich uliczkach by nie spotkać wierzycieli, zarówno moralnych jak i fizycznych. Wreszcie będziesz miał siłę aby pomóc drugim. Więc jest naprawdę nad czym rozmyślać.
W tym rozmyślaniu nad nową drogą życia masz świadomość, że nad Tobą jest Bóg, który prowadzi Cię i strzeże o każdej porze dnia i nocy. Im pełniej zdajesz sobie z tego sprawę, tym lepiej zrozumiesz tę siłę większą (wyższą), która Cię strzeże i tym łatwiej będzie Ci zwrócić się do niej w formie modlitwy. Nie przejmuj się jednak tym, że nie przychodzi to zbyt łatwo.
Nawet ludzie związani z kościołem muszą stwierdzić, że język modlitwy, którą powszechnie odmawiamy jest archaiczny i sztywny, modlitwy te napisane były kilkaset lat temu. Jeżeli nie przemawiają do Ciebie możesz ich nie odmawiać. Nie jest trudno powiedzieć przed udaniem się na spoczynek: Boże dziękuje Ci, że pomogłeś mi być dzisiaj trzeźwym. Nie będzie również trudno rano westchnąć do Boga: prowadź mnie w dniu dzisiejszym po drodze do trzeźwości, abym mógł szczęśliwie i pożytecznie spędzić następny dzień.

KROK DWUNASTY
Przebudzeni duchowo w rezultacie tych kroków, staraliśmy się nieść posłanie innym alkoholikom i stosować te zasady we wszystkich naszych poczynaniach.

Obecnie jesteś samodzielny. Twoi koledzy z AA dali Ci narzędzia i nauczyli jak się nimi posługiwać. Teraz jesteś sam kowalem swego losu i własnego życia. Używamy określeń „duchowe przeświadczenie” i „duchowe przeznaczenie”. Słowa te oznaczają coś nadnaturalnego, jakbyś usłyszał grzmot lub błyskawicę. Takie nagłe duchowe przebudzenie jest rzeczą niezmiernie rzadką. Może jeden na tysiąc członków AA doświadcza takiego nagłego przebudzenia. Normalnie proces ten jest nieraz bardzo długi. Często łączymy duchowość z teologią, dogmatem, wiarą lub obrządkiem religijnym – jest to błąd. Pamiętamy, że nie jesteśmy przyzwyczajeni do życia użytecznego i uczciwego, więc musimy uczyć się tego procesu w prosty i powolny sposób. Pamiętajmy o jednym – chodzi o miłość. Miłość można rozumieć rozmaicie. Miłość to: miłosierdzie, przyzwoitość, dobroć, wyrozumiałość, współczucie, litość i wiele innych. Gdy pomagamy lub jesteśmy wyrozumiali w stosunku do bliźnich, spełniamy czyn duchowy. Gdy zaczniemy myśleć i rozumieć, że każdy dobry uczynek jest czynem duchowym, jesteśmy na dobrej drodze. Nie przejmuj się jeżeli nie zrozumiałeś wszystkiego na samym początku. Z czasem Twój umysł się rozjaśni i zrozumiesz wszystko. Nie krępuj się jednak i zwracaj się o wyjaśnienie do starszych członków AA. Oni w prostych słowach wyjaśnią i pomogą ci w rozwiązaniu Twojej zagadki. Jeżeli rzetelnie i szczerze przeszedłeś Jedenaście Kroków, to naprawdę dużo zrobiłeś dla utrzymania swej trzeźwości. Obecnie nadszedł czas abyś zaczął pracować dla innych. Aby spłacić dług Twojego sponsora i Twojej Grupy, musisz przyjść z pomocą innym alkoholikom, znajdującym się w potrzebie. Gdy przyjdzie czas aby pomóc innym, nie wahaj się tego uczynić. Opowiedz mu historię swego życia, opowiedz co zrobiło AA dla Ciebie i innych członków. Jeżeli masz wątpliwości, że jesteś jeszcze zbyt krótko w programie by to uczynić, pomyśl, że ten co potrzebuje pomocy jeszcze zupełnie nie zna programu AA. Jesteś dla niego doświadczonym weteranem.
Nadejdzie chwila, że Ty będziesz szukał nowego członka, którym się będziesz opiekował i wtedy zrozumiesz, że życie ma swoją wartość. Będziesz się martwił i cierpiał razem z nim. Będziesz się starał utrzymać trzeźwość jego i dla niego, będziesz go strzegł jak najlepiej potrafisz, razem z nim będziesz przeżywał te ciężkie chwile dojścia do trzeźwości. W ten sposób, oddając siebie znajdziesz nowy sens życia.
Pamiętaj, im więcej oddasz z siebie dla bliźniego w potrzebie, tym bardziej wzmocnisz siebie na swojej drodze ku trzeźwości. Niech nie będzie wymówek by opuścić mityng. Niech nie będzie wymówek by nie udzielić pomocy innym alkoholikom. Pamiętaj jednak, że Twoja trzeźwość jest najważniejsza. Bez niej znów będziesz niczym. Znów nie będzie rodziny, nie będzie pracy ani przyjaciół. Bez trzeźwości stracisz swój umysł, a może i życie. Dziel się swą trzeźwością z innymi, a otrzymasz tysiąckrotną nagrodę.
Staraj się stosować te zasady we wszystkich swych poczynaniach. Nie wystarczy przeczytać te kroki i zapomnieć o nich. To są wskazówki, które muszą być praktykowane, i o których nie można zapomnieć.
Zawsze pamiętaj, że jesteś alkoholikiem, i że tylko jeden kieliszek jest na drodze między trzeźwością, a pijaństwem.
Pamiętaj, że tylko Bóg, taki jakim Go rozumiesz, może utrzymać Cię w trzeźwości.
Pamiętaj, myśl zawsze jasno i trzeźwo.
Pamiętaj, jeden nieobliczalny krok, jeden zły czyn, jeżeli go nie naprawisz, będą na Twoim sumieniu i doprowadzą Cię z powrotem do pijaństwa.
Pamiętaj, pomagając sobie, pomagasz innym.
Jeżeli nadejdą Cię pokusy i zwątpienia, poczytaj Dwanaście Kroków i postaraj się zastosować w życiu. Tam zawsze znajdziesz odpowiedź na swoje problemy.
Gdy będziesz miał kłopoty, nie wahaj się poprosić o radę doświadczonego członka AA, może razem łatwiej znajdziecie rozwiązanie.



Jak wygrywać walki duchowe? - Marie-Anne Le Roux





Kup teraz

Dni życia ludzkiego nie przypominają długiej, spokojnej rzeki. W przypadku chrześcijanina do codziennych trudności dochodzi trudność prowadzenia bardzo specyficznej walki: walki duchowej. Jak stawić czoła złu, które nas atakuje, jak poradzić sobie z reakcjami, z którymi nie dajemy sobie rady? Jak od pokusy dojść do zwycięstwa? Oto pytania, które na co dzień wciąż sobie zadajemy, tocząc wewnętrzną walkę. Jak ją prowadzić, żeby wyjść z niej zwycięsko?

Oryginalność tej niewielkiej książeczki polega na omówieniu powyższego tematu w kompletny i aktualny sposób na podstawie Słowa Bożego, nauczania Ojców Pustyni i doktryny Kościoła katolickiego. Książka ta szczegółowo opisuje wszelkie rodzaje walk wewnętrznych, które człowiek musi stoczyć w swym życiu duchowym. Podejmuje tematy omawiane przez Ojców Pustyni, lecz jednocześnie je aktualizuje. Ujawnia taktyki Nieprzyjaciela naszych dusz, proces kuszenia, przede wszystkim zaś pokazuje sposoby, do których się uciekamy, idąc na kompromis ze złem - proceder osłabiający nas w walce.

Książka zawiera liczne przykłady, świadectwa i cytaty, ma też walory pedagogiczne. Na koniec każdego rozdziału autorka proponuje ćwiczenie, dzięki któremu czytelnik może przyswoić sobie i zastosować w praktyce wiedzę, co mu pozwoli odnieść zwycięstwo w walce duchowej.

Siostra Marie-Anne Le Roux należy do Wspólnoty Le Verbe de Vie (Słowa Żywego) od 1993 roku. Obecnie jest przełożoną maison d'Andency w Szampanii (Francja). Od wielu lat udziela nauk podczas rekolekcji organizowanych przez Wspólnotę.

Program 12 Kroków AA


Przerabianie 12 Kroków traktowane jest jak praca, ponieważ proces ten wymaga od nas sporego wysiłku.

Praca nad Programem 12 Kroków oznacza rozumieć ich treść i sens oraz wprowadzanie w życie zawartych w nim zaleceń.

Cel Kroków

Kroki spełniają bardzo ważną i konkretną rolę dla członków wszystkich wspólnot pracujących na dwunastopniowych programach zdrowienia . Według Billa Wilsona, ich autora i współzałożyciela AA, Dwanaście Kroków to „zbiór zasad duchowych, które – stosowane jako sposób życia – mogą uwolnić od obsesji picia i dopomóc cierpiącemu, aby stał się zdrowym, szczęśliwym i pożytecznym człowiekiem” (Dwanaście Kroków i Dwanaście Tradycji str.17). Innymi słowy, Kroki pozwalają uwolnić się od nałogów, kompulsji, obsesji i wszelkich współuzależnień. Pomagają również osiągnąć dobre samopoczucie i stopniowo dochodzić do dobrze rozumianej pogody ducha. Drugi współzałożyciel AA, Dr Bob, powiedział: „W postaci skondensowanej naszych Dwanaście Kroków sprowadza się do słów <> i <>” (Dr Bob and the Good Oldtimers. str.77).

Dwanaście Kroków utrzymuje nas w poczuciu szczęścia i na drodze do wyzdrowienia.

Rozdział 5 Wielkiej Księgi AA rozpoczyna się następująco: „Rzadko się zdarza, by doznał niepowodzenia ktoś, kto postępuje zgodnie z naszym programem” i zapoznaje nas z Krokami. Dwanaście Kroków to właśnie ów program, „jądro” zdrowienia. Pracować nad Krokami to właśnie pracować nad programem i żyć w zgodzie z programem. Obietnice AA spełniają się wraz z rzeczywistym „przerobieniem” Kroku Dziewiątego. Pracując na etapie Kroku Dwunastego, będącego podsumowaniem wszystkich Kroków, przy właściwym jego rozumieniu i wprowadzonych zmianach w życiu, możemy doznać przebudzenia duchowego. Jest to obietnica nowej wolności i szczęścia dla milionów alkoholików, ale także członków Al-Anonu i DDA, narkomanów, erotomanów, kompulsywnych żarłoków, hazardzistów i innych, które opierają się w swoim życiu na tych dwunastu prostych Krokach.


Historia Kroków

W początkach AA, aby zachować trzeźwość, zasady programu przekazywano sobie za pomocą słowa mówionego. Jednak Wspólnota rozrastała się stopniowo, aż dotarła do odległych zakątków kraju. Pionierzy AA zaczęli się obawiać, że ustna forma przekazu programu może ulec przeinaczeniu. Postanowili zatem spisać w książce, wszystko czego się nauczyli o alkoholiźmie i sposobie radzenia sobie z tą podstępną chorobą.

We wprowadzeniu do pierwszego wydania Wielkiej Księgi AA czytamy: „My, Anonimowi Alkoholicy, liczymy ponad 100 mężczyzn i kobiet, którzy zostali uzdrowieni z na pozór beznadziejnego stanu umysłu i ciała. Głównym celem tej książki jest dokładne pokazanie innym alkoholikom, w jaki sposób ozdrowieliśmy.” (Anonimowi Alkoholicy str.x)

Bill Wilson, współzałożyciel i pomysłodawca AA, wziął na siebie zadanie napisania pierwszej części książki. W rozdziale 5 zdał sobie sprawę, że będzie musiał wyjaśnić, „jak naprawdę działa nasz program zdrowienia z alkoholizmu. Ten fragment, umieszczony właśnie w tym miejscu, miał być osią całej książki” ( Alcoholics Anonymous Comes of Age: A brief History of AA str.159). Oczywiście miał na myśli Kroki.

Dotychczas wszystko opierało się na sześciu Krokach:

1. Przyznaliśmy, że nas pokonano – że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu.
2. Dokonaliśmy obrachunku moralnego naszych wad lub grzechów.
3. Wyspowiadaliśmy sie z naszych braków albo w zaufaniu podzieliliśmy się nimi z drugim człowiekiem.
4. Wynagrodziliśmy straty wszystkim tym, których skrzywdziliśmy swoim piciem.
5. Staraliśmy się pomagać innym alkoholikom, nie szukając uznania ani korzyści finansowych.
6. Modliliśmy się do takiego Boga, w którego istnienie wierzyliśmy, o siłę potrzebną do praktykowania tych nakazów [zasad].
Pierwotnie program AA składał się z sześciu Kroków.

Bill tak opisuje, jak doszło do powstania nowych Kroków, które znalazły się w rozdziale 5 Wielkiej Księgi:

„W końcu zacząłem pisać. Spodziewałem się naszkicować więcej niż sześć Kroków, choć o ile więcej – nie wiedziałem. Odprężyłem się i pomodliłem o wskazówki. Zważywszy na to, jak bardzo byłem przejęty, wstępny zarys ukończyłem doprawdy błyskawicznie, w jakieś pół godziny. Słowa wciąż jakby same do mnie przychodziły. Gdy poczułem, że praca skończona, ponumerowałem nowe Kroki. Było ich razem dwanaście. Liczba ta zdawała się mieć swoją wymowę.” (Alcoholics Anonymous Comes of Age str.161).

Wielka Księga AA ukazała się w kwietniu 1939 roku.

Rozdział piąty Wielkiej Księgi AA zawiera Dwanaście Kroków.

Najbardziej wiarygodna i wyczerpująca interpretacja Kroków znajduje się w Wielkiej Księdze i w „Dwanaście Kroków i Dwanaście Tradycji”. Ponieważ Bill Wilson (autor pierwszych jedenastu rozdziałów Wielkiej Księgi) napisał zarówno obie te książki, jak i same Kroki, warto więc zaglądać i do innych jego książek, które są doskonałym materiałem edukacyjnym. „Dwanaście na Dwanaście” to ważne uzupełnienie Wielkiej Księgi, ponieważ opowiada w niej, w jaki sposób członkowie AA zdrowieją i jak ta wspólnota funkcjonuje.

W przedmowie do tej książki czytamy, że przedstawiono tu „przyjętą powszechnie w AA interpretację zasad, dzięki którym członkowie AA powracają do zdrowia” (Dwanaście Kroków i Dwanaście Tradycji str.17) i że niniejsza praca „ma na celu poszerzenie i pogłębienie zrozumienia Dwunastu Kroków, zapisanych po raz pierwszy” (Dwanaście Kroków i Dwanaście Tradycji str.19) w Wielkiej Księdze AA.

Dwanaście Kroków i Dwanaście Tradycji ukazało się w kwietniu 1952 roku.

Bill Wilson napisał Dwanaście Kroków i Dwanaście Tradycji, aby poszerzyć i pogłębić nasze zrozumienie Kroków.

Dlaczego Kroki są zbiorem „sugestii”

Zupełnie niezobowiązujący charakter dwunastostopniowego programu zdrowienia pozwala nam samym zdecydować, czy chcemy pracować nad Krokami i wprowadzać w życie zawarte w nich zalecenia, czy nie. Sami ponosimy odpowiedzialność za tę decyzję. Nikt nie będzie nas do niczego zmuszał. Chociaż trafnym wydaje się porównanie, że praca nad programem to sugestia tego samego typu, co podpowiadanie skoczkowi spadochronowemu wyciągnięcia zawleczki w locie. Brak sztywnych reguł pozwala nam, przede wszystkim, uniknąć postawy buntu, która działałaby na naszą niekorzyść. W Dwunastu Krokach i Dwunastu Tradycjach na str.28 Bill Wilson napisał: „Anonimowi Alkoholicy nie wymagają od ciebie, abyś w cokolwiek wierzył. Cały program Dwunastu Kroków jest tylko zbiorem sugestii”.

Nazywając Dwanaście Kroków „zbiorem sugestii”, decyzję o pracy nad nimi wspólnota pozostawiła wyłącznie nam.

Nie zmienia to faktu, że to Dwanaście Kroków stanowi trzon programu zdrowienia. Toteż właśnie praca nad Krokami pozwala nam osiągnąć trzeźwość i wytrwać w niej. Dlatego niezobowiązujący charakter programu można by podsumować tak: Nie musimy pracować nad Krokami, jeżeli nie chcemy wracać do zdrowia.

Zdrowienie jest wyborem, którego dokonujemy dzień po dniu.

Co to znaczy „pracować” nad krokiem.


Bill Wilson napisał: „Cały program Dwunastu Kroków wymaga stałego i osobistego wysiłku w stosowaniu się do jego zasad…” (Dwanaście Kroków i Dwanaście Tradycji str.42) W samej możliwości zdrowienia można upatrywać daru czy przejawu łaski, jednakże radość zdrowienia jest efektem rzetelnej pracy nad Krokami.

Przerabianie Kroków składa się z dwóch etapów. Pierwszy można by nazwać „zrozumieniem Kroku”. Zapoznajemy się z treścią i zgłębiamy jego sens. Właściwie jest aby odbywało się to pod czujną opieką i przewodnictwem sponsora AA, jak również, podczas rozmów z innymi członkami Wspólnoty oraz czytaniu związanych z problemem „lektur”. Ten etap pracy pomaga odnieść się do danego Kroku i zobaczyć, jaki związek ma on z naszym własnym życiem. Nie wystarczy ogarnięcie tego materiału umysłem, trzeba „przefiltrować” go przez swoje emocje.

Pierwsza faza pracy nad Krokiem polega na zrozumieniu jego treści i sensu.

Z kolei drugi etap pracy to „wprowadzanie Kroku w życie”. Zdobywamy się wówczas na świadomy wysiłek, zmianę swojego zachowania zgodnie z wytycznymi, jakie zawiera poszczególny Krok nad którym akurat pracujemy. Innymi słowy, zalecenia danego Kroku staramy się stosować w naszym życiu. Wiąże się to z systematycznością życia i mądrze pojętą dyscypliną, z codzienną modlitwą i medytacją, a także chodzeniem na spotkania wspólnotowe i słuchaniem, jak inni radzą sobie ze stosowaniem Kroków w życiu. Warto przyjrzeć się sobie: „jak zalecenia tego Kroku przekładają się na konkretne problemy i sytuacje z mojego życia?” Albo: „co mam zmienić w swoim zachowaniu, aby żyć zgodnie z zawartymi w tym kroku wytycznymi?” Zmienić ustalone nawyki, utarte schematy myślenia, wyobrażenia o sobie i świecie nie jest łatwo. A to właśnie taką przemianę ma na celu ten etap pracy nad Krokiem.

Druga faza pracy nad Krokiem polega na stosowaniu w życiu zawartych w tym Kroku wytycznych.

Taka praca doprowadza nas do przebudzenia duchowego. W Kroku Dwunastym napisano wyraźnie: „Przebudzeni duchowo w rezultacie tych Kroków…”, a owo przebudzenie uwalnia nas i od przymusu i od obsesji, umożliwiając nam powrót do zdrowia. Aby mogło się dokonać, nad Dwunastoma Krokami trzeba pracować systematycznie, Krok po Kroku, zaczynając od Kroku Pierwszego. Kroki stanowią spójną, logiczną całość – każdy następny wynika i czerpie z poprzedniego. Pracując nad kolejnym Krokiem, utrwalamy zarazem wszystkie poprzednie. Dlatego też pominięcie czy chaotyczne podejście do programu uniemożliwia skuteczną pracę nad sobą.

Program Dwunastu Kroków to spójna całość, toteż należy pracować nad nimi po kolei.

Porządek Kroków nie jest przypadkowy. Doświadczenie i mądrość Wspólnoty wskazują że jeśli na jakimś etapie są kłopoty, to prawdopodobnie nie dość dokładnie przerobiony jest poprzedni Krok. Niejeden, który utknął w „martwym punkcie”, cofając się do poprzedniego Kroku i jeszcze raz gruntownie go przepracowując, wyrwał się z groźnego dla siebie zastoju.

Kłopoty w pracy nad którymś z Kroków zwykle wskazują na to, że nie dość sumiennie „przerobiliśmy” Krok poprzedni.

Wprowadzenie do Krokow AA.pdf
źródło: Treści refleksyjne dla trzeźwiejących alkoholików

LSD w walce z alkoholizmem


Druga z dwunastu tradycji Anonimowych Alkoholików brzmi: „Jedynym i najwyższym autorytetem w naszej wspólnocie jest miłujący Bóg jakkolwiek może się On wyrażać w sumieniu każdej grupy. Nasi przewodnicy są tylko zaufanymi sługami, oni nami nie rządzą.”. Niektórym wydać się może dziwne, że uzależnienie od alkoholu łączy się tak mocno z elementami religijnymi. Historia walki z tym uzależnieniem pokazuje jednak, że obie te sfery, alkoholowej choroby i duchowej głębi, zaskakująco często się przecinają.
Uzależnienie od alkoholu przyciągnęło uwagę medycyny dopiero w pierwszej połowie XX wieku, kiedy to alkoholizm zaczęto traktować jako problem zdrowotny, a nie natury upadku moralnego. Lata pięćdziesiąte były przełomowe i wpuściły alkoholizm na salony szpitalne. Dlaczego jednak doszło do tak radykalnej zmiany nastawienia wobec tego problemu?
Profesor E. M. Jellinek, pracownik uniwersytetu Yale, był jednym z pionierów badań na temat wpływu alkoholu na ludzi – prowadzono pierwsze doświadczenia kliniczne, a naukowe podejście do sprawy owocowało zdobywaniem dowodów, że alkoholizm ma podłoże genetyczne, biologiczne, a zatem powinien być leczony przez lekarzy.
Innym wytłumaczeniem może być ekspansja budowanych przez stany ośrodków pomocy dla alkoholików. Rząd, pompując pieniądze w projekty walki z problemami społecznymi, zaczął zaliczać owe ośrodki pomocy do systemu zdrowotnego. Sami przedstawiciele przemysłu alkoholowego popularyzowali alkoholizm jako biologiczne zaburzenie – bo skoro uzależnienie jest chorobą, to dotyka ona tylko dane jednostki, nie mnie – i tak skoczyły zyski piwnych magnatów.
W 1950 roku psychiatra Humphry Osmond, pracujący w szpitalu St George’a w Londynie, razem ze swoim kolegą Johnem Smythies’em, badali reakcje ludzi na stany indukowane chemicznie. Wyjątkowym zainteresowaniem darzyli meskalinę, którą po dwóch latach badań posądzili o wywoływanie symptomów schizofrenii, łącznie z halucynacjami, urojeniami, niezorganizowanymi myślami i takim też zachowaniem (nic dziwnego, że Witkacy lubił ten przysmak). Dalsza praca pozwoliła ustalić, że meskalina ma zaskakująco podobną strukturę do adrenaliny. Stworzono więc teorię, jakoby schizofrenia była rezultatem biochemicznego rozregulowania u chorego.
Osmond jednak nie zainteresował tematem reszty kolegów i nie mógł kontynuować badań w Londynie. Przeniósł się do Kanady, gdzie w szpitalu dla psychicznie chorych w Weyburn poznał Abrama Hoffera. Razem dzielili ciekawość co do odmiennych stanów indukowanych chemicznie, a zainteresowanie meskaliną wkrótce zapoznało Osmonda z dietyloamidem kwasu D-lizergowego, potocznie zwanym LSD. To była miłość od pierwszego wejrzenia – symptomy zażycia podobne do meskaliny, jednak o wiele mocniejsze. Badania nad tym specyfikiem LSDpotwierdzały wcześniejszą hipotezę o biochemicznym niepokoju, bowiem narkotyk ten powodował unikalne, bardzo głębokie przeżycia. Jednakże wczesne eksperymenty ukazały również psychiatrom drogę do nowej terapii. Stany wywołane LSD powodowały pojawienie się u ochotników nowych poziomów samoświadomości. Badani, wracając pamięcią do tego co zaszło podczas „tripu”, twierdzili, że udało im się spostrzec swoją sytuację rodzinną, osobistą, w społeczności z odleglejszej perspektywy. Niektórzy określali to uczucie jako mocno duchowe. Osmond i Hoffer zaczęli się zastanawiać, czy wywołanie takiego stanu u człowieka może wpłynąć na zmianę jego zachowań, nawyków… W 1953 roku rozpoczęły się więc testy na alkoholikach.
Pomysł na wykorzystanie tej grupy ludzi zrodził się z bardzo późnej rozmowy obu badaczy. Porównali oni stan po zażyciu LSD do delirium tremens. Pomysł wydał się tak dziwny, że aż oboje się zaśmiali. Ale ponieważ o 4 nad ranem każdy dziwny pomysł jest dobry, gdy śmiech ustał, zaczęli oni snuć nowe hipotezy eksperymentalne. Około 10% alkoholików cierpiących na delirium kończy swoje życie dość marnie, dla pozostałych może to być jednak punkt zwrotny i wyjście do skutecznej terapii. Jeśli LSD wywołuje tak zwaną delirkę, specyfik ten może stać się furtką skutecznej terapii uzależnienia…
Pierwszymi pacjentami była para, mężczyzna i kobieta, potraktowani dawką 200 mikrogramów LSD. Dawka była dopasowana na zasadzie, że skoro mniejsze ilości indukują u zdrowych ludzi delirium tremens, u alkoholików potrzeba czegoś więcej(1). Wynik tego pierwszego eksperymentu? Mężczyzna przestał pić i pozostał trzeźwy przez 6 miesięcy (po czym skończyła się obserwacja).Kobieta jednak pozostała w szponach nałogu. Czyli, jakby nie patrzeć, 50% szansa na uzdrowienie. Po eksperymentach na ponad 700 pacjentach raportowali podobne wyniki. Hoffer uważał, że to samo doświadczenie jest kluczowym czynnikiem w terapii, a nie spowodowana zażyciem zmiana biochemiczna w mózgu. W ten sposób, z działki czysto psychiatrycznej, metoda ta zaczęła być przesuwana w rejony psychoterapii, gdzie większe znaczenie ma przeżywanie subiektywne.
Widząc podniesione brwi powątpiewania u kolegów po fachu dwaj badacze postanowili lepiej obudować teoretycznie swoje trudne do sklasyfikowania wyniki. Z pomocą przyszła stara teoria o adrenalinie u schizofreników. Hormon ten okazał się również obecny w znacznym stopniu u osób przeżywających delirium. Tym razem więc biochemiczna nierównowaga stała się teoretyczną przyczyną nadmiernego picia.
Jake Calder, dyrektor biura ds. alkoholizmu w placówce Osmonda i Hoffera, również wierzył w siłę LSD jako medycznego środka przeciwko uzależnieniu. Twierdził on, że chociaż medycyna dała dużo alkoholikom określając ich stan w ramach biologicznej, a nie moralnej niedyspozycji, to jednak większość teorii niesłusznie doświadczanie alkoholizmu odcina od duchowego i społecznego aspektu. Zażycie LSD, jako wielce głębokie i silne doznanie, jest więc uzupełnieniem podstawowej terapii. Tymczasem nasi dwaj główni badacze doszli do wniosku, że to jednak nie podobieństwo do delirium tremens jest siłą narkotyku, lecz nagłe wypłynięcie wypartego, tłumionego wcześniej materiału, lub, w innych wypadkach, poczucie religijnej przemiany. Potwierdzały to analizy poszczególnych przypadków. Ochotnicy często mieli trudności ze znalezieniem słów na to co przeżyli przebywając pod wpływem LSD – ta niemożność wyrażenia siebie stała się mocną zagwozdką dla eksperymentatorów. Jednak można było znaleźć względnie stałe elementy przejawiające się u leczonych alkoholików, a które dobrze opisuje fragment z raportu psychiatrycznego:

Momentalnie zdobył jedność z Bogiem. Miał wizję, gdy leżał z zamkniętymi oczami, spiralnej klatki schodowej, gdzie rozmawiał z kimś innym. Okazało się to mieć dla niego wielkie znaczenie… wydaje się, że zdobył zrozumienie oraz wgląd w samego siebie.

Hoffer i Osmond dalej kontynuowali w Saskatchewan badania nad alkoholikami, którzy wyrazili chęć rzucenia nałogu. Starano się ustandaryzować spisywanie przeżyć przez pacjentów, tworzono formularze, zapiski obserwatorów o prawidłowej chronologii opisywanych przeżyć… jednak zawsze na końcu wąskim gardłem okazywały się słowa, które po prostu nie były w stanie opisać tego co zaszło. By lepiej zrozumieć opisywane przez ochotników doświadczenia większość obserwatorów również decydowała się spróbować narkotyku. By zobrazować Wam trudności przekazu – cytując jeden z dłuższych fragmentów sporządzonych przez badanego dzień po zażyciu LSD:

Jak mogę wytłumaczyć twarz, nikczemną, odpychającą i łuskowatą, którą wziąłem za rękę w czeluść piekielną, skąd przyszła, by następnie delikatnie usunąć tą łuskowatą rzecz z twarzy i zabrać ją za rękę wysoko, wysoko w stronę światła i zobaczyć twarz w pełni danego przez Boga piękna, tak wielkiego piękna, że naczynie nie może piękna utrzymać w środku, ale nie może wykipieć. Wydawało się, że moja głowa i ramiona i biodra na dole były oddzielone i mój żołądek był polem bitwy pomiędzy dobrem i złem… W końcu porozmawiałem [z doktorem] który wydawał się nie mieć problemów ze zrozumieniem rzeczy, które mu opisywałem, a które nie mogłem przelać na papier. To co czuję jest żywe i chciałbym być artystą i móc namalować to albo umieścić w muzyce czy wersie by podzielić się tym ze światem. To wydaje się być przeżyciem, które tylko ktoś kto widział skalę wszystkich emocji, poprzez LSD czy alkohol, może chociaż zbliżyć się do poznania czy uwierzenia nawet do tych najbardziej fantastycznych rzeczy które chcesz im przekazać. To wspaniałe uczucie móc wybrać czy iść do góry czy na dół. Zdecydowałem się iść do góry i czuć się czystym, świeżym i dobrym.

Smith skategoryzował ten przypadek jako klasyczną reakcję psychodeliczną. Pacjent doświadczył duchowego przeżycia, walki dobra ze złem, która zmieniła go i sprawiła, że nabrał pewności siebie. Terapeuta uważał ten przypadek za zapewne terapeutycznie udany, ponieważ reakcja na LSD była mocno uduchowiona, co korelowało z późniejszym pozostawaniem w trzeźwości. Jednak nie tylko duchowość dobrze robiła alkoholikom – Smith za czynnik dobrze rokujący uważał też rozwinięcie nowego poziomu samoświadomości.
Wielość zbadanych przypadków pozwoliła badaczom wyciągać ogólne wnioski na temat charakteru terapii. Fundamentalnym odkryciem odnośnie psychodelicznych narkotyków była ich zdolność do wywoływania ogólnego odczucia bycia w jedności ze światem. Obserwacje ukazały możliwość LSD do wytwarzania głębokich doświadczeń prowadzących do osobistego wglądu, zrozumienia samego siebie, rodzaju transcendencji, duchowego oświecenia. Idąc dalej, doszli do wniosku, że stan ten, wywołany przez narkotyk, był terapeutyczny. Reszta świata medycyny jednak nie uwierzyła na słowo honoru.
Na pierwszy ogień poszły metodologiczne niedoskonałości przy próbie łączenia koncepcji medycznych, socjologicznych, psychologicznych, a w końcu i duchowych w kwestii wyjaśnienia źródeł alkoholizmu. Krytyce poddano też kryteria doboru kandydatów do eksperymentów, wszak większość zgłoszonych osób wyraziło bardzo znaczącą chęć zmiany. Osmond i Hoffer poproszeni zostali o powtórzenie wyników przy użyciu różnorodnych prób kontrolowanych.
Główna organizacja działająca w temacie badań nad narkotykami i alkoholem w Kanadzie, Fundacja Badań nad Uzależnieniami (Addictions Research Foundation) w Toronto wkroczyła w środek tej debaty przeprowadzając własną serię eksperymentów z użyciem LSD. W serii publikacji skrytykowali oni wcześniejsze badania za brak odpowiedniego przygotowania naukowej metodologii. ARF stwierdziło, że przedstawione wcześniej konkluzje z badań nad tego typu terapią LSD wprowadzają w błąd, ponieważ nie zaistniały odpowiednie czynniki izolujące wpływ narkotyku od innych zmiennych, które mogły wpłynąć na jakość leczenia.
Rzucona rękawica została podniesiona – w 1962 roku psychiatra Sven Jensen przeprowadził pierwszą w pełni kontrolowaną próbę terapii alkoholizmu LSD. Wyniki opierał na analizie 3 grup – pierwszy zespół alkoholików otrzymał LSD pod koniec pobytu w szpitalu (trwającego zazwyczaj kilka tygodni), drugi otrzymał terapię grupową. Trzecia grupa była leczona przez kolegów Jensena standardowo stosowaną terapią (sesje indywidualne, terapia środowiskowa, hospitalizacja). Eksperyment trwał dwa lata – sprawdzanie stanu pacjentów miało miejsce 6 i 18 miesięcy po badaniu. Wyniki pokazały, że 38 pacjentów z 58 osobowej grupy „LSD” (65%) pozostało trzeźwych przez cały okres po badaniu właściwym. Wynik całkiem wysoki, biorąc pod uwagę grupę drugą, gdzie kieliszka nie tknęło tylko 7 osób z 38 (18%). Jednak nawet ten wynik jest obiecujący, gdy spojrzymy na trzecią drużynę – abstynencja w 4 przypadkach na 35 (11%)…
W międzyczasie psychiatra Colin Smith rozpoczął swoje badanie. 24 ochotników zostało zaproszonych na 2-4 tygodniowy pobyt w szpitalu. We wczesnej fazie lekarz zachęcał ich do rozmowy na temat problemu alkoholowego. Podczas ostatnich dni tej wizyty pacjenci dostali pojedynczą dawkę od 200 do 400 mikrogramów LSD lub pół grama meskaliny. Wiedząc mniej więcej jak delikwenci mogą zareagować na narkotyk (omamy, przeładowanie zmysłów, błędna percepcja czasu…) Smith stworzył im środowisko pełne bodźców. Ochotnicy cały czas mieli za towarzysza pielęgniarkę bądź psychiatrę, mogli oddawać się malowaniu, ścinaniu kwiatów, słuchaniu muzyki, rozmowie. Po 8 godzinach, kiedy doświadczanie przestawało być tak dotkliwie inne, pacjenci wracali do swoich pokoi gdzie mogli wziąć lek na dobry sen. Następnego ranka proszeni zostali o sporządzenie pisemnego opisu swojego przeżycia.
Ochotnicy zostali jeszcze kilka dni w szpitalu, gdzie Smith radził im odnowić swoje znajomości w środowisku Anonimowych Alkoholików(2). Wyniki,aasporządzone ze szczegółowych wywiadów tak z zainteresowanymi, jak i ich rodzinami czy przyjaciółmi, świadczyły jednoznacznie – nikomu się nie pogorszyło. 12 pacjentów pozostało na tym samym poziomie zaawansowania chronicznego picia, 6 pacjentów zanotowało poprawę swojej alkoholowej sytuacji a kolejna 6 pozostała w trzeźwości 3 miesiące i 3 lata po eksperymencie. Jednak badanie to nie tyle potwierdza skuteczność LSD jako leku, lecz pokazuje jak dużo zależy od społecznego zaangażowania wokół osoby chorej. Całkowita abstynencja wiązała się z pomocą klubu AA, rodziny, znajomych, ze zmianą otoczenia, przyzwyczajeń. To właśnie te wszystkie zachowania skojarzone z alkoholem okazały się czynnikami w znacznym stopniu skłaniającym do sięgnięcia po kieliszek.
ARF nie pozostało dłużne. Smart, Storm, Baker i Solours zaprojektowali eksperyment izolujący efekt narkotyku przed analizą jego skuteczności. Podawali LSD ochotnikom i następnie zasłaniali im oczy opaską lub/i fizycznie krępowali ich ruchy. Poinstruowali obserwatorów by nie kontaktowali się z osobami badanymi, stwarzając środowisko w minimalnym stopniu zanieczyszczające efekt działania narkotyku bodźcami. Badanie miało za zadanie wyjaśnić, czy to LSD ma właściwości terapeutyczne, czy to entuzjazm eksperymentatorów i obserwatorów wpływał na wyniki. Ochotnicy z badania ARF wykazali nikłą poprawę, jednak ogólnie nie była ona tak wielka jak wyniki terapii Hoffera i Osmonda. Konkluzją badania było oznaczenie LSD jako nieefektywnego środka terapeutycznego gdy jest on testowany w kontrolowanych warunkach, co z metodologiczną siłą było dość ciężką krytyką dla kwasowych opozycjonistów.
Lecz to właśnie do tej żelaznej metodologii przyczepiła się grupa z Saskatchewan. Stwierdzili oni, że sama konstrukcja eksperymentu wymuszała nieudolne wyniki terapii. Zmniejszenie komfortu przeżywanego doświadczenia powoduje pojawienie się reakcji lękowych, co utrudnia, lub wręcz uniemożliwia poprawne leczenie. Dodatkowo, z własnych doświadczeń wiedzą, że środowisko ma bardzo duży wpływ na proces zmiany – nie wiadomo czy narkotyk czy otoczenie jest ważniejsze, lecz trzeba oba czynniki brać pod uwagę. Dlatego też badanie ARF nie wyjaśniło charakterystyki terapii, lecz pokazało tylko, że istnieje jakaś reakcja na podanie LSD. Eksperymenty leciały dalej…
Dania, rok 1962 – publikacja badania, które we wnioskach konkluduje, że LSD powoduje u ochotników wysoki poziom lęku i niepokoju, co strachem skłania ich do pozostania w trzeźwości. Odbijają się więc echem wcześniejsze teorie o delirium tremens. Czechosłowacja, rok 1966 – badanie określa skuteczność LSD jako „dobrą” w przypadku leczenia zaburzeń osobowości.
Wracając do alkoholizmu, to psychiatrzy z USA pokusili się nawet o stworzenie podwójnej ślepej próby. W 1971 roku zostało przeprowadzone badanie na 135 chronicznych alkoholikach. „Psychodelic peak therapy”, jak nazwali ją twórcy, polegała na łączeniu psychoterapii z sesjami LSD które miały wyzwolić pozytywne grofdoświadczenie prowadzące do wglądu. Prawdopodobnie inicjatorem samej idei był Stanislav Grof, który zajmował się taką właśnie „turbopsychoanalizą” u siebie w Czechosłowacji. Eksperyment polegał na podzieleniu pacjentów na 2 grupy – 450 mikrogramów oraz 50 mikrogramów LSD podawanego podczas sesji. Ochotnicy byli następnie sprawdzani 6, 12 i 18 miesięcy po skończeniu terapii w szpitalu. Grupa wysokiej dawki po 6 miesiącach statystycznie lepiej punktowała na skali ogólnego dostosowania oraz zachowania związanego z piciem. Później wyniki wyrównywały się, także kolejne okresy nie przedstawiały istotnej różnicy. Obie grupy jako całość wypadły jednak znacząco lepiej na tle grupy tylko hospitalizowanej. Im później jednak tym mniej tego typu badań zostało przeprowadzanych. Debata nad skutecznością trwa więc dalej.
Zwolennicy tej chemicznej terapii, wpadając w coraz bardziej filozoficzne wyjaśnienia zbliżają się do krawędzi głównego nurtu badań medycznych. Rozwój innych medykamentów, leków antypsychotycznych i antydepresyjnych sprawił, że leczenie farmakologiczne nabrało bardziej prostego i płytkiego wymiaru. Leki zaczęły dawać wymierne rezultaty w obniżaniu symptomów choroby potwierdzone wielokrotnie w kontrolowanych próbach przy coraz bardziej wyśrubowanych warunkach.
Terapia LSD jawiła się jako jeden intensywny punkt zwrotny zmieniający człowieka. Hoffer i Osmond wyszli z teorii o nierównowadze biologicznej u alkoholików, lecz wyjaśnienie to okazało się nie określać w całości tego, co działo się na sesjach. Częste odnoszenie się do Boga aż prosiło się by uwzględnić je w hipotezach wyjaśniających rezultaty, a wysoka skuteczność wykazywana przez sympatyków sprawiała, że LSD rosło do rangi prostej i pewnej metody zwalczenia alkoholowego problemu w całym społeczeństwie. Hurraoptymizm rozbił się o mur metodologii testów klinicznych, co do której narkotyk nie mógł się odnieść. Komentowanie wyników wczesnych badań pozwoliło jednak spopularyzować walkę z problemem alkoholowym, skłoniło badaczy do konstruowania coraz bardziej obiektywnych eksperymentów oraz zwróciło uwagę na kulturowe i społeczne aspekty tej choroby – co z kolei pozwoliło stworzyć prężnie i skutecznie działającą grupę Anonimowych Alkoholików.
Lecz dostrzec możemy też negatywne skutki szału na punkcie LSD. W 2002 roku National Health Service (NHS) zgodził się wypłacić 195.000 funtów 43 byłym pacjentom szpitala psychiatrycznego, ponieważ byli oni poddani terapii LSD w latach 1950-1970. Nie byli jednak alkoholikami, lecz osobami cierpiącymi na ciężką depresję, schizofrenię czy depresję poporodową. Psychiatrzy przesadzali więc ze stosowaniem „cudownego leku”, podobnie jak to miało miejsce z lobotomią.
LSD jest jedną z najbardziej aktywnych psychodelicznie znanych człowiekowi substancji. Jest toksyczna, zaburza percepcję nie tylko otaczającego nas świata, ale także tego wewnętrznego, wpływa na rozumienie, samoświadomość. Rezultat zażycia tego narkotyku zawsze jest niewiadomą – na pewno jednak jest on znaczący i głęboki, zwłaszcza w dużych dawkach. Wymienione wyżej eksperymenty rzeczywiście uwydatniają jakąś moc LSD, prześledzić muszę jednak jeszcze wielkość tej zmiany zachowania, bo coś mi się wydaje, że nie ogranicza się ona tylko do odstawienia wieczornego piwka.

A jak Wam się widzi taka terapia?


(1)Osmond, i inni, odkrywali odpowiednie dawkowanie poprzez eksperymentowanie na sobie.
(2)Sam Bill W., założyciel AA, po przeczytaniu wyników badań eksperymentował z LSD jako środkiem przeciwko chorobie alkoholowej. Po kilku sesjach przerwał, jako że kłóciło się to z jego rolą w organizacji poświęconej wytrwaniu w trzeźwości. Nie przestał jednak korespondować z Hoffnerem i Osmondem oraz zachęcać ich do przedstawiania koncepcji duchowości w terapii uzależnień.

źródło: kościól Wyzwolenia Absolutnego spełnienia "Kwas"

Alkoholizm - fazy rozwoju


Stadium przed alkoholowe: używanie i nadużywanie alkoholu motywowane społecznie. Przyszły alkoholik szybko zaczyna odczuwać odprężenie emocjonalne i uświadamia sobie jego związek z piciem alkoholu. Pijący raczej się nie upija, ale pije, aby zredukować doświadczane napięcia i trudności. Następuje wzrost tolerancji na alkohol – pijący przyjmuje coraz większe dawki, aby uzyskać stan odprężenia. Pojawiają się pierwsze amnezje spowodowane nadużyciem alkoholu. Okres ten trwa od kilku miesięcy do dwóch lat.

Stadium wstępne (prodromalne): rozpoczyna się w chwili wystąpienia pierwszych "przerw w życiorysie" – alkohol zaczyna być substancją, której pijący potrzebuje. Pojawia się potajemne picie, ciągłe myślenie o alkoholu, łapczywość w piciu, poczucie winy i wyrzuty sumienia oraz unikanie rozmów na temat alkoholu. Pijący zaczyna się maskować, gdyż musi wypijać już znacznie więcej dla odczucia ulgi. Ta faza może trwać od pół roku do czterech, pięciu lat – pojawiające się coraz częściej palimpsesty zapowiadają rozwój nałogu alkoholowego.

Stadium ostre: głównym objawem w tej fazie jest utrata kontroli nad piciem i niepohamowany głód alkoholowy. Pijący traci kontrolę nad ilością wypijanego alkoholu, ale nie nad faktem rozpoczęcia picia – może czasami zachować abstynencję. Alkoholik zaprzecza wystąpieniu tego objawu i rozbudowuje system racjonalizacji usprawiedliwiających jego picie. Pojawia się coraz większy nacisk społeczny do zaprzestania picia. Alkoholik stwierdza, że to otoczenie ponosi odpowiedzialność za jego picie, co wyraża się w agresywnych zachowaniach, które pogłębiają wyobcowanie ze środowiska i umacniają wyrzuty sumienia. W tym okresie alkoholik narzuca sobie okresowo bezwzględną abstynencję i może podejmować próby zmiany dotychczasowego sposobu picia. Niepowodzenia z tym związane powodują, że jeszcze bardziej odsuwa się od otoczenia i koncentruje wyłącznie na sprawach związanych z piciem. Pojawiają się pierwsze hospitalizacje związane z coraz intensywniejszym piciem. Obniżenie popędu seksualnego skutkuje wrogością w relacjach z partnerem/partnerką i prowadzi do zazdrości alkoholowej Stadium to kończy się wraz z pojawieniem się regularnego picia porannego, które wcześniej zdarzało się rzadko.

Stadium przewlekłe: pojawia się błędne koło nałogu – długotrwałe stany zatrucia alkoholowego, zwane ciągami. Powodują one degenerację moralną oraz obniżenie sprawności funkcji intelektualnych, u około 10% populacji alkoholowych występują psychozy alkoholowe. Kłopoty finansowe powodują, że osoba pijąca sięga po alkohole niekonsumpcyjne. Tolerancja obniża się jeszcze bardziej. Występują nieokreślone lęki, różne drżączki czy zahamowania psychoruchowe; picie przybiera charakter obsesyjny. Słabnie system racjonalizacji i zaprzeczeń, a alkoholik uznaje się za pokonanego. Wówczas spontanicznie poddaje się leczeniu lub, nie widząc innego wyjścia z sytuacji, kontynuuje obsesyjne picie.

Jest to schemat rozwoju choroby alkoholowej, który przedstawił E.M. Jellinek na podstawie analizy historii chorób ponad 2000 alkoholików. Schemat przedstawia typowy rozwój uzależnienia – nie w każdym wypadku muszą wystąpić wszystkie objawy, a ich kolejność może być indywidualnie zróżnicowana.

dodajdo.com