Alkoholizm to choroba, możesz nauczyć się ją kontrolować ciesząc się pełnią życia.


Blog do wynajęcia Blog do wynajęcia Blog do wynajęcia

Nowy lek dla alkoholików



Nowy lek zwalczający alkoholizm odkryli włoscy naukowcy. Antydepresyjny
preparat o nazwie miltiron to wyciąg z chińskiej szałwi. A odkryto go
dzięki specjalnemu gatunkowi szczurów, które wykazują pociąg do
kieliszka. Eksperymenty i doświadczenia na gryzoniach trwały prawie
ćwierć wieku, brało w nich udział ponad 50 pokoleń szczurów. Na
początku podawano im wodę z alkoholem a następnie z miltironem.
Zauważono, że gryzonie mają znacznie mniejszą ochotę na
alkohol po zażyciu leku.

źródło: RMF24

Rosyjski sposób na alkoholizm


Chociaż nie ma ludzi niezastąpionych, to są tacy, których szkoda wyrzucić z pracy. Bywa jednak, że nadużywają alkoholu. Szczególnie ciężko rozwiązać ten dylemat w Rosji, gdzie - jak wiadomo - za kołnierz się nie wylewa. Tamtejsi pracodawcy znaleźli jednak sposób na amatorów wyskokowych trunków.

Rosjanie lubią wypić, a szczególnie do butelki ciągnie ludzi takich odpowiedzialnych profesji, jak kierowcy czy traktorzyści na wsi. Ale problemy z pijącymi pracownikami mają nie tylko kierownicy kołchozów, ale także szefowie wielkich firm w dużych miastach.

Dlatego też coraz częściej pracodawcy uciekają się do pomocy psychologów i kodowania – tak to przynajmniej nazywają Rosjanie. Psycholog wprowadza pacjenta w stan hipnozy i wydaje mu polecenie zabraniające picia. Jest to metoda całkiem skuteczna, choć nie stuprocentowa.

Oczywiście pracownik musi dobrowolnie zgodzić się na takie leczenie. A chyba warto seans kosztuje 1 tys. rubli, czyli około 120 zł. Jeśli się uda, blokada może działać nawet parę lat.

źródło: RMF24

UZALEŻNIONE - PIJANE MYŚLENIE część 3


PO CZYM POZNAĆ PIJANE MYŚLENIE?

Działa ono w sposób niezamierzony i nieuświadomiony dla osoby uzależnionej. Wraz z postępem choroby, system iluzji i zaprzeczania rozbudowuje się!

System iluzji i zaprzeczeń to specyficzne "sztuczki umysłowe":
zaprzeczanie

Osoba uzależniona twierdzi, że coś nie istnieje, mimo że istnieje, np.: "nie jestem pijany", "nie piłem wczoraj", "to nieprawda!", "nie jestem alkoholikiem", "nic nie tracę na tym, że piję!" - i zawsze istnieje cała masa pseudo-uzasadnień na to....
minimalizowanie

Polega to np. na przyznaniu się przez nałogowca, że pił, ale: "tylko jedną wódeczkę" czyli zaniża ilości wypitego alkoholu. Osoba uzależniona może myśleć i mówić o swoim piciu w taki sposób, że wydaje się ono znacznie mniej poważne niż w rzeczywistości: "mam mały problem z piciem, ale to nic takiego, dam sobie radę". Używa umniejszających skalę problemu sformułowań: "piwko", "tylko 3 kieliszki", "drineczek". Ukrywa prawdziwe rozmiary picia za żartami: "no może i jestem pijakiem, ale człowiek nie wielbłąd pić musi". Hołduje fałszywemu przekonaniu, że piwo to nie alkohol i nie bierze go pod uwagę "zeznając" w sprawie spożytego alkoholu.
obwinianie

Osoba uzależniona jest przekonana, że ktoś inny jest odpowiedzialny za jej picie - "to przez moją żonę piję, gdyby była inna...(ładniejsza, troskliwsza, mądrzejsza, mniej zrzędliwa....)", "gdybym miał pracę to bym nie pił" (gdy tymczasem najczęściej stracił pracę właśnie przez picie), "koledzy mnie namówili...", "szef mnie zdenerwował musiałem się napić, to przez niego", "zdenerwowała mnie więc wypiłem", itp.
racjonalizowanie

Oddający się nałogowi dostarcza innych wyjaśnień na picie niż fakt uzależnienia, podaje inne przyczyny niż alkoholizm, usprawiedliwia picie. W rzeczywistości uzależniony zawsze najpierw podejmuje decyzję o piciu a dopiero potem znajduje dla niego uzasadnienie; "były imieniny kolegi - nie mogłem odmówić", "jestem smakoszem", "piję bo lubię", "piję bo jestem bezrobotny, co mi pozostało..." "piję tylko markowe trunki więc nie jestem alkoholikiem", "wszyscy piją", itp.
odwracanie uwagi

To zmienianie tematu rozmowy i własnej refleksji. Jak w popularnej anegdocie, gdy pijany mąż wraca do domu a zdenerwowana tym faktem żona wybucha: "znowu piłeś?!, on natomiast pyta: "a czemu tu nie posprzątane?". W chwilach gdy na myśl przychodzą wątpliwości odnośnie rozmiarów i konsekwencji własnego picia: "może coś jest nie tak z moim piciem? - w sukurs przychodzi umiejętność zmiany wątku: "teraz najważniejsze to dojść do siebie i nadgonić w pracy, na czym to ostatnio skończyłem?"
koloryzowanie wspomnień

To jak patrzenie na alkoholizm przez "różowe okulary": dopóki ich nie ściągnę nie zobaczę co naprawdę zrobił ze mną i z moim życiem alkohol - dopóty będę powoli umierać na tę chorobę nie zdając sobie z tego sprawy. Uzależniony przypomina sobie te zdarzenia, które pasują mu, aby dalej mógł pić, zupełnie nie pamiętając o wszystkich przykrych stratach, sytuacjach związanych z piciem: złym samopoczuciu, cierpieniu, kłótniach, długach, wstydzie, konfliktach. Stąd tak duża skłonność do żartowania na temat picia. Stąd wspominanie miłych imprez i innych dawnych śmiesznych przygód związanych z piciem: "jaka fajna była impreza", wszystkie tzw. "wojenne opowieści"...
marzeniowe planowanie

Osoba uzależniona marzy o tym, co zrobi jak wytrzeźwieje, co jeszcze w życiu osiągnie - no i niestety poprzestaje tylko na marzeniu i przeżywaniu przyjemnych doznań towarzyszących marzeniom. Golec u Orkiestra śpiewali: "Tu na razie jest ściernisko, ale będzie San Francisco, a tam gdzie to kretowisko - będzie stał mój bank!". Wielkie plany rozgrywane są w wyobraźni osoby uzależnionej, marzenia o wielkich dokonaniach unoszą ją jak fala - po to by w czasie tych marzeń poczuć się dobrze, ale... nic nie dzieje się w realnym życiu w kierunku tego by ten BANK wybudować! Uzależniony myśli:

"Kiedyś...

- założę rodzinę...
- kupie samochód...
- wybuduję dom...
- pojadę do Rzymu...
- "jakoś to będzie!"

i już czuję się lepiej!
I na tym koniec - THE END!

pije dalej!

Osoba uzależniona - właśnie przez to, że jej własny umysł stosuje mnóstwo samo oszustw - nie może samodzielnie poradzić sobie z chorobą - do tego potrzebny jest drugi człowiek: terapeuta, koledzy z AA. Tylko drugi człowiek, znający się na rzeczy, prześwietli jak promieniami RTG i ujawni objawy "pijanego myślenia" - sam zainteresowany będzie tym złudzeniom ulegał również w okresach dłuższej abstynencji.

źródło: Psychotekst

UZALEŻNIONE - PIJANE MYŚLENIE część 2


Uzależnienie, np. od alkoholu, to jedna z tych niewielu chorób, która nie pozwala osobie dostrzec i przyznać, że jest ona chora. I właśnie dlatego jest to choroba szczególnie podstępna i wymaga specjalistycznego leczenia - na terapii podstawowej a potem pogłębionej.

Osoba uzależniona - właśnie przez to, że jej własny umysł stosuje mnóstwo samo oszustw - nie może samodzielnie poradzić sobie z niepiciem alkoholu i trudnościami emocjonalnymi wynikającymi z tej choroby. Do tego potrzebny jest drugi człowiek: terapeuta, grupa terapeutyczna oraz doświadczeni koledzy z grupy Anonimowych Alkoholików.

Spróbujmy doświadczyć działania pijanego myślenia - spostrzegania świata.

Zróbmy sobie mały eksperyment z użyciem 3 szklanek

1. Do szklanki nalej zwyczajnej niegazowanej wody. Podnieś naczynie do poziomu oczu i popatrz dokoła na świat.

To jak alkoholik - niezdrowiejący, pijący, bez terapii, w stanie po zażyciu i pomiędzy piciem - spostrzega:

- innych ludzi, (popatrz na twarze kolegów przez tę szklankę - jak je widzisz?)
- sytuacje życiowe (popatrz na przedmioty - i?)
- a przede wszystkim: fakt swojego picia
- teraz możesz przyrównać do tego, jak ty widzisz przez tę pełną wody szklankę. I jak? Czyż obraz nie jest karykaturalny, zamazany, zniekształcony, niewyraźny, nieostry? Krótko mówiąc: przekłamany?

Właśnie tak osoby uzależnione od alkoholu patrzą na swoje spożywanie alkoholu w okresach, gdy piją i pomiędzy piciem i tuż przed piciem - czyli w nawrocie choroby. To, co wtedy widzą wydaje się im jak najbardziej prawdziwe, ale jest tak naprawdę mocno zniekształcone przez obudzoną ogromną chęć wypicia alkoholu.

2. Teraz wylej wodę z tej szklanki, która przed chwilą była twoim "oknem na świat". Na szklance pozostają zacieki, resztki cieczy, miejsca przez które nie widać wyraźnie. Te wodniste plamy wciąż zakłócają adekwatne ujrzenie i ocenienie tego, na co patrzysz. Pewne elementy wciąż jeszcze są zamazane, pijane.

Inaczej mówiąc, osoba uzależniona od alkoholu, która rozpoczęła leczenie i ma pewien okres abstynencji a terapeuci i inni alkoholicy, np. na mityngach AA, pomagają rozbrajać jej to "pijane myślenie", na pewne obszary swojego życia nadal patrzy tak, jak wtedy gdy piła! Często wiele tygodni lub miesięcy pracy w terapii upłynie zanim ujrzy innym - trzeźwym - okiem swoje funkcjonowanie w rodzinie albo skutki nałogu. Mechanizm iluzji i zaprzeczeń wciąż działa w jakieś resztkowej formie...

3. Sięgnij po kolejną - czystą i suchą szklankę. Obejrzyj świat dokoła ciebie przez jej ścianki.

Tylko przy pomocy terapii można zatrzymać działanie mechanizmu samooszukiwania, "uśpić", wyprostować to pijane myślenie.

Po to by na swoje życie i na kwestię swojego picia móc patrzeć tak jak przez tę pustą szklankę.


źródło: Psychotekst

UZALEŻNIONE - PIJANE MYŚLENIE część 1


Czasem żartujemy, że jak ktoś mówi z silnym przekonaniem, że nie jest alkoholikiem to właśnie dowód na to, że nim jest. Oczywiście, nie po tym diagnozujemy uzależnienie, ale anegdota ta świetnie oddaje to, co tak charakterystyczne dla tej choroby. To, co Anonimowi Alkoholicy już dziesiątki lat temu nazwali "pijanym myśleniem". To, co zna każdy, kto dzieli życie z alkoholikiem i ma za sobą nieudane próby przemówienia do niego, błagania by poszedł na leczenie: usilne zaprzeczanie uzależnieniu.

Co takiego dzieje się ze sposobem myślenia alkoholika, że pomimo strat, różnych przykrych konsekwencji picia, nadal pije alkohol? Pomimo sygnałów od najbliższych, że jego picie wykracza poza normę, mimo ich próśb, mimo własnych postanowień i pomimo obietnic składanych bliskim - alkohol zwycięża a na dodatek nie staje się to wcale dowodem dla samego zainteresowanego, że z tym uzależnieniem to jest coś nie tak...

Wielu z nas słyszało z ust alkoholika: "ja nie jestem uzależniony", "piję bo chcę i kiedy chcę, nie muszę wcale pić!", "jak nie chcę to nie piję!", "przecież nie piję codziennie!" - słowa wypowiadane z żarliwym przekonaniem, czasem złością, stanowczo. Alkoholik w tym momencie nie kłamie, nie wprowadza nas świadomie w błąd - on naprawdę w to wierzy! W jego głowie zbudował się bardzo spójny system myślenia na temat własnego picia - myślenia, które ma tylko jeden - chory - cel: sprawić by mógł w spokoju sumienia pić dalej, by nie odebrano mu alkoholu - tej substancji, którą tak pożąda. Substancji, która zapewnia mu ucieczkę od szarej lub często trudnej rzeczywistości, zwalnia z wysiłku i życiowej odpowiedzialności, dostarcza niepowtarzalnych zmian emocji. Jakże trudno jest rzucić trunek, który nabrał takiej mocy! O wiele łatwiej jest uwierzyć podszeptom zafałszowanego myślenia, które podpowiada, że różnego rodzaju kłopoty życiowe to skutek niesprawiedliwości losu i złośliwości otoczenia a nie nadużywania alkoholu i powtarzających się wciąż trudności z kontrolowaniem jego spożywania.

Alkoholik broni się przed zobaczeniem prawdy o swoim piciu i jego skutkach - po to by mógł dalej pić. Tak ogromna jest potrzeba picia, że alkoholik wierzy w to, co myśli pomimo kosztów, jakie przynosi jego picie. Nierzadko alkoholik umierający z powodu marskości wątroby - do ostatniej chwili życia zarzeka się, że "pije tak jak inni", "nie ma z tym problemu", "nie jest żadnym alkoholikiem" - a ta marskość wątroby to wynik złego odżywiania się: "za dużo smalcu jadłem...". A przecież właśnie umiera przez alkohol, przez uzależnienie!

Nie jest to świadome oszukiwanie innych, alkoholik święcie w to wierzy, bo sam przestaje mieć w tym rozeznanie. Umysł alkoholika wiedzie go na manowce, zawodzi go. On sam już nie wie co jest prawdą a co jest fałszem w kwestii picia alkoholu i konsekwencji jego picia.

Często ludzie chorzy na nieuleczalną, śmiertelną chorobę, o której wiedzą już wszyscy dokoła, wydają się być autentycznie nieświadomi tego faktu. Dokładnie tak rzecz się ma w przypadku osób uzależnionych od alkoholu. W końcowej fazie choroby alkoholik może umierać już na skutek powikłań zdrowotnych spowodowanych wieloletnim nałogowym piciem i bardzo stanowczo zaprzeczać jakimkolwiek problemom związanym z alkoholem.

To wydaje się niewiarygodne! A tymczasem jest to najbardziej charakterystyczna cecha tej choroby: usilne zaprzeczanie, że ma problem z piciem pomimo oczywistych wydawałoby się faktów. Pomimo, że wyrzucono go z pracy przez picie, pomimo wielodniowych ciągów picia, pomimo pobytu na "detoksie" na skutek przykrego zespołu abstynencyjnego po odstawieniu alkoholu, gdy organizm tak usilnie domaga się kolejnej dawki alkoholu... Pomimo nieudanych prób wytrwania w niepiciu, pomimo skarg ze strony najbliższych, pomimo opuszczenia przez nich i pomimo dojmującej samotności - wciąż wydaje mu się, że nie ma problemów z piciem i wszystko jest pod kontrolą "a do alkoholika to mi jeszcze daleko..."

To jest samooszukiwanie, które tworzy bardzo ważny mechanizm psychologiczny zwany mechanizmem iluzji i zaprzeczeń. Działa on w sposób niezamierzony i nieuświadomiony dla osoby uzależnionej. Wraz z postępem choroby system iluzji i zaprzeczania rozbudowuje się, coraz więcej jest wytłumaczeń przemawiających na korzyść alkoholu, coraz mniej dla pijącego widoczne są straty ponoszone wskutek nadużywania alkoholu.

Samooszukiwanie tworzy w głowie alkoholika nieprzepuszczalny mur obronny, którego zadaniem staje się odgrodzenie od informacji, które mogły by spowodować odstawienie alkoholu. Mur się rozrasta zasłaniając alkoholikowi dostęp do rzeczywistości. Tak więc osoba nałogowo pijąca nie będzie potrafiła przypomnieć sobie ile wypiła, jak dużo czasu poświęciła na picie, nie rozpozna konsekwencji tegoż picia, gdyż jej własny umysł podpowie fałszywą myśl usprawiedliwiającą w inny sposób kłopoty życiowe. Trudno jej będzie nawet porządnie zastanowić się nad swoim piciem bo umysł będzie uparcie koncentrował uwagę na innych sprawach.

Ale przecież niekiedy osoba uzależniona konfrontuje się z rzeczywistością: dochodzą do niej informacje o niespłaconych długach, zauważa, że dzieci jej unikają albo straciła do nich wręcz prawa rodzicielskie, pracodawca dał naganę i czeka na jeszcze jedno potknięcie by ostatecznie zwolnić z pracy, kac po ostatnim piciu był tak długi i pełen cierpienia, itd. Innymi słowy bywają momenty, gdy osoba uzależniona ma szansę powiązać swoje problemy życiowe z tym, że nałogowo i szkodliwie pije alkohol. To jest najlepszy moment na motywowanie do leczenia, bowiem taka świadomość kłopotów spowodowanych piciem nie przetrwa długo i niebawem naruszona chwilowo konstrukcja obronna umocni się na powrót.


źródło: Psychotekst

Deklaracja jedności


JESTEM ODPOWIEDZIALNY
Gdy ktokolwiek, gdziekolwiek
potrzebuje pomocy
chcę, aby napotkał wyciągniętą ku niemu
pomocną dłoń AA
I za to
JESTEM ODPOWIEDZIALNY


To powinniśmy czynić dla przyszłości AA:

Na pierwszym miejscu stawiać nasze wspólne dobro;
Zachowywać jedność naszej wspólnoty,
Gdyż od jedności AA zależy nasze życie
I życie tych, którzy do nas dołączą.

Apel Billa W., zwany Deklaracją Odpowiedzialności, wygłoszony na kongresie z okazji 30-lecia Wspólnoty Anonimowych Alkoholików w Toronto, w lipcu 1965 roku.

Chrześcijańskie podejście do terapii uzależnień


Chrześcijańska koncepcja terapii uzależnień odwołuje się do chrześcijańskiej zintegrowanej koncepcji człowieka uwzględniającej wymiary biologiczny, psychiczny, społeczny i duchowy (taką koncepcje przyjmuje za punkt wyjścia np. Stowarzyszenie Psychologów Chrześcijańskich działające w Polsce od roku 1995 - p. np. raport SPCh za rok 2002). Koncepcja ta zakłada istnienie w człowieku równoprawnej sfery duchowej, której harmonijny rozwój stanowi o zdolności człowieka do satysfakcjonującego życia, do stawiania sobie i osiągania celów a także efektywnego przezwyciężania trudności i rozwiązywania konfliktów, a co najważniejsze, stanowi o kierunku dążeń człowieka i tym, jak jednostka postrzega sens swego istnienia. Wiele koncepcji filozoficznych definiuje sferę duchową jako obejmującą hierarchię wartości, poczucie sensu życia, ale to co jest charakterystyczne dla koncepcji chrześcijańskiej to założenie, że sfera duchowa jest tą sferą, która służy człowiekowi do kontaktowania się z Bogiem, innymi słowy otwiera go na działanie Absolutu lub Siły Wyższej.
Starożytni Rzymianie mawiali: "Quidquid agis prudenter agas et respice finem" czyli "Cokolwiek czynisz, czyń rozważnie i oczekuj końca" innymi słowy, cokolwiek robisz, zadaj sobie pytanie po co to robisz i co chcesz w ten sposób osiągnąć. Niewątpliwie jeśli chcemy pomagać uzależnionym, to pierwsze pytanie, jakie powinniśmy sobie zadać, brzmi: w czym tak naprawdę chcemy pomagać i do jakiego celu zmierzamy. Dobór metod pomagania będzie zależeć od odpowiedzi na pytanie, jak rozumiemy istotę problemu i jak rozumiemy koncepcję zdrowego, dobrego funkcjonowania człowieka. Każda koncepcja terapeutyczna musi odpowiedzieć sobie na powyższe pytania. W przeciwnym razie stanie się jedynie zbiorem technik.
Gerald G. May, psychiatra, badacz, terapeuta i wykładowca akademicki uniwersytetów stanowych Pensylwanii i Maryland, autor książki "Uzależnienie i łaska" będącej jedną z podstawowych, jeśli nie podstawową pozycją w dziedzinie chrześcijańskiego podejścia do uzależnień, pisze o tym, że każdy człowiek przynosi na świat tęsknotę za miłością, pragnienie bycia kochanymi i zbliżenia się do źródła miłości. Pragnienie to może być przeżywane jako tęsknota za pełnią, dopełnieniem, spełnieniem. To pragnienie jest źródłem szukania Boga, choć może być przeżywane właśnie jako pragnienie miłości, pełni. Nie ma tu znaczenia, czy ktoś jest religijny, czy nie. Tęsknota ta jest według G. May'a istotą ludzkiego ducha, źródłem najszlachetniejszych marzeń i najgłębszych nadziei.
Co człowiekowi jednak przeszkadza w zaspokojeniu tej tęsknoty ? Tęsknota za pełnią umyka raz po raz z oczu człowiekowi, tęsknota za miłością, rozumianą jako świadczenie i doznawanie dobra umyka uwadze człowieka, ponieważ człowiek zaabsorbowany jest czym innym a jego energia pochłaniana jest przez rzeczy, których tak naprawdę wcale nie chcemy, ale z różnych powodów uważamy za konieczne lub przyjemne.
Już święty Paweł pisał: "... mam bowiem zawsze dobrą wolę, ale wykonania tego, co dobre, brak, albowiem nie czynie dobrego, które chcę, tylko złe, którego nie chcę, to czynię" (List do Rzymian, rozdz. 7 wersety 18-19).
Jak pisze G. May nasze pragnienia zostają usidlone i dajemy się porywać przez rzeczy, których tak naprawdę nie chcemy. Teologowie powiedzą, że tym, co nas odwraca od miłości, jest zniewolenie duchowe lub grzech, ale w sensie psychologicznym można tu zobaczyć dwie siły: tłumienie i uzależnienie.
Tłumienie polega na usuwaniu z pola świadomości określonych pragnień lub przeżyć. Jednym z powodów, dla których tak może się dziać, jest obawa przed zranieniem. Wiadomo, że miłość oprócz radości może przynieść cierpienie, o czym wie każdy, kto był zakochany bez wzajemności lub porzucony. Człowiek, tłumiąc jakieś przeżycie, zaczyna zajmować się intensywnie czymś "bezpieczniejszym". Oczywiście samo tłumienie nie powoduje, że to, co tłumimy, przestaje istnieć. Stłumiony ból powraca, wspomnienia wypływają w najmniej spodziewanych chwilach. Tłumienie stanowi podstawę zaburzeń o charakterze nerwicowym.
Psychologowie sądzili przez kilkadziesiąt lat, że to tłumienie pragnień ma najbardziej niszczący, destrukcyjny charakter, w naszych czasach jednak większą wagę przywiązuje się do uzależnień. Jerzy Mellibruda w opracowaniu "Nałogowa osobowość naszych czasów" powstałym w połowie lat dziewięćdziesiątych podkreśla, iż: "Coraz więcej obserwacji i analiz wskazuje, że dominujących schorzeniem naszych czasów stają się uzależnienia, nazywane często w języku potocznym nałogami".
Uzależnienie, zdaniem G. May�, jest siłą bardziej destrukcyjną niż tłumienie, ponieważ wiąże zaspokojenie naszych pragnień z niewłaściwym obiektem, związuje w ten sposób energię płynącą z naszych pragnień, kieruje ją w niewłaściwym kierunku, zmusza nas do robienia rzeczy, których naprawdę nie chcemy i poprzez to narusza naszą wolność. "W ten sposób obiekty przywiązania staja się ogniskami skupiającymi naszą uwagę - stają się obsesjami, zaczynają rządzić naszym życiem" (cyt. z "Uzależnienie i łaska" rozdz. 1). Uzależnienie powoduje utratę wolności, powodując jednocześnie szereg zachowań samowolnych. Językiem psychologicznym nazywamy to utratą kontroli.
Prezentowana przez G. Maya koncepcja uzależnienia zakłada, że procesy uzależnienia, a więc kierowania energii pragnień ku niewłaściwym obiektom są powszechne i nie dotyczą tylko uzależnienia od narkotyków czy alkoholu, ale szeregu różnych zastępczych sposobów zaspokajania podstawowego pragnienia miłości. W zasadzie podobne procesy, choć o różnym stopniu nasilenia i różnych społecznie skutkach, można rozpoznać u każdego. Uzależnienie od czekolady, pracy, pieniędzy, znaczenia, relacji z innymi, fantazji, marzeń, etc. Od strony duchowej można tu zacytować Biblię "Wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały Bożej".
Co z tego wynika - Czy istnieje jakiś skuteczny sposób poradzenia sobie z brakiem wolności - Tradycyjna psychoterapia była skuteczna w przypadku tłumienia, ponieważ pomagała wyprowadzić do pola świadomości tłumione pragnienia, nie skutkuje w przypadku uzależnienia, samo uświadomienie pragnień nie wystarczy. Uzależnienie powoduje kompletną bezsilność wobec obiektu uzależniającego, samo zrozumienie tego faktu nie wystarczy do uwolnienia, ale podstawą uwolnienia jest uznanie własnej bezsilności. Można tu wyraźnie dostrzec podobieństwo do koncepcji stanowiącej podstawę ruchu AA. Od strony duchowej można tu mówić o przeżyciu pokory, która pomaga człowiekowi uznać, ze potrzebuje pomocy. Charakterystyczne jest, że osoby uzależnione żywią najgłębsze przekonanie o własnej samowystarczalności i zazwyczaj mają bardzo głębokie problemy z proszeniem o pomoc i przyjmowaniem pomocy. Często pracuję na grupach nawrotowych nad przyjmowaniem pomocy i zauważyłam, że wiele osób uzależnionych upatruje w tym wręcz powód do dumy, że nie prosi o pomoc, podczas kiedy w oczywisty sposób nie radziły sobie same a jest też wielce prawdopodobne, że nie poradzą sobie z nawrotem, jeśli nie nauczą się prosić. Tego zresztą uczą się w trakcie terapii.
Podsumowując dotychczas zaprezentowane poglądy, można powiedzieć, że w sferze duchowej uzależnienie jest wypaczeniem czy uszkodzeniem hierarchii wartości. Z tego wynika cały szereg niewłaściwych wyborów, niewłaściwych, nieprzystosowawczych z punktu widzenia jednostki i społeczeństwa czynów. Wynika z tego rekomendacja do pracy nad uzależnieniem poprzez pracę nad zbudowaniem nowej, konstruktywnej i przystosowawczej hierarchii wartości. Hierarchia wartości, aby była spójna, musi odnosić się do określonej koncepcji ludzkiego istnienia i celu tego istnienia.
W filmie Andrzeja Wajdy "Panny z Wilka" jest pewna scena, w której główny bohater, grany przez Olbrychskiego, przechadzając się z jedną z tytułowych "Panien" słyszy od niej następujące wyznanie: "Wiesz, ja żyję niemoralnie". W odpowiedzi na pytanie, co to oznacza, pada: "Niemoralnie znaczy bez celu" . Są takie zdania w życiu, po usłyszeniu których ma się poczucie, że ich trafność jest wręcz porażająca. Powyżej przytoczony, króciutki dialog dla mnie osobiście jest jedną z takich fraz, które mimo niezwykłej prostoty nie tylko zawierają głęboki sens, ale mają moc wyjaśniania wielu zjawisk tego świata.
Poczucie sensu życia, chociaż jak sądzi Luc Ferry, współczesny filozof francuski średniego pokolenia, analizujący to zagadnienie, rzadko obecnie przykuwa uwagę tzw. zdrowych i normalnych ludzi, jest terenem spotkania etyki i psychologii - kiedy człowiek ostatecznie traci poczucie sensu życia pojawia się depresja a z nią myśli samobójcze. W błędnym kole uzależnienia często pojawia się uczucie pustki i bezsensu, pisze o tym również Jerzy Mellibruda w "Nałogowej osobowości naszych czasów".
W uzależnieniu stopniowo pojawia się brak sensu życia, człowiekiem przestaje rządzić spójna hierarchia wartości, zaciera się granica między dobrem a złem, dobre jest to, co doraźnie służy ucieczce od cierpienia, zaspokojeniu głodu narkotyków czy alkoholu.
Uzależnienie nie jest traktowane w chrześcijańskiej koncepcji, w tym przez G. Maya, jako grzech, ale jako choroba, mająca swój wymiar neurofizjologiczny, psychologiczny i społeczny.
Ostatecznie definicją uzależnienia jest według G. Maya każde kompulsywne, nawykowe zachowanie, ograniczające wolność ludzkich pragnień. Powoduje je przywiązanie "przykucie" pragnień do jakiegoś określonego obiektu. Charakteryzuje się:
- wzrostem tolerancji,
- objawami odstawiennymi w postaci od łagodnego napięcia i niepokoju do skrajnej paniki w sytuacji braku substancji połączonymi z objawami fizycznymi,
- samooszukiwaniem się (mechanizmy obronne, mechanizmy iluzji i zaprzeczeń), które często całe lata nie pozwalają stwierdzić swojego uzależnienia),
- utratą siły woli - objawiającą się zakończonymi niepowodzeniem próbami kontroli danego zachowania,
- zaburzeniami uwagi - polegająca na niemożności oderwania uwagi od obiektu uzależnienia, zaburzenie hierarchii wartości. Inaczej mówiąc, przykładem tego objawu byłaby koncentracja życia wokół picia.
Chrześcijańska koncepcja wychodzenia z uzależnienia zakłada, że człowiekowi potrzebne jest do uwolnienia otwarcie się na łaskę, czyli siłę, która działa poza nim samym. Dla chrześcijan jest to działanie Boga, jego bezwarunkowa akceptująca miłość. Wyrazem łaski jest chociażby sam fakt istnienia człowieka, obdarzenie go możnością doświadczania piękna świata i prawa uczestnictwa w tym, co dzieje się na świecie. Innymi słowy, człowiek jest dzieckiem Bożym i jako taki ma swoje miejsce w świecie, każdy ma prawo do życia i przebaczenia, niezależnie od tego, co by zrobił, pod warunkiem, że zgodzi się przyjąć to przebaczenie, tj. uzna, że go potrzebuje.
G. May w wyniku swoich badań uznał, że trwałe uwolnienie od uzależnienia uzyskali ludzie, którzy doznali głębokiej przemiany na płaszczyźnie duchowej, co oznaczało przemianę koncepcji świata, swojego miejsca w nim, zmianę hierarchii wartości i przyjęcie nowej, akceptującej i otwartej postawy, w znacznej mierze opartej na twórczej rezygnacji z egoistycznych dążeń. Przy czym nie wszyscy uwolnieni używali tu określeń czy kategorii odnoszących się wprost do Boga, niewątpliwie jednak odnoszących się do sfery duchowej.
Chrześcijańska koncepcja uzależnienia jest podstawą koncepcji terapii przyjętej przez organizację Teen Challenge.
Organizacja Teen Challenge powstała pod koniec lat pięćdziesiątych ubiegłego stulecia w Stanach Zjednoczonych. Stawia sobie za cel pomaganie osobom uzależnionym w pierwszym rzędzie przez rekonstrukcję ich systemu wartości oraz struktury celów i dążeń życiowych opartych o chrześcijański, biblijny system wartości. Zasady życia opisane w Biblii sprawdzały się przez kilka tysięcy lat na gruncie różnych kultur, opierają się bowiem na czytelnej i jasnej hierarchii wartości, znajomości psychiki ludzkiej i akceptującym, pełnym szacunku podejściu do człowieka. Biblia dostarcza człowiekowi klarownych odpowiedzi na pytanie o cel i sens ludzkiego życia, pomaga uporządkować jego relacje z sobą samym, innymi ludźmi i Bogiem.
W oparciu o system wartości duchowych człowiek może odbudować uszkodzone poczucie własnej wartości i godności, dokonać obrachunku moralnego i doznać uwolnienia od poczucia winy i budować system celów życiowych, które pomagają po terapii w zachowaniu abstynencji. System wartości biblijnych proponuje też czytelne podstawy stosunku do innych ludzi, w oparciu o które można odnaleźć swoje miejsce w społeczeństwie i przerwać izolację społeczną, stanowiącą poważny problem osób uzależnionych.
Z pewnej perspektywy można stwierdzić, że często osoby uzależnione potrafią sobie po terapii odpowiedzieć na pytanie "jak być trzeźwym" ale nie potrafią znaleźć odpowiedzi na pytanie "po co być trzeźwym". Uporządkowanie hierarchii wartości jest tu znaczącym elementem w dochodzeniu do odpowiedzi na to pytanie.
W Polsce działa jeden Ośrodek Terapii Uzależnień Teen Challenge, mający dwie filie - w Broczynie i w Łękini. Obie te filie zlokalizowane są w województwie pomorskim, w rejonie dawnego województwa słupskiego.
Praca terapeutyczna w Ośrodku odbywa się metodą społeczności terapeutycznej. Podstawowymi narzędziami zmiany jest uczenie się przez doświadczenie, uczestnictwo w życiu codziennym. W ośrodku przestrzega się regulaminu szczegółowo regulującego zasady współżycia społecznego oraz wyznaczającego system wzmocnień w przypadku odstępstwa od regulaminu. Ważne sprawy społeczności i poszczególnych jej członków regulowane są przez zebrania społeczności terapeutycznej, tzw. społeczności problemowe i kręgi, na których mieszkańcy Ośrodka dzielą się samopoczuciem i udzielają sobie informacji zwrotnych, a także rozstrzygają o przejściu na wyższe etapy terapii lub o zakończeniu terapii, a także udzielają kar regulaminowych.
Codziennie też ma miejsce medytacja poranna "cichy czas" oparta na analizie fragmentu Biblii.
Odbywają się też zajęcia z psychologiem, grupy psychoedukacyjne poświęcone zdobywaniu wiedzy o mechanizmach choroby i zapobieganiu nawrotom, a także treningi umiejętności (trening asertywności) i zajęcia poświęcone radzeniu sobie ze stresem.
Oddziaływania powyżej opisane uzupełniane są indywidualną terapią z wychowawcami - każdy członek społeczności ma swojego terapeutę - i psychoterapią z psychologiem.
Mieszkańcy pracują przy utrzymywaniu czystości ośrodka, gotowaniu, drobnych naprawach i remontach a także w stolarni przyośrodkowej.
Zajęcia sportowe pomagają w odzyskaniu kondycji fizycznej i nauczeniu się szukania innych dróg regulacji nastroju niż regulacja chemiczna. Praca jest traktowana jako ważne narzędzie zmiany człowieka, pomagające w nabyciu właściwych nawyków, zdobyciu wiedzy o sobie i uspołecznieniu się a także narzędzie ćwiczenia samokontroli, uczciwości, cierpliwości.
Również znaczącą funkcją przestrzeganego w ośrodku regulaminu jest wdrożenie się do samokontroli. Celem terapii jest przeżycie doświadczenia akceptacji i przebaczenia, zmiana lub uzdrowienie hierarchii wartości, nauczenie się czerpania wsparcia z kontaktu z Bogiem i ludźmi. Członkowie społeczności uczą się podporządkowywania partykularnych interesów interesowi ogółu i mają z czasem okazję zauważyć, że w ten sposób także i ich interes jest zaspokojony lepiej niż poprzednio. Uczą się samokontroli emocjonalnej i rozwijają wiele umiejętności społecznych i psychologicznych.

Terapia podzielona jest na etap wstępny i trzy etapy terapii zasadniczej, w trakcie których pacjenci realizują pewne wspólne dla wszystkich cele. Realizacja poszczególnych celów jest warunkiem przejścia na kolejne etapy. Wśród celów należy wymienić
I etap:
- integracja w społeczności,
- poznawanie i akceptowanie siebie, poznawanie własnych silnych i słabych stron,
- poznawanie własnych granic,
- poznawanie specyficznych struktur nałogu,
- eliminowanie zachowań charakterystycznych dla osobowości uzależnionej,
- uczenie się rozpoznawania swoich uczuć,
- budowanie poczucia własnej wartości,
- uczenie się rozpoznawania pozytywnych i negatywnych wpływów.
II etap:
- autentyczność i zgodność z samym sobą,
- nabywanie zdolności odcięcia się od innych osób i negatywnych wpływów, nauka chronienia siebie,
- nauka wczuwania się w problemy i uczucia innych osób,
- przepracowanie przeszłości, wyjaśnienie relacji z rodzicami, krewnymi, partnerem życiowym,
- uzdrowienie wewnętrznych zranień,
- radzenie sobie z napięciami i przezwyciężanie rozczarowań (zwiększenie odporności na frustrację),
- pozytywne współtworzenie życia grupowego (odkrywanie zdolności i talentów).
III etap
- przygotowanie do samodzielnego życia,
- intensywny trening zachowania w realnych warunkach,
- pogłębienie realistycznego myślenia i postępowania,
- nauka zapobiegania nawrotom,
- osiągniecie zdolności decydowania i ponoszenia następstw podjętych decyzji, podejmowanie odpowiedzialności,
- opracowanie nowej perspektywy życiowej w oparciu o realną ocenę swoich możliwości,
- integracja z grupą wsparcia i przygotowanie do zamieszkania w hostelu.
Po terapii zasadniczej, która trwa rok, następuje etap hostelowy. Teen Challenge ma trzy hostele zlokalizowane w trzech miastach Polski: Białogardzie, Świdwinie i Cieszynie, a także współpracuje z hostelem w Świdnicy należącym do organizacji ChSD (Chrześcijańskie Stowarzyszenie Dobroczynne). Absolwenci mają okazję podjąć pracę mieszkając w chronionych warunkach, gdzie mogą liczyć jeszcze na wsparcie i pomoc personelu hostelowego w sytuacji kryzysów życiowych czy nawrotu uzależnienia.
Absolwenci mają okazję spotykać się na dorocznych zjazdach, które są źródłem wsparcia i zachęty zarówno dla aktualnych pacjentów, jak i dla byłych uczestników społeczności.
Podsumowując chcę stwierdzić, że praca terapeutyczna w Teen Challenge dąży do przemiany hierarchii wartości, uporządkowaniu celów i dążeń życiowych a także do rozbrojenia psychologicznych mechanizmów uzależnienia, poznania i zaakceptowania siebie, nauczenia się zapobiegania nawrotom a także dostarczenia umiejętności korzystania ze wsparcia społecznego i nawiązywania prawidłowych, pogłębionych relacji interpersonalnych.

Joanna Mikuła

Bibliografia
1. Gerald G. May "Uzależnienie i łaska" (1988) "Media Rodzina" tłum. Ewa Woydyłło.
2. "Biblia to jest Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu"(1998) Towarzystwo Biblijne w Polsce (tzw. Biblia Warszawska).
3. Jerzy Mellibruda "Nałogowa osobowość naszych czasów"(1994) art. Opublikowany w Remedium.
4. Sprawozdanie z działalności Stowarzyszenia Psychologów Chrześcijańskich.

źródło: miesięcznik "Świat Problemow"

Zamiast spotkań AA - Smart Recovery


To mit, że alkoholizm jest chorobą, z którą trzeba nauczyć się żyć – twierdzi Joe Gerstein

Amerykański lekarz stworzył program wyjścia z nałogu, który całkowicie zaprzecza zasadom Anonimowych Alkoholików, a jego fundamentem jest pozytywne myślenie.

W powszechnym przekonaniu alkoholizm jest chorobą, więc jeśli ktoś chce przestać pić i naprawić swoje życie, cały czas musi się leczyć. A ponieważ większości ludzi nie stać na to, by na stałe zamieszkać w klinice odwykowej, najlepszym wyjściem dla nich jest dołączenie do Anonimowych Alkoholików, odwołanie się do pomocy Siły Wyższej, poskromienie nałogu według programu 12 kroków oraz dożywotnie uczestnictwo w spotkaniach AA.

– To nie jest konieczne – twierdzi Joe Gerstein, emerytowany profesor medycyny. – To mit, że nie da się wyjść z nałogu bez uczestnictwa w AA.

Gerstein sam przez lata był wyznawcą tego mitu i niejednokrotnie kierował pacjentów z problemem alkoholowym na spotkania AA. Jak sam przyznaje – z różnym skutkiem. – W swoim gabinecie spotykałem ludzi z brzuchami opuchniętymi przez marskość wątroby. Po wyjściu z pracy widziałem, jak ci sami ludzie wychodzili z pełnymi torbami ze sklepu monopolowego – wspomina profesor.

Gerstein przyznaje, że AA to “szczególny program“, który w ciągu ostatnich 75 lat pomógł milionom ludzi. Ale jednocześnie twierdzi, że jest to program zły – “z powodów etycznych, medycznych i psychologicznych“.

Gerstein jest prezesem i założycielem Smart Recovery, programu alternatywnego wobec AA, który powstał w 1994 roku w Stanach Zjednoczonych i od tego czasu zdobywa coraz więcej zwolenników. Na początku marca Gerstein wystąpił na konferencji w Londynie na zaproszenie organizacji charytatywnej Alcohol Concern, poświęconej promocji programu Smart Recovery, jako nowego sposobu pomocy osobom z problemem alkoholowym, których liczbę ocenia się w Wielkiej Brytanii na 1,1 miliona.

Brytyjskie Ministerstwo Zdrowia jest żywo zainteresowane poszerzeniem możliwości leczenia alkoholizmu i przeznaczyło 100 tysięcy funtów na dwuletni program pilotażowy Smart Recovery w Wielkiej Brytanii. Na razie liczebna proporcja klubów AA wobec konkurencji jest bardzo nierówna. W samym Londynie spotyka się około 300 grup AA, podczas gdy liczba klubów Smart wynosi po 20 w Anglii i Szkocji.

Niemniej jednak nowa inicjatywa wzbudza zainteresowanie ekspertów. Nicolay Sorensen, rzecznik organizacji Alcohol Concern mówi: – AA mają ogromny zasięg. Na chwilę obecną, Smart Recovery stanowi dla nich jedyną alternatywę. Program ten ma potencjał, udowodnioną skuteczność i cieszy się rosnącą popularnością.

Program wychodzenia z nałogu Smart opiera się na terapii poznawczo-behawioralnej, a zwłaszcza na jednym z jej elementów, zwanym racjonalno-emotywną terapią zachowań. Gerstein nazywa Smart “programem wiary w siebie” i odrzuca teorię AA o chorobie alkoholowej i definiowaniu ludzi z problemami alkoholowymi jako “chorych na alkoholizm”.

Podobnie jak AA, Smart Recovery działa na zasadzie organizacji non-profit o międzynarodowym zasięgu. Program jest znany w Australii, Uzbekistanie i innych odległych zakątkach świata. Podręcznik Smart Recovery został przetłumaczony m.in. na rosyjski, perski i chiński. Podobnie jak AA, Smart jest stosowany w zakładach karnych, ma za cel abstynencję i jest darmowy, chociaż w dużym stopniu utrzymywany jest z dobrowolnych datków. Różnica polega na tym, że Smart opiera się na nauce i jest światopoglądowo neutralny, podczas gdy ruch AA jest silnie związany z religijnością. Wiele z osób, chodzących obecnie na spotkania 370 grup Smart Recovery w Ameryce, próbowało wcześniej AA, lecz zniechęcił je nacisk na to, by członkowie porzucali nałóg w wyniku duchowego nawrócenia, twierdzi Gerstein.

Dla niego samego kluczową różnicą jest to, że filozofia Smart Recovery jest pozytywna. – Uważamy, że uzależnienie jest bardzo ludzkim uwarunkowaniem i może być pokonane własnymi siłami przez osobę uzależnioną. Odrzucamy przekonanie, iż ludzie wpadają w nałóg na całe życie. Są tacy, którym pomagają książki, medycyna, wsparcie bliskich lub profesjonalna opieka lekarska. Wszystkie sposoby są właściwe. Ze Smart Recovery ludzie dokonują zerwania z nałogiem sami. Podstawą naszego programu jest wiara w to, że istota ludzka posiada w sobie zdolność, by pokonać najgorsze uzależnienia.

Anonimowi Alkoholicy mają swoją “Wielką Księgę”, natomiast Smart cztery punkty kluczowe oraz “zestaw narzędzi” – zbiór sposobów na to, jak zmienić swoje zachowanie. Przykładowo, gdy ktoś czuje napięcie pod koniec dnia pracy, może zastosować narzędzie ABC, gdzie A oznacza Zdarzenie Aktywujące (ang. Activating Event): wyjście z pracy, B oznacza Przekonanie (ang. Belief) o potrzebie rozładowania stresu drinkiem, a C oznacza Konsekwencje (ang. Consequence), czyli upicie się. Smart Recovery uczy swoich uczestników, w jaki sposób przerwać ten nieracjonalny ciąg, pomagając im zrozumieć mechanizmy przyczynowo-skutkowe – czyli dlaczego robią to, co robią, niszcząc przy tym życie swoje i swoich bliskich, i jak temu zapobiec.

– Na spotkaniach Smart Recovery nie modlimy się, nie odmawiamy “Ojcze Nasz” i nie zawodzimy pieśni – mówi Gerstein. – Nie pokładamy nadziei w siłach nadprzyrodzonych i nie oczekujemy, że ludzie będą tu przychodzili w nieskończoność. Przychodzą, zdrowieją i żyją dalej.

źródło: guardian.co.uk

Jak wygląda przyjęcie do AA


Jedynym warunkiem uczestnictwa we wspólnocie jest chęć zaprzestania picia. Idziesz na mityng. Na pytanie osoby prowadzącej, czy jest wśród nas ktoś, kto na mityngu AA znalazł się po raz pierwszy, podnosisz rękę . Prowadzący poprosi o Twoje imię. Prowadzący poinformować Cie powinien, że do AA wstępuje się jeden, jedyny raz, i że gdziekolwiek będziesz na świecie, jesteś już u siebie i nie zgłaszasz już nigdzie, że jesteś po raz pierwszy.
Bo to tak jest, że nie ważne, iż idziesz gdzieś na następny mityng po raz pierwszy, bo już przecież jesteś we wspólnocie.
Tu gdzie zostaniesz przyjęty to będzie Twoja tzw. grupa macierzysta. Ten mityng, na którym
Cię przyjmą będzie Twój. To znaczy, ze możesz pytać o co chcesz, przerywać wypowiedzi itd.
Większość wypowiedzi będzie zapewne kierowana do Ciebie. Uczestnicy będą mówić o swoich pierwszych krokach w AA i o tym, co ich zmusiło do przyjścia na mityng i wstąpienia do wspólnoty.
Na każdym innym mityngu już obowiązywać Cię będą zasady jak wszystkich innych.
Dostaniesz brawa za odwagę, że przychodząc przyznałeś się, iż masz problem z alkoholem. To pierwsze przyznanie sie do problemu wymaga odwagi od każdego. Odrzuca się w danym momencie poczucie fałszywego wstydu, które nam towarzyszy, ze pijemy nadmiernie
i jesteśmy uzależnieni.

Ile trwa mityng AA


Jedynym warunkiem przynależności do AA jest pragnienie zaprzestania picia.
Meeting zazwyczaj trwa dwie godziny z przerwą 10 minutową.
Można wejść i wyjść w dowolnym momencie, ale w dobrym smaku byłoby przyjść na początek spotkania o czasie i zostać do końca.
Spotkania grupy przebiegają zgodnie ze wspólnie przyjętym i przez ogół zaakceptowanym scenariuszem. Za zgodą członków grupy, spotkanie prowadzi ochotnik, anonimowy alkoholik (płci dowolnej, z min. pół roczną abstynencją), który odczuwa taką chęć czy potrzebę. Jego zadaniem jest pilnowanie porządku, udzielanie głosu, czuwanie nad przestrzeganiem zasad i tradycji AA.
Mityngi często prowadzi kobieta, i pewnie temu właśnie należy zawdzięczać stosunkowo wysoką frekwencję kobiet. Najwyraźniej czują się tu one bezpiecznie.
Spotkanie grupy AA nie ma nic wspólnego z terapią odwykową.
W mityngach nie uczestniczą psychiatrzy, terapeuci czy psychologowie - chyba, że jako alkoholicy.
Praca grupy opiera się głównie na 12 Krokach AA i 12 Tradycjach AA.
W trakcie spotkań wykorzystywane są także „Codzienne refleksje”, „Anonimowi Alkoholicy”, „Dwanaście Kroków i Dwanaście Tradycji”.
Grupa AA „Promyk” nie używa w swojej pracy literatury spoza AA.
Omawiane są głównie tematy przygotowane przez prowadzącego.
Obowiązujące zasady na mityngu AA są wszędzie podobne :
• Każdy, kto chce zabrać głos na mityngu sygnalizuje to podniesieniem ręki.
• Głosu udziela prowadzący w kolejności zgłaszania się.
• Każdy mówi tylko o własnych doświadczeniach, poglądach i przeżyciach. Nie teoretyzuje, nie krytykuje wypowiedzi innych ani ich nie ocenia.
• W swoich wypowiedziach staramy się nie używać ogólników typu "my", "wy", "oni" itp.
• Tylko prowadzący lub rzecznik grupy ma prawo przerwać wypowiedź zbyt odbiegającą od tematu – nikt inny nie powinien przerywać wypowiedzi innym, zadawać w ich trakcie pytań, komentować ich.
• Na mityngu nie udziela się rad, a więc wypowiedź może ujawniać jedynie własne doświadczenia i zachowania w sytuacjach podobnych do przedstawionych na mityngu.
• Wszystkich obecnych na mityngu prosimy o zachowanie anonimowości osób oraz usłyszanych na mityngu spraw i zdarzeń. Jest to fundamentalna zasada Wspólnoty Anonimowych Alkoholików.

Co wcale nie oznacza że spotkanie na ławce w parku nie będzie też mityngiem

"Just for Today" (Właśnie dzisiaj)


zwany "Oaza spokoju" albo "Program na 24 godziny"


•Właśnie dzisiaj chcę spróbować przeżyć ten dzień dobrze i nie od razu załatwić w nim problemy całego mojego życia. Spróbuję przeżyć go tak, jak nie miałbym jeszcze odwagi żyć przez resztę mojego życia.

•Właśnie dzisiaj chcę być szczęśliwy. Zakładam, że prawdą jest "najczęściej ludzie są na tyle szczęśliwi na ile postanowią nimi być".

•Właśnie dzisiaj chcę dostosować się do tego co jest, a nie próbować dostosowywać wszystko do moich własnych życzeń. Chcę sprostać mojemu losowi jakikolwiek on będzie.

•Właśnie dzisiaj chcę ćwiczyć mój umysł. Chcę poznawać rzeczy godne poznawania. Chcę nauczyć się czegoś użytecznego. Chcę czytać coś wymagającego wysiłku, myślenia, skupienia.

•Właśnie dzisiaj chcę ćwiczyć moją wolę na trzy sposoby:
1.zrobię coś dobrego i nie wypomnę tego ani nie pochwalę się tym
2.dokonam co najmniej dwu rzeczy, na które zwykle nie mam ochoty
3.nie okażę nikomu, że moje uczucia zostały zranione

•Właśnie dzisiaj chcę mieć plan postępowania; mogę nie trzymać się go ściśle, lecz spróbuję uchronić się od pochopności i niezdecydowania.

•Właśnie dzisiaj znajdę spokojną chwilę dla siebie i spróbuję się odprężyć. Spojrzę wtedy na moje życie z lepszej perspektywy.

•Właśnie dzisiaj chcę pozbyć się obaw i cieszyć się tym co piękne. Ufam, że dając z siebie dużo światu, dużo przez to zyskuje.

•Właśnie dzisiaj chcę być zgodny z otoczeniem. Chcę dobrze wyglądać być odpowiednio ubrany, mówić spokojnym tonem, być uprzejmym, nie krytykować niczego, nie wyszukiwać "dziury w całym" i nie zmieniać nikogo z wyjątkiem samego siebie.

Esperal w głowę


Z Wiktorem Osiatyńskim rozmawia Anna Morawiecka

Anna Morawiecka: Co się z człowiekiem musi stać, żeby sam przed sobą przyznał, że jest alkoholikiem?

Profesor *Wiktor Osiatyński: Musi być bardzo źle, musi uznać, że przyczyną tego zła w dużej mierze jest to, co sam robi. Musi przekroczyć barierę obwiniania innych albo tłumaczenia i wyjaśniania pretekstu, który spowodował kolejne upicie się. To jest bardzo trudne. Podoba mi się powiedzenie, że człowiek może przewrócić się tysiąc razy, ale nie upadnie, dopóki nie powie sobie, że ktoś go popchnął. Bo kiedy ktoś cię popycha, jesteś bezsilny – upadasz nie ze swojej winy, nic nie możesz zrobić. Dopiero kiedy uznajesz, że powodem upadku był twój błąd, twoje potknięcie, to możesz próbować to naprawić, bardziej uważać. Takie przyznanie się do błędu, własnej słabości, nie jest łatwe. Analogicznie – człowiekowi uzależnionemu bardzo trudno samemu przyznać się do upadku. Dlatego często potrzebna jest pomoc. Pomoc mądrej rodziny, mądrego pracodawcy, czy dobrego terapeuty, prokuratora, sędziego albo drugiego alkoholika. Tak na prawdę ten krok do wzięcia odpowiedzialności za własne życie i za siebie składa się z dwóch kroków. Pierwszy, to przymuszenie do tego, żeby go zrobić, najlepszy po temu jest mądry pracodawca, sędzia, ktoś z rodziny. Drugi, to podanie ręki, żeby wejść na inną drogę, i do tego przydaje się drugi alkoholik. Często mówi się, że aby człowiek uzależniony zrobił coś ze swoim życiem, musi sięgnąć dna. Ale na tym dnie większość ludzi po prostu umiera. Mówi się również, że aby, ktoś sięgnął dna, to trzeba mu to dno przybliżyć, nie puszczać płazem nie tylko samego picia, tylko wszystkich konsekwencji tego picia: finansowych, prawnych, rodzinnych… Jest to oczywiście warunek konieczny, ale niewystarczający. Jeśli wobec pijanego czy skacowanego zastosujesz tylko kategorię odpowiedzialności, to zgnije on w więzieniu… Bardzo ważne jest dlatego podanie ręki.

Często jest tak, że nawet się próbuje to zrobić. Weźmy na przykład sytuację alkoholika aresztowanego za znęcanie się nad rodziną, dostaje wyrok w zawieszeniu i skierowanie na leczenie. Daje mu się szansę, ale on twierdzi, że leczenia nie potrzebuje, bo przecież nie jest żadnym alkoholikiem…

Oznacza to, że jest mu bardzo trudno, że może musi jeszcze dłużej pocierpieć, sięgnąć innego dna. Niestety, ani rodzina, ani sędzia czy pracownik socjalny na to nie ma już żadnego wpływu. Jeżeli ktoś może pomóc, to tylko drugi alkoholik, który mniejszym czy większym przypadkiem znajdzie się koło niego i powie: stary, ja byłem w takiej samej sytuacji i spójrz, teraz jestem gdzie indziej… Ale to nie jest proste. Bo z reguły jesteśmy nadopiekuńczy, wydaje nam się, że jesteśmy odpowiedzialni za nich. A my jesteśmy odpowiedzialni wobec nich, nie za nich, bo każdy powinien być odpowiedzialny za siebie. Trzeba umieć się pogodzić z faktem, że drugi człowiek może podjąć takie działania, które doprowadzą do samounicestwienia. Może konieczne jest postawienie się w obliczu tak dramatycznej sytuacji, żeby zechcieć skorzystać z pomocy i coś zmienić.

Co się stało w Pana życiu?

Ludzie wokół mnie mniej lub bardziej konsekwentnie zwracali uwagę, że moje różnego rodzaju kłopoty i porażki życiowe są rezultatem nadużywania alkoholu. Ja zawsze uważałem, że powodem mojego picia są moje problemy, a ludzie wokół mnie (zwłaszcza, kiedy byłem w Ameryce) konsekwentnie pokazywali mi, że jest odwrotnie i wszelkie problemy wynikają z mojego picia. Mówili: słuchaj, jesteś mądry, inteligentny, ale się unicestwisz przez pijaństwo. Odpowiadałem: odpieprzcie się, piszę książki i muszę nabrać dystansu albo się wyluzować. Jak ja ich wtedy nie lubiłem… Jednak przekaz tych obecnych w moim życiu ludzi jakoś do mnie dochodził. Teraz ich bardzo cenię i w każdą rocznicę swojej trzeźwości dzwonię z podziękowaniami. Inaczej bym umarł, tak jak wielu moich przyjaciół: Iredyński, Kofta. W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych byłem człowiekiem znanym i tu, w Polsce, miałem dość wysoką pozycję (przynajmniej tak mi się wydawało) i żeby sięgnąć dna, i spaść z tej wysokości, to człowiek musiał się zabić. Natomiast ja miałem tyle szczęścia, że pojechałem do Ameryki i tam nie mogłem picować, że jestem pisarzem albo dziennikarzem. Byłem wykładowcą na słabym uniwersytecie i koledzy potrafili nie dopuścić mnie do pracy, kiedy byłem pijany. Tam byłem bliżej dna, na które mogłem bezpiecznie opaść. Jednocześnie wiedza, w jaki sposób uzyskać pomoc, była tam bez porównania większa niż w Polsce. Dlatego, kiedy wytrzeźwiałem, podjąłem bardzo wiele działań upowszechniających formy pomocy osobom uzależnionym, jednym z nich było moje publiczne przyznanie się do alkoholizmu. Przy Fundacji Batorego założyłem też komisję edukacji, której głównym celem było edukowanie tak zwanych strażników bram (kuratorów, prokuratorów, sędziów czy pracowników socjalnych, lekarzy pierwszego kontaktu), jednym słowem wszystkich tych, którzy stykają się z alkoholikiem zanim jest on gotów uświadomić sobie, że ma problem, tych, którzy mogą powiedzieć: masz problem i jeśli będziesz chciał, jeśli będziesz gotów, pokażemy ci drogę czy możliwość wyjścia.

Był taki moment w Pana życiu, że stanął Pan przed lustrem i powiedział sobie: Osiatyński, ty jesteś alkoholikiem?

Nie, to nie tak. Nikt się nie uzależnił w piątek o piętnastej i nikt nie wytrzeźwiał w sobotę o siedemnastej. To był dosyć długi proces. Najpierw byłem zmęczony tymi nieustannymi cyklami pijackimi, nie umiałem sobie z tym poradzić. Zaklinałem się przed samym sobą, że nie będę pił, znowu piłem ciągiem, te ciągi były coraz krótsze… Potem trafiłem na kogoś, kto mi udzielił pomocy, siadł przy mnie i opowiedział o swoim lęku, samotności, poczuciu winy, złości. Uświadomiłem sobie, że przez większość swojego życia czułem się podobnie… i poszedłem do AA i też nic nie rozumiałem. Chodziłem na mitingi przez trzy miesiące, dziś się z tego śmieję, ale wtedy tłumaczyłem sobie, że pomaga mi to w pisaniu kolejnej książki i ma sprawić, żebym słuchając opowieści o tym, co strasznego niektórym ludziom się wydarzyło, bał się, że jak wypiję, to staną mi się podobne okropności… Zupełne zaprzeczenie tego, czym jest budowanie samego siebie. Potem poszedłem na leczenie, ot tak, sadząc, że nie mam żadnego problemu i nie jestem żadnym alkoholikiem. Dopiero w trakcie leczenia, po tym wszystkim, co stało się wcześniej, trafiłem do grupy terapeutycznej, gdzie zrozumiałem, że mam problem.

Na czym polega fenomen AA? Czy nie jest to takie trochę zaklinanie problemów, czy nie jest to coś na kształt sekty, której członkowie jak mantrę powtarzają wyuczone kwestie?

Niektórzy powtarzają jak mantrę i co z tego? Na tym polega istota pewnych rytuałów czy religii. Nie trzeba tłumaczyć, wyjaśniać niczego, tylko wystarczy coś zrobić, coś powtórzyć. Jest to pewnego rodzaju skrót. A na czym polega fenomen AA? Na identyfikacji. U człowieka, którego się o coś oskarża, bardzo silne jest poczucie lęku i działanie mechanizmów obronnych. Zwłaszcza, jeśli się go oskarża o cechy charakteru, a nie o konkretne zachowanie. Natomiast drugi alkoholik siada koło tego, który pije, czy właśnie skończył picie, i nie mówi o nim, tylko mówi o sobie. Jeśli dobrze to robi, koncentrując się na tym, co czuł, co przeżywał, to rodzi identyfikację i często chęć, by dowiedzieć się, co on robi, by nie pić. Lekarz czy terapeuta są bardzo potrzebni i często bardzo skuteczni, ale oni bardzo ogólnie mówią, co alkoholik ma zrobić, co powinien zrobić. Natomiast anonimowi alkoholicy ze swojego doświadczenia wiedzą, co konkretnie robić, żeby nie pić. Jakie metody stosować, co robić wobec alkoholu, jak nauczyć się odmawiać, jak odmawiać nieagresywnie, bez złości, jak zlikwidować stres. Problemem alkoholika nie jest alkohol, tylko nieumiejętność radzenia sobie z własnymi uczuciami, ich wyrażania, dbania o własne interesy czy życia z innymi ludźmi bez alkoholu. Tego można się nauczyć i tego wzajemnie od siebie alkoholicy się uczą przez konkretne zachowania. W AA jest powiedzenie: przynieś ciało, a głowa sama przyjdzie. Najpierw mam żyć trzeźwo, a potem się dowiem dlaczego, po co i z czego to wynika. Albo się nie dowiem. Dwanaście kroków anonimowych alkoholików jest sformułowanych w pierwszej osobie liczby mnogiej czasu przeszłego dokonanego: my przyznaliśmy, my zrobiliśmy – jak chcesz, to zrób to samo. Te dwanaście kroków, to program przebudowy własnego życia, pogodzenia się z nim po to, aby zawarta w alkoholu endorfina nie była potrzebna, żeby względnie spokojnie radzić sobie ze stresem, złością, przeciwnościami losu, nie sięgając po wyuczone lekarstwo, jakim był alkohol. I to jest bardzo, bardzo skuteczne. Równie skuteczna jest czterotygodniowa, oparta na podobnym modelu, profesjonalna terapia (Model Minnesota patrz ramka) i potem AA. Jak się wychodzi z terapii, to dopiero wtedy człowiek jest porypany, bo już wie, że jest alkoholikiem, że nie może pić, a jeszcze nie umie żyć. Myślę, że najbardziej nieprzyjemny wobec rodziny i bliskich to ja byłem wcale nie wtedy, kiedy piłem. Tylko przez pierwsze dwa lata, gdy nie piłem. Wtedy byłem pokręcony tak, że trudno sobie wyobrazić, a już nie miałem lekarstwa i musiałem się nauczyć żyć. Na dodatek jest tak, że kiedy jako pijący alkoholik byłem trzeźwy, to wszyscy mi mówili, jaki to ja jestem fantastyczny, bo jak piłem, to podobno diabeł we mnie wstępował. To ja sobie myślałem, że jak przestałem pić, to już jestem taki świetny, że mnie wszyscy po nogach powinni całować i na rękach nosić… a było zupełnie inaczej. Ktoś mi kiedyś bardzo ładnie powiedział: czy ty myślisz, że jak pijany skurwysyn przestaje pić, to on się od razu staje aniołem? On się najpierw staje trzeźwym skurwysynem, a potem ma całe życie pracy nad tym, żeby przestać takim być. I na tym polega praca w AA, to naprawdę ciężka praca.

Jak długo Pan nie pije?

Dwadzieścia sześć lat, trzy miesiące i dwadzieścia dziewięć dni.

Czy to rzeczywiście jest tak, że dla człowieka uzależnionego nawet najmniejsza dawka substancji, od której jest uzależniony powoduje powrót do nałogu?

Nie wiem, nie sprawdzałem tego. Doświadczenie innych ludzi, którzy mieli wiele lat trzeźwości i wypili jeden kieliszek, jest takie, że pili potem następny, kolejny i bardzo szybko wracali do takiego samego stanu jak przed terapią. Moje przemyślenia są takie, że alkoholizm jest problemem głównie psychicznym. Opowiem pewną historię. Jeszcze w szkole średniej graliśmy z kolegami trzy razy w tygodniu w koszykówkę. I raz na jakiś czas w szatni podejmowaliśmy decyzję, że idziemy kilometr dalej do knajpy Fantazja napić się wina, co nam strasznie imponowało. Wtedy tego nie zauważałem, ale teraz już wiem, że myśmy wtedy, idąc do knajpy, zachowywali się tak, jakbyśmy już byli pijani. Zaczepialiśmy dziewczęta, krzyczeliśmy, śpiewali. To rozluźnienie, które następuje pod wpływem alkoholu, wstępowało w nas wcześniej, pod wpływem decyzji, że będziemy pić. Wtedy puszczały bariery, napicie się było tylko dodatkiem. Wydaje mi się, że coś podobnego dzieje się z człowiekiem uzależnionym. To nie przypadkiem zjedzony cukierek z alkoholem, czy łyk wina zamiast soku powoduje powrót do picia. Tylko decyzja, odrzucenie, rozluźnienie pewnej reguły może być nieobliczalne w skutkach. Kiedyś zmordowany po jakimś ciągu powiedziałem bratu, który zupełnie nie rozumiał moich problemów, że chyba sobie zaszyję esperal, odpowiedział: ty sobie zaszyj najlepiej dwa. Jeden w dupę, drugi w głowę i on miał rację, że to w mózg trzeba esperal zaszywać a nie w dupę…

Panie Profesorze, dużo się również mówi o tak zwanym współuzależnieniu, czy syndromie DDA (dorosłych dzieci alkoholików). Na czym to polega?

Łatwo to będzie zrozumieć, jeśli pomyśli się, że alkoholizm jest chorobą kontroli. To znaczy alkoholik poświęca swoje myślenie, działanie, funkcjonowanie udowadnianiu sobie i innym, że nie ma problemu i ma kontrolę nad alkoholem, że tym razem może wypić i będzie inaczej. Wcześniej może zakąska mu zaszkodziła albo żona wkurzyła, to teraz bez niej się napije… i wali głową w mur i nie może z tego muru niczego się nauczyć. Jeśli pomyślimy teraz o rodzinie, to żona alkoholika ma identyczny problem. Ona chce go kontrolować. I ona coraz bardziej zajmuje się nim, a nie swoim życiem. Nie rodziną, nie dziećmi, tylko albo załatwia sprawy alkoholika, albo go leczy z kaca, albo dzwoni do pracy, że jest chory i kłamie… strategia alkoholika jest taka: ja się napiję, ale pani niech poniesie konsekwencje tego picia. Żona, matka, bliscy alkoholika, to cudowne ofiary. Te osoby mają wtedy też problem, ponieważ chcą to kontrolować, nie potrafią… Poza tym marzeniem żony alkoholika nie jest, żeby był trzeźwy, tylko żeby pozostawał w fazie niepicia, bo wtedy ma poczucie winy, wyrzuty sumienia, wyszoruje podłogę, pozmywa, pójdzie po zakupy. Dopóki się znowu nie napije, jest na klęczkach i na kolanach. Żony przyzwyczaiły się do tego, że warto przejść jego ciąg pijacki, tylko po to, aby potem przez kilka dni mieć takiego niewolnika… a mąż jak zaczyna naprawdę i na trwałe trzeźwieć, to niewolnikiem nie chce być, tylko chce mieć miejsce w rodzinie i mówi posuń się, a tam nie ma gdzie się posunąć, bo żona zajęła się dziećmi i nie będzie jej jakiś p… pijak mówił, że on teraz też chce z dziećmi. Bo gdzie on był przez ostatnie dwadzieścia lat? To naprawdę bardzo wiele trzeba samemu ze sobą zrobić i temu służy program Al-Anon (patrz ramka), żeby zmienić swoje życie, nie alkoholika. Wiele osób chodzi do Al-Anon, a alkoholik dalej pije, ale te osoby żyją lepiej. Bo w tym sensie alkoholizm to choroba zakaźna. Ona jest zakaźna duchowo. Zaraża duszę.

Opowiadał Pan anegdotę o bolącej nodze i lekarzu, który zalecił pewien określony sposób postępowania i pigułkę, a na kolejną prośbę o wytłumaczenie przyczyny bólu i konsekwencji, wyrzucił Pana za drzwi. Powiedział Pan, że to było pierwsze spotkanie z Siłą Wyższą, były kolejne spotkania?

Potem to była grupa AA, inny alkoholik. Przez medytacje i modlitwę dochodziłem do Siły Wyższej, bardziej uniwersalnej. Przybierała ona charakter poszukiwań religijnych, ale nigdy w sposób trwały i długi. Kościół jako reprezentant tej Siły nigdy dla mnie na stałe nie zaistniał, natomiast Bóg, jakkolwiek Go NIE rozumiem, tak. On jest dla mnie bardzo dobry, serdeczny. On mi na wszystko prawie pozwala, tylko kiedy odmawiam Ojcze nasz, to tam, gdzie jest: bądź wola Twoja, ja zawsze półgłosem dodaję Twoja, a nie moja, bo to o to chodzi. Czasem mówię, że mnie Bóg, jakkolwiek Go nie rozumiem, potrzebny jest przede wszystkim po to, żeby pomagał mi rozróżniać między tym, czego ja chcę, a czego ja potrzebuję. Ja bardzo dużo rzeczy chcę. Kobiety mi się podobają i ze wszystkimi do łóżka chciałbym pójść, a Pan Bóg mi mówi: fantastycznie, masz do tego prawo, ale ja ci tego nie dam, bo ty tego nie potrzebujesz. W ten sposób bardzo dobrze radzę sobie z frustracją albo jak coś jest nie po mojej myśli. Wtedy zawsze mogę pomyśleć, że Stary ma wobec mnie inne plany… ja co prawda czegoś chcę, ale On uznał że tego nie potrzebuję. Taka jest moja Siła Wyższa. Mamy świetne ze sobą relacje.

MODEL MINNESOTA
Program leczenia alkoholizmu stworzony w Instytucie Johnsona w Minneapolis. Model ten opiera się na kilku założeniach:

* alkoholizm jest chorobą – alkoholicy powinni być leczeni, a nie karani;
* alkoholizm jest chorobą chroniczną, która wymaga określonego sposobu leczenia, niezależnie od jej przyczyn;
* alkoholizm powoduje zaburzenia w wielu sferach funkcjonowania jednostki – programy psychoterapii powinny uwzględniać pomoc w rozwiązywaniu wielu problemów równocześnie;
* motywacja nie jest warunkiem koniecznym osiągnięcia pozytywnych efektów terapii, gdyż podstawowym symptomem jest zaprzeczanie, które pojawia się na różnych etapach trzeźwienia.

Model ten opiera się na założeniach opieki, nie – wyzdrowienia. W związku z tym kładzie sie nacisk na pomoc choremu w radzeniu sobie z chorobą, przy akceptacji wynikających z niej ograniczeń, takich jak całkowita rezygnacja
z alkoholu czy zmiana stylu życia. Przebieg leczenia jest strukturalizowany, ściśle kontrolowany i nastawiony na szybką zmianę.
W roli terapeutów występują profesjonalni psychoterapeuci lub alkoholicy o dłuższych okresach abstynencji, często uczestniczący w grupach AA.
Psychologia kliniczna, pod red. H. Sęk (2005), T. II, Warszawa, Wydawnictwo Naukowe PWN


AL-ANON
Oparta na tradycjach Dwunastu Kroków AA grupa wzajemnej pomocy dla członków rodzin alkoholików. Ruch Al-Anon powstał, gdy żony pierwszych uczestników AA odkryły, że problemy w pożyciu z małżonkami pojawiały się niezależnie od tego, czy aktualnie pili, czy pozostawali w abstynencji.
Program Al-Anon jest oparty na założeniu, że jedyną osobą, którą człowiek może zmienić i kontrolować, jest on sam. Członkowie grup są zachęcani, by niezależnie od poczynań alkoholika w rodzinie, znaleźli dla siebie nowy, akceptowalny styl życia.

*Wiktor Osiatyski – doktor socjologii, doktor habilitowany prawa, konstytucjonalista, współtwórca Konstytucji RP. Profesor Uniwersytetu Środkowoeuropejskiego w Budapeszcie, wykładowca na uniwersytetach w USA i w Sienie we Włoszech. Autor ponad dwudziestu książek z różnych dziedzin.
W 1983 roku przeszedł leczenie alkoholizmu; w 1988 roku założył Komisję Edukacji w Dziedzinie Uzależnień przy Fundacji Batorego w Warszawie; w 1990 roku publicznie przyznał się w telewizji do swego alkoholizmu. Autor książek Alkoholizm: Grzech czy choroba (1991); Rehab (2004); nagroda im. Józefa Tischnera); Akoholizm: i grzech, i choroba, i… (2007). Od 20 do 23 sierpnia 2009 roku przebywał we Wrocławiu na Zlocie Radości z okazji 35. rocznicy AA w Polsce.

źródło: Ludzka sprawa - niezwykły magazyn dla zwykłych ludzi

Jakie zdanie na temat wspólnoty AA mają przywódcy religijni


Szerzej w broszurze: "Duchowni pytają o wspólnotę Anonimowych Alkoholików". Chyba żaden z ruchów świeckich nie jest tak silnie popierany przez duchowieństwo różnych wyznań, jak AA. Podobnie jak i lekarze, tak i duchowi doradcy ludzkości trapią się od dawna problemem alkoholizmu. Wielu z nich słyszało wielokrotnie, jak uczciwi ludzie składali najszczersze przyrzeczenia trzymania się z dala od alkoholu, nad którym przestali panować - po to, aby je łamać po kilku godzinach, dniach czy tygodniach. Współczucie, zrozumienie czy apele do ich sumień nie na wiele się zdały Nic więc dziwnego, że AA, proponując bardziej sposób na życie niż konkretną religię, jest tak przychylnie traktowane przez przedstawicieli różnych wyznań. Oto ich niektóre opinie. "The Directors Bulletin", czasopismo Jezuitów, publikowane w St. Louis, Mo. pisze: "Ojciec Dowling, of The Queen's Work", miał wyjątkową okazję obserwowania wspólnoty AA. Stwierdził on, "że myślą przewodnią wspólnoty AA jest wyrzeczenie, pokora, miłość bliźniego, dobry przykład oraz nowe sposoby wypoczynku. We wspólnocie tej reprezentowane są wszystkie wyznania. Czytelnicy mogą nam uwierzyć, że żaden artykuł ani książka o tej wspólnocie w jednej dziesiątej nie są tak przekonujące jak osobisty kontakt z jednostką czy grupą AA, z ludźmi, których życie rodzinne uległo przekształceniu z chaosu w głęboką harmonię".

Żyjący Kościół (Episkopalny): "Podstawą wspólnoty Anonimowych Alkoholików jest prawdziwie chrześcijańska zasada, że człowiek może pomóc sobie jedynie przez pomaganie innym. Program AA nazywany jest przez uczestników tej wspólnoty - programem ubezpieczenia wzajemnego (self-insurance). Setki mężczyzn i kobiet uzyskują pewność i szacunek dla samych siebie poprzez przywracanie zdrowia fizycznego, psychicznego i duchowego; bez poddania się tej wyjątkowo skutecznej zasadzie ludzie ci pozostawaliby na marginesie życia".

Kto zajmuje się rozpowszechnianiem idei wspólnoty


Stosunek AA do środków przekazu polega tradycyjnie bardziej na zachęcaniu niż promocji Wspólnota AA nigdy nie ubiega się o reklamę, ale jednocześnie ściśle współpracuje z przedstawicielami prasy, radia, telewizji i innymi środkami masowego przekazu, poszukującymi informacji na temat programu AA zdrowienia z alkoholizmu. Na szczeblach krajowym i międzynarodowym współpracę prowadzą Biura Służby Krajowej AA. Podobnie dzieje się na szczeblu lokalnym. Wspólnota AA jest głęboko wdzięczna tym wszystkim przyjaciołom, którzy w sposób odpowiedzialny i ze znajomością rzeczy o nim informują. Jedynym, niezwykle istotnym wymogiem jest to, aby w każdym przypadku była zachowana anonimowość członków AA. Należy jednocześnie zaznaczyć, że członkowie AA między sobą nie muszą tej anonimowości przestrzegać.

Jak autorytety lekarskie zapatrują się na wspólnotę AA


Od swego zarania wspólnota AA cieszy się przyjaźnią i poparciem lekarzy zaznajomionych z jej programem zdrowienia z alkoholizmu. Jak żadna inna grupa ludzi właśnie lekarze są w stanie ocenić, jak nieskuteczne były metody podejścia do choroby alkoholowej stosowane do czasu powstania AA. Wspólnota AA nigdy nie pretendowała do tego, że jest jedynym panaceum na alkoholizm; jednakże jej program przynosił dobre rezultaty tam, gdzie nieskuteczne okazywały się inne metody i stąd często lekarze są dzisiaj najgorętszymi rzecznikami programu AA. Wyrazem stosunku lekarzy do AA było wysunięcie w 1951 roku przez Amerykańskie Towarzystwo Zdrowia Psychicznego kandydatury wspólnoty Anonimowych Alkoholików do słynnej Nagrody Laskera w dowód formalnego uznania sukcesu AA w leczeniu alkoholizmu jako choroby i wymazywania jego społecznego piętna. W niektórych społeczeństwach wspólnota AA jest ciągle nową (lub nie znaną) i nie wszyscy lekarze znają jej program. Poniżej zamieszczamy fragmenty uwag czołowych autorytetów lekarskich na temat AA. W roku 1967 Amerykańskie Towarzystwo Lekarskie stwierdziło, że uczestnictwo w AA jest najefektywniejszym środkiem leczenia alkoholizmu, cytując słowa dr Ruth Fox, wybitnego autorytetu w dziedzinie alkoholizmu, a następnie Dyrektora Krajowej Rady ds. Alkoholizmu : "Ze swymi tysiącami grup i 300 000 leczących się alkoholików (obecnie ponad 2 miliony) AA niewątpliwie zrobiło dużo więcej, niż my wszyscy razem. Dla pacjentów, którzy mogą i chcą zaakceptować tę wspólnotę, AA to jedyna skuteczna metoda terapii". "Mam ogromny szacunek dla AA za to, że działa, za ducha tej wspólnoty, za podstawową filozofię wzajemnej pomocy. Nie unikam żadnej sposobności dla wyrażenia swego poparcia, publicznie i prywatnie, wszędzie tam, gdzie może się przydać". Dr Klar Menninger Fundacja Menningera "Być może najefektywniejszą metodą rehabilitacji alkoholika jest filozofia życia, pozostająca w zgodzie z jednostką i jej rodziną, pasjonująca wiara w siebie pojawiająca się dopiero wtedy, kiedy jednostka nauczyła się rozumieć samą siebie oraz ścisły związek z innymi ludźmi o podobnych do niej przeżyciach. Współpraca lekarza ze wspólnotą Anonimowych Alkoholików jest jednym ze sposobów przekazania tego wszystkiego pacjentowi". Dr Marvin A. Block Członek Komisji ds. Alkoholizmu i Uzależnienia Lekowego Amerykańskiego Towarzystwa Lekarskiego.

Czy AA prowadzi jakąś działalność towarzyską dla swoich członków


Większość uczestników wspólnoty AA to ludzie towarzyscy, która to cecha w dużej mierze przyczyniła się do tego, że stali się alkoholikami. Dlatego też spotkania AA są zazwyczaj bardzo ożywione. AA - jako wspólnota - nigdy nie opracowała czegoś w rodzaju programu działalności towarzyskiej, ponieważ jedynym celem AA jest pomaganie alkoholikom w powrocie do trzeźwości. Niektórzy członkowie AA organizują kluby i tym podobne formy dla członków AA, ale robią to wyłącznie na własną odpowiedzialność i we własnym imieniu. Kluby te są tradycyjnie niezależne od AA i starannie przestrzega się zasady nie identyfikowania ich ze wspólnotą AA. Grupy AA niekiedy organizują uroczystości z okazji kolejnych rocznic swego istnienia, pikniki i spotkania noworoczne lub świąteczne. W dużych miastach członkowie AA spotykają się na obiadach i wspierają nieoficjalnie, nawzajem podczas weekendów.

Czy AA pomoże rozwiązać mi problemy rodzinne


Alkohol najczęściej prowadzi do komplikacji życia rodzinnego, wyolbrzymia drobne irytacje, potęguje wady charakteru i powoduje finansowe kłopoty Wiele mężczyzn i kobiet, którzy zwracają się o pomoc do AA, kompletnie zrujnowało swoje życie rodzinne. Niektórzy nowicjusze w AA, po uświadomieniu sobie, że sami się do tego przyczynili, entuzjastycznie starają się naprawiać sytuację i podejmować normalne współżycie ze swoimi najbliższymi. Inni nadal uważają, że wszystkiemu są winne rodziny i mając powody albo i nie, odczuwają gorzką niechęć do swoich bliskich. Niemal bez wyjątku ci nowicjusze, którzy szczerze stosują program AA w swoim życiu, szczęśliwie naprawiają pogmatwane życie rodzinne. Więź pomiędzy alkoholikiem szczerze pragnącym nie pić a jego rodziną niejednokrotnie jest silniejsza niż kiedykolwiek. Czasem jednak wyrządzone szkody są nie do naprawienia i trzeba zupełnie inaczej podejść do życia rodzinnego. Zazwyczaj jednak wszystko kończy się szczęśliwie. Z doświadczenia wynika, że jeżeli alkoholik udaje się do AA tylko dlatego, żeby rodzina dała mu spokój, a nie po to, aby przestać pić - może mieć duże trudności w zerwaniu z nałogiem. Najpierw musi być szczera chęć powrotu do trzeźwości. Dopiero bowiem po wytrzeźwieniu alkoholik może realistycznie podchodzić do życia i oczekiwać sukcesów w rozwiązywaniu innych problemów życiowych.

Czy AA prowadzi szpitale lub sanatoria dla alkoholików


Nie ma czegoś takiego, jak "szpitale i sanatoria AA". Tradycyjnie AA nie oferuje żadnych usług ani świadczeń profesjonalnych ani takowym nie patronuje. Unikamy tego, co zawodowo świadczą inni, a co mogłoby wprowadzić zamieszanie w realizacji podstawowego celu AA, którym jest pomaganie alkoholikom w odnalezieniu drogi wyjścia z alkoholizmu. Czasami same grupy AA, inspirowane przez swoich członków, organizują spotkania w szpitalach pod egidą AA, ale są to działania wynikające z indywidualnych inicjatyw członków AA, a nie wspólnoty AA jako takiej. Zdarza się również, że członkowie AA lub grupy AA zakładają domy wypoczynkowe głównie dla nowicjuszy, w których zapoznaje się ich z programem AA, zdrowienia z alkoholizmu. Ten specyficzny sposób rozumienia pomocy dla alkoholików niekiedy okazuje się pomocny dla nowicjuszy w decydującym dla nich początkowym okresie dochodzenia do trzeźwości. Ale te domy wypoczynkowe nie mają nic wspólnego z AA poza tym, że mogą być prowadzone przez osoby, które uzyskały trzeźwość dzięki AA. AA -jako wspólnota nigdy nie bierze udziału w jakichkolwiek przedsięwzięciach dochodowych ani nie stowarzysza się z żadnymi instytucjami.

Czy AA może pomóc mi finansowo


Zazwyczaj ci, którzy zwracają się o pomoc do AA, znajdują się w poważnych kłopotach materialnych. Nic zatem dziwnego, że niektórzy mogą mieć nadzieję, iż AA pomoże im wyjść z najpilniejszych tarapatów finansowych. Już bardzo wcześnie stwierdzono w AA, że pieniądze lub ich brak, nie mają nic wspólnego z zaprzestaniem picia i znalezieniem własnej drogi wyjścia z wielu nabrzmiałych problemów, narosłych w trakcie picia. Brak pieniędzy - nawet przy wielkich długach - nie stanowi żadnej przeszkody dla alkoholika, który decyduje się stanąć twarzą w twarz wobec rzeczywistości bez alkoholu. Po uporaniu się z największym problemem ,jakim jest zaprzestanie picia, inne problemy łącznie z finansowymi ?,jakoś" też się rozwiązywały Niektórzy członkowie AA stosunkowo szybko i niemal sensacyjne odzyskiwali to, co stracili; dla innych była to droga długa i trudna. Zasadnicza odpowiedź na to pytanie sprowadza się do tego, że AA istnieje tylko dla jednego celu, który w żaden sposób nie jest związany z sytuacją materialną. Nie ma żadnych przeciwwskazań, aby nowicjusza zapraszać na posiłki, darowywać mu ubrania czy nawet trochę pieniędzy. Jest to sprawa indywidualnej decyzji i uznania. Jednakże byłoby ze szkodą dla wspólnoty, gdyby alkoholik odniósł wrażenie, że AA jest jakąś organizacją charytatywną, pomagającą finansowo swoim członkom.

Co to jest "AA Grapevine"


"Grapevine" ("Winorośl AA") to wydawany w kieszonkowym formacie miesięcznik dla członków AA i ich przyjaciół, którzy pragną dzielić się swymi doświadczeniami. Redakcja "Grapevine", jedynego międzynarodowego pisma wspólnoty (wydawanego w języku angielskim), składa się wyłącznie z Anonimowych Alkoholików. Pojedyncze egzemplarze miesięcznika są zazwyczaj dostępne na spotkaniach lokalnych grup, ale większość czytelników woli otrzymywać je systematycznie w prenumeracie. W Polsce takim pismem jest "Zdrój" (jest dostępny na spotkaniach intergrup i grup AA).

Dlaczego wydaje się, że AA nie skutkuje wobec niektórych ludzi


Odpowiedź jest następująca: AA skutecznie oddziałuje jedynie na tych, którzy przyznają się sami, że są alkoholikami i szczerze pragną przestać pić, i którzy potrafią zawsze pamiętać o tym jako o najważniejszej sprawie w życiu. AA zazwyczaj nie skutkuje wobec tych mężczyzn i kobiet, którzy mają wątpliwości, czy są rzeczywiście alkoholikami i trzymają się nadziei, że kiedyś znowu będą mogli pić w sposób kontrolowany. Większość autorytetów naukowych w zakresie alkoholizmu twierdzi, że żaden alkoholik nigdy nie może wrócić do "normalnego" picia. Alkoholik musi uznać ten oczywisty fakt i zaakceptować go. A w ślad za uznaniem i akceptacją musi iść szczera chęć zaprzestania picia. Niektórzy, po pewnym okresie pobytu w AA, zapominają o tym, że są alkoholikami z wszystkimi tego konsekwencjami. To, że nie piją, wywołuje w nich nadmierną pewność siebie, która prowadzi do eksperymentowania z alkoholem na nowo. W przypadku alkoholików wynik takiego eksperymentowania jest łatwy do przewidzenia: toczą się dalej po równi pochyłej alkoholizmu.

Co to jest "program na 24godziny"


"24-godzinny program" to określenie sposobu Anonimowych Alkoholików na pozostawanie trzeźwym. AA nie przysięgają, że nigdy w życiu nie będą pili i nie zobowiązują się też, że jutro na pewno nie wypiją kieliszka. Kiedy ktoś zwraca się do AA, doskonale już wie, że najszczersze przysięgi nie mogą powstrzymać go od picia "w przyszłości". Przymus picia okazuje się silniejszy niż najlepsze zamiary niepicia. Członek AA wie, że największym problemem jest być trzeźwym teraz, w tym momencie! Bieżące 24 godziny to jedyny okres, w którym Anonimowy Alkoholik realnie tkwi i może coś zrobić, aby nie pić. Wczoraj minęło, a jutra może nie być. "Ale dzisiaj" - mówi AA - "dzisiaj nie będę pił Może jutro ulegnę pokusie, ale o jutro będę się martwił, kiedy nadejdzie. Najważniejsze, abym nie wypił dzisiaj, przez najbliższe 24 godziny". Równolegle do programu na 24 godziny, wspólnota AA podkreśla ważność innych trzech haseł, znanych prawdopodobnie nowicjuszom, nim przystąpili do AA. Są to: "Nie przejmuj się", "Żyj i pozwól żyć" oraz "Najpierw sprawy najważniejsze". Stosowanie tych haseł w codziennym życiu pomaga każdemu AA w zachowywaniu radosnej trzeźwości.

Czy wspólnota AA ma swój "podręcznik"


Wspólnota AA dysponuje czterema książkami, uznawanymi powszechnie za podstawowe "podręczniki". Pierwsza to "Anonimowi Alkoholicy", nazywana często "Wielką Księgą", wydana po raz pierwszy w roku 1939, a następnie poszerzana w latach 1955 i 1976. Zawiera osobiste historie 42 reprezentatywnych, nałogowo pijących ludzi, którzy wytrzeźwieli na dobre dzięki AA. Sugeruje również kroki i zasady, których przestrzeganie pozwoliło pierwszym czcionkom wspólnoty na pokonanie w sobie przymusu picia. Druga książka to "Dwanaście Kroków i Dwanaście Tradycji", wydana w roku 1953. Bill W., współzałożyciel AA, interpretuje w niej wyczerpująco zasady i zalecenia, których przestrzeganie - jak dotąd - gwarantuje jednostce i grupom AA przetrwanie w ramach całej wspólnoty. Trzecia książka "Wspólnota AA dojrzewa", opublikowana w roku 1957, zawiera krótki opis historyczny dwóch pierwszych dziesięcioleci wzrastania i umacniania się wspólnoty. Czwarta książka to "Jak to widzi Bill". Jest to wybór pism Billa W. Książki te można nabywać w oryginale (jęz. angielski) pod adresem: Alcoholics Anonymous, Box 459, Grand Central Station, New York, N.Y.10163. (Niektóre z nich przetłumaczono już na język polski, np. "Dwanaście Kroków i Dwanaście Tradycji", "Anonimowi Alkoholicy", "Jak to widzi Bill"), a inne są aktualnie tłumaczone Kolejne wydania polskie można otrzymać w grupach AA lub w Biurze Służby Krajowej AA Warszawa, ul. Chmielna 20, lokal 16

Co to są "wpadki"


Zdarza się niekiedy, że osoba, która dzięki AA odzyskała trzeźwość, upija się. W AA takie upicie nazywa się zapiciem lub wpadką. Taka "wpadka" może mieć miejsce w pierwszych tygodniach lub miesiącach trzeźwości, ale także i po wielu latach niepicia. Prawie wszyscy członkowie AA, którzy mieli "wpadkę", przyznają, że miała ona konkretną przyczynę. Ludzie ci zapomnieli, że przyznali się do bezsilności wobec alkoholu, i nabrali przesadnej pewności, że potrafią kontrolować picie. Inni zaczęli opuszczać spotkania i przestali kontaktować się z innymi członkami AA. Czasem pozwolili sobie zaangażować się nadmiernie w działalność zawodową lub życie towarzyskie zapominając, że najważniejsze jest zachowanie trzeźwości. Pozwalali sobie na nadmierne zmęczenie i pochwyceni przez swoje emocjonalne i umysłowe mechanizmy obronne - upadali. Innymi słowy, większość wpadek nie zdarza się "ot tak sobie".

Czy jeżeli przyłączę się do AA, nie stracę wielu przyjaciół i wielu radosnych chwil


Najbardziej wiarygodną odpowiedź mogą dać tysiące mężczyzn i kobiet, którzy są wiele lat w AA. Nie mieli oni ani prawdziwych przyjaciół ani prawdziwie radosnych chwil, zanim przystąpili do AA. Do takiego przekonania doszli teraz, bo poprzednio myśleli inaczej. Wielu alkoholików potwierdza, że ich najlepsi przyjaciele są zadowoleni z faktu ich przyznania się do bezsilności wobec alkoholu; nikt nie cieszy się cierpieniem najbliższego przyjaciela. Trzeba oczywiście rozróżniać pomiędzy prawdziwą przyjaźnią, a przygodną znajomością w barze. Alkoholik ma przeważnie wielu znajomych, których niefrasobliwości i lekkiego sposobu bycia może początkowo mu brakować. Lecz ich miejsce zajmą setki członków AA, których nowicjusz pozna - mężczyzn i kobiet, ofiarujących pełną zrozumienia akceptację i nieustanną pomoc w zachowywaniu trzeźwości. Niewielu członków wspólnoty AA zamieniłoby swą radosną trzeźwość na to, co wydawało im się radością i dobrą zabawą w okresie, kiedy pili.

Jak znajdę czas na spotkania AA, pracę z innymi alkoholikami i na inne formy działalności AA


W okresie naszego pijaństwa, kiedy zasiadaliśmy do picia, nigdy nie martwiliśmy się o upływający czas. A teraz nowicjusz bywa zdziwiony, że na trzeźwość potrzeba wiele czasu. Jeżli nowicjusz jest z rodzaju "typowych alkoholików" będzie chciał szybko nadrobić "stracony czas": być pilny w pracy, cieszyć się radościami domowego ogniska, które tak długo zaniedbywał, chodzić do kościoła i udzielać się społecznie. Bo, stwierdza nowicjusz, na cóż jest trzeźwość jeżeli nie na bogate, normalne życie, brane pełnymi garściami? Niestety, programu AA nie można stosować niczym pigułki. Warto korzystać z doświadczeń tych ludzi, którym udaje się realizować program zdrowienia z alkoholizmu. Ci, którym trzeźwość daje maksimum zadowolenia i radości to przeważnie osoby, które regularnie chodzą na spotkania AA, nigdy nie odmawiają pomocy innym alkoholikom i zajmują się innymi formami działalności AA. Ci ludzie pamiętają o godzinach spędzonych w knajpach o opuszczonych dniach pracy, zmniejszonej wydajności i wyrzutach sumienia następnego, skacowanego ranka. Wobec tego bezmiaru zmarnowanego czasu stosunkowo nieliczne godziny poświęcone osiąganiu i umacnianiu trzeźwości wydają się naprawdę niską ceną.

Czy można przyłączyć się do AA poza miejscem swego zamieszkania


Takie pytanie stawiają zazwyczaj osoby, które mają uzasadnione powody, aby nie zdradzić się przed otoczeniem z tym, że są alkoholikami Ich pracodawca, na przykład, może nie znać zasad AA i być wrogo nastawiony do każdego, kto ma problemy z piciem. Mogą zatem bardzo pragnąć uzyskać i utrzymać trzeźwość przy pomocy AA, ale obawiają się to zrobić w swojej dzielnicy. Odpowiedź na powyższe pytanie brzmi: każdy może przyłączyć się do takiej grupy AA, do której chce i która mu odpowiada pod każdym względem. Najprościej jest przyłączyć się do grupy AA najbliższej miejsca zamieszkania. Osoba zwracająca się do AA jest najczęściej (chociaż nie zawsze) i tak już znana jako nadużywająca alkoholu. Tak więc wiadomość o tym, że przestała pić, szybko się rozejdzie. Niewielu jest takich pracodawców czy znajomych, którzy występowaliby przeciwko stowarzyszeniu lub instytucji, które mogą się przyczynić do zachowania trzeźwości przez ich pracownika czy przyjaciela; bez znaczenia jest tu fakt, gdzie to się odbywa. Ludzi nie wyrzuca się z pracy i nie bojkotuje towarzysko dlatego, że nie piją. Jeżeli doświadczenie tysięcy AA ma dla nowicjusza jakieś znaczenie, to najlepszą drogą dla niego jest zwrócić się o pomoc do najbliższej grupy AA, zanim zacznie się martwić o ewentualne reakcje innych ludzi.

Jak często brać udział w spotkaniach AA


Swego czasu zapytano Abrahama Lincolna, jak długie nogi powinien mieć człowiek? Odpowiedź, która przeszła do historii, brzmiała: "Tak długie, aby sięgały do ziemi". Członkowie AA nie muszą przychodzić na jakąś określoną liczbę spotkań AA. Ich udział w spotkaniach grupy jest zależny wyłącznie od ich własnej chęci i potrzeby. Większość AA uczęszcza na spotkania przynajmniej raz na tydzień Według nich zaspokaja to ich osobiste potrzeby kontaktu z programem AA przy pomocy grupy. Inni chodzą na spotkania codziennie, o ile jest to możliwe. Jeszcze inni mogą obywać się bez spotkań przez stosunkowo długie okresy czasu. Przyjazna zachęta "Przychodź na spotkania", tak często kierowana do nowicjuszy, oparta jest o doświadczenie członków AA, którzy wiedzą, jakim zagrożeniem dla ich własnej trzeźwości jest opuszczanie spotkań AA. Wielu wie z własnego doświadczenia, że jeżeli przestaną przychodzić, to łatwo mogą zapić; kiedy zaś regularnie uczęszczają na spotkania nie mają trudności z zachowaniem trzeźwości. Jak się wydaje, szczególnie nowicjusze korzystają bardzo dużo z częstego chodzenia na spotkania (lub utrzymywania kontaktów z AA w innej formie) zwłaszcza w okresie pierwszych tygodni i miesięcy ich pobytu w grupie. Spotykając się z innymi uczestnikami wspólnoty AA o podobnych doświadczeniach, jak ich własne, i słuchając tego, co mówią - rozwijają własne rozumienie programu AA i przekonują się, co ten program może im dać. Prawie wszyscy alkoholicy starali się sami nie pić. Dla większości doświadczenie to nie było ani przyjemne, ani skuteczne. Wydaje się, że skoro uczestniczenie w spotkaniach AA pozwala jednocześnie zachować trzeźwość i czerpać przyjemność - rozsądnie będzie pozwolić się kierować doświadczeniem tych, "co to stale chodzą na spotkania".

Czy muszę chodzić na spotkania AA


Niekoniecznie! Lecz, jak powiedział ktoś z AA - większość z nas tego chce, a niektórzy potrzebują. Większość alkoholików nie lubi, kiedy coś musi robić przez dłuższy czas. Na pierwszy rzut oka, perspektywa uczestniczenia w spotkaniach AA do końca życia może wydawać się - przerażająca. I znowu przypominamy, że w AA nikt nic nie musi. Zawsze istnieje możliwość wyboru, nawet w tak istotnej kwestii jak to, czy próbować zerwać z alkoholizmem przy pomocy AA? Głównym powodem, dla którego alkoholik uczęszcza na spotkania AA, jest potrzeba uzyskania pomocy w zachowaniu trzeźwości dzisiaj, a nie jutro, pojutrze, w następnym tygodniu czy przez dziesięć następnych lat. Dzień dzisiejszy, teraźniejszość, chwila bieżąca to jedyny okres życia, w którym można coś zrobić. Anonimowi Alkoholicy nie martwią się jutrem ani "resztą swego życia". Najważniejsze dla nich to zachowanie trzeźwości na teraz, na dzisiaj ! Przyszłością będą się martwić dopiero wtedy, kiedy nadejdzie. Wynika z tego, że Anonimowy Alkoholik, który jest gotów zrobić wszystko, co w jego mocy, aby dzisiaj nie pić, pójdzie na spotkanie AA, jeżeli jest ono właśnie dzisiaj. Uczestniczenie w spotkaniach AA służy zawsze zachowywaniu trzeźwości na dzisiaj ! Jak długo stosunek do AA opiera się na takim przekonaniu, żadna działalność w AA - z uczestniczeniem w spotkaniach włącznie - nie przypomina długoterminowych zobowiązań.

Czy mogę przyprowadzić na AA znajomych


Każdy zainteresowany wspólnotą AA, bez względu na to czy jest członkiem wspólnoty, czy nie, jest mile witany na otwartych spotkaniach AA. Najlepiej skontaktować się bezpośrednio z grupą AA i dowiedzieć się, jakie w niej panują zwyczaje. Szczególnie nowicjuszom zaleca się, aby przyprowadzali na te spotkania swoje żony, mężów lub przyjaciół, ponieważ zrozumienie przez nich programu AA może mieć ogromne znaczenie dla alkoholika w osiągnięciu przez niego trzeźwości i trwaniu w niej. Wielu małżonków uczęszcza na spotkania otwarte systematycznie, biorąc aktywny udział w zajęciach grupy AA. Należy pamiętać, że spotkania zamknięte są przeznaczone wyłącznie dla alkoholików.

Jak wstępuje się do AA


Nikt nie "zapisuje się" do AA w powszechnie przyjętym sensie. Nie wypełnia się żadnej deklaracji członkowskiej W większości grup AA nie ma żadnego wykazu członków Nie ma wpisowego, składek ani żadnych opłat. Większość ludzi włącza się do AA, przychodząc po prostu na spotkanie AA. Do AA mogli trafić w różny sposób. Doszedłszy - wskutek picia - do przekonania, że chcą zaprzestać pić - mogli zgłosić się do punktu kontaktowego AA lub do Biura Służby Krajowej AA w Warszawie, ul. Chmielna 20, skąd dostali adres lokalnej grupy AA. Innych mógł skierować lekarz poradni odwykowej, albo przyprowadził ich przyjaciel, krewny lub duchowy doradca. Zazwyczaj nowicjusz, przed pierwszym jego spotkaniem AA, ma okazję rozmawiać z jednym lub kilkoma członkami wspólnoty. Daje to możliwość zorientowania się, jak AA pomogło jego rozmówcom. Nowicjusz uzyskuje informacje o chorobie alkoholowej i o AA, co pomaga mu przekonać się, czy rzeczywiście ma szczerą chęć zaprzestania picia. "Jedynym wymogiem przynależności do AA jest chęć zaprzestania picia". Do AA nikt nikogo nie werbuje ani nie zmusza. Jeżeli po kilku spotkaniach ktoś uzna, że to nie dla niego (niej), to nikt nie będzie go namawiał do ponownego przyjścia. Co najwyżej poradzą mu, aby nie odcinał się na zawsze, ale nikt z AA nie będzie nigdy decydował za kogoś innego. Tylko sam zainteresowany alkoholik może powiedzieć, czy AA jest mu potrzebne, czy nie.

Dla młodych


Nikt nie jest za młody - tak jak nikt nie jest za stary - aby mieć problem z alkoholem. Alkoholizm to choroba, a nie sprawa wieku. Może dosięgnąć każdego - bogatego czy biednego, mężczyznę czy kobietę.

Nie jest ważne, od jak dawna pijesz i co pijesz. Jeśli tylko wydaje ci się, że twoje życie zmierza donikąd czy po prostu przestałeś normalnie funkcjonować, a przypuszczasz, że może to mieć jakiś związek z piciem zwykle tak właśnie jest.

Poznaj ludzi, którzy już to wiedzą ...

Odpowiedzi są do Twojej wyłącznie wiadomości

1 Czy pijesz dlatego, że masz problemy ? Aby się odprężyć ?

2 Czy pijesz wtedy, gdy złoszczą Cię inni ludzie, przyjaciele lub rodzice ?

3 Czy wolisz pić w samotności niż w towarzystwie ?

4 Czy zaczynasz dostawać coraz gorsze stopnie w szkole ? Czy zaniedbujesz swoje obowiązki ?

5 Czy zdarzyło się, że próbowałeś przestać pić albo pić mniej i nic z tego nie wyszło ?

6 Czy zaczynasz pić rano, przed pójściem do szkoły czy pracy ?

7 Czy wypijasz drinki jednym haustem ?

8 Czy miewasz luki w pamięci ?

9 Czy kłamiesz, gdy mówisz o swoim piciu ?

10 Czy zdarza Ci się, że gdy pijesz, wpadasz w kłopoty ?

11 Czy pijąc zawsze upijasz się - nawet wtedy, gdy wcale tego nie chcesz ?

12 Czy uważasz, że jest w dobrym stylu mieć mocną głowę ?

Czy w AA jest dużo kobiet alkoholiczek


Liczba kobiet, znajdujących pomoc w AA, wciąż rośnie. Około 1/3 ogólnej liczby członków AA to kobiety, lecz ich udział wśród nowoprzybyłych stale wzrasta. Kobiety, podobnie jak mężczyźni, wywodzą się z różnych klas społecznych i reprezentują różne modele picia. Istnieje ogólne przekonanie, że kobieta alkoholiczka ma szczególne problemy do rozwiązania. Ponieważ społeczeństwo zazwyczaj bardziej surowo ocenia zachowanie kobiet, niektóre kobiety mają poczucie, że ich nie kontrolowane picie spotyka się z większym oburzeniem, niż ma to miejsce w przypadku mężczyzn. W AA nie robi się różnic pomiędzy kobietą i mężczyzną. Niezależnie od wieku, pochodzenia, majątku czy wykształcenia - kobieta alkoholiczka i mężczyzna alkoholik znajdują zrozumienie i pomoc w AA. W grupie AA kobiety pełnią takie same funkcje jak mężczyźni.

Czy w AA jest dużo młodych ludzi


Największym źródłem optymizmu co do dalszego rozwoju wspólnoty AA jest fakt, że jej program przyciąga coraz więcej młodych ludzi i to na długo przed tym, zanim alkohol doprowadzi ich na życiowe dno. Dziś, kiedy postępujący charakter choroby alkoholowej jest dobrze znany, ci młodzi ludzie zdają sobie sprawę, że jeżli ktoś jest alkoholikiem, to najlepiej zatrzymać rozwój choroby w jej wczesnych stadiach początkowym okresie wspólnoty uważano, że do AA nadają się jedynie ci mężczyźni i kobiety, którzy przez alkohol stracili pracę, rodzinę, stoczyli się na dno lub w inny sposób przez pewien czas pozostawali na marginesie społeczeństwa Dzisiaj większość młodych w AA to dwudziestolatki, a nawet nastolatki. Większość z nich nadal zachowuje swoje rodziny i pracę. Wielu nigdy nie trafiło do więzienia lub szpitala. Lecz ci młodzi zrozumieli, że grozi im wielkie niebezpieczeństwo. Przyznają, że są alkoholikami i nie widzą powodu, by przez alkohol staczać się na życiowe dno. Ich pragnienie wyzwolenia się z alkoholizmu jest równie silne, jak ludzi dorosłych, którzy w czasach swej młodości nie mieli możliwości zwrócenia się o pomoc do AA. Przebywając razem w grupie AA, zarówno młodzi jak i starsi, rzadko odczuwają różnicę wieku. Jedni i drudzy zaczynają nowe życie od tego samego kamienia milowego - ich ostatniego kieliszka.

Czy AA jest wspólnotą religijną


AA nie jest wspólnotą religijną, ponieważ jej uczestnicy nie muszą wyznawać żadnej religii. Wprawdzie AA jest popierane i aprobowane przez wielu przywódców religijnych, wspólnota nie jest związana z żadną sektą ani wyznaniem. Do AA należą katolicy, protestanci, żydzi, wyznawcy innych religii, agnostycy i ateiści. Program AA zdrowienia z alkoholizmu jest niewątpliwie oparty na akceptacji pewnych wartości duchowych. Każdy z członków wspólnoty może te wartości dowolnie interpretować lub w ogóle o nich nie myśleć. Większość członków AA przed przystąpieniem do wspólnoty przyznała, że jest bezsilna wobec alkoholu i nie panuje nad piciem. Alkohol stał się siłą większą od nich samych i w takiej formie został zaakceptowany. AA sugeruje, że aby osiągnąć i utrzymać trzeźwość, alkoholicy muszą oprzeć się na innej sile, która będzie większa od nich samych. Niektórzy uznają grupę AA za taką silę, wierzący nazywają ją Bogiem, jakkolwiek Go pojmują, a jeszcze inni mają swoją, własną koncepcję Siły Wyższej. Niektórzy alkoholicy, przychodząc do AA, są przeciwni akceptowaniu jakiejkolwiek siły większej od nich samych. Doświadczenie uczy jednak, że jeżeli są gotowi słuchać i regularnie uczestniczą w spotkaniach AA, nie mają szczególnych trudności w rozwiązaniu tego problemu w odpowiadający im sposób.

Czy AA jest ruchem antyalkoholowym


Nie. AA nie ma żadnych powiązań z ruchami antyalkoholowymi. Wspólnota AA "nie popiera niczego, ani niczemu się nie przeciwstawia". Ten zwrot, stanowiący część powszechnie akceptowanych zadań wspólnoty, dotyczy również ruchów antyalkoholowych. Alkoholik, który na nowo uzyskał trzeźwość i stara się ją zachować w oparciu o program wspólnoty AA, ma taki stosunek do alkoholu jak chory na katar do zapachu kwiatów. Wielu członków AA uważa, że alkohol może być dobry dla wielu ludzi, ale dla nich samych jest zabójczy. Uczestnik wspólnoty AA nie chce nikogo pozbawiać tego, co odpowiednio dozowane, sprawia przyjemność. Uczestnik AA wie jedynie, że on sam nie jest w stanie panować nad alkoholem.

Kto "rządzi" w AA


W AA nie ma żadnej formalnej "władzy" ani "rządu". Jednakże zrozumiałe jest, że nawet w zupełnie nieformalnej organizacji pewne zadania muszą być wykonywane. Np. trzeba zapewnić pomieszczenie na spotkania grupy AA, ustalić i przestrzegać godziny rozpoczęcia i zakończenia zebrań itp. Należy także zapewniać kawę, herbatę i inne napoje, co tak bardzo uprzyjemnia nastrój i atmosferę towarzyską spotkania. Wiele grup wyznacza też osobę ze swego grona, odpowiedzialną wobec grupy za kontakt z krajową i międzynarodową wspólnotą AA. W początkowym okresie tworzenia grupy AA, zakładający ją ochotnicy wyznaczają sobie takie zadania, których pełnienie jest konieczne dla funkcjonowania grupy AA, a oni sami są wtedy "sługami" grupy. Należy jednak jak najszybciej - w drodze wyborów - podzielić zadania na kilka osób, na określony czas, po upływie którego zadania te przejmują inni członkowie wybrani przez grupę. Typowa grupa AA ma rzecznika, skarbnika oraz mandatariusza do występowania w imieniu grupy na spotkaniach regionalnych lub krajowych. Nowicjusze w grupie, pojakimś okresie niepicia, powinni brać na siebie niektóre zadania. Podobnie dzieje się na szczeblach regionalnych i krajowym, gdzie występują pewne zadania do wykonania. Należy wydawać literaturę AA i rozprowadzać pomiędzy zainteresowane grupy i osoby w kraju. Trzeba prowadzić korespondencję z grupami i odpowiadać na listy w sprawie programu AA i charakteru tej wspólnoty oraz udzielać informacji na temat wspólnoty AA oraz współpracować z lekarzami i duchownymi, zakładami pracy i instytucjami różnego typu. Trzeba też utrzymywać kontakt z prasą, radiem, telewizją, filmem i innymi ośrodkami masowego przekazu. Dla zapewnienia prawidłowego rozwoju wspólnoty AA najstarsi jej członkowie wraz ze swymi niepijącymi przyjaciółmi powołali coś w rodzaju rady, która obecnie nosi nazwę Centrali Służb AA (General Service Board of Alcoholics Anonymous). Centrala jest strażnikiem tradycji AA i opiekunem wszystkich służb AA oraz czuwa nad jakością usług świadczonych przez General Service Office w Nowym Yorku. Połączeniem między Centralą a grupami AA w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie jest Konferencja Służb Ogólnych. Konferencja składa się z około 91 delegatów regionów AA, 21 powierników w Zarządzie oraz członków personelu. Biuro Służb Ogólnych i innych, zwoływane jest co roku na kilka dni. Konferencja jest wyłącznie doradczym organem. Nie posiada władzy do regulacji czy sprawowania rządów we wspólnocie. Tak więc odpowiedź na pytanie "Kto rządzi w AA?" sprowadza się do tego, że jest to wspólnota wysoce demokratyczna, w której nie ma władzy centralnej i której organizacja formalna ogranicza się do minimum.

Czy w AA obowiązują jakieś przepisy


Brak przepisów, postanowień i obowiązujących wymagań jest jedną z wyjątkowych cech zarówno grupy AA jak i ogólnoświatowej wspólnoty AA. Nie ma czegoś takiego, jak obowiązek uczestniczenia w określonej liczbie spotkań AA. Większość grup ma niepisane tradycje jak ta, że kto nadal pije, zachowuje się hałaśliwie i zakłóca przebieg spotkania - może zostać wyproszony; będzie jednak zawsze mile powitany z powrotem, o ile nie będzie przeszkadzać. W tym czasie członkowie grupy zrobią wszystko, aby pomóc takiej osobie wytrzeźwieć, o ile tylko będzie ona tego szczerze pragnąć.

Ile kosztuje członkostwo w AA


Uczestnictwo w AA nie wiąże się z żadnymi zobowiązaniami finansowymi. Program AA zdrowienia z alkoholizmu jest dostępny dla każdego, kto szczerze pragnie przestać pić, bez względu na to, czy jest milionerem czy bez grosza. Większość grup AA praktykuje tzw. zrzutkę w czasie lub po spotkaniu, przeznaczoną na opłatę sali spotkań, kawę, herbatę, ciastka itp. Przeważnie też grupy AA przeznaczają dobrowolnie część tak zbieranych pieniędzy na krajowe i międzynarodowe potrzeby wspólnoty AA. Te fundusze, pochodzące od grup, wykorzystywane są na pomoc nowym i słabym grupom AA oraz na popularyzowanie idei AA wśród wielu alkoholików, którzy ich jeszcze nie znają. Istotne jest to, że uczestniczenie we wspólnocie AA nie jest związane z żadnym warunkiem finansowego wsparcia. Wiele grup AA ustaliło nawet górną granicę wpłat poszczególnych członków Wspólnota AA to samo finansujące się bractwo, nie przyjmujące również żadnej pomocy z zewnątrz.

Czy alkoholicy, którzy przestali pić, także zgłaszają się do AA


Większość mężczyzn i kobiet zgłasza się do AA dopiero wtedy, kiedy znajdą się "na dnie". Ale nie zawsze. Wielu ludzi przyszło do AA na długo przed wypiciem, ich zdaniem, swego ostatniego kieliszka. Pewna osoba, po przyznaniu, że jest bezsilna wobec alkoholu, zachowywała abstynencję przez 6 lub 7 lat, zanim trafiła do AA. Zastosowany wobec siebie przymus niepicia nie dawał jednak ani satysfakcji, ani radości. Potęgujące się napięcie wewnętrzne i kłopoty dnia codziennego już prawie doprowadziłyby do ponownego zapicia, gdyby nie rada jednego z przyjaciół, żeby skontaktowała się z AA. Odtąd osoba ta zachowuje trzeźwość jako wieloletni już członek wspólnoty AA i twierdzi, że nie ma żadnego porównania pomiędzy szczęśliwą trzeźwością dnia dzisiejszego, a pełnym litowania się nad sobą wczorajszym niepiciem. Inni podzielają te doświadczenia. Wiedząc po sobie, że można "na silę" utrzymywać ponurą abstynencję; stwierdzają obecnie, że dużo łatwiej zachowywać radosną trzeźwość i umacniać ją, spotykając się z innymi alkoholikami w ;AA. Jak większość ludzi, tak i oni, nie widzą większego sensu w obieraniu trudniejszej drogi do tego samego celu. Skoro mają możliwość wyboru - wybierają AA.

Dlaczego AA troszczy się o innych nałogowo pijących


Członkowie AA mają swój własny interes w tym, aby oferować swoją pomoc innym alkoholikom, którzy dotąd nie poznali smaku trzeźwości. Po pierwsze wiedzą z własnego doświadczenia, że tego rodzaju działalność, w ramach "Dwunastego Kroku" programu AA, pomaga im wytrwać w trzeźwości. Mają wreszcie coś, czemu mogą oddać się bez reszty. A wspomnienia dawnych, bolesnych przeżyć alkoholowych chronią ich przed zbytnią pewnością siebie, która zazwyczaj nieuchronnie prowadzi do zapicia. Niezależnie jednak od rodzaju uzasadnienia członkowie AA wiedzą, że dobrowolna i pełna oddania pomoc niesiona innym alkoholikom umacnia ich własną trzeźwość. Członkowie AA pragną pomagać pijącym nałogowo także i dlatego, że mają tym samym okazję spłacenia długu tym, którzy im swego czasu pomogli. Jest to jedyny sposób odwdzięczenia się wspólnocie AA. Członek wspólnoty wie, że trzeźwości kupić się nie da i że nie może mu ona być darowana na dłuższy czas. Ale jednocześnie każdy AA wie, że nowy sposób życia bez alkoholu może mieć za darmo, o ile szczerze tego pragnie, a swoją trzeźwością dzieli się z tymi, którzy przychodzą po nim do AA. Do tradycji AA należy to, że wspólnota nikogo nie werbuje w swoje szeregi ani nie ponagla do przyłączenia się, nie zwraca się o pomoc finansową z zewnątrz i takiej pomocy nie przyjmuje. Kiedy "nowy" sam przyzna, że jest alkoholikiem i że wspólnota AA może być mu pomocna - stawia wówczas wiele pytań, dotyczących istoty, struktury i historii tej wspólnoty. Oto najczęściej spotykane pytania: